Old us, new beginning
: pn lip 20, 2026 11:27 pm
Adeline nigdy nie lubiła polegać na kimś i czekać, aż ktoś rozwiąże za nią jej problemy. Zdecydowanie wolała sama sprostać wyzwaniom, choć nie zawsze było to łatwe. Wiedziała, że Sullivan miał dużo na głowie i nie chciała go obciążać bardziej. Ich związek nie opierał się na tym, żeby wiecznie ułatwiał jej życie. Najważniejsze, czego potrzebowała od niego to wsparcia, wysłuchania jej i poprawienia jej humoru. A to zdecydowanie potrafił robić. Możliwe, że to właśnie w dużej części było powodem ich sukcesu. Tak wyglądało partnerstwo. Przynajmniej do czasu, zanim na ich idealnym związku pojawiły się rysy.
Wiedziała, że nie powinna drążyć tematu tego kompletu. Ani czegokolwiek mu insynuować. Zdawała sobie sprawę, jak okrutna była, tak sobie z nim igrając. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego stronę, żeby dostrzec te wszystkie szczegóły, które zdradzały jego myśli. Ten specyficzny wyraz twarzy i delikatnie zaciskające się ręce na kierownicy utwierdzały ją w przekonaniu, że wszystko, co mówiła, działało na jego wyobraźnię. Ale nie tylko jego. Utrudniała to im obojgu.
Kochanie. Jedno czułe słowo, w połączeniu z jawnym flirtem i na twarzy Ade zawitał rozbawiony uśmiech, któremu towarzyszyło pełne przekonanie o racji mężczyzny. Znowu. Mur, który wydzieliła między nimi, kruszył się w posadach. Tak, jak blondyn robił to kilka lat temu, z tym, że teraz miał nieco ułatwione zadanie. Tym razem wiedziała, co za tym wszystkim stało. I czego mogła się po nim spodziewać.
Po usadowieniu się na kocu, wzięła od niego lampkę szampana i uniosła ją w toaście.
— Coś w tym rodzaju — posłała mu enigmatyczny uśmiech, po czym upiła łyk. Nie potrafiła nazwać tego, co było między nimi. Stare przyzwyczajenia, nowy początek czegoś starego. Początek? Czy powrót do wspomnień i pragnień, które były częścią jej dawnego życia?
Nie zdążyła zastanowić się nad tym dłużej, bo wszelkie wątpliwości rozwiało jego pytanie. Przygryzła wargę w chwilowym zamyśleniu i odwróciła wzrok na fale. Co powinna mu powiedzieć? Od czego zacząć? Sądząc po tym, jak zachował się na wspomnienie o dodatkowych przejażdżkach, powinna być ostrożniejsza. Mimo, że nie miał wtedy na nią żadnego wpływu, widziała, że go to zabolało. Nie zamierzała więc psuć nastroju tej randki niepotrzebnymi uwagami.
— Po wypadku na kilka miesięcy przeniosłam się do Ottawy do mamy. Musiałam odpocząć od wszystkiego — wszystkich, poprawiła w myślach — nabrać dystansu i sił. A potem wróciłam z jeszcze większym zapałem do Ironcrest. Ktoś wciąż musi udowadniać ojcu, że się do tej pracy nadaje — wyznała lekkim tonem, nie potrafiąc jednak ukryć cichego westchnienia na koniec, i sięgnęła po krakersa. Sullivan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jej tata nigdy nie doceniał jej dostatecznie, żeby zobaczyć ją jako własną następczynię. I blondyn musiał wiedzieć, jak ją to bolało, a mimo to wciąż walczyła z tą niesprawiedliwością i robiła wszystko, by zostać dostrzeżoną. Nie miała pojęcia, czemu Thomas wciąż był zaślepiony Ree, który olewał tę rolę, jak tylko mógł. — Ree też wyjechał niedługo potem. Za karierą w mediach. A teraz wrócił ze swojej wielkiej wyprawy po całym świecie. I choć przez cały ten czas nie odezwał się do mnie słowem, pierwsze, co zrobił po przyjeździe, to wpakował mi się do mieszkania, jakby był u siebie — ściągnęła nieznacznie brwi, wciąż nie do końca rozumiejąc tę ich zawiłą relację, po czym pokręciła głową z rozbawieniem, gryząc krakersa.
Czasem zazdrościła Sully’emu relacji ze swoim bratem - prostej, pozbawionej napięcia i chowanych uraz, pełnej braterskiej miłości i lojalności, którą może nie widać było w słowach, ale na pewno w czynach. Nigdy nie miała wątpliwości, że Hartleyowie skoczą za sobą w ogień. Co do siebie i Ree nie potrafiła tak prosto tego określić. Nic dziwnego, że to Ethana traktowała jak swojego prawdziwego brata. To jemu, jako jednemu z nielicznych, powierzyła swój największy sekret.
— Dostałam awans. Od niedawna pełnoprawnie zarządzam projektami i rozkazuję innym pod sobą, co mają robić — kącik jej ust powędrował ku górze w triumfalnym, a nawet nieco zuchwałym geście, a w jej oczach zaigrały niebezpieczne iskierki, kiedy sięgała po oliwkę, by po chwili zniknęła w jej ustach. Niewłaściwy dobór słów? Nie w jej przypadku. Znów należało podkreślić, że lubiła się rządzić. I zapewne Sullivan nie raz już przekonał się o tym na własnej skórze.
