ODPOWIEDZ
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

009.
Jasne przebicie dnia naświetlało powierzchnię pod kopułą oranżerii, nasączając przestrzeń letnią dawką ciepła, której w zamknięciu półokrągłych ścian, nie dało się uniknąć. Powietrze tu było wilgotne, nieco duszne, podobne do woni petrykoru, który wyrazistą, ziemistą łuną zapachu wchodził łatwo w nozdrza. Nic jednak nie było tutaj bardziej wyraźne, niż odczuwalny s p o k ó j.
Cisza, wetknięta w wąskie alejki ogrodów, dumnie jaskrawa w kontraście do ulicznego zgiełku parę przecznic dalej, stanowiła największy atut tego miejsca. Choć Allan Gardens mieściło się prawie w centrum Toronto, zaprojektowano je z myślą o odpoczynku i stworzeniu zielonej oazy dla mieszczuchów. Jayce nie bez powodu na miejsce spotkania z Ayaanem wybrał właśnie tę miejscówkę – jako jedna z nielicznych w mieście pozostawała kameralna i jednocześnie całkowicie dostępna dla przypadkowych osób. W każdej chwili mogli się tutaj pojawić, a także stąd ulotnić, gdyby tylko chcieli.
Tymczasem, nieznużenie, promienie słońca opadały uparcie ku spacerowiczom. Dotykały krótkim błyskiem światła ich różnorodne w kolorach oczy lub przyozdabiały bladość skóry przechodniów. Na tle amerykańskich domatorów, cera Jayce'a wręcz opalizowała ciepłem i zdrowiem – ciemniejsza w kolorycie, żywa, bez wątpienia wskazywała na australijskie korzenie i na uwielbienie natury. Byrne lubił przebywać na powietrzu, a najbardziej... lubił stan, w którym powietrze docierało do niego subtelnie, muskało jego korpus i muskularne ramiona. Dziś również, zaraz przy wejściu do oranżerii, czuł przyjemny podmuch wiatru: prąd powietrza z wezbraną w nim wilgocią na wskroś przenikał jego cienką koszulkę i rozgrzaną słońcem skórę. Niedługo też wrażenie to zmieniło się w formę wycieczki przyrodniczej, gdy w nozdrza uderzyła go woń zachodnich kwiatów i roślinności – ta specyficzna mieszanka egzotycznej rześkości.
Odetchnął głęboko, ruszając chętnie przed siebie.
Droga do umówionej ławki nie była ani kręta, ani długa, wystarczyło przejść główną drogą obok najbardziej obfitej w kwiaty części oranżerii, minąć sztucznie posadzoną tu sadzawkę z fontanną i wejść w wąską, poboczną alejkę. Cienie, mnożące się za sprawą bujnych, roślinnych liści, pokrywały tu częściowo przestrzeń, osadzając się łatami na twarzy i ubraniu Jayce'a, a także, utrudniając mu rozpoznanie dawno już niewidzianego znajomego.
Gdyby nie to, że Ayaan siedział na ławce sam, w odosobnieniu, przez chwilę miałby wątpliwość, czy dobrze trafił. Sylwetka młodszego mężczyzny była bowiem zwrócona tyłem do niego. Kolor jego włosów, a także wysokość ciała wyglądały wprawdzie znajomo, ale pozostała reszta... cóż, można było rzecz, że została smagnięta przez czas.
Młody chłopak, jakim go zapamiętał, dziś był już mężczyzną, a szerokość jego ramion nabrała większej rozpiętości, choć wciąż nie mógł na tym polu konkurować z Jaycem.
Uśmiechnął się na samą myśl o tym, chętnie i pewnie zachodząc Ayaana od tyłu.
Nie był w tym ruchu niespokojny, czy natrętny, palce Byrne'a zacisnęły się szeroko na deskach ławki po obu stronach męskich ramion, a on sam nachylił się w kierunku kolegi, wdmuchując między jego pasma włosów ciepły oddech. W ostatniej sekundzie zmienił jego trajektorię, pozostawiając usta w pobliżu jego ucha:
To jak z tymi bazami...? Posunąłeś się dalej, niż do drugiej? — szepnął prowokacyjnie w jego kierunku w zamian za powitanie, dosuwając dłonie do ramion Ayaana, by jedną z nich potrzeć o jego skórę (nie)umyślnie.

