ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zdawał sobie sprawę z irracjonalności własnej decyzji. Miał wrażenie, że z każdym kolejnym dniem, z każdym spotkaniem czy wiadomością wymienioną z Benjaminem, Kieran tracił resztki zdrowego rozsądku, pchając się w sytuacje, których do tej pory nigdy nie brał pod uwagę. Jego życiowa monotonia i harmonia zostały zaburzone, i chłopak całkowicie tracił nad tym kontrolę, poddając się impulsom, które wywracały życie do góry nogami, stawiając je na zupełnie innej płaszczyźnie. Zmieniało się postrzeganie świata, zmieniało się jego wnętrze oraz spojrzenie na własną przyszłość.

Zaczynał czuć.

Przerażało go to i fascynowało zarazem, jak jedna osoba w tak krótkim czasie potrafiła na niego wpłynąć. Jak zaledwie po kilku spotkaniach uzależniła go od siebie niezależnie od tego, jak bardzo Burreau nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Pragnął towarzystwa Thallmana. Wspólnych gier, rozmów, przekomarzanek, które momentami doprowadzały go do skrajnej irytacji, uzewnętrzniając negatywne emocje prawnika.
Właśnie dlatego, kiedy po raz kolejny spotkał się z odmową ze strony muzyka, poczuł r o z c z a r o w a n i e. Odniósł wrażenie, że Benjamin z nim pogrywa, wsuwając się w strefy, które potrafiły zaboleć. Przecież tego powinien się spodziewać, prawda? Nie miał prawa oczekiwać, że ilekroć wyjdzie z jakąś propozycją, starszy chłopak na nią przystanie. Nie miał prawa wymagać, że będzie chciał po raz kolejny się z nim spotkać. Benjamin był chaosem, a od chaosu nie można było wymagać niczego, bo rządził się własnymi prawami, żyjąc na własnych zasadach.

Żywiołu nie dało się poskromić.

Nie mogąc poradzić sobie z własnymi myślami oraz emocjami, które kotłowały się w nim dopuszczone do głosu po ponad dwudziestu latach, Kieran przystał na bezsensowną propozycję wzięcia udział w imprezie organizowanej przez kogoś z uczelni. Nie znał tych ludzi, zamieniając z nimi może kilka przypadkowych słów, a jednak uznał, że będzie to idealny sposób, żeby oczyścić głowę.

Potrzebował ucieczki.

Od razu było wiadomo, że nie skończy się to dobrze, przynajmniej dla młodego prawnika. Nieprzyzwyczajony do częstego zaznawania życia towarzyskiego, nie wiedział nawet czego ma oczekiwać. Domyślał się, że będzie alkohol, być może narkotyki, które stawały się nieodzownym elementem każdego spotkania studenckiego. Nie przewidział jednak, że sam wpadnie w ich sidła, zażywając nieświadomie sporą porcję substancji odurzających. Zjarał się, co tu wiele mówić. Początkowo ten stan zdawał mu się podobać, zaskakując go swoją lekkością. Doprawiony alkoholem dał się porwać w wir imprezy, nieprzerwanie wlewając w siebie kolejne porcje alkoholu. Pomogło mu to chociaż na chwilę zapomnieć o żalu i rozczarowaniu, które pchnęły go do przekroczenia tak wysoko postawionej granicy.
W chwili, w której jeden z hokeistów zaczął poświęcać mu zbyt wiele uwagi, otumaniony umysł Burreau uznał, że powinien się ewakuować. To miejsce zaczynało robić się naprawdę dziwne.
Sięgnął po telefon i napisał do jedynej osoby, z którą chciał teraz rozmawiać. Odpowiedzi Benjamina nadeszły szybko, wywołując na ustach prawnika, szeroki uśmiech.

już jadę
nie rozmawiaj z nikim

Wziął sobie to do serca, czego nie można było powiedzieć o niestrudzonym koledze z uczelni, który samemu znajdując się w stanie poważnego upojenia alkoholowego, postanowił wyjść za nim na zewnątrz, nachalnie zmuszając do swojego towarzystwa.
-Słuchaj, nie wolno mi z tobą rozmawiać. Dostałem zakaz - powiedział, spoglądając na niego. Słowa Thallmana były w tym momencie świętością.
-Daj spokój, Kieran. Przecież wiem, że chcesz się zabawić - dało się słyszeć, a chwilę później poczuł na swoim nadgarstku uścisk obcej dłoni. O nie, tak się Kieran wcale nie chciał bawić.
-Wiesz, ja nie za bardzo lubię, jak ktoś zakłóca moją przestrzeń - lekko brwi zmarszczył, bo chociaż był w stanie, nad którym nijak nie panował, tak nie był całkiem upośledzony przez dragi. - I no… zaraz tu ktoś po mnie będzie, więc na twoim miejscu to bym się ewakuował - uśmiechnął się do niego szeroko, starