Strona 2 z 4

the wheels on the bus go 'round and 'round

: wt lip 28, 2026 5:16 pm
autor: teddy darling
Trzeba przyznać, że zarówno Sadie, jak i Arlo byli przeuroczy. Trochę trudno było stwierdzić, skąd u Arlo wzięły się rude włosy, skoro Blaze był blondynem, a jego żona brunetką. Może farbowaną? A może dzieciak był synem listonosza. Kobieta nudziła się pod nieobecność męża, a Ryży był efektem tej nudy. Oby tylko April nigdy nie odwalała podobnego cyrku. Teddy była durna, ale raczej nie uwierzyłaby, że narzeczona zaszła z nią w ciążę.
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, jak Finch opowiada sześciolatce o swoich pasjach. Bardzo lubiła być w tym uwzględniona. Ona też chodziła na siłownię, żeby mieć fajną dupę, która tak podobała się ukochanej. Fajnie, że robiły dla siebie tyle miłych rzeczy!
Sadie pokiwała głową i wszystko wskazywało na to, że rozumiała przynajmniej większość rzeczy, które starała się przekazać jej ciocia April. Na pewno nie myślała o swoich rodzicach źle, a na bunt było zdecydowanie zbyt wcześnie. Może kiedyś stwierdzi, że są chujowi i wygarnie im, że ona to się na ten świat nie prosiła, ale Youngowie mieli jeszcze na to jakieś dziesięć lat, żeby się do tego mentalnie przygotować. Albo zapobiec, żeby córka nigdy nie uważała ich za chujowych.
I czasem po prostu tak się przebierasz? Ale fajowsko! — dziewczynka westchnęła z rozmarzeniem. — Ale w sumie ja często udaję księżniczki i przebieram się w balowe sukienki. To w sumie tak, jakbym nią była, nie? Tylko Arlo nie lubi się ze mną bawić. Głupi jakiś — wzruszyła ramionami, na co oczywiście usłyszała od brata, że sama jest głupia i trochę zaczęli się wyzywać. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo obiad został podany, a Sadie musiała jeszcze podbiec do lustra w przedpokoju, żeby się przejrzeć. Zachwytom nowej fryzury nie było końca! Już zapowiedziała April, że zrobi jej takie same warkoczyki, których pewnie robić nie umiała, więc albo powyrywa jej połowę włosów, albo Finch przez najbliższy tydzień tego nie rozczesze. Trudno! Darling będzie ją kochać nawet z kołtunami!
Nie spodziewała się, że przyjdzie im uczyć chłopca, jak poprawnie używać widelca. A właściwie jak w ogóle go używać. Niby Mały zapierał się, jak jest duży, a babrał się w makaronie jak zwykły waflokruch. Teddy nie miała nic przeciwko, żeby czterolatek jadł tak, jak potrafił. Chyba sprzątanie po obiedzie i tak było nieuniknione. Sadie świetnie radziła sobie ze sztućcami, a i tak makaron chlapnął na kanapę i zsunął się na podłogę. Strażaczka uśmiechnęła się do niej, dając do zrozumienia, że nic wielkiego się nie stało, a potem spojrzała z rozbawieniem na narzeczoną, która cierpliwie tłumaczyła Arlo, jak trzymać widelec. Szkoda, że Arlo nie podzielał jej zdania, a jego cierpliwość skończyła się po trzecim kęsie. W końcu znów wpakował dłoń do talerza, a potem wyjął ją i... Teddy chyba już wiedziała, co zamierzał zrobić.
Ej, gdzie z tymi łapskami? — upomniała go dokładnie w momencie, kiedy przymierzał się do wytarcia rąk w spodnie. — Umyć mi je, ale już — powiedziała i sama zdziwiła się, skąd w niej tyle stanowczości.
Rudy rzucił jej ciężkie spojrzenie, ale posłusznie zlazł z kanapy i ruszył do łazienki z wysoko uniesionymi rękami. Drzwi były uchylone, więc nie musiał chwytać za klamkę, ale do włącznika światła nie sięgnął, więc musiało mu wystarczyć światło dzienne. Po chwili dobiegł stamtąd donośny chlupot. Jak znając życie, to będzie tak pańciał w umywalce przez parę ładnych minut, żeby zrobić dobre wrażenie, a potem wróci do salonu mniej więcej tak samo brudny, jak z niego wyszedł. Swoją drogą, do Teddy właśnie dotarło, że nie przypomniały dzieciakom o myciu rąk PRZED jedzeniem. To chyba niezbyt higieniczne?
Stukot małych stóp był zapowiedzią powrotu Ryżego.
Teddy, patrz — rozległo się gdzieś w okolicach jej lewego łokcia. — Umyłem się.
Strażaczka zerknęła na niego podejrzliwie. Chwyciła dwoma palcami pod brodę i obróciła go lekko w stronę okna, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Było dokładnie tak, jak przewidywała - cały dziób ma upaćkany.
Ale buzi to już nie umyłeś — zauważyła, na co Arlo wzruszył lekko ramionami.
Nie kazałaś — stwierdził, zresztą słusznie i bardzo sprytnie. Usiadł obok April i spojrzał na nią w taki sposób, jakby chciał, żeby jeszcze raz pokazała mu jak nawinąć makaron na uszy widelec. Przynajmniej miał dobre chęci! Super, bo inaczej narzeczona nie tknęłaby swojej porcji, gdyby znowu musiała patrzeć, jak Rudy babra się w obiedzie.
Pycha jest to spaghetti — odezwała się Sadie. — Mamy smakuje inaczej. Gorzej — stwierdziła bez namysłu. To chyba był komplement? Dzieciaki były z reguły szczere i nie mówiły tak, żeby sprawić komuś przyjemność. Ani nie myślały o tym, że mogą sprawić komuś przykrość. — O nie! — jęknęła żałośnie, widząc, że sos pomidorowy wylądował prosto na jej ślicznej, różowej sukieneczce. O masz ci los! W dodatku dziewczynka zrobiła taką minę, jakby zaraz miała się rozpłakać.

