27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
auditory hallucinations, mental health issues, dysfunctional family dynamics, trauma
i walk this earth all by myself

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

miesiąc wcześniej

Kolejny miesiąc. Kolejny tydzień. Kolejny czas złudnych terapii w Mount Sinai Hospital. Calliope uczęszczała na różne terapie od momentu, w którym jako dziewiętnastolatka wróciła do domu po rocznym pobycie w zakładzie psychiatrycznym. Tam ilość leków, które dostawała, co prawda trochę przyciszała i przytępiała jej drugi głos, ale jednocześnie sprawiała, że czuła się tak, jakby wszystkie emocje zostały z niej wyssane. Jakby ktoś odciął ją od samej siebie, zostawiając jedynie puste ciało, które miało oddychać, jeść, spać i nie sprawiać żadnych p r o b l e m ó w. Na szczęście po powrocie do domu jej matka bardzo szybko przypomniała jej, jak to jest doświadczać innych emocji. Na przykład złości i irytacji. David z kolei przypomniał jej, czym było o b r z y d z e n i e.

Callie dość szybko nauczyła się, że z tym drugim głosem można żyć. Czasami nawet go słuchała. Czasami korzystała z niego, żeby dostać to, czego chciała. Żeby przetrwać. Ale odkąd trafiła na psychiatrę Dr Bowena, który od roku uczył ją, że powinna w końcu postawić na swoją osobowość, swój głos i swoje własne decyzje, Calliope chyba naprawdę zaczęła to robić.
Chyba.
Ta blond dziewczynka, która kiedyś pragnęła aprobaty z każdej strony, wiecznie obawiając się, że kogoś zdenerwuje samym swoim istnieniem, powoli zamieniała się w kobietę odzianą w czerń, słodkie akcesoria i tatuaże oplatające jej skórę niczym małe, prywatne pejzaże. Zaczynała żyć. A co najważniejsze, zaczynała siebie lubić. Wzięła głęboki oddech, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze łazienki. Ochlapała dłonie zimną wodą, po czym skinęła głową sama do siebie, próbując dodać sobie odwagi przed kolejną tygodniową terapią. Dasz radę. No i po co do niego chodzisz, wiesz, że go nie lubię! Pomaga mi.. Ugh. Przymknęła powieki, zacisnęła palce na brzegu umywalki i po chwili wypuściła powietrze z płuc. Dzisiaj miała spróbować. Tylko tyle. Mały kroczek do przodu. Tak mówił Bowen. Małe kroki były lepsze niż stanie w miejscu, nawet jeśli czasami miała wrażenie, że jeden taki krok kosztował ją więcej niż innych ludzi całe życie.

Wychodząc z łazienki, zahaczyła torebką o klamkę. Szarpnęła ją nerwowo, próbując się uwolnić, i w tej samej chwili wpadła prosto na kogoś stojącego po drugiej stronie drzwi. - Przepraszam - wyrzuciła z siebie szybko, nawet nie przyglądając się tej osobie. Nie zatrzymała się. Nie miała na to czasu. Poprawiła pasek torebki na ramieniu i ruszyła niemal biegiem w kierunku odpowiedniego oddziału. Dzisiejsza rozmowa skupiała się na tym, czego Callie naprawdę żałowała w swoim życiu. Wzięła głęboki oddech, wpatrując się w podłogę. - Ta sytuacja z czasów college’u, doktorze… - zaczęła cicho, zaciskając palce na materiale spódnicy. - Chciałabym, żeby to się nigdy nie wydarzyło. Żebym jakoś inaczej wtedy do wszystkiego podeszła. - Doktor Bowen poprawił się na fotelu i odchrząknął. - Calliope, nie zmienimy już tego, co się wydarzyło - powiedział spokojnie. - Ale możesz skupić się na tym, co jest tu i teraz. Zacznijmy od małych kroczków, dobrze? - Uśmiechnął się łagodnie, poprawiając okulary na nosie. - Mhm - przytaknęła, - Dobrze. To zacznijmy od tego, że od teraz, w jakiejkolwiek relacji, spróbujesz słuchać swojego głosu. Nie głosu drugiej Callie. Swojego. Drugą Callie odstaw na bok, dobrze? - Spojrzał na nią uważnie. Czy on mówi poważnie? Nie możesz mnie odstaaaahhhh… - Dobrze - odparła, wbijajac paznokcie w uda. - Spróbuję. - Kłamczucha. - A co, jeśli jednak nie dam rady? - zapytała po chwili, unosząc na niego spojrzenie. - Wtedy porozmawiamy o tym na kolejnej wizycie - odparł Bowen. - Tym razem za dwa tygodnie, dobrze?

Callie skinęła głową, choć w środku nie czuła się spokojniejsza. Dwa tygodnie brzmiały jak wieczność. Kiedy rozmowa dobiegała końca, usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Odwróciła głowę. W progu zobaczyła wysokiego blondyna z narzuconym na siebie fartuchem. Stał tam tylko przez chwilę, ale jej serce i tak zdążyło zatrzymać się w piersi. Bo przez moment mogłaby przysiąc, że to był nikt inny, jak jej pierwsza miłość.

Cyrus.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Minęło zaledwie szesnaście godzin.

Cyrus nie zmrużył oka od dwudziestu czterech godzin. Od szesnastu pracował za to bezustannie, opuszczając szpitalne mury jedynie po to, żeby zapalić, gdzieś za tyłami magazynu, należącego do pielęgniarek. Od trzydziestu pięciu minut, znajdował się na sali operacyjnej, zakładając zewnętrzny drenaż komorowy swojemu pacjentowi. Blondyn zerknął na niewielki otwór w czaszce, czując na sobie spojrzenie swojego przełożonego; nie czuł presji, jedynie pewne wsparcie i aprobatę, która dodawała mu jeszcze więcej pewności siebie. Sięgnął po cienki cewnik, po czym opierając się na punktach orientacyjnych, zaczął wprowadzać go w głąb mózgu. Lockhart pracował dziesięć lat na to, żeby znaleźć się w tym miejscu, udając przy tym, że wcale nie miał kompleksu boga. Jego ego przewyższało samoocenę wszystkich osób, znajdujących się aktualnie w pomieszczeniu i to tylko dlatego, że samodzielnie przeprowadzał operację. Będąc chirurgiem miał swoją pieprzoną, ukochaną k o n t r o l ę. Mógł zrobić wszystko. Oczywiście, miałoby to pewne konsekwencje, ale nic nie ekscytowało go w ten chory sposób, jak poczucie władzy i kompletnej decyzyjności.

Nie zmieniało to jednak faktu, że mężczyzna miał prawo być zmęczony. Źle sypiał od paru dobrych lat, zatapiając się w dokumentach medycznych, nauce i problemach świata psychologicznego, który zaczął studiować na własną rękę zaraz po college’u. Fascynowało go to, jak działa ludzka psychika; jak podatna była na świat zewnętrzny, na czas rozwoju i dorastania, na kontrolowane bodźce, na traumy i na procesy, które były daleko poza zasięgiem przeciętnego człowieka. Cyrus tłumaczył to sobie głodem na naukę, ale w rzeczywistości próbował odnaleźć odpowiedzi na swoje własne pytania. Próbował zrozumieć, co działo się w jego własnej głowie, gdy podejmował każdą tę decyzję, która z punktu widzenia zwykłego człowieka, wydawała się irracjonalna i niemal okrutna. Bo to akurat nie zmieniło się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat; Lockhart nie przyjmował do siebie żadnych uczuć. Był zamknięty w bańce, która go chroniła, a z której jednocześnie mógł przyglądać się innym ludziom. Wypracował bezpieczny schemat, który do tej pory nie zawiódł go ani razu.

Wychodząc z udanej operacji, Cy przetarł palcami zaczerwienione oczy. Zostało mu osiem godzin zmiany całodobowej, zanim będzie mógł wrócić do domu. Pierdolone standardy trzymania rezydentów w szpitalu dłużej niż kogokolwiek innego z obsługi. To było nieludzkie, nawet jak dla niego. Mężczyzna szedł w kierunku pokoju socjalnego, żeby napić się kawy, zanim ktoś wpadł prosto na niego. Blondyn odetchnął ciężko, opuszczając nieco nerwowe spojrzenie na tę nieuważną dziewczynę. I przez ten ułamek sekundy, Cyrus naprawdę miał nieodparte wrażenie, że m a j a c z y. Chociaż wszystko, co widział było sprzeczne z tym, co pamiętał.

