ODPOWIEDZ
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Maple Blinders
Obrazek
Kto:
Alexander Hall Cyrus Lockhart Kieran Burreau Finn Arden
Aiden O'Cahallan Cora Marshall

Gdzie:
Toronto, 3 marca 1926
Wprowadzenie:
"R.,

pisz do mnie na stary adres w dokach, ale nie używaj nazwisk. Szlak Klonowy działa, nowy towar płynie na południe.

Nie martw się o mnie, mam przy sobie zaufanych ludzi. Mam nadzieję, że poznasz ich jesienią.

F. robi to, co potrafi najlepiej - błyszczy na salonach i pije z policją. Ludzie myślą, że to tylko ładna buźka, a on przynosi mi na tacy sekrety połowy miasta. K. - nasz Profesor - siedzi nad mapami i schematami. Gdyby nie on, połowa z nas już by siedziała w pierdlu.

Blisko mam też A.O., chłopak działa szybko i bez pytań, jest bardzo przydatny. A kiedy ktoś wyjątkowo nie chce ze mną współpracować... cóż, wtedy wchodzi C.L., moja prawa ręka. Sam widziałeś go w akcji. Jest jeszcze C.M., wołamy na nią Poison. Wygląda jak dama z wyższych sfer, ale wierz mi, jest najbardziej niebezpieczna z nas wszystkich.

Problem w tym, że od kilku tygodni ktoś próbuje rozmontować nas od środka. Jeden z naszych kurierów dostał kulkę. Ktoś nas sprzedał albo jest szantażowany. Jeszcze nie wiem kto, ale to kwestia czasu.

Pojawiły się też listy z czarnym liściem klonu. Nie wiem jeszcze, kto za tym stoi - Irlandczycy, Włosi czy te szumowiny z polityki - ale nie odpuszczę.

Miej oczy otwarte na swoim terenie i daj znać, jeśli usłyszysz, że ktoś na południu szuka kupca na nasz alkohol bez mojej zgody.

A.

PS. Pilnuj jej."
Prowadzący:
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Deszcz i gęsta mgła znów odcięły doki od reszty Toronto.

Na zapleczu baru Alexander właśnie kończył pisać list dla Roba. Ów list miała przekazać mu August, świeżo upieczona żona Alexandra - oficjalnie wybierała się do Stanów w odwiedziny do rodziny, a nieoficjalnie wywoziła na drugą stronę Ontario połowę ich gotówki i miała osobiście wyznaczyć z Robem nowy punkt przeładunkowy w Rochester. W końcu nikt nie podejrzewałby damy w eleganckim płaszczu, z ładną walizką w ręce, prawda? Ani policjanci, ani celnicy. Wspólnie z August podjęli tę decyzję po kradzieży ostatniego załadunku, o której jego zaufani ludzie z Maple Blinders jeszcze nie wiedzieli. Planował powiedzieć im dzisiaj.

W liście nie napisał Robowi wszystkiego - najpierw chciał wziąć sprawy w swoje ręce, bez interwencji ludzi spoza Toronto. W końcu bycie liderem zobowiązywało. Musiał trzymać rękę na pulsie i nie pozwalać innym wpierdalać się w piaskownicę. Naprawdę wiele go kosztowało, żeby umocnić swoją pozycję w tym mieście i byłby kurewsko niezadowolony, gdyby coś miało popsuć jego plany. Złożył papier, zapakował go do koperty i ruszył w stronę magazynu. Kilka minut marszu wystarczyło, żeby jego płaszcz nasiąkł wilgocią, ale nie przyspieszył kroku, poprawił jedynie kapelusz i zapiął płaszcz pod samą szyję. Chwilę później pchnął drzwi starego magazynu, a pracownicy skinęli mu uprzejmie głowami, gdy mijał ich w drodze do pomieszczenia biurowego. Nie zareagował na to powitanie, miał ważniejsze sprawy na głowie. Zatrzymał się przy drewnianych drzwiach na końcu korytarza i lekko nacisnął klamkę.

