Dans les moments de danger, c’est justement à toi que je pense
: śr wrz 16, 2026 12:20 pm
Take a piece of my heart
Make it all your own
Mógł go słuchać godzinami; pozwalać, by jego głos wwiercał mu się w umysł, zapisując w nim niczym na winylowej płycie. Był przyjemny i kojący nawet wtedy, kiedy Benjamin jawnie z niego drwił, czego po pijaku Kieran zupełnie nie ogarniał. Teraz był zbyt zafascynowany samą obecnością chłopaka, by docierało do niego coś innego. Trudność sprawiało mu skupienie się na jednej rzeczy, a co dopiero jakby nagle miał myśleć o wielu na raz!
-Ale ja nigdy nie powiedziałem, że cię nie lubię, więc nie rozumiem czemu tak sądzisz - lekko zmarszczył brwi, jakby starał się zrozumieć o co Benjaminowi właściwie chodziło. Trochę mu się myśli plątały przez ten alkohol i sporo wysiłku kosztowało go połączenie kropek, których ostatecznie i tak nie złączył, rozpraszając się w jednej sekundzie. - Jesteś bardzo zachłanny, wiesz? Wszystko chcesz brać! To może weź całego mnie? - zaśmiał się, kiedy muzyk zapragnął obu rzeczy. Nie miał niczego przeciwko dzwonieniu do niego każdego wieczora, przynajmniej teraz, ponieważ istniało spore prawdopodobieństwo, że jutro, kiedy każda niepożądana substancja opuści jego ciało, Kieran będzie próbował się z tego wypisać. - Hm… no dobrze, to będę nagrywał, zamiast pisać, skoro to dla ciebie takie ważne. A czemu? - spytał, przesuwając wolno palcem po jego policzku, jakby pędzlem po płótnie sunął. Był taki przyjemny, chociaż czuł opuszkiem lekkie ukłucie zarostu, który pasował do Thallmana. Nie wyobrażał go sobie co prawda z brodą, ale taki kilkudniowy dodawałby mu seksapilu, zdecydowanie. Prawnik jednak szybko wyrzucił z głowy tę myśl, która została zastąpiona przez inne.
-Naprawdę jesteś dziwny, Benjamin. Lubię tę dziwność, jest taka inna od mojej. To tak jakbyśmy, sam nie wiem, dopełniali się! - Aż mu się buzia rozpromieniła na samą myśl. Czy to nie brzmiało fajnie? Dopełnia się z Benjaminem - z osobą, z którą chciał dużo rozmawiać i przy której chciał po prostu być pomimo odpychania, które mu fundował. Teraz, kiedy nie chciał od niego odejść, Kieran musiał korzystać napawając się każdą chwilą. Życie byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby potrafił to powtórzyć na trzeźwo, nie okłamując sam siebie i nie uciekając przed emocjami, których nie znał.
-Zawsze można być bliżej. Poza tym… tylko dzisiaj tak mogę, prawda? - powiedział cicho, na chwilę przymykając oczy, żeby się wsłuchać w jego serce. Piękna symfonia; gdyby leżeli Burreau z pewnością by zasnął słuchając tak przyjemnej kołysanki. I chociaż chwilę później nadarzyła się ku temu okazja, ponownie został rozproszony informacjami, które posyłał w jego stronę muzyk. Chciał je zapamiętać, bo chciał wiedzieć o nim jak najwięcej.
-Kiedyś znajdziemy naszą gwiazdę, taką specjalną. I będzie tak ładnie błyszczeć, jak teraz twoje oczy - uśmiechnął się do niego szeroko, zerkając w niebo, na którym mieniło się wiele jasnych kropek. Skąd miał wiedzieć, która z nich byłaby teraz najlepsza? Będzie musiał zostawić wybór na inny dzień, bo teraz nie miał do tego zupełnie głowy - już wystarczyło, że odczuwał coraz większe zmęczenie, jakby wraz z powolnym trzeźwieniem, ulatywała z niego energia. - To nie zostawiaj, bo myślę, że to będzie bardzo bolało. A ja nie chcę, żeby bolało - stwierdził, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Na samą myśl, że nagle Benjamina miałby nie być ogarnęło go dziwnie nieprzyjemne uczucie, które zaatakowało go nawet teraz, kiedy rzeczywistość ogarniał mniej niż własne emocje.
-Normalnie przecież. A jak masz patrzeć, głuptasie? - zachichotał, bo po raz kolejny słowa mężczyzny wydawały mu się absurdalne. Nie był okazem w ZOO, więc nie miał żadnych specjalnych względów. W cyrku też nie pracował, żeby się zachwycać jego innością. Był po prostu Kieranem i tyle. Takim zwykłym i przeciętnym. Tym samym, którego usta spotkały się z ustami Thallmana. Skupił się na przyjemności, którą ogarniało jego ciało w momencie, kiedy go całował. Rejestrował, jak dobrze jego wargi pasowały do jego. Czemu nie sprawdzili tego wcześniej?