Nie zdążył nawet zareagować, bo ciemnowłosa dziewczyna, zniknęła gdzieś za rogiem. Rezydent przez sekundę stał w miejscu, po czym ruszył za nią, kierując się swoją niezastąpioną intuicją. Nieznajoma weszła do pokoju jego przyjaciela, zajmującego się psychoterapią. Cyrus zamrugał mozolnie, przysiadając na krześle przed pomieszczeniem, a jego umysł zalała fala dziwnych myśli i wspomnień, ukrytych tak głęboko, że zdziwił się jak łatwo było je rozbudzić. Potarł palcami zarost na swojej brodzie, ostatecznie podejmując decyzję o wejściu do środka; w końcu też był lekarzem.

Lockhart wszedł do środka, wsuwając dłonie w kieszenie fartucha, od razu zwieszając spojrzenie na swoim… przyjacielu. Tak się ponoć mówi o osobach, z którymi dobrowolnie spędza się sporo czasu. — Bowen, koordynator potrzebuje twojej porady — powiedział dość obojętnie. — Więc, jeśli już skończyłeś to powinieneś do niego lecieć — zasugerował, kiwając lekko głową w stronę wyjścia. Dopiero wtedy przeniósł wzrok na dziewczynę. Mógłby jej nie poznać. Zmieniła się tak bardzo, że przez chwilę nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Jej ciało było dość gęsto pokryte tatuażami, a włosy były równie czarne, co noc. Wyglądała tak obłędnie, że Cyrus sam do końca nie wierzył, czy to co widzi jest w ogóle prawdziwe; może nikotyna, kofeina i zmęczenie zupełnie wyżarły jego płuca i mózg.

A jednak oczy człowieka nigdy się nie zmieniają. Gdy Dr Bowen praktycznie wybiegł z pomieszczenia na spotkanie z koordynatorem, uprzednio oczywiście, żegnając się ze swoją pacjentką, Cyrus przesunął się subtelnie w stronę biurka, o które oparł się tuż przed Calliope, by lepiej ją widzieć. — Tak myślałem, że to ty, Callie — powiedział, po raz pierwszy w życiu zdrabniając jej imię i robiąc to stuprocentowo świadomie. — Prawie cię nie poznałem, ale głos i oczy, zdradzają człowieka — dodał. Jego głos wydawał się niewzruszony, jakby całe to niespodziewane spotkanie nie zrobiło na nim wrażenia. Zastanawiał się, co tu robiła i dlaczego potrzebowała wizyt u psychiatry. Miał dużo pytań i Cy lubił konkretne odpowiedzi, ale nie zadał jeszcze żadnego z nich.

Calliope. Callie. Słodka Cal. Jego umysł nie potrafił przetworzyć tego, co widział i nie wiedział, jak pogodzić to z tym, co działo się w jego głowie od wielu lat; istna burza.
— Zmieniłaś się. Nadal zachowujesz się jak obłąkana? — zapytał, jakby wyrwał się z niego ten głupi dziewiętnastolatek, który zostawił ją samą w tamtym pokoju tamtego roku. — Twój styl teraz pasowałby do tego szaleństwa w głowie — stwierdził, mierząc całą jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. Choć teraz wyglądała zdecydowanie lepiej, niż gdy widział ją po raz ostatni. Rezydent zerknął na teczkę z jej papierami, którą Bowen zostawił na biurku i chwycił ją, nie otwierając jej, ale obracając ją w swoich dłoniach. — Fascynujące — mruknął, unosząc kącik ust w czymś, co przypominało krzywy uśmiech.

oh, sweet callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Nie wierzyła w to, co właściwie się odpierdalało.

Cyrus Lockhart, we własnej osobie, stał teraz w pokoju, w którym kończyła terapię. Ten sam Cyrus, który osiem lat temu porzucił ją samą w sypialni jednego z frat house’ów. Ten sam, którego przyjaciele wykorzystali ją jeden po drugim. Ten sam, którego niegdyś obdarzyła bezgraniczną miłością, stał tutaj dumnie, z dłońmi wsuniętymi w kieszenie fartucha. Obserwowała go uważnie. Bujne blond włosy. Zmężniała twarz. Lekki zarost. Zmienił się. Był wyższy, jeszcze przystojniejszy, bardziej pewny siebie. Wszystko się zmieniło.

Tylko nie oczy.

Niebieska tafla w dalszym ciągu odbijała się w jego tęczówkach, w których kiedyś zatonęła bez żadnej próby ratunku. Tylko teraz? Teraz miała na sobie kamizelkę ratunkową. Zdezorientowana spojrzała na doktora Bowena, który najwyraźniej okazał się jego znajomym. Fuck. Gdyby tylko wiedział, że większość rozmów, które odbyli przez ostatnie miesiące, toczyła się właśnie wokół człowieka, który teraz mówił mu coś o koordynatorze. Cholera. Zacisnęła palce na materiale spódnicy, starając się uspokoić. O wow, wyrobił się. Mogłaś jednak bardziej się o niego postarać. Przestań. No a nie mam racji? Nie obchodzi mnie to. Walczyła z własnymi myślami, kiedy Cyrus przeniósł na nią spojrzenie. Automatycznie się wyprostowała, nie odrywając od niego swoich ciemnych oczu. Jej twarz pozostała poważna. Nie chciała, żeby zobaczył, jaką reakcję naprawdę w niej wywołał. Nie mogła mu tego dać. Nie po tym wszystkim.

A mimo to nie potrafiła oderwać od niego wzroku...

Kiedy zauważyła, że doktor Bowen niemal wybiegł z sali, przeniosła spojrzenie na drzwi, a potem z powrotem na Cyrusa. Oparł się o biurko tak zachowując się jakby miał do tego prawo… jakby sobie na to zasłużył…Jakby nie wszedł właśnie do pomieszczenia, w którym przez miesiące próbowała poskładać się po rzeczach, które w pewnym stopniu nosiły jego imię. Nie chciała zostawać z nim sama w jednym pokoju.
Wait a damn minute…
Czy on nazwał mnie Callie?

Brzmiało to wręcz nienaturalnie, gdy wypadło z jego ust. Kiedyś pewnie przeprosiłaby go za to, że prawie jej nie rozpoznał. Powiedziałaby coś słodkiego. Poprosiłaby o wybaczenie. Może spróbowałaby zażartować, żeby tylko złagodzić napięcie. Cholera wie, co jeszcze byłaby gotowa zrobić, byle tylko nie patrzył na nią z takim chłodem. Teraz też jakaś część niej chciała to zrobić. Chciała zrobić na nim wrażenie. Chciała, żeby spojrzał na nią i zobaczył kogoś, kogo mógłby żałować. Kogo mógłby p r a g n ą ć. Kogo mógłby stracić po raz drugi i tym razem naprawdę to p o c z u ć. Ale przecież miała w końcu postawić na siebie. Ten jeden raz. Na s i e b i e. Wzięła głębszy oddech i przewróciła oczami. - Też miło cię widzieć, Lockhart. - Nie chciała nawet wypowiadać jego imienia. Była na niego cholernie zła. Rozżalona tym, jak ją wtedy porzucił. Przez krótką chwilę przeszło jej nawet przez myśl, że może to był jakiś okrutny znak od losu…że może teraz mogła rozegrać z nim karty tak, jak od lat wyobrażała to sobie w głowie. Ale w tamtym momencie nie miała ochoty z nim rozmawiać. Nie miała ochoty oddychać tym samym powietrzem. Nie zasługiwał na to. Nie wiedziała, czego od niej chciał, ale wyraz jego twarzy zwiastował coś niemal okrutnego.

Obłąkana?

Wbiła paznokcie w udo, próbując zdusić w sobie gniew. Naprawdę próbowała. Tylko że nie wytrzymała. - Ja z naszej dwójki przynajmniej się leczę - prychnęła pod nosem, marszcząc brwi w niezadowoleniu, jednak kiedy zauważyła, że sięgnął po jej teczkę, gwałtownie podniosła się z krzesła i przysunęła do niego. Na całe szczęście miała na sobie wysokie buty na platformie, więc wyciągnięcie dłoni, lekkie podskoczenie i wyrwanie folderu po kilku próbach nie okazało się aż takim problemem. - Ogarnij się - rzuciła zdenerwowana, po czym zamachnęła się i uderzyła go teczką w ramię. - Zgłoszę cię za za… - urwała, zapowietrzając się nagle, kiedy zdała sobie sprawę, jak blisko niego naprawdę się znalazła. Zdecydowanie za blisko. - Ugh - wyrzuciła z siebie ze złości i natychmiast się odsunęła. Chwyciła torebkę, rozsunęła ją nerwowo i wsunęła do środka folder z dolegliwościami, który po prostu odda za dwa tygodnie. Nie mogła pozwolić, żeby przeczytał, co się tam znajdowało. Nie chciała dawać mu tej kontroli. Tej władzy nad sobą. Już raz mu ją oddała.. i wystarczyło. Spojrzała na niego spod byka. - Nie idź za mną - wyrzuciła z siebie i ruszyła w kierunku drzwi, chwyciła za klamkę i wyszła na długi szpitalny korytarz. Cholera jasna. Była silna. Nienawidziła go. Chciała się zemścić za wszystko, co jej zrobił. A jednocześnie tak kurewsko bardzo chciała chwycić go za ten cholerny fartuch, przyciągnąć do siebie i pocałować, jakby przez ostatnie osiem lat nie czekała właśnie na to jedno, obrzydliwie niemożliwe zderzenie. Pachniał tak zajebiście dobrze...