Gdy tylko wszedł do środka, w pokoju natychmiast zapanowała cisza. Bez słowa zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku, a rękawiczki położył na skraju długiego stołu, gdzie czekało na niego puste krzesło. Nie spojrzał na nikogo. Wiedział, że na krześle po jego prawej stronie siedział Cyrus, jego najlepszy przyjaciel i prawa ręka. Naprzeciwko, po jego lewej, znajdował się Finn i pewnie właśnie bawił się kartami do gry. Obok Finna siedział Kieran, który na pewno przyglądał mu się badawczym spojrzeniem, jakby już przeczuwał kłopoty. Po drugiej stronie, obok Cyrusa, znajdował się Aiden. Alexander wahał się przed przyjęciem go do Maple Blinders, w końcu jego przodkowie pochodzili z Irlandii, ale okazywał się przydatny właśnie z tego powodu.

Krzesło Cory znajdujące się obok Aidena było puste, czego Hall również nie skomentował ani słowem. Wiedział, gdzie była, ale postanowił na nią nie czekać z rozpoczęciem spotkania. Wtajemniczył ją już wcześniej i zlecił jej pewne zadanie, które - jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - będzie kontynuowane w tym miejscu za trzydzieści minut. Usiadł na krześle i nalał sobie odrobinę whisky do szklanki. Upił łyk, po czym uniósł głowę i przesunął wzrokiem po twarzach obecnych. Wszyscy wpatrywali się w niego - Finn, Kieran, Aiden i Cyrus - czekając, aż zacznie. Mieli szczęście, że nie podejrzewał żadnego z nich. To byli jego najbardziej zaufani ludzie. Odłożył szklankę na stół z cichym stuknięciem. - Ktoś sprzedał nasz poprzedni transport - rzucił prosto z mostu, nawet nie próbując owijać w bawełnę. Nastała cisza, którą przerywało tylko bębnienie kropel deszczu o szyby. Oparł przedramiona o blat i pochylił się lekko do przodu, wbijając wzrok po kolei w każdego z nich. - Towar przepadł. Ktoś z zewnątrz dokładnie wiedział, kiedy i dokąd ruszą ciężarówki - wyjaśnił, jednak nie powiedział na razie nic więcej. Czekał uprzejmie na informacje.

Cyrus Cora Finn Kieran Aiden
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wysunął się z łóżka, przeciągając się i ziewając głośno, po czym chwycił swoją parę spodni i pospiesznie wsunął je na siebie. - Już wychodzisz, Finnegan? - rzuciła jego ulubiona prostytutka. -Ta, szef odetnie mi jajca, jak się nie zjawię na czas - burknął pod nosem niezadowolony, zgarniając swoją koszulę z pobliskiego krzesła, którą powoli zaczął zapinać. Alexander był jego przyjacielem, ale również szefem, któremu, no kurwa, nie chciał podpaść. Szanował go, a swoją robotę traktował poważnie. Na tyle poważnie, że przychodził do lokalnego burdelu przynajmniej raz... dwa... trzy... no dobra, pięć razy w tygodniu, ale tylko i wyłącznie po to, żeby podłapać informacje. Kto by pomyślał, że największe plotki krążą właśnie w czterech ścianach, z których wydostawało się najwięcej urywanych jęków i ciężkich oddechów, hm?

Nie robiło mu różnicy, że robił za grupowego Adonisa, Amora czy cholera wie, jak można było to nazwać. Uwielbiał seks, a przy tym łączył coś przyjemnego z pożytecznym. Tym razem z kolei nie dowiedział się niczego pożytecznego. Tylko tyle, że jeden z typów należących do przeciwnego gangu coraz częściej przychodził do tawerny, która należała do August, żony Alexandra. Po co? Jeszcze nie miał zielonego pojęcia, ale musiał ostrzec przyjaciela, zanim będzie za późno. Hall wybudował sobie niemałą reputację, a dzięki swoim umiejętnościom przywódczym mieli szacunek na dzielni, na tyle, na ile się dało.

