30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

065.
Była dobrą przyjaciółką. Tak powtarzała sobie, kiedy Blaze montował dziecięce foteliki w jej Toyocie. I wtedy, kiedy umieszczał w nich najpierw swoją sześcioletnią córkę, a potem czteroletniego syna. Była dobrą przyjaciółką, która zamiast skorzystać z dnia wolnego i nie wypuszczać swojej narzeczonej z łóżka, zgodziła zająć się dwójką małych dzieci kumpla z pracy. Zrobiła dobry uczynek, prawda? Bozia jej to w dzieciach wynagrodzi. To znaczy, na pewno dobro do niej wróci, prawda? Bo dobre uczynki wracają ze zdwojoną siną. Teddy bardzo chciała wierzyć w to, że tak właśnie było.
Kiedy Young opowiadał przy stole w remizie, jak mają się sprawy z ciążą jego żony i że trzeba wykonać jakiejś skomplikowane, dodatkowe badania, które wykonują w jakiejś klinice w Ottawie, której Darling nawet nie zapamiętała, wyglądał na bardzo przybitego. Ostatnio widziała go w takim stanie w barze, kiedy opijali to, że po raz trzeci zostanie ojcem, a teraz takie rzeczy. No widać było, że chłop jest przybity. A potem wyszło, że nie ma z kim zostawić Sadie i Arlo. A co ona zrobiła? Oznajmiła, że to żaden problem i że przecież może się nimi zająć. Blaze sześćdziesiąt siedem razy dopytywał, czy na pewno i czy April nie będzie miała nic przeciwko. Oczywiście zagwarantowała, że wszystko będzie w porządku i że Finch będzie zachwycona. Dopiero po tym, jak Young chwycił ją w ramiona, żeby okazać swoją wdzięczność, uświadomiła sobie, co najlepszego narobiła.
Godzinę później jechali już jej Toyotą pod jego dom, gdzie przywitała ich zmartwiona twarz żony Blaze'a i odgłosy dziecięcych wrzasków. Dopiero wtedy Darling przypomniała sobie, że chyba wypadałoby poinformować o zaistniałej sytuacji April. Rychło w czas! Pospiesznie wystukała do niej wiadomość, jak zwykle trochę na okrętkę, autentycznie przerażona jej reakcją i tym, że za chwilę miała wrócić do domu z dwójką dzieciaków.
O ile Sadie dobrze pamiętała ciocię Teddy, bo raz Blaze zabrał ją raz na chwilę do pracy, żeby pokazać jej remizę, to dla Arlo była zupełnie obcą babą, która stroiła miny do lusterka wstecznego, chcąc go jakoś rozweselić. Pomogło dopiero śpiewanie o starym Donaldzie, który miał farmę, na co wpadła rezolutna, jasnowłosa sześciolatka. Gdyby nie to, rudzielec zawodziłby chyba przez całą drogę do centrum.
Przejażdżka windą była atrakcją. Bardzo długą atrakcją, bo Arlo powciskał wszystkie przyciski i zatrzymywali się na wszystkich piętrach, zanim dojechali na czwarte. A gdy drzwi otworzyły się, chłopiec wybiegł na korytarz tak szybko, że Darling nawet nie zdążyła mrugnąć. Nie miała pojęcia, że czteroletnie dzieci potrafiły tak szybko biegać! Potem pomyślała, że wcale nie jest taki szybki i na pewno by go prześcignęła.
Jesteśmy! — zawołała od progu, zrzucając z ramienia torbę z rzeczami bąbelków, które od razu zaczęły rozglądać się po lofcie.
Kotek! — podekscytowała się Sadie, próbując dopaść do Liary, ale ta czmychnęła pod kanapę. Dziewczynka wydęła usta w podkówkę, ale nie rozpłakała się. Jeszcze.
Hej — Teddy uśmiechnęła się do April, która wyjrzała do przedpokoju. Podeszła bliżej i musnęła usta narzeczonej. — Nie wiem, co mi strzeliło do głowy — wyszeptała, posyłając jej przepraszający uśmiech.
Gdzie jest mama? — odezwał się Arlo i strażaczka już zdążyła zapomnieć, że przecież przywlekła ze sobą dwoje dzieci, a nie tylko jedno.
Przecież wiesz — odparła spokojnie i przykucnęła, żeby pomóc mu ściągnąć adidasy. — Tata ci tłumaczył, że muszą załatwić pilną sprawę — wyjaśniła, ciągnąc za buta, który nie chciał zleźć ze śmiesznie małej stopy.
Ale kiedy wrócą?
Nie... niedługo — zreflektowała się, bo Blaze dokładnie tego nie określił. Mieli wrócić z Ottawy późnym wieczorem, ale możliwe, że odbiorą dzieciaki dopiero rano.
Za ile godzin? — drążył uparcie Mały. — Tyle? — wyciągnął rękę i starannie odliczył cztery palce.
Może tyle. Zobaczymy — kiwnęła głową, zerkając przez ramię na April. Cholera, naprawdę nie chciała go oszukiwać! — Albo jeszcze troszkę dłużej — dodała, tak na wszelki wypadek.
Naprawdę starała się ukryć przed nim własną niepewność. Arlo niewiele z tego wszystkiego rozumiał, ale chyba wyczuwał coś podskórnie. Stał pod wieszakiem w przedpokoju, z nosem spuszczonym na kwintę. Psiakrew, matka miała jednak rację, tłumacząc jej kiedyś, że dziecka nie da się oszukać. Ono zawsze się zorientuje, jeśli coś nie jest tak, jak być powinno.

martwić się jak se poradzi w nowej klasie. i czy wróci dzisiaj na noc franek albo stasiek
Ostatnio zmieniony pn sie 03, 2026 6:16 pm przez teddy darling, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

51
Gdyby miała strzelać, jak spędzi ten dzień, nie postawiłaby złamanego grosza na zajmowanie się cudzymi dziećmi. Skąd miałyby się nagle wytrzasnąć? Niewielu z ich bliskich miało już potomstwo, a jeszcze mniej traktowało je jak awaryjne ciotki od czegokolwiek. Czy to homofobia? Pewnie nie. Obie miały po prostu niezdrowe relacje ze swoimi pracami, więc znalezienie czasu na zajmowanie się dziećmi byłoby dla nich skomplikowane. No chyba że robi się coś totalnie spontanicznie, jak zrobiła teraz Teddy.
