ODPOWIEDZ
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Karaczany są starsze od dinozaurów. Ich przodkowie pojawili się ponad 300 milionów lat temu, więc istniały na długo przed Tyrannosaurusem 🪳🦖

Leżała na podłodze w swoim pokoju, który jeszcze jakiś czas temu należał do jej siostry, ale Milagros wyprowadziła się w przekonaniu, że na swoim będzie jej lepiej. Gówno prawda. Nie miała pojęcia, co traciła, nie mieszkając już pod jednym dachem z ich poczciwymi staruszkami. Za to Pixie tylko na tym zyskała. Teraz miała wyjście na balkon, na którym wystawały jej nogi, podczas gdy reszta ciała spoczywała na dywanie. Mama wiele razy powtarzała jej, żeby jarała na zewnątrz, ale dziś wyszli z ojcem do jakichś znajomych, więc nie musiała biegać z odświeżaczem powietrza, żeby unicestwić zapach, który rzekomo im przeszkadzał, a tak naprawdę to wcale nie. Pix dobrze wiedziała, że sami palili blanty, kiedy nikt nie widział. Ale każdy czuł, więc potem zgrywali niewiniątka. Nigdy jednak nie próbowali jej umoralniać ani twierdzić, że było to czymś złym. No bo halo, przecież to czyste THC, a nie żadna nikotyna! Zwykłe pety dopiero cuchnęły. Griffin palił fajki i potem przesiąkały nimi wszystkie jego ciuchy. Swoją drogą, czy on w ogóle wrócił do domu? Tego nie zdołała zarejestrować.
Zaciągnęła się porządnie lokiem i obróciła głowę w stronę terrarium z karaczanami, które nocą stawały się o wiele aktywniejsze niż w dzień. Japa sama cieszyła się na ich widok. Gapiła się na nie przez dobre piętnaście minut, chociaż dawno straciła poczucie czasu. W końcu zaparła się na łokciach, do czego zmusiło ją ssanie w żołądku. Jeść. Ogarnął ją tak ogromny głód i była pewna, że za chwilę tutaj umrze. Dogasiła niedopałek blanta w prowizorycznej popielniczce zrobionej z puszki po coca-coli i nieporadnie podniosła się na równe nogi. Uwielbiała stan, w którym w głowie przewijało się milion myśli na minutę, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Co prawda musiała skoordynować ruchy, żeby dotrzeć do drzwi, a potem do schodów, ale wiadomo, że dała radę. A schodząc na dół, miała wrażenie, że unosi się na miękkiej, puszystej chmurce. Dlaczego ludzie nie chodzili zjarani codziennie? Przecież to pomogłoby zapobiec wojnom! Wszyscy kochaliby się najmocniej na świecie i byli przeszczęśliwi. MAKE LOVE, NOT WAR.
Pixie zdecydowanie miała w sobie coś z hipiski. To pewnie przez bezstresowe wychowanie. A może jej biologiczni rodzice byli dziećmi kwiatami? Czasami wyobrażała ich sobie jako parę z długimi, jasnymi włosami i bandanami na czołach. Matka na pewno chodziła w zwiewnych, kolorowych sukienkach, a ojciec w dzwonach z frędzlami. Nikt nie znał powodów, dla których zdecydowali się oddać córkę do domu dziecka, ale Pix lubiła znajdować im na to wymówki. Może byli po prostu bardzo młodzi? Dużo młodsi od niej? Mieli zaledwie po szesnaście lat i nie byli w stanie zająć się wychowaniem córki, a chcieli dla niej jak najlepiej. O, to była bardzo fajna teoria!
Doczłapała się do kuchni i włączyła światło, a potem nogi same poniosły ją do lodówki. Znowu jak na chmurce! W środku nie znalazła niczego poza kawałkiem cebuli i jedną podwiędłą marchewką. W porządku, to przecież wystarczyło, żeby wyczarować coś z niczego! Wyjęła ubogie składniki i wyciągnęła z dolnej szafki garnek, który zalała wodą i postawiła na gazie. Cyk-cyk-cyk. Ogień buchnął gwałtownie przed wyregulowaniem pokrętła. Dobrze, że Pixie nie nachylała się akurat, żeby odpalić od niego jointa, bo pewnie spaliłaby sobie brwi i pół mordy. Stanęła przy jednym z blatów i sięgnęła do szuflady po obieraczkę, żeby oskrobać tę smutną marchewkę. Może przy tym zagięciu czasoprzestrzeni woda na makaron zagotuje się trzy razy szybciej. Albo wolniej. Zależy, z której strony na to spojrzeć.