Kiedy już cały się ubrał i pożegnał ze swoją ulubioną rudowłosą prostytutką długim, czułym pocałunkiem, założył kaszkiet, chwycił zegarek kieszonkowy na łańcuszku i zerknął na godzinę. - Kurwa, no zajebie mnie - syknął pod nosem i szybko ruszył do wyjścia. Zerknął na chmury. Niebo spowiła szarość, a on czym prędzej stąpał po wilgotnym gruncie, żeby zdążyć przed szefem. Na szczęście, gdy wszedł do środka, zrzucił z siebie płaszcz i kaszkiet, rzucając je gdzieś na bok. Zajął swoje miejsce, wyciągając automatycznie, tak z przyzwyczajenia, karty, które leżały przed nim, i zaczął się nimi bawić. Dopiero po chwili zerknął na trójkę swoich przyjaciół. - Panowie - uśmiechnął się, rzucając jedną z kart w kierunku Locka. Przeleciała dosłownie obok jego twarzy, muskając jego ucho. - Cholera, o mało co się nie spóźniłem. Ta ruda? Boże, jakie ona ma zajebiste cycki, serio mam nadzieję, że to nie twoja kuzynka O'Cahallan - już chciał mówić dalej, ale dźwięk ciężkich butów roznoszący się po sali świadczył o tym, że już tutaj był.

Zerknął tylko, jak Alex wkroczył do środka i zajął miejsce, nie przestając tasować kart. Uniósł wzrok ponownie, gdy ten odstawił szkło. Spiął się natychmiast, poprawiając się na krześle. Ktoś sprzedał ich towar? Finn spojrzał od razu na twarze swoich kompanów. Wszyscy raczej wyglądali na zdziwionych. Czy mieli w swoim gronie konfidenta? - Jak oni to kurwa wiedzieli?! - zapytał z niedowierzaniem. - i gdzie jest Poison, do cholery? - Rozejrzał się, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ich blondwłosa towarzyszka była, kurwa, zaginiona w akcji. Opadł z powrotem na siedzenie, rozsypując talię. Przysunął do siebie butelkę whisky i nalał bursztynową ciecz do pustej szklanki. Nie chciał dzisiaj pić, ale jego plan w cholerę wziął. Przybliżył szklankę do ust i upił łyk, pozwalając cieczy rozprowadzić się po języku, po czym spojrzał na wszystkich. - Dobra, spędziłem noc z El. Niczego się nie dowiedziałem, poza tym, że zacząłem lubić tę pozycję, w której ona siedzi na mnie tyłem. Dobra, nieważne... - machnął ręką. - Podobno jakiś typ z gangu naszych ulubieńców coraz częściej przebywa w tawernie twojej żony, Hall. I co najlepsze, z kimś się tam widuje. Tylko tyle wiem! - uniósł ręce do góry, wzruszając ramionami. No nie wiedział nic więcej...no.

lock O'Cahallan Burreau poison boss
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus pojawił się na miejscu jako pierwszy z całej grupy.
Lokalizacja, w której przebiegało spotkanie, była na tyle bezpieczna i sprawdzona, że nie musieli nawet komunikować między sobą tego, gdzie będzie to całe zebranie. A mimo tego złudnego poczucia kontroli nad sytuacją, blondyn wchodząc do pomieszczenia i zdejmując swój kaszkiet, uważnie rozejrzał się po wnętrzu, przy okazji zasuwając żaluzje, uprzednio wyglądając na zewnątrz. Lockhart nigdy nie pozostawiał sobie przestrzeni na pomyłki, które mogłyby kosztować go zbyt wiele. Poza tym był pieprzonym perfekcjonistą; nawet pozbywanie się ciał lub potencjalnych przeszkód, traktował jako swoistą sztukę. Dopiero wtedy przysiadł w stałym miejscu, bawiąc się swoją srebrną zapalniczką, którą przez dłuższą chwilę obracał w palcach. Nie czuł się szczególnie przejęty sytuacją i nie czuł jakiegokolwiek zagrożenia; może to przez kompleks boga, a może przez to, że pokładał w ich współpracy wiele zaufania.

Lockhart odpalił papierosa w chwili, gdy zaczęła pojawiać się reszta grupy. Przesunął znudzonym spojrzeniem po swoich towarzyszach, jednocześnie zatrzymując wzrok na Finnie, który rzucił kartą w jego stronę. Przesunął palcem po pistolecie, mocno przytwierdzonym do spodu stołu, spoglądając na gadułę z uwagą. Jak szybko rozpętałby drugą wojnę światową? Ostatecznie zabrał dłoń, opierając ją na stole, by ze stoickim spokojem, postukać parokrotnie o drewnianą powłokę. Dopiero pojawienie się Alexandra, zmusiło blondyna do skupienia na nim swojej uwagi; zgasił swojego papierosa w metalowej popielniczce, powracając do zabawy ogniem ze swojej ulubionej, cholernie drogiej zapalniczki. Cy uważnie słuchał; zarówno Alexa, jak i Finna, w głowie odnotowując praktycznie wszystko, co się dało. Obserwował.

