Strona 2 z 3

this is not toronto comicon

: czw lip 09, 2026 12:41 am
autor: Ruelle I. Prescott
Czy to właśnie nie była podstawa ich relacji? Obie starały się wyciągnąć, co tylko mogły, aby móc potem jeszcze skuteczniej wbić tej drugiej szpileczkę... Chociaż po minionej nocy zapewne zaczęło się to zmieniać. A może zaczęło się zmieniać już wcześniej i spokojna rozmowa w łóżku była jedynie objawem tego, że zaczynały się jakoś dogadywać między sobą.
Nie było sensu jednak tego szczególnie roztrząsać. River wybyła, bogowie wiedzą gdzie, a Prescott mogła jedynie podążyć za nią wzrokiem póki dziewczyna nie zniknęła jej z pola widzenia. Tym samym cała trójka zyskała nieco więcej swobody do prowadzenia rozmowy, bo nie musiała przejmować się tym, że omawiana osoba znajdowała się tuż obok.
- Przez samokrytycyzm patrzy się nieco inaczej na takie rzeczy, gdy upłynie pewien czas - stwierdziła wzruszając ramionami, bo to, że tomik się przyjął nie znaczyło, że w tej chwili River musiała być zadowolona z tego jak się prezentował.
Nie miała pewności, co było z nim nie tak. Czy wydawał jej się z perspektywy czasu zbyt pretensjonalny? Dostrzegała teraz wyraźniej mankamenty historii? Może chodziło o kreskę, która nie była jeszcze tak wyrobiona jak po dodatkowych latach treningu? Nie zagłębiała się w temat, ale czuła, że ta dwójka może jej coś więcej powiedzieć w tej kwestii.
- I tak zastanawiałam się czy tego nie przeczytać - dorzuciła do wątpliwości Caspara, gdy tylko Maeve zdecydowała się na to, aby sięgnąć po tomik i pokazać jej wspomniany komiks.
W razie czego wina mogła w pełni spocząć na jej barkach, ale nie sądziła, aby Yang była typem kobiety, która specjalnie przejęłaby się tym, że mogła w jakiś sposób zdenerwować albo urazić Cross. Zresztą czego oczy nie widzą tego sercu nie żal... Ruelle po prostu przysłuchiwała jej się z pewnym zainteresowaniem. To brzmiało zdecydowanie nieco bardziej ambitnie niż jakaś typowa licealna drama.
- Dam. Nie spodziewałabym się po niej niczego innego - potwierdziła w momencie, gdy Maeve przedstawiła jej anegdotę związaną z tym jak poznała River. - Zresztą system i społeczeństwo nigdy nie będą idealne. Zawsze znajdzie się powód do buntu.
Po prostu każde pokolenie miało swoje inne bolączki i problemy adekwatne do czasów, w których żyli. Spoczywały też na nich inne oczekiwania oraz rodzaj presji wywierane przez otoczenie. To jednak był zdecydowanie temat na inną i bardziej rozległą dyskusję, która mogła poczekać. Chwilowo zajmowały się tym, co Yang mogła jej powiedzieć o twórczości River, która miała być kluczem do tego, co kryło się w tym popierdolonym łbie.
Już wcześniej przyglądała się ilustracjom, które prezentowała jej kobieta, ale w momencie, gdy ukazała jej panel z czarnowłosą dziewczyną, która zdecydowanie nie była protagonistką to pochyliła się nad nim jeszcze na dłuższą chwilę, aby go dokładniej przestudiować. Zresztą nie tylko ona, bo tuż obok pojawił się Caspar, który musiał skomentować grafikę. Posłała mu miażdżące spojrzenie, ale wcale nie był oto spowodowane doborem jego słów.
- To artystyczne wyobrażenie, a nie moja fotka z liceum - przypomniała mu, bo ilustracja mogła odbiegać od rzeczywistości, którą pewnie Fernwood mógł podziwiać jeśli przekopywał się przez jej niezbyt bogatą galerię na instagramie.
Prawda była taka, że rysunek mógł przedstawiać w zasadzie każdą dowolną dziewczynę lub być wytworem wyobraźni River, który pasował jej zwyczajnie do tego pojedynczego panelu... Chociaż gdzieś w głębi wiedziała, że to nie jest prawda. To była ona. Poznawała siebie w tych liniach. Wszystko było tam znajome od sposobu w jaki dziewczyna siedziała przy ławce przez drobne szczegóły jej aparycji kończące się dosyć znaną stylówką, którą nosiła w czasach szkolnych. Odwzorowała to niemal idealnie.
- Zaczęła, bo sprowokowałam ją durnym tekstem, a potem... Chyba lekko wymknęło nam się to spod kontroli - przyznała, spoglądając na Maeve nim ta wygłosiła jeszcze komentarz w kierunku kręcącego się obok Caspara.
Przynajmniej taką wersję przyjmowała. Niby Cross podpuszczała ją do tego, aby zastanawiała się czy przypadkiem nie była obiektem jej szkiców już dużo wcześniej, ale tanatopraktorka przyjmowała swoją wersję. W końcu nie było powodów do tego, aby wcześniej River miała ją rysować... A jednak istniały Butelki i kto wie ile jeszcze prac, w których mogła się przewinąć w tej czy innej formie...
- Dobra, czyli po prostu kusiło was spotkać dziewczynę z jej debiutanckiego tomiku jakby była jakąś tajemniczą postacią. Rozumiem - westchnęła ciężko, starając się jakoś ułożyć to sobie w głowie.
Było tego dużo. Zdecydowanie nie tego się spodziewała po tym wszystkim i chyba potrzebowała czasu na to, aby ułożyć sobie to wszystko w głowie. Nie czegoś takiego się spodziewała...