Nawet po tylu latach działał na nią jak jej osobista trucizna.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

psycho
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus wszystko dokładnie przemyślał; jak zawsze.
Poczeka, aż psychiatra opuści pomieszczenie, zanim odwróci się w stronę dziewczyny. W tym momencie nie chciał być z nią w żaden sposób powiązany, bo przecież mogłoby mu to bardzo zaszkodzić, a Bowen lubił plotkować z pielęgniarkami. Wieść o jego tajemniczej znajomości z pacjentką, obiegłaby cały szpital, a tego zdecydowanie musiał uniknąć. Inni lekarze czy pracownicy obiektu uważali go za człowieka chłodnego i zdystansowanego, a niektórzy tłumaczyli jego nieprzyjemny charakter, ludzkim pracoholizmem. Nie wychodził na spotkania integracyjne, a już na pewno nie był człowiekiem zanadto gadatliwym. Fakt, że nagle pojawił się ktoś, z kim łączyła go wspólna przeszłość, byłby ogromną sensacją.

Dopiero, gdy został z nią sam, pozwolił sobie na mozolne przesunięcie spojrzeniem po jej p i ę k n e j twarzy. To chore. Osiem lat temu, nie potrafiłby spojrzeć na nią bez cienia pogardy lub politowania w oczach. Nie widział w niej urody czy atrakcyjności, ale dziewczynę, którą wepchnięto w jego ramiona, żeby zrobić z niej pośmiewisko. Była dla niego jedynie słodką zabawką, która naiwnie podążała za wszystkim, co mówił. Do czasu, aż jego głupie, nastoletnie serce przestało odróżniać przyzwyczajenie od uczuć, wszystko było w porządku. Może rzuciłby ją trochę później, gdyby nie fala wątpliwości i myśli, które wtedy zaczęły kotłować się w jego umyśle. Ale Cyrus potrzebował tamtego momentu, bo to właśnie on ukształtował całą jego osobowość, jak i przyszłość, z której był przecież niby zadowolony.

Teraz nie potrafił się skupić. Patrzył na jej buzię, oczy i ładne usta, które sprawiały, że sam nie był już pewien, czy dziewczyna, siedząca tuż przed nim to na pewno Calliope. Na pewno nie podobała mu się wtedy aż tak bardzo. Irytowała go i nie widział w niej nic olśniewającego, a teraz każdy centymetr jej wytatuowanego ciała, wydawał mu się fascynujący. Jak można tak drastycznie zmienić się w przeciągu paru lat? To nie było tylko dorośnięcie. To nie była ledwie zauważalna zmiana; Calliope była kompletnie inną osobą niż zapamiętał. A może to w jego głowie coś się nieodwracalnie przewróciło?

Cyrus opuścił spojrzenie na jej palce, zaciskające się na spódnicy. Zauważał te drobne detale w jej zachowaniu; był spostrzegawczy, a poza tym miał umysł analityka. Badał ją samym wzrokiem niemal jak szalony, próbując odczytać każdą jej potencjalną myśl. A przy tym zapomniał o pilnowaniu tych swoich, bo to nadal nie do końca weszło mu w nawyk. Musiał się ciągle pilnować i przypominać sobie, że perfekcjonizm wywodzi się ze skupienia i ciężkiej pracy. Miał wrażenie, że przez jej twarz przeszło wiele sprzecznych emocji w bardzo krótkim czasie. Przechylił głowę do boku, wciąż przyglądając jej się z wyuczoną uwagą.

Też miło cię widzieć, Lockhart.


Kącik jego ust drgnął; sam tylko nie wiedział, czy bardziej w rozbawionym, czy też kpiącym uśmiechu, który ostatecznie nie pojawił się na jego wargach. Próbowała odgrywać pewną siebie i obojętną — to było do przewidzenia. To znaczy byłoby, gdyby zamiast Callie siedziałaby tu jakakolwiek inna dziewczyna.
— Lockhart? — powtórzył za nią, tym razem autentycznie uśmiechając się z wyraźnym politowaniem. — Powinienem ci przypomnieć, jak słodko mnie kiedyś nazywałaś? — zapytał, śmiejąc się pod nosem. — Cy? — mruknął, udając ton jej głosu. — Ach, no tak. Teraz pewnie moje imię jest dla ciebie jak przekleństwo — rzucił nieco teatralnie, zanim cmoknął z dezaprobatą.

Dość gwałtowną odpowiedź dziewczyny, skwitował krótkim uniesieniem brwi.
A to nowość.


Nie miała tak ciętego języka, gdy widzieli się po raz ostatni; nie uznawał tego jednak za wadę, a za kolejny ciekawy dodatek do ich spotkania po latach. Cyrus nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebował, by choć przez chwilę poczuć się żywym. Ludzie w jego oczach byli tak samo monotonni i nudni; do pewnego stopnia, nawet go zaczynało to nużyć i męczyć. Czuł się jak robot, który funkcjonował na podstawowych potrzebach. Ta odsłona Calliope była dla niego niesamowitym zjawiskiem, który chętnie by zbadał. Mogła być dla niego jeszcze większą rozrywką, niż kiedyś. Widząc, że dziewczyna od razu wstaje z miejsca, gdy tylko w jego ręce trafiła teczka z jej dokumentami, Cy bez zawahania uniósł dłoń tak wysoko jak tylko mógł.
— Za co mnie zgłosisz? — zapytał, spoglądając na jej twarz z bliska, nie czując się w żadnym stopniu wybity przez tą nagłą bliskość. — Za to, że lekarz chce przejrzeć twoje dane medyczne? — zapytał ironicznie, p a r s k a j ą c pod nosem, gdy uderzyła go w ramię.

Cyrus miał ochotę po prostu się roześmiać. A on nigdy tego nie robił.
Miał wrażenie, że to wszystko było dziwnym snem i nie działo się naprawdę. Nie mógł mieć takiego szczęścia; dziewczyna nie mogła magicznie znowu się przed nim pojawić, prawda? Lockhart się zmienił. Potrafił panować nad swoimi instynktami, słowami i nad tym, czego chciał. Nie widział więc przeszkód, by znowu przejąć kontrolę nad czymś, co mogłoby dodać do jego życia więcej skrajnie ekscytujących emocji. Mężczyzna nie ruszył się, podążając za nią spojrzeniem i przygryzł dolną wargę, by znów się nie zaśmiać.
Nie idź za mną.


Jedną z rzeczy, których najwidoczniej nie potrafiła się nauczyć, było to, że Cyrus nie słuchał rozkazów innych ludzi. Nagle — zupełnie niespodziewanie — to, że ktoś mógłby zobaczyć ich razem, przestało mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Bez dłuższych przemyśleń, ruszył w ślad za nią. Nie dogonił jej ani nie krzyczał, by się zatrzymała. Szedł żywym tempem, parę długich kroków za nią, wciąż nie wyciągając rąk z fartucha, jakby to była najnormalniejsza sytuacja na świecie. Boże, nie potrafił spuścić wzroku z jej sylwetki. Nie mógł pozwolić jej uciec. Nie teraz, gdy nagle miał ochotę na więcej.

Po raz pierwszy w życiu naprawdę chciał jej teraz dotknąć.


Dopiero wychodząc z budynku, Cyrus dogonił ją dwoma krokami, chwytając ją mocno za nadgarstek i odwracając gwałtownie w swoją stronę, przez co prawie na niego wpadła.
— Nieładnie wychodzić bez pożegnania — odparł beznamiętnie, zaciskając palce na jej skórze. — Zrobiłaś się strasznie wyszczekana. To też część nowego stylu bycia? — mruknął, puszczając jej dłoń, by przesunąć palcami po swoich włosach. — Zawiodłem się. Taka byłaś we mnie zakochana, a tak szybko teraz uciekasz — westchnął, ewidentnie czerpiąc przyjemność; z całej tej rozmowy i z całej jej wizyty w szpitalu.