— Jeśli wciąż przychodzi tam regularnie, to znaczy, że prawdopodobnie nie otrzymał jeszcze żadnych satysfakcjonujących odpowiedzi — stwierdził, w końcu decydując się na zabranie głosu. Mężczyzna spojrzał na płomień, zanim znowu zatrzasnął zawleczkę. — Nie ma sensu szukać zdrajców. Lepiej wykończyć tych, którzy wiedzą za dużo — odparł beznamiętnie, zerkając w stronę lidera. — Albo tych, którzy przydają się za mało i stwarzają tylko zbędne zagrożenie — mlasnął, odgarniając palcami loki z czoła. — Kurier to tylko żenujące ostrzeżenie — westchnął, bujając się na krześle, ostatecznie wsuwając też obie dłonie w kieszenie spodni.

Cyrus nie traktował ich grupy jako pewniaka; szczury pojawiały się w każdym środowisku, bez względu na więzi czy otoczenie. Wiedział jednak, że bez dowodów, nie może działać impulsywnie i podejrzewać każdego, jak leci. Jego wzrok przesunął się w stronę Aidena, z którym pozbywał się ciała kuriera paręnaście dni temu. Ostatecznie pozostawił jego osobę bez komentarza; w końcu to on znalazł ciało. Przez jego głowę przechodziło wiele myśli na raz; jak zawsze, dlatego przygryzł wewnętrzną stronę policzka, znowu skupiając się na analizie we własnej głowie.


Finn
Aiden
Alexander
Cora
Kieran
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ciężka atmosfera była wręcz wyczuwalna w pokoju, od kiedy głupie rozmowy ucichły, a Alexander pojawił się na zebraniu. Nagle każdy rozbawiony ton spoważniał, a miny zrobiły się nietęgie, jakby przynajmniej większość z nich zrozumiała, że nie było to zwyczajne zgromadzenie. Nadchodziły ciężkie czasy i nie dosyć, że bezpowrotnie utracili część towaru, to na dodatek mieli wewnątrz kreta bądź łatwą ofiarę, od której wyprowadzenie informacji nie było ciężkim zadaniem. Mógł to być każdy — pośrednik, który nie miał nic do stracenia, ale także któryś z zaufanego grona. Mogła to być osoba, która unikała spojrzenia innych albo ktoś, kto hardo patrzył prosto w oczy ich szefa, bezczelnie się wybielając.

Aiden już od kilku dni wiedział, że coś było na rzeczy — wieczorna kontrola ukazała mu zwłoki ich zaufanego kuriera i wraz z Cyrusem musieli sprawnie pozbyć się ciała, aby uniknąć niewygodnych pytań świadków lub rodziny. Łatwiej było upozorować porwanie, zwłaszcza jeśli w mieście krążyło ogólne przekonanie, że wśród mieszkańców pojawiały się nowe twarze. Jego żona zdradzała mu, że damy dworu przychodzące do jej szwalni, skarżyły się na obcokrajowców z dziwnym akcentem, którzy wcale nie wyglądali, jakby przychodzili w pokojowych zamiarach. Węszyli, zaglądali, wypytywali — szukali ofiar, które za lekką pokusę zdradzą im odpowiednie informację.

Dlatego tym bardziej, śmierć ich kuriera wydawał mu się bardziej niż zaskakująca — choć nadawała wiele pytań, które automatycznie przekreśliły wizerunek, który mężczyzna budował przez lata. — Którzy wiedzą za dużo… — rzucił pod nosem, kiedy dyskusję obok trwały, po czym spojrzał na Cyrusa, który stwierdził, że zabicie ich kuriera było żenującym ostrzeżeniem. — Może to nie ostrzeżenie, tylko sygnał zdobytych informacji? — zasugerował, rozglądając się po towarzystwie. — Dotąd nie spotkaliśmy się z morderstwem. Przychodzili do baru, bo szukali informacji, ale ich nie znaleźli. Gdy w końcu natrafili na swoje źródło wiedzy, zabili go w obawie, że nielojalność działa w obydwie strony. — Skoro zdradził ich sekrety i poufne informacje handlowe, to przeciwny gang nie mógł mieć pewności, że zachowa ich twarze tylko dla siebie. Naruszenie ich anonimowości byłoby jak strzał w kolano, bo gdyby sytuacja była już pewna, to Maple Blinders zadziałałoby szybko i skutecznie.