fork sensei

the wheels on the bus go 'round and 'round

: wt lip 28, 2026 6:13 pm
autor: April Finch
Waklochruk mnie rozjebał, muszę przyznać na początek. April na pewno też by rozjebał, bo ona ma wyjątkowo prostackie poczucie humoru. No i oczywiście nikt ją nie bawi tak, jak Teddy, co chyba nie świadczyło o strażaczce za dobrze, ale to nic! Zawsze była przecież taka dumna, jak Finch się osmarkiwała po jakimś jej żarcie i to nie powinno się zmienić jeszcze przez co najmniej piętnaście lat. Z dziećmi to też przecież było wesoło! Te konkretne może nie były jakieś turbo zabawne, ale Finch nie kojarzyła też, żeby przy Blazie sikała po nogach, więc najwyraźniej było to dziedziczne. Przynajmniej były tak samo sympatyczne jak tatko. Sztućcami pewnie też posługiwały się dość podobnie, skoro strażak był w stanie nerwowo to znosić. Z kolei Sadie stoinisią na pewno była po matce, skoro typiara planowała skończyć w balecie. Tam to dopiero mieli ciekawe stroje! Tylko buty słabe. Ale April potrafiła docenić tę estetykę.
— Totalnie jesteś księżniczką, kiedy tylko masz na to ochotę i założysz balową sukienkę. To tak działa. Moje siostry też nie lubią się ze mną bawić w przebieranki, a już szczególnie ta młodsza pind... pindrzyć się nie lubi. Ale znalazłam sobie od tego koleżanki i kolegów, więc ty też na pewno będziesz takich mieć w szkole. — Każde dziecko zasługiwało na znajomych, którzy będą chcieli się z nim wygłupiać w sposób, który bawi wszystkich zainteresowanych. April bardzo ceniła swoich nerdowskich znajomych, bo dobrze było być takim dziwakiem w towarzystwie. Mało tego! W tamtej bandzie często okazywało się, że Finch wcale nie jest najbardziej odklejona, a często tak o sobie myślała w innym towarzystwie. Znajomość z tymi ludźmi pomogła jej podbić sobie samoocenę.
Proces jedzenia obiadu był naprawdę wykańczajacy. Słyszała, że kiedy ma się tak małe dzieci, to trzeba jadać w innych porach, bo nie ma szans, by oboje rodzice się najedli w tym samym momencie. Zawsze działy się jakieś cyrki i ktoś musiał to ogarnąć, by jeść mógł ktoś. Po jaką cholerę April w ogóle wyrwała się przed szereg? Mogła liczyć, że Teddy coś tknie i się tym zajmie albo mieć wyjebane i potem wrzucić po prostu dziecko do pralki. Ale nie! Oczywiście musiała się wychylić i teraz prowadziła skrócony kurs korzystania ze sztućców. Trzeba było im nagotować ziemniaków i postawić obok kefir. To byłoby dużo mniej skomplikowane to zjedzenia. Chciała dzieciakom dogodzić i miała za swoje. Dobrze, że chociaż pizzę je się w sposób nieskomplikowany, a przynajmniej tak jej się wydawało. Kto wie, może mały Arlo bardzo ją w tej materii zaskoczy.
Nie skupiała się więc na nasłuchiwaniu odgłosów z łazienki, tylko przyssała się do swojego talerza, gdy młody zniknął, by w międzyczasie się nażreć. Coś jej popowiadało, że wraz z jego powrotem zakończy się możliwość zapełniania żołądka. Bardzo się zresztą nie pomyliła. Arlo wrócił niemal tak samo umorusany, jak tam poszedł. Argumenty jednak miał bardzo dobre.
— To prawda, nie kazałaś — przyznała młodemu rację, bo dziecko powinno wiedzieć, że czasami dorosły popełnił błąd. Niech poczuje dumę, że przechytrzył ciotkę! W życiu trzeba być przecież cwanym, a na kim lepiej trenować niż na rodzinie? Kto wie, może wyrośnie z niego prawdziwy Janusz biznesu, a w przyszłości będzie naczelnym oszustem podatkowym całej rodziny? Oby wtedy pamiętał o ciotkach i pomógł im przyciąć trochę kaski. Szybko okazało się też, że Sadie potrafi być tak samo problematyczna.
— Nic się nie stało. Chodź, zapierzemy to szybko i cię w coś przebierzemy. — Odstawiła niedojedzony obiad, wzięła małą na ręce z cichym stęknięciem, bo nie spodziewała się, że sześciolatki tyle ważą i poszła z nią do łazienki. Na przeczekanie dała jej swój pierwszy lepszy podkoszulek wyjęty z suszarki, na którym była znana piosenkarka i napis "It's Britney bitch", ale ej, był różowy, więc w sumie gitówa. Wrzuciła trochę rzeczy do pralki, razem z sukienką dziewczynki i... poczekała. Niech Arlo skończy jeść. Wtedy ocenią straty i uruchomią pranie. Teraz przynajmniej wszyscy będą mieli pretekst, żeby poprzebierać się w jakieś wariactwa! Upewniwszy się, że Sadie nie jest już głodna, wyszła z łazienki.
— To wy skończcie jeść i uruchom, proszę, pralkę, a my czekamy na górze — zakomenderowała, kierując się z dziewczynką na górę w stronę swojej ukochanej szafy z ubraniami. Oczywiście nie miała zamiaru odpuszczać udziału w zabawie narzeczonej i Arlo, dla nich też się coś przecież znajdzie.

