27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01. just a little bit caught in the middle


“Lucie’s” otwierało się wcześnie przez rutynową bezsenność Will.

Kiedy remontowała nieduży metraż kawiarni, tuż przed jej otwarciem, długo zastanawiała się nad tym, w jakich godzinach powinna operować, i stanęło na jak najwcześniej. I była to bardziej samolubna decyzja niż przysługa dla ludzi, którzy kupowali kawę przed pracą.
Lubiła ciche brzęczenie żarówek i zapach kawy, który po kilku miesiącach zdawał się wgryźć na stałe w ściany, meble, a nawet w nią i jej ubrania. Mechanicznie wykonywane zadania zajmowały jej pierwsze pół godziny od wejścia, co zazwyczaj pozostawiało jej kolejne pół na zaparzenie pierwszego kubka, otwarcie drzwi dla kilku dostawców i obserwowanie powoli budzącego się świata za oknem. Przynajmniej latem. I choć miała swoje obawy, zanim zdecydowała się na swoją własną kawiarnię – bała się, że ludzie będą omijali nieduże miejsce, pozostawiając ją i Lucie’s samym sobie – to już zaledwie po kilku miesiącach miała stałą gromadkę klientów, którzy pojawiali się u niej regularnie.
– Annie, już myślałam, że będę musiała dzwonić na policję, żeby sprawdzili, czy wszystko w porządku. – Wymamrotała, podnosząc oczy znad niedużego monitora, kiedy usłyszała skrzypienie drzwi kilka minut po otwarciu. Annie, kilka lat starsza od Turner i zawsze ze słuchawkami na uszach, wywróciła oczami.
– Nie mogłam znaleźć kluczy przed wyjściem.
– Okej, okej, bez wymówek.
– To nie wymówki, zaczęłam panikować!
– Nie ty jedna. Dobrze, że szybki przelew jest szybki.
– Dobrze, że w końcu pamiętasz, co zamawiam…

– Hej, pamiętałam, co zamawiasz prawie od początku! – Z udawaną urazą przesunęła w jej stronę kubek, na który właśnie nakładała przykrywkę, i kiwnęła głową w stronę terminalu. – Wypraszam sobie. – Dodała jeszcze na koniec, odrywając skrawek paragonu i wrzucając go do niedużego śmietnika. Annie nigdy ich nie chciała.

Przewidywalność była dla Willi strefą komfortu, a stale pojawiające się w jej kawiarni osoby były jej częścią. Lubiła wiedzieć, że niektóre rzeczy wydarzają się w uporządkowanym rytmie, że ludzie naturalnie powielają swoje wybory, że kawiarnia otwiera się o szóstej trzydzieści i minutę później w jej drzwiach pojawia się wiecznie spóźniona kobieta ze słuchawkami na uszach i kaskiem rowerowym pod pachą. Ta nieduża kontrolowana strefa, pozwalała jej zachować spokój, kiedy, jak w normalnym życiu, coś wychodziło poza ramy schematu… Awaria maszyny? Cichsze niż zazwyczaj popołudnie?

Mogła poradzić sobie ze wszystkim.
Nauczyła się radzić sobie ze wszystkim.
No może prawie wszystkim.
Nawet nie zauważyła, kiedy jeden z klientów siedzących przy stoliku wstał i podszedł bliżej. Tym bardziej nie zdążyła się przygotować na własną reakcję, kiedy poczuła czyjeś palce lekko zaciskające się na jej przedramieniu. Instynktownie wyrwała się i odrzuciła w tył, przylegając do ściany plecami. Dwie filiżanki, które wylądowały na podłodze, rozbiły się na nieduże kawałki, rozpryskując resztki kawy dookoła.
– Uh – zająknęła się, czując nagłe zawroty głowy i pisk w uszach. Słyszała niski, zdezorientowany głos mężczyzny dochodzący do niej jak zza ściany, ale nie była w stanie odpowiedzieć na pytanie, którego nie słyszała. Oddychaj w kwadracie, pomyślała, biorąc głęboki wdech i wstrzymując go w płucach przez kilka sekund.
Wdech, wstrzymaj, wydech.
Wdech, wstrzymaj, wydech.
Wdech, wstrzymaj, wydech…