Ayaan Malviya
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trzy.
Czasami miał wrażenie, że wszystkie czynniki wpływające na zmienność świata były przeciwko niemu w zmowie. Ludzie, którzy już dawno byli częścią niemal zapomnianej przeszłości nagle pojawiali się na jego drodze. Nieoczekiwanie wypełzali z cienia jak mary, choć ich obecność nie zawsze zwiastowała coś złego – a przynajmniej starał się to sobie nagminnie wmawiać. I udawało mu się to, bo do wszystkich tych, którzy stanowili fragmenty jego przeszłości przestał podchodzić sceptycznie. Jakby stare dzieje nie mogły mu już zaszkodzić.
Wydawało mu się, że jest gotowy prawie na wszystko, że niewiele jest w stanie go zaskoczyć. Może to kwestia tego, że już trochę rzeczy w jego krótkim życiu już się wydarzyło. Albo tego, że miał po prostu poukładane w głowie i nie pozwalał sobie na stan zawieszenia. Bo gdy coś się działo to on reagował od razy, nie dopuszczając do siebie pierwszej fali zdezorientowania, która uderzyłaby najmocniej. Nigdy nie spodziewał się jednak, że kręte drogi jego istnienia ponownie przetną się z mężczyzną, z którym prawie połączyło go coś więcej z Indiach. Ten przelotny romans został wtedy zduszony w zarodku, nie miał możliwości się rozwinąć. Pozostawił na języku nieprzyjemnie gorzki smak, o którym chciało się jak najszybciej zapomnieć. Ale nie dlatego, że z niedoszłym kochankiem było coś nie tak. To nie był po prostu odpowiedni moment.
Jayce Byrne – zabawne, że tak dobrze zapamiętał jego imię, skoro facet był częścią tej prawie doszczętnie pogrzebanej przeszłości... Ale wiadomości, które niedawno dostał były prawdziwe, pochodziły z tego samego konta, którego niegdyś używali by nawiązać kontakt pierwszy raz. Nic dziwnego, że Ayaan zdecydował się przyjść na spotkanie – mógłby to nazwać przypadkiem, ale to mogła być szansa, a on zawsze je wykorzystywał. Chwytał mocno i nie pozwalał im odejść. Każdą szansę traktował jak ostatnią.
Nie napawał się pięknem ogrodu, bo w Allan Gardens nie był pierwszy raz. Znał to miejsce, więc nic dziwnego, że na miejsce spotkania dotarł jako pierwszy i to bez najmniejszego problemu. Od razu rozsiadł się wygodnie na ławce, opadając plecami na drewniane oparcie. Łeb uniósł odrobinę ku górze, ale od razu zamknął oczy, chcąc uchronić wzrok przed silnymi promieniami słońca. Ciepło przyjemnie osiadło na jego policzkach i czole – nie parzyło, a ocieplało w taki sposób, że organizm stawał się senny. Mógłby się temu uczuciu oddać i zapomnieć po co tu w ogóle przyszedł.
Mógłby.
Nie usłyszał zbliżającego się mężczyzny – chwilowo tkwił w stanie wyjątkowego rozluźnienia, co otępiało jego zmysły. Dlatego gdy tylko poczuł delikatny podmuch osiadający na szyi i uchu to wzdrygnął. Jakby przerwano mu naprawdę intymny moment. Gdyby nie był ogrodach pełnych ludzi i za dnia to jego reakcja mogłaby być dużo bardziej obronna, ale znajomy głos go uspokoił, pozwolił szybko zrozumieć, że przybysz nie ma złych zamiarów.
Natychmiast odwrócił twarz w jego stronę – nie dzielił ich zbyt duży dystans, ale wciąż zachowywali bezpieczną odległość. Oczy Ayanaa niemal od razu spoczęły na ustach, z których wydostał się szept, dopiero kilka sekund później odnalazł spojrzenie Jayce'a. Niebieską barwę jego tęczówek też doskonale pamiętał.
Też miło cię widzieć — odpowiedział, jakby zaczynanie rozmowy tekstem tego typu po kilku latach niewidzenia się było czymś, czego niekoniecznie się spodziewał. — Siadaj — dodał prędko, odsuwając się od niego i pozbawiając tę chwilową walkę spojrzeń intensywności, bliskości. Wszystko pod pretekstem zrobienia mu odrobiny miejsca na ławce.
Zaczekał posłusznie aż Byrne usiądzie obok, a później od razu zwrócił się do niego. Włosy częściowo opadły mu na twarz. Poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale gardła nie opuściło żadne słowo. Możliwe, że ugryzł się w język przed pierwszą, może nieco nieprzemyślaną reakcją.
Naprawdę nadal interesuje cię tylko moje życie łóżkowe? Przez ten czas robiłem wiele innych, równie ciekawych rzeczy — odgryzał mu się, celowo. Na jego twarzy od razu pojawił się przyjemny dla oka uśmiech. Czuł, że wyśmienicie rozegrał pierwszą partię.

