Strona 2 z 2

ahoy, captain

: czw wrz 03, 2026 3:51 pm
autor: Simon Rossi
   Przed poznaniem swojego partnera, Simon nawet nie starał się zapamiętywać imion swoich kochanków. Nie miał ich wielu, bo w swojej młodości nie należał do osób szczególnie rozwiązłych i kierujących się potrzebami ciała. Oczywiście od czasu do czasu pozwalał sobie na to, by lądować z kimś w łóżku, ale nigdy nie były to relacje, które uważał, że musiał rozpamiętywać. W większości były to po prostu ucieczki w przyjemności, chwilowe zniknięcia od życia. Mężczyźni tacy pojawiali się na moment, by zniknąć po jakimś czasie, gdy Simon stracił zainteresowanie. Bo musiał przyznać, że nie był najlepszym człowiekiem, jeśli chodziło o relacje, zwłaszcza jeśli ktoś chciał na tym zbudować coś trwalszego. Nawet swojego zmarłego partnera nie traktował z początku jako mężczyznę, z którym chciałby spędzić resztę swojego życia. Zaprzyjaźnili się bowiem ze sobą dość wcześnie w karierze Simona. Jego były mąż był od niego starszy i bardziej doświadczony w branży. Nie mówiąc już o tym, że miał wtedy narzeczoną i córkę w drodze. Szybko stali się znajomymi, a później przyjaciółmi. I zapewne fakt, że mężczyzna posiadał narzeczoną, sprawił, że zaprzyjaźnili się, bo Simon nie odczuwał do niego żadnej nuty romantyzmu. Ich relacja była czysto platoniczna i długo się na tym poziomie utrzymywała. Dopiero z czasem zaczęło się to zmieniać, a oni zbliżali się do siebie. Simon nawet nie zorientował się, kiedy tak naprawdę się zakochał, ale gdy już to zrozumiał, to było za późno, by zacząć się przed tym wzbraniać.
   Nie wiedział, co dokładnie sprawiło, że zmienił swoje nastawienie. Być może chodziło o to, że Jayce pokazał mu, że był nim zainteresowany nie tylko przez ciekawość, ale że Simon w jakiś sposób na niego oddziaływał. Projektant nigdy nie wzbraniał się przed zbliżeniami jakiegokolwiek stopnia z innymi mężczyznami. Bo mężczyźni mu się podobali i nic nie mógł na to poradzić. Od śmierci męża randkował kilka razy, jednak z żadnym facetem nie był w stanie zbudować relacji uczuciowej. Zupełnie inaczej wyglądało to, jeśli chodziło o czysty i niezobowiązujący seks. W tym momencie powinien powiedzieć, że jak na przykładnego wdowca przystało, odczekał odpowiedni czas by ruchać się z kimś innym, niemniej jednak byłoby to sromotne kłamstwo, bo jego pierwszy raz przeżył zaledwie trzy miesiące po pogrzebie. Zganiał to oczywiście na to, w jak tragicznym stanie się znajdował i że dał ponieść się emocjom i smutkowi. W końcu zrozpaczeni ludzie nie zachowują się racjonalnie i popełniają błędy. Tak naprawdę to potrzebował seksu i czyjegoś ciepłego ciała. Tego poczucia bliskości i zjednoczenia z innym człowiekiem. No więc spotkał się z kimś, a po wypiciu kilku kieliszków wina, puściły im hamulce.
   I najgorsze w tym wszystkim było to, że w jego umyśle nie pojawiał się nawet najmniejszy ślad żalu.
   I teraz, na tym kanu, jego mózg powinien wysyłać mu sygnały, żeby się opanował i że powinni zawrócić na brzeg, a Simon powinien pójść do domu i położyć się. W sumie to gdzieś tam pojawił się słaby ślad takiej myśli, jednak myśl ta zgasła szybciej niż płomień świecy podczas wichury.
   – Tragiczny? – zapytał, jakby prosił o sprostowanie jego stwierdzenia. Było ono wyjątkowo trafne, jednak Jayce nie miał powodów, by o tym wiedzieć. A nie sprawiał wrażenia osoby, która doskonale znałaby się na ludziach. Simon mógł się jednak mylić w swojej ocenie. On sam osobiście nie znał się na ludziach zbyt dobrze, ale nieźle potrafił odczytać ich emocje i zamiary.
   – Jesteś wyjątkowo bezpośredni… i odważny – powiedział. Nie powiedział jednak, żeby mu to przeszkadzało. W sumie to nawet mu się to spodobało, bo już dawno nie był w podobnej sytuacji, że ktoś w tak gwałtowny sposób domagał się jego uwagi. Nie mówiąc już o tym, że był to ktoś młodszy od niego samego, co tylko dodatkowo łechtało jego ego. – Takie masz hobby, zaczepiać obcych w dziwnych miejscach? – zapytał, drażniąc się z nim raz za razem zaciskając i rozluźniając palce na jego kroczu.
   Gdy ich twarze się ze sobą spotkały, a dłonie blondyna spoczywały teraz na jego ciele, pole widzenia Simona zwięzło się niemal o dziewięćdziesiąt procent, skupiając tylko na jego towarzyszu. Czuł na ustach jego oddech oraz ciepło ciała. Powoli tonął w tym odczuciu. Odwrócił się całym ciałem w jego stronę. Nie było to ani proste, ani wygodne, więc brakowało temu gracji, niemniej jednak chyba nie miało to większego zdarzenia. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć i uprzedzić blondyna o kilku rzeczach, niemniej jednak powstrzymał się, nie chcąc niszczyć tej chwili. Pochylił się, pozwalając na to, by ich usta się o siebie otarły. Oddzielenie nie trwało jednak zbyt długo, bo po kilku sekundach przywarł swoimi ustami do jego.