🧼

the wheels on the bus go 'round and 'round

: wt lip 28, 2026 6:57 pm
autor: teddy darling
Niewątpliwie Teddy miała wybitnie prostackie poczucie humoru, zupełnie jak autorka, która nie umie pisać mickiewiczowych postów i robić z nich przerostu formy nad treścią. Najważniejsze, że strażaczka potrafiła rozbawić April do rozpuku. A może i druga autorka czasami parsknęła pod nosem, czytając te wypociny, co w sumie byłoby całkiem miłe. W każdym razie, co ja tam... a tak, waflokruchy! One akurat były jeszcze za małe, żeby cokolwiek zrozumieć coś z żartów, ale chyba bawiły się nieźle. Żadne jeszcze nie zalało się rzewnymi łzami, na czym Darling najbardziej zależało. Jak zaczną im tutaj ryczeć, to nie będzie miała pojęcia, co robić. Mogłaby zgrywać klauna, w tym akurat była rewelacyjnie. Ale jeśli soczkożłopy wdały się w ojca, to kaplica. Blaze był sztywniutki. Nic dziwnego, że kapitan Whitman wybrał go na dowódcę zmiany. Ktoś musiał okiełznać tę bandę zjebów.
W zerówce mam dużo koleżanek i każda lubi się przebierać — odparła dumnie sześciolatka. Była bardzo rezolutna i wesoła, nic więc dziwnego, że szybko zjednała sobie znajomych. — Ale chłopacy nie chcą się z nami bawić. Oni już tak chyba mają, no nie? Kiedyś chciałam pomalować tacie paznokcie, to zgodził się tylko na dwa. O te — w tym miejscu Sadie wystawiła do góry oba kciuki. Teddy pamiętała, jak Young przyszedł z tymi paznokciami do remizy. Myślała, że przytrzasnął je sobie drzwiami od wozu strażackiego.
Trzeba było pozwolić żreć Arlo palcami. Tak to już dawno byliby po obiedzie i mogliby zacząć zabawę w rycerzy czy porobić cokolwiek innego. A przecież April czekała jeszcze wizyta w nieprofesjonalnym salonie fryzjerskim. Nie ma lekko! Sadie wyglądała na taką, która zaraz sobie o tym przypomni, skoro ciotka już dała jej przyzwolenie na zrobienie sobie fryzury.
Rozłożyła bezradnie ręce, kiedy narzeczona przyznała Rudemu rację. A skąd miała wiedzieć, że dzieciok potrzebuje takich jasnych komunikatów? Dla niej wydało się oczywiste, że jak wysyła go do łazienki, żeby się umył, to nie oznaczało, że ma umyć tylko jedną rękę i serdeczny palec u drugiej. No dobra, taka była mądra, a sama też musiała wszystko zawsze usłyszeć wszystko wprost, bo nie rozpoznawała aluzji, nawet jak stawała z nią twarzą w twarz.
Nabawisz się przepukliny — skomentowała poczynania Finch, która zdecydowała się wziąć sześciolatkę na ręce. Czy ona do reszty zdurniała? To ona była tutaj od dźwigania. Sześcioletnie dziecko na pewno musiało trochę ważyć. Nawet Arlo był ciężkawy, jak na swój wiek. Ale to może przez to, że był grubiutki? To znaczy, to był tylko dziecięcy tłuszczyk, na pewno w końcu z tego wyrośnie!
Sadie była tyle, dosłownie o tyle od tego, żeby nie wybuchnąć płaczem. Całe szczęście April zdołała w porę zareagować i zażegnała kryzys. Najważniejsze, że koszulka, którą założyła sześciolatce była różowa, a Britney trzymała w dłoni mikrofon. A już na pewno nie było istotne, że dziewczynka uznała, że Spears to Sabrina Carpenter. Jakie czasy, takie gwiazdy popu.
Ale zaraz... czyli to teraz ona miała przejąć rolę i pokazywać Arlo, jak posługiwać się widelcem? Nie ma opcji. Ryży wlepił w nią ślepia, a ona machnęła jedynie ręką. I tak już był cały upierdolony, to czym tu się przejmować? Dokończył obiad łapskami, a potem Teddy złapała go za przedramię i pociągnęła do łazienki, uprzednio dopilnowując, żeby czasami niczego nie dotknął. Umyła mu ręce i gębę, a brudną koszulkę i umorusane portki wrzuciła do pralki. Tym sposobem chłopiec dołączył na górę w samych gaciach. Blaze coś wspominał, że zapakował im po dwa komplety zapasowych ubrań, ale kto by się tym przejmował, skoro rzeczy w szafie wyglądały o wiele fajniej?
Jacie, ale masz buty! — zapiszczała Sadie, wskazując na wysokie szpilki. — I ty w nich chodzisz? Nie boisz się? — dopytała, ostrożnie wyciągając jednego z nich. Lepiej niech tylko niczego nie zniszczy, bo pewnie kosztowały jebaną fortunę.
Arlo też zajrzał do szafy, szukając w niej czegoś interesującego. Grzebał w niej przez chwilę, aż w końcu wyjął z niej czarny, koronkowy stanik, który założył sobie na rudą czuprynę.
Patrzcie! Mam kask! Teddy, weź mi zapnij — poprosił. A nawet rozkazał, unosząc wysoko podbródek. Darling spojrzała z rozbawieniem na narzeczoną i posłusznie owinęła czterolatkowi biustonosz dookoła szyi. I go udusiła. End of story. Nie no, bądźmy poważni. Po prostu musiała zrobić tak, żeby nie spadł mu z łba. — Też chcę jakąś koszulkę — poinformował i zmrużył oczy, przyglądając się siostrze. — Tylko nie taką różową i nie z Taylor Swift — zaznaczył. Jak widać rabini w kwestii Britney nie byli zgodni.

gimme, gimme more

the wheels on the bus go 'round and 'round

: wt lip 28, 2026 8:24 pm
autor: April Finch
Uśmiechnęła się szeroko na wieść, że Sadie już teraz była duszą towarzystwa i zjednywała sobie koleżanki, które potrafił się bawić, a nie jakieś skończone frajerki. Nic dziwnego. Miała przecież magnetyczną osobowość. Wszyscy musieli do niej lgnąć.
— Nieprawda. Ja znam całą masę chłopaków, którzy lubią się malować i przebierać. A takich, co się lubią bawić z dziewczynami, to nawet jeszcze więcej. Też na pewno w końcu takich poznasz, zobaczysz — zapewniła ją, żeby mała zaraz nie zrobiła się zazdrosna. Trzeba było po prostu wierzyć, że młode pokolenie nadal będzie coraz bardziej otwarte. Dzieciaki w tych czasach nie przejmowały się głupotami i konwenansami, a pomalowane paznokcie uchodziły chyba nawet za modne. No i dobra.
— Następnym razem, jak poprosisz tatę, żeby mu pomalować paznokcie, to od razu zaznacz, że chcesz tylko dwa, to od razu się zgodzi. Ale powiedz mu, że koniecznie chcesz te. — Wyciągnęła w stronę młodej środkowe palce, na co dziecko pokiwało głową ze zrozumieniem i również wyciągnęło swoje. Chyba chciała w ten sposób zapamiętać. April pokiwała głową z poważną miną, na znak, że młoda faktycznie załapała, po czym wyszczerzyła się jak debil do narzeczonej, pusząc się z dumy ze swojego żartu. Żałowała, że nie zobaczy miny Blaze'a, kiedy to się wydarzy!
Finch była słabiakiem, ale nie aż takim! Była w stanie podnieść sześciolatkę do łazienki i... tyle. No dobra, mogłaby ją ponosić jeszcze moment, ale wolała ją jednak odstawić na podłogę i kazać drałować po schodach sama. Dzień był jeszcze młody, April nie mogła zmęczyć się jako pierwsza, bo wtedy maluchy przejmą nad nimi kontrolę i urządzą jakiś zmasowany atak. Dorośli jednak powinni stać na straży takich pomysłów.
— Nie boję. Ale poczekaj, patrz jakie te są fajne. — April wyciągnęła ostrożnie buta z rączki dziewczynki i od razu wcisnęła jej takiego wyszytego cekinami. Pech chciał, że pierwsze, za co złapała dziewczynka, było nieprzyzwoicie drogie. Sadie zajęła się oglądaniem dużo tańszej, ale bardziej świecącej pary, a nieco przerażona Finch obejrzała dotkniętą parę z bliska. Na szczęście nic jej nie było. Przetarła koszulką plamkę po sosie i odłożyła drogie buty na wyższą półkę, do której nikt z nieletnich nie dostanie.
— No dobra, to co wolisz? — Wyjęła z szafy swoją ulubioną koszulkę z 2Packiem oraz taką z wyjątkowo mrocznie wyglądającym Sasuke Uchichą. Arlo przyjrzał się uważnie jednej i drugiej, po czym od razu wskazał na tę z anime. Mały rasista. Ale w sumie to lepszy wybór, bo była dużo mniejsza od tej z raperem, którą Finch traktowała jak koszulę nocną do spania. Może i April nie była imponujących rozmiarów, więc koszulki, które były za duże na nią, nie były tak ogromne w rzeczywistości, ale Arlo był jeszcze bardziej mikroskopijny, więc założenie 2Paca byłoby dość uciążliwe. Naciągnęła mu przez głowę koszulkę i pokazała kciuk w górę w ramach komplementu.
Wdrapała się na krzesło, żeby dosiegnąć do pudełka stojącego na szafie. Tam wciaż znajdowała się część jej nierozpakowanych gratów, których po prostu nie było gdzie trzymać. Wyjęła stamtąd najprawdziwszy miecz świetlny! No dobra, może nie dało się nim przepołowić człowieka, ale to zdecydowanie nie była tania podróba z bazaru w Zakopanem.
— To teraz jeszcze wybierzcie coś dla nas — zakomenderowała. Wskazała mieczem w stronę szafy, wciąż stojąc na krześle i włączyła go. Wydał z siebie charakterystyczne wziuum i rozświetlił się na niebiesko. Wskazała nim w stronę szafy, w której trzymały ubrania, żeby dzieciaki nie miały wątpliwości, gdzie ich szukać. Zeskoczyła z krzesła i wręczyła miecz chłopcu, który złapał za jego ostrze obiema rączkami i obcięło mu dłonie, koniec. Tak naprawdę to nie obcięło.

