Cyrus wszystko dokładnie przemyślał;
jak zawsze.
Poczeka, aż psychiatra opuści pomieszczenie, zanim odwróci się w stronę dziewczyny. W tym momencie nie chciał być z nią w żaden sposób powiązany, bo przecież mogłoby mu to bardzo zaszkodzić, a Bowen lubił plotkować z pielęgniarkami. Wieść o jego tajemniczej znajomości z pacjentką, obiegłaby cały szpital, a tego zdecydowanie musiał uniknąć. Inni lekarze czy pracownicy obiektu uważali go za człowieka chłodnego i zdystansowanego, a niektórzy tłumaczyli jego nieprzyjemny charakter, ludzkim pracoholizmem. Nie wychodził na spotkania integracyjne, a już na pewno nie był człowiekiem zanadto gadatliwym. Fakt, że nagle pojawił się ktoś, z kim łączyła go wspólna przeszłość, byłby ogromną sensacją.
Dopiero, gdy został z nią sam, pozwolił sobie na mozolne przesunięcie spojrzeniem po jej p i ę k n e j twarzy. To chore. Osiem lat temu, nie potrafiłby spojrzeć na nią bez cienia pogardy lub politowania w oczach. Nie widział w niej urody czy atrakcyjności, ale dziewczynę, którą wepchnięto w jego ramiona, żeby zrobić z niej pośmiewisko. Była dla niego jedynie słodką zabawką, która naiwnie podążała za wszystkim, co mówił. Do czasu, aż jego głupie, nastoletnie serce przestało odróżniać przyzwyczajenie od uczuć, wszystko było w porządku. Może rzuciłby ją trochę później, gdyby nie fala wątpliwości i myśli, które wtedy zaczęły kotłować się w jego umyśle. Ale Cyrus potrzebował tamtego momentu, bo to właśnie on ukształtował całą jego osobowość, jak i przyszłość, z której był przecież niby zadowolony.
Teraz nie potrafił się skupić. Patrzył na jej buzię, oczy i ładne usta, które sprawiały, że sam nie był już pewien, czy dziewczyna, siedząca tuż przed nim to na pewno Calliope. Na pewno nie podobała mu się wtedy aż tak bardzo. Irytowała go i nie widział w niej nic olśniewającego, a teraz każdy centymetr jej wytatuowanego ciała, wydawał mu się fascynujący. Jak można tak drastycznie zmienić się w przeciągu paru lat? To nie było tylko dorośnięcie. To nie była ledwie zauważalna zmiana; Calliope była kompletnie inną osobą niż zapamiętał. A może to w jego głowie coś się nieodwracalnie przewróciło?
Cyrus opuścił spojrzenie na jej palce, zaciskające się na spódnicy. Zauważał te drobne detale w jej zachowaniu; był spostrzegawczy, a poza tym miał umysł analityka. Badał ją samym wzrokiem niemal jak szalony, próbując odczytać każdą jej potencjalną myśl. A przy tym zapomniał o pilnowaniu tych swoich, bo to nadal nie do końca weszło mu w nawyk. Musiał się ciągle pilnować i przypominać sobie, że perfekcjonizm wywodzi się ze skupienia i ciężkiej pracy. Miał wrażenie, że przez jej twarz przeszło wiele sprzecznych emocji w bardzo krótkim czasie. Przechylił głowę do boku, wciąż przyglądając jej się z wyuczoną uwagą.
Też miło cię widzieć, Lockhart.
Kącik jego ust drgnął; sam tylko nie wiedział, czy bardziej w rozbawionym, czy też kpiącym uśmiechu, który ostatecznie nie pojawił się na jego wargach. Próbowała odgrywać pewną siebie i obojętną — to było do przewidzenia. To znaczy byłoby, gdyby zamiast Callie siedziałaby tu jakakolwiek inna dziewczyna.
— Lockhart? — powtórzył za nią, tym razem autentycznie uśmiechając się z wyraźnym politowaniem.
— Powinienem ci przypomnieć, jak słodko mnie kiedyś nazywałaś? — zapytał, śmiejąc się pod nosem.
