Play it right, push your buttons like a console
: pn sie 10, 2026 3:27 pm
Mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, ale towarzystwo Benjamina działało na Kierana korzystnie, pozwalając mu dostrzec te aspekty życia, które do tej pory były dla niego niemal nieosiągalne, znajdując się daleko poza granicami komfortu młodego prawnika. Wcześniej nie widział powodu, by je przekraczać, skupiając się na powtarzalności trwającej niezmiennie od kilku lat. Zamknięty w swojej własnej bańce nie poświęcał innym specjalnie czasu nauczony, że ludzie owszem, byli potrzebni, ale tylko dla korzyści, które w przyszłości miały zaowocować sławą i pieniędzmi. Jego rodzina była materialna - jego ojciec wiele razy mówił mu, że przyjaciele byli balastem, który prędzej czy później pociągnie go na dno. Tak myślał i tak żył, nie zbliżając się do nikogo bardziej, niż to było konieczne by zadowolić głowę rodziny.
Teraz jednak zaczynał te granice przekraczać, postrzegając świat trochę inaczej. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał i nie pojmował, czemu miały miejsce, ale część prawnika chciała poznać odpowiedzi na pytania, które zaczęły wirować w jego głowie zaledwie kilku tygodni temu Wydawały się być ważne, jakby od tego zależało, kim ostatecznie stanie się w przyszłości blondyn. Chaos, który Benjamin wprowadzał do jego codzienności skutecznie spychał spokój oraz przewidywalność, pozwalając mu eksperymentować już nie tylko na płaszczyźnie emocjonalności innych ludzi. On chciał teraz poznać siebie i zrozumieć, jak wiele było rzeczy, które utracił, a które mogłyby dać mu normalność, którą żyli inni ludzie. Gdzieś w środku serce zazdrościło Thallmanowi tej wolności i możliwości sprawdzania limitów, które u Burreau były wysokim murem, na który nie miał siły sam się wspinać. Imponowało mu to poczucie swobody oraz spontaniczność czy brak hamulców. Bywały momenty, kiedy te cechy doprowadzały go do irytacji, ale w ostatecznym rozrachunku właśnie one przyciągały Kierana do muzyka. Były nowe, nieodkryte, a nieznane kusiło znacznie bardziej.
Zmarszczył lekko brwi, spoglądając na Benjamina. Po raz kolejny pojawił się moment, w którym się nie zgadzali. Byli niczym ogień i woda, a jednak coś sprawiało, że ciągle spędzali ze sobą czas - przypadkiem lub planowanie. Czy jakiś psycholog określiłby to jako destrukcyjne, czy jednak użyłby powiedzenia, że przeciwieństwa się przyciagają?
Po raz kolejny dzisiaj machnął niewidzialną ręką, pozbywając się z głowy rozważań. Zdecydowanie działo się tam teraz zbyt wiele.
-Na kolacje z założenia je się coś lekkiego. Nie wiem, może jakiś jogurt, ewentualnie sałatkę? naleśniki to trochę zapychacze - zauważył, pomijając fakt, że sam nie nawykł jeść kolacji. Źle mu się po tym spało, a sen cenił sobie nader wysoko wiedząc, jak korzystnie wpływał na umysł. - Chcesz dla mnie gotować? Nie szkoda ci czasu? - tym razem brwi powędrowały lekko ku górze, a wzrok został utkwiony w oczach Benjamina. Zrobiło mu się… miło? Do tej pory poza gosposią, której ten element stanowił część pracy, nikt nigdy dla niego nie gotował. Świadomość, że druga osoba chciała poświęcać dla niego tych kilka chwil była na tyle przyjemna, że na ustach blondyna wykwitł lekki, rozczulający uśmiech. - Przekażę je te informacje i zakładam, że nie masz na nic uczulenia? - Praktyczny, jak zawsze. nie chciał, żeby po tym posiłku w jego domu chłopakowi siadło na żołądek. To mogłoby przekreślić szanse Burreau na dalsze spotkania z osobą, do której podświadomie zaczynał się przywiązywać i którą chciał widzieć, niezależnie ile razy denerwowała go podczas każdego spotkania sprawiając, że czuł więcej, niż przez całe swoje życie.