Noah Beaumont
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

014
just a little bit caught in the middle
Noah Beaumont siedział w kawiarni i gapił się w kubek z kawą. Jego życie się posypało i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Najpierw przez własne głupie decyzje i alkohol rozwalił swój związek z Aud. Zniszczył przyjaźń, chociaż ona była dla niego ważna. Potem było tylko gorzej. Z dobrego studenta psychologii, który miał przed sobą świetną przyszłość, stał się pijanym mordercą. Dostał rok zawieszenia na uczelni i musiał ponieść konsekwencje tego, co zrobił.
Oficjalnie ten rok miał być dla niego czasem na przemyślenia. Problemem było to, że Noah sam już nie wiedział, czy w ogóle chce wracać do studiowania. Myśl o tym, że miałby w przyszłości pracować jako psycholog, wydawała mu się kompletnie bez sensu. Nie mieściło mu się w głowie, jak miałby uczyć się o ludzkich problemach, prowadzeniu terapii i pomaganiu innym, skoro sam ze sobą nie potrafił zrobić porządku. Człowiek, który sam doprowadził do tragedii i nie radził sobie z własnym życiem, nie powinien doradzać nikomu innemu. Doszedł do wniosku, że lepiej będzie rzucić to wszystko i zostać zwykłym mechanikiem samochodowym. Nie trzeba było rozmawiać o trudnych emocjach, analizować zachowań ani udawać przed kimś, że ma się kontrolę nad swoim życiem. To było o wiele łatwiejsze niż ciągłe myślenie o tym, jak bardzo wszystko spieprzył.
Kilka razy prosił kelnerkę o rachunek, ale wydawała się całkowicie zatopiona we własnym świecie. Noah obserwował jej puste spojrzenie oraz niemal krzyczące napięcie, zastanawiając się, jakie problemy może mieć tak piękna kobieta. Zwykle ludzie zakładali, że ładnym osobom żyje się w życiu łatwiej, ale on wiedział, że to tak nie działa. Dla jednych ogromną tragedią był niezapłacony rachunek, a dla innych śmierć psa, który towarzyszył im przez całe dzieciństwo. Każde problemy były tak samo ważne dla danej osoby. Uważał, że nikt nie ma prawa mówić komuś innemu, że jego ból jest gorszy, głupszy albo mniej znaczący. Zastanawiał się, czy ona też popełniła w swoim życiu błąd, którego nie da się odkręcić, czy po prostu przerosła ją codzienność. Nie chciał zgadywać, ani tym bardziej bawić się w jej terapeutę. Złapał się jednak na tym, że nawyk analizowania cudzych zachowań wciąż w nim siedział, chociaż tak bardzo starał się o tym wszystkim zapomnieć.
Postanowił delikatnie wyrwać ją z transu, łapiąc ją za przedramię. Zaskoczony cofnął się gwałtownie, gdy tylko wyrwała rękę z jego uścisku. Brzęk tłuczonej porcelany odbił się echem, przyciągając spojrzenia kilku gości, ale chłopak wydawał się ich nie zauważać. Jego spojrzenie skupiło się na kobiecie przylegającej do ściany. Zobaczył w jej oczach strach, ten sam, który tak dobrze znał z koszmarów nawiedzających go od czasu wypadku. Uniósł dłonie w obronnym geście, otwierając je szeroko, by pokazać, że nie ma złych zamiarów.
- Przepraszam... ja... przepraszam, nie chciałem pani przestraszyć. Naprawdę, nie chciałem... - zaczął gorączkowo. Chciał coś dodać, wytłumaczyć, ale poczuł, że gardło mu się ściska, uniemożliwiając wydobycie sensownego słowa. Przez własną bezmyślność skrzywdził niewinną osobę. Przez chwilę stał tak bez ruchu, bezradny cudzego strachu. - Oddychaj, proszę. Nie ruszę się stąd. Spójrz na mnie, wszystko jest okej. Przepraszam, wyciągnąłem rękę bez myślenia. Wszystko w porządku? Potrzebuje pani pomocy?
Willa Turner
Ostatnio zmieniony śr wrz 23, 2026 1:16 am przez Noah Beaumont, łącznie zmieniany 2 razy.
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej ciało pamiętało rzeczy, o których Turner próbowała zapomnieć latami. Zakopała je gdzieś głęboko i wyrzuciła klucz razem ze swoim starym imieniem i życiem. Więc teraz czuła frustrację przebijającą się przez panikę, że wystarczył niespodziewany dotyk, żeby wszystko wróciło niczym fala, która prawie dosłownie zwaliła ją z nóg.
Z plecami wciąż ciasno dociśniętymi do ściany próbowała oddychać i skupić się na szczegółach swojego otoczenia na raz. Powietrze zatrzymane w płucach prawie bolało, kiedy zawiesiła spojrzenie na brzegu baru, maszynie, na wzorze kafelków i kolorze fugi. Wydech. Potem na butach stojących kilka kroków przed nią. Wdech. Słowa zaczynały docierać do niej powoli. “Przepraszam” i “naprawdę”, a zaraz po tym “oddychaj”. I może dlatego po raz ostatni wypuściła wstrzymane powietrze i w końcu spojrzała na chłopaka. Najpierw na jego wyciągnięte dłonie, które wywołały moment paniki, i w końcu na twarz, która wyglądała na zmartwioną.
Odruchowo przestudiowała jego twarz. Miał zielone oczy, brązowe włosy i brwi, które zmarszczyły się w wyrazie bezsilności. Musieli być w podobnym wieku. Wysoki pisk w uszach powoli ustępował.
– Ja, ahm… – zaczęła, ale jej głos utknął gdzieś w gardle, kiedy przypomniała sobie o potłuczonych filiżankach, kawie rozlanej po podłodze i dwóch klientach siedzących w oddaleniu i spoglądających podejrzanie na rozwijającą się sytuację.
Ciepło rozlało się po jej policzkach.
Dotknęła je wierzchem dłoni i pokręciła głową.
– Nie. – Jej głos był lekko zachrypnięty. – Wszystko w porządku. Nic mi nie jest. – dodała zbyt szybko, żeby brzmieć wiarygodnie, więc wykręciła usta w wymuszonym uśmiechu. W duchu doceniła to, że chłopak zdawał się nie zbliżać do niej z powrotem i poczuła, że może, tylko może, będzie mogła oderwać się od ściany.
Niezręcznie potarła miejsce na ramieniu i w końcu zrobiła krok do przodu, po przekątnej. – Filiżanki. – Wydusiła z siebie krótkie wyjaśnienie i, omijając go z lewej, podeszła do baru, zza którego wyciągnęła ścierkę. – To ja przepraszam. – Obróciła się gwałtownie, gniotąc kawałek materiału w dłoni. – Po prostu się wystraszyłam, byłam zamyślona, to nic takiego. Naprawdę. Nic. – Wyrzuciła słowa jednym ciurkiem, mając nadzieję, że załagodzą całą sytuację, ale chyba dopiero wtedy dostrzegła w jego spojrzeniu coś, co sprawiło, że jej ramiona opadły lekko w dół.
Zauważył.
Will była pewna, że zauważył, że nie przestraszyła się tak po prostu. 