— Cy? — mruknął, udając ton jej głosu.
— Ach, no tak. Teraz pewnie moje imię jest dla ciebie jak przekleństwo — rzucił nieco teatralnie, zanim cmoknął z dezaprobatą.
Dość gwałtowną odpowiedź dziewczyny, skwitował krótkim uniesieniem brwi.
A to nowość.
Nie miała tak ciętego języka, gdy widzieli się po raz ostatni; nie uznawał tego jednak za wadę, a za kolejny ciekawy dodatek do ich spotkania po latach. Cyrus nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebował, by choć przez chwilę poczuć się żywym. Ludzie w jego oczach byli tak samo monotonni i nudni; do pewnego stopnia, nawet go zaczynało to nużyć i męczyć. Czuł się jak robot, który funkcjonował na podstawowych potrzebach. Ta odsłona Calliope była dla niego niesamowitym zjawiskiem, który chętnie by zbadał. Mogła być dla niego jeszcze większą rozrywką, niż kiedyś. Widząc, że dziewczyna od razu wstaje z miejsca, gdy tylko w jego ręce trafiła teczka z jej dokumentami, Cy bez zawahania uniósł dłoń tak wysoko jak tylko mógł.
— Za co mnie zgłosisz? — zapytał, spoglądając na jej twarz z bliska, nie czując się w żadnym stopniu wybity przez tą nagłą bliskość.
— Za to, że lekarz chce przejrzeć twoje dane medyczne? — zapytał ironicznie, p a r s k a j ą c pod nosem, gdy uderzyła go w ramię.
Cyrus miał ochotę po prostu się roześmiać. A on nigdy tego nie robił.
Miał wrażenie, że to wszystko było dziwnym snem i nie działo się naprawdę. Nie mógł mieć takiego szczęścia; dziewczyna nie mogła magicznie znowu się przed nim pojawić, prawda? Lockhart się zmienił. Potrafił panować nad swoimi instynktami, słowami i nad tym, czego chciał. Nie widział więc przeszkód, by znowu przejąć kontrolę nad czymś, co mogłoby dodać do jego życia więcej skrajnie ekscytujących emocji. Mężczyzna nie ruszył się, podążając za nią spojrzeniem i przygryzł dolną wargę, by znów się nie zaśmiać.
Nie idź za mną.
Jedną z rzeczy, których najwidoczniej nie potrafiła się nauczyć, było to, że Cyrus nie słuchał rozkazów innych ludzi. Nagle — zupełnie niespodziewanie — to, że ktoś mógłby zobaczyć ich razem, przestało mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Bez dłuższych przemyśleń, ruszył w ślad za nią. Nie dogonił jej ani nie krzyczał, by się zatrzymała. Szedł żywym tempem, parę długich kroków za nią, wciąż nie wyciągając rąk z fartucha, jakby to była najnormalniejsza sytuacja na świecie. Boże, nie potrafił spuścić wzroku z jej sylwetki. Nie mógł pozwolić jej uciec. Nie teraz, gdy nagle miał ochotę na więcej.
Po raz pierwszy w życiu naprawdę chciał jej teraz dotknąć.
Dopiero wychodząc z budynku, Cyrus dogonił ją dwoma krokami, chwytając ją mocno za nadgarstek i odwracając gwałtownie w swoją stronę, przez co prawie na niego wpadła.
— Nieładnie wychodzić bez pożegnania — odparł beznamiętnie, zaciskając palce na jej skórze.
— Zrobiłaś się strasznie wyszczekana. To też część nowego stylu bycia? — mruknął, puszczając jej dłoń, by przesunąć palcami po swoich włosach.
— Zawiodłem się. Taka byłaś we mnie zakochana, a tak szybko teraz uciekasz — westchnął, ewidentnie czerpiąc przyjemność; z całej tej rozmowy i z całej jej wizyty w szpitalu.
Wystarczyła zaledwie minuta, żeby Cyrus znów zapragnął kontroli.
A może bardziej niż kontroli, wbrew samemu sobie i wszystkiemu co znał, nagle zapragnął właśnie jej.
welcome back