Jayce Byrne
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zabrakło ciepła.

Pierwsze głoski odpowiedzi Ayaana trąciły spokojem, ale również, czego Jayce zupełnie nie przewidział, zawiały odrobiną dystansu, wyczuwalnego w tonie jego głosu, czy w nagłym oddaleniu ciała od szepczących warg Byrne'a. Przez moment przekręcił głowę w bok, opuszczając jednocześnie sierp spojrzenia na nowo zaznajamianą przez niego sylwetkę.
Kędzierzawość włosów Ayaana zdawała się przy tym najpełniej oddawać naturę ich relacji – wymuskaną przez czas, charakterystyczną od samych jej podstaw, wciąż jednak nieco skomplikowaną. Zakręconą.
Ostatecznie zaśmiał się krótko, nie zdradzając nieznacznego, ciążącego mu na ramionach spięcia. Wyprostował się, obchodząc ławkę bokiem, by zająć miejsce obok chłopaka. Nieokreślone – w gruncie rzeczy może nawet nieproszone? Ograniczone do kilkunastu bezpiecznych centymetrów pomiędzy nimi.
Co innego powinno mnie teraz obchodzić?
Pytanie wydawało się niewinne, zamknięte w szczękach uprzejmej ciekawości. Kiedy jednak czas oczekiwania zwiększał się, a każda kolejna mikrosekunda osadzała się w przestrzeni między nimi, coraz bliższa jego wargom była prowokacja. Nie powstrzymał jej, gdy oparty ramieniem luźno o oparcie ławki, spoglądał w kierunku chłopaka.
Życie kanapowe nie jest tak ekscytujące, jak życie łóżkowe — dookreślił, uśmiechając się subtelnie w odpowiedzi na cudzą śmiałość. Palce dłoni, te spoczywające na oparciu ławki, musnęły niewinnie kołnierz cudzej koszulki, niemal zahaczając na niej opuszki.
Pewnie nie schlebi Ci to, jeśli powiem, że przestałeś wyglądać jak prawiczek? To główny powód, dla którego w ogóle zacząłem ten temat. Pierwszy, który przyszedł mi do głowy. Może być też ostatnim, jak już zaliczymy wymagane pitu-pitu, jeśli wstydzisz się mówić o tym teraz — wzruszył ramionami, nie czując na sobie ciężaru wstydu z powodu obranej drogi dyskusji, czy kierowanej do niego uwagi.
Deszcz bezpośrednich słów, jako wybór lepszy od milczenia, spłynął na Ayaana, urywając milczenie i drażniący dystans.
No niech będzie... to co takiego ciekawego robiłeś?
Dodatek w postaci kurtuazyjnego pytania był bonusem specjalnie dla Malviyi, Jayce bowiem rzadko przykuwał uwagę do tego co wypada, więc i w tym przypadku nie czuł silnej motywacji, by pytać go o rzeczy proste i płytkie. Znacznie ciekawiej było, gdy atakował ludzi czymś prywatnym, intymnym.
Cofnął palce z kołnierza kolegi, układając je swobodnie na deskach oparcia.
Wzrok przeniósł w tym czasie na otoczenie, zauważając od razu, że ta część ogrodów, choć wcale nie tak odległa, od początku ich spotkania pozostawała cicha, nieodwiedzona przez żadnych przypadkowych przechodniów. Tym lepiej dla nich i ich rozmowy, jeśli chcieli w spokoju „odnowić stare historie”. Jayce część z nich chętnie obudziłby do życia. Jak żarliwość młodzieńczych pocałunków i dziewiczość emocji, które wtedy czuł w połączeniu z łagodnym usposobieniem Ayaana.