-Terapia dźwiękiem? Dojrzałe podejście, Benjamin. Ostatecznie lepsze to, niż szukanie zaczepki na ulicy - odpowiedział, przesuwając wolno jasnymi tęczówkami po jego twarzy. Badał każdą zmianę, każde drgnięcie mięśni, każdą nową zmarszczkę, które zdradzały, jakie emocje Thallman mógł teraz odczuwać. To było ważne i niezbędne do poznania go lepiej. - To nie będzie takie trudne. Wiele z nich jest dla mnie skomplikowana - wzruszył lekko ramionami, utkwiwszy wzrok w szklanym ekranie, na którym miotały się postaci. Był emocjonalnie nieprzystosowany, tak kiedyś powiedziała mu psycholożka. I chociaż normalnie nie dzielił się niczym, co było z nim związane tak odczuwał irracjonalną potrzebę mówienia o sobie Benjaminowi, jakby chciał go do siebie przekonać. Pokazać, że wcale nie był taki zły, taki nudny i sztywny jak wielu go opisywało.
Czy to jednak ma jakieś znaczenie?
Późniejsze granie pozwoliło mu trochę wyluzować głowę. bez skomplikowanych rozważań, bez scenariuszy, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Jedynie chęć wygranej i ten znaczny wzrost adrenaliny, który pchał go do przesadnego emocjonowania się, kiedy kolejny cios mu nie wyszedł oraz późniejszej euforii, kiedy ostatecznie mu się udało. Raz, ale za to w jakim stylu!
Pytanie chłopaka sprawiło, że na chwilę zamarł. Wpatrzył się w niego, szukając odpowiedzi. Chciał spotkań, chciał tych prostych odwiedzin, podczas których mógł odetchnąć wewnętrznie. Potrzebował tej normalności teraz jeszcze bardziej, skoro ją odkrył.
-Znaczy… nie chcę się wpraszać. To tylko taka luźna propozycja, ty możesz przychodzić też do mnie, jeśli będziesz chciał. Inez będzie zadowolona, że będzie mogła gotować dla kogoś więcej - powiedział trochę chaotycznie, ostatecznie odwracając głowę z lekko przygaszonym uśmiechu po kolejnych słowach Thallmana.
Będę musiał zacząć ci odmawiać.
To było ostatnie, czego Kieran pragnął i czuł, jak serce buntuje się przeciwko tej niesprawiedliwości, której nieporadny umysł nie potraktował jako żart. Przetrawił informację, rozbierając ją na czynniki pierwsze. Co, jeśli Kieran był zbyt nachalny, zrażając do siebie chłopaka?
-Przepraszam. Nie chcę na siłę zmuszać się do swojego towarzystwa - dodał po chwili, bawiąc się guzikami na padzie. Za bardzo go ponosiło, za bardzo sobie pozwalał zakładając, że skoro do tej pory widzieli się kilka razy, tak nadal mogli. Czy nie przywiązywał się za szybko?
Skinął głową na propozycję pizzy. Kolejna rzecz, która w jego świecie nie była stałym elementem, pojawiając się sporadycznie. nie było miejsca na fast foody, które były częstym elementem spotkań osób niezwiązanych z elitarnym światem. nic dziwnego, że nie miał pojęcia, jaka kombinacja smakowa przypadłaby mu najbardziej do gustu.
-Dziękuję - uśmiechnął się do chłopaka, kiedy ten na chwilę zniknął, idąc po herbatę. W międzyczasie Kieran przeanalizował dokładnie pokój benjamina, gramoląc się z łóżka. Podszedł do zdjęć w czarnych ramkach stojących na jednej z szafek. Widział troje osób - Benjamin oraz zapewne jego rodzeństwo. A może przyjaciele? Tak mało o nim wiedział. Miał brata, ale czy miał też siostrę? A może to jego dziewczyna? Nigdy nie zapytał, czy jakąś ma. W oczach Kierana Thallman był typem, który z pewnością podobał się płci przeciwnej. Przesunął bezwiednie palcem po uśmiechniętej na zdjęciu twarzy muzyka. Tak, zdecydowanie miał powodzenie.
Odłożył zdjęcie w momencie, w którym benjamin wrócił do pokoju. Podziękował mu po raz kolejny, speszony lekko, że naruszał jego prywatność. Buszowanie po czyjejś sypialni z pewnością dalekie było od jakichkolwiek przyjętych zasad dobrego wychowania. Wrócił na łóżko, siadając w tej samej pozycji co wcześniej, przysuwając się jedynie nieznacznie bliżej okna, jakby potrzebował świeżego powietrza. Przytłaczały go własne myśli i emocje, sprawiając, że gubił się bardziej, niż zwykle.
-Oczywiście. Lubię dobrą muzykę - powiedział z szerokim uśmiechem, obracając głowę w stronę Benjamina, po raz kolejny dzisiaj natrafiając swoim spojrzeniem na to należące do Thallmana. Momenty, których serce pragnęło więcej, a których umysł nie chciał przyjąć jako pożądane. Miały być zwyczajne, jak podczas normalnych konwersacji. A jednak w chwili, w której Kieran napotkał wzrok muzyka, mogąc trochę dłużej wpatrzeć się w jego tęczówki, czuł, jak wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Jakby był tylko on i te zabawnie błyszczące plamki, które już dawno wryły mu się w pamięci.