Jayce Byrne

ahoy, captain

: czw wrz 03, 2026 9:44 pm
autor: Jayce Byrne
trigger warning
gra wstępna
Tragiczny — potwierdził, bo nie miał powodu, by wycofywać się nagle ze swoich słów, szczególnie, że były one powtórzeniem epitetu, który to sam Simon narzucił im w jednej z wcześniejszych wypowiedzi. W oczywistej konsekwencji bycia jedynie człowiekiem, który nie czytał nikomu w myślach, Jayce nie wiedział przy tym, jak trafne było jego stwierdzenie i jak dużą wiązkę emocji oraz ukrytą historię za sobą niosło.
Po słowach o rozejściu się z mężem naturalnie założył, że małżeństwo Simona i drugiego mężczyzny się zwyczajnie rozpadło. Nie przypuszczał, że mogło chodzić o śmierć. W jego głowie ich związek pozostał albo w zawieszeniu pod pozornie przyzwoitą łatką separacji, albo formalnie całkiem się zakończył, np. rozwodem. Nie miał jednak tak silnej motywacji i ciekawości w sobie, by dochodzić do sedna prawdy w tym aspekcie. Znacznie ciekawszą częścią dnia, niż rozkładanie związkowych doświadczeń Simona na czynniki pierwsze, wydawało mu się samo śledzenie przebiegu ich spotkania, które nagle zaczęło orbitować wokół zupełnie innej planety.
Wpierw byli Neptunem — surowym i chłodnym. Pozwalali by wiatr pałętał się po płaszczyznach ich ciał, a także za kołnierzami koszulek i bluz. Metaforyczne zimno w tamtym momencie nie znało granic, pozostawali bowiem wobec siebie absolutnie neutralni: okuci grubą warstwą lodu, przez którą trudno było się z początku przebić. Brak stałego lądu, tj. jakiegoś punktu zaczepienia, którego mogliby się chwycić, sprawiał, że atmosfera między nimi była ciężka i gęsta, ale w sposób, który trudno się akceptowało. Dopiero potem stali się gorącym i obiecującym Wenus — byli wybuchem bliskości i ciepła, które osadzone daleko ponad pierwsze warstwy wymuszonego niemal kontaktu zaczynało wchodzić głębiej, pewniej... To samo ciepło rozłaziło się po każdym zakamarku głowy i nie tylko: zachodziło dreszczem na spragnioną dotyku skórę. Na pewno działo się tak z ciałem Jayce’a, który otoczony przez dłoń mężczyzny na własnych spodniach, czuł jak podbrzusze paliło go od wzrastającego z wolna podniecenia i jak przez kark przebiegał wyraźny impuls, który wyjątkowo gładko lokował się w gorących lędźwiach.
Wszystko to przez Simona. Zaskoczył go ponownie. Bo choć nie sprawiał wrażenia osoby rozpustnej, czy szczególnie śmiałej, nie miał skrupułów do tego, by pozostawać z nim w bliskości i masować zadziwiająco bezpruderyjnie jego krocze, pomimo otwartej, publicznej przestrzeni.