🍈🍈

the wheels on the bus go 'round and 'round

: wt lip 28, 2026 9:06 pm
autor: teddy darling
Na razie dla sześciolatki było nie do pomyślenia, że chłopcy mogliby chcieć spędzać z dziewczynkami czas. Miała doskonały przykład w postaci swojego głupiego młodszego brata, ale wyjaśnienia April natychmiast ją rozpromieniły. Jak widać, Finch zdążyła już zbudować sobie niemały autorytet. Nie to, co Teddy. Równie dobrze mogłoby jej tutaj nie być, bo Sadie praktycznie nie zwracała na nią uwagi. Może dlatego, że nie pokazywała jej, u których palców taty pomalować paznokcie w pierwszej kolejności? Darling nie potrafiła powstrzymać głośnego parsknięcia śmiechem, kiedy narzeczona odwaliła prezentację. Obie były na poziomie córki Blaze'a. Albo nawet Arlo. Swój swego zawsze znajdzie!
Nikt nie powiedział, że April była słabiakiem! Ciekawe tylko, czy jutro nie obudzi się z poczuciem, że coś sobie naciągnęła. Strażaczka była zahartowana w boju - przecież codziennie nosiła ciężki sprzęt, a co drugi dzień korzystała z siłowni. Była silna, giętka i świetnie rozciągnięta. Oczywiście Finch też taka była i Teddy nawet nie śmiałaby temu zaprzeczyć! Po prostu - wyłącznie w trosce o jej zdrowie - wolałaby, żeby narzeczona się nie przeforsowała.
Ale świecą! — zawołała dziewczynka, bo buty z cekinami spodobały jej się o wiele bardziej. Po co jej jakieś z dwunastocentymetrowym obcasem, jak mogła mieć takie błyszczące? Oczywiście, że gdyby tylko usłyszała, że tamtych nie może dotykać, bo na pewno coś urwie albo zniszczy, od razu zaczęłaby się zarzekać, że nieprawda. A potem byłby płacz, bo April jej czegoś zabroniła. — Mogę przymierzyć? — zapytała i nie czekając na odpowiedź, już wciskała je na stopy.
Kiedy Arlo dokonał wyboru koszulki, strażaczka od razu pokiwała z aprobatą głową.
Słuszny wybór — pochwaliła go. Nawet ona oglądała Naruto, chociaż nie była mangozjebem jakąś super fanką anime. Za to wszystkie odcinki Dragon Balla, Haikyu!! i Kuroko's Basketball znała na pamięć. Tej pierwszej serii miała nawet wszystkie tomy, które do tej pory zdobiły półkę w jej pokoju u rodziców. Aha, czyli w sumie trochę była mangozjebem.
Chłopiec spuścił wzrok i poklepał się po pulchnym brzuszku dokładnie w miejscu, gdzie znajdowała się twarz Sasuke. On też był zadowolony z swojej decyzji. Ciekawe, jak zapatrywał się na to sam Uchiha. Przynajmniej nie zostanie upierdolony sosem, bo Darling dopilnowała, żeby Rudy dokładnie umył łapiszcza. Oczy czterolatka zrobiły się wielkie jak ćwierćdolarówki, gdy Finch wyciągnęła z pudełka miecz.
O kurde — wydusił i podbiegł do niej, żeby przyjrzeć mu się z bliska. W dupie miał wybieranie babom ubrań, jak mógł sobie potrzymać świecące na niebiesko cudo. Chociaż bez tych rączek, to trochę trudno cokolwiek trzymać, ale zaradny był, to i z kikutami sobie poradzi. No dobra, wcale nie był, przecież nawet nie potrafił jeść widelcem. Frajer.
Załóżcie sukienki — poleciła Sadie, zaglądając w głąb szafy. — Będziecie wyglądać jak księżniczki! — podskoczyła kilkakrotnie w miejscu. Mało brakowało, żeby posikała się z tej nadmiernej ekscytacji. — Teddy, ty taką — wskazała na na pstrokatą kieckę z falbankami. Skąd, do cholery, April miała w swojej szafie coś takiego? — A ty... taką! — złapała Finch za rękę i pociągnęła ją do - oczywiście - różowej sukienki.
Wzium, wziuuuum! — Arlo ze stanikiem na bani w najlepsze wymachiwał mieczem świetlnym.
Cicho bądź, ty głupku — skarciła go siostra, bo bardzo jej teraz przeszkadzał. Najwyraźniej głupek, to było jedyna obelga, jaką znała. Powinny ją nauczyć kilku innych, żeby nie była taka monotematyczna.
Teddy podeszła do szafy i wyjęła z niej wskazaną przez dziewczynkę sukienkę. Czy ona kiedykolwiek ją w ogóle widziała? Kiedy April miała ją na sobie? To też było z cosplay'ów? Przyłożyła ją do piersi i przeniosła wzrok na narzeczoną.
Strasznie krótka — stwierdziła, zaciskając usta w wąską linię. — Będzie mi widać całą d-u-p-ę — przeliterowała ostatnie słowo, żeby zaraz Rudy nie biegał z mieczem i nie zaczął powtarzać. Takie waflokruchy na pewno nie potrafiły jeszcze literować, no nie ma opcji.