Wystarczyła zaledwie minuta, żeby Cyrus znów zapragnął kontroli.
A może bardziej niż kontroli, wbrew samemu sobie i wszystkiemu co znał, nagle zapragnął właśnie jej.

welcome back
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Siedziała tam, słuchając go…

Przyjemne ciepło rozchodziło się po jej klatce piersiowej, kiedy widziała, jak zareagował na fakt, że nie nazwała go tym słodkim zdrobnieniem, którym zawsze go obdarowywała jako ta głupiutka Calliope, wiecznie za nim biegająca. Kiedy Cyrus zagwizdał, ona tam była. Pierdolona zabaweczka na posyłki. Teraz to w i d z i a ł a. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Kto by pomyślał, że terapia z jego przyjacielem przyniesie aż takie efekty, hm? - Słodko? - uniosła brew, udając niemalże zdziwienie, jakby za żadne skarby nie potrafiła sobie przypomnieć, o czym właściwie mówił i do czego nawiązywał. Nie chciała, żeby nawet przez moment pomyślał, że wciąż mogła być jego zabaweczką. Tą, którą nakręcał tylko wtedy, gdy miał humor. Tylko wtedy, gdy potrzebował uwagi. Tylko wtedy, gdy chciał poczuć, że ktoś dalej patrzy na niego jak na pieprzone centrum w s z e c h ś w i a t a. - ach, dziękuję za przypomnienie. Nie skorzystam - uśmiechnęła się słodziuteńko, decydując się zignorować jego odpowiedź, a raczej stwierdzenie, bo pytaniem tego nie dało się nazwać. Nie traktowała jego imienia jak przekleństwa. Bardziej jak coś, czym nie chciała zabrudzać sobie języka.

Wyrywając z jego dłoni ten pieprzony folder, zerknęła na niego z bliska. Na ten nikczemny uśmieszek, który nie schodził z jego twarzy. Zabawne, jaką frajdę znowu przynosiło mu terroryzowanie jej. Mogłaby przysiąc, że czerpał z tego kurewską przyjemność, byle tylko uprzykrzyć jej życie. Złość tliła się w jej klatce piersiowej. Sposób, w jaki się do niej odzywał, był wręcz u b li ż a j ą c y.
Zawsze to robił.
A ona zawsze się uśmiechała i przytakiwała mu bez żadnego sprzeciwu. - Nie jesteś zaangażowany w część mojej terapii, więc na co ci to? - odparła od razu po tym, jak pacnęła go folderem w ramię. To musiał być jakiś żart. Sen na jawie, w którym znajdowała się w tym pieprzonym szpitalu, a fakt, że go widziała i była z nim w jednym pomieszczeniu, musiał być wytworem jej wyobraźni. Przecież od tygodnia podświadomie myślała o tym, że będzie musiała odbyć tę rozmowę z doktorem Bowenem, więc to musiało być właśnie to, prawda? Nie żadna paranoja. Nie lęk przed Cyrusem… Po prostu fakt, że była gotowa się z nim zmierzyć, a teraz… teraz jej umysł dawał jej na to okazję. Uszczypnęła się, żeby upewnić się, czy zaraz się nie obudzi. Ale do kurwy nędzy… dalej tutaj była. A on nadal naprzeciwko niej. Nie widziała innej opcji, jak po prostu ulotnić się z tego pomieszczenia i dać mu do zrozumienia, że nie życzyła sobie, żeby szlajał się za nią po szpitalu.
I
dąc długim korytarzem, przyspieszała kroku, nie odwracając się nawet, żeby sprawdzić, czy za nią szedł. Z jednej strony cholernie chciała, żeby jednak to zrobił… żeby pokazał jakiekolwiek zainteresowanie… żeby chociaż raz nie pozwolił jej tak po prostu odejść. Ale z drugiej strony przecież nie chciała go widzieć na oczy. Zemsta i ucieczka biły się ze sobą w jej głowie. Jedna część niej czuła, że była silna i odważna. Że chciała i potrafiła zemścić się za wszystko, co jej zrobił. Druga bała się, że znowu podda się jego działaniu. Był wyniszczający. M a n i p u l u j ą c y. I tak cholernie uzależniający… Wymijając ludzi na korytarzu, wreszcie zbliżyła się do drzwi prowadzących na zewnątrz. Popchnęła je i wyszła na parking, kierując się w stronę swojej różowej hulajnogi, która de facto rzucała się w oczy już z daleka. Po chwili poczuła uścisk na nadgarstku. Siłę, z którą nie miała nawet szansy zawalczyć. Zatrzymała się gwałtownie, obrócona twarzą do niego. Do jego klatki piersiowej. Uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, po czym zmarszczyła nos i brwi w wyraźnym niezadowoleniu. Nie rozumiała celu tych słów. Oczywiście, że nie miała zamiaru się z nim żegnać. Byli sobie obcy.

Naprawdę starała się trzymać emocje na wodzy. Ale kiedy rzucił tym tekstem o tym, że była taka zakochana, coś w niej pękło. Kpił z niej. Dalej, kurwa, kpił. Po tylu latach. Przygryzła policzek od środka, próbując stłumić złość, która właśnie usiłowała przejąć nad nią kontrolę. - Och, uraziłam cię, Lockhart? - zrobiła smutną minkę, po czym przysunęła wskazujący palec do oka, zgięła go i poruszyła nim, udając, że ściera niewidzialną łezkę. - Ojoj, ucałować twoje urażone ego? - Westchnęła, przewracając oczami. Wysunęła jedną dłoń ku górze i przesunęła palcami po jego szyi, zanim ułożyła rękę z tyłu jego głowy, wplatając palce w blond włosy. Przysunęła się odrobinę bliżej, jeszcze bardziej skracając dystans między nimi. - Zakochana? - uniosła brew, zerkając najpierw na jego usta, a dopiero potem w błękitne tęczówki. - Proszę cię, byliśmy gówniarzami. To było zaledwie szczeniackie zauroczenie. - Wyszeptała to cicho, przesuwając twarz delikatnie w bok i zbliżając swoje usta do jego w wolnym tempie. - Serio myślisz, że mogłabym się w tobie zakochać… - zbliżyła się jeszcze bardziej, stając na palcach. Dosłownie na jeden oddech od jego ust. - Cy? - przez chwilę tkwiła tak, czując na sobie jego oddech. Pozwoliła temu zawisnąć między nimi. Tej b l i s k o ś c i. Temu jednemu głupiemu zdrobnieniu, którego nie chciała mu dać, a jednak dała, tylko po to, żeby zaraz mu je odebrać. Potem odsunęła się i uśmiechnęła szeroko. - Miłej zmiany, Lockhart, okej? - Spojrzała na niego dumna z siebie, odwróciła się i podskokami ruszyła w kierunku różowej hulajnogi, stojącej zaledwie parę metrów dalej. Zawiesiła na niej torebkę, po czym wyciągnęła z niej paczkę papierosów. Usiadła obok na krawężniku, wysunęła jednego papierosa i odpaliła go, zaciągając się długo.

Nie chciała nawet spojrzeć w tamtym kierunku. Nie mogła. Działał na nią tak mocno, tak intensywnie, że wszystko, co robiła jako ona, wprawiało ją w osłupienie. Nie chciała być w jego towarzystwie. W czymkolwiek, co było z nim związane. Aczkolwiek… Tak dobrze było powiedzieć mu te wszystkie słowa. I fakt, że naprawdę za nią poszedł? To nie było w stylu Cyrusa. Przynajmniej nie tamtego, który zostawił ją samą tamtego wieczoru…

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


oj,oj, cy
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus rozciągnął usta w dość krzywym uśmiechu, a jego spojrzenie zatrzymało się na ciemnych tęczówkach młodszej dziewczyny. Zastanawiało go to, co skrywało się za tą całą fasadą buntowniczości i obojętności; jak bardzo musiała wstydzić się przeszłości, by wywrócić całe swoje życie do góry nogami? Neurochirurg przesunął spojrzeniem po jej ładnej buźce, która pod wpływem lat wydawała się jeszcze jaśniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Jakim była teraz człowiekiem?
Na pewno wydawała się pewniejsza siebie. Potrafił to dostrzec po jej ruchach, gestykulacji i twardym spojrzeniu, które mimo wszystko wydawało mu się wyuczone. Zyskała też cięty język, co po dłuższej rozmowie zaczęło go nawet bawić. Irytowało go, gdy ludzie gadali jak najęci, nawet nie analizując, co wówczas wychodzi z ich ust. W tym przypadku wydawało mu się to dość absurdalne i… jednocześnie nowe, bo przecież inaczej ją zapamiętał. Łatwo było mu przywrócić wspomnienia, związane z Callie i pamiętał dokładnie, że nie sprawiała, że coś w jego umyśle i sercu mogło się jakoś poruszyć. Zupełnie, jakby swoim niespodziewanym powrotem, Calliope tchnęła w jego życie emocje, których zaczynało mu brakować, z wolna zmieniając go w robota.