Perry 🥦
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
"NA PEWNO NIE ZASNĘ, PERRY. OBEJRZYMY FILM DO KOŃCA, OBIECUJĘ." Tak brzmiały słowa Griffina, zanim zasnął po czterdziestu minutach, heh.

Griff leżał rozciągnięty na całej długości łóżka, z porzuconym na piersi pilotem - Perry spojrzała na niego z politowaniem (no ale rozczuleniem trochę też, żeby nie było), po czym sięgnęła po ów pilot i wyłączyła Avengersów w momencie, gdy Czarna Wdowa akurat biła się z jakimś przychlastem. Jak mieli skończyć całą serię do grudnia, żeby zdążyć ze wszystkimi filmami przed wyjściem Doomsday, kiedy on zasypiał w połowie... nie, nie w połowie, w jednej trzeciej filmu?! Eh. Położyła się wygodnie obok niego i wlepiła swoje orzechowe spojrzenie w sufit. To był dobry dzień - nie mogła narzekać i nie miała prawa być zła, że zasnął. Poza tym mieli wakacje, prawie cały dzień spędzili nad jeziorem, a wieczorem jeszcze poszli na koncert, który był absolutnie GENIALNY, mimo że nie znała nazwy żadnego zespołu, ups. Nadal miała na nadgarstku plastikową, neonową opaskę, której zapomniała zdjąć… Um, nevermind. Przekręciła się na bok i znów zerknęła na Griffa, który spał jak dziecko, no ale nic dziwnego, to był dzień pełen wrażeń. Złożyła miękki, ostrożny pocałunek na jego policzku i już miała spróbować zasnąć (mimo że oczy świeciły jej się jak pięć maple coinsów), kiedy jej własny żołądek zaczął dopominać się o jedzenie. Um. W sumie zjadłaby frytki, ale wątpiła, czy państwo Fontaine mieli w swojej kuchni zapasową paczkę. Postanowiła zaryzykować.

Wymknęła się z sypialni Griffina na paluszkach. Spotykała się z nim od ośmiu miesięcy i nieraz już u niego nocowała, ale - no wiecie - to wciąż nie był jej dom i nie czuła się tu jak u siebie, mimo że każdy mieszkaniec był dla niej bardzo miły. Po prostu nie lubiła myszkować ludziom po kątach w środku nocy. W dzień w sumie też nie, mama dobrze ją wychowała. W głowie już zaczęła układać plan - dorwać suche płatki śniadaniowe, zabrać je do pokoju, przetrwać do rana i, przede wszystkim, nie natknąć się na RODZICÓW GRIFFA, bo to byłoby… no… awkward, nie? Dziwnie byłoby minąć się z mamą Griffa na korytarzu, mając na sobie piżamę w wesołe jeże i rozmazany makijaż po koncercie. I żeby było jasne, Perry nie miała żadnych problemów ze small talkiem, ale tłumaczenie się potencjalnym… teściom (???), dlaczego grasowała po ich domostwie jak szop, byłoby wyzwaniem, okej?

Była już w połowie schodów, gdy spostrzegła, że światło w kuchni było zapalone. No nieeee. Onienienienienienie. NO SERIO?! Zrobiła zbolałą minę i już miała odwrócić się na pięcie i ewakuować się z powrotem do sypialni swojego chłopaka, gdy znowu zaburczało jej w żołądku. No dobra. Musiała zaryzykować. Raz gruszce śmierć. Let’s go (a było to dość zbolałe let’s go, bo nie miała pojęcia, że państwo Fontaine wybyli z wizytą do znajomych)! W kilku krokach pokonała resztę schodów, cichaczem podkradła się do kuchni, wychyliła głowę zza ściany i zobaczyła… Pixie! Z marchewką! Pixie… z marchewką? Na jej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech. Pixie była siostrą jej chłopaka, wegetarianką i absolutnie zajebistą personą znającą się na robaczkach. - Urządzasz nocny napad na warzywniak? - wypaliła z uśmiechem, po czym oparła się o futrynę, skrzyżowała ręce na piersiach i zmrużyła oczy, bo właśnie zauważyła, że PIXIE WSTAWIŁA MAKARON. A że obie nie jadły mięsa, toooo ta informacja była mega obiecująca. - Macie ser? - dodała chwilę później, przenosząc spojrzenie na lodówkę. Zjadłaby makaron z serem. I marchewką.

