-
No, wstawaj, halo - próbuję ją dobudzić, co prawda rzeczywiście było jeszcze dosyć wcześnie, a ja przylazłem tu o tej porze chyba głównie dlatego, że mi się nudziło, ale właśnie - nie tylko mi się nudziło, jakoś nie mogłem znaleźć sobie miejsca, moje myśli wciąż krążyły wokół tej pieprzonej ciąży, najpierw jednej, później drugiej i ostatecznie chyba trochę liczyłem na to, że razem z Gabi jakoś zajmiemy sobie czas. Nie wiem, porozmawiamy o pogodzie albo coś w tym guście -
Niech będzie ale tylko pięć - daję za wygraną i wzdycham lekko kiedy ciągnie mnie na materac. Wtulamy się w siebie, przez chwilę głaszczę ją po włosach, potem po ramieniu, a na koniec chyba obydwoje odpływamy na moment w objęcia Morfeusza. W zasadzie wybudza mnie dopiero dzwonek do drzwi, trochę nieprzytomnie zerkam na zegarek na swoim nadgarstku, po czym zrywam się z pościeli na równe nogi -
Ej bo już jest po dziewiątej, ktoś przyszedł, pewnie ten twój ziomek, otworzę mu, ale zbieraj się szybko, nie chcę z nim zostawać sam na sam - bo mnie to stresuje, cała ta sytuacja i fakt, że się podobno przeze mnie kłócili. Jestem już prawie w drzwiach od jej pokoju, kiedy odwracam się ostatni raz żeby na nią spojrzeć, a ta się tylko przewraca ma drugi bok i wyjebane, więc chwytam jakąś poduszkę i nią rzucam w dziewczynę -
Zbieraj się!... - dorzucam jeszcze, a w końcu ruszam w kierunku drzwi wejściowych żeby wpuścić kolejnego gościa -
No to on! Chodź! - wrzeszczę za Gabrielą, natomiast chłopaka zapraszam do środka, od progu mierząc go spojrzeniem. W sumie nie wiem czy to on, ale gdyby nie był, to chyba w tym momencie by się przyznał? W każdym razie przedstawiam się, że jestem William, a Gaba się ogarnia i zaraz pewnie do nas dołączy -
Chcesz coś do picia? Woda? Wódka? - kawy mu nie proponuję bo mi się nie chce robić, poza tym Madox w swoim mieszkaniu miał zdecydowanie lepszy rum niż kawę, o ile w ogóle jakąkolwiek miał. Przechadzam się po otwartym salonie, tylko jakoś nie mogę sobie znaleźć miejsca, więc żeby się zająć czymkolwiek podchodzę do lodówki coby z niej powyciągać różne rzeczy i zrobić dla Gabrieli kanapkę. Może będzie chciała zjeść przed wyjściem. Poza tym mam wrażenie, że to jej ogarnianie się trwa całą wieczność więc kiedy wreszcie do nas dołącza to od razu kiwam głową, że tak, tak, zajebiście jest, a to kanapka dla ciebie. Zakładam trampki i ja gotowy do wyjścia, zresztą w końcu schodzimy na parking, tylko oczywiście nic nie może pójść gładko. BMW zastawione, Gaba wkurwiona, a czas leci, teraz mam wrażenie jakby magicznie przyspieszył. Zerkam na swojego Rolexa, bo się zastanawiam czy odbiór wyników badań ma ustawiony na konkretną godzinę czy to nie ma znaczenia i wystarczy wyrobić się przed zamknięciem. Staję gdzieś z boku i odpalam sobie szluga, nawet wyciągam papierośnicę w kierunku Noe czy też chce zapalić w oczekiwaniu aż Gabi przestanie odpierdalać te swoje manewry z zamianą miejsc. Naprawdę ten dzień zaczynał się fatalnie, same problemy kurwa, jak nie debil, który nie umie parkować, to debil, który szuka miejsca. Nie byłoby z tym problemu, gdyby ludzie tutaj nie mieli po pięć aut, nie wiem po chuj, ja na przykład nie mam żadnego i jakoś żyję -