Cy przyzwyczaił się przecież do rutyny, którą sam sobie tak chętnie narzucił; do perfekcyjnego stylu życia, który był tak bardzo złudny, że w oczach innych na pewno dobrze się prezentował, a to było dla niego najważniejsze. Blondyn codziennie rano wstawał, żeby biegać, co wzmacniało jego dyscyplinę. Bezustannie się uczył, żeby przychodzić na zmiany doskonale przygotowany. Miał kontakty, pieniądze i wszystko, czego każda przypadkowa osoba, mogłaby mu pozazdrościć. Tylko na dłuższą metę, Lockhart czuł obojętność względem wszystkiego, co robił. Nie zaznał w swoim życiu zbyt wiele ekscytacji, szczęścia lub skrajności. Jego codzienność była harmonijna, bez możliwości wykroczeń i krzywizn. Być może dlatego, Calliope tak łatwo przyciągnęła jego uwagę; Cyrus był wewnętrznie spragniony… ekstremalnych odczuć.

Jakiś czas temu czytał pewien artykuł naukowy — poszukiwanie skrajnych emocji jako strategia regulacji psychicznej. Wydawało mu się, że po tylu latach ciężkiej pracy, narzucania sobie tempa i wiecznego p i l n o w a n i a się, sam Cyrus zaczął potrzebować czegoś więcej.

— Słodko, niewinnie i naiwnie. Cała ty — stwierdził, gdy po dłuższej analizie, zdecydował się odezwać. Wraz z dojrzewaniem, najwidoczniej nabrała umiejętności gry aktorskiej; próbowała mu udowodnić, że była innym człowiekiem. Mógłby się na to nabrać, gdyby tak bardzo nie studiował ludzkiej psychiki. Lockhart rzeczywiście czerpał przyjemność z denerwowania jej. Nie miał takiej możliwości, gdy byli nastolatkami, bo sam jeszcze nie wiedział, czego chce. Ale teraz? Teraz mógłby zrobić znacznie więcej niż którekolwiek z nich mogłoby kiedyś pomyśleć. Mógł złapać ją w garść, denerwować, testować i wyciągać najciemniejsze strony, by potem na nowo zobaczyć, jak się rozsypuje. Kolejnym razem też uda jej się tak prędko podnieść?

— Nie muszę ci się z tego tłumaczyć — mlasnął na wspomnienie o jej terapii. — Co odjebałaś, że musisz chodzić na terapię? Ktoś znowu zwrócił ci uwagę, że jesteś pieprznięta? — zapytał ironicznie, unosząc lekko podbródek, by spojrzeć na nią z góry; jak zawsze. Jakby mógł się dzięki temu poczuć lepszy, ważniejszy i mocniejszy. Rezydent nie spodziewał się, że tego dnia wszystko przybierze taki obrót; najwidoczniej nie dane im było całkowicie o sobie zapomnieć, ale Cyrus nie mógł na to narzekać. Calliope była zbawieniem dla jego umęczonej, znudzonej duszy.

— Och, tak — mruknął teatralnie, kiwając z fałszywym przekonaniem głową. — Tak bardzo mnie zraniłaś, że nie wiem, jak sobie z tym poradzę — dodał, ściskając jej nadgarstek tak mocno, że mógłby przysiąc, że czuje pod palcami jej puls. — Mógłbym wymyślić parę sposobów na to, jak mogłabyś pomóc — parsknął, wypuszczając jej rękę.

Uniósł brew, gdy wyczuł jej palce na swojej szyi, ale nie poruszył się nawet o milimetr. Ba, nawet nie odepchnął jej dłoni, co kiedyś przyszłoby mu bardzo naturalnie. Nie spodziewał się takiej reakcji, a już z pewnością nie sądził, że Calliope z taką łatwością, wsunie palce w jego włosy, zmniejszając dzielący ich dystans. Pieprzona wariatka. Pozwolił jej na te wszystkie gesty, które mogły dać jej poczucie kontroli; niech wie, jak smakuje, skoro od lat sam gonił za poczuciem władzy i przewagi.

Szczeniackie zauroczenie?


Cyrus zaśmiał się pod nosem, uśmiechając się jeszcze naturalniej niż do tej pory. Pochylił się w jej stronę, jakby chciał samodzielnie przycisnąć usta do tej jej, ale zatrzymał się, zanim cokolwiek zrobił. Odetchnął głęboko, dziwiąc się jak łatwo jego organizm, to wszystko przyswajał. Jakby dotyk drugiej osoby był dla niego normalny. Jakby wcale nie walczył z potrzebą przyciągnięcia jej, żeby znowu udowodnić jej, kto tu rządzi. — Jak na fakt, że to tylko dziecinne zauroczenie, znowu lgniesz do mnie, jakbyś potrzebowała uwagi — skomentował. — I nie, kochanie. Kto mógłby zakochać się właśnie w tobie, Callie? — zapytał retorycznie, znowu używając tego charakterystycznego zdrobnienia. Robił to celowo, by wprawić ją w pewne zaskoczenie i może nieco wybić ją z pantałyku. — Ktoś niezrównoważony psychicznie, kto mógłby dotrzymać ci tempa — parsknął, odprowadzając ją wzrokiem.

Nie poszedł za nią, pozostając w tym samym miejscu, ale nie odrywał od niej spojrzenia. Czuł, jak telefon wibruje w jego kieszeni; inni pewnie szukają go do któregoś z przypadków. Zignorował to, przypatrując się jej profilowi. Ostatecznie zrobił parę leniwych kroków w jej stronę i przykucnął tuż obok dziewczyny, unosząc przy tym kącik ust, chcąc wyłapać jej uwagę.

— Jak już się pojawiłaś, to nie znikaj zbyt szybko. Brakowało mi męczenia kogoś ładnego — poprosił, opierając łokieć na kolanie. Przejął subtelnie jej papierosa, żeby samemu zaciągnąć się i odetchnął ciężko, wypuszczając w jej stronę dym z płuc. — Będziemy się dobrze razem bawić — obiecał, rzucając peta na ziemię, zanim podniósł się, podejrzewając, że tym razem będzie musiał już wrócić do szpitala.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Był jej pierwszą miłością.

Uczuciem tak odległym, tak nieznanym, że osiem lat temu wydawało jej się czymś, czego wręcz łaknęła. Wydobywał z niej ciepło, sprawiał, że po raz pierwszy naprawdę pragnęła się o kogoś starać. Dbać. Upewniać się, że robiła wszystko tak, jak należy, byleby tylko on czuł się dobrze.

Jej własne uczucia? Te odkładała na bok.

Nie liczyło się to, czy ją uraził. Nie liczyło się to, że z każdym niemiłym słowem skierowanym w jej stronę czuła się tak, jakby rozpadała się na kawałeczki. Przecież nie to widziała w filmach. Nie o tym słyszała w historiach o wielkiej miłości, w której dwie strony walczą o siebie, lgną do siebie nawzajem, nie mogą oderwać od siebie spojrzenia. Gdzie chora więź sprawia, że pomimo wszystkich przeciwności losu nie potrafią przestać o sobie myśleć. Pragnąć się. Łaknąć siebie do granic rozsądku.
Z Cyrusem zawsze było jednostronnie.
To ona była tą, która za nim biegła. To ona próbowała go dogonić, kiedy on zawsze był kilka kroków przed nią. Teraz, po tylu latach, widziała to wyraźniej. Nauczyła się odróżniać zło od dobra. A przynajmniej tak jej się wydawało. On nie był dla niej dobry. Nawet teraz, stojąc tam przed nią, zachowywał się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Mówił do niej tak, jakby była przygłupia… jakby nie była już dorosłą kobietą, która potrafiła o sobie decydować. Według niego i w jego oczach zawsze miała być tą głupiutką blond Callie, która zrobiłaby wszystko dla swojego chłopaka. Nie chciała komentować jego kolejnych słów. Nie chciała dawać mu tej władzy. Próbował ją przygnieść. Znowu to robił. Znowu strzelał w nią słownymi pociskami, których jedynym celem było ją zranić. Szkoda tylko, że nie miał pojęcia, że po ich ostatnim spotkaniu, po roku spędzonym w szpitalu psychiatrycznym, Callie wyposażyła się w kamizelkę kuloodporną. Okej, rzecz jasna, niektóre pociski dalej mogły ją musnąć. Rozciąć skórę, czy też zostawić po sobie piekący ślad. Ale już nie bolało tak jak wtedy. - Nie twoja sprawa, Lockhart - wyrzuciła tylko, unosząc twarz, żeby spojrzeć na niego, gdy tak dumnie zadzierał podbródek. Przyglądając mu się w tamtej chwili, wiedziała już, że się zemści. Nie miała jeszcze pojęcia jak, ale będzie jego ostatnim strzałem. Ostatnią kulą w rewolwerze. A na sam koniec ta kula zostanie skierowana nigdzie indziej, jak prosto w jego serce. Sama ta myśl rozlała na jej twarzy delikatny uśmiech. Próbowała z nim walczyć, ale nie potrafiła się powstrzymać. Wizja była zbyt kusząca. Zbyt podsycająca wyobraźnię.

