then we'll roll up a hundred fuckin' blunts
: pn sie 17, 2026 5:49 pm
No tak, nie można zapomnieć o tym, że Perry nie była tutaj bezinteresownie i trzymała ją przy Pixie wizja makaronu z ogromną ilością sera! To było akurat jaśniejsze niż samo Słońce! Clean girl era okazało się być po prostu naturalnym dbaniem o siebie i żeby to dbanie nie wymagało większego wysiłku. No to chyba jednak dotyczyło Fontaine, bo ona nie przywiązywała większej uwagi do swojego wyglądu. Czasami piła wodę z cytryną w jakieś fancy szklance, ale była naturalnie ładna, więc wolała poświęcić uwagę stonkom ziemniaczanym i innym owadom. Bo tak, stonka jak najbardziej była owadem! Ba, była nawet chrząszczem!
— No coś ty, nie ma sprawy! Laski powinny trzymać się razem, co nie? Girl power i w ogóle! — uniosła zaciśniętą pięść w zwycięskim geście. — I wiem, że Griff w życiu nie zrobiłby ci żadnego świństwa — dodała, bo jej brat po prostu taki nie był. Zresztą, spójrzcie tylko na Perry! Po co zmieniać kogoś, kto jest idealny? To znaczy, w jej oczach Wallace nie miała żadnych wadpoza tym, że była dziewczyną Griffina, więc brat musiał uważać identycznie. Faktycznie byli ulepieni z jednej gliny, pomimo braku więzów krwi.
Nie uważała, żeby poznanie Griffa było jakkolwiek głupie. Był fajnym i dobrym chłopakiem, dlaczego jakkolwiek Perry mogłaby tego żałować?
— Pasujecie do siebie — stwierdziła, przyglądając się uważnie twarzy dziewczyny. W ogrodzie paliło się tylko ścienna lampka na tarasie, ale gwiazdy świeciły dzisiaj tak jasno, że nie Pix mogłaby zliczyć wszystkie piegi na nosie Wallace. — Oboje jesteście zabawni. I ładni. A wiesz, ładni ludzie powinni łączyć się ze sobą w pary, żeby potem mieć ładne dzieci — pokiwała głową, bardzo zadowolona ze swojego stwierdzenia. Dobre geny trzeba było przekazywać dalej, żeby się nie zmarnowały!
Zaśmiała się głośno, kiedy Perry zaczęła imitować kosmiczną dżdżownicę. Bezapelacyjnie, to właśnie musiały być one! Nie było innej opcji. Fontaine już nigdy tak samo nie spojrzy w niebo, bo teraz już zawsze będzie miała przed oczami wijącą się Wallace.
— To nie mogą być świetliki. One latają tylko na wysokość dwóch, może trzech metrów — zaznaczyła, przy okazji sprzedając jej jedną z wielu ciekawostek. — Niektóre samce potrafią zsynchronizować błyski. Migają jednocześnie i tworzą świetlne pokazy. A ogólnie świecą, bo w ich odwłoku znajduje się lucyferyna i lucyferaza. Sterowanie dopływem tlenu pozwala im włączać i wyłączać światło. Lubisz świetliki? — dopytała, patrząc, jak dziewczyna zaciąga się blantem.
O matko bosko, gdyby wiedziała, że to jej debiut, nie poczęstowałaby jej trawką! Wyciągnęła rękę i poklepała ją delikatnie po plecach. Upewniła się, że nic jej nie jest i przejęła od niej skręta.
— Myślę tak samo. Istnieje setki miliardów galaktyk, a planety znajdują się też poza Układem Słoneczne. No i na Marsie i na Księżycu, w kometach i asteroidach znaleziono wodę i związki organiczne, które są istotne dla chemii życia. Szczerze mówiąc byłabym bardzo zdziwiona, gdybyśmy byli sami. I zawiedziona — zaciągnęła się mocno ziołem i znów podała zawiniątko Perry. Na drugą nóżkę.
Perry
— No coś ty, nie ma sprawy! Laski powinny trzymać się razem, co nie? Girl power i w ogóle! — uniosła zaciśniętą pięść w zwycięskim geście. — I wiem, że Griff w życiu nie zrobiłby ci żadnego świństwa — dodała, bo jej brat po prostu taki nie był. Zresztą, spójrzcie tylko na Perry! Po co zmieniać kogoś, kto jest idealny? To znaczy, w jej oczach Wallace nie miała żadnych wad
Nie uważała, żeby poznanie Griffa było jakkolwiek głupie. Był fajnym i dobrym chłopakiem, dlaczego jakkolwiek Perry mogłaby tego żałować?
— Pasujecie do siebie — stwierdziła, przyglądając się uważnie twarzy dziewczyny. W ogrodzie paliło się tylko ścienna lampka na tarasie, ale gwiazdy świeciły dzisiaj tak jasno, że nie Pix mogłaby zliczyć wszystkie piegi na nosie Wallace. — Oboje jesteście zabawni. I ładni. A wiesz, ładni ludzie powinni łączyć się ze sobą w pary, żeby potem mieć ładne dzieci — pokiwała głową, bardzo zadowolona ze swojego stwierdzenia. Dobre geny trzeba było przekazywać dalej, żeby się nie zmarnowały!
Zaśmiała się głośno, kiedy Perry zaczęła imitować kosmiczną dżdżownicę. Bezapelacyjnie, to właśnie musiały być one! Nie było innej opcji. Fontaine już nigdy tak samo nie spojrzy w niebo, bo teraz już zawsze będzie miała przed oczami wijącą się Wallace.
— To nie mogą być świetliki. One latają tylko na wysokość dwóch, może trzech metrów — zaznaczyła, przy okazji sprzedając jej jedną z wielu ciekawostek. — Niektóre samce potrafią zsynchronizować błyski. Migają jednocześnie i tworzą świetlne pokazy. A ogólnie świecą, bo w ich odwłoku znajduje się lucyferyna i lucyferaza. Sterowanie dopływem tlenu pozwala im włączać i wyłączać światło. Lubisz świetliki? — dopytała, patrząc, jak dziewczyna zaciąga się blantem.
O matko bosko, gdyby wiedziała, że to jej debiut, nie poczęstowałaby jej trawką! Wyciągnęła rękę i poklepała ją delikatnie po plecach. Upewniła się, że nic jej nie jest i przejęła od niej skręta.
— Myślę tak samo. Istnieje setki miliardów galaktyk, a planety znajdują się też poza Układem Słoneczne. No i na Marsie i na Księżycu, w kometach i asteroidach znaleziono wodę i związki organiczne, które są istotne dla chemii życia. Szczerze mówiąc byłabym bardzo zdziwiona, gdybyśmy byli sami. I zawiedziona — zaciągnęła się mocno ziołem i znów podała zawiniątko Perry. Na drugą nóżkę.
Perry