👗💃🏻

the wheels on the bus go 'round and 'round

: śr lip 29, 2026 11:30 am
autor: April Finch
Poczuła ulgę, że dziewczynce tak spodobały się cekinowe buty. Pokiwała głową, zgadzając się, że może je sobie przymierzyć i nawet spróbować się przespacerować, jeśli tylko ma ochotę. To akurat była wyjątkowo zwyczajna para, którą April znalazła nawet na promocji, więc nie stresowała się ani odrobinkę. Swoje dzieci będzie musiała odpowiednio wychować i wytłumaczyć im, których rzeczy mamusi pod żadnym pozorem nie mogą dotykać, jeśli nie chcą dowiedzieć się, jak wygląda okno życia od wewnątrz. Będzie kochać swoje dzieci, ale niech te soplolizy znają jakieś granice. Nauczenie tej dwójki w takk krótkim czasie byłoby raczej skomplikowane, więc postanowiła sobie odpuścić. Próba wyedukowania Arlo w kwestii jedzenia widelcem była wystarczająco skomplikowana. Nie ma co się pakować w to bagno głębiej.
Domyślała się, że rudy nie ma bladego pojęcia o niczym, bo w końcu jest rudy. A dodatkowo pewnie nie oglądał Naruto, bo to zdecydowanie nie jest serial dla czterolatków. Chyba że Blaze próbuje zryć mu srogo łeb od samego początku, no to spoko. Mógł dać znać. April z przyjemnością przysiadłaby się do oglądania anime z młodym w dowolnym miejscu, na którym skończył. Znała fabułę, mogła doskoczyć w trakcie i ogarniałaby, o co chodzi. Liczyło się teraz tylko to, że Sasuke wyglądał mega edgy, jazzy, cool i trendy, czyli właściwie jak zawsze – szczególnie w Shipudenie.
—No jasne, że sukienki — zgodziła się od razu. Sama pewnie też zdecydowałaby się na kieckę i bardzo podobał jej się pomysł, by wcisnąć w nią też Teddy. Strażaczka rzadko kiedy wybierała takie stroje, a przecież małej Sadie na pewno nie odmówi. Coraz bardziej pasowało jej to dziecko. Było wyjątkowo mądre! Na pewno wyrośnie na jakąś wspaniałą kobietę. Chwilowo mogła tylko zazdrościć Youngowi, że mu się trafił taki skarbek. Zdjęła z wieszaka różową kieckę. Wybór doskonały! Może dlatego, że to jej szafa i jej rzeczy, więc cokolwiek, co wskazałaby młoda, byłoby wyborem wybitnym? Cóż, możliwe. Finch niespecjalnie kojarzyła, skąd wzięła się ta dziwaczna kiecka, która została wybrana dla strażaczki, ale to nic. W jej szafie czasem po prostu pojawiały się ubrania, a April nie protestowała.
— Sadie, nie możesz ciągle wyzywać brata od głupków — zwróciła jej uwagę, co mała przyjęła z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy. I nieco zdziwionym. Chyba nie spodziewała się, że ta lepsza ciotka mogłaby się kiedykolwiek czepić jej o cokolwiek, a tu proszę! Dzieciak powinien wiedzieć, kiedy robi źle.
A od czego?zapytała ostrożnie, nie chcąc znowu narazić się April. Zamyśliła się na moment, chcąc dać jej jak najlepszą odpowiedź.
— Może od osmarkanych golbinów? — zaproponowała. Sadie przekrzywiła główę, chyba nie do końca nadążając za tym tokiem rozumowania, ale w końcu pokiwała na zgodę, że jest w stanie to zaakceptować. April z przyjemnością zaproponowałaby jej cały arsenał paskudnych i wulgarnych obelg, ale chyba nie wypadało.
— To chyba bardzo dobrze? — mruknęła, nachylając się do Teddy, by musnąć wargami jej policzek. Dopiero po chwili dotarło do niej, że prezentowanie dupska w momencie, gdy po sypialni biegają obce klejozjadacze może być dość niewychowawcze. Westchnęła smutno, bardzo zawiedziona tą opcją. Zajrzała do szafy, żeby dokonać szybkiej analizy tego, co tam pozostało. Wyjęła w końcu sukienkę bez ramion w zeberkowy wzór. Długością powinna bardziej pasować na narzeczoną, bo na samą April – niestety – była za długa. Kto normalny nosiłby kiecki sięgające za połowę uda? Na pewno nie Finch. Ach, no i oczywiście, że była obcisła.
— A może dla Teddy coś takiego? W tę drugą się chyba nie zmieści, a w tej będzie jej wygodnie. — Pokazała kieckę Sadie, która zaczęła się jej przyglądać wyjątkowo krytycznie.
Dobra! Będzie jak afrykańska księżniczkazgodziła się entuzjastycznie. Przynajmniej ta nie wyrośnie na jakąś ostatnią rasistkę. April wręczyła więc narzeczonej kieckę z szerokim uśmiechem.
A masz! Hadzia! Kaboom!Arlo w tym czasie postanowił zrobić sashimi z pluszowej ośmiornicy z IKEI, która leżała aktualnie na łóżku.