Pierwsze wiadomości od narzeczonej ją zaniepokoiły. Brzmiały, jakby Teddy faktycznie zrobiła sobie albo komuś innemu jakąś krzywdę. Dobrze, że ostatecznie okazało się to nieprawdą. Fakt, że narzeczona miała zamiar zaraz sprowadzić im do domu dwójkę dzieci był zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, ale nadal dość przerażającym. Gdyby ostrzegła ją kilka dni wcześniej, wszystko wyglądałoby inaczej. April by się przygotowała, zaangażowała i udowodniłaby światu, a przede wszystkim maluchom, że może być najlepszą ciotką na świecie. Ale żeby tak nagle? Nie miała pojęcia, co ma ze sobą zrobić. Odłożyła laptopa, porzucając niedokończoną pracę i rzuciła się do sprzątania. Dzieci raczej nie oceniają takich rzeczy jak czystość cudzego mieszkania, ale wolała, żeby się nie potykały o żadne zabawki Liary ani niewyniesione butelki po piwie. To dopiero byłaby patola. Czas, który narzeczona dała jej na ogarnianie, nie pozwolił na zorganizowanie żadnych atrakcji. Mogłaby powtórzyć numer z fortem, dzieciom na bank by się to spodobało, ale minuty mknęły przed siebie w zastraszającym tempie i zanim się obejrzała, usłyszała, że strażaczka wchodzi do mieszkania. Westchnęła ciężko i odłożyła książki i dokumenty pozgarniane na oślep z salonu na łóżko i zeszła na dół.
Czołem, młodzieży — przywitała się z dzieciakami, które spojrzały na nią jak na jakąś pierdolniętą. Nic dziwnego, skoro witała się z nimi słowami, które prędzej dotarłyby do emerytów niż do kilkulatków. Doskonały start, nie ma co. Pokręciła głową z niedowierzaniem, słysząc marne wytłumaczenie narzeczonej.
— Nic się nie stało, przecież ogarniemy — zapewniła i spojrzała jeszcze raz na dzieciaki. Dawno nie miała do czynienia z ludźmi w tym wieku. Nie była pewna, czy nie wyszła z wprawy. Ale takich rzeczy się chyba nie zapomina? Między nią, a najmłodszą siostrą, były przecież cztery lata różnicy. Kiedy dla Kiry problemem było zdjęcie samodzielnie butów, April była już względnie kumata. Takie rzeczy ma chyba we krwi i zaraz się obudzą, prawda? Prawda...?
— Rodzice wrócą najszybciej, jak tylko będą w stanie. — Przyłączyła się do prób przekonania dzieciaków, że nie będzie tak źle, ale chyba jej też nie uwierzyły. Może przez to, że była obcym babskiem? Posłała narzeczonej pytające spojrzenie, próbując w ten sposób dowiedzieć się, kiedy Blaze faktycznie ma zamiar odebrać stąd swoje pociechy, po czym przykucnęła na podłodze.
— Ja jestem April. Mega fajnie was poznać. A ty jak masz na imię? — zwróciła się do Sadie, która ze względu na wiek sprawiała wrażenie zdecydowanie odważniejszej. Dziewczynka przyjrzała się jej uważnie, jakby oceniała zagrożenie.
Sadie odpowiedziała w końcu, unosząc podbródek, chcąc dodać sobie tym nieco animuszu.
— Cześć, Sadie. A tam siedzi Liara. — Ruchem głowy wskazała w stronę kanapy, pod którą ukryła się kotka. — Jest dość nieśmiała, ale potem może przyjdzie się przywitać. Musimy po prostu zachowywać się przy niej spokojnie i cicho, żeby się nie bała, okej? — wyjaśniła ostrożnie, nie chcąc zrazić młodej do kontaktu ze zwierzakiem. Sadie kiwnęła głową na znak, że rozumie, co nastroiło Finch dość pozytywnie. Spojrzała wreszcie w stronę chłopca.
— A ty jak masz na imię? — zapytała, uśmiechając się ciepło. To go niespecjalnie przekonało, bo od razu schował się za nogami Teddy, która najwyraźniej stała się teraz opoką. Znali się przecież już pół godziny, a ta druga baba była totalnie obca, więc nic dziwnego, że szukał pomocy u strażaczki.

superniania
Ostatnio zmieniony śr sie 05, 2026 1:01 pm przez April Finch, łącznie zmieniany 1 raz.
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Altruizm Teddy był zarówno jej zbawieniem, jak i przekleństwem. Nie powinna stawiać narzeczonej w tak niezręcznej sytuacji, a już tym bardziej przed faktem dokonanym. Z drugiej strony, co miała powiedzieć Youngowi? Odmówić? Przede wszystkim nie powinna się wychylać, ale skoro już to zrobiła, to strasznie głupio byłoby zmieniać zdanie albo obrócić całość w żart. Teraz musiała ponieść konsekwencje swojej decyzji. A były nimi dwójka dzieci, które w ogóle jej nie znały. Czy byłoby łatwiej, gdyby miała z nimi jakiś większy kontakt? Trochę na pewno. Darling w ogóle nie miała styczności z tak małymi ludźmi. Zdarzało jej się w pracy opiekować maluchami podczas różnych akcji, ale trwało to dosłownie chwilę. Sama w swojej rodzinie nie miała takich brzdąców. Jej kuzynostwo było niewiele młodsze od niej, a ona przecież nie miała rodzeństwa, na którym mogłaby się jakkolwiek szkolić. Nie przychodziło jej do głowy, co mogłaby z nimi robić. Bo co one właściwie jedzą? I jak zorganizować im czas, żeby nie umarły z nudów? Dobrze, że przynajmniej były w takim wieku, że potrafiły wyrazić swoje potrzeby. No i że April podeszła do tego z całkiem sporym entuzjazmem.
Fajnie — odezwała się Sadie na wieść, że kotka może wyjdzie później się z nimi przywitać. — Tata powiedział, że nie możemy jej straszyć. I ciągnąć za ogon. Tak powiedział. A ty jesteś bardzo ładna — dodała, podchodząc trochę bliżej Finch. — I pięknie pachniesz — zmarszczyła piegowaty nos.
Teddy uśmiechnęła się szeroko, bo zgadzała się ze wszystkim, co mówiła sześciolatka. A potem zerknęła na chłopca, który schował się za nią, kiedy tylko April próbowała do niego zagadać. Był poważny i zamyślony. Ani przez chwilę nie puszczał dłoni strażaczki, która zmierzwiła mu rudą czuprynę. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, jakby jakiś ptak uwił sobie w nich gniazdo.
Arlo — wymamrotał w końcu, dalej trochę nieufanie przyglądając się tej drugiej babie, co chciała go przekupić ciepłym uśmiechem. Puścił dłoń Teddy i wszedł w głąb mieszkania. — Nie macie żadnych zabawek — stwierdził, rozglądając się po salonie. Faktycznie nie miały żadnych zabawek. A na pewno nie były to zabawki, którymi zainteresowałyby się dzieci.