Że było w tym coś innego, coś więcej.


Noah Beaumont
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widział, jak kobieta walczy ze sobą, próbując złapać oddech. Każdy jej ruch, od usilnego wpatrywania się w kafelki po napięcie mięśni, był dla niego aż nadto czytelny. Rozpoznawał te objawy aż za dobrze. Znał ten wzorzec z podręczników, ale przede wszystkim z własnych nocy, kiedy atak paniki odcinał mu dopływ powietrza. Widząc, że jej wzrok w końcu przenosi się na jego podniesione dłonie, delikatnie obniżył je i powoli cofnął się o kolejny krok. Chciał dać jej jak najwięcej przestrzeni i pokazać, że nigdzie się nie wybiera, by ją atakować. Kiedy zauważył, że zaczyna uważnie studiować jego twarz, powstrzymał się od odwrócenia wzroku, choć poczucie wstydu prawie go do tego zmuszało. Trzymał głowę nieruchomo, pozwalając na ocenę sytuacji i upewnienie się, że z jego strony nic jej nie grozi. Zrobił głębszy, powolny wydech, dając jej w ten sposób czytelny znak do uspokojenia oddechu, a potem znieruchomiał. Stał w bezpiecznej odległości z opuszczonymi dłońmi i czekał, dając jej tyle czasu, ile potrzebowała, by wrócić do rzeczywistości.
- Spokojnie - powiedział cicho, nie robiąc ani jednego kroku w jej stronę. - Proszę nic nie mówić. To była moja wina, nie powinienem tak podchodzić. - Zerknął na rozbite filiżanki i plamy na podłodze, po czym znowu spojrzał jej w oczy.
Spojrzał na jej wymuszony uśmiech i poczuł, jak ściska mu się żołądek. Doskonale znał tę maskę. Sam zakładał ją codziennie, próbując wmówić światu, że wszystko jest pod kontrolą, podczas gdy w środku rozsypywał się na kawałki. Zobaczenie tego samego cierpienia u obcej osoby, było jak uderzenie w twarz.
- Nie musi pani udawać - powiedział cicho, przełykając ślinę. Głos mu drgnął, więc urwał, nie chcąc dokładać jej własnej rozsypki. Patrzył, jak omija go łukiem i nerwowo miętoli w dłoniach ścierkę. Słuchał jej słów, tego wyrzuconego na jednym wydechu usprawiedliwiania się. Znał to aż za dobrze. To był ten sam rozpaczliwy odruch obronny, kiedy człowiek próbuje przekonać wszystkich wokół, a najbardziej samego siebie, że przecież nic się nie stało. - I nie musi się pani tłumaczyć. - Kucnął i zaczął zbierać większe kawałki filiżanek, układając je na dłoni. - Pomogę pani - mruknął cicho, nie podnosząc na nią wzroku. - I tak nigdzie mi się nie spieszy.
Sięgnął po odłamek, ale zrobił to zbyt niedbale, wciąż mając w głowie mętlik. Ostra krawędź porcelany wbiła mu się w opaszek kciuka. Natychmiast pojawiła się krew. Cicho syknął przez zęby, zamykając dłoń w pięść i dociskając skaleczenie drugim kciukiem. - Cholera... przepraszam - rzucił zirytowany własną niezdarnością. - Jednak nie jestem dzisiaj zbyt pomocny.
Jako były student psychologii, bez trudu dostrzegał drobiazgi, których inni nawet by nie zauważyli. W sposobie, w jaki cofnęła się pod ścianę, w szukaniu wzrokiem punktu zaczepienia odczytał mechanizm obronny. To była reakcja na traumę, odruch wyhodowany przez coś, co wydarzyło się dawno temu... Czuł to.
Willa Turner
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę patrzyła na niego bez słowa.
Nie musi Pani udawać.
Zdanie odbiło się w jej głowie nieprzyjemnym echem, choć była pewna, że powiedział to z dobrych pobudek. Ale nie wiedziała, co na to odpowiedzieć, bo gdzie była granica pomiędzy udawaniem a jej życiem? Rozmyła się już tak dawno temu, że nawet gdyby chciała przestać udawać, nie wiedziałaby, od czego zacząć. Więc co miała zrobić teraz? Zaprzeczyć, podziękować? Udać, że nie słyszała? Na to mogło być już trochę za późno.
Zamiast tego obserwowała, jak kuca przy rozbitej porcelanie, zupełnie jakby przed chwilą nie widział jej przyklejonej do ściany z paniką wypisaną na twarzy. Przez kilka sekund pozwalała mu zbierać większe kawałki, sama wciąż ściskając ścierkę w dłoni. Dopiero kiedy dostrzegła czerwoną kroplę spływającą po jego palcu, odruchowo zrobiła krok w jego stronę.
– Mam apteczkę. – Jej głos wybrzmiał dużo pewniej niż wszystko, co powiedziała do tej pory. I nawet nie zauważyła, że przeszła na „ty”. Może dlatego, że po raz pierwszy od kilku minut miała przed sobą coś konkretnego, czym mogła się zająć. Krew była łatwiejsza do zrozumienia niż panika. – Poczekaj.
Zaplecze było nieduże, tak samo jak kawiarnia. Drewniane półki ciągnęły się wzdłuż dłuższej ściany w kilku rzędach i, jak wszystko w Lucie’s, były dokładnie zorganizowane. Mimo to zajęło jej sekundę, żeby zlokalizować plastikowe pudełko z rączką. Nie musiała nawet sprawdzać, czy znajdzie w nim plaster. To była pierwsza okazja, żeby z niego skorzystać, czego dowodem była podłużna naklejka zakrywająca zamknięcie.

