I am your father
: pt lip 17, 2026 5:17 pm
Moje gumowe ucho rejestruje jakieś niepokojące dźwięki awantury dochodzące gdzieś z oddali, ale chyba nie chcę o tym myśleć, w zamian odpalając kolejnego papierosa. Gdzieś pod moimi nogami leżą już trzy kiepy, a kiedy nagle zza rogu wyskakuje Gabriela i mija mnie bez słowa chowając się w aucie, to dołącza do nich czwarty, na wpół wypalony. Przygaszam szluga butem, po czym ruszam za nią - Co jest Ga - zaczynam, ale zatrzaskuje mi drzwi dosłownie przed nosem, więc obchodzę auto i wbijam się na siedzenie pasażera. Znowu unoszę ciemne okulary na łeb, zamykam za sobą drzwi od samochodu i wreszcie wbijam spojrzenie w dziewczynę, patrząc jak śmieje się do kubka. Czy to już ten moment, w którym ją popierdoliło? - Co się stało? - ponawiam pytanie. Wyglądała chujowo, prawie tak tragicznie jak wtedy, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy po długiej przerwie. Nie mówię, że ma nie płakać, bo sam ledwo się przed tym powstrzymuję - Spójrz na mnie - rzucam, a kiedy odwraca twarz w moją stronę, to unoszę obie ręce, by ująć w dłonie jej policzki - Rozmazałaś się - zauważam, bardzo zresztą odkrywczo i przecieram kciukami łzy spływające jej z oczu. W zasadzie rozmazuję tusz jeszcze bardziej, ale w tym momencie to nie ma znaczenia. Chciałbym powiedzieć, że przecież wszystko będzie dobrze, tylko prawdę mówiąc nie wiem czy będzie. Być może będzie bardzo źle. Przez chwilę patrzę w te mokre, czerwone ślepia, a potem opuszczam spojrzenie na jej dłoń, zaciśniętą na kubku od szejka i dostrzegam czerwone plamy na wpół zaschniętej krwi. Wzdycham przeciągle - Mam nadzieję, że nie wyprułaś mu flaków - mówię, po czym delikatnie wysuwam z jej palców papierowe naczynie, umieszczając je w stojaku na kubek - Pokaż, bardzo boli? - pytam i sięgam po chusteczki, które znajdują się we wnętrzu torby z McDonalda. Delikatnie zaczynam przecierać dziewczęce ręce, zaś brudne kawałki papieru rzucam sobie pod nogi na wycieraczkę. Trwa to dłuższą chwilę, a ja nic nie mówię, nawet jeśli cisza wydaje mi się teraz bardzo złowieszcza oraz wyjątkowo męcząca, tak gęsta, że możnaby kroić ją nożem. Może nawet takim do masła. Zgniatam w dłoni ostatnią poplamioną chusteczkę, po czym wreszcie wracam spojrzeniem do jej twarzy - Chyba już lepiej, co? - silę się na wyjątkowo blady uśmiech, w kurwę wymuszony, co pewnie widać na pierwszy rzut oka, ale w sumie nie widzę powodów do radości - Chodź do mnie - dodaję, prawie że szeptem i delikatnie ciągnę ją w swoją stronę by zamknąć jej ciało w mocnym uścisku, przez chwilę głaszczę ją po rudej czuprynie - Będzie - jak? Waham się przez ułamek sekundy - jakoś. Najważniejsze, że dziecko rozwija się prawidłowo, prawda? - na ten moment to jedyne pocieszenie, które znajduję, ale kiedy lekko się cofam, wypuszczając ją z uścisku, to moje usta na nowo wykrzywia delikatny uśmiech - Jak chcesz to i tak możesz dać mu na imię Nabuchodonozor - żartuję, żeby chociaż na krótką chwilę się uśmiechnęła - Gdzie jest Noe? - dopytuję i praktycznie od razu dodaję - Chcesz żebym prowadził w drugą stronę?
Gabriela R. Blais Noe Villeneuve-Scott
Gabriela R. Blais Noe Villeneuve-Scott