Tata spakował jakieś wasze! Zaraz wyciągnę — przykucnęła przy torbie, ale Ryży pokręcił głową. — To... nie wyciągać? — zerknęła niepewnie na narzeczoną. — Mamy na górze pluszaki — przypomniała sobie, bo przecież każdy miał w domu jakieś miśki. Każdy. Nawet rodzice Darling, chociaż ta od dawna już z nimi nie mieszkała. Może trzymali je dla wnuków?
A dlaczego pada? — Mały podbiegł do okna i zadarł rudą łepetynę, przypatrując się podejrzliwie ciemnym chmurom.
No bo taka jest dzisiaj brzydka pogoda — odpowiedziała najzwyczajniej w świecie. Pada to pada. Co tu wyjaśniać?
Ale dlaczego? — drążył uparcie. Aha, czyli to jednak prawda, że czterolatki zadają 450 pytań dziennie.
Bo... bo... — zająkała się i spojrzała na April, jakby ta miała lepiej wyjaśnić Arlo zjawiska meteorologiczne. — Bo żyjemy w takim miejscu na ziemi, że te chmury... wszystkie chmury... spotykają się akurat tutaj i...
Mały ziewnął rozdzierająco i szybko traci zainteresowanie jej wykładem.
Łeee... — stwierdził z wyraźnym rozczarowaniem. — A Ryan z przedszkola mówi, że to przez złego czarownika.
Teddy zamyśliła się na moment. No dobra, ta wersja była o wiele lepsza od parowania i skraplania, dlatego tylko pokiwała głową, pozwalając wierzyć chłopcu w takie bzdury.
Jestem głodna — wtrąciła nagle Sadie, odgarniając do tyłu swoje gęste, jasne włosy, które ciągle właziły jej w oczy. — A umiesz pleść warkocze? — dopytała jeszcze, chyba nieco zawiedziona faktem, że mama nie zdążyła zrobić jej żadnej eleganckiej fryzury. Od razu było widać, że taka mała z niej strojnisia. Miała na sobie różową sukienkę i pasiaste podkolanówki, i co chwila przeglądała się w lustrze w przedpokoju, czy aby na pewno dobrze wygląda.

grzeczne dzieci śpią o tej porze
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Starała się trzymać myśli, że to kwestia tylko kilku godzin. Albo dotrwania do rana. Nie dostały obcych dzieci ot tak na tydzień. To dopiero byłoby wyzwanie! Oczywiście w razie czego też by dały radę. Ani April, ani Teddy nie dałyby rady odmówić człowiekowi w potrzebie w takiej sytuacji. Lepiej jednak żeby taka potrzeba w ogóle się nie pojawiła. Wszystkim będzie łatwiej. Dzieciom też. Loft nie był jeszcze przystosowany do dzieciaków. No dobra, w ogole raczej nigdy nie będzie, bo przecież miały się przeprowadzić do pięknego domu. To nie było miejsce do wychowywania kogokolwiek. Ale na jeden wieczór powinno jakoś wystarczyć. Dobrze, że zamontowały te siatki w oknach. Takie małe dzieci też mają dziwaczne pomysły i cholera wie, co by odjebały, gdyby im uchylić lufcik!
— Tata ma rację — przyznała, chcąc jakoś wesprzeć nieobecnego dorosłego. Miała nadzieję, że skoro dzieci usłyszą to aż od dwóch osób, to wezmą to na poważnie. Nie chciała traumatyzować Liary.
— Ty też jesteś bardzo ładna — zapewniła małą, uśmiechając się szeroko. Delikatnie nacisnęła kciukiem na ten zmarszczony nosek, co Sadie równie mocno zaskoczyło, co rozbawiło. No i też była łasa na komplementy, bo od razu się po nim rozpromieniła. Z tą tutaj powinno pójść łatwiej, April miała wrażenie, że rozumiała sposób działania jej mózgu, bo przecież sama funkcjonowała bardzo podobnie. I też była takim pełnym uroku dzieckiem! Szkoda, że potem przyszło dorastanie, jej rodzice stali się nie do zniesienia i w ogóle wszystko się przejebało.
— Miło mi cię poznać, Arlo — odpowiedziała spokojnie, nie chcąc za bardzo na niego naciskać, żeby się totalnie nie spłoszył. Też wydawał się raczej sympatyczny. Kiedy tylko usłyszała o braku zabawek, rzuciła nerwowe spojrzenie w stronę kolekcjonerskich figurek poustawianych na jednej z półek w salonie. Chyba nie wyglądały zbyt zachęcająco dla młodego, co przyniosło jej sporo ulgi, bo niektóre z nich kosztowały na bank więcej niż to dziecko. Lepiej żeby trzymało te pulchne rączki w pewnej odległości.
Obserwowała z uwagą i rozbawieniem dyskusję na temat deszczu. Nie miała zamiaru pomagać narzeczonej z wybrnięciem z tej sytuacji. Skoro była taka wybitna z nauk przyrodniczych, to niech się teraz popisuje! Niestety Arlo nie był z tych, którzy łatwo doceniają ciekawostki ze świata, bo uznał wytłumaczenie strażaczki za wyjątkowo nudne. To akurat Finch też była w stanie zrozumieć. wyjaśnienie o czarodzieju było dużo ciekawsze.
— W takim razie weźmiemy się za przygotowanie obiadu. Spaghetti może być? — Podniosła się z podłogi i skierowała do kuchni, żeby wstawić wodę na makaron. Wydawało jej się to dość bezpiecznym wyborem. Chyba wszyscy na świecie lubią to danie! No i można je jeść w śmieszny sposób, co zdecydowanie powinno przypaść dzieciakom do gustu.
— Jasne, że umiem. Mam nawet takie super gumki, możesz sobie wybrać. — Finch sprawiała wrażenie naprawdę zachwyconej tym pomysłem. Ależ się fajnie dziecko wylosowało! Natychmiast udała się do łazienki, z której przyniosła kosmetyczkę, w której gromadziła przeróżne gumki i spinki. Dobrze, że sama była takim kolorowym odklejusem i nie musiała nawet się starać, by dobrać coś dla dziecka. Zaprosiła dziewczynę do klapnięcia obok niej na kanapie i położyła między nimi otwartą kosmetyczkę.
O ja cię, jednorożec!zawołała od razu Sadie, pakując rączkę do wnętrza torby, z której wyciągnęła spinkę z kolorowym jednorożcem. Po chwili wyjęła też tęczową gumkę, taką z kolorowym pomponem, różowe i zielone wstążki oraz garść kolorowych koralików. Wszystkie te rzeczy były kiedyś z Finch albo na raveach albo na przebieranych sesjach RPG. Kto by pomyślał, że mogą przydać się w trakcie opieki na dzieckiem? Spojrzała pytająco na narzeczoną, chcąc upewnić się, że taki chwilowy podział na dzieci przed obiadem, jej odpowiada. Nie chciała jej zostawiać z czymś, z czym by sobie nie poradziła, a przecież w radzie czego da radę poświęcić tyle samo uwagi całemu rodzeństwu! Szkoda tylko, że Arlo nie był zainteresowany żadną ze spineczek, nudziarz.