River Cross

this is not toronto comicon

: czw lip 09, 2026 9:20 am
autor: River Cross
Wiadomo, że najwygodniej obrabia się czyjeś dupsko, jak tego kogoś nie ma w pomieszczeniu. Obgadywanie River, kiedy jeszcze stała obok, było nieco niezręczne, a na pewno męczące. A teraz? Mogli w sumie powiedzieć wszystko i czerpać z tego hektolitry satysfakcji! A ona biedna siedzi nie wiadomo gdzie i wypłakuje oczy! No dobra, wcale nie. Chociaż nigdy nie wiadomo, co się dzieje za główną sceną, prawda? Może właśnie potrącił ją jakiś rozpędzony tir i wszyscy potem będą bardzo żałować, że byli dla niej tacy okropni i to oni będą wypłakiwać oczy nad jej grobem? Oby tylko postawili potem jakiś zajebisty pomnik, a to nie są tanie rzeczy, jak się dowiedziałam.
Kiedy tylko wspomniała, że zastanawiała się nad przeczytaniem tego, w oczach Maeve pojawiły się dolary. Te kanadyjskie. Nie mam pojęcia w sumie, jak wygląda ich symbol. Nie wpadło Yang pewnie do głowy, że równie dobrze Prescott mogłaby pożyczyć komiks od samej autorki albo chociaż od Caspara i przeczytać to za darmo. Mogłaby też zwyczajnie go spiracić, ale o takich sprawach lepiej nie wspominać przy Yang na głos, bo dostanie wylewu.
Zdecydowanie trudno byłoby pomylić rysunek przedstawiający Prescott z postacią protagonistki, bo różni ją je takie szczegóły jak krągłość bioder czy, no nie wiem, rasa. Rysunek nie był oczywiście szczegółowym portretem pamięciowym, który można byłoby wywieszać na listach gończych. Ruelle została ujęta w ramy stylu, z jakim tworzyła Cross. Nie odbiegała jednak od tego, jak dziewczyna wyglądała w rzeczywistości na tyle, by musieć się zastanawiać, kto to jest. Czy takie umieszczanie cudzych wizerunków bez ich zgody było w ogóle legalne? Parafrazując wieszcza – gdyby nie licentia poetica czekałby River poprawczak. Niektórzy mogliby również uznać, że potraktowała rysunkową wersję Prescott nadzwyczajnie łagodnie. Przecież nikt w liceum nie wygląda wyłącznie dobrze. Gdyby się nie obraziła i nie poszła w cholerę, pewnie mogłaby się kłócić, że na panelu nie brakowało wad. Komiksowa postać miała zdecydowanie za chude nadgarstki, jak na powszechnie przyjęte standardy piękna i prawdopodobnie dość płaskie dupsko, co trudno ocenić, bo na tym konkretnym rysunku siedziała. Ale czy w ogóle zgodziłaby się z faktem, że to jakieś minusy i odbierają komukolwiek uroku? Pewnie też nie. Rysowniczka zdążyła już wielokrotnie udowodnić, że nawet jeśli rysuje kogoś w nie do końca korzystnej sytuacji, to i tak potrafi przelać na stawiane linie pozytywne emocje. Wyciągnięta ze środka historii Rue zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto zasługuje na wymazanie z pamięci i to nie była kwestia wyłącznie rozlania jej na całą stronę. W jej znudzonym spojrzeniu było ukryte coś takiego, że w co wrażliwych czytelnikach powinna obudzić się paląca potrzeba, by rysunkowa dziewczyna obróciła głowę i spojrzała prosto na nich. Ci jeszcze wrażliwsi z pewnością od razu poczuliby też frustrację wynikającą z faktu, że nie było na to szans. Czymkolwiek był obiekt, w który wpatrywała się Rue, sprawiał wrażenie ważniejszego niż podglądający ją czytelnik. Nikt nie lubi być ignorowany, a już na pewno nie przez szkic. Może przez to wymieszanie bolesnych i pozytywnych odczuć Cross nie miała szans na wielką karierę? Ludzie nie lubią czuć tyle emocji jednocześnie.
Czemu uważasz, że wymknęło ci się to spod kontroli? Yang obrzuciła ją czujnym spojrzeniem, próbując zastosować na tanatopraktorce tę samą sztuczkę, co na River. Trudno było jednak wedrzeć się do umysłu kogoś, kogo zna się co najwyżej od dwóch godzin. Maeve nie była jedną z tych, które takie coś mogłoby zrazić.
Bez przesady — odparła obojętnie Maeve.
Owszem — odparł entuzjastycznie Caspar w tym samym momencie. No to rabini się wypowiedzieli. Fernwood uśmiechnął się przepraszająco i wzruszył ramionami. Najwyraźniej bardzo cenił sobie szczerość.
Spróbuj zażądać dla siebie procentu od sprzedaży! Mi nie dała wprawdzie ani centa, ale może tobie się udadodał jeszcze pół żartem, pół serio. Spojrzał na Yang, ale kobieta zdążyła już odejść od nich i zająć się rozmową z nowymi klientami, którzy pojawili się obok stoiska.
Albo może lepiej udawaj, że niczego ci nie powiedzieliśmy? Powiedz, że gadaliśmy o komiksach Beverly. Ruchem głowy wskazał na wampirzy rollup. Jest chyba jakaś szansa, że w to uwierzy, a przynajmniej będziemy mieli wszyscy święty spokójzaproponował, wzdychając ciężko. Czuł, że z jakiegoś dziwnego powodu to jemu się za to najbardziej oberwie. Wyjął z kieszeni telefon i wystukał kilka wiadomości, które jednak nie spotkały się z żadną odpowiedzią.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: czw lip 09, 2026 1:43 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Korzystała z okazji, która jej się nadarzyła. Przynajmniej ktoś chciał udzielić jej jakichkolwiek odpowiedzi bez stosowania dziwnych wybiegów mających ją odciągnąć od tematu rozmowy. Maeve była aż nadto pomocna w tej kwestii. Prescott nie czuła jednak, aby kierowały nią ukryte motywy. Choć na pewno chętnie chętnie wzbogaciłaby się na niej jeśli tanatopraktorka zechciała jej pomóc w poprawieniu wyników sprzedaży.
Przez moment zastanawiała się nad czymś intensywnie, ale w końcu mruknęła pod nosem coś, co mogło brzmieć jak hiszpańskie przekleństwo. Kusiło ją sięgnąć po tomik, ale domyślała się, że to było ryzykowne zagranie, a tego wolała w tej chwili uniknąć.
- Domyślam się, że pewnie nie bez przyczyny ta postać zajmowała aż tyle miejsca na stronie… Starasz się mnie nakłonić do kupna, żebym przekonała się jaką rolę odgrywa w historii? - zapytała jeszcze, bo Maeve nie ukrywała szczególnie faktu, że chciała z niej zedrzeć przynajmniej parę dolarów.
Nie zamierzała się wykłócać, że dziewczyna mogła być kimkolwiek. Ruelle potrafiła rozpoznać swoją sylwetkę wychodzącą spod ręki Cross. Może i wtedy jej styl nieco się różnił, bo nie był dobrze wyrobiony, a pewne kształty mogły wynikać z konkretnych decyzji stylistycznych lub niedoskonałego warsztatu, ale na pewno uwieczniona w druku postać należała do Prescott.
- Nieważne. Po prostu nie sądziłam, że faktycznie stanę się obiektem tak wielu prac - rzuciła niezobowiązująco, wzruszając ramionami.
Nie zamierzała opowiadać Yang o rosnącej obsesji, o tym jak wszystko zdawało się doprowadzać do tego, że ciągle kończyły razem w łóżku ani o tym, że nie potrafiły wytrzymać ze sobą zbyt długo bez wszczęcia jakiejkolwiek kłótni, która wynikała niekiedy z jednego nieopatrznie rzuconego słowa. Nie to było teraz istotne.
- No to macie. Może nie spełniam oczekiwań, ale jestem - odparła, gdy tylko Caspar potwierdził w pewien sposób jej przypuszczenia.
Nie miała pojęcia, co mogli sobie wyobrażać przez cały ten czas, ale zapewne nie było to spotkanie tego typu. Z tego, co usłyszała to Fernwood szczególnie wydawał się mieć w głowie jakąś niezwykle romantyczną wizję, która nie miała jakiegokolwiek odbicia w rzeczywistości... Prawda? Ruelle mogła na pewno zaświadczyć o sobie. W końcu nigdy nie czuła romantycznego pociągu do kogokolwiek i raczej nie sądziła, aby to się kiedykolwiek zmieniło.
- Nie zależy mi na kasie - mruknęła w kierunku Caspara, który zaczął się zajmować swoim telefonem. - I raczej nie zamierzam jej niczego mówić o tym, co kto mi powiedział, a ty chyba powinieneś jej poszukać jak jej potrzebujecie, bo nie sądzę, aby ci odpisała.
Całkiem możliwe, że wciąż kręciła się gdzieś na terenie konwentu. Mogło ją wywiać dosłownie wszędzie, a według przypuszczeń Prescott to właśnie na niego rysowniczka mogłaby być najmniej wkurwiona.