No ale najchętniej to frytki.

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ależ ona się umordowała z tą jedną marchewką, no dajcie spokój! Oskrobała ją tak, że niewiele z niej zostało, ale cały czas wydawało jej się, że jest tam jeszcze coś czarnego. Jakaś dziura wygryziona przez owada i chyba liczyła na to, że natknie się w niej na larwę połyśnicy marchwianki. I nie zmyślam, serio są takie owady! Pixie też by sobie tego nie wymyśliła. Co najwyżej ubzdurała sobie, że rzeczywiście coś widzi, co w jej przypadku było całkiem prawdopodobne, bo oczy miała tak czerwone i tak przymrużone, że wyglądała, jakby zaraz miała zasnąć na stojąco.
Dopiero głos zza pleców wyrwał ją z transu. Odwróciła się powoli, nie będąc do końca przekonaną, kogo właściwie zobaczy. To nie mogła być mama, bo ona pewnie zaczęłaby się wydzierać i mówić, że Pix do reszty zgłupiała, bo żeby o tej porze kręcić się po kuchni i gotować, to masakra i w ogóle skaranie boskie z tą dziewczyną. Nie był to też tata, to akurat było oczywiste. Nie miała również pojęcia, dlaczego tak zdziwiła się na widok Perry, ale zdziwiła się szczerze. Marysia była lekko w szoku. Nie spodziewała się jej tutaj, chociaż właściwie powinna. Czasami nocowała u Griffina, tak przecież robią pary. Pixie o związkach wiedziała niewiele, bo sama nigdy w żadnym nie była, ale nietrudno było się domyślić, jak to wygląda w rzeczywistości. Dalej też nie rozumiała, dlaczego Griff po prostu nie zamieszka z Wallace. Ona by zamieszkała. To znaczy, będąc na jego miejscu!
Tak, a co? — uniosła do góry oklapniętą marchewkę bez połyśnicy marchwianki. Niestety. — Jestem taka głodna! Przysięgam, zaraz się przekręcę! Ty też jesteś? A gdzie Griffin? — rozejrzała się dookoła, jakby brat miał się zaraz zmaterializować w kuchni. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, a Pixie wyszczerzyła się jak głupia do sera. A właśnie, ser! — Może? Zobacz w lodówce, ja tam nic nie mogę znaleźć — westchnęła ciężko. Ale ciężko jest cokolwiek znaleźć, kiedy w tej lodówce praktycznie nic nie ma.
Zamilkła na moment, myśląc nad czymś intensywnie. Przez cały czas wpatrywała się w Perry, aż w końcu pokiwała z aprobatą głową.
Czadową masz pidżamę — stwierdziła niczym prawdziwa znawczyni pidżamowych trendów. — Wiesz, że mrówki mogą być dla jeży jednocześnie przekąską i perfumami? — zapytała, ale sądząc po minie Wallace, ta chyba niespecjalnie orientowała się w temacie. — Po kontakcie z intensywnie pachnącymi owadami zaczynają się mocno ślinić, aż wokół ich pyska powstaje mnóstwo piany, a potem rozprowadzają tę ślinę po kolcach, jakby chciały się wypachnić tym, co znalazły — wyjaśniła i minęła dłuższa chwila, zanim skarciła się w myślach za ciągłe paplanie o rzeczach, które Perry najpewniej w ogóle nie interesowały. A może jednak? W końcu studiowała weterynarię! Tylko Fontaine znowu wyjdzie na przemądrzałą, a przecież nie chciała tak wypaść w oczach Wallace.
Dziewczyna brata strasznie ją stresowała. To głupie, bo nie było ku temu żadnych powodów! Dogadywały się i chyba nawet lubiły. Raz czy dwa zdarzyło im się wylądować na wspólnej imprezie, na której - oczywiście - był również Griffin. Tylko czy w stresie człowiek nie powinien zapominać języka w gębie? Tymczasem ten Pixie rozwiązywał się i paplał, co mu ślina na język przyniosła. Jak z tą śliną jeży. Tragedia. Na swoje usprawiedliwienie miała jednak to, że była zajebiście ujarana. Tak, to na pewno przez THC. Nie było na to innego wytłumaczenia!

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”