meteorolożka
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O nie, opieka nad dziećmi przez tydzień nie wchodziła w grę. Teddy miała dyżur za dyżurem, a to oznaczałoby, że April zostałaby z nimi praktycznie sama. Jasne, że dałaby sobie radę, ale jakim kosztem? No i Darling przez najbliższe dwa miesiące zżerałyby wyrzuty sumienia, że wpakowała narzeczoną na taką minę. I to przez co? Przez własną głupotę. Miała miękkie serce, ale jak ma się miękkie serce, to trzeba też mieć dupę ze stali. No i wszystko się zgadzało, strażaczka miała nieźle wyrobione pośladki. Ale może niepotrzebnie aż tak wszystko przeżywała? Może wcale nie będzie tak źle? To tylko jeden dzień. Ewentualnie jeszcze noc, ale w nocy dzieci przecież zazwyczaj śpią. Poza tym Sadie wydawała się bardzo rezolutna i wesoła, zupełnie jak Finch. A Arlo... Arlo był niewyczerpaną kulą energii i do złudzenia przypominał Teddy. Na takiego gagatka też znajdzie się sposób! Trzeba go po prostu porządnie zmęczyć, a w końcu padnie jak kawka. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby mogły gdzieś z nimi wyjść, bo po lofcie raczej sobie nie pobiega. Albo to i lepiej, że spędzą popołudnie w domu? Jeszcze wyleciałby pod samochód i dopiero narobiłby kłopotów.
Faktycznie dzieci niespecjalnie były zainteresowane kolekcjonerskimi figurkami. Ale nie ma co mówić hop! Całkiem możliwe, że po prostu jeszcze ich nie zauważyły. No i jak wytłumaczyć takim soczkożłopom, że nie wolno się nimi bawić, bo... co? Bo to takie figurki dla dorosłych, które stoją na półce i ładnie wyglądają? Teddy nie była do końca przekonana, że to tak zadziała.
Lubię spaghetti — skwitował rzeczowo Arlo. Przynajmniej konkretny z niego gość. Dzieci Blaze'a nie były niejadkami, a to już właściwie połowa sukcesu. No dobra, jedna czwarta. Jedna ósma? Po prostu mały sukces. — Lubię też pizzę — dodał, odskakując od parapetu, bo gapienie na spływające po szybach strugi deszczu było przecież potwornie nudne, co podkreślił głośnym ziewnięciem.
Ja też lubię pizzę — Teddy pokiwała głową. Bo kto nie lubił? Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co Ryży zaczyna kombinować. — Ale zjemy makaron — dodała, stawiając kropkę nad "i". Arlo nie wyglądał jednak na zbyt zachwyconego takim obrotem spraw. Ściągnął brwi i wykrzywił w usta, żeby pokazać swoje niezadowolenie. — Może zamówimy pizzę na kolację? — dopytała ostrożnie, zerkając niepewnie na narzeczoną. Mogły w ogóle tak zrobić? Blaze nie dał jej żadnych konkretnych wytycznych. Nawet nie wiedziała, czy któreś z dzieci miało na coś alergię. A co, jeśli miały i umrą?
I będzie dużo sera? — zagadnął chłopiec, bo w jego głowie to wybrzmiało jak obietnica.
Mnóstwo sera — strażaczka zgodziła się bez szemrania.
I duża?
Wielka — zapewniła z uśmiechem. — Taka wielka, że jak zjesz, to pękniesz! — pochyliła się i wzięła Małego na ręce, a ten zapiszczał radośnie. Fajnie, że mieli wszystko dogadane. A to, że Teddy dawała sobie włazić na głowę, to już odrębna kwestia. Ciocie powinny kojarzyć się z czymś super, a nie z głupimi zakazami, prawda? PRAWDA?
Nie spodziewała się, że April tak szybko owinie sobie Sadie wokół palca. A może to dziewczynka owinęła sobie Finch? Połączyła je pasja do pindrzenia. Taki podział ról zupełnie jej odpowiadał, chociaż strażaczka poczuła się trochę urażona, że to nie ona została zapytana o warkocze, bo też potrafiła je robić. Nawet takie dobierane! Ale to w właśnie w April sześciolatka wpatrywała się z absolutnym zachwytem. A kiedy ta przyniosła z łazienki swoją kosmetyczkę, przepadła całkowicie. Darling natomiast obserwowała narzeczoną z coraz mocniej bijącym sercem i czuła tak ogromnym przypływ miłości, że gdyby tylko mogła, przeleciałaby ją tutaj i teraz. Ale z tym musiały się wstrzymać do wieczora. W najgorszym razie do rana. Chociaż jeśli dzieciarnia zaśnie, Darling nie gwarantowała, że zdoła utrzymać ręce przy sobie. Ta wersja April strasznie ją kręciła. To znaczy... każda wersja April ją kręciła, ale nigdy wcześniej nie miała okazji zobaczyć jej w roli opiekunki dzieci. I chyba właśnie odkryła kolejny powód, żeby zakochać się w niej jeszcze bardziej.
To może my przygotujemy sos, co? — zwróciła się do Arlo, odstawiając go na podłogę. — Pomożesz mi? — wystawiła do niego pięść, żeby zbić żółwia. Chłopiec zawahał się, ale w końcu przyłożył swoją piąstkę do jej. Przeszli do kuchni, gdzie podstawiła mu przy wyspie niski taboret, na którym mógł sobie stanąć, żeby dosięgnąć do blatu. Nawet jak spadnie, to w górę przecież nie poleci. Z tej perspektywy mieli też doskonały widok na dziewczyny, które siedziały na kanapie.
Sadie wygrzebywała z kosmetyczki kolejne skarby. Buzię miała rozdziawioną, a oczy świeciły jej się jak miliony monet spłoniesz nim odpalę lont.
Ale cudne! — zachwyciła się, wymachując różową wstążką. — A zrobisz tak, żeby mi zwisały po obu stronach? I drugą też przypniesz? Taką zieloną? — podniosła wzrok na April. Aż jej się policzki zaróżowiły z tej ekscytacji. Sześciolatka była w najprawdziwszym raju.