River Cross

this is not toronto comicon

: czw lip 09, 2026 2:54 pm
autor: River Cross
Yang uśmiechnęła się szeroko, słysząc intratną propozycję. Ostatkiem sił powstrzymała się, żeby nie podsunąć jej pod nos terminala. Klientów trzeba było traktować jednak z pewną kulturą, żeby nie uciekli z krzykiem. Znalezienie balansu pomiędzy chciwością, a uprzejmą obsługą nie było łatwe.
Staram się nakłonić cię do kupna, bo uważam, że to bardzo ciekawa pozycja w ofercie naszego wydawnictwa. Skoro River się zmyła, to nie mogę ci niestety zaoferować pracowniczej zniżki dla przyjaciół, ale chętnie dorzucę gratis jakieś naklejkizaproponowała, ruchem głowy wskazując w ich stronę. Caspar słysząc to, aż się zapowietrzył. Objął Prescott ramieniem i przycisnął ją do ciała.
Daj spokój, Maeve! Ruelle to też moja serdeczna przyjaciółka, daj jej moją zniżkę!zażądał natychmiast i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że miał przecież trzymać łapska z daleka od tanatopraktorki, póki ona nie wyrazi innej potrzeby. Odsunął się o kroczek, puszczając ją i uśmiechając się niepewnie.
Przecież ty dla nas nawet nie pracujesz. Odrzuciłeś naszą propozycję, a teraz śmiesz mieć wymagania?Yang spojrzała na niego z rozbawieniem, co tylko wprawiło go w jeszcze większe zakłopotanie. Wyraźnie nie miał argumentów, które byłby w stanie z tym walczyć. Niespecjalnie opłacało się to całe przyjaźnienie się z Fernwoodem. Zżerał cudze jedzenia, nie przynosił za sobą żadnych zniżek... po co ktokolwiek właściwie się z nim zadwał?
Maeve mruknęła z niezadowoleniem, gdy Prescott uniknęła odpowiedzi na jej pytanie. Kobiecina nie była do tego przyzwyczajona, więc dotknęło ją to dużo mocniej niż powinno. Dobrze jednak, że Ruelle pokazywała im się ze swojej naturalnej i prawdziwej strony. Jeżeli Cross kiedykolwiek zacznie na nią przy nich narzekać, to przynajmniej wszyscy ją zrozumieją. Będą klepać ją po ramieniu i szczerze współczuć, że musi użerać się z taką wariatką. Yang nie miała zamiaru naciskać. Gdzieś jednak wyczuwała granicę dobrego smaku i wpieprzenia się do cudzego życia. Może były zarysowane dość daleko, ale ważne, że w ogóle się pojawiały. Pewnie uznała też, że ma ważniejsze rzeczy do roboty niż dyskutowanie z jakąś gówniarą. Całe stoisko było przecież na jej głowie, bo wszyscy inni wymiksowali się z roboty! To nie tak, że wokół zbierały się dzikie tłumy, ale jednak co jakiś czas podchodził ktoś nowy, a każdy zasługiwał na tyle samo uwagi.
Nie mów tak! Pewnie, że spełniłaś oczekiwania. Nie okazuje ci sympatii dostatecznie intensywnie? Przepraszam, postaram się poprawić. A zresztą! Ty nie moje oczekiwania powinnaś chyba spełniać, co nie?Przejął się na moment, że może faktycznie był zbyt powściągliwy i za mało entuzjastyczny. Musiał zapamiętać, by się poprawić i zintensyfikować to całe okazywanie życzliwości, żeby tylko Rue nie myslała ani o sobie, ani o nim źle.
Po pierwsze, nie muszę jej szukać. Na pewno poszła po prostu na boisko zapalić. Po drugie, chyba nikt jej tu nie potrzebuje. Formalnie znaczy się. Miała dzisiaj pomagać Maeve z własnej woli doprecyzował, wystukując jeszcze kilka wiadomości. Wyciągnął rękę przed siebie i wyszczerzył się do aparatu. Pojedyncze zdjęcie mu nie wystarczyło, więc zrobił jeszcze jedno, tym razem łapiąc w kadrze również Ruelle.
A po trzecie, to raczej dam jej ochłonąć, wiesz? Same jej te nerwy przejdą, jak zawsze. Nie chcę się niepotrzebnie kłócić, a na pewno zacznie się na mnie za karę wyżywaćdodał, wysyłając te niespecjalnie korzystne fotki. Wpatrywał się przez moment w ekran, czytając bardzo długą wiadomość od River, w której wyjaśniła mu dokładnie swoje uczucia, przeprosiła, że się uniosła i obiecała poprawę. A chuja tam, nieprawda, nic mu nie odpisała. Nawet nie odczytała.
Podwieźć cię do domu? Możemy się podzielić Uberemzaproponował, obracając w jej stronę ekran, na którym zdążył już wpisać własny adres, żeby sprawdzić, na jakie kwoty musi się przygotować. Nie miał pojęcia, czy mieszkają chociaż w tej samej części miasta, ale razem zawsze taniej!