Dupa, skacze góra, dół, kiedy rządzi nią suka

the wheels on the bus go 'round and 'round

: śr lip 29, 2026 1:27 pm
autor: teddy darling
Jak cudownie, że Teddy klepała słodką biedę i nie miała żadnych wartościowych rzeczy. Nie musiała się martwić, że cokolwiek zostanie zniszczone ani przez dzieci Blaze'a, ani przez ich własne, kiedy już się takowych dorobią. To znaczy, wezmą z jakiegoś przytułku. One też niczego pewnie nie miały, więc Darling przynajmniej będzie raźniej. A jak paprochożercy nie docenią prezentów w postaci zwęglonych zabawek, które mamusia przyniesie im z pożaru, to wytknie im, że są niewdzięczne. Nie po to tak chujowo zarabia, żeby gluty tego nie doceniły!
Szansa, że Blaze włączał Rudemu Naruto wynosiła równe zero. Wspomniał coś kiedyś, że wraz z żoną nie pozwalają im oglądać telewizji. Pewnie tak naprawdę to trzymali je w jakiejś piwnicy. To by wiele wyjaśniało, dlaczego Arlo je paluchami i dlaczego od razu po przekroczeniu progu nie zażądały włączenia jakiejś Pepy czy innego Binga. One po prostu nie wiedziały, co to telewizor! Czemu Teddy wcześniej na to nie wpadła? Już samo to, jak dziwnie Sadie trzymała telefon, kiedy oglądała zdjęcia April, powinno dać jej do myślenia. Ale z tym myśleniem u Teddy to bywało różnie, więc trudno spodziewać się po niej wielkich rzeczy.
Nie miała serca nie zgodzić się na to, co wybrała dla niej sześciolatka. Nie miała problemu z samą sukienką, przecież nosiła je przy różnych okazjach, których nie wprawdzie nie było za wiele, ale czasem się zdarzały! Była jednak zawiedziona, że wybór dziewczynki padł na taką, a nie inną kieckę. Nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło, nie? Przynajmniej te bufiaste rękawy zakryją ramiona. Nieważne, że w zamian będzie miała na wierzchu całe cipsko.
Sama jesteś osmarkany goblin! — Rudy wystawił do siostry język. — A w dodatku pedzio! — dodał, bardzo zadowolony z tego określenia.
Dziewczynki nie mogą być pedziami, Arlo — poprawiła go od razu Teddy, kręcąc z politowaniem głową.
A czemu nie? — dopytał dzieciok i Darling natychmiast pożałowała, że w ogóle się wtrąciła. Trzeba było dać mu wyzywać siostrę od tych pedziów.
No bo... nieważne! — machnęła ręką, co - o dziwo - zadziałało. Mały przestał drążyć, zbyt zaabsorbowany mieczem świetlnym. Wisiało mu i powiewało to, o czym gadały baby. On sukienki zakładać nie zamierzał. Najwyraźniej Youngowie wychowywali swoje dzieciory w tradycji, że chłopak i dziewczyna, to normalna rodzina, i tylko dziewuchy noszą takie stroje.
Taką, to mogę założyć na wieczór — wyszeptała konspiracyjnym tonem do narzeczonej. O ile do wieczora nikt nie zginie, a one pozbędą się tych kredkochrupów. Na szczęście narzeczona wybawiła ją z opresji i jeszcze zagrała na swoją korzyść, wybierając dla niej obcisłą sukienkę w zeberkowy strój. Zawsze uważała, że była ładna i cwana!
No to musicie się teraz przebrać — nakazała Sadie, a Darling spojrzała na Finch. Ale że tak przy nich? — No dalej! — zachęciła je, kilkakrotnie przyklaskując w dłonie i o mały włos nie wywinęła orła w tych cekinowych butach, w których postanowiła paradować po antresoli. Ciocia April pozwoliła, to nie mogła sobie odmówić.
Ty też masz! Bzzt! Ciach! — miecz świetlny, który chwilę wcześniej poćwiartował macki pluszowej ośmiornic trafił prosto w głowę misia w strażackim hełmie. Aż się oczko odlepiło. Temu misiu.
Teddy westchnęła z żałością, ale nic nie powiedziała. Eddy miał już przecież swoje lata. Złapała narzeczoną za rękę i pociągnęła ją w stronę schodów, zapowiadając knypkom, że zaraz wrócą. Gorzej, jak po powrocie zastaną ściany antresole całe wysmarowane kozami z nosa. No nic, Darling i tak uważała, że przydałoby się tam trochę odmalować. Jak kupowały siatki dla kota, to ostatnio widziała taką farbę, która nazywała się "garść muszelek". Strażaczka nie wiedziała, w którym momencie ludzkość uznała, że od teraz kolory będą określać jednostką objętości skorupiaków, ale jej nie było na tym spotkaniu. Był też kolor "najpopularniejszy szary", wybierany najrzadziej. I "codziennie migdałowy". Codziennie! Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś przeszedł obok i nie stwierdził o kurwa, dzisiaj zmienił kolor.
April — podniosła wzrok na ukochaną, kiedy zrzuciła z siebie spodnie i koszulkę. Stały w łazience i zaczęły przymierzać wybrane prze Sadie kreację. — Coś ty mi wybrałaś? Przecież nie będę mogła się w tym ruszyć — stwierdziła, naciągając od dołu sukienkę, która już teraz opinała jej całą dupę.

uwierz mi, lepiej wyglądasz z moją dłonią na dupie

the wheels on the bus go 'round and 'round

: śr lip 29, 2026 3:02 pm
autor: April Finch
Chciała interweniować od razu, gdy usłyszała o pedziu. Najchętniej powiedziałaby mu pewnie, że zaraz wciśnie mu ten miecz w dupę, jeżeli tak bardzo go ciągnie do szastania takimi słowami, ale to byłoby już totalnie niewychowawcze. April musiała się jeszcze sporo nauczyć, zanim zainwestują we własne dzieci. Może powinny częściej pożyczać cudze, żeby na nich trenować i testować różne pomysły? Jak coś popsują, to trudno, rodzice sobie przecież poradzą i co najwyżej już nigdy nie zaoferują ciotkom podobnego spotkania. Musi poważnie się zastanowić i zrobić jakąś listę bliskich, których spotkało już błogosławieństwo posiadania dziecioków. Tematem pedalstwa na szczęście zainteresowała się Teddy, a nie April i poradziła z nim sobie całkiem zgrabnie. To, co mówiła, też nie do końca było wychowawcze, ale okazało się wystarczające. Chłopiec nie był zainteresowany zgłębieniem tematu i pewnie nie będzie, póki nikt mu nie odbierze miecza. Kto by przypuszczał, że pozbędą się go w taki łatwy sposób? Mogły mu wręczyć taką zabawkę już po przekroczeniu progu loftu i nie byłoby tych całych afer z przewracaniem się albo brudzeniem każdego skrawka ciała.
Sadie wzięła sobie na cel zdemolowanie psychiki ciotek, a Arlo ich pluszaków. Oby jedno i drugie ostatecznie poniosło sromotną porażkę. Miała nadzieję, że nic wielkiego się nie wydarzy, jak spuszczą je na moment z oka, ale co niby by mogło? Najwyżej ktoś sobie nabije guza, ale przecież nie pierwszego, ani nie ostatniego. Poszła grzecznie z narzeczoną na dół, by przebrać się w to, co z małą pomocą wybrała dla nich sześciolatka.
Zsunęła z siebie ubrania i cisnęła je gdzieś na bok. Już chciała naciągnąć na siebie różową kieckę, kiedy nagle to narzeczona zaczęła się buntować. Taka stara, a taka marudna, no patrzcie ją. A powinna być przecież mądrzejsza od tych brokułosceptyków. Podniosła wzrok na narzeczoną i wyszerzyła się od ucha do ucha. W ogóle nie czuła się winna, że wybrała taką, a nie inną kieckę. Wręcz przeciwnie!
— Nie dramatyzuj. Będziesz mogła się w niej ruszać, a potem ruchać — zapewniła, przysuwając się do narzeczonej. Przylgnęła do jej ciała, rozkoszując się ciepłem skóry narzeczonej przyciskanej do nagich piersi April. Z tym będą musiały oczywiście poczekać, aż pozbędą się dzieciarni na dobrze, ale miała nadzieję, że tego typu obietnica nieco rozmiękczy serce i inne części ciała narzeczonej, dzięki czemu zrobi się bardziej chętna na noszenie tej czy innej kiecki. Złożyła kilka krótkich, słodkich pocałunków na jej wargach i odsunęła się, by móc wreszcie ubrać się w to, co wybrała dla niej Sadie.
Kiecka, którą miała na sobie Finch, była zdecydowanie wygodniejsza od tej, którą wybrała dla narzeczonej. No i dużo mniej zdzirowata. Jak raz to nie April będzie tutaj naczelną lubieżnicą! Uśmiechnęła się raz jeszcze do narzeczonej, totalnie zachwycona tym, jak wyglądała i pociągnęła ją za sobą z powrotem na górę. Na antresoli na szczęście nikt w międzyczasie nie zginął. Dziewczyna wyrzuciła jeszcze kilka sukienek i koszulek z szafy, a teraz siedziała na środku ze szminką w ręce i próbowała pomalować nią sobie usta. Pewnie byłoby prościej, gdyby patrzyła w lustro, ale na to akurat nie wpadła. Arlo z kolei zaczął tworzyć jakąś dziwną armię z pluszaków i poduszek, które miał chyba zaraz zamiar rozgnieść jak Godzilla, bo miecz świetlny leżał porzucony na łóżku, a w nim wciąż tliła się żądza walki.
— Może wam jednak trochę pomożemy? — zaproponowała, patrząc niepewnie na narzeczoną W sumie to był idealny moment, by na chwilę wymienić się dzieciakami. Teddy też przecież pięknie pomaluje sześciolatkę, a April ogarnie demolowanie, jakiego Arlo wyraźnie potrzebował.


