what do i say when there's nobody listening?
: sob sie 08, 2026 11:04 pm
Tutaj postanowiła zostawić pole do popisu Cyrusowi.
Niech sam zdecyduje, z kim rozmawiał. To, że ona wiedziała, że z nią samą, z tą wersją, której jeszcze nie była w stanie mu kiedyś pokazać, było już sprawą podrzędną. Wiedziała, że nie polubiłby tej części jej osoby. Nie należała do tego wycinka jego życia, który chciał prowadzić. Zawsze i d e a l n y. Wszyscy mieli nad nim wzdychać. Nad jego wyglądem, nad stylem życia, który prowadził, nad tym, że u niego wszystko musiało być pod kontrolą. Wszystko miało swoje miejsce. Wszystko miało swoją funkcję. Ona też kiedyś miała ją mieć. Dekoracja u jego boku. Ale teraz?
Wyglądała jak coś, czym Cyrus gardziłby jeszcze kilka lat temu. Wytatuowana, z mocnym makijażem, ciemnymi długimi włosami i strojem, który krzyczał chaosem na długo zanim ona zdążyła się odezwać. To nie była już ta blond Callie z naturalnym makijażem i kwiecistą sukienką, wyglądająca jak uciekinierka z little house on the Prairie. Teraz była najbliżej wersji siebie, jaką kiedykolwiek mogła być. Mógł więc zdecydować sam za siebie, czy chciał pociągnąć za spust i sprawdzić, czy da radę zmierzyć się z tą wersją, której jeszcze nigdy nie zaznał. Dawała mu wybór…
Szeroki uśmiech spowił jej usta, uwydatniając dołeczki w policzkach. Ha. Był zabawny. - jestem, a może właśnie nawiedzam cię jako duch z przeszłości, huh? Rozważyłeś tę opcję? - zerknęła mu prosto w oczy, przykładając dłoń do jego czoła, które było delikatnie ciepłe. Cholera. Pomimo tego, że właśnie z nim igrała, używając byle jakiego pretekstu, żeby go dotknąć, działał na nią w sposób, którego nigdy by się po sobie nie spodziewała. A może wręcz przeciwnie. Może dokładnie tego powinna była się spodziewać, bo Cyrus Lockhart zawsze działał na nią w ten sposób, bez pytania o pozwolenie. - Nie bądź taki pewny siebie, bo jeszcze ręka ci się omsknie, kiedy za bardzo zaczniesz fantazjować o moim ciele. - uniosła brew i parsknęła cicho pod nosem.
Jeszcze bardziej niż wtedy.
Wydawało jej się nawet, że jego niebieskie oczy nabrały większej głębi, ale może to były tylko promienie słońca odbijające się od tęczówek? Może ten cholerny fartuch, zapach jego perfum i fakt, że stał tak blisko, robiły z nią rzeczy, za które momentalnie chciała się wstydzić? Uczucie złości przepływało przez Callie małymi, wzmożonymi falami, jakby zbierały się gdzieś głęboko w niej, czekając, aż uformują tsunami. Ostatnią falę, która uderzy w niego z taką siłą, że już nic z niego nie zostanie. Potrzebowała tylko czasu. I planu. Musiała dowiedzieć się, jaka była jego słabość. A potem wykorzystać ją przeciwko niemu.
Przewróciła oczami na jego słowa i westchnęła głęboko. - Płaczę na bajkach, już nie przez niedorozwiniętych mentalnie chłopców - prychnęła. - Jeśli siedzisz na tej… hm… - Zmrużyła oczy, czytając nazwę oddziału, na którym pracował. - Neurochirurgii - dokończyła z lekkim uśmiechem. - to sam powinieneś wiedzieć, że kora przedczołowa u mężczyzn potrafi dojrzewać trochę później - Spojrzała na niego z miną mówiącą - widzisz? jednak nie jestem taka głupiutka, awhiii.- Miała sporo czasu na czytanie wszystkiego i niczego w psychiatryku. Poza tym chciała na własną rękę dowiedzieć się, co się z nią działo. Dlaczego nie była taka jak inni. Dlaczego była zniszczona
Lgnęła do niego.
Kurwa.
Ciało wrzeszczało tak.
Dotyk jego dłoni na talii rozprowadzał przyjemne ciepło po jej organizmie. To, jak bezwiednie wplatała palce w jego włosy, jak wpatrywała się w jego oczy, zupełnie tak samo, a może nawet z większą ilością niewypowiedzianych emocji niż kiedyś, było niemal absurdalne. Jakby robiła to od zawsze. Jakby nie minęło osiem lat. Jakby ich ostatnie spotkanie nie zostawiło po sobie ruin, na których teraz próbowała stać pewnie. - Och, ale ja już nie potrzebuję na nic twojego pozwolenia, Lockhart - zacisnęła palce mocniej, ciągnąc go za włosy, po czym posłała mu słodki uśmiech. Gdy okazało się, że on również pamiętał to, co powiedział jej wiele lat temu, przysunęła się bliżej. - mhm… ale jeszcze nie sprawdziłeś, jak śmiertelna potrafię być, Cy. - Przejechała nosem po jego policzku, po chwili trącając swoim nosem jego nos. Jeszcze tylko jeden moment… jeden urywany oddech. Jeszcze jedna sekunda tej chorej bliskości, która pachniała zemstą i wszystkim tym, czego powinna się wyrzec już dawno temu…
Potem zawibrował jego telefon.
Callie odsunęła się i spojrzała na niego ostatni raz, - Miło było cię widzieć - rzuciła, choć jej ton sugerował coś zupełnie przeciwnego. Wyciągnęła kluczyki z torebki i odpaliła swoją różową hulajnogę. Zapomniała dzisiaj kasku, ale przecież nie będzie się przed nim z tego tłumaczyć, prawda? Już więcej nie spojrzała w jego kierunku. Po prostu ruszyła do domu. Tam, po kilku wymianach zdań z matką, która oczywiście musiała skomentować jej wygląd, twierdząc, że sama prowokowała ludzi tym, jak się ubierała, Callie ruszyła prosto do swojego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i nie wyszła z niego przez resztę wieczoru. Umyła się w łazience połączonej z sypialnią, zmyła makijaż i rzuciła się na kanapę przy ścianie (taka kjut fajna, zielona vintage), przeglądając reelsy na Instagramie. Próbowała udawać, że jej mózg nie wraca co chwilę do tego samego miejsca. Do parkingu… do jego dotyku… zapachu. Cyrus siedział z tyłu jej głowy…. Nie wierzyła, że doszło do ich spotkania właśnie w taki sposób. I jak na złość, jakby los nie zrobił dzisiaj wystarczająco dużo, na górze ekranu pojawiła się nowa wiadomość na Instagramie. Kliknęła ją odruchowo. Przez moment serce stanęło jej w piersi. Bo ją znalazł.
goodbye