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: czw lip 09, 2026 3:51 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wiedziała, że rozgryzła Maeve, która tylko czekała na okazję do tego, aby wcisnąć jej bezceremonialnie jakiś tomik. Nawet temu nie zaprzeczyła, a jedynie rzuciła swoją jakże hojną propozycją. Z tym, że Prescott nie zamierzała jej się ugiąć. Nie interesowały jej naklejki. Nie pokaże ze swojej strony, że wykazała się większym zainteresowaniem. Po prostu, gdy zniknie z oczu kobiety  to poszuka komiksu udostępnionego gdzieś w wersji cyfrowej. Na pewno jakoś się do tego dokopie...
- Dzięki, ale raczej nie skorzystam. Chociaż doceniam tę wyjątkowo atrakcyjną ofertę - odpowiedziała swoim zwyczajowym tonem, który mógł wyraźnie wskazywać na to, że jednak nie doceniała w pełni tych interesów, które Yang próbowała z nią dobić.
W momencie, gdy tylko Caspar się zapowietrzył i objął ją ramieniem to natychmiast posłała mu lodowate spojrzenie. Zastanawiała się czy był to jedynie wybieg, aby mogła kupić komiks z zastosowaną zniżką czy faktycznie tak niewiele mu trzeba było, aby okrzyknąć kogoś swoim serdecznym przyjacielem. Zwłaszcza, że Ruelle nie okazała mu zbyt wiele serdeczności jak na  ten moment... Chociaż może była dla niego odrobinę miła. Zwłaszcza poprzedniego dnia, gdy liczyła na jakieś plotki na temat River.
Może kiedyś faktycznie wywiąże się między nimi jakaś solidniejsza relacja, która pozwoliłaby tanatopraktorce się otworzyć prze Maeve, ale na razie się na to nie zapowiadało. Nie wspominając już o tym, że sam proces był raczej długotrwały przez bardziej skrytą naturę Rue. Na razie dyskusja była zakończona w miarę neutralną odpowiedzią, a studentka wolała się skupić na nieco innych kwestiach.
- Okazujesz jej nawet zbyt wiele, więc mógłbyś się poprawić i nieco zluzować - uświadomiła go, bo zdecydowanie nie przywykła do takiego okazywania miłości przez kogokolwiek, kto nie był z nią związany więzami krwi. - A niby czyje oczekiwania miałabym spełniać i dlaczego?
Nie miała zamiaru przymilać się do kogokolwiek i odgrywać roli, która do niej nie pasowała. Każdy miał wobec niej inne oczekiwania. Jedyne, z którymi mogła się liczyć to były te jej rodziców. Chociaż też nie do końca. Starała się być dobrą córką i dawać im powody do dumy, ale na pewno nie oznaczało to tego, że nagle zacznie wieść życie jakiego by dla niej najbardziej chcieli. Miała mimo wszystko własną wizję tego jak chciała je przeżyć. Na pewno nie obejmowała ona jakiegoś miłego męża i gromadki dzieci.
- Myślałam, że miała tu być z jakiegoś powodu - odparowała na punkt numer drugi, bo założyła, że rysowniczka miała pełnić jakiś dyżur lub cokolwiek innego.
Nie umknęło jej to, że ustawiony przy niej Fernwood starał się uchwycić ją w kadrze, gdy robił jedno ze zdjęć. Po jasną cholerę w ogóle to robił? Nie mogła się zatem powstrzymać od tego, aby wychylić się i spojrzeć na ekran jego telefonu, aby skontrolować, co próbował wyczynić i do kogo w ogóle wysyłał te fotki... I czy dodał do nich jakiś dziwny podpis.
]- Po pierwsze to wisisz mi za żarcie i to podwójnie, więc nie dzieliłabym się - przypomniała mu, bo najwyraźniej zapomniał o darmowej wyżerce. - A po drugie dzięki, ale nie. Jest kilka prelek, które chciałam obczaić.
W końcu nigdy nie przybyłaby na konwent jedynie dla Cross. Głównie dlatego, że przewidywała, że coś mogłoby jebnąć, więc musiała być gotowa na to, aby zapewnić sobie jakąś inną rozrywkę, żeby nie wyszło na to, że tylko dla niej się fatygowała do Rexdale. To byłaby już totalna głupota.
Sprawdziła jeszcze rozkład na telefonie, żeby sprawdzić, gdzie mieściła się klasa, w której miał się odbyć wykład na temat fiksacji seryjnymi mordercami jak wynikało z tytułu i opisu. Na pewno jednak, aby tam dotrzeć musiała przejść na boisko, gdzie być może Cross wypalała swojego papierosa, aby ochłonąć. Wystawcy znajdowali się bowiem w sali gimnastycznej, która była położona w innym budynku niż prelekcje i inne atrakcje.