Wiesz, w tym świetle przez spódnice widać ci pośladki

the wheels on the bus go 'round and 'round

: śr lip 29, 2026 4:12 pm
autor: teddy darling
Chyba nie powinny już więcej pożyczać cudzych dzieci. Tych Blaze'a na razie niczego nie nauczyły. Spławianie i uciekanie od tematu było dość marną metodą wychowawczą, ale tłumaczenie czterolatkowi, że pedzio to niezbyt fajne słowo, wydawało się Teddy zbyt wymagające. Niech tym zajmą się rodzice. Rudy musiał skądś to zasłyszeć, sam przecież sobie tego nie wymyślił. Pewnie ojciec dawał mu taki świetny przykład. Chłopaki w remizie bez przerwy rzucali podobnymi, głupimi i kompletnie nieśmiesznymi tekstami. Nic dziwnego, że Darling cofała się przy nich w rozwoju. Dobrze, że miała taką mądrą i bystrą narzeczoną. Dzięki temu nie groziła jej aż tak skrajna głupota.
Zostawianie tej dwójki na antresoli ze stromymi schodami chyba nie było zbyt rozsądne, więc pozostawało tylko modlić się i mocno trzymać kciuki, żeby żadne z nich nie spierdoliło się stamtąd w spektakularny sposób. Loft ani trochę nie był przystosowany dla takich wierciołków, a co dopiero sama antresola. Teddy nie zliczyłaby, ile razy sama spadła z tych schodów po pijaku. Dobrze, że w stanie nieważkości ciało człowieka jest takie elastyczne i podatne. Inaczej skończyłaby ze skręconym karkiem, a nie tylko z kilkoma siniakami. No i trzeba było wierzyć, że rodzeństwo się wzajemnie nie pozabija. A jeśli już któreś zrobi drugiemu jakąś krzywdę, to zadziała stare, dobre błagam, tylko nie mów nic rodzicom i do wesela się zagoi. Czyjego? Trudno stwierdzić. Darling była jedynaczką, więc nie do końca wiedziała, jak wyglądają relacje między rodzeństwem. Za to Finch miała dwie młodsze siostry, więc znacznie lepiej orientowała się, czy Rudy nie postanowi wydłubać Sadie oka, a ta nie skończy jak miś Eddie.
A nie możemy zacząć już teraz? — zapytała niby niewinnie, a jednak celowo odsłoniła jedną pierś spod materiału stanika. Wodziła ją na pokuszenie z pełną premedytacją. To za wybór tej obcisłej kiecki. Dlaczego tylko ona miała cierpieć? Niech narzeczona też trochę powścieka się, że nie mogła od raz dobrać się strażaczce do majtek.
Zamruczała cicho przy jej ustach, a potem westchnęła ciężko. Normalnie najciężej na świecie. A to dlatego, że April odsunęła się zaraz po tym, jak ledwie musnęła jej wargi. W tym momencie Darling miała ochotę wyjść z łazienki, złapać pędraki za fraki i wyjebać je przez okno. A nie, nie da rady. Ostatnio zamontowały siatki. No to niech jeszcze chwilę zostaną. Jak Blaze nie przyjdzie po nie do wieczora, to przerzuci im torbę przez ramię i wystawi za drzwi. Są tramwaje, dadzą sobie radę.
W tej zebrzystej sukience Teddy wyglądała dokładnie tak, jak nie powinna wyjść do bombelasów. Chciałoby się powiedzieć, że zwyczajnie nie wypadało, bo przecież żadne z nich nie spojrzy na nią, jak na bezdzietną lambadziarę. Chyba. W najgorszym wypadku zostanie nazwana pedziem. Przejrzała się krytycznie odbiciu w lustrze i poprawiła cycki. Stanik zupełnie tutaj nie współgrał, więc ściągnęła go i odrzuciła w kąt, jednocześnie posyłając Finch wyzywające spojrzenie. Niech wie, co właśnie przemykało jej koło nosa. Za to sama April wyglądała w różowej sukience przepięknie, co strażaczka skwitowała głośnym gwizdnięciem. A przed wspinaczką po schodach, klepnęła ją zaczepnie w dupę.
W czym? — zdziwiła się Sadie, która coraz bardziej zaczynała przypominać Pennywise'a. Zwłaszcza, że słysząc pytanie Finch wzdrygnęła się lekko i przejechała sobie szminką po połowie twarzy. — Oj, no i zobacz. Rozmazałam się przez ciebie — pokręciła z niezadowoleniem głową. Dobrze, że zdawała sobie sprawę z tego, że jej makijaż miał malutkie niedociągnięcia. Najważniejsza jest samoświadomość.
Chcesz mi pomóc zabić te wszystkie maskotki? — odezwał się Arlo. Mały psychopata. Teddy wykonała gest ręką, zapraszając narzeczoną do działania. Śmiało mogła uczestniczyć w unicestwieniu miśkowo-poduszkowej formacji. Z nich dwóch April bardziej się do tego nadawała, bo strażaczce jeszcze włączy się tryb pracy i zacznie je ratować, a przecież nie o to chodziło w zabawie, która zrodziła się pod rudą czupryną demolucha.
To ja ci zrobię ekstra makijaż — zwróciła się z uśmiechem do Sadie i nie mogła się już zdecydować, czy dziewczynka bardziej wyglądała jak klaun z IT, czy może jednak ten z Terrifier. Obaj byli równie paskudni.
A potem ja też cię pomaluję! Chcesz? — podekscytowała się sześciolatka i poklepała miejsce obok siebie, żeby Teddy do niej dołączyła.
O matko... no jasne! — zdobyła się na wykrzesanie z siebie resztek entuzjazmu. Może jednak zapomni, tak jak z robieniem fryzury April? Przyklękła naprzeciwko Sadie, bo w tej kiecce nawet nie dało się wygodnie usiąść. Tak ją właśnie Finch załatwiła. Będzie potem to z niej ściągać zębami.

