just a little bit caught in the middle
: czw wrz 17, 2026 8:28 pm
– Podwójnie? – Uniosła lekko brwi, a kącik jej ust drgnął w rozbawieniu. – Nie przesadzaj. Jeszcze chwila i zaczniesz oczekiwać papugi na ramieniu.
Przez moment przyglądała mu się z udawaną powagą, jakby rzeczywiście rozważała, czy program lojalnościowy Lucie’s powinien obejmować również dodatkowe pirackie akcesoria. Tym razem śmiech nie był już wymuszony. Pojawił się lekko i cicho, gdzieś pomiędzy kolejnym oddechem a spojrzeniem rzuconym na jego oklejony kciuk.
Dopiero po chwili wróciła do tego, co powiedział chwilę wcześniej. Dzięki za plaster, Will. I za kawę. Tak zwyczajne słowa, a jednak przez moment nie wiedziała, co właściwie powinna na nie odpowiedzieć. „Nie ma za co” wydawało się zbyt formalne, „proszę bardzo" jeszcze bardziej, a jakakolwiek kolejna próba obrócenia wszystkiego w żart mogła sprawić, że zacznie brzmieć jak ktoś, kto desperacko próbuje udowodnić, że nic się nie wydarzyło.
Więc tylko wzruszyła ramionami.
– Nie ma za co. – powiedziała w końcu. – To drobiazg.
Odwróciła się, żeby odstawić pudełko z apteczką na swoje miejsce, i przez chwilę zajęła się czymś zupełnie nieistotnym – poprawieniem butelki syropu, która stała może centymetr za blisko krawędzi półki. Potrzebowała tego ruchu. Czegoś prostego, co można było zrobić bez zastanawiania się nad własnymi reakcjami. Bo jeszcze kilka minut temu była przekonana, że mężczyzna wyjdzie z Lucie’s i nigdy więcej go nie zobaczy. Powinna właściwie tego chcieć. Tak było bezpieczniej. Łatwiej było wrzucić całe zdarzenie do odpowiedniej szufladki i zamknąć ją na klucz.
Dziwny dzień w pracy.
Klient przypadkiem dotknął jej ramienia. Zareagowała... źle. Rozbiła porcelanę. On okazał się wystarczająco przyzwoity, żeby nie zadawać zbyt wielu pytań. Koniec historii.
Tylko że teraz znał jej imię, które sama mu podała jak na tacy.
I miał wrócić. Co też zasugerowała.
Zasugerowała, bo w ciągu tych kilkunastu minut zrobił wszystko dokładnie tak, jak powinien: nie naciskał, nie próbował jej dotykać, nie zadawał pytań, kiedy wyraźnie nie chciała odpowiadać. Nawet wtedy, kiedy powiedziała o kilka słów za dużo, nie próbował wykorzystać tego przeciwko niej.
Może właśnie to było najdziwniejsze. Przyzwyczaiła się do myśli, że jeśli uchyli skrawek swojej przeszłości, nawet przypadkiem – nie będzie odwrotu. Spojrzenia zatrzymają się o sekundę za długo, a pytania zadawane pod pozorem troski wywołają wilka z lasu. Myśl o jej wilku wciąż paraliżowała ją ze strachu. A Noah nie drążył. Nie była pewna, czemu…
Odwróciła się w jego stronę i oparła dłonie o krawędź blatu. – Do zobaczenia, Noah. – Uśmiechnęła się lekko. – Następnym razem postaram się ograniczyć straty w wyposażeniu.
Jej wzrok znowu uciekł na jego kciuk.
– I naprawdę umyj ten palec. – Brzmiało to bardziej jak polecenie niż sugestia, dlatego po sekundzie dodała – Proszę.
finito! x2
Noah Beaumont
Przez moment przyglądała mu się z udawaną powagą, jakby rzeczywiście rozważała, czy program lojalnościowy Lucie’s powinien obejmować również dodatkowe pirackie akcesoria. Tym razem śmiech nie był już wymuszony. Pojawił się lekko i cicho, gdzieś pomiędzy kolejnym oddechem a spojrzeniem rzuconym na jego oklejony kciuk.
Dopiero po chwili wróciła do tego, co powiedział chwilę wcześniej. Dzięki za plaster, Will. I za kawę. Tak zwyczajne słowa, a jednak przez moment nie wiedziała, co właściwie powinna na nie odpowiedzieć. „Nie ma za co” wydawało się zbyt formalne, „proszę bardzo" jeszcze bardziej, a jakakolwiek kolejna próba obrócenia wszystkiego w żart mogła sprawić, że zacznie brzmieć jak ktoś, kto desperacko próbuje udowodnić, że nic się nie wydarzyło.
Więc tylko wzruszyła ramionami.
– Nie ma za co. – powiedziała w końcu. – To drobiazg.
Odwróciła się, żeby odstawić pudełko z apteczką na swoje miejsce, i przez chwilę zajęła się czymś zupełnie nieistotnym – poprawieniem butelki syropu, która stała może centymetr za blisko krawędzi półki. Potrzebowała tego ruchu. Czegoś prostego, co można było zrobić bez zastanawiania się nad własnymi reakcjami. Bo jeszcze kilka minut temu była przekonana, że mężczyzna wyjdzie z Lucie’s i nigdy więcej go nie zobaczy. Powinna właściwie tego chcieć. Tak było bezpieczniej. Łatwiej było wrzucić całe zdarzenie do odpowiedniej szufladki i zamknąć ją na klucz.
Dziwny dzień w pracy.
Klient przypadkiem dotknął jej ramienia. Zareagowała... źle. Rozbiła porcelanę. On okazał się wystarczająco przyzwoity, żeby nie zadawać zbyt wielu pytań. Koniec historii.
Tylko że teraz znał jej imię, które sama mu podała jak na tacy.
I miał wrócić. Co też zasugerowała.
Zasugerowała, bo w ciągu tych kilkunastu minut zrobił wszystko dokładnie tak, jak powinien: nie naciskał, nie próbował jej dotykać, nie zadawał pytań, kiedy wyraźnie nie chciała odpowiadać. Nawet wtedy, kiedy powiedziała o kilka słów za dużo, nie próbował wykorzystać tego przeciwko niej.
Może właśnie to było najdziwniejsze. Przyzwyczaiła się do myśli, że jeśli uchyli skrawek swojej przeszłości, nawet przypadkiem – nie będzie odwrotu. Spojrzenia zatrzymają się o sekundę za długo, a pytania zadawane pod pozorem troski wywołają wilka z lasu. Myśl o jej wilku wciąż paraliżowała ją ze strachu. A Noah nie drążył. Nie była pewna, czemu…
Odwróciła się w jego stronę i oparła dłonie o krawędź blatu. – Do zobaczenia, Noah. – Uśmiechnęła się lekko. – Następnym razem postaram się ograniczyć straty w wyposażeniu.
Jej wzrok znowu uciekł na jego kciuk.
– I naprawdę umyj ten palec. – Brzmiało to bardziej jak polecenie niż sugestia, dlatego po sekundzie dodała – Proszę.
finito! x2
Noah Beaumont