strojnisia
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była świecie przekonana, że narzeczona posiadała wszystkie informacje odnośnie do ewentualnych alergii żywieniowych czy jakichkolwiek innych tej dwójki. Do głowy jej nawet nie przyszło, że mogłaby o coś takiego nie zapytać albo że rodzice mogliby zapomnieć o tym wspomnieć, jeśli takowe istniały. Przy dzieciaku to przecież niewiele potrzeba, żeby zaczął srać i rzygać dalej niż widzi. W spaghetti raczej nie było nic, co mogłoby dzieciaka uczulić. Chyba że gluten w makaronie? Bo chyba w nim był? April niespecjalnie się na tym znała. Pomysł pizzy za to bardzo jej się spodobał. Zrobią sobie taki włoski dzień, czemu nie! Coś jej podpowiadało, że rodzice pociech nie byliby zachwyceni tym pomysłem, ale to ich problem. Trzeba było wziąć dzieci ze sobą i odżywiać je po swojemu. Oby tylko nie okazało się, że któreś ma nietolerancję laktozy, bo po tym całym serze może być niezła draka. Ale tym się będą martwić później.
Teraz był do zrobienia obiad, w który na szczęście zaangażowała się Teddy. April oczywiście mogłaby się oderwać od tego salonu piękności, który tworzyły z Sadie na kanapie, ale skoro nie musiała, to ja mogłaby narzekać? Wiedziała, że przy dzieciach trzeba korzystać z każdej okazji, w której przypadało ci to zajęcie, które wolisz, bo wszystko może się w każdej chwili dość drastycznie odwrócić. Miała już mnóstwo pomysłów na fryzury, które może zrobić dziewczynce i bardzo cieszyła się, że mała też była zaangażowana w temat. Szybko znalazły wspólny język i miała nadzieję, że będą w stanie się nim porozumiewać do końca opieki.
— No pewnie, że ci zrobię. Może w ogóle masz ochotę na małą metamorfozę? Nie mam wprawdzie ubrań w twoim rozmiarze, ale coś wymyślimy. Możemy się też pomalować — zaproponowała, rozkładając szeroko ręce. Chyba trafiła w dziesiątkę, bo oczy dziewczynki mało nie wyszły z orbit na tę wiadomość. Wyszczerzyła do nowej ciotki wszystkie zęby (a nie miała ich znowu aż tak wiele) i aż zapiszczała z entuzjazmu.
Tak! Ale super! Proszę, zróbmy tak! zawołała, wymachując witkami we wszystkie strony. Wygląda na to, że oboje byli wyjątkowo energetyczni, tylko okazywali to w innych momentach. April zaśmiała się i zgodziła raz jeszcze, żeby młoda nie miała żadnych wątpliwości, że umowa to umowa. Podniosła wzrok na narzeczoną, obok której stał chłopiec. On nie sprawiał wrażenia zainteresowanego pokazem mody i trudno mu się dziwić. Niewielu chłopców w jego wieku zaangażowałoby się w temat. Chyba też nie do końca ogarniał, co się wyprawia w garnku, nad którym stała strażaczka. Wrzucał posłusznie kolejne przyprawy, ale chyba nie mógł się zdecydować, czy jest podekscytowany czy znudzony.
— Możemy się też przebrać za piratów. Co ty na to, Arlo? — zaproponowała, licząc, że dotrze do serca młodego. Chłopiec spojrzał na nią i zmarszczył nos. Pokręcił głową wyraźnie niezadowolony z tego pomysłu.
Nie mogę, bo się zerzygamodpowiedział poważnym tonem. Finch uniosła brwi, totalnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Z pomocą na szczęście przyszła jego siostra. Nachyliła się do April i szepnęła, chcąc chyba zachować pozory konspiracji.
Bo on ma chorobę morską i się zrzygał kiedyś tatusiowi na buty wyjaśniła, na co Finch pokiwała głową ze zrozumieniem. No to faktycznie rejs statkiem tym razem odpadał. Miały starać się unikać wylewania się niepożądanych wydzielić w niekontrolowanym tempie przez zbyt wiele otworów w dzieciach. Potarła kark, szukając w głowie lepszego rozwiązania.
— To może za roboty? — rzuciła, obserwując uważnie reakcję malucha. Arlo spojrzał na nią zaskoczony. Chyba nie spodziewał się, że maszyny również wchodzą w grę.
Fajnie podsumował. Nie był zbyt wylewnym dzieckiem, ale przynajmniej był szczery. To trzeba było w nim docenić. Poprosiła Sadie, by przyniosła jej ze swojej torby szczotkę, którą będzie mogła rozczesać jej włosy, zanim skupią się na nowej fryzurze.

makaroniara
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było założyć, że dzieciaki nie miały żadnych uczuleń ani nietolerancji. Blaze i jego żona na pewno wspomnieliby o takich rzeczach, zanim oddali pociechy pod opiekę strażaczki. Chyba. Nie, no dobra - na bank. Nie byli przecież aż tak durni jak Teddy, która najzwyczajniej w świecie nie pomyślała, żeby o to zapytać. Zresztą skąd miała wiedzieć, że takie rzeczy powinny ją interesować? Czy wyglądała na kogoś, kto miał własne dzieci? Czy ktokolwiek kiedykolwiek przygotował ją do tego, że pewnego dnia będzie musiała zastanawiać się nad alergiami bombellów i ich ulubionymi przekąskami? Albo nad tym, czy jak dziabnie ich osa, to nie dostaną wstrząsu anafilaktycznego? Czyli jednak wspaniale, że pogoda była taka paskudna, przynajmniej nic ich tutaj nie użre.
Arlo sterczał na stołku jak igła w gnoju, posłusznie wykonując wszystkie polecenia. Sos był bezmięsny, ale Darling przypuszczała, że dla tej małej ferajny nie miało to większego znaczenia. Każdy przecież lubił sos pomidorowy i makaron. O wiele gorzej byłoby, gdyby któreś z nich nagle zaczęło kręcić nosem i odmówiło jedzenia.
Chłopiec przez chwilę wpatrywał się w siostrę, aż w końcu ze zrezygnowaniem pokręcił głową.
Ach, te dziewczyny — podsumował idealnie. Teddy parsknęła śmiechem, przekonana, że musiał wcześniej usłyszeć to sformułowanie od swojego ojca.
Co nie? — przybrała równie poważny ton, dostosowując się do sytuacji. — Z dziewczynami nie ma żartów — oznajmiła, a chłopiec rozłożył bezradnie ręce.
Tylko się czeszą i malują — dodał, co oczywiście było bardzo trafną obserwacją z perspektywy sześciolatka. — Ty też jesteś dziewczyna — zauważył bystrze. No tak. Strażaczka była dziewczyną. Nie dało się tego w żaden sposób podważyć. Wszystko miała przecież na swoim miejscu.
Zgadza się. I też czasami się maluję, wiesz? — zerknęła na niego z ukosa, bo może nie było tego szczególnie widać, ale na twarzy wciąż miała resztki makijażu, który w dużej mierze starł się podczas nocnego dyżuru.
