here I am, wanting to meet you again
: sob paź 24, 2026 12:10 am
Niecierpliwość i niedosyt rozmowy, jak chmara motyli rozbieganych w locie, nie dały się już ująć, ani też zatrzymać. Pozwolił emocjom uciec, jak ostatni głupiec i żałował chwilę później. Nie wiedział co powiedzieć więcej. Skrzydła wątpliwości poruszały się dziś w dyskusji między nimi poza jego kontrolą. Muskały nieśmiało powietrze pod postacią powolnego, wypuszczonego z płuc oddechu i może nawet te same skrzydła odczuć ocierały się niechybnie o kawałek odkrytych myśli Byrne’a.
Tych samych, które właśnie Ayaan zatrzasnął kolejnym wytykiem.
— Yhym… — choć poza tym pomrukiem nie odezwał się już ani słowem, przynajmniej nie z początku, wiadomym było, że go s ł u c h a. Przyglądał mu się z uwagą, jakby czekał na ostateczne cięcie. W ostrzu słów Ayaana klinga oskarżenia lśniła przecież zbyt jasno, by mógł ją zignorować.
A potem trwał w bezruchu, gdy coś nieprzyjemnego ugrzęzło mu w sercu.
Napięcie na korpusie mrowiło skórę przy powierzchni, a przyspieszone tętno w ciele stanowiło nowe brzmienie odczuć dla zwykle rozluźnionego ciała Jayce’a. Najpierw nie potrafił ująć uczuć w całość, a teraz nawet nie chciał. Przy nim czuł się niespokojny, niewystarczający. Noga, choć chwilę temu spoczywała na płaszczyźnie ziemi twardo, poruszyła się nieznacznie w bok, a potem, w krótkim wahadle drgań, zaczął kołysać nią zawzięcie, mając nadzieję, że jeśli włoży odpowiednio dużo energii w ten gest, może przestanie myśleć o tym, by wstać z miejsca i odejść.
Ręce zacisnął przy tym na płaszczyźnie ławki, obserwując, jak żyły na dłoniach uwydatniają się za sprawą naprężonych chwilowo mięśni.
Ciało, na pewno tylko o nim myślisz.
Prychnął pod nosem, uśmiechając się pokątnie, choć krawędzie tego gestu nie miały w sobie nic z łagodnej, czarującej nuty, charakterystycznej dla niego w innej, codziennej mu sytuacji. W milczeniu zamknął słowa – dokładnie te, które dla Ayaana ponoć nie istniały – te dalekie od fizyczności, i bliskie jego własnym najgłębszym emocjom, które właśnie, zmiażdżone pod butem cudzej oceny, zostały przy najgłębszym dnie jego rozmyślań.
— Twoim zdaniem — podkreślił tylko, nie wchodząc w szczegóły.
Próbował bezskutecznie udać, że jest wobec ocen ludzi obojętny. Że każda z nich spływała po nim, jak poranna rosa z liści. Im głębiej jednak wchodził w brzmienie zasłyszanych chwilę temu głosek, im bardziej przyglądał się towarzyszącym temu sensom, tym mniej te oceny, uprzedzenia i oskarżenia chciały zejść z obrzeży jego głowy. Każda z myśli utykała w nim, jak drzazga, i każda po latach wydawała się mieć swój własny kąt. Zarastała, jak pajęcza sieć, zbyt długo przez niego nietykana.
Przerzucił wzrok na jego twarz, szczękę, usta... obserwował przez moment, jak Ayaan układa w poduszkach warg własne teorie, i nie mógł odgonić się od wrażenia, że albo są zbyt celne, albo zbyt odległe. Któraś z tych przyczyn bardzo go dziś wewnętrznie mierziła.
— Może Cię to ucieszy… — zaczął, rozluźniając na moment palce, i próbując podobną swobodę uzyskać w tonie, choć głęboki, napięty to wciąż nosił w sobie niezręczność emocji — Po tym co usłyszałem, skutecznie sprawiłeś, że stałeś się aseksualny.
Zaciągnął prąd powietrza, woń roślinności wokół i wilgoć, jaka osadzona w płucach, zastygła w nich wraz z kolejną dziś warstwą irytacji. Emocje, rozgrzane i pędzące przez tunele żył, wyplute razem z ciśnieniem, rozchodziły się w siatce naczyń krwionośnych.
— I jesteś pewien, że nigdy nie zdecydujesz się na mnie? — nie pytał, kwitował, ponownie tego dnia dźwigając się na nogi, choć tym razem ostrożniej, najpierw pozostając w oparciu przy ławce.
— Według Twojej teorii, właśnie powinniśmy skończyć rozmawiać, skoro jesteś tylko atrakcją, a nie tego szukasz.