Ayaan Malviya
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuł na sobie jego wzrok – niemal identyczny jak spojrzenie, z którym już się kiedyś mierzył. Tylko wtedy mógł się bać tej intensywności. Mogła go przytłaczać, przez co już na samym starcie przegrywał potyczkę. Ale tym razem było inaczej. Intensywnie niebieskie ślepia mężczyzny niewątpliwie wciąż posiadały swój magnetyzm, lecz zachowanie zdrowego rozsądku w trakcie kolejnej bitwy spojrzeń stawało się coraz łatwiejsze. Jakby częściowo uodpornił się na urok, który wcześniej potrafił go rozgromić.
Usłyszane pytanie sprawiło, że poczuł się odrobinę nieswojo. Uznał, że został potraktowany zbyt przedmiotowo. Jakby był tylko przyjemnym dla oka kawałem ciała, na którym można na dłużej zawiesić spojrzenie. Jakby nie miał do zaoferowania nic więcej, niż tylko cielesna przyjemność. Bo po tylu latach rozłąki wciąż najważniejsze było tylko to – czy psychicznie i fizycznie już dorósł na tyle, by nie bać się zrobić kilku kroków dalej. Ale przynajmniej wiedział w jakich kategoriach postrzega go Jayce, a to mu dawało przewagę, bo swoich najszczerszych intencji nigdy nie wyjawił.
I interesuje cię tylko życie łóżkowe wybrańców czy każdy kto się porusza może liczyć na ciekawość z twojej strony? — wymierzył pytanie precyzyjnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że mogło to zabrzmieć jakby chciał uzyskać jego potwierdzenie, że jest wyjątkowy. Chociaż Byrne mógł tego wcale tak nie odczytać. Ayaanowi chodziło o rozeznanie się z sytuacji – uważne wypatrywał reakcji mężczyzny, choć ten wzrok nie był nachalny, żeby sobie przypadkiem nie pomyślał, że daje mu więcej zainteresowania, bo wcale na nie nie zasłużył.
J-jak prawiczek?
Nie chciało mu się wierzyć, że w jakiejkolwiek chwili mógł pomyśleć, że walnięcie takim tekstem będzie jakkolwiek... pokrzepiające? Malviya nie wiedział co miało na celu powiedzenie, że już nie wygląda jak prawiczek – jeśli miał to był komplement to wyjątkowo nieudany. Na wiele innych sposobów można było komuś powiedzieć, że wygląda lepiej i doroślej. Pewnie dlatego od razu uznał to za jakiś nietakt z jego strony. Kolejny od zaledwie kilku minut tego spotkania.
Najwidoczniej wcześniej byłem ślepy, bo teraz takie teksty wywołują u mnie odruch wymiotny. Chyba że właśnie to cię wtedy tak we mnie zainteresowało. Że nikt mnie wcześniej nie miał — skomentował sucho, na chwilę rezygnując ze spoglądania w jego stronę. Prawie jakby chciał mu pokazać, że jego początkowe zainteresowanie choć nikłe to i tak maleje z każdym jego słowem. Ayaan nie lubił być traktowany jak dziecko, a tak właśnie się czuł. Jakby doświadczony życiowo kolega stale mu wytykał błędy i pokazywał wszystko co było nie tak. Pouczanie dla samego pouczania.
Odsunął się odrobinę, gdy poczuł jego palce na swoim kołnierzu. Ten dotyk nie był czymś czego chciał. Coś, co kiedyś mogło na niego jakkolwiek podziałać, a teraz sprawiało, że przechodził po nim niemal dreszcz.
Takie wymuszone się nie liczy. Poza tym wiem, że nie to cię interesuje. Przyznałeś się.
Nadal na niego nie patrzył, jakby wciąż w nim siedziała jakaś uraza. Poirytowało go, że po takim czasie wciąż liczyło się tylko ciało i to, co ma do zaoferowania fizyczność. Nic więcej. A przecież gdyby tylko tego chciał to mógłby znaleźć sobie kogokolwiek. Z taką aparycją nie byłoby trudno. Nawet sam Ayaan mógłby w mgnieniu oka wylądować z kimś w łóżku. Z kimś kto nie gadałby głupot. Albo nawet nie odzywałby się wcale, gdyby chodziło tylko i wyłącznie o zaspokojenie się.