Ze ścierką w jednej dłoni i apteczką w drugiej pojawiła się w drzwiach. Dwa duże kroki i była tuż obok, kładąc otwarte pudełko na blacie stolika. – Nikt nie mówi do mnie „pani” – wymamrotała, próbując zlokalizować plaster. – Will. – Krótka pauza. – Turner. Jak pirat. 

Ugh. Po co?
Przez sekundę miała ochotę cofnąć własne słowa. Oczywiście, że nie musiała tego dodawać. Oczywiście, że powiedziała to na głos. – Nieważne. Pokaż… – Wyciągnęła przed siebie lekko drżącą dłoń, która jako jedyna pokazywała jeszcze, że sytuacja sprzed chwili wciąż siedziała gdzieś głęboko w niej.

Sprawnie otworzyła jednorazowy wacik i przyłożyła go do rozcięcia. Czerwony płyn szybko wsiąkł w biały kawałek bawełny i Will dotknęła miejsca kilka razy, upewniając się, że skóra była czysta. Zaraz po tym wyciągnęła plaster z papierka i nakleiła go na ranę. – To moja wina. Naprawdę, przepraszam. Za chwilę wszystko to pozbieram. – I dopiero wtedy uświadomiła sobie, że prawdopodobnie właśnie przepraszała za głupi żart, za filiżanki, za reakcję i panikę i chyba za całe swoje istnienie w ciągu ostatnich pięciu minut.
Odwróciła się plecami na zaledwie chwilę, zanim spojrzała na mężczyznę przez ramię. – Muszę. – Wyrzuciła z siebie krótko. – To znaczy… muszę udawać. – Sama nie była pewna, dlaczego mu to powiedziała. Może miał coś w oczach. Zrozumienie albo wiedzę, albo... nie była pewna, co dokładnie. Wrzuciła na usta uśmiech, dając znać, że to wszystko. To był jedyny róg, jaki mogła odkryć przed kimkolwiek. – Kolejna kawa jest na mnie. Teraz albo następnym razem. – Jej głos wybrzmiał dźwięczniej, o ton wyżej. – Albo na wynos, jeśli mój popis odstraszył cię od Lucie’s i nigdy więcej do nas nie wrócisz.