Przesunął ostatni raz wzrokiem po jego sylwetce, choć bezwiednie, bez większej intencji.
— A według mojej ja też mam emocje, i coś więcej niż popęd w głowie. Może po prostu nie masz chęci tego dostrzec… spłycić kogoś do jednego doświadczenia jest prościej.
Ayaan Malviya
Tych samych, które właśnie Ayaan zatrzasnął kolejnym wytykiem.
— Yhym… — choć poza tym pomrukiem nie odezwał się już ani słowem, przynajmniej nie z początku, wiadomym było, że go s ł u c h a. Przyglądał mu się z uwagą, jakby czekał na ostateczne cięcie. W ostrzu słów Ayaana klinga oskarżenia lśniła przecież zbyt jasno, by mógł ją zignorować.
A potem trwał w bezruchu, gdy coś nieprzyjemnego ugrzęzło mu w sercu.
Napięcie na korpusie mrowiło skórę przy powierzchni, a przyspieszone tętno w ciele stanowiło nowe brzmienie odczuć dla zwykle rozluźnionego ciała Jayce’a. Najpierw nie potrafił ująć uczuć w całość, a teraz nawet nie chciał. Przy nim czuł się niespokojny, niewystarczający. Noga, choć chwilę temu spoczywała na płaszczyźnie ziemi twardo, poruszyła się nieznacznie w bok, a potem, w krótkim wahadle drgań, zaczął kołysać nią zawzięcie, mając nadzieję, że jeśli włoży odpowiednio dużo energii w ten gest, może przestanie myśleć o tym, by wstać z miejsca i odejść.
Ręce zacisnął przy tym na płaszczyźnie ławki, obserwując, jak żyły na dłoniach uwydatniają się za sprawą naprężonych chwilowo mięśni.
Ciało, na pewno tylko o nim myślisz.
Prychnął pod nosem, uśmiechając się pokątnie, choć krawędzie tego gestu nie miały w sobie nic z łagodnej, czarującej nuty, charakterystycznej dla niego w innej, codziennej mu sytuacji. W milczeniu zamknął słowa – dokładnie te, które dla Ayaana ponoć nie istniały – te dalekie od fizyczności, i bliskie jego własnym najgłębszym emocjom, które właśnie, zmiażdżone pod butem cudzej oceny, zostały przy najgłębszym dnie jego rozmyślań.
— Twoim zdaniem — podkreślił tylko, nie wchodząc w szczegóły.
Próbował bezskutecznie udać, że jest wobec ocen ludzi obojętny. Że każda z nich spływała po nim, jak poranna rosa z liści. Im głębiej jednak wchodził w brzmienie zasłyszanych chwilę temu głosek, im bardziej przyglądał się towarzyszącym temu sensom, tym mniej te oceny, uprzedzenia i oskarżenia chciały zejść z obrzeży jego głowy. Każda z myśli utykała w nim, jak drzazga, i każda po latach wydawała się mieć swój własny kąt. Zarastała, jak pajęcza sieć, zbyt długo przez niego nietykana.
Przerzucił wzrok na jego twarz, szczękę, usta... obserwował przez moment, jak Ayaan układa w poduszkach warg własne teorie, i nie mógł odgonić się od wrażenia, że albo są zbyt celne, albo zbyt odległe. Któraś z tych przyczyn bardzo go dziś wewnętrznie mierziła.
— Może Cię to ucieszy… — zaczął, rozluźniając na moment palce, i próbując podobną swobodę uzyskać w tonie, choć głęboki, napięty to wciąż nosił w sobie niezręczność emocji — Po tym co usłyszałem, skutecznie sprawiłeś, że stałeś się aseksualny.
Zaciągnął prąd powietrza, woń roślinności wokół i wilgoć, jaka osadzona w płucach, zastygła w nich wraz z kolejną dziś warstwą irytacji. Emocje, rozgrzane i pędzące przez tunele żył, wyplute razem z ciśnieniem, rozchodziły się w siatce naczyń krwionośnych.
— I jesteś pewien, że nigdy nie zdecydujesz się na mnie? — nie pytał, kwitował, ponownie tego dnia dźwigając się na nogi, choć tym razem ostrożniej, najpierw pozostając w oparciu przy ławce.
— Według Twojej teorii, właśnie powinniśmy skończyć rozmawiać, skoro jesteś tylko atrakcją, a nie tego szukasz.
Przesunął ostatni raz wzrokiem po jego sylwetce, choć bezwiednie, bez większej intencji.
— A według mojej ja też mam emocje, i coś więcej niż popęd w głowie. Może po prostu nie masz chęci tego dostrzec… spłycić kogoś do jednego doświadczenia jest prościej.
Ayaan Malviya