Jayce Byrne
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

…każdy kto się porusza może liczyć na ciekawość z twojej strony?

Pierwsze pytanie drasnęło ego Jayce’a ledwie po powierzchni. Zostawiło rysę, wciąż jednak możliwą do spolerowania za pomocą lekkiego, żartobliwego tonu. Uśmiechnął się, traktując pytanie kolegi z dystansem. Wiedział, że sam zwykle prowokował sytuację do flirtu, i że czasem przekraczał granicę śmiałości za szybko. Spokojnie przyjmował więc do siebie każdą sugestię, która czyniła go winnym tego grzeszku, a także winnym bycia zbyt poufałym, czy nadmiernie bezpośrednim.
Wina w kontekście jego nieokrzesanego temperamentu mogła się do niego lepić jak miód, nie mogła jednak dać się wchłonąć przez świadomość Byrne’a. Zbyt gęsta, zbyt oczywista, oklejała ciało przy samej skórze. Nie wywierała na niego takiego wpływu jak kiedyś, gdy budował własną tożsamość, choć naciskała znacząco, gdy miał wyjątkowo kiepski dzień i nie miał siły walczyć ze złą łatką.
Nie lubił, gdy ktoś powielał stereotypy o nim – a jednocześnie nie dawał ludziom powodów, by można było myśleć o nim inaczej: jak o dobrym chłopcu. W tym konkretnym przypadku, w którym Ayaan zadał pytanie, a niczego nie stwierdzał, Jayce na szczęście nie czuł się oceniony – może jedynie popchnięty w kierunku tematu, którego nie planował wcześniej ruszać. A to oznaczało, że prawdopodobnie obróci go w bezpieczny żart, nie wypowiadając prawdy wprost.
Oszczędzam z tym pytaniem nieletnich i wszystkich spoza mojej “ligi”.
Lekki ton głosu wyraził się w skoczności głosek, ale także w kończącym tę wypowiedź śmiechu. Zanim jednak miał okazję całkowicie zrujnować precyzję pytania – nie zdając sobie sprawy z tego, że jego kolega oczekuje konkretnych odpowiedzi – uratował się neutralną pauzą. W tym czasie wyprostował barki, opierając się o ławkę i zagryzł na moment wargi, zastanawiając się, czy właśnie w tym punkcie chce zostawić to pytanie.
Nie chciał.
Interesuje mnie to, co intymne, bo z zaskoczenia ludzie odpowiadają zadziwiająco szczerze. Goła prawda jest lepsza, niż żadna prawda — wzruszył bezwiednie ramionami, upraszczając temat do niejednoznacznej, ale jednak dość sugestywnej alegorii.
Żadna prawda w głowie Jayce’a najczęściej oznaczała kłamstwo lub manipulację.
Goła prawda była tym, co pozostawało ludziom, gdy opuszczali gardę.