Wiedział, że w jego kierunku mogą padać niesłuszne oskarżenia. Znalazł ciało, więc jaki był problem, aby chwilę wcześniej sprzątnął absztyfikanta z tego świata? Wpływy irlandzkich gangsterów również działały na jego niekorzyść przez to nie do końca zapomniane pochodzenie, nawet jeśli był kanadyjczykiem już od dziada swojej matki. Nie czuł się w obowiązku usprawiedliwiania swojej osoby, ale jednocześnie wiedział, że był pod ostrzałem badawczego spojrzenia prawej ręki ich szefa.

Kieran, Cora, Alexander, Finn, Cyrus
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Uważaj na siebie i nie daj się złapać - powiedział poważnie, spoglądając na wysoką postać znajdującą się w pomieszczeniu. Zapiął koszulę, zakładając idealnie skrojoną kamizelkę. Jeszcze tylko płaszcz i był gotowy opuścić pokój, w którym nie powinno być go wcale. Igrał z losem, każdego dnia powtarzając sobie, że czas z tym skończyć, wracając do normalności, która nie narażała ich na śmierć. I również każdego dnia wracał do upojnych chwil, które nim zawładnęły. Był za słaby, ulegając zniewoleniu jednego spojrzenia, kosztując tego, co zakazane. Rad był, że ściany, chociaż widziały tak wiele, nie potrafiły mówić, zachowując dla siebie sekrety, których wydanie groziło czymś gorszym, niż śmierć.
Szybkie muśnięcie ust własnymi wargami - zwiastun kolejnego spotkania - i już go nie było. Zatrzymał na zatęchłym korytarzu dziewczynę z obsługi, wciskając jej do ręki dwie monety. - Nigdy mnie tu nie widziałaś. Ten pokój był tej nocy pusty - rzucił i już go nie było. Poprawił okulary, wychodząc w nieprzyjemną mgłę. Było wilgotno i coś wisiało w powietrzu, tak podpowiadała mu intuicja, której nauczył się ufać. Okazała się być prawdziwą muzą w jego życiu. Niemal jak nikt potrafił rozpracować kolejne szlaki, układając najlepszy plan. Czysta logika, trochę znajomości terenu. I ludzi. Ludzie w tym wszystkim byli bardzo ważni, bo to na nich należało uważać najbardziej. Zdrada czaiła się na każdym kroku. Wystarczyło sypnąć groszem w odpowiednie ręce, użyć dobitnego słowa lub pięści i cały plan mógł lec.
Wygładził poły drogiej marynarki, strącając niewidzialny kurz i odpalił papierosa, wydmuchując dym. Było wcześnie; wystarczająco, żeby dotrzeć na spotkanie przed umówioną godziną.
Dotarł do magazynu, rozglądając się po raz ostatni po okolicy, wyłapując podejrzane ruchy i osoby, których obecność była niepożądana. Czysto. Wyrzucił niedopałek, zajmując miejsce w biurze, w którym działy się najważniejsze rzeczy, omawiane w zaufanym gronie. Czy aby na pewno? Kieran z doświadczenia wiedział, że nie można nikomu zawierzyć w stu procentach. Lojalność, zaufanie, szacunek. W tych czasach można było kupić wszystko. Wodził wzrokiem po kolejnych osobach, milcząc. Ciekawa była z nich zgraja. Każdy posiadał inne umiejętności, które połączone razem były nad wyraz niebezpieczne. Burreau siedział z rękami splecionymi na kolanach. Pozornie spokojny, niemal obojętny. Tylko uważniejsze spojrzenie zdradzało, że jego umysł pracował szybciej niż kogokolwiek obecnego.
Ulokował wzrok w Alexandrze, który pojawił się jako ostatni z panów - czekali jeszcze na Corę, której krzesło było puste. Kiedy zapadła cisza, wsłuchał się w miarowe uderzenia kropli o szyby. Coś zdecydowanie było nie tak, wiedziały to niebiosa. Mówiła to twarz ich szefa, daleka od zadowolenia. Po informacji, którą na nich zrzucił, brwi Kierana powędrowały w dół. Nie był pocieszony, jak zapewne żaden z nich. Planowanie tras przemytu było sztuką i ktoś postanowił wpierdolić się w jego arcydzieło. To wystawiało jego cierpliwość na próbę. Zaczął powoli odtwarzać w głowie cały plan przejazdu, analizując poszczególne etapy. Godzina, punkt załadunkowy, każdy zakręt i most na trasie, miejsce, w którym trzeba było zachować dodatkową ostrożność. To nie była przypadkowa napaść, nie ma szans. Ktoś, kto wiedział za dużo postanowił podzielić się informacjami z niepowołanymi. Kurwa.
Powiódł spojrzeniem po towarzyszach, badając ich reakcje i słuchając słów. Niemal niewidocznie zmieniły się jego źrenice na słowa Finnegana.
-Ilu ludzi dokładnie znało trasę? Nie ogólny zarys planu, ale szczegóły? Dokładną godzinę i miejsce przekazania tego załadunku - spytał Alexa. Zawsze mieli plan awaryjny. Zawsze wysyłali prawdziwy i pust załadunek w razie pojawienia się kłopotów. Trasa zmyłkowa, łatwiejsza, która miała przyciągnąć potencjalnych rabusiów. To o niej mówiło się więcej, o niej puszczało plotki w kolejnych barach. Właściwa zaś była tajemnicą, do której dopuszczani byli nieliczni.
-Chcesz wykończyć wszystkich? I co, sam zajmiesz się kolejnymi transportami? Zgadzam się z Aidenem - zerknął na Cyrusa, którego aż ręce świerzbiły, żeby skręcić komuś kark. narwany i przez to nieobliczalnie niebezpieczny. - Kurier to przesłanie, że ktoś postanowił się wpieprzyć do naszej gry i należy się dowiedzieć, kto - stwierdził. Kolejne wybijanie pionków nie było rozwiązaniem, ponieważ bez pionków król wystawiony był jako łatwy cel. Zupełnie jak w szachach.
Oparł łokcie o stół, splatając ręce. Jeżeli ktoś ich obserwował z zewnątrz, można było zmienić trasę. Jeżeli ktoś kupił informacje od przypadkowego kierowcy, można było odciąć ogniwo. Ale jeśli przeciek pochodzi z wnętrza organizacji, to również kolejny transport mógł okazać się martwy, jeśli nie wprowadzą zmian.
-Co jeszcze, Alexander? - spytał odnosząc wrażenie, że to nie koniec. - Dowiemy się w końcu, gdzie jest Cora?

