-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mogły w każdej chwili się ze sobą pogryźć. Manewrowanie między własnymi słowami i emocjami stawało się z każdą chwilą coraz groźniejsze. Co chwila były gotowe do tego, aby zwyczajnie w każdej chwili przekroczyć tę cienką linę oddzielającą zwyczajny żart od personalnego ataku i zarzewia kłótni. Sytuacja jednak na pewno została załagodzona, gdy tylko Prescott zaproponowała, że może udać się na kolejny dzień konwentu.
Nie mogła rzecz jasna odpowiedzieć jej wprost dlaczego chciała tam się znaleźć. Z jednej strony faktycznie znalazła tam masę ciekawych rzeczy, a z drugiej może była ciekawa czy na pewno uda jej się przetrwać całe dwadzieścia cztery godziny, a może i dłużej bez zamordowania się z River? Jak na razie szło im całkiem nieźle. Pytanie, kiedy faktycznie natrafią na przeszkodę.
Nie potrzebowała tak wiele czasu, aby się przygotować do drogi. Głównie dlatego, że była w dużej mierze ogarnięta w momencie, gdy wychodziła już z łazienki. Nie potrzebowała raczej niczego więcej. Nie mogła też powstrzymać się od zlustrowania uważnym spojrzeniem River, która zdecydowanie połechtała jej ego, decydując się na strój, który odkrywał tak wiele. Przynajmniej dzięki temu każdy mógł podziwiać dzieło Ruelle, które widniało na skórze rysowniczki. Absolutnie bezwstydna kreacja. W dodatku taka, która sprawiała, że nagle Prescott zastanawiała się nad tym czy raczej zamiast jechać na konwent nie powinny wrócić do łóżka...
W tym momencie jakoś trudno było jej się przejmować Casparem. Miał za swoje za to, że starał się ją tak usilnie nagabywać przez wiadomości. Zapewne mogłaby zażartować coś na temat tego, że mogłyby go zgarnąć do bagażnika, ale zamiast tego zwyczajnie zapakowała się do auta i pozwoliła na to, aby River zaczęła swój szalony pęd przez ulice Toronto. Tym razem jednak nie próbowała jej rozproszyć własnym dotykiem.
W końcu jednak dotarły na miejsce, a tanatorpraktorka spojrzała jeszcze na ekran swojego telefonu, gdzie widniała seria wiadomości od Fernwooda wypisującego do niej z ubera. Na razie jednak zignorowała je wszystkie, aby zamiast tego sprawdzić godzinę. Miały jeszcze nieco czasu do tego, aby rozstawić się na stoisku Cross z tego, co kojarzyła.
- Jeszcze jest wcześnie... Wezmę nam coś konkretnego do zjedzenia na jednym ze stoisk - powiedział jakby od niechcenia po czym spojrzała wyczekująco w stronę rysowniczki, gdy zmierzały do wejścia.
To był jej moment na to, aby przedstawić jakieś ewentualne życzenia czy preferencje, bo inaczej zwyczajnie weźmie jej to samo, co dla siebie. Niech dziewczyna zna jej ludzkie serce.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miało być przecież całkiem przyjemnie. Chciała rozkoszować się konwentem, bo naprawdę lubiła tego typu spotkania, nawet jeśli nie kręciły się wokół niej, a dzisiaj przecież nie miała już żadnych konkretnych spotkań. Siedzenie na stoisku również nie należało do jej obowiązków, zwyczajnie chciała się w to zaangażować. A może lubiła, jak ludzie się na nią gapią? A wiedziała, że będą się gapić, kiedy ubierze się w ten sposób. Ślady wczorajszej nocy na ciele to ostatnie, co wpadłoby jej do głowy, że powinno zostać zakryte. Jeszcze raz przed wyjściem zlustrowała wzrokiem Prescott, która przywłaszczyła sobie jej ubrania. Co właściwie wybrała? Określ się. Rysowniczka próbowała też przyswoić fakt, że pierwszy raz, odkąd zaczęły się widywać, nie zostawiła na jej ciele ani jednego śladu, który w jasny sposób świadczyłby, że w ogóle ją wczoraj dotknęła.
Nie naciskała na rozmowę przez całą drogę. Skupiała się na drodze, nie chcąc ich zabić swoim tempem jazdy i pozwoliła płynąć muzyce z głośników. O takiej porze w weekend było przynajmniej jeszcze mniej aut niż wczoraj, przez co nie musiała nawet wykonywać żadnych manewrów rodem z Szybkich i Wściekłych.
— Weź też coś wegetariańskiego dla Caspara — poleciła, zanim skręciła w swoją stronę, zostawiając ją przy wejściu do budynku. Prescott była dużą dziewczynką, powinna dać sobie radę z zakupami i odnalezieniem rysowniczki, szczególnie, że była na stoisku jej wydawnictwa wczoraj. Cross udała się tam od razu.
Przywitała się serdecznie z Maeve, która krzątała się już po stosiku. Pulchna kobieta w wieku sugerującym, że mogłaby być jej matką, przytuliła ją serdecznie, zachwycona faktem, że zyskała kogoś do pomocy. Oczywiście nie mogłaby być jej matką, bo na pierwszy rzut oka było widać, że miała chińskie, nie koreańskie korzenie, ale rasiści i tak powiedzą swoje! Cross wywróciła oczami, gdy Maeve zaczęła jej wszystko tłumaczyć jak nowicjuszowi i po prostu zabrała się za rozpakowywanie wciąż czekających na czyjąś uwagę pudeł.