Mały przyjął tę informację bez najmniejszej reakcji. Teraz przynajmniej miały pewność, że dziewczyńskie sprawy kompletnie go nie interesowały. Chociaż pewnie był jeszcze w takim wieku, w którym trudno byłoby mu zrozumieć, że malować mogą się nie tylko kobiety. Zresztą takie rozmowy należały raczej do rodziców, a nie do przyszywanych ciotek, które same dopiero uczyły się, jak właściwie zajmować się dziećmi.
Możliwości zabaw było naprawdę wiele. A skoro nie mogli udawać piratów, bo Arlo był święcie przekonany, że na samą myśl o tym zrobi mu się niedobrze, to roboty również wydawały się całkiem ciekawą opcją. Mogli zostać rycerzami i księżniczkami, czarodziejami albo nawet dinozaurami. Pomysłów zdecydowanie im nie brakowało, ale to kajtki musiały wykazać odrobinę entuzjazmu. Nie zamierzały przecież zmuszać ich do zabawy, która zupełnie im nie w smak. W końcu najlepsze historie powstawały wtedy, kiedy każdy chciał brać w nich udział.
Saide zeskoczyła z kanapy i pognała do torby, żeby wygrzebać z niej szczotkę. Wróciła na miejsce w podskokach i zamajtała wesoło nogami, nie mogąc doczekać się nowej fryzury.
A ciebie też będę mogła uczesać? — zagaiła, zerkając niepewnie na Finch. Dla Teddy odpowiedź była oczywista, ale sześciolatka nie miała pojęcia, czy ciocia April pozwoli jej eksperymentować ze swoimi włosami.
Jej młodszy brat sięgnął po opakowanie makaronu i z pomocą strażaczki wsypał go to wrzącej wody. Sypnęło mu się trochę za dużo. A dokładnie tyle, że dałoby się tym wykarmić połowę armii. Przynajmniej nikt nie będzie udawał robota na pusty żołądek.
Kot wylazł — zauważył i stanął na palcach, pochylając się nad blatem. Liara faktycznie wychyliła się zza kanapy i zwinnie wskoczyła na parapet. Stołek zachwiał się niebezpiecznie.
Nie kiwaj się, bo spadniesz — ostrzegła Darling, obserwując jego poczynania.
Przecież się nie kiwa-oj — odpowiedział Mały i w tym samym momencie stracił równowagę. Ze strachu zacisnął pięści i oczy. Po pierwszym czy drugim upadku dzieci w końcu zaczynają rozumieć, że najstraszniejszy nie jest ból, lecz piorunująca świadomość nadciągającego cierpienia. Pierwsza lekcja dorosłości - ból rozejdzie się po kościach, ale trauma pozostanie. Dlatego, gdy poczuł szarpnięcie przy szyi i nie zarył brodą o kant szafki, zachichotał nerwowo. Odwrócił głowę i zobaczył, że Teddy w ostatniej chwili złapała go za materiał koszulki.

fryzjereczka
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dyskusja na temat dziewczyńskości musiała zaczekać. April kusiło trochę, by zrobić małemu wykład na temat tego, że płeć to tylko konstrukt i wszyscy są wolni w wyrażaniu siebie, ale zdała sobie sprawę, że do czterolatka może nie dotrzeć ani jedno słowo i tylko się nagada po próżnicy. Będzie musiała to odłożyć na ich następne spotkanie. Może powinna to wytłumaczyć Sadie? Dziewczynka nie może przecież wyrosnąć na taką, która będzie uważała, że chłopcy w szkole, którzy się malują, są jakkolwiek gorsi albo że dziewczyny, które makijażu w ogóle nie dotykają, są mniej kobiece. Na ten moment nie sprawiała wrażenie takiej pizdy, ale może dobrze się ukrywa? Nie no, na pewno nie! Nie podejrzewała też Blaze'a ani jego żony o bycie takimi, przez których mała wyniesie z domu jakieś okropne wartości. To przecież dobrzy ludzie.
— Teddy się maluje, ale też gra w kosza, korzysta z wiertarki, jeździ motocyklem i jest strażaczką, tak samo jak wasz tata — wtrąciła się, chcąc nieco bardziej nakreślić chłopcu, z kim ma do czynienia. Prawdopodobnie podobała mu trochę za dużo informacji, bo zamrugał niepewnie, patrząc to na jedna ciotkę, to na drugą. Chyba wcześniej do jego głowy nie dotarł koncept, że można cechować się tak wieloma potencjalnie skrajnymi cechami. Może nawet nie będzie potrzebny mu ten wykład, bo sam dojdzie do jakichś wniosków? Możliwe, ale jakoś później, bo teraz od tego całego myślenia zakręciło mu się w nosie. Kichnął potężnie, o mało nie wybijając dziury w blacie przez impet z jakim to zrobił. Pociągnął nosem, chcąc chyba przenieść gile z nosa do mózgu, na co Finch tylko westchnęła ciężko i wróciła do zajmowania się małą.
— No jasne, że możesz — zgodziła się od razu, na co Sadie zareagowała kolejnym szerokim uśmiechem. Domyślała się, że to pewnie będzie wyjątkowo... wyjątkowa fryzura, ale to nic. Niech dziecko ma radochę, przecież nie zniszczy jej włosów. Chyba. A jeśli? Nie, na pewno wszystko będzie bardzo dobrze. Najwyżej będzie miała perfekcyjną wymówkę, żeby urządzić sobie jutro porządne spa albo nawet zapisać się na nadprogramową wizytę do fryzjera, by ktoś potraktował jej włosy z należytą im miłością.
Spojrzała na scenę w kuchni kątem oka, gdy tylko strażaczka wspomniała coś o kiwaniu. Nie spodziewała się, że dojdzie do takiej dramatycznej akcji. Otworzyła szeroko buzię, chcąc coś krzyknąć, ale jej refleks nie miał tutaj żadnego znaczenia, bo Darling była nie dość, że szybsza, to jeszcze dużo bardziej skuteczna. Ależ ona potrafiła jej zaimponować. Potrafiła zrobić absolutnie wszystko, niesamowita sprawa. Finch przygryzła dolną wargę, obserwując narzeczoną z uśmiechem, który pewnie mogłaby sobie darować w towarzystwie dzieci. Mogła tylko liczyć, że były zdecydowanie za małe, żeby go zrozumieć.
Jak będę piosenkarką, jak będę duża, to chcę mieć zawsze inną fryzurę na występy i będę śpiewać tak ładnie jak Ariana Grandewyjaśniła Sadie, kiedy April sięgnęła po pierwszą ze wstążeczek, żeby związać zapleciony warkoczyk. Brzmiała tak, jakby plan był już ustalony, co bardzo spodobało się April. Dziecko powinno być pewne siebie!