River Cross

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 9:30 am
autor: River Cross
Miał w sobie naprawdę dużo entuzjazmu i radości z życia, a zgaszenie tego wszystkiego nie było taką prostą sprawą. Prescott bardzo się starała swoim chłodem i dystansem, ale to nie mogło wystarczyć na tego gościa. Zaśmiał się radośnie, gdy wytknęła mu, że okazuje za dużo sympatii, uznając, że to wyborny żarcik. Nie da się przecież tak łatwo przesadzić w tej kwestii, a już na pewno nie na samym początku znajomości, prawda? No pewnie.
Oczekiwania River na przykład? Nie wiem, wydawało mi się, że...Zastanowił się przez chwilę nad najlepszy sposobem dokończenia tego zdania. Macie się ku sobie. No to wymyślił! Cóż, lepsze to niż przewidywania względem potencjalnego małżeństwa. Tylko czy one kiedykolwiek w ogóle się pojawiły, czy to był tylko durny żart Cross, którym próbowała podkręcić absurd sytuacji do skrajnego stopnia, żeby pozbyć się stresu i niezręczności? Nigdy się nie dowiemy! Ok, no tobie akurat mogę powiedzieć, że to ta druga opcja, ale nikomu nie mów.
Darował sobie jakiekolwiek podpisy. Nie dorobił im nawet żadnych zwierzęcych części ciała z pomocą filtra. Zdjęcia były całkowicie normalne i zostały wysłane do River, żeby dać jej znać, że ciągle są na terenie konwentu i ciągle spędzają czas razem. Nieco aktualizacji, nieco pochwalenia się, nieco uspokojenia? Pewnie tak. Żadna z tych rzeczy na razie nie zadziałała, ale na pewno sprawdzi się później, jak rysowniczka wreszcie sięgnie po telefon. Na bank! Chciał nawet zaproponować Ruelle, że może jej podesłać fotki, bo to przecież pierwsze ich uwiecznienie razem na zdjęciu, ale wytknęła mu fakt, że wisi jej pieniądze za jedzenie. A podobno nie zależy jej na kasie! Gdyby tylko ludzkie ciało działało jak psie, Casparowi na pewno opadłyby teraz smutno uszy.
To napisz mi, ile potrzeba, to ci wyślę. No i może widzimy się później. Wrócił do swojego popisowego, szerokiego uśmiechu. Humor wrócił mu dość szybko, a to przecież najważniejsze. Skinął zarówno do Rue, jak i do Maeve, po czym odszedł w swoją stronę, znowu stukając coś w telefonie.
W budynku było więcej osób niż wczoraj. Może dzisiaj upchnięto więcej interesujących wydarzeń? Albo po prostu bardziej pasowało to ludziom do kalendarzy. Na szczęście wciąż nie wymagało to przebijania się łokciami przez tłum, a świeże powietrze na boisku nie przyniosło wrażenia dodrapania się do tlenu po życiu miesiącami w piwnicy. Na zewnątrz kręciło się nieco konwentowiczów, ale na pierwszy rzut oka nie było nigdzie widać Cross. Ławka, na której wczoraj siedziały, była zajęta przez jakąś inną grupkę, a sylwetka rysowniczki nie wybijała się na tle żadnej z obecnych tak ekip. Nie było jej również na prelekcji o seryjnych mordercach, ani na żadnej innej, o którą Ruelle planowała jeszcze tego dnia zahaczyć. Niestety artystka nie wyparowała tak całkowicie. Nie odezwała się w ciągu dnia ani słowem, ale zmaterializowała się później na boisku, przez które musiała przejść Prescott, by dostać się do wyjścia czy czegokolwiek, czego mogła szukać w głównym budynku. Siedziała z nogą założoną na nogę na ławeczce do ćwiczeń zamontowanej na outdoorowej, szkolnej siłowni, a obok niej, oparta o drążki do podciągania, stała fanka, która zagadała do niej wczoraj. Cross obracała w palcach nieodpalonego papierosa, dziewczyna trzymała w rękach szkicownik.
To chyba kwestia tego, że wyglądają, jakby byli tuż przed... czymś? No wiesz, strach w oczach, które widzą, jak w stronę twarzy zmierza pięść albo moment realizacji, że do pomieszczenia wszedł ktoś, za kim się stęsknili, zanim do niego wstaną i się wyprzytulają.Dziewczyna podniosła wzrok znad zeszytu na rysowniczkę, która bacznie jej się przyglądała. Nietrudno było zaważyć, że były w środku jakiejś dłuższej rozmowy.
— Tym razem stawiam raczej na zatrzymanie serce tuż przed wpadnięciem w histerię i na absolutne poddaństwo w sekundach przed orgazmem — odpowiedziała spokojnym tonem. Nie sprawiała wrażenia zirytowanej, ani takiej, której ktoś wyjątkowo umiejętnie zepsuł humor. Dziewczyna przygryzła dolną wargę i spojrzała na palce artystki, w których wciąż obracała fajkę.
Nie mogę się doczekać aż tego doświadczęprzyznała, na co River uniosła brew. Do dziewczyny dotarło chyba, jak sformułowała to zdanie, bo bardzo się zmieszała. Na jej policzkach pojawił się rumieniec, zamknęła gwałtownie szkicownik.
