Strona 2 z 2

toronto 1926

: ndz sie 02, 2026 7:14 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus utkwił swoje jasne spojrzenie w Kieranie. Kącik jego ust drgnął w ledwie powstrzymywanym uśmiechu, gdy opuścił spojrzenie na swoją cenną zapalniczkę. Wiedział, że nikt nie zgodzi się z jego propozycją; co z tego, że była dość radykalna i jednocześnie bardzo impulsywna? Sposoby na zatrzymanie tego chorego domina, miały przede wszystkim działać. Blondyn uniósł ostatecznie podbródek, zerkając na swojego chwilowego rozmówcę. — Chętnie zajmę się tą pierdoloną nocą oczyszczenia — zapewnił cicho, niemal nieśmiało, co nijak miało się z jego niekończącą się rządzą krwi. — Na każde miejsce zawsze znajdzie się ktoś nowy. Nie sądzę, żeby traktowanie tych ludzi jako prawdziwych członków Maple Blinders było rozsądne i potrzebne. W momencie, w którym stają się problematyczni lub zagrażający, powinni zginąć. Takie jest moje zdanie — stwierdził obojętnie, znów przyglądając się płomieniowi. Jak był jeszcze nastolatkiem, kochał bawić się ogniem i podpalać okoliczne beczki, przez które wszyscy ludzie w okolicy zaczynali panikować. Uwielbiał patrzeć na nich, będących w dzikim popłochu; na to, jak wystraszeni byli za sprawą jednego, małego pożaru. Zaraz jednak przeniósł uwagę na Aidena, milcząc. Skinął lekko głową, biorąc tę opcję pod uwagę. Trochę denerwowało go to, jak ślepo próbowali odnaleźć się w tej sytuacji, bez żadnych dowodów i konkretnych argumentów. To wszystko to wciąż były tylko podejrzenia.

Lockhart nie uniósł spojrzenia, nawet wtedy, gdy Cora w końcu pojawiła się w ich siedzibie. Uśmiechnął się jedynie kpiąco, przypominając sobie z kim ją widział poprzedniego wieczoru. Dopiero po chwili uniósł podbródek, odchylając się na krześle; język świerzbił go przed każdym powstrzymywanym komentarzem. Nie potrafił jednak nie wypowiedzieć pewnych, intensywnych myśli na głos; szczególnie, jeśli przez nią mogliby być na coś narażeni. — Ach, kurwa. Nagle przypomniało mi się, dlaczego kobiety nie powinny mieć prawa głosu i udziałów — rzucił, przesuwając opuszkami palców po swoich włosach. Cyrus zaśmiał się impulsywnie pod nosem, podążając spojrzeniem za mężczyzną, którego ze sobą przyprowadziła. Płotka. Och, boże, boże, boże. Nic nie działało tak jak powinno. Dobrze, że Alexander dał mu wczoraj to zadanie, choć teraz zaciskał nerwowo palce, gdy z oddali przyglądał się dziewczynie, którą do tej pory traktował jak siostrę.

Cyrus przyglądał się, jak King wpadł w szał albo histerię; jak zwał tak zwał. Lockhart odchylił głowę do tyłu i warknął pod nosem, gdy doniczka pękła gdzieś za jego plecami. Słysząc swoje imię, padające z ust Alexa; blondyn podniósł się z miejsca, chwytając Kinga za włosy, by go unieruchomić. A potem pociągnął go z całej siły, sprawiając, że mężczyzna wpadł na ich stół, który zakołysał się pod jego ciężarem. — Siadaj grzecznie — powiedział, chwytając go za ramię, by opadł na krzesło, na którym jeszcze chwilę temu siedział Cyrus. Znowu odchylił jego głowę, uwydatniając jego szyję i zerkając przelotnie na resztę członków Maple Blinders. — Odpal mi papierosa, Finnegan, bo usycham — westchnął, nadal trzymając ich nieszczęsną ofiarę. — I zacznijcie zadawać pytania, do chuja, bo jak ja to zrobię, to zaraz będziemy sprzątać zwłoki — mruknął, używając całą swoją siłę, by utrzymać go w miejscu.

Nie ukrywał jednak, że bardzo interesowało go to, co miała do powiedzenia liderowi ich grupy, słodka, naiwna Poison.

Cora Finn Aiden Kieran Alexander