— A jak Twoja rodzina zareagowała na Twój powrót? — zapytała zaciekawiona, zręcznie zmieniając temat, by nie pozwolić mu zbyt długo skupiać się myślami na jej słabości do kontroli. Właściwie naprawdę ją ciekawiło, jak wyglądała chwila, w której do domu Hartleyów zapukał syn marnotrawny.
Sullivan Hartley
Wiedziała, że nie powinna drążyć tematu tego kompletu. Ani czegokolwiek mu insynuować. Zdawała sobie sprawę, jak okrutna była, tak sobie z nim igrając. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego stronę, żeby dostrzec te wszystkie szczegóły, które zdradzały jego myśli. Ten specyficzny wyraz twarzy i delikatnie zaciskające się ręce na kierownicy utwierdzały ją w przekonaniu, że wszystko, co mówiła, działało na jego wyobraźnię. Ale nie tylko jego. Utrudniała to im obojgu.
Kochanie. Jedno czułe słowo, w połączeniu z jawnym flirtem i na twarzy Ade zawitał rozbawiony uśmiech, któremu towarzyszyło pełne przekonanie o racji mężczyzny. Znowu. Mur, który wydzieliła między nimi, kruszył się w posadach. Tak, jak blondyn robił to kilka lat temu, z tym, że teraz miał nieco ułatwione zadanie. Tym razem wiedziała, co za tym wszystkim stało. I czego mogła się po nim spodziewać.
Po usadowieniu się na kocu, wzięła od niego lampkę szampana i uniosła ją w toaście.
— Coś w tym rodzaju — posłała mu enigmatyczny uśmiech, po czym upiła łyk. Nie potrafiła nazwać tego, co było między nimi. Stare przyzwyczajenia, nowy początek czegoś starego. Początek? Czy powrót do wspomnień i pragnień, które były częścią jej dawnego życia?
Nie zdążyła zastanowić się nad tym dłużej, bo wszelkie wątpliwości rozwiało jego pytanie. Przygryzła wargę w chwilowym zamyśleniu i odwróciła wzrok na fale. Co powinna mu powiedzieć? Od czego zacząć? Sądząc po tym, jak zachował się na wspomnienie o dodatkowych przejażdżkach, powinna być ostrożniejsza. Mimo, że nie miał wtedy na nią żadnego wpływu, widziała, że go to zabolało. Nie zamierzała więc psuć nastroju tej randki niepotrzebnymi uwagami.
— Po wypadku na kilka miesięcy przeniosłam się do Ottawy do mamy. Musiałam odpocząć od wszystkiego — wszystkich, poprawiła w myślach — nabrać dystansu i sił. A potem wróciłam z jeszcze większym zapałem do Ironcrest. Ktoś wciąż musi udowadniać ojcu, że się do tej pracy nadaje — wyznała lekkim tonem, nie potrafiąc jednak ukryć cichego westchnienia na koniec, i sięgnęła po krakersa. Sullivan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jej tata nigdy nie doceniał jej dostatecznie, żeby zobaczyć ją jako własną następczynię. I blondyn musiał wiedzieć, jak ją to bolało, a mimo to wciąż walczyła z tą niesprawiedliwością i robiła wszystko, by zostać dostrzeżoną. Nie miała pojęcia, czemu Thomas wciąż był zaślepiony Ree, który olewał tę rolę, jak tylko mógł. — Ree też wyjechał niedługo potem. Za karierą w mediach. A teraz wrócił ze swojej wielkiej wyprawy po całym świecie. I choć przez cały ten czas nie odezwał się do mnie słowem, pierwsze, co zrobił po przyjeździe, to wpakował mi się do mieszkania, jakby był u siebie — ściągnęła nieznacznie brwi, wciąż nie do końca rozumiejąc tę ich zawiłą relację, po czym pokręciła głową z rozbawieniem, gryząc krakersa.
Czasem zazdrościła Sully’emu relacji ze swoim bratem - prostej, pozbawionej napięcia i chowanych uraz, pełnej braterskiej miłości i lojalności, którą może nie widać było w słowach, ale na pewno w czynach. Nigdy nie miała wątpliwości, że Hartleyowie skoczą za sobą w ogień. Co do siebie i Ree nie potrafiła tak prosto tego określić. Nic dziwnego, że to Ethana traktowała jak swojego prawdziwego brata. To jemu, jako jednemu z nielicznych, powierzyła swój największy sekret.
— Dostałam awans. Od niedawna pełnoprawnie zarządzam projektami i rozkazuję innym pod sobą, co mają robić — kącik jej ust powędrował ku górze w triumfalnym, a nawet nieco zuchwałym geście, a w jej oczach zaigrały niebezpieczne iskierki, kiedy sięgała po oliwkę, by po chwili zniknęła w jej ustach. Niewłaściwy dobór słów? Nie w jej przypadku. Znów należało podkreślić, że lubiła się rządzić. I zapewne Sullivan nie raz już przekonał się o tym na własnej skórze.
— A jak Twoja rodzina zareagowała na Twój powrót? — zapytała zaciekawiona, zręcznie zmieniając temat, by nie pozwolić mu zbyt długo skupiać się myślami na jej słabości do kontroli. Właściwie naprawdę ją ciekawiło, jak wyglądała chwila, w której do domu Hartleyów zapukał syn marnotrawny.
Sullivan Hartley