— Wtedy będziesz miała całą masę ludzi, którzy będą cię czesać. No i pamiętaj, że możesz nosić peruki. Nie byłoby super jednego dnia mieć króciutkie, fioletowe włosy, a następnego blond warkocz do pasa? — Dzieciaki były chyba trzymane w piwnicy, bo koncept używania peruk był dla Sadie równie niesamowitym pomysłem, co płeć dla jej brata. Przekrzywiła nieco głowę, rozważając przez moment tę opcję.
— Superancko — podsumowała w końcu. Trudno było się z tym nie zgodzić. — A ty kim chciałaś być jak byłaś mała? — zapytała, obracając głowę w stronę nowej ciotki. Finch zamyśliła się na moment, bo w wieku Sadie miała mniej więcej tysiąc pomysłów na minutę. Żaden z nich się nie sprawdził, co nie było zbyt wychowawczą lekcją. W końcu jednak na coś wpadła.
— Prawie tym samym, bo bardką diabelstwem — przyznała się, co wprawiło dziewczynkę w totalną konsternację. Ewidentnie słyszała oba te słowa pierwszy raz w życiu.
— Bardowie to tacy piosenkarze, którzy najczęściej grają jeszcze na instrumentach. Zawsze chciałam mieć superowe rogi i ogon. Popatrz. — Sięgnęła po telefon, na którym szybko znalazła zdjęcie sprzed lat w pełnym cosplayu swojej postaci z jednej z kampanii, które grała z Eriką i resztą ekipy. Była fioletowym diabelstwem, w ręce trzymała lutnię. Miała na sobie piękny, wyszywany, kolorowy strój, którego uszycie kosztowało tyle, że lepiej się do tego nigdy nie przyznawać. Jej postać zawsze miało być widać i słychać z kilometra i cosplay w pełni to oddawał. April przybliżyła zdjęcie, by pokazać kolorowe wstążki, które miała we włosach i dzwoneczki na jednym z rogów.
Trochę straszno, a trochę jak księżniczka!oceniła Sadie, biorąc telefon do ręki, by móc przyjrzeć się zdjęciu po swojemu. Znów trudno było jej odmówić racji.

Lucky Luke
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc, że Teddy robi tyle fajnych, chłopięcych rzeczy, Arlo, który na szczęście nie spadł ze stołka i nie rozbił sobie tego głupiego ryja, wybałuszył na nią oczy. Dzieciok był w szoku. Najwyraźniej w jego świecie istniał wyraźny podział na to, co wypada robić chłopakom, a co dziewczynom.
Jeździsz na motorze? — zdziwił się szczerze, wsypując pod jej czujnym okiem jeszcze jedną szczyptę soli do sosu.
Na motocyklu — poprawiła go natychmiast strażaczka. Mały nic sobie z tego nie zrobił. Dla niego jedno i drugie oznaczało dokładnie to samo. — Jeżdżę. Umiem zrobić wszystko, co potrafi twój tata. Może nawet lepiej — dodała nieskromnie. No bo jak Blaze rzucał do kosza, to wszyscy widzieli. A Darling nigdy nie widziała go na jednośladowcu. Nie licząc roweru. A i na nim jeździł tak, jakby zaraz miał się wyjebać.
Łoo — wydusił z siebie czterolatek, a jego reakcja była dla Darling komplementem, który w zupełności jej wystarczał. Nie oczekiwała przecież, że będzie - tak jak April - wychwalał ją pod niebiosa i powtarzał, jaka jest zdolna. Właściwie od narzeczonej też tego nie oczekiwała. Może dlatego, że sama strażaczka wcale tak o sobie nie myślała?
Dostrzegła uśmiech, który pojawił się na twarzy Finch, kiedy ta odwróciła się w ich stronę. Odpowiedziała jej porozumiewawczym mrugnięciem, ale zaraz wróciła do bulgoczącego w garnku sosu. Nie mogła przecież rozpraszać jej przy dzieciach, i to jeszcze nie swoich! Była przekonana, że kiedyś, gdy doczekają się własnych, te będą dorastać, obserwując dwie matki, które nie potrafią oderwać od siebie rąk wzroku. Niech wiedzą, że się kochają na zabój!
Nie dało się przeoczyć, że Sadie była zafascynowana ciocią April. Wszystko, co mówiła, dziewczynka natychmiast podłapywała. Teddy tylko czekała, aż zaczną sobie pleść bransoletki przyjaźni. Może Arlo też będzie taką chciał? Na razie trudno było to stwierdzić, bo chłopiec nie wyglądał na zainteresowanego czymkolwiek. Nie potrafił za to ustać w miejscu. Ciekawe, czy Youngowie mieli na podwórku jakiś specjalny wybieg dla syna, gdzie mógł wyładować niespożyte pokłady energii. Chyba o wiele bardziej wolałby pobiegać po korytarzu niż sterczeć przy garach. Przecież w jego mniemaniu gotowanie też było babskie. A nie od dziś wiadomo, że faceci znacznie lepiej radzili sobie w kuchni! Weźmy na przykład takiego Jetta, za którego lasagne Teddy dałaby się pokroić. Oddałaby za nią całą duszę i ciało całe. No dobra, z tym ciałem to jednak lekka przesada, ale nie zmieniało to faktu, że Donovan gotował rewelacyjnie.
I czemu nie zostałaś brodką? Bordką? Bardarką? — dopytała Sadie, a gdy już przyjrzała się uważnie zdjęciu, oddała April telefon. — I czemu tak jest, że nie zostajemy w przyszłości tym, kim chcemy? Moja mama chciała być baletnicą, ale zamiast tego, zajmuje się domem i nami. A tata mówił, że zawsze marzył o byciu żołnierzem, a jest strażakiem. Jak Teddy — w tym miejscu wskazała ręką na Darling, która właśnie wyjmowała z szafki talerze, uprzednio ściągając ze stołka Arlo, żeby brzdąc nie skręcił sobie karku albo nie nie nabił pizdy pod okiem o kant blatu.
To sprawiło, że Teddy automatycznie zaczęła się zastanawiać, kim chciała zostać, kiedy była małą dziewczynką. Bo to, że już jako nastolatka dążyła do pracy w straży, było oczywiste. Ale kiedy miała sześć lat? Pewnie też chciała tańczyć. Albo zostać lekarzem, jak mama. Była raczej przyziemnym dzieckiem, które nie miało pojęcia o istnieniu rzeczy tak dziwnych jak bard diabelstwo. Chyba nawet teraz nie do końca orientowała się, co to dokładnie było. Finch zdecydowanie powinna pokazać zdjęcie również jej. No cóż, przynajmniej Darling nie udawała mądrzejszej, niż była w rzeczywistości i nie zachowywała się tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Wszystkie ciekawostki, które miała do zaoferowania gdzieś kiedyś zasłyszała, ale to nie czyniło jej alfą i omegą.