sukienki oraz jeansy i bardzo mało bielizny

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 10:25 am
autor: April Finch
Nie protestowałaby aż tak, gdyby wystawić teraz dzieciaki za drzwi. Mogły zaproponować, żeby poszły sprawdzić, czy nie ma ich w spożywczaku na dole albo chociaż w tej kawiarni na końcu ulicy. Zanim szkraby ogarnęłyby co i jak, upewniłyby się o swojej bytności i wrócił na miejsce, to narzeczone byłby już zaspokojone i zadowolone. Żadna z nich nie potrzebowała przecież zazwyczaj jakoś bardzo dużo czasu. Ale chyba jednak trzeba sobie odpuścić. April nie myślała wcześniej o tym, jak skomplikowane może zrobić się życie seksualne po tym jak w domu pojawią się dzieci. To niby oczywiste, że nie jest wtedy tak samo, jak wcześniej, ale dopiero teraz zaczynało do niej docierać, że to naprawdę robi się kłopotliwe. A po całym dniu z takimi bąblami człowiek jest wymęczony i nie ma już siły na nocny igraszki. Cholera, czy ona na pewno chciała mieć tyle tych dzieci?
Wiedziała, że nie mogą się nawzajem zbytnio rozochacać w tej łazience, bo tylko będą snuć się potem po mieszkaniu niezadowolone. Trzeba było zachować zdrowy rozsądek. Kilka buziaków i tyle. Może jeszcze trochę nieprzyzwoitych spojrzeń, a potem jeszcze to klepnięcie w dupę na schodach. Ale to naprawdę wszystko, na co powinny sobie pozwolić! No i nie ma co się rozpraszać, skoro na antresoli może wydarzyć się więcej niż wszystko, bo cholera wie, co wpadnie do głowy młody Youngom. Na szczęście okazało się, że niewiele. Dzieci były w jednym kawałku, gdy dotarły na górę.
— Oczywiście! Doprowadzimy razem do absolutnej anihilacji — zapewniła chłopca, na co nawet nie zareagował, bo chyba nawet nie zrozumiał, że mówi do niego. Faktycznie to nie były słowa idealnie dobrane pod czterolatka. Nad tym April też będzie musiała jeszcze popracować. Czasami była przecież taką pretensjonalną pizdą, że szkoda gadać. Bardzo spodobał jej się natomiast pomysł z pomalowaniem Teddy. Samej udało jej się jakoś wykręcić z tego malowania i czesania, choć nie wykluczała, że jeszcze do tego dojdzie. Strażaczka była zdecydowanie mniejszą strojnisią niż Finch czy Sadie, więc to właśnie ona powinna otrzymać porządną metamorfozę.
— A co powiesz na katapultę? — zasugerowała chłopcu, kucając obok niego. Arlo oderwał się na moment od układania misiów, które za nic w świecie nie chciały siedzieć prosto i się przewracały.
No! Zróbmy kapatultępotwierdził entuzjastycznie. Pal sześć semantykę, Finch była po prostu gotowa działać. Poprosiła młodego, żeby poczekał i przyniosła z dołu krzesło oraz gumę do ćwiczeń swojej narzeczonej. Teraz trzeba było jeszcze ustawić armię, w którą będą napierdalać. Pomogła chłopcu rozstawić pluszaki.
Pokonamy też Spider-Mana?zapytał, a Finch nie była pewna, czy powinna się na to zgodzić. Szybko okazało się, że młody miał na myśli zabawkę, którą wpakowali mu rodzice na tę wizytację. April ponownie zeszła na dół, żeby przynieść z torby figurkę superbohatera i piłkę z Psim Patrolem. Z czego robiono te piłki dla dzieci, że się tak fajnie odbijały i były takie lekkie? Guma? Winyl? Cholera wie. Nieważne. Figurka superbohatera była całkiem fajna! Może nie tak realistyczna jak te jej, ale ruszały mu się wszystkie kończyny i wydawał fajne dźwięki, więc czego chcieć więcej? Ustawiła go na tyle armii w taki sposób, by wyglądał jak jej dowódca. Usiadła z chłopcem na podłodze obok krzesła położonego do góry nogami i przywiązała do nóg mebla gumę.
— Popatrz, musimy teraz naciągnąć gumę, wycelować i po prostu puścić. Spróbujesz strącić wszystkich naraz? — wytłumaczyła działanie nieskomplikowanego mechanizmu, pokazując, jak powinien naciągnąć piłkę, ale nie wystrzeliła jej w stronę zabawek, żeby Arlo mógł zrobić to jako pierwszy. Chłopiec pokiwał głową ze zrozumieniem i spróbował własnych sił. Okazał się totalnym słabiakiem, a po jego naciąganiu piłka nie doleciała do łóżka.
Ale lipaburknął nieco obrażony. Strasznie szybko się poddawał, tak przecież nie może być! April zgarnęła piłkę i pomogła chłopcu naciągnąć gumę dużo mocniej, pozostawiając na jego barkach celowanie. Zaczęła odliczać, żeby wypuścili piłkę w tym samym momencie. Na szczęście się udało! Psi patrol pomknął w stronę pluszowej armii i totalnie ją rozgromił. Finch wyrzuciła ręce w powietrze, zachwycona efektem.
Wszyscy zaktualizowani!zawołał radośnie chłopiec, prawie trafiając w sformułowanie, którego wcześniej użyła ciotka. April spojrzała na dziewczyny, uśmiechając się z dumą, że udało jej się dokonać masowego morderstwa.

🦓