Na kolejne jego słowa zmarszczył brwi w zaskoczeniu i w jednoczesnej konsternacji. Naprawdę tak o nim myślał?, jak o predatorze, który czyhał na świeżą zdobycz? Jeśli właśnie w poszukiwaniu aprobaty Ayaana grali w grę ciepło-zimno, to Jayce nie tylko musiał być cholernie daleko od jej zakończenia, ale również sam musiał przeprogramować cel rozmowy, bo aktualnie zaczynał raczej od… …dna. Prychnął nieco rozdrażniony, bardziej jednak tym, że przestaje nadążać za tokiem ich rozmowy, niż faktem odrzucenia.
Rysa jednak pogłębiła się. Zamieniła się w pęknięcie, a tego nie mógł już załatać jednym słowem.
W naturalnej potrzebie ruchu, mimo ciągłych zmian pozycji, znów poruszył się na ławce, tym razem nachylając się do przodu i opierając przedramiona na kolanach. Z tego kąta, pomimo odwrócenia wzroku przez Malviyę, przynajmniej był w stanie dostrzec jego profil.
A potrzebował tego, jak nigdy wcześniej, próbując dojść do sedna irytacji w ciele obok. Przesunął przy tym spojrzeniem po jego ustach i oczach, nie mogąc jednak przebić się przez pancerz dystansu. Ayaan zawsze taki był… poważny?
Nie pamiętał.
Wolno, ale pewnie, opuszki palców Jayce’a podchwyciły dobrze skrojony podbródek bruneta, naciskając mocniej, by obrócić jego twarzy ku sobie i unieruchomić szczękę w stanowczym uścisku.
Nie uciekaj, chciał powiedzieć do niego, ale nie był pewien czy słusznie.
Może to była prowokacja? A może niechęć.
Albo czyste, skondensowane w jednej chwili niezrozumienie, które właśnie rozpiętrzało się na kolejne warstwy ich spotkania, wprawiając w stan nieuchronnego napięcia.
Może to spotkanie, to był błąd.
Im dłużej o tym myślał, tym mniej pewnie układał ich znajomość w całość. Głos zawiesił się po pierwszej tezie, zanim odezwał się znów.
Może nigdy nie chodziło o Twój brak doświadczenia… może niezręczność to jedyne, na co nas stać.
Puścił go wreszcie, przez krótką chwilę po uwolnieniu szczęki przyglądając się znajomym oczom (je o dziwo pamiętał dokładnie), kształtowi jego ust, a także lekkiemu zaczerwienieniu przy linii podbródka, pozostawionego na nim za sprawą palców Jayce’a.
Sory. Za mocno — mruknął w międzyczasie niemal monosylabicznie, z lekką skruchą odnośnie samego przebiegu spotkania i niezapowiedzianej chwytanki, wskazując już z odległości ręką na ten nieszczęsny ślad na szczęce Ayaana.
Zaraz potem westchnął z dezaprobatą i oparty o kolana dźwignął się z ławki.
Zawahał się przed ostatecznym odejściem.
Nigdy nie spytałem nikogo, ilu miał przede mną. Nie interesowało mnie to. Bo sam też nigdy nie chciałbym, by ktoś ocenił mnie w ten sposób.
Zawsze jestem oceniany w ten sposób, dodały gorzko myśli.
Ostatniej prawdy nie wypowiedział jednak głośno. Stała mu ością w gardle i niechęcią na języku, gdy poprawił koszulkę, i wyciągnął komórkę z kieszeni, zerkając na zegarek w telefonie.