-Tak, skoro teraz już wiem… i wiem, dlaczego inni też chcą cię całować. Chociaż… mogliby przestać, wiesz? Bo jakby było ich mniej, ja mógłbym mieć więcej - zaśmiał się, dźgając go delikatnie w policzek, mając z tego taką radochę, jak pięciolatek na widok szczeniaka.
Kiedy zrobiło mu się niedobrze, musiał usiąść obawiając się, że zwymiotuje na swoją twarz, a to nie byłoby za fajne i po czymś takim Benjamin z pewnością więcej nie chciałby się z nim spotykac. A jemu zależało, że jednak do niego przychodził i pozwalał się odwiedzać.
-Przepraszam - mruknął cicho, chwiejąc się. - Nie przestawaj mnie lubić, dobrze? Obiecuję nie zwymiotować - dodał, spoglądając na niego niemal błagalnie, jakby teraz najważniejszą dla niego rzeczą było to, aby muzyk nadal odczuwał do niego sympatię. Nijak nie mógł mieć pewności, że zaraz tego pawia nie puści, ale przynajmniej się starał! - Możemy wrócić do twojego, masz fajne łóżko - rzucił rozbawiony, dając się wprowadzić ponownie do sypialni, w której ani trochę nie było mu lepiej. Stanie wymagało od niego energii, dodatkowo znacznie wzmagając kręcenie w głowie. Miał wrażenie, że znajduje się na jakiejś karuzeli, której nie umiał zatrzymać. wcale nie pomagało.
-Nie mów tak… ostatni raz brzmi źle - szepnął, pozwalając się pocałować jeszcze bardziej. Zacisnął dłonie na materiale znajdującym się na torsie chłopaka, oddając się w pełni pocałunkowi. Westchnął cicho czując, jak jego własne serce bije jeszcze szybciej, jakby chciało dogonić to należące do Benjamina, w ten sposób znajdując z nim wspólny rytm. Zachwiał się przy tym dość mocno, wywalając ich przy okazji na łóżko, przy którym stali. Poczuł na sobie ciężar Benjamina oraz ciepło, które od niego emanowało, ani na moment jednak nie odrywając swoich warg od jego, uzależniając się do każdej sekundy bliskości.
keep me safe
Make it all your own
Mógł go słuchać godzinami; pozwalać, by jego głos wwiercał mu się w umysł, zapisując w nim niczym na winylowej płycie. Był przyjemny i kojący nawet wtedy, kiedy Benjamin jawnie z niego drwił, czego po pijaku Kieran zupełnie nie ogarniał. Teraz był zbyt zafascynowany samą obecnością chłopaka, by docierało do niego coś innego. Trudność sprawiało mu skupienie się na jednej rzeczy, a co dopiero jakby nagle miał myśleć o wielu na raz!
-Ale ja nigdy nie powiedziałem, że cię nie lubię, więc nie rozumiem czemu tak sądzisz - lekko zmarszczył brwi, jakby starał się zrozumieć o co Benjaminowi właściwie chodziło. Trochę mu się myśli plątały przez ten alkohol i sporo wysiłku kosztowało go połączenie kropek, których ostatecznie i tak nie złączył, rozpraszając się w jednej sekundzie. - Jesteś bardzo zachłanny, wiesz? Wszystko chcesz brać! To może weź całego mnie? - zaśmiał się, kiedy muzyk zapragnął obu rzeczy. Nie miał niczego przeciwko dzwonieniu do niego każdego wieczora, przynajmniej teraz, ponieważ istniało spore prawdopodobieństwo, że jutro, kiedy każda niepożądana substancja opuści jego ciało, Kieran będzie próbował się z tego wypisać. - Hm… no dobrze, to będę nagrywał, zamiast pisać, skoro to dla ciebie takie ważne. A czemu? - spytał, przesuwając wolno palcem po jego policzku, jakby pędzlem po płótnie sunął. Był taki przyjemny, chociaż czuł opuszkiem lekkie ukłucie zarostu, który pasował do Thallmana. Nie wyobrażał go sobie co prawda z brodą, ale taki kilkudniowy dodawałby mu seksapilu, zdecydowanie. Prawnik jednak szybko wyrzucił z głowy tę myśl, która została zastąpiona przez inne.