— Nie wydaje mi się, żeby twój bratanek był w stanie czerpać z tego historyczną wiedzę do szkoły, ale jeśli brakuje mu w życiu opowieści o miłości dwóch rosłych żołnierzy, to polecam. O bitwie pod Waterloo i tak mu przecież powiedzą w szkole, a dzięki uczuciom Mathéo i Williama może łatwiej mu będzie zrozumieć, że każde bezlitosne mordowanie w imię ambicji cesarzy, który nigdy... — Nie było jej dane dokończyć, bo Maeve położyła dłoń na jej ramieniu, przejmując rozmowę z klientką. River rozłożyła bezradnie ręce i wycofała się na kilka kroków, uznając, że tym razem może darować sobie wciskanie ludziom swoich poglądów na prawo i lewo. Kątem oka spojrzała na dwie nastolatki, które przeglądały plakaty z artami stworzonymi przez artystów z ich wydawnictwa. Nie tylko dzieła Cross powinny wzbudzić jakieś obawy w rodzicach tych gówniar, ale opiekunów nigdzie nie było widać, a ona na pewno nie miała zamiaru odmawiać im kupna czegoś, co im się spodoba. Podniosła wreszcie wzrok, słysząc znajomy głos. Obok Ruelle szedł Caspar, który trajkotał coś radośnie. Miał na sobie koszulkę z rysunkiem kobiety siedzącej na staroświeckiej sofie. Prawie cała była wtopiona w czerń. Długie włosy opadały jej po bokach twarzy, a sama twarz została zostawiona blada. Miała na sobie ciemny, zapięty pod szyję strój, jedna z jej bladych dłoni spoczywała na kolanie. Obok na tej samej kanapie siedział czarny kot, niemal niewidoczny poza parą jasnych oczu i ostrym zarysem uszu. Fernwood myślał, że ją udobrucha zakładając na siebie bluzkę z jej własnym rysunkiem? Może i by się to udało, gdyby najpierw przyszedł tutaj, a nie do Prescott. Cross nie miała wątpliwości, że zdążył w międzyczasie coś namieszać. Wyprostowała się i wbiła w niego oceniające spojrzenie, cierpliwie śledząc każdy krok, którym zbliżali się do stoiska.
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Widziała w programie konwentu kilka punktów, które ją zainteresowały, ale pewnie mogłaby je bez problemu odpuścić, gdyby tylko River zechciała ją zatrzymać przy sobie. W końcu po wczorajszym dniu wiedziała już, że Cross była dosyć dobra jeśli chodziło tylko o wymyślanie atrakcji dla pewnej wymagającej tanatopraktorki.
Nie była zbyt wybredna jeśli chodzi o kwestie modowe. Głównie dlatego, że w tym momencie żerowała na zawartości szafy artystki i sięgnęła po pierwsze z brzegu rzeczy, więc poza swoimi trampkami miała na sobie spięte paskiem poszarpane jeansy, które musiała sobie podwinąć ze względu na długość nogawek przystosowanych wzrostu River oraz jakiś krótki top, który akurat jej się nawinął pod rękę, gdy kradła coś dla siebie. Najważniejsze jednak było, że wyglądała jak człowiek.
W ostatnim momencie powstrzymała się od rzucenia hasłem kto jest wege to rucha kolegę, gdy tylko Cross poleciła jej wziąć także jakieś jedzenie dla Caspara (który dalej ją bombardował wiadomościami) i ruszyła w odpowiednim kierunku.
Całe szczęście konwenty zawsze prezentowały dosyć sporo okazji do tego, aby się dobrze najeść. Między innymi dlatego, że rozstawiały się tam sklepiki z przekąskami oraz sprowadzaną spożywką oraz małe punkty gastronomiczne. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć też tych, które wydawały azjatyckie żarcie dla tych, których życie zafiksowało się na mandze i anime. To właśnie tam spotkała się z Fernwoodem i zamówiła trzy porcje wykonywanych na miejscu okonomiyaki. Zawsze było to lepsze niż zwykła bułka czy chińskie zupki sprzedawane obok.
Minusem tego przedsięwzięcia był fakt, że musiała jeszcze przez jakiś czas wysłuchiwać wesołego trajkotania Caspara, który najwyraźniej posiadał w sobie o wiele więcej energii niż ustawa przewidywała. Naprawdę chciał się zaprzyjaźnić, a przy okazji zasypywał ją takim gradem pytań, że Prescott poczuła się jak na przesłuchaniu. Całe szczęście, że droga do stoiska, gdzie urzędowała River nie była taka długa… Chociaż dla Ruelle dłużyła się w nieskończoność.
- Znasz go znacznie dłużej. On ma jakiś przycisk żeby go wyłączyć albo chociaż wyciszyć? - zapytała, gdy już podeszła do swojej rysowniczki i podała jej porcję zakupionego jedzenia.
Dopiero po chwili zauważyła także obecność starszej kobiety, do której uśmiechnęła się nieco niepewnie, gdy tylko Chinka zwróciła na nią uwagę. Zdecydowanie za bardzo zaczynała się socjalizować.
River Cross