k u r w a

Ściskał jej nadgarstek, a ona nawet nie czuła potrzeby krzyku ani wyrywania się. Jego dotyk palił i koił zarazem. Czuła się tak, jakby wrzucono ją do środka jakiegoś jebanego miasta grzechów, w którym musiała odpokutować za każdą złą myśl, jaka kiedykolwiek przetoczyła się przez jej głowę albo serce. Cyrus miał być tam jej prywatnym aniołem śmierci, tym, który po prostu pilnował, by wykonała swój wyrok. Ciemność i jasność zderzyły się w jednym momencie. Przez ten jeden chwyt miała wrażenie, jakby ich dwa światy uderzyły w siebie tak mocno, że jakaś cząstka każdego z nich przesiąkła przez drugie, wytrącając wszystko z równowagi.

Parsknęła śmiechem na jego słowa. - Jak mogłabym ci pomóc? - zapytała, wpatrując się w jego oczy, po czym dodała niemal od razu, - Nie, lepiej nie mów. Nie interesuje mnie to. - Posłała mu rozpromieniony uśmiech, mrużąc oczy. Naprawdę jej to nie interesowało. Nie chciała, żeby znowu wykorzystywał jej uczucia przeciwko niej. I tak sam fakt, że kiedyś była w nim tak ślepo zakochana, sprawiał, że czuła wobec siebie obrzydzenie. Nie tym, że kochała… tylko tym, że kochała właśnie jego. - Ja lgnę do ciebie? - uniosła brew, spoglądając na niego spod rzęs. - To ty właśnie za mną poszedłeś, kochanie. - Zaakcentowała ostatnie słowo specjalnie, używając jego własnej broni przeciwko niemu. Myślał, że ugną się pod nią kolana, bo nazwał ją nie dość, że kochaniem, to jeszcze zdrobnieniem jej imienia? Czymś, na co nigdy wcześniej nie było go stać? Miała mu bić brawo za to, że nauczył się nowych słów do swojego słownika? Najwidoczniej bycie doktorem faktycznie wymagało dodatkowej edukacji. Wzięła głębszy oddech, próbując się opanować i nie wybuchnąć złością, kiedy nazwał ją niezrównoważoną psychicznie. Po chwili jednak na jej twarzy pojawił się słodki uśmiech. - Awh, Cy. Czemu opisujesz samego siebie? - posłała mu buziaka w powietrzu, zanim ruszyła w stronę swojego transportu.

Paliła papierosa, zaciągając się powoli i zdając sobie sprawę, że albo już poszedł, albo nadal tam stał i na nią patrzył. Nie odważyła się jednak spojrzeć w jego kierunku. Zresztą nie musiała. Po jakimś trzecim zaciągnięciu poczuła jego obecność razem z tym charakterystycznym zapachem perfum, który jeszcze przed chwilą mogła dokładnie wyłapać, będąc tak blisko niego. Leniwie przesunęła głowę, żeby na niego spojrzeć, kiedy kucnął obok niej. - W szpitalu nie masz już żadnych innych ofiar, doktorze Lockhart? - uniosła brew. Po chwili zmrużyła oczy w niezadowoleniu, gdy wyciągnął papierosa spomiędzy jej palców. Irytował ją, ale jego ton głosu robił z nią coś, czego nienawidziła. Chciała słyszeć go więcej. Bardziej. Częściej. Wstała i podeszła do niego. Zahaczyła palcami o jego dłonie, unosząc je na swoją nagą talię, po czym zarzuciła ramiona na jego szyję i uniosła spojrzenie. - Jak zagwarantujesz mi dobry czas, doktorku? - zapytała z kokieteryjnym uśmiechem. - Nie jestem kobietą na chwilę. - Zabawne, jak jeszcze kilka lat temu bałaby się zrobić coś podobnego. A teraz? Bezwstydnie przylgnęła do niego, dotykała go tak, jak chciała, kiedy chciała, jakby robiła to codziennie. Jakby należał do niej. Chociaż przecież tak nie było. A może właśnie podświadomie…

Może zawsze był jej?

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


doktorek
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus zawsze powtarzał, że nie potrzebuje do szczęścia żadnej miłości.


To, że nie miał odpowiednich wzorców było oczywiste, natomiast to, że dochodziło do tego jego upośledzenie emocjonalno-empatyczne, to już zupełnie inna sprawa. Lockhart nigdy nie rozmawiał o swoich uczuciach i nawet nie do końca wiedział, jak powinien je okazywać. Poza tym… Co tu mówić o wyrażaniu uczuć, jeśli do tej pory, jedynymi emocjami, jakie odczuwał było: zmęczenie, frustracja i znużenie. Szczęście pojawiało się przelotnie na krótką chwilę, natomiast słowa takie jak ekscytacja lub zauroczenie nie należały do jego słownika. Jego matka wypychała go przed siebie, by zaprezentować go swoim koleżankom jak zabawkę do dotykania i głaskania. Jego ojciec był widmem, który w rodzinie był tylko z zasady. Między nimi nie było uczuć, tylko kontrakt. Jak ktoś wychowywany w takim domu i dodatkowo przez piętnaście lat izolowany od innych ludzi, miałby poradzić sobie z czymś tak bezużytecznym jak uczucia? Cyrus miał problem, żeby nawiązać najprostsze znajomości, bo nie wiedział jak zawrzeć głęboką relację z drugim człowiekiem, a co dopiero zakochać się?

Nadal był jednak tylko człowiekiem. A więc potrafił przez pewien czas spotykać się z innymi kobietami, choć nie umiał związać się z nimi emocjonalnie; znalazł proste rozwiązanie, jakim było sypianie z nimi, ale i z tego ostatecznie zrezygnował. Nic i nikt go nie zadowalał. Gdyby nie praca i nauka, mógłby nieironicznie zwariować od natłoku myśli, nad którymi próbował zapanować i których jednocześnie nie umiał zaakceptować. Blondyn miał wrażenie, że jego głowa była na obrotach dwadzieścia cztery godziny na dobre i nie mogła się wyciszyć przez to notoryczne analizowanie.

Ciężko pozbyć się starych nawyków. Podobnie jak ciężko spojrzeć na osobę w inny sposób niż dotychczas; szczególnie, jeśli wrzuciło się ją w pewne szufladki. To oczywiste, że ją testował. Musiał sprawdzić, ile dziewczyna jest w stanie teraz wytrzymać, jeśli chciał zakręcić się przy niej na dłużej. Naiwnie myślał, że wszystko wróci do normy sprzed ośmiu lat; że będzie miał znowu swoją ulubioną zabawkę w rękach, która w zależności od jego humoru, doda mu nowych emocji. Nie spodziewał się, że nic nie było już takie same, a już na pewno nie Calliope. Miała prawo się zmienić tak jak on i w końcu, poniekąd dorosnąć. To spotkanie było zbyt krótkie, by doszedł do takich wniosków.

— To ty teraz mówisz czy twoja druga osobowość? — zapytał, uśmiechając się kąśliwie. — Nie jestem pewny z kim rozmawiam — dodał prześmiewczo, przechylając głowę do boku. Tekst jak na prawdziwego lekarza przystało, co? Cyrus niestety nie brał zbyt wiele dziedzin medycznych do serca. Jak zwykle priorytetyzował tę swoją. Poza tym sięgał po każdą opcję, by jej dowalić, przypominając mu w ten sposób, kto był tutaj na wygranej pozycji. Lockhart mógłby przysiąc, że widział błyskawice w jej oczach, ale to tylko sprawiło, że znów się zaśmiał, nie mając najmniejszego pojęcia, co to będzie oznaczać dla niego w niedalekiej przyszłości.