Noah Beaumont
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamiast czekać na jej ruch czy naciskać na odpowiedź, po prostu dał jej spokój. Opuścił wzrok, przenosząc spojrzenie na potłuczoną ceramikę u swoich stóp i wziął głębszy oddech. Słowa już padły i wiedział, że cokolwiek by teraz zrobił, nie cofnie ich znaczenia. Nie chciał jej dokładać presji ani zmuszać do konfrontacji. Jego postawa stała się całkowicie neutralna, pozbawiona jakichkolwiek oczekiwań. Dawał jej sygnał, że może milczeć, może zignorować jego słowa albo po prostu zająć się sprzątaniem, a on nie wykorzysta tego przeciwko niej i nie będzie próbował wchodzić w jej przestrzeń.
Dostrzegł ten ruch kątem oka i od razu znieruchomiał. Zaciśnięty kciuk lekko mu drżał, kiedy krew kapała między palcami, ale chłopak nawet na nią nie patrzył. Przez twarz przemknęło mu zmieszania i wstydu za własną niezdarność. Zrobił wydech i na nią spojrzał, trzymając nieruchomo krwawiący kciuk dociśnięty drugim i czekał na jej reakcję, dając jej kontrolę nad sytuacją.
- Dobrze - rzucił cicho i tylko pokiwał głową. Złożyło się tak, że ta krew niechcący uratowała sytuację, bo przynajmniej dziewczyna miała teraz konkretny powód, żeby się czymś zająć i przestać o tym wszystkim myśleć.
Siedział dalej na tych kolanach na podłodze. Przycisnął mocno kciuk, bo krew dalej leciała i nie chciał jej usmarować reszty podłogi. Bolało jak cholera, ostra krawędź weszła głęboko, ale przynajmniej skupił się na tym pieczeniu, a nie na tym, jak bardzo przed chwilą zawalił sprawę. - Zwykły plaster starczy! - zawołał za nią, jak szła na zaplecze i zrezygnowany kręcił głową, patrząc na podłogę.
Noah zaśmiał się krótko pod nosem, bez cienia drwiny. Tekst o piracie na moment rozładował atmosferę.
- Noah - rzucił, podnosząc się powoli. Odsunął zaciskające się palce i podsunął jej skaleczoną dłoń. Krew wciąż spływała czerwoną strużką po skórze, ale zupełnie się tym nie przejmował. Zamiast tego zlekceważył jej próbę cofnięcia słów i po prostu to podchwycił: - Skoro jak pirat, to liczę, że przynajmniej nie odetniesz mi tego palca - skomentował z uśmiechem, choć wciąż uważnie obserwował jej drżącą dłoń, uważając, by nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu.
Popatrzył na naklejony plaster, a potem przenosił wzrok z jej twarzy na drżącą dłoń, w której trzymała opakowanie po waciku. Gdy usłyszał ten ciąg przeprosin, w oczach przemknęło mu zmęczenie. Znał ten odruch, kiedy człowiek próbuje przeprosić dosłownie za swoje istnienie, żeby tylko rozładować napięcie w pomieszczeniu. Nie podniósł głosu ani nie skomentował tego złośliwie. Po prostu pokręcił powoli głową, dając jej znać, że wystarczy.
- Dobra, starczy tego - powiedział cicho, przecinając jej potok słów. Zamiast zabierać rękę i uciekać, zignorował fakt, że dopiero co okleiła mu kciuk. Kucnął z powrotem przy rozbitej ceramice i zaczął spokojnie zgarniać resztki porcelany w jedno miejsce, uważając już na ostre krawędzie. - Za nic więcej nie przepraszaj - dodał po chwili, nie podnosząc głowy. - Pomogę ci to sprzątnąć i znikam. Daj tylko jakiś kosz albo drugą ścierkę, żeby nie zbierać tego do kieszeni.
To wyznanie wstrząsnęło nim, bo znał to uczucie aż za dobrze, ten przymus ciągłego trzymania pionu, nakładania maski co rano i udawania przed całym światem, że pod spodem wszystko działa jak należy. Kiedy spróbowała zamieść własne słowa pod dywan żartem o kawie, powoli opuścił rękę i podniósł na nią wzrok.
- Dlaczego musisz? - zapytał cicho, bez cienia oceny w głosie. Wyprostował się, nie robiąc jednak kroku w jej stronę. Przeniósł wzrok na oklejony kciuk, po czym znów spojrzał jej prosto w oczy, opierając się bokiem o krawędź lady. - Wiesz... czasem łatwiej wyrzucić z siebie parę słów komuś obcemu - dodał spokojnie, rzucając to jak fakt, a nie pocieszenie. - Ktoś taki nie ma zielonego pojęcia o twoim życiu, nie będzie cię z niczego rozliczał ani oceniał. Popatrzy na to zupełnie z boku, usłyszy i po prostu pójdzie w swoją stronę. zero konsekwencji.
Pomyślał o tym, jak sam potrafił tygodniami dusić w sobie największy syf tylko dlatego, że bał się wzroku znajomych i ich durnego współczucia. Przed bliskimi człowiek zawsze gra, bo stawka jest za wysoka, każda słabość zostaje z tobą na zawsze, wpisana w to, jak na ciebie patrzą. A obcy? Obcy człowiek to czysta karta. Nie pamięta twojego błędu, nie analizuje twoich łez i nie szuka w tym drugiego dna. Dajesz mu ten ciężar na pięć minut, a on odchodzi i zabiera go ze sobą do własnego świata, w którym ty nawet nie istniejesz.
- Więc jakbyś miała ochotę wyrzucić z siebie chociaż kawałek tego syfu, to jestem - dodał, wskazując na stolik. - Zero oceniania, durnego doradzania i wyciągania jakichkolwiek wniosków. - Chętnie kupiłby taki układ. Gadać z kimś, kto za piętnaście minut po prostu wyjdzie przez drzwi i zapomni twoje imię, to była bezpieczna opcja, żeby nie zwariować. Nie planował robić za psychologa ani udawać jej dobrego znajomego. Po prostu widział, jak ledwo ziaje pod tym pancerzem, i wiedział, że jak tego z siebie nie wyrzuci, to w końcu ją to zmiażdży. - A jak nie to zapłacę za te filiżanki, Will - powiedział spokonym, nienarzucającym się tonem, ignorując jej próbę obrócenia wszystkiego w żart o ucieczce z kawiarni. - A po kawę przyjdę następnym razem. Na miejscu.
Willa Turner
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