Miałam na myśli ten nowy komiks. Że nie mogę się doczekać, aż zobaczę. Ja... przepraszam, nie chciałam sugerować, że...Cross wyprostowała się i pokręciła głową z rozbawieniem, co skutecznie uciszyło dziewczynę po raz kolejny.
— Gwarantuję, że będziesz zadowolona z rezultatów — zapewniła, chcąc chyba ją nieco uspokoić. — Komiks też pewnie ci się spodoba. — Ach no tak, nieważne. Chciała raczej sprawić, że fanka zarumieni się jeszcze bardziej, co się zresztą udało. Rysowniczka obserwowała ją bacznie, śledząc wzrokiem szczegóły jej sylwetki i po raz kolejny wyciągając z niej wszystko, co mogłoby ją interesować artystycznie. W takiej wersji jej przecież jeszcze nie widziała. Wsunęła papierosa między wargi i rozejrzała się w poszukiwaniu zapalniczki. Dopiero wtedy dostrzegła Ruelle. Pozwoliła, by ich spojrzenia spotkały się na sekundę, po czym oderwała się od niej i wyjęła fajkę, uznając chyba, że zapalniczka musiała rozpłynąć się w powietrzu, co akurat było dość powszechnym zjawiskiem w przyrodzie.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 10:53 am
autor: Ruelle I. Prescott
W przeciwieństwie do Caspara, Ruelle nie była tak żywiołową osobą. W dodatku miała wrażenie, że nie tylko mężczyzna uprawia jakiś dziwny platoniczny love bombing, gdy ledwie się poznali, ale również, że każda interakcja z nim wyczerpywała jej energię poświęconą na sytuacje społeczne na przynajmniej kilka miesięcy. Może powinna poznać go z jedną swoją zdecydowanie zbyt pozytywnie nastawioną do świata znajomą, aby wspólnie zajmowali się jakimiś absolutnie przesłodzonymi rzeczami?
Przez moment wpatrywała się w Fernwooda jakby naprawdę próbowała zrozumieć, co takiego miał na myśli mówiąc, że miały się ku sobie. Może mózg przestawił się jej za bardzo na hiszpański i teraz musiała się wysilić, aby przypomnieć sobie znaczenia pewnych słów.
- To zdecydowanie zbyt daleko idąca interpretacja tego, co się dzieje między nami - odpowiedziała zdecydowanie zbyt spokojnym tonem, starając się uciąć wszelkie przypuszczenia, które mógłby snuć jej nowy przyjaciel.
Nie miały się ku sobie. Zwyczajnie uwikłały się w trudną do zdefiniowania seksualno-artystyczną relację, a ostatnio zwyczajnie miały mniejszą ochotę na to, aby się wzajemnie zamordować... Chyba. Trudno było to ocenić w momencie, gdy River stała się ostatnio dużo bardziej drażliwa. Może kwestia hormonalna? W końcu Prescott nie znała jej cyklu.
Mógł darować sobie zdjęcia, ale jakoś była w stanie mu to wybaczyć. Zresztą i tak zaraz przybrał minę zbitego psa tylko dlatego, że odrzuciła jego propozycję wspólnego powrotu uberem oraz przypomniała mu o tym, że była jego ukochaną karmicielką. Chyba zdążył już o tym zapomnieć.
- Nie. Wolę zachować ten stan rzeczy, aby potem wykorzystać go na swoją korzyść - odpowiedziała, nie zgadzając się na to, aby podać mu kwotę jaką był jej winien za posiłek.
Właśnie z takim tekstem zostawiła go przy stoisku i ruszyła na swoją wybraną prelekcję. Po drodze nie natknęła się na River, ale nawet jej  specjalnie nie szukała. Była zajęta swoimi sprawami, a poza tym zdawała sobie sprawę z tego, że ich spotkanie mogłoby mieć opłakane skutki jeśli Cross nie zdołała jeszcze ochłonąć. Dlatego lepiej było dla wszystkich, że nie widziały się jeszcze przez kilka kolejnych godzin.
Dostrzegła ją dopiero, gdy była już na wszystkich interesujących ją atrakcjach i przeszła halę z wystawcami, aby kupić kilka rzeczy, które mogły jej wpaść w oko. Była na boisku. Nie zaskoczyło ją to, że artystka paliła, ale nie spodziewała się, że będzie to robiła w towarzystwie fanki, która zaczepiła je poprzedniego dnia. Rozmawiały o czymś, a dialog sprawiał wrażenie niezwykle istotnego i trwającego już dłuższą chwilę. Powinna je zignorować i pójść dalej, ale wtedy jej spojrzenie skierowało się z tym należącym do rysowniczki. Miało ono niemal magnetyczne właściwości. Zapewne tylko dlatego ruszyła w ich stronę, aby zatrzymać się tuż przy boku Cross.
- Widzę, że jednak udało wam się złapać - rzuciła w ramach nieoczywistego powitania.
Chyba naprawdę była masochistką skoro się pchała w tę sytuację. Przez moment jej spojrzenie na dłużej spoczęło na twarzy River, chcąc odczytać z niej jakiekolwiek emocje. Musiała być przygotowana na kolejne ostre słowa, które mogły być skierowane w jej stronę.