Cyrus nie potrafił jej zrozumieć. To akurat nie było nic nowego, chociaż miał wrażenie, że na przestrzeni lat, ten poziom znacząco wzrósł. Dziewczyna uśmiechała się jak na przekór swoim własnym słowom. — Jesteś pewna? To całkiem ciekawe pomysły — parsknął, unosząc przy tym brew. — Poszedłem za tobą — przyznał, kiwając głową z uznaniem. Był to impuls, którego sam do końca nie przemyślał, ale jak na razie kompletnie tego nie żałował. Przecież mówił, że musi uregulować swój system nerwowy, tak? To właśnie dlatego. — Ale to ty zachowujesz się, jakbyś tylko czekała aż cię pocałuję. Stęskniłaś się, Nerreza? Czekasz na swoje siedem minut w niebie? — rzucił kpiąco, wsuwając dłonie w kieszenie fartucha. Sam po raz pierwszy w życiu, chętnie by to zrobił. Chciał zrobić coś przeciwko sobie i wszystkim wokoło; jego pierwszą myślą było po prostu przyciągnięcie jej z całej siły, by złożyć na jej wargach pocałunek, którego nigdy nie doświadczyła z jego strony. Może nawet nikt nigdy nie pocałowałby ją w ten konkretny sposób. A to wszystko po to, żeby udowodnić jej, że nadal mógł mieć ją w garści i dlatego, że być może sam potrzebował czegoś, co go ożywi. Słysząc jej dziecinną odpyskówkę, Cyrus zaśmiał się pod nosem. Jak na człowieka poważnego i bardzo zdystansowanego, w ciągu ostatniej godziny śmiał się całkiem sporo, racja?

— Jakieś na pewno się znajdą — mruknął obojętnie, łagodnie odgarniając kosmyk jej ciemnych włosów za ucho. Musiał ją dotknąć. Musiał ją drażnić, jakby nie robiąc tego, mógłby oszaleć. — Ale ty jesteś moją ulubioną ofiarą. Nikt nigdy nie płakał tak ładnie jak ty — rzucił złośliwie. Pasowała jej ta odmiana, ale nie zamierzał powiedzieć tego na głos. Nie chciał dać jej tej idiotycznej satysfakcji, że pasował jej ten wygląd i że w pewien sposób, kręciło go to jak szalona mu się teraz wydawała. I chyba musiała taka być, skoro chwyciła jego dłonie, układając je sobie na swojej własnej talii. Cyrus parsknął z zaskoczeniem, mimo wszystko nie zabierając z jej ciała rąk; dlaczego miałby stracić taką okazję?
Lockhart spojrzał na jej usta, po czym uniósł spojrzenie na oczy. — Wariatka — skomentował, jakby to była jakakolwiek nowość. Jak na złość (sobie czy jej?), przyciągnął ją bliżej siebie tak jak chciał wcześniej, nie dając jej sposobności na wybicie go z tego dziwnego transu. — Uważaj, bo jeszcze źle odczytam twoje zamiary — mruknął, gładząc opuszkami jej odkrytą skórę. — I pomyślę, że zechcesz do mnie wrócić. Podobało ci się, jak nie miałaś ze mną spokoju? — zapytał z rozbawieniem, nim zerknął na jej sylwetkę. — Masochistka — westchnął, wdychając zapach jej perfum, zmieszany z papierosami.

Czy to dziwne, że wcale nie chciał jej teraz wypuszczać?
Jakby obawiał się, że już więcej jej nie zobaczy, kiedy w tak krótkim czasie zaczął czuć tak wiele.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego tak właściwie aż tak mocno się w nim zakochała. Próbowała rozebrać na czynniki pierwsze wszystkie powody, dla których tak boleśnie poległa u jego stóp. Próbowała nawet odnaleźć na starym telefonie jakiekolwiek wiadomości z przeszłości, które mogłyby jej przypomnieć, co właściwie wtedy widziała. Nic dziwnego, że gdy w końcu je znalazła, odpowiedzi z jego strony okazały się oschłe. Niemalże robił jej łaskę każdym spotkaniem, każdą wiadomością, każdym ochłapem uwagi, który łaskawie rzucał jej pod nogi. Nie widziała tam zainteresowania. Ani j e d n e g o.

Miała tylko jedno, jedyne zmięte zdjęcie z budki fotograficznej, do której poszli podczas festynu organizowanego przez college. Na zdjęciu był zdenerwowany. Zirytowany tym, że w ogóle wyciągnęła go na takie zbiorowisko. A mimo to trzymała tę fotografię przez tyle lat wierzac, ze byla dowodem czegoś pięknego. Dlaczego miał nad nią taką władzę?

Doktor Bowen pomógł jej to zrozumieć.

Pomimo jego wybuchów złości, gniewu i zażenowania jej osobą, Cyrus musiał czuć, że dawała mu wystarczająco dużo uwagi. Może nawet czuł się przy niej w pewien sposób chciany. W końcu Callie, razem ze swoją drugą osobowością, spragnioną akceptacji i uznania, wręcz ciągnęła do niego, upewniając się, że zawsze, ale to zawsze będzie czuł się niczym bóg. Była jego chłopcem na posyłki. Dosłownie i w przenośni. Ale były też momenty, w których faktycznie patrzył na nią tak, jakby wcale jej nie nienawidził. Czasami zachowywał się, jakby nawet jej potrzebował… Czasami dotykał jej w sposób, który nie wydawał jej się możliwy u osoby, która nie żywiła do niej żadnych uczuć. Teraz wiedziała, że to wszystko była gra. - Nie wiem, możesz zgadywać, masz pięćdziesiąt procent szans - zmrużyła oczy, wysuwając język w jego kierunku. Czy naprawdę myślał, że będzie ją to krępowało w jego obecności? Był w końcu świadkiem jej kompletnego załamania nerwowego, gdy z nią zrywał. Teraz znajdował się w gabinecie psychiatrycznym, gdzie uczęszczała na terapię. Wiedziała, że nie był głupi. Pomimo bycia dupkiem, był cholernie inteligentny, więc mógł sobie poukładać wszystko w głowie jeden do jednego. Nie chciała tylko, by wiedział, co wydarzyło się po zerwaniu. W końcu tamta noc, gdy została brutalnie wykorzystana przez jego przyjaciół, była głównym powodem, dla którego w ogóle marnowała czas na rozmowę z nim. Chciała się na nim zemścić. A jednocześnie może brała pod uwagę mniejsze zło. Przebaczenie i zapomnienie. Tylko że wpatrując się w niego, w tę zmężniałą twarz, która wciąż przypominała dziewiętnastoletniego Cyrusa, w którym się zakochała, miała wrażenie, że zemsta wydawała się o wiele słodszą opcją.

Jego pewność siebie ją irytowała. Mr Perfect. Zawsze musiał mieć wszystko pod kontrolą. Ostatnie słowo. Ostatni gest… gdyby tak nie było, nie byłby Lockhartem. Nudziło ją to już. Ten sam schemat. Gdyby mogła się teraz zmusić do ziewnięcia, zrobiłaby to bez zawahania. Zamiast tego postanowiła bawić się w te jego pytania i gierki. - Czekam, żebyś mnie pocałował? - wysunęła dłoń i ułożyła jej wierzch na jego czole. - Jesteś pewien, że to nie przemęczenie długą zmianą? Zaczynasz majaczyć, Cy… - Westchnęła, udając przejętą. - Huh, nie jestem pewna, czy powinieneś widzieć innych pacjentów. - Odsunęła dłoń od jego skroni i zrobiła słodką minkę. - Zamiast podawać im poprawne diagnozy, może faktycznie będziesz wyobrażać sobie, jak mnie całujesz. A co do siedmiu minut w niebie, tak w ogóle… - Odsunęła się od niego o krok. - Miałeś szansę osiem lat temu, na domówce u Lindsey. I ją zmarnowałeś. - Puściła do niego perskie oczko, po czym obróciła się i zostawiła go w tyle.