– No nie wiem. Może mam na tyle sklepu drewniany palec. – Mruknęła żartobliwie, kiedy pierwsze poczucie zażenowania minęło razem ze śmiechem Noah. Niepotrzebne wtrącenie rozładowało ostatnie pozostałości napięcia w powietrzu. – Jak na pirata przystało. – Przyklejając plaster na skaleczenie, nie mogła powstrzymać się od przeproszenia po raz kolejny, ale czuła, że już powoli wszystko wraca do normalności. Jej serce nie kołatało jak szalone i może tylko drżące dłonie zdradzały jej stan sprzed chwili. Ale na dobrą sprawę mogła to zwalić na zbyt dużo wypitej kawy. Co nie byłoby wcale kłamstwem…
Gdyby tylko nie wtrąciła tych kilku głupich słów. Nie była pewna, co ją opętało, czy było to chwilowe poczucie zrozumienia z jego strony, czy może silna potrzeba powiedzenia komuś prawdy po latach trzymania wszystkiego w sobie. Chyba dlatego nie protestowała, kiedy jeszcze raz zaproponował pomoc w posprzątaniu bałaganu. Z nadzieją, że wpuścił jej słowa jednym, a wypuścił drugim uchem. Ale nie. I czemu była zdziwiona, kiedy sama kontynuowała temat jeszcze chwilę wcześniej?
Oddaliła się o kilka kroków, żeby złapać spray i ścierkę z baru jedną dłonią i kartonowe pudełko na wynos drugą. – Może nie do końca muszę… – Przykucnęła obok i zaczęła wrzucać pozbierane przez Noah kawałki porcelany do pudełka. – Po prostu mam do tego, ahm, powód i tak jest łatwiej. – Nie patrzyła w górę. – Jeśli zacznę o wszystkim mówić, nie wiem, czy będę mogła przestać. A są rzeczy, które wciąż mają konsekwencje… – westchnęła i z dużo spokojniejszym, mniej wymuszonym uśmiechem spojrzała na mężczyznę. Pomachała obiema dłońmi w jego stronę, jakby go odganiała, i kiedy znalazł kilka ostatnich odprysków filiżanek, przetarła podłogę ścierką. Na razie wystarczyło. Nikt się nie skaleczy ani nie poślizgnie. – Poza tym zwierzenie się swoim klientom jest chyba kiepską strategią biznesową. – Kolejny żart. – Ale doceniam ofertę.

Oczywiście wszystko, co mówił, miało sens. Może nie byłaby w stanie tego dostrzec, gdy miała ledwo dwadzieścia lat i z połamanymi kośćmi uciekała przez granice stanów w jednym celu – przetrwania kolejnego dnia. Ale teraz, dorosła, z własnym biznesem, niedużym gronem dość powierzchownych znajomości, wiedziała, że gdyby tylko usiadła naprzeciwko kogoś, kto byłby w stanie jej wysłuchać, wszystko by się z niej wylało. Może nawet poczułaby się lepiej – bez tego ciężaru na swoich ramionach – i przestałaby kontrolować każdą część swojego życia. I możliwe, że Noah był jej najlepszym wyborem. Ale na razie potencjalne zwierzenie się ze swoich problemów było nieosiągalne. Chyba chciała się niejako wyjaśnić, pokazać, że jej reakcja nie była personalna, to nie Noah sprawił, że spanikowała. Tylko nieznajomy dotyk na ramieniu. – I absolutnie nie będziesz płacił za filiżanki Noah. To ja je potłukłam, ty byłeś tylko… – zawahała się. – …katalizatorem. 

Przestąpiła lekko z nogi na nogę i oparła się o blat baru, sięgając dłonią po kartę wielkości wizytówki. – Jeśli przyjdziesz następnym razem po swoją kawę na miejscu – zaakcentowała ostatnie dwa słowa – a zamiast mnie będzie tu moja baristka… – niedużą pieczątką zapełniła dwa rzędy kółek i wyciągnęła kartę w stronę Noah – Twoja kawa.


