the wheels on the bus go 'round and 'round
: wt lip 28, 2026 5:16 pm
Trzeba przyznać, że zarówno Sadie, jak i Arlo byli przeuroczy. Trochę trudno było stwierdzić, skąd u Arlo wzięły się rude włosy, skoro Blaze był blondynem, a jego żona brunetką. Może farbowaną? A może dzieciak był synem listonosza. Kobieta nudziła się pod nieobecność męża, a Ryży był efektem tej nudy. Oby tylko April nigdy nie odwalała podobnego cyrku. Teddy była durna, ale raczej nie uwierzyłaby, że narzeczona zaszła z nią w ciążę.
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, jak Finch opowiada sześciolatce o swoich pasjach. Bardzo lubiła być w tym uwzględniona. Ona też chodziła na siłownię, żeby mieć fajną dupę, która tak podobała się ukochanej. Fajnie, że robiły dla siebie tyle miłych rzeczy!
Sadie pokiwała głową i wszystko wskazywało na to, że rozumiała przynajmniej większość rzeczy, które starała się przekazać jej ciocia April. Na pewno nie myślała o swoich rodzicach źle, a na bunt było zdecydowanie zbyt wcześnie. Może kiedyś stwierdzi, że są chujowi i wygarnie im, że ona to się na ten świat nie prosiła, ale Youngowie mieli jeszcze na to jakieś dziesięć lat, żeby się do tego mentalnie przygotować. Albo zapobiec, żeby córka nigdy nie uważała ich za chujowych.
— I czasem po prostu tak się przebierasz? Ale fajowsko! — dziewczynka westchnęła z rozmarzeniem. — Ale w sumie ja często udaję księżniczki i przebieram się w balowe sukienki. To w sumie tak, jakbym nią była, nie? Tylko Arlo nie lubi się ze mną bawić. Głupi jakiś — wzruszyła ramionami, na co oczywiście usłyszała od brata, że sama jest głupia i trochę zaczęli się wyzywać. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo obiad został podany, a Sadie musiała jeszcze podbiec do lustra w przedpokoju, żeby się przejrzeć. Zachwytom nowej fryzury nie było końca! Już zapowiedziała April, że zrobi jej takie same warkoczyki, których pewnie robić nie umiała, więc albo powyrywa jej połowę włosów, albo Finch przez najbliższy tydzień tego nie rozczesze. Trudno! Darling będzie ją kochać nawet z kołtunami!
Nie spodziewała się, że przyjdzie im uczyć chłopca, jak poprawnie używać widelca. A właściwie jak w ogóle go używać. Niby Mały zapierał się, jak jest duży, a babrał się w makaronie jak zwykły waflokruch. Teddy nie miała nic przeciwko, żeby czterolatek jadł tak, jak potrafił. Chyba sprzątanie po obiedzie i tak było nieuniknione. Sadie świetnie radziła sobie ze sztućcami, a i tak makaron chlapnął na kanapę i zsunął się na podłogę. Strażaczka uśmiechnęła się do niej, dając do zrozumienia, że nic wielkiego się nie stało, a potem spojrzała z rozbawieniem na narzeczoną, która cierpliwie tłumaczyła Arlo, jak trzymać widelec. Szkoda, że Arlo nie podzielał jej zdania, a jego cierpliwość skończyła się po trzecim kęsie. W końcu znów wpakował dłoń do talerza, a potem wyjął ją i... Teddy chyba już wiedziała, co zamierzał zrobić.
— Ej, gdzie z tymi łapskami? — upomniała go dokładnie w momencie, kiedy przymierzał się do wytarcia rąk w spodnie. — Umyć mi je, ale już — powiedziała i sama zdziwiła się, skąd w niej tyle stanowczości.
Rudy rzucił jej ciężkie spojrzenie, ale posłusznie zlazł z kanapy i ruszył do łazienki z wysoko uniesionymi rękami. Drzwi były uchylone, więc nie musiał chwytać za klamkę, ale do włącznika światła nie sięgnął, więc musiało mu wystarczyć światło dzienne. Po chwili dobiegł stamtąd donośny chlupot. Jak znając życie, to będzie tak pańciał w umywalce przez parę ładnych minut, żeby zrobić dobre wrażenie, a potem wróci do salonu mniej więcej tak samo brudny, jak z niego wyszedł. Swoją drogą, do Teddy właśnie dotarło, że nie przypomniały dzieciakom o myciu rąk PRZED jedzeniem. To chyba niezbyt higieniczne?
Stukot małych stóp był zapowiedzią powrotu Ryżego.
— Teddy, patrz — rozległo się gdzieś w okolicach jej lewego łokcia. — Umyłem się.
Strażaczka zerknęła na niego podejrzliwie. Chwyciła dwoma palcami pod brodę i obróciła go lekko w stronę okna, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Było dokładnie tak, jak przewidywała - cały dziób ma upaćkany.
— Ale buzi to już nie umyłeś — zauważyła, na co Arlo wzruszył lekko ramionami.
— Nie kazałaś — stwierdził, zresztą słusznie i bardzo sprytnie. Usiadł obok April i spojrzał na nią w taki sposób, jakby chciał, żeby jeszcze raz pokazała mu jak nawinąć makaron nauszy widelec. Przynajmniej miał dobre chęci! Super, bo inaczej narzeczona nie tknęłaby swojej porcji, gdyby znowu musiała patrzeć, jak Rudy babra się w obiedzie.