River Cross

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 12:08 pm
autor: River Cross
Fernwood nie miał dzisiaj dobrej passy. Sprawiał wrażenie bardzo zaskoczonego odpowiedzią Ruelle. Był święcie przekonany, że mogłaby się co najwyżej obrazić, że potraktował jej relację z Cross po macoszemu, a tu proszę bardzo, zarzuciła mu, że znowu go poniosło. Aż zamrugał kilkukrotnie, próbując ogarnąć, czy sobie z niego żartowała, ale nadal nie sprawiała wrażenia takiej pranksterki.
Serio? To przepraszam. Byłem pewny, że do siebie zbliżyłyście. — Wydawał się naprawdę zmieszany. Głupio mu się zrobiło, że tak bardzo się pomylił i chyba po raz pierwszy naprawdę uznał, że mógł nieco przestrzelić. Dotychczasowe tłumaczenia River na niewiele się zdawały. Pewnie zakładał, że po prostu znowu się przed nim zamykała albo zbywała go dla zasady. Ruelle nie miała jednak żadnych powodów, żeby go okłamywać. Jej obecność na konwencie, te wszystkie dzieła na jej temat i sama obecność w komiksie mogły faktycznie znaczyć dużo mniej niż uważał? No najwyraźniej. Zdecydowanie potrzebował czasu, żeby to przemyśleć i ułożyć sobie w głowie na nowo priorytety. Będzie na pewno miał mnóstwo czasu na to w domu, do którego chyba planował się udać po tym, jak się pożegnali.
Żadna nie próbowała szukać tej drugiej, przez co odnalezienie się na szkolnym terenie trochę im zajęło. Nie był to Hogwart, a jednak odległości sprawiały wrażenie nienaturalnie wielkich. Jakby szkoliły się w tym samym zamku, to pewnie w życiu by na siebie nie wpadły poza zajęciami, bo bycie tam unikowym i nonszalanckim jest dziecinnie proste. Chociaż może jeszcze w pokoju wspólnym? Nie, Prescott pewnie byłaby Krukonką.
Los jednak sprawił, że wreszcie znalazły się na tej samej przestrzeni. Bogowie pewnie pchali je ku sobie w totalnej desperacji, bo kończyły im się powoli pomysły na to, jak przemówić im do tych zakleszczonych rozumków. Szkolne boisko nie było może terenem idealnym, bo były już starymi rurami, no i wokół kręciło się trochę ludzi, ale trzeba umieć cieszyć się z małych rzeczy, tak? Cross znów spojrzała na swoją modelkę, kiedy ta się odezwała. Nie zareagowała żadnym uśmiechem, ani nawet grymasem. Rozluźnienie i radość, jakie przed momentem towarzyszyły rozmowie, gdzieś wyparowały. Świdrowała ją wzrokiem, jakby chciała wyciągnąć bezpośrednio z jej mózgu wszystko na temat tego, co robiła, odkąd się ostatnio widziały. Na pewno prościej byłoby zapytać, ale – jak wiemy – River nie lubiła banalnych rozwiązań.
Tak, wpadłyśmy na siebie przypadkiem, zanim w ogóle zdążyłam dotrzeć do stoiska i postanowiłyśmy skorzystać z ładnej pogodyodezwała się dziewczyna, która chyba nie mogła już znieść tej ciszy i napięcia, które gęstniało w powietrzu pomiędzy Cross a Prescott. Artystka skinęła głową, potwierdzając jej słowa. Fanka zaśmiała się nerwowo, wyczuwając, że próba zagadania niespecjalnie oczyściła atmosferę. Podeszła bliżej rysowniczki i wręczyła jej szkicownik, który najwyraźniej do niej należał. Dopiero wtedy River oderwała spojrzenie od tanatopraktorki. Przyjęła zeszyt uśmiechając się z wdzięcznością i schowała go do torby.
— Moja wcześniejsza oferta jest nadal aktualna. Obiecaj przy świadkach, że się zastanowisz — zwróciła się do dziewczyny, podnosząc się z ławki, a na wspomnienie o świadkach nawet nie obróciła głowy w stronę Prescott. Zrobiła to dziewczyna, która chciała się w ten sposób upewnić, że była mowa o Ruelle.
Dobrze, obiecujęprzyznała nieco mniej zestresowana. A może trochę bardziej, ale tym razem przez bliskość rysowniczki? Nawet się nie dotykały, ale teraz dzieliło je kilka centymetrów, a nie metry. Trzeba było uważać w rozmowach z takimi gówniarami, szczególnie, jeśli jest się River.
Liczysz na darmową taksówkę? — Tym razem zwróciła się bezpośrednio do swojej modelki. Schowała niezapalonego papierosa do paczki, w której znalazła się też zapalniczka, ale jakoś jej sie wszystkiego odechciało. Nie miała pojęcia, po cholerę tanatopraktorka podeszła do niej akurat teraz, ale stojący przed szkołą samochód wydał jej się najbardziej prawdopodobnym tematem do rozmowy.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 1:40 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Biedny Caspar nawet nie wiedział w co się władował. To nie była jego wina, że te dwie były skrajnie upośledzone pod względem emocjonalnym. Zwłaszcza Ruelle. Tanatopraktorka jednak nie stroiła sobie z niego żartów i przytaknęła na znak, że mówi poważnie. Akurat w tej kwestii nie wkręcała Fernwooda. Może i w jakiś sposób się do siebie zbliżyły, ale na pewno nie pod jakimś romantycznym względem jak mógł to on sobie wyobrażać. Zakładanie czegoś takiego było grubą przesadą.
Chyba raz jeszcze wszechświat założył, że wie lepiej w momencie, gdy je ze sobą zetknął. Mogły nie chcieć się ze sobą widzieć, ale w końcu i tak coś je na siebie naprowadzało. Może jakaś czerwona nić przeznaczenia obwiązana wokół ich małych palców nie zezwalała im się zbytnio od siebie odsunąć? Chociaż tutaj znowu popadałyby w chiński koncept bratnich dusz. To na pewno nie mogło być prawdą w ich przypadku. Może był to efekt pracy jakiegoś demona? To by nawet pasowało.
Nie dało się zaprzeczyć temu, że zmiana w atmosferze była kolosalna, gdy tylko Prescott zjawiła się tuż obok, nie mogąc zignorować obecności swojej rysowniczki na pobliskiej ławce. Zamiast jednak ciętego komentarza spotkała ją jedynie cisza i prześwietlające spojrzenie, które starało się odnaleźć pytania na nurtujące ją pytania. Całe szczęście, że obok znajdowała się dziewczyna, która potrafiła w jakiś sposób rozładować to całe napięcie i przerwać gęstniejąca ciszę.
- To miałaś spore szczęście. Przynajmniej mogłyście spokojnie porozmawiać - powiedziała i naprawdę zabrzmiało to szczerze.
Dziewczyna już na samym początku wzbudziła w niej jakąś dziwną sympatię. Może była to kwestia jej uroczej niepewności i tego jak podchodziła do ulubionej rysowniczki a może chodziło o coś zupełnie innego. Trudno było to stwierdzić. Wiedziała natomiast, że bardzo ciekawi ją to o czym rozprawiały te dwie. Zwłaszcza, że River próbowała zrobić z niej świadka jakiejś obietnicy.
- Darmowa lekcja rysunku czy oglądałaś niepublikowane dotąd szkice? - zapytała dosyć swobodnie, aby jakoś rozluźnić dziewczynę po czym spojrzała na artystkę. - Jakbyście mnie wtajemniczyły mogłabym lepiej poświadczyć do czego się zobowiązała.
Najwyraźniej jednak jej karą za wścibstwo miało być to, że teraz Cross będzie ugadywała się z innymi na jej oczach w niewiadomych układach. Brzmiało uczciwie.Nie sądziła, że nagle zostanie na nią zwrócona uwaga, a River w końcu na nią spojrzy. Ludzka pani. Mogła przecież traktować ją cały czas jak powietrze.
- Jestem na tyle dużą dziewczynką, żeby wrócić samodzielnie do domu - odparła, siląc się nawet na delikatny uśmiech. - Chciałam się upewnić, że jesteś miła dla swojej fanki i jej nie wystraszysz swoim trybem zajebistości.
Kłamstwo. Oczywiste kłamstwo, ale sama nie miała pojęcia dlaczego zdecydowała się podejść. Każda odpowiedź wydawała się zatem o wiele lepsza od zwyczajnego przyznania się do niewiedzy. Choć pewnie River to nie wystarczy.