Noah Beaumont
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiał się cicho, kręcąc głową na to pirackie porównanie. Wcześniejsze napięcie ulatywało z niego z każdym kolejnym oddechem, zostawiając jedynie rozluźnienie. Patrzył na jej drżące dłonie, którymi tak starannie wygładzała brzegi plastra na jego palcu.
- Drewniany palec, mówisz? - uniósł lekko brwi, a w głosie Noah wciąż brzmiała rozbawiona nuta. - Kto wie, co jeszcze ukrywasz na zapleczu. Skrzynie ze złotem? Mapy skarbów? - Zażartował. Kiedy po raz kolejny cicho przeprosiła, po prostu delikatnie uścisnął jej dłoń, żeby dać jej znać, że naprawdę nie ma za co. - Przestań już, kapitanie. Nic się nie stało - powiedział miękko. Zauważył to lekkie drżenie jej palców, kiedy puszczał jej dłoń.
Wrzucił do podstawionego przez nią kartonu ostatnie kawałki porcelany, które udało mu się wygrzebać. Kiedy zaczęła mówić o tym, że jak zacznie, to nie będzie mogła przestać, i o konsekwencjach, które wciąż się za nią ciągną, po prostu słuchał. Nie przerywał jej, nie rzucał żadnych mądrości. Sam aż za dobrze wiedział, jak to jest dusić coś w sobie i bać się, że jak raz pękniesz, to już się nie pozbierasz. Kiedy Will zaczęła go odganiać machaniem dłoni, potulnie się odsunął. Na jej słowa o kiepskiej strategii biznesowej i uśmiech, który w końcu wydawał się trochę bardziej naturalny, odpowiedział uniesieniem kącika ust.
- No nie wiem. Słyszałem, że płakanie w mankiet klienta to całkiem niezły sposób na budowanie lojalności - podchwycił jej żartobliwy ton, chcąc ostatecznie zdjąć z niej ciężar i spięcie. - Ale dobra, biznes to biznes. W każdym razie... oferta na bycie obcym słuchaczem jest bezterminowa. Na wypadek, gdyby te konsekwencje zrobiły się kiedyś za ciężkie do niesienia w pojedynkę. Albo gdyby kawiarnia miała gorszy dzień.
Spojrzał na nią, gdy wypowiedziała ostatnie słowo, a w kąciku moich ust znowu pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. Uniósł lekko brwi, przyjmując do wiadomości jej odmowę w kwestii zapłaty za naczynia, ale to określenie – „katalizator” – sprawiło, że przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Rozumiał, co próbowała przekazać między wierszami. Przez te parę minut zdążył się zorientować, że jej wycofanie i panika nie miały nic wspólnego z nim jako osobą. Trafił po prostu na zły moment, na niewłaściwy dotyk, który uruchomił w niej lawinę, o której nie miał pojęcia.
- Katalizatorem? - powtórzył cicho, puszczając mimo uszu temat pieniędzy, bo i tak nie zamierzał się o to kłócić. Poprawił się lekko, opierając się wygodniej o blat i schował zdrową dłoń z powrotem do kieszeni. - Brzmi poważnie. Ale skoro moja rola ograniczyła się tylko do przyspieszenia tej małej katastrofy, to chyba nie dostanę zakazu wstępu? - Przeniósł wzrok na oklejony plasterkiem kciuk, a potem znowu spojrzał na jej twarz, dając jej do zrozumienia, że wszystko jest między nami oczyszczone. - Skoro nie dajesz mi odkupić filiżanek, to chociaż pozwól mi zapłacić za tę kawę, którą wypiłem.
Spojrzał na wyciągniętą w swoją stronę kartę, a potem na nią. Przez chwilę tylko patrzył na rzędy świeżo przybitych pieczątek. Wyciągnął rękę i odebrał od niej kartonik, muskając palcami jej dłoń ostrożnie.
- Czyli nie dość, że nie dajesz mi zapłacić za filiżanki, to jeszcze fundujesz mi przyszłe zamówienie? - pokręcił głową, chowając kartę do kieszeni. – Kiepska ta twoja strategia biznesowa, Will. Naprawdę kiepska. Jeśli będziesz tak traktować każdego klienta, który zdemoluje ci lokal, to szybko pójdziesz z torbami. Ale doceniam. Skoro karta jest już pełna, to nie mam wyjścia.
Willa Turner
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez moment tylko patrzyła na niego z lekko uniesionymi brwiami, próbując zdecydować, czy powinna się roześmiać, czy może jednak zacząć zastanawiać się nad własnymi wyborami życiowymi, które doprowadziły ją do sytuacji, w której na chwilę zapomniała o wszystkich zasadach, którymi zwykle kierowała się w swoim życiu. Dla własnego bezpieczeństwa, oczywiście.
Ostatecznie wygrało to pierwsze i krótki, cichy śmiech wyrwał się z jej gardła, zanim zdążyła go powstrzymać.
– Skrzynia złota jest zakopana w bezpiecznym miejscu. – Pokiwała głową z udawaną powagą. – A mapy nie ma, pamiętam drogę. – Kącik jej ust uniósł się nieznacznie i odruchowo zaczęła krzątać się dookoła baru. Przeciągnęła po blacie wilgotną ścierką. Zamknęła pudełko z kawałkami porcelany i przykleiła na nie białą naklejkę. Szkło. Napisała wyraźnymi literami, zanim pochyliła się i wrzuciła karton do kosza na boku.
To było dziwnie łatwe.
Jeszcze kilka minut temu miała wrażenie, że serce próbuje wyrwać jej się z klatki piersiowej, dłonie drżały, a każdy dźwięk w kawiarni docierał do niej jakby z dużej odległości. Teraz stała za barem i żartowała, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby nie było tej chwili, w której jej ciało zareagowało szybciej niż rozum. A gdzieś pod skórą wciąż była dziewiętnastoletnia Will, która nauczyła się, że niespodziewany dotyk nigdy nie oznacza niczego dobrego.
Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebowała tych kilku żartów, które Noah zgrabnie kontynuował, za co była wdzięczna. Potrzebowała czegoś zwyczajnego, co można było zamknąć w kategorii „dziwny dzień w pracy” i zostawić za drzwiami kawiarni.
Zerknęła na opatrunek na jego kciuku. Plaster wciąż znajdował się dokładnie tam, gdzie go przykleiła, ostrożnie i trochę krzywo. – A swoją drogą… – zaczęła pół żartem, pół serio, marszcząc lekko brwi. – Przemyj to jeszcze raz w domu, bo jeśli zacznie się paprać, to umywam się od odpowiedzialności.
Przez chwilę wszystko było znowu normalne. Prawie. Bo gdzieś pomiędzy żartami a próbami rozładowania atmosfery wciąż wracała do niej jego oferta, którą usłyszała, ale na którą nie odpowiedziała nic. Obcy słuchacz. Nie znała go. Pewnie dlatego propozycja wydawała się tak niepokojąco kusząca...
Nie wiedział, kim była przed Toronto. Nie znał jej starego nazwiska, nie wiedział, skąd przyjechała ani dlaczego czasami odruchowo sprawdzała zamki w drzwiach dwa razy. Nie wiedział, dlaczego nie lubiła, kiedy ktoś stawał za blisko niej, ani czemu tak bardzo zareagowała na jego dotyk.
Turner przez lata nauczyła się, jak być niewidzialną. Jak odpowiadać „wszystko w porządku” wystarczająco szybko, żeby nikt nie zadawał kolejnych pytań. Jak uśmiechać się w odpowiednim momencie, zmieniać temat i jak sprawiać wrażenie osoby, która po prostu jest trochę dziwna, wycofana i zdecydowanie, absolutnie nie potrzebuje pomocy.
Zazwyczaj potrafiła zamydlić oczy każdemu, a on jednak zauważył coś, czego nie powinien był zauważyć...