7 minut,
tyle wystarczyło, by zweryfikowali przeszłość i jednocześnie ugrzęźli w znacznie mniej idealizowanej, mniej romantyzowanej teraźniejszości (w której spięcie – wciąż – grało pierwsze skrzypce).

Ayaan Malviya
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

„(...) spoza mojej ligi.”
Zastanawiające jak łatwo można było człowiekowi przypiąć jakąś łatkę, wsadzić go do odpowiednio zatytułowanej szufladki, przypisać do ligi. Bo każdy kategoryzował napotkane osoby według swoich własnych, nikomu nieznanych kryteriów. Ayaan mógł się domyślać czym kieruje się Jayce podczas swojej selekcji – i choć były to tylko domysły to dało się je poprzeć obserwacjami. Podczas tego krótkiego spotkania zbyt wiele razy czuł na sobie jego wzrok. Przenikliwy, przedzierający się przez tkanki, jakby chciał przeniknąć między materiałem ubrań. Wtedy patrzył na niego podobnie.
Nie zmieniło się zbyt wiele. Może jedynie to, że obaj odrobinę wyglądali trochę inaczej jeśli chodzi o fizyczność. Malviya już wcześniej dostrzegł (jak mu się wydawało) nowy tatuaż u starszego kolegi. Albo po prostu źle zapamiętał rozkład tuszu na umięśnionym ciele Byrne'a – bo przecież już raz go widział bez obcisłej koszuli zakrywającej klatkę piersiową. I bez dopasowanych do nóg spodni, zbyt ciasno opiętych w niektórych miejscach. Stój. Zawędrował w myślach za daleko, dlatego od razu się zatrzymał, obierając inny kurs. Bo przecież nie było tu mowy o jakimś fantazjowaniu na temat mężczyzny, z którym niegdyś się zbliżył. Uważał to za stare dzieje. To było coś, co nie zdążyło się nawet odpowiednio rozwinąć, nie mógł patrzeć na to co się wydarzyło poważnie. Nawet jeśli on był tuż obok.
Nie skomentował jego słów w żaden sposób. Nie powiedział, że potraktuje je jako komplement, bo to, że wpasowywał się w ligę Jayce'a było wystarczająco dobitne. Nie dopytywał też co pozwoliło mu zakwalifikować się do tego zacnego grona. Jakby jakiekolwiek zainteresowanie mogło zostać przez niego źle odebrane. Nie potrzebowali jeszcze większej dawki niezrozumienia, już i tak błądzili w tej relacji. Bo każdy stawiany krok był ostrożny, mógł ściągnąć niebezpieczeństwo. Obaj to rozumieli, ale to Byrne był większym ryzykantem.
Określenie goła prawda pasowała do bezwstydności niedoszłego kochanka. Bo tego w jaki sposób się rozglądał i w jaki sposób się zachowywał. Dopełniała obrazek, który miał przed oczami Malviya.
Przez chwilę cisza wydawała się... dłużyć. Była dziwna, gdy po drugiej stronie barykady stał ktoś, kto raczej nie pozwalał współistnieć milczeniu. Pozwalała jednak zebrać myśli. Może ułatwiała też zrozumienie swoich własnych działań i wszystkich popełnionych błędów. Po jednej stronie było ich zdecydowanie dużo.
Zmroziło go kiedy poczuł na swojej twarzy jego palce.
Nie spodziewał się tego, więc zastygł w miejscu, walcząc z wewnętrznym niepokojem, by ten nie przejął władzy nad ciałem. Nie mógł sobie pozwolić na taka chwilę słabości, nawet jeśli został zaskoczony w taki sposób. Jayce rozgrywał to... fenomenalnie. Nachalnie ocierał się o każdą granicę, którą dało się wyznaczyć. Wyciągał dłoń, brał co chciał, jednocześnie mówiąc coś, co było zupełnie sprzeczne z tym co robił. Jakby chciał rozpalić w Ayaanie coś, co prawie osiągnęli między sobą wtedy.
Ocknął się dopiero, gdy ten postanowił wstać.
W co ty grasz? O co ci chodzi? — te dwa pytania posłał od razu, jakby miały go zatrzymać, ale też totalnie go nie rozumiał. — Spotykamy się, ciśniesz mnie, ale jednocześnie komplementujesz. Nagle uznajesz, że to spotkanie to błąd, ale przy okazji obmacujesz moją twarz. A ostatecznie wstajesz i zamierzasz odejść. Taka jest twoja taktyka? Chcesz mi zrobić sieczkę z mózgu? — między słowami pokazał mu jak... dziwnie się czuł. Że te dwuznaczności były zbyt trudne do zrozumienia nawet dla niego. Chociaż sam miał ambiwalentne odczucia – chciał żeby odszedł, ale chciał też żeby został. Obce uczucie, które było dla niego... zupełnie nowe.
Nie wiem po co te gierki — dodał po chwili. — Niezręczność to jedyne, na co nas stać... — powtórzył jego słowa sprzed chwili. — Wiesz, że dużo prościej byłoby zapytać wprost czy nadal mam ochotę się z tobą pieprzyć?
Malviya z pewnością był bardziej poważny. Ale był też zmęczony całą tą otoczką, którą sprezentował mu Jayce. Przecież doskonale wiedział czego ten facet chce.

Jayce Byrne
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
ODPOWIEDZ

Wróć do „Allan Gardens”