River Cross

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 2:25 pm
autor: River Cross
Entuzjazm dziewczyny nie był aż tak nieposkromiony jak Fernwooda, ale również sprawiała wrażenie kogoś wyjątkowo optymistycznie nastawionego do życia. A może po prostu tak bardzo jarała się faktem, że mogła poznać artystkę, którą znała do tej pory wyłącznie z jej dzieł? Nie tylko zresztą poznać, ale też pogadać i po prostu spędzić czas. Zazwyczaj takie interakcje kończą się na krótkiej wymianie zdań, autografie i ewentualnie zdjęciu, a tu proszę bardzo. Nie dość, że spiknęły się w czasie w ogóle niezwiązanym z podpisywaniem czegokolwiek, to jeszcze rozmawiały sobie w oddaleniu od wścibskiego tłumu. Wścibski tłum zmaterializował się dość późno i okazał się zadziwiająco jednoosobowy. Dziewczyna pokiwała radośnie głową, wciąż jarając się faktem, że dostała okazję do swobodnego nawiązania relacji z Cross. No i wyraźnie podobało je się, że ta nieznajoma, którą widzi u boku River już drugi raz, też podchodzi do wszystkiego tak entuzjastycznie! Z drugiej strony, młoda czytała przecież Butelki. Powinna chyba wiedzieć, z kim miała do czynienia? Jeżeli rozpoznała Ruelle po rysunkach, to nie dała tego po sobie poznać.
— Pudło i pudło — odpowiedziała, zanim fanka w ogóle zdążyła wziąć oddech, żeby odpowiedzieć na pytanie Prescott. Cross nie była specjalnie chętna do dzielenia się dalszymi szczegółami ze swoją modelką, bo na tym właściwie skończyła wypowiedź. Dziewczyna wyczuła, że z jakiegoś powodu w tym momencie mają robić z tego tajemnicę, więc wzruszyła ramionami i posłała tanatopraktorce ciepły uśmiech, na znak, że nic na to nie poradzi i musi trzymać się ustalonych reguł. River nie miała pojęcia, po jaką cholerę Ruelle była potrzebna teraz ta informacja, ale za to nie miała wątpliwości, że nie zależy jej na starannym wypełnieniu obowiązku świadkującej. Domyślała się, że otrzymała dzisiaj zdecydowanie zbyt dużo informacji jak na jeden dzień, więc nie miała problemu z odebraniem jej kolejnych. Jakikolwiek był powód tego dziwacznego zainteresowania, na pewno zaszkodziłby w jakiś sposób samej River. Wszystko jedno, czy miała zamiar z niej kpić, psuć plany czy podkradać zainteresowanie fanki – lepiej było po prostu tego uniknąć.
Och, nie, nie! River jest wyjątkowo miła i nie próbowała mnie w żaden sposób wystarczyć. Super nam się gadało. Przepraszam, mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłam?Tym razem to fanka zabrała głos jako pierwsza. Rysowniczka pewnie zdecydowała się na dużo ostrzejszy komentarz, ale nie przeszkadzała jej wersja, która ostatecznie rozbrzmiała. Wyraźnie irytowało ją, że znowu nie pojmowała, o co tak naprawdę chodzi tanatopraktorce, bo przecież nie o kontrolowanie dobrostanu jej rozmówczyni.
— Mówiłam ci przecież, że w niczym mi nie przeszkodziłaś, Liz. Trochę zaufania. — Położyła dłoń na jej plecach, nachylając się nieznacznie, by komunikat dotarł do Elizabeth nieco lepiej. Nie samym stresem człowiek żyje, a ta tutaj przyjmowała na siebie zdecydowanie zbyt dużo kortyzolu. Ramiona fanki nieco się rozluźniły pod wpływem tych zapewnień albo delikatnego dotyku. Wszystko jedno. Ważne, że zadziałało, prawda? Cross obróciła głowę w stronę swojej muzy i spojrzała na nią tak, jakby kompletnie nie rozumiała, czemu jeszcze tutaj stoi, skoro ani nie potrzebowała podwózki, ani nie musiała nikogo ratować.
— Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? — zapytała z chłodną uprzejmością, bo przecież nie było żadnego powodu, żeby na siebie warczeć albo prowokować do kłótni, prawda? Była na to wszystko za dobrze wychowana. Wiedziała, jak uprzejmie zapytać kobietę swojego życia o chuj jej właściwie chodzi i wiedziała, kiedy dotyk z kimś względnie obcym robił się niezręczny. Najwyraźniej zdecydowanie jeszcze nie teraz, bo jej dłoń nadal nie zniknęła z pleców Liz.

Ruelle I. Prescott