Alexander Finn Cyrus Aiden Cora
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Sam, muszę kogoś im przyprowadzić- wtuliła się mocniej w mężczyznę, który w tym czasie gładził ją czule po nagich plecach. W pokoju wciąż unosił się zapach seksu, ale w jej głosie zaczynało słychać panikę. Wiedziała, że zjebała. Pierwszy raz w życiu. Ale nie mogła nic poradzić na to, że kiedy dwa dni temu, spotkała się z handlarzem, którego miała uwieść i przywrowadzić na naleśniki, jej serce zostało trafione przez strzałę Amora. - Pójdę z Tobą. Pogadam z nimi i przekonam ich, że nie mam z tym nic wspólnego - mężczyzna wciąż nie przestawał gładzić jej ciała, dając jej tym zwykłym gestem poczucie bezpieczeństwa. Szeptane w jej włosy słowa również miały ukoić jej niepokój, ale na nic się to zdało. Wiedziała do czego doprowadziła. Koledzy uznają ją za zdrajczynię. - Nie, to zbyt niebezpieczne. Nie mogę pozwolić , aby stała Ci się krzywda- pokręciła głową, którą oparła na jego piersi słuchając miarowych uderzeń serca pod sobą. Miała proste zadanie, ale pech chciał, że się zakochała. Pierwszy raz w życiu. Nie mogła ryzykować utraty ukochanego. - Kochanie, nic mi nie będzie- Sam próbował ją uspokoić całując ją w czubek głowy i ściślej obejmując jej drobne ciało wtulone w jego. Oczywiście, że się bał spotkania z jej szefem i współpracownikami, ale przecież nie mógł puścić jej samej. Nie mógł pozwolić, aby stała się jej krzywda. - Nie, nie pozwalam. Kocham Cię i nie mogę Cię stracić. Wymyślimy coś innego- podniosła głowę, by złożyć mu obietnicę patrząc prosto w jego oczy, a następnie ponownie wpić się w jego usta, które doprowadzały ją do obłędu. Ponownie pozwalając sobie na godziny zapomnienia w hotelowym pokoju. W wymiętej pościeli. Z dala od problemów. Tylko on i jej ukochany.