Ale spokojnie, grzeczniej trochę - rzucam, w sumie tyczy się to i Gabrieli i tamtego faceta, który się spruwa przez okno -
Po co te nerwy od samego rana, tam kawałek dalej są jeszcze wolne miejsca - macham ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, bo w sumie chuj wie, może nie ma. Niewiele to daje niestety, bo chłop wysiada, Gaba wysiada i bądź tu kurwa mądry. Zerkam z ukosa na Noe posyłając mu takie spojrzenie w stylu
ja pierdole, zawsze to samo. Mniemam, że obydwoje nie pierwszy i nie ostatni raz znajdujemy się w takiej sytuacji przez naszą wspólną koleżankę. Staję obok Gabrieli, coś tam próbuję załagodzić sytuację, ale oni się wciąż wyzywają. Niby Gaba ma obstawę w postaci dwóch typów, ale nie czarujmy się - gdyby tamten karczek chciał się bić to pewnie poskładałby nas obu i jeszcze jej wpierdolił ma deser, był wielki, a w bicku miał tyle centymetrów co ona w pasie. Więc tak, zdecydowanie wolałbym uniknąć rękoczynów, zresztą po ostatnim niekontrolowanym akcie bezsensownej agresji miałem moralniaka tydzień. Kiedy facet wraca do swojego samochodu to w pierwszej chwili oddycham z ulgą, a w drugiej dosłownie papieros wypada mi z mordy, bo tak szeroko otwieram usta w wyrazie niemego zdziwienia. Tego, że przyjebie w Jaguara z premedytacją i jeszcze jak gdyby nigdy nic sobie pojedzie w siną dal to się nie spodziewałem nawet w najśmielszych snach. Jestem w równie wielkim szoku co Blais, a otrzasam się dopiero kiedy słyszę jej głos -
Mi też - rzucam. Madox ją zajebie, myślę, że łatwiej przyjąłby kasację BMW, Jaguar przecież należał do Pilar i był prezentem zaręczynowym. Gaba miała przesrane -
Dobra, spokojnie, to się wyklepie - mówię, chociaż nie wiem czy się wyklepie, prawdę mówiąc słabo się na tym znam, własny samochód miałem tylko raz w życiu i skończył marnie, bo zabrałem Gabi na przejażdżkę, a ona nagle stwierdziła, że ojebie mi gałe w trakcie jazdy i fajnie było. Tak fajnie, że skończyliśmy w rowie, natomiast z auta nie było co zbierać i ostatecznie poszło na żyletki, cud, że nam się wtedy nic nie stało, ale to chyba szczęście głupiego po prostu -
Znam jednego gościa, który jest w tym świetny - zapewniam -
Ostatnio zajmował się BMW Madoxa po tym jak zaatakował nas byk i sami zobaczcie, zero śladów, powiedzielibyście, że to auto przeżyło bardzo bliskie spotkanie z wściekłą krową? - bo ja nie, facet naprawdę znał się na rzeczy, tylko był drogi i przyjmował za miastem, ale chuj, jak trzeba będzie tam jechać to trzeba będzie tam jechać -
Albo ewentualnie możemy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. Jak Noriedzy w końcu ogarną to po prostu udawaj, że pierwsze słyszysz i jak brałaś BMW to Jaguar był jeszcze w swoim normalnym stanie, Pilar chyba nie będzie zbierać odcisków palców z kierownicy żeby sprawdzić czy aby przypadkiem nie prowadził go ktoś inny, nie? -
chyba -
Więc dowodów brak, świadków? Brak - wzruszam ramionami, bo przecież ani ja ani jej przyjaciel się nie spierdolimy do Madoxa, że to w sumie jej wina. Patrzę to na jedno to na drugie, jeszcze jakieś pomysły?
Gabriela R. Blais Noe Villeneuve-Scott