Wyspa kuchenna była zbyt mała, żeby zjeść przy niej we czwórkę, dlatego trzeba było przenieść się do salonu, a to chwilowo zmusiło dziewczyny do uprzątnięcia salonu fryzjerskiego.
A co ty robisz? — zapytała, widząc, że Ryży pakuje całą pulchną łapkę do talerza.
Arlo nie umie jeść widelcem. Ani łyżką — wyjaśniła jego siostra, nawijając sobie makaron na widelec. — Ale rodzice tak mu pozwalają — dodała od razu. Teddy spojrzała na April. To jest to całe beztroskie wychowanie? No i żeby taki duży chłopak nie potrafił posługiwać się sztucami? Blaze zawsze wydawał jej się trochę ułomny, ale po jego żonie to się tego totalnie nie spodziewała.

bardka diabelstwo
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z chęcią dołączyłaby się do dyskusji, w ilu kwestiach jej narzeczona jest lepsza od Blaze'a, ale to chyba nie byłoby wychowawcze. Podkopywanie wizerunku ojca w żaden sposób tym dzieciakom nie pomoże. Niech sobie mają o nim jak najlepsze zdanie, bo przecież starał się jak mógł, by być najlepszym z możliwych. Był na przegranej pozycji w oczach Finch, która była bez pamięci zakochana w swojej narzeczonej i w milionie kwestii widziała ją jako tę najlepszą na świecie. Cieszyła się, że młody również zaczyna dostrzegać liczne zalety Teddy i odkrywać, że dziewczyny też potrafią być bardzo fajne. Z czasem na pewno dotrze to do niego jeszcze bardziej, ale od czegoś trzeba było zacząć. Dzieciaki miały okresy w swoich życiach, w których z jakiegoś powodu uznawały, że jakaś płeć jest zdecydowanie gorsza od tej drugiej – i co ciekawe – to nie zawsze była kwestia płci przeciwnej. Na całe szczęście większość ludzi z wiekiem mądrzała i docierało do nich, że to było strasznie szczeniackie. Arlo sprawiał wrażenie takiego, który do właściwych wniosków da radę sam dojść bardzo szybko.
— Trochę zostałam bardką, jak sama widzisz po zdjęciu. No i nadal bardzo lubię grać i śpiewać, szczególnie Teddy. Bycie bardką zostawiam sobie głównie na spotkania z przyjaciółmi — wyjaśniła, obwiązując kolejną wstążeczkę wokół włosów dziewczynki. Wyglądała jeszcze bardziej uroczo niż wcześniej, co było niełatwe do osiągnięcia! Serce April totalnie rozpływało się na widok tak uroczego maluszka. Mogłaby ją schrupać w całości, ale pewnie wtedy byłoby niezręcznie przy wizycie Blaze'a, który zastałby w lofcie tylko jedno ze swoich dzieci.
— Często jest tak, że zmieniamy zdanie. No wiesz, w jednym roku chciałam być bardką, w innym weterynarką, w jeszcze innym tajną agentką... Nie da się być wszystkim jednocześnie, a czasem jakaś konkretna rzecz okazuje się dla ciebie najważniejsza. Założę się o wszystko, że wasza mama nie wolałaby teraz nagle zostać baletnicą, zamiast zajmować się wami. Tata też zresztą ceni swoją pracę. — Starała się wyjaśnić to jak najprościej i jak najmniej depresyjnie. Wolała nie zaczynać opowieści o zrujnowanych marzeniach, trudnych wyborach życiowych i problemach finansowych, bo to chyba troszkę za dużo na umysł kilkulatki. Starała się jej też w żadnym miejscu nie okłamywać i nie kreować wizji swiata, którego nie ma niczego wspólnego z rzeczywistością. Wmawianie dzieciom przesadnych bzdur o życiu było jej zdaniem straszną głupotą. Nie trzeba było maluchom serwować gorzkiej prawdy od dnia narodzin, ale malowanie wszystkiego na różowo też nie przyniesie im przecież żadnych korzyści. Znalezienie złotego środka nie było proste i miała nadzieję, że w przyszłości, gdy będą miały swoje dzieci, uda jej się zrobić to tak, by pociechy po dorośnięciu nie były ani zawiedzione, ani w ciężkiej depresji.
Kiedy fryzura Sadie była gotowa, ogarnęła bałagan, który zdążyły zrobić w międzyczasie, by zrobić miejsce na obiad. Odniosła, co się dało, do łazienki i usiadła wreszcie z pozostałymi na kanapie, by się nawpierdalać węglowodanów. Trudno było jednak skupić się na jedzeniu, kiedy Arlo... trudno powiedzieć, co on właściwie wyprawiał. Wyglądało to dość przerażająco. Zaraz pobrudzi nie tylko siebie, ale i kanapę i pewnie jakimś cudem nawet Liarę, która wciąż wolała trzymać się na dystans od dzieci.
— Arlo, to chyba nie jest dobry pomysł, wiesz? Tak jedzą tylko malutkie dzieci — zwróciła mu uwagę, próbując wziąć go nieco pod włos. Nic tak przecież nie działa na dzieciaki, jak wytykanie im gówniarstwa. Rudy spojrzał na nią spod byka, nie wyjmując ręki z talerza.
Ja jestem dużyzaprotestował, zaciskając rączkę na makaronie. Z każdą kolejną sekundą April sukcesywnie traciła apetyt. Odstawiła swój talerz i przesiadła się tak, żeby znaleźć się obok chłopaka. Wzięła do ręki widelec, wbiła go w makaron i zaczęła powoli kręcić, żeby zaprezentować małemu, w jaki sposób radzić sobie z takim makaronem. Przekazała mu widelec, by spróbował powtórzyć proces, ale nie poszło to za dobrze. Pokręcił widelcem, podniósł go i zostało na nim... nic. April zmarszczyła nos, nie rozumiejąc, jakim cudem do tego doprowadził. Rozejrzała się uważnie, by upewnić się, że nie podgląda ich żaden Włoch, po czym zaprezentowała mu, jak nawijać makaron, opierając go o łyżkę. Młodemu zajęło to dłużej, ale ostatecznie jedzenie zostało na widelcu, a potem trafiło do buzi.
— No brawo! Teraz naprawdę jesz jak duży chłopak. Kontynuuj — zachęciła go. Przez moment wydawał się nawet podbudowany i kolejną porcję wpakował w podobny sposób. Z następną było gorzej i chyba kończyła mu się cierpliwość.

baby mama
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”