— Pycha jest to spaghetti — odezwała się Sadie. — Mamy smakuje inaczej. Gorzej — stwierdziła bez namysłu. To chyba był komplement? Dzieciaki były z reguły szczere i nie mówiły tak, żeby sprawić komuś przyjemność. Ani nie myślały o tym, że mogą sprawić komuś przykrość. — O nie! — jęknęła żałośnie, widząc, że sos pomidorowy wylądował prosto na jej ślicznej, różowej sukieneczce. O masz ci los! W dodatku dziewczynka zrobiła taką minę, jakby zaraz miała się rozpłakać.
fork sensei
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, jak Finch opowiada sześciolatce o swoich pasjach. Bardzo lubiła być w tym uwzględniona. Ona też chodziła na siłownię, żeby mieć fajną dupę, która tak podobała się ukochanej. Fajnie, że robiły dla siebie tyle miłych rzeczy!
Sadie pokiwała głową i wszystko wskazywało na to, że rozumiała przynajmniej większość rzeczy, które starała się przekazać jej ciocia April. Na pewno nie myślała o swoich rodzicach źle, a na bunt było zdecydowanie zbyt wcześnie. Może kiedyś stwierdzi, że są chujowi i wygarnie im, że ona to się na ten świat nie prosiła, ale Youngowie mieli jeszcze na to jakieś dziesięć lat, żeby się do tego mentalnie przygotować. Albo zapobiec, żeby córka nigdy nie uważała ich za chujowych.
— I czasem po prostu tak się przebierasz? Ale fajowsko! — dziewczynka westchnęła z rozmarzeniem. — Ale w sumie ja często udaję księżniczki i przebieram się w balowe sukienki. To w sumie tak, jakbym nią była, nie? Tylko Arlo nie lubi się ze mną bawić. Głupi jakiś — wzruszyła ramionami, na co oczywiście usłyszała od brata, że sama jest głupia i trochę zaczęli się wyzywać. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo obiad został podany, a Sadie musiała jeszcze podbiec do lustra w przedpokoju, żeby się przejrzeć. Zachwytom nowej fryzury nie było końca! Już zapowiedziała April, że zrobi jej takie same warkoczyki, których pewnie robić nie umiała, więc albo powyrywa jej połowę włosów, albo Finch przez najbliższy tydzień tego nie rozczesze. Trudno! Darling będzie ją kochać nawet z kołtunami!
Nie spodziewała się, że przyjdzie im uczyć chłopca, jak poprawnie używać widelca. A właściwie jak w ogóle go używać. Niby Mały zapierał się, jak jest duży, a babrał się w makaronie jak zwykły waflokruch. Teddy nie miała nic przeciwko, żeby czterolatek jadł tak, jak potrafił. Chyba sprzątanie po obiedzie i tak było nieuniknione. Sadie świetnie radziła sobie ze sztućcami, a i tak makaron chlapnął na kanapę i zsunął się na podłogę. Strażaczka uśmiechnęła się do niej, dając do zrozumienia, że nic wielkiego się nie stało, a potem spojrzała z rozbawieniem na narzeczoną, która cierpliwie tłumaczyła Arlo, jak trzymać widelec. Szkoda, że Arlo nie podzielał jej zdania, a jego cierpliwość skończyła się po trzecim kęsie. W końcu znów wpakował dłoń do talerza, a potem wyjął ją i... Teddy chyba już wiedziała, co zamierzał zrobić.
— Ej, gdzie z tymi łapskami? — upomniała go dokładnie w momencie, kiedy przymierzał się do wytarcia rąk w spodnie. — Umyć mi je, ale już — powiedziała i sama zdziwiła się, skąd w niej tyle stanowczości.
Rudy rzucił jej ciężkie spojrzenie, ale posłusznie zlazł z kanapy i ruszył do łazienki z wysoko uniesionymi rękami. Drzwi były uchylone, więc nie musiał chwytać za klamkę, ale do włącznika światła nie sięgnął, więc musiało mu wystarczyć światło dzienne. Po chwili dobiegł stamtąd donośny chlupot. Jak znając życie, to będzie tak pańciał w umywalce przez parę ładnych minut, żeby zrobić dobre wrażenie, a potem wróci do salonu mniej więcej tak samo brudny, jak z niego wyszedł. Swoją drogą, do Teddy właśnie dotarło, że nie przypomniały dzieciakom o myciu rąk PRZED jedzeniem. To chyba niezbyt higieniczne?
Stukot małych stóp był zapowiedzią powrotu Ryżego.
— Teddy, patrz — rozległo się gdzieś w okolicach jej lewego łokcia. — Umyłem się.
Strażaczka zerknęła na niego podejrzliwie. Chwyciła dwoma palcami pod brodę i obróciła go lekko w stronę okna, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Było dokładnie tak, jak przewidywała - cały dziób ma upaćkany.
— Ale buzi to już nie umyłeś — zauważyła, na co Arlo wzruszył lekko ramionami.
— Nie kazałaś — stwierdził, zresztą słusznie i bardzo sprytnie. Usiadł obok April i spojrzał na nią w taki sposób, jakby chciał, żeby jeszcze raz pokazała mu jak nawinąć makaron na
— Pycha jest to spaghetti — odezwała się Sadie. — Mamy smakuje inaczej. Gorzej — stwierdziła bez namysłu. To chyba był komplement? Dzieciaki były z reguły szczere i nie mówiły tak, żeby sprawić komuś przyjemność. Ani nie myślały o tym, że mogą sprawić komuś przykrość. — O nie! — jęknęła żałośnie, widząc, że sos pomidorowy wylądował prosto na jej ślicznej, różowej sukieneczce. O masz ci los! W dodatku dziewczynka zrobiła taką minę, jakby zaraz miała się rozpłakać.
fork sensei