1. Znajdź oposa w kapeluszu
2. Udawaj profesjonalną tancerkę i poprowadź kurs na plaży
3. Poproś seniora o życiowe rady
4. Zdobądź autograf na ciele od kogoś, kto nie jest sławny
5. Poderwij kogoś, kto wygląda jakby złamał ci serce w poprzednim życiu.
Cuba Bingo było krótkie, ale intensywne i ciekawsze, niż terapia.
Śmieci się wyniosły, tj. Johnny wyprowadził, a Ally wreszcie przestała żałośnie szlochać. Wystarczyło kilka opowieści o pierwszych rozwodach jej koleżanek i miejsce żalu po sakramentalnym tak zajmowała ulga, że udało się tego uniknąć. C h r y s t e, rozstanie z facetem który miał być tym jedynym bolało wystarczająco bez proszenia Wysokiego Sądu o zgodę na rozejście się.
Kuba miała płynąć alkoholem, pachnieć aromatem cygar i przypomnieć Aldridge, że są jeszcze na świecie mężczyźni gotowi całować ziemię, po której stąpała.
Dziewczę to było jednak pełne sprzeczności, dlatego na wyjazd bez planu stawiła się z dokładnym planem wypisanym na kartce krzywo urwanej z warsztatowego notesu. Im bardziej Ally regenerowała zabawnymi wyzwaniami, tym więcej zniszczeń przyjmował pognieciony już papierek. Poplamiony kawą, przypalony papierosem, z brzegiem urwanym dla kogoś, kto chciał wypluć gumę.
Szło nieźle - Madox był jednym z tych znajomych, który w chaosie odnajdywał znacznie lepiej niż ona sama i rozkwitał za każdym razem, gdy sytuacje ulegały nagłej zmianie. Dopóki...
Dopóki, pewnego późnego wieczoru w kwaterze, ujarana do granic Ally nie poczyniła kroków w stronę naukowego riserczu internetowego.
Wtedy właśnie jej oczy stały tak wielkie i wyłupiaste jak z bajki o Wilku i Czerwonym Kapturku, a zaś kobieta z najszczerszym przerażeniem i powagą zwróciła do kręcącego po balkonie przyjaciela.
— Na Kubie nie ma oposów.
Nie było w tej chwili gorszego końca świata, jaki można by było zesłać na to biedne, upalone stworzenie zdeterminowane do zrealizowania całego Cuba Bingo (najchętniej jak najdalej od trzeźwości była w stanie). Ominięcie najważniejszego punktu byłoby porażką nie do przełknięcia, jej serce waliło zatem w rytmie paniki i Salsy (a jakże). — Muszę to przetrawić — pewnie nawet nie odwrócił głowy, ale w tej jej problem właśnie urósł do rangi katastrofy.
Zapadła chwila ciszy. Ally zamarła w bezruchu, popiół z jointa opadał na pościel, ale nie przejmowała się potencjalnym pożarem.
Nie, kiedy zawładnęło nią ziołowe niedowierzanie.
— Wiesz, co to oznacza? — zerwała się do pozycji siedzącej. — To oznacza, że całe życie tkwiłam w kłamstwie. Myślałam, że oposy są wszędzie — już chowała przerażoną twarz w dłoniach, kompletnie przygnieciona informacjami z wyświetlacza telefonu.
— Jak gołębie…
Madox A. Noriega