Musiała załatwić zastępstwo. Nie mogła przyjść z pustymi rękoma. Potrzebowali handlarza z informacjami. Ona potrzebowała handlarza. Od Sama miała informacje, ale nie chciała, żeby to on przekazał je osobiście podczas spotkania z mężczyznami. Obawiała się jak mogliby na koniec go potraktować, więc musiała mieć plan B.
Plan B właśnie siedział przed nią, wpatrzony w jej dekolt, który z niezwykłą odwagą odsłoniła jak na standardy. Sukienka idealnie podkreślała jej walory, a ona wiedziała jak z nich korzystać. Pochyliła się nieznacznie w kierunku swojego towarzysza, akcentując każde wypowiadane słowo. - Nie wiem jak Ty, ale ja jestem niezwykle głodna- przeniósł wzrok na jej krwistoczerwone usta. Pewnie sobie właśnie wyobrażał je na własnym ciele. Cora nie zamierzała go wyprowadzać z błędu. Nie teraz. Korzystając z tego, że on również skrócił dystans, zbliżyła się do jego ucha, aby wyszeptać i owiać ciepłym oddechem jego cienką skórę na szyi. - Znam pewien lokal, niedaleko stąd. Niezwykle urokliwy. W sam raz dla nas- to było tak cholernie łatwe, że aż nudne. Śmiała się niczym nabuzowana hormonami nastolatka, gdy za rękę prowadziła go na miejsce spotkania. Nie oponował. Niczego nie podejrzewał. Zero frajdy.

Kiedy tylko przekroczyli próg, jej śmiech ucichł w ułamku sekundy. Nawet nie odbijał się echem. Tak jakby to wszystko było tylko czyimś wymysłem. Wyprostowała się, a z twarzy znikł uśmiech, a raczej wszelkie emocje. - Panowie, witam serdecznie. Poznajcie mojego nowego kolegę- odezwała się poważnym tonem. Nie tym słodkim, cukierkowym co jeszcze dwie minuty wcześniej. Mężczyzna, który wszedł razem z nią, wciąż podążał prowadzony przez nią w kierunku pustego krzesła naprzeciwko Alexa po drugiej stronie stołu. Cora stanowczo popchnęła go, by zajął wolne miejsce, a sama zdjęła płaszcz przewieszając go przez oparcie obok Aidena i podeszła do Cyrusa, aby zgarnąć od niego ze stołu papierosa i zapalniczkę. - Każe mówić na siebie King i może mieć dla nas cenne informacje na temat ostatniego zabójstwa- zaczęła mówić, a na koniec rozpaliła papierosa głęboko zaciągając się dymem. Podała zapalniczkę blondynowi i zajęła swoje miejsce. - Co? O jakim morderstwie mówisz?! Moira! O co tutaj chodzi?- King wbijał w nią swoje przerażone spojrzenie, a ona w odpowiedzi tylko przewróciła oczami. Założyła nogę na nogę, zaciągnęła się ponownie i strzepnęła popiół do popielniczki, nachylając się przy tym do współpracowników, ale jej wzrok utkwiony był w szefie. - Podobno kurier z nimi współpracował i był tylko jednym z kilku, których udało im się od nas wyciągnąć dla informacji. Chodzą słuchy , że próbują nas rozpracować od środka- dodała na koniec wodząc intensywnym spojrzeniem po każdym z nich. To nie ona była wtyką. Zjebała z Samem, ale kurier zginął zanim doszło oni się poznali. Natomiast pozostali siedzący przy tym stole? Nie ufała żadnemu z nich.


Alex Finn Cyrus Aiden Kieran
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”