cuba libre & opos w kapeluszu
: ndz lip 26, 2026 6:15 pm
W zaciszu własnych myśli już dokonywała zaawansowanych, matematycznych kalkulacji. Jak zrobić tak, żeby piękna blondynka zostawiła na jej ciele autograf. Najlepiej taki, który mógłby zamiast liter przypominać uroczego siniaka w kształcie pełnych ust. Dłużej przypominałby o udanych wakacjach, niż marker spływający pod prysznicem razem z pianą kosmetyków.
— Dobra, doczołgałbyś się - i co dalej? — kwestionowała jego magiczną zdolność do wygrania z siłą alkoholu. — Zrzygałbyś się takiej lasce na buty podczas tańca? Chryste, Noriega. Ona ma na sobie klapki! — paskudny to był widok jej wyobraźni, gdy Madox nie daje rady w rytmicznym bujaniu i zwraca treść żołądkową prosto na to opalone, zadbane ciało turystki. Byłoby to wielkim wykroczeniem przeciwko estetyce tego miejsca, więc Aldridge musiała trochę go pilnować. Nawet, jeśli zaczynali dzień od słodkich drinków na pełnym słońcu, więc miały trzepać bardziej. Nade wszystko jednak walczyła o to, by wykreślił sobie piąty punkt bingo - taka przyjaciółka to skarb.
— Skoro nalegasz… — tak się tylko droczyła, ale plecy nadstawiała chętnie, tyłek też. Madox miał niezmierzoną przewagę nad oblechami z plaży, którzy mogliby się zgłosić na ochotników do smarowania ponętnej nieznajomej. To nie był dobry czas na sprawdzanie siły, z jaką potrafiłaby dać w mordę za lepkie rączki - a ziomuś był totalnie zaufany i mógł się zbliżać bez ryzyka, że skończy się to kubańską policją, drogą łapówką i wycieczką na pogotowie. W takim większym autku, co robi io io.
— Chcemy — zdecydowała za nich oboje i podniosła z leżaczka, zanim Noriega zdążył dokładnie ją posmarować. Na niego marudziła, jak się kręcił, a sama robiła to samo - hipokrytka, ale taka do wytrzymania, bo po drugiej stronie czekała nagroda.
Grupa śmiejących się ludzi, młodych i pięknych, podających sobie piłkę jak w jednej z tych reklam, które sprzedałyby dosłownie w s z y s t k o.
— Ej — zagadała po pierwszym secie, otrzepując z tyłka piasek po zderzeniu z plażą, byle tylko nie stracić punktu. — Wiecie może, czy można tu gdzieś znaleźć oposa w kapeluszu? — wyglądali na takich, którzy lepiej znali okolicę i mogli słyszeć o tubylcach z dziwnymi imionami i wyborami modowymi. — Albo kogoś, kto zwinie mojemu mężowi cygaro na udzie — posłała dziewczynom najszerszy z uśmiechów i wtedy wydarzyło się t o.
Oczka im się zaświeciły, jakby Madox ewoluował z przystojnego ciasteczka na skarb z Atlantydy. Był wysoki, przystojny, umięśniony, potrafił się bawić - i był na plaży z żoną, która chciała się nim dzielić. Spojrzała na niego krótko, ukradkiem - a nie mówiłam? - i wróciła do gry. Dziewczyny ostrożnie podpytywały, czy na pewno dobrze zrozumiały, ale roześmiana Ally brnęła w ich małe kłamstewko. — Och, my się po prostu bardzo dobrze r o z u m i e m y — nalegała. — Szczęściem trzeba się dzielić, prawda? A mi bardzo zależy, żeby m i s i a c z e k był szczęśliwy — pod brunetką, blondynką albo obiema, bo wydawały się gotowe na wszystko, byle tylko zaciągnąć go w bardziej ustronne miejsce.
Za to Ally… Ally wpadł w oko ich kolega. Wydawał się onieśmielony sytuacją, ale nie potrafił odwrócić wzroku od bikini kusząco opiętego na ciele, które nie było aż tak zakazane, jak myślał na początku.
Madox A. Noriega
— Dobra, doczołgałbyś się - i co dalej? — kwestionowała jego magiczną zdolność do wygrania z siłą alkoholu. — Zrzygałbyś się takiej lasce na buty podczas tańca? Chryste, Noriega. Ona ma na sobie klapki! — paskudny to był widok jej wyobraźni, gdy Madox nie daje rady w rytmicznym bujaniu i zwraca treść żołądkową prosto na to opalone, zadbane ciało turystki. Byłoby to wielkim wykroczeniem przeciwko estetyce tego miejsca, więc Aldridge musiała trochę go pilnować. Nawet, jeśli zaczynali dzień od słodkich drinków na pełnym słońcu, więc miały trzepać bardziej. Nade wszystko jednak walczyła o to, by wykreślił sobie piąty punkt bingo - taka przyjaciółka to skarb.
— Skoro nalegasz… — tak się tylko droczyła, ale plecy nadstawiała chętnie, tyłek też. Madox miał niezmierzoną przewagę nad oblechami z plaży, którzy mogliby się zgłosić na ochotników do smarowania ponętnej nieznajomej. To nie był dobry czas na sprawdzanie siły, z jaką potrafiłaby dać w mordę za lepkie rączki - a ziomuś był totalnie zaufany i mógł się zbliżać bez ryzyka, że skończy się to kubańską policją, drogą łapówką i wycieczką na pogotowie. W takim większym autku, co robi io io.
— Chcemy — zdecydowała za nich oboje i podniosła z leżaczka, zanim Noriega zdążył dokładnie ją posmarować. Na niego marudziła, jak się kręcił, a sama robiła to samo - hipokrytka, ale taka do wytrzymania, bo po drugiej stronie czekała nagroda.
Grupa śmiejących się ludzi, młodych i pięknych, podających sobie piłkę jak w jednej z tych reklam, które sprzedałyby dosłownie w s z y s t k o.
— Ej — zagadała po pierwszym secie, otrzepując z tyłka piasek po zderzeniu z plażą, byle tylko nie stracić punktu. — Wiecie może, czy można tu gdzieś znaleźć oposa w kapeluszu? — wyglądali na takich, którzy lepiej znali okolicę i mogli słyszeć o tubylcach z dziwnymi imionami i wyborami modowymi. — Albo kogoś, kto zwinie mojemu mężowi cygaro na udzie — posłała dziewczynom najszerszy z uśmiechów i wtedy wydarzyło się t o.
Oczka im się zaświeciły, jakby Madox ewoluował z przystojnego ciasteczka na skarb z Atlantydy. Był wysoki, przystojny, umięśniony, potrafił się bawić - i był na plaży z żoną, która chciała się nim dzielić. Spojrzała na niego krótko, ukradkiem - a nie mówiłam? - i wróciła do gry. Dziewczyny ostrożnie podpytywały, czy na pewno dobrze zrozumiały, ale roześmiana Ally brnęła w ich małe kłamstewko. — Och, my się po prostu bardzo dobrze r o z u m i e m y — nalegała. — Szczęściem trzeba się dzielić, prawda? A mi bardzo zależy, żeby m i s i a c z e k był szczęśliwy — pod brunetką, blondynką albo obiema, bo wydawały się gotowe na wszystko, byle tylko zaciągnąć go w bardziej ustronne miejsce.
Za to Ally… Ally wpadł w oko ich kolega. Wydawał się onieśmielony sytuacją, ale nie potrafił odwrócić wzroku od bikini kusząco opiętego na ciele, które nie było aż tak zakazane, jak myślał na początku.
Madox A. Noriega