Musiała przyznać, że pomimo niemałej irytacji jego osobą, dostarczył jej rozrywki, której chyba nawet nie wiedziała, że potrzebowała. Po raz pierwszy czuła się niczym godny mu przeciwnik. Momentami wybijał ją z tropu. Momentami musiała zastanowić się, co odpowiedzieć, żeby nie dać mu satysfakcji. Ale nie czuła się już jak ktoś nokautowany raz za razem. Bardziej jakby mieli w miarę fair sparing. I może tylko jej się wydawało, ale oboje czerpali z tego jakąś chorą frajdę?? Uśmiechnęła się pod nosem, przyglądając mu się, gdy odgarniał kosmyk jej włosów. Ha. Poczuła dreszcz przechodzący przez całe ciało. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. - Ciekawe - odparła tylko, chociaż chciała powiedzieć coś w stylu ‘nie dziwi mnie to’. Tylko że to brzmiałoby jak komplement skierowany w jego stronę, a tego za cholerę nie zamierzała mu dawać. - Muszę cię zasmucić, bo już nie płaczę - rzuciła, patrząc na niego oschle. Skłamała. Płakała. Po prostu już nie tak często jak kiedyś. Tego również nie musiał wiedzieć. Jeszcze trochę i rozejdą się w swoje strony, ale najpierw musiała ostatni raz z nim poigrać. Stanęła przed nim, układając jego dłonie na swojej talii, - Wariat - odparła, przybliżając się do niego, gdy pociągnął ją do siebie. Oparła się ciałem o jego klatkę piersiową i uniosła twarz jeszcze wyżej, żeby móc cały czas go widzieć. - Jakie zamiary? - zapytała, udając, że nie miała pojęcia, o czym właściwie do niej mówił. Po chwili parsknęła cicho pod nosem. - Kto powiedział, że chciałabym do ciebie wrócić? - uniosła brew, wpatrując się w jego błękitne tęczówki. - Może ta trucizna, której tak cholernie chciałeś się pozbyć, jednak okazała się twoim antidotum, hm? - Zacisnęła palce na jego włosach, ciągnąc je delikatnie. Może i była masochistką, ale nic w tamtym momencie nie sprawiało jej większej przyjemności niż fakt, że udawało jej się odpyskowywać nikomu innemu, jak Cyrusowi Lockhartowi.
Jej osobistemu uzależnieniu.
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


my drug
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus nie miał żadnych pamiątek, związanych z Calliope z czasów ich wczesnej młodości. Świadomie wyrzucił ze swojego życia, każdą nawet najmniejszą cząstkę, która mogłaby się z nią wiązać. Chciał o niej zapomnieć, jak o deszczu sprzed paru tygodni, który w tym momencie nie miał już żadnego znaczenia. Zapragnął udawać, że nigdy nie poznał dziewczyny, która na ułamek sekundy, poruszyła jego serce i sprawiła, że zaczął w ą t p i ć. Powodem jego zachowania, jak na ironię, wcale nie była cała ta jej wadliwość i desperacka chęć przyporządkowania się, bo Lockhart zrozumiał, że to mogłoby być mu na rękę. Byłaby idealną żoną w przyszłości — taką, która słuchałaby się, bez zadawania pytań. Miałby wówczas wszystko, czego tylko chciał i z punktu osoby postronnej, utrzymałby odpowiedni wygląd. Głównym powodem odepchnięcia od siebie Callie, było wyciąganie z niego d o b r a, szukanie w nim empatii i człowieczeństwa. Odrywanie jego umysłu od tego, co było dla niego istotne. Cy bał się zmian i tego, co działoby się, gdyby dalej jej na to pozwalał. Zewnątrz ciężko było dostrzec, pojawiającej się w jego duszy zmiany, ale coś zadziało się, przez co poczuł potrzebę… ucieczki.

— Fajnie. To jak pieprzona ruletka — stwierdził, parskając pod nosem. W gruncie rzeczy nie widział nic pozytywnego w jej drugiej osobowości, która mieszkała w jej głowie. Nigdy do końca nie mógł być pewny, z kim właściwie rozmawia. Cyrus do dziś pamiętał dzień zerwania, gdy Calliope zaczęła mówić sama do siebie; kadr wyrwany z jakiegoś horroru. Nigdy nie poznał jej od tamtej strony. Wtedy uważał to za coś okropnego i cieszył się, że odchodził. Teraz w pewnym sensie go to bawiło, choć w rzeczywistości nie było to coś, z czego poważny lekarz powinien robić sobie żarty. No, ale Cyrus nigdy nie był najnormalniejszym człowiekiem na świecie, prawda? W jego głowie roiło się od chorych myśli, nad którymi nawet nie potrafił zapanować. Może wcale nie był od niej lepszy. Może nawet był gorszy, skoro wszystko, czego się podejmował, robił kosztem innych.

— Myślałem, że majaczę jak ciebie dzisiaj zobaczyłem, ale jesteś bardziej prawdziwa niż kiedykolwiek wcześniej — stwierdził, znów uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób. Lockhart nie ruszył się, gdy młodsza przyłożyła wierzch dłoni do jego czoła. Cyrus był naprawdę r o z b a w i o n y ich spotkaniem. Kiedy ostatni raz potrafił się zaśmiać lub uśmiechać, nawet w tym kpiącym tonie? Nie potrafił sobie tego przypomnieć. — Potrafię zrobić obie te rzeczy na raz. I niczego przy okazji nie zjebię. Sama rozumiesz… Lubię, gdy wszystko jest zrobione tak jak powinno — mruknął, zaraz wywracając oczami na wspomnienie którejś z domówek, na których pojawiał się jak ostatni kretyn. I to tylko po to, żeby przypodobać się grupie idiotów. No cóż, nikt nie powiedział, że Cy od początku był tak inteligentny.

Oboje skupiali się na tym, żeby siebie zranić, żeby dowalić, jak tylko się dało i zobaczyć reakcję tej drugiej osoby. Zachowywali się jak dzieci, które musiały pokazać swoje umiejętności i wielki charakter; bo były najmądrzejsze i najsilniejsze. A przy okazji, najwidoczniej oboje świetnie się bawili, bo może nikt inny nie potrafił dostarczyć im takich emocji. Może podświadomie tego potrzebowali; adrenaliny, ekscytacji i bezustannego przyciągania, które nawet nie miało żadnego logicznego sensu. Może Cyrus dopiero teraz zaczynał czuć, że życie ma jakikolwiek smak i że nie chodzi jedynie o pozostawanie na właściwym torze.

— W to akurat nie uwierzę — mruknął; na pewno płakała. Ciężko było zmienić pewne przyzwyczajenia, szczególnie te emocjonalne. Może lepiej to ukrywała, ale z pewnością potrafiła uronić niejedną łzę. — Ale nie martw się, słodka Calliope. Tego nie zamierzam jeszcze sprawdzać — obiecał jak cholerny zbawca. Teraz nie chciał jej skrzywdzić. Chciał zobaczyć, do czego jest zdolna po swojej wielkiej przemianie. Może stała się ciekawszą osobą i znacznie silniejszą? Może byłaby teraz jeszcze fajniejszą laleczką niż wcześniej? Cyrus naprawdę chciał to sprawdzić. Chciał dowiedzieć się o niej każdej możliwej rzeczy; chciał poznać jej traumy, lęki, cele, marzenia, nowych znajomych, przyzwyczajenia… Wszystko, co sprawi, że będzie bliżej niej.

Skąd u nich ta nagła potrzeba bliskości, która miała udowodnić rywalowi przewagę? Oboje używali tej samej taktyki. Cyrus wyczuwając, jak opiera się swoim drobnym ciałem o jego klatkę piersiową, wstrzymał nieznacznie oddech, uśmiechając się z głupią satysfakcją. Igrała sobie z nim — nie miał wątpliwości. Był tylko facetem, nie potrafiącym oderwać od niej spojrzenia; i po raz pierwszy w życiu nie czuł się z tego powodu jak frajer. Ten niewielki brak kontroli nad sobą nawet mu się podobał.

— Uważaj. Im bliżej jesteś, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że pozwolę ci uciec — parsknął. Ciemne oczy dziewczyny, przeszywały go niemal na wylot. Cyrus zagryzł wewnętrzną część policzka, gdy Callie pociągnęła go za długie kosmyki włosów. Cholera. Za bardzo zaczynała na niego działać, jakby wiedziała, co potencjalnie zacznie doprowadzać go do szaleństwa. — Och, zapadło ci to w pamięć. Urocze — zaśmiał się, zsuwając dłonie z jej talii na biodra, ale tylko dlatego, żeby ją od siebie odsunąć. Zacznie popełniać błędy, jeśli będzie tak długo blisko niego. — Teraz jestem lekarzem, Callie. Mogę zatruwać się i leczyć, ile mi się podoba — szepnął, uśmiechając się kpiąco.

I gdyby nie telefon, który cały czas wibrował w jego kieszeni, może nie potrafiłby wybudzić się z transu, w który wciągnęła go Nerreza.

oh god, did i miss you?
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”