-Naprawdę jesteś dziwny, Benjamin. Lubię tę dziwność, jest taka inna od mojej. To tak jakbyśmy, sam nie wiem, dopełniali się! - Aż mu się buzia rozpromieniła na samą myśl. Czy to nie brzmiało fajnie? Dopełnia się z Benjaminem - z osobą, z którą chciał dużo rozmawiać i przy której chciał po prostu być pomimo odpychania, które mu fundował. Teraz, kiedy nie chciał od niego odejść, Kieran musiał korzystać napawając się każdą chwilą. Życie byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby potrafił to powtórzyć na trzeźwo, nie okłamując sam siebie i nie uciekając przed emocjami, których nie znał.
-Zawsze można być bliżej. Poza tym… tylko dzisiaj tak mogę, prawda? - powiedział cicho, na chwilę przymykając oczy, żeby się wsłuchać w jego serce. Piękna symfonia; gdyby leżeli Burreau z pewnością by zasnął słuchając tak przyjemnej kołysanki. I chociaż chwilę później nadarzyła się ku temu okazja, ponownie został rozproszony informacjami, które posyłał w jego stronę muzyk. Chciał je zapamiętać, bo chciał wiedzieć o nim jak najwięcej.
-Kiedyś znajdziemy naszą gwiazdę, taką specjalną. I będzie tak ładnie błyszczeć, jak teraz twoje oczy - uśmiechnął się do niego szeroko, zerkając w niebo, na którym mieniło się wiele jasnych kropek. Skąd miał wiedzieć, która z nich byłaby teraz najlepsza? Będzie musiał zostawić wybór na inny dzień, bo teraz nie miał do tego zupełnie głowy - już wystarczyło, że odczuwał coraz większe zmęczenie, jakby wraz z powolnym trzeźwieniem, ulatywała z niego energia. - To nie zostawiaj, bo myślę, że to będzie bardzo bolało. A ja nie chcę, żeby bolało - stwierdził, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Na samą myśl, że nagle Benjamina miałby nie być ogarnęło go dziwnie nieprzyjemne uczucie, które zaatakowało go nawet teraz, kiedy rzeczywistość ogarniał mniej niż własne emocje.
-Normalnie przecież. A jak masz patrzeć, głuptasie? - zachichotał, bo po raz kolejny słowa mężczyzny wydawały mu się absurdalne. Nie był okazem w ZOO, więc nie miał żadnych specjalnych względów. W cyrku też nie pracował, żeby się zachwycać jego innością. Był po prostu Kieranem i tyle. Takim zwykłym i przeciętnym. Tym samym, którego usta spotkały się z ustami Thallmana. Skupił się na przyjemności, którą ogarniało jego ciało w momencie, kiedy go całował. Rejestrował, jak dobrze jego wargi pasowały do jego. Czemu nie sprawdzili tego wcześniej?
-Tak, skoro teraz już wiem… i wiem, dlaczego inni też chcą cię całować. Chociaż… mogliby przestać, wiesz? Bo jakby było ich mniej, ja mógłbym mieć więcej - zaśmiał się, dźgając go delikatnie w policzek, mając z tego taką radochę, jak pięciolatek na widok szczeniaka.
Kiedy zrobiło mu się niedobrze, musiał usiąść obawiając się, że zwymiotuje na swoją twarz, a to nie byłoby za fajne i po czymś takim Benjamin z pewnością więcej nie chciałby się z nim spotykac. A jemu zależało, że jednak do niego przychodził i pozwalał się odwiedzać.
-Przepraszam - mruknął cicho, chwiejąc się. - Nie przestawaj mnie lubić, dobrze? Obiecuję nie zwymiotować - dodał, spoglądając na niego niemal błagalnie, jakby teraz najważniejszą dla niego rzeczą było to, aby muzyk nadal odczuwał do niego sympatię. Nijak nie mógł mieć pewności, że zaraz tego pawia nie puści, ale przynajmniej się starał! - Możemy wrócić do twojego, masz fajne łóżko - rzucił rozbawiony, dając się wprowadzić ponownie do sypialni, w której ani trochę nie było mu lepiej. Stanie wymagało od niego energii, dodatkowo znacznie wzmagając kręcenie w głowie. Miał wrażenie, że znajduje się na jakiejś karuzeli, której nie umiał zatrzymać. wcale nie pomagało.
-Nie mów tak… ostatni raz brzmi źle - szepnął, pozwalając się pocałować jeszcze bardziej. Zacisnął dłonie na materiale znajdującym się na torsie chłopaka, oddając się w pełni pocałunkowi. Westchnął cicho czując, jak jego własne serce bije jeszcze szybciej, jakby chciało dogonić to należące do Benjamina, w ten sposób znajdując z nim wspólny rytm. Zachwiał się przy tym dość mocno, wywalając ich przy okazji na łóżko, przy którym stali. Poczuł na sobie ciężar Benjamina oraz ciepło, które od niego emanowało, ani na moment jednak nie odrywając swoich warg od jego, uzależniając się do każdej sekundy bliskości.
keep me safe