Nie wiedział, co w tym momencie ekscytuje go bardziej: fakt, że mogli zostać przez innych w każdym momencie odkryci, czy to, że udało mu się wciągnąć w tę niebezpieczną grę kogoś o Jego autorytecie. Simon wydawał się osobą, która dbała o swoją reputację, dlatego rozmiękczanie jego granic i zacieranie śladu po wcześniejszej przyzwoitości starszego mężczyzny było wyjątkowo satysfakcjonujące.
Wygląda na to, że też lubisz “zaczepiać obcych w dziwnych miejscach” — zdążył jedynie dodać przed rozpoczętym pocałunkiem. Dalej nie rejestrował już niczego, poza dobrocią pieszczoty. Jak najmilsze kocię, usta Simona otarły się o jego własne z wyczuciem, a ciało kochanka, spolegliwe i elastyczne (jak na jego wiek) podążyło za sugestią. Z ochotą objął go i przycisnął do siebie w dłużyżnie pocałunku — lekkiego, niemal leniwego, póki ręka Jayce’a nie wylądowała na karku mężczyzny, pogłębiając kontakt. Wykorzystał moment, w którym usta Simona szukały powietrza i sam tworząc jedynie nieznaczną pauzę, poświęconą na zaczerpnięcie tlenu, zatopił się w cieple jego oddechu, a dalej w szczelinę kuszących warg, przesuwając mokrym i chętnym językiem po cudzym podniebieniu, póki nie uchwycił w tańcu Simona.
W jednej chwili wszystko stało się jasne: to co wcześniej było suche — wiór rozmów, od których zaczęli — właśnie nasycał się nowymi emocjami i nowymi doświadczeniami, gdy w mokrym pocałunku zamknął całą swoją, młodzieńczą żądzę.
Pragnął go.
Kurewsko silnie i zachłannie, gdy już zdołał posmakować pierwszej słodyczy kontaktu.
Nie zwrócił przy tym nawet uwagi na to, że kanu wciąż posuwa się po sobie znanym torze i przybliża się z niebezpieczną jednostajnością do brzegu, a raczej do jeziornych chaszczy po drugiej strony zalewiska. Co było trochę pechem, a trochę rzutem szczęścia.
Kiedy wpadali w dziurę zieleni z jednej strony szarpnęło nimi znacząco, co wybiło Jayce’a z rytmu pocałunku. Musiał odsunąć się na milimetry, by uspokoić przy tym spłoszone serce, wciąż jednak obejmował palcami cudzą szyję, wydmuchując na twarz mężczyzny ciepły, nieco już przyspieszony oddech.
Z drugiej strony właśnie schowali się pomiędzy szerokimi liśćmi wodnych roślin, a cienie, padające od przybrzeżnych drzew, nadały ich nowej miejscówce nieco intymności.
Teraz możesz zaczepiać do woli — skomentował wesoło, niemal rubasznie, gdyby nie to, że ze swoim młodym i zdrowym wyglądem zupełnie nie pasował do roli zbereźnego wujaszka, więc wypowiedź ta, choć wyjątkowo prosta, nawet prostacka, w jego ustach zabrzmiała nawet odrobinę kusząco.

Simon Rossi