I dopiero wtedy Will zorientowała się, że poczucie niebezpieczeństwa zdążyło gdzieś zniknąć. Nie wiedziała kiedy. Może kilka sekund temu, może jeszcze wcześniej. Wiedziała tylko, że kiedy dłoń Noah musnęła jej własną, nie cofnęła jej odruchowo. Spojrzała na kartę lojalnościową, którą trzymała jeszcze chwilę wcześniej, a potem na niego.
– To nie jest strategia. – Pokręciła głową, choć na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. – To program lojalnościowy. Bardzo ekskluzywny. Nie każdy klient może sobie na niego pozwolić.


Noah Beaumont
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy się zaśmiała, Noah w końcu przestał stać jak zamurowany. Spięcie, które trzymało go od momentu potłuczenia filiżanek, trochę odpuściło. Opuścił ramiona i odetchnął głęboko, ciesząc się, że Will powoli wraca do siebie.
- No i prawidłowo. Prawdziwy pirat nikomu nie ufa, zwłaszcza podejrzanym klientom - odpowiedział, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Uniósł zdrową dłoń do góry. - W takim razie nie pytam o szczegóły. I tak pewnie musiałabyś mnie potem zlikwidować, żeby utrzymać to w tajemnicy.
Oparł się o krawędź lady i obserwował, jak kobieta natychmiast bierze się za sprzątanie, podpisywanie i układanie rzeczy. Ruchy miała szybkie, niemal mechaniczne. Jako student psychologii domyślał się, dlaczego tak bardzo zajęła się pracą. Proste, znajome czynności najwyraźniej pomagały jej wrócić do równowagi po tym, co właśnie się stało. Nie ruszał się z miejsca i nic nie mówił. Stał blisko lady, żeby dać Will czas na powrót do normalnego rytmu.
Chłopak widział, że wciąż jest spięta. Dostrzegał to w sposobie, w jaki unikała dłuższego kontaktu wzrokowego. Pomyślał o własnych nocach, kiedy po koszmarach o wypadku schodził rano do kuchni i udawał, że wszystko jest w porządku, chociaż wnętrzności mu się przewracały.
Poprawił bluzę i celowo podtrzymał ten niezobowiązujący, żartobliwy ton. Uznał, że wciskanie jej teraz współczucia albo dopytywanie „jak się czujesz?” byłoby najgorszym, co mógłby zrobić.
Słysząc jej uwagę, przeniósł wzrok na swoją dłoń. Plaster był naklejony krzywo, a krawędź lekko odstawała, ale krew przestała lecieć. Noah poruszył kciukiem i poczuł pieczenie, co pomogło mu skupić się na teraźniejszości.
- Przemyję, obiecuję. Jak palec zacznie odpadać, to nie będę skarżył kawiarni - odpowiedział z krótkim, cichym parsknięciem.
Przez moment między nimi zapadła cisza. Zauważył, że na sekundę zawiesiła na nim wzrok, jakby nad czymś myślała. Przemknęło mu przez głowę, że może rozważa jego propozycję o wygadaniu się, ale skoro ostatecznie nic nie powiedziała, postanowił nie naciskać. Sam wiedział, że zmuszanie kogoś do otwarcia się nie prowadzi do niczego dobrego.
Przyszło mu do głowy, że może chodzić o coś znacznie poważniejszego, ale szybko odsunął tę myśl. Wściekł się na samego siebie, że w ogóle zaczął analizować jej zachowanie jak przypadek z podręcznika. Obiecał sobie, że nie będzie zachowywał się jak lekarz, bo to zwyczajnie chamskie.
Schował kartę do kieszeni kurtki. Widząc delikatny, ale w końcu prawdziwy uśmiech na jej twarzy, uznał, że czas się zbierać, zanim znowu coś zepsuje.
- Program lojalnościowy, jasne. Brzmi jak elitarny klub dla wybranych, więc czuję się podwójnie wyróżniony – podsumował, wracając do bezpiecznej, lekkiej ironii. Na koniec spoważniał. – Dzięki za plaster, Will. I za kawę.
Willa Turner
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „Lucie's”