Przymknął oczy, kiedy Benjamin zaczął grać, chwilę później dokładając do tego swój głos. Rozkoszował się brzmieniem każdej nuty pozwalając, by muzyka zawładnęła jego ciałem.
Benjamin śpiewa dla ciebie.
Tej myśli uczepiło się serce.
my personal singer
Teraz jednak zaczynał te granice przekraczać, postrzegając świat trochę inaczej. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał i nie pojmował, czemu miały miejsce, ale część prawnika chciała poznać odpowiedzi na pytania, które zaczęły wirować w jego głowie zaledwie kilku tygodni temu Wydawały się być ważne, jakby od tego zależało, kim ostatecznie stanie się w przyszłości blondyn. Chaos, który Benjamin wprowadzał do jego codzienności skutecznie spychał spokój oraz przewidywalność, pozwalając mu eksperymentować już nie tylko na płaszczyźnie emocjonalności innych ludzi. On chciał teraz poznać siebie i zrozumieć, jak wiele było rzeczy, które utracił, a które mogłyby dać mu normalność, którą żyli inni ludzie. Gdzieś w środku serce zazdrościło Thallmanowi tej wolności i możliwości sprawdzania limitów, które u Burreau były wysokim murem, na który nie miał siły sam się wspinać. Imponowało mu to poczucie swobody oraz spontaniczność czy brak hamulców. Bywały momenty, kiedy te cechy doprowadzały go do irytacji, ale w ostatecznym rozrachunku właśnie one przyciągały Kierana do muzyka. Były nowe, nieodkryte, a nieznane kusiło znacznie bardziej.
Zmarszczył lekko brwi, spoglądając na Benjamina. Po raz kolejny pojawił się moment, w którym się nie zgadzali. Byli niczym ogień i woda, a jednak coś sprawiało, że ciągle spędzali ze sobą czas - przypadkiem lub planowanie. Czy jakiś psycholog określiłby to jako destrukcyjne, czy jednak użyłby powiedzenia, że przeciwieństwa się przyciagają?
Po raz kolejny dzisiaj machnął niewidzialną ręką, pozbywając się z głowy rozważań. Zdecydowanie działo się tam teraz zbyt wiele.
-Na kolacje z założenia je się coś lekkiego. Nie wiem, może jakiś jogurt, ewentualnie sałatkę? naleśniki to trochę zapychacze - zauważył, pomijając fakt, że sam nie nawykł jeść kolacji. Źle mu się po tym spało, a sen cenił sobie nader wysoko wiedząc, jak korzystnie wpływał na umysł. - Chcesz dla mnie gotować? Nie szkoda ci czasu? - tym razem brwi powędrowały lekko ku górze, a wzrok został utkwiony w oczach Benjamina. Zrobiło mu się… miło? Do tej pory poza gosposią, której ten element stanowił część pracy, nikt nigdy dla niego nie gotował. Świadomość, że druga osoba chciała poświęcać dla niego tych kilka chwil była na tyle przyjemna, że na ustach blondyna wykwitł lekki, rozczulający uśmiech. - Przekażę je te informacje i zakładam, że nie masz na nic uczulenia? - Praktyczny, jak zawsze. nie chciał, żeby po tym posiłku w jego domu chłopakowi siadło na żołądek. To mogłoby przekreślić szanse Burreau na dalsze spotkania z osobą, do której podświadomie zaczynał się przywiązywać i którą chciał widzieć, niezależnie ile razy denerwowała go podczas każdego spotkania sprawiając, że czuł więcej, niż przez całe swoje życie.
-Terapia dźwiękiem? Dojrzałe podejście, Benjamin. Ostatecznie lepsze to, niż szukanie zaczepki na ulicy - odpowiedział, przesuwając wolno jasnymi tęczówkami po jego twarzy. Badał każdą zmianę, każde drgnięcie mięśni, każdą nową zmarszczkę, które zdradzały, jakie emocje Thallman mógł teraz odczuwać. To było ważne i niezbędne do poznania go lepiej. - To nie będzie takie trudne. Wiele z nich jest dla mnie skomplikowana - wzruszył lekko ramionami, utkwiwszy wzrok w szklanym ekranie, na którym miotały się postaci. Był emocjonalnie nieprzystosowany, tak kiedyś powiedziała mu psycholożka. I chociaż normalnie nie dzielił się niczym, co było z nim związane tak odczuwał irracjonalną potrzebę mówienia o sobie Benjaminowi, jakby chciał go do siebie przekonać. Pokazać, że wcale nie był taki zły, taki nudny i sztywny jak wielu go opisywało.
Późniejsze granie pozwoliło mu trochę wyluzować głowę. bez skomplikowanych rozważań, bez scenariuszy, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Jedynie chęć wygranej i ten znaczny wzrost adrenaliny, który pchał go do przesadnego emocjonowania się, kiedy kolejny cios mu nie wyszedł oraz późniejszej euforii, kiedy ostatecznie mu się udało. Raz, ale za to w jakim stylu!
Pytanie chłopaka sprawiło, że na chwilę zamarł. Wpatrzył się w niego, szukając odpowiedzi. Chciał spotkań, chciał tych prostych odwiedzin, podczas których mógł odetchnąć wewnętrznie. Potrzebował tej normalności teraz jeszcze bardziej, skoro ją odkrył.
-Znaczy… nie chcę się wpraszać. To tylko taka luźna propozycja, ty możesz przychodzić też do mnie, jeśli będziesz chciał. Inez będzie zadowolona, że będzie mogła gotować dla kogoś więcej - powiedział trochę chaotycznie, ostatecznie odwracając głowę z lekko przygaszonym uśmiechu po kolejnych słowach Thallmana.
To było ostatnie, czego Kieran pragnął i czuł, jak serce buntuje się przeciwko tej niesprawiedliwości, której nieporadny umysł nie potraktował jako żart. Przetrawił informację, rozbierając ją na czynniki pierwsze. Co, jeśli Kieran był zbyt nachalny, zrażając do siebie chłopaka?
-Przepraszam. Nie chcę na siłę zmuszać się do swojego towarzystwa - dodał po chwili, bawiąc się guzikami na padzie. Za bardzo go ponosiło, za bardzo sobie pozwalał zakładając, że skoro do tej pory widzieli się kilka razy, tak nadal mogli. Czy nie przywiązywał się za szybko?
Skinął głową na propozycję pizzy. Kolejna rzecz, która w jego świecie nie była stałym elementem, pojawiając się sporadycznie. nie było miejsca na fast foody, które były częstym elementem spotkań osób niezwiązanych z elitarnym światem. nic dziwnego, że nie miał pojęcia, jaka kombinacja smakowa przypadłaby mu najbardziej do gustu.
-Dziękuję - uśmiechnął się do chłopaka, kiedy ten na chwilę zniknął, idąc po herbatę. W międzyczasie Kieran przeanalizował dokładnie pokój benjamina, gramoląc się z łóżka. Podszedł do zdjęć w czarnych ramkach stojących na jednej z szafek. Widział troje osób - Benjamin oraz zapewne jego rodzeństwo. A może przyjaciele? Tak mało o nim wiedział. Miał brata, ale czy miał też siostrę? A może to jego dziewczyna? Nigdy nie zapytał, czy jakąś ma. W oczach Kierana Thallman był typem, który z pewnością podobał się płci przeciwnej. Przesunął bezwiednie palcem po uśmiechniętej na zdjęciu twarzy muzyka. Tak, zdecydowanie miał powodzenie.
Odłożył zdjęcie w momencie, w którym benjamin wrócił do pokoju. Podziękował mu po raz kolejny, speszony lekko, że naruszał jego prywatność. Buszowanie po czyjejś sypialni z pewnością dalekie było od jakichkolwiek przyjętych zasad dobrego wychowania. Wrócił na łóżko, siadając w tej samej pozycji co wcześniej, przysuwając się jedynie nieznacznie bliżej okna, jakby potrzebował świeżego powietrza. Przytłaczały go własne myśli i emocje, sprawiając, że gubił się bardziej, niż zwykle.
-Oczywiście. Lubię dobrą muzykę - powiedział z szerokim uśmiechem, obracając głowę w stronę Benjamina, po raz kolejny dzisiaj natrafiając swoim spojrzeniem na to należące do Thallmana. Momenty, których serce pragnęło więcej, a których umysł nie chciał przyjąć jako pożądane. Miały być zwyczajne, jak podczas normalnych konwersacji. A jednak w chwili, w której Kieran napotkał wzrok muzyka, mogąc trochę dłużej wpatrzeć się w jego tęczówki, czuł, jak wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Jakby był tylko on i te zabawnie błyszczące plamki, które już dawno wryły mu się w pamięci.
Przymknął oczy, kiedy Benjamin zaczął grać, chwilę później dokładając do tego swój głos. Rozkoszował się brzmieniem każdej nuty pozwalając, by muzyka zawładnęła jego ciałem.
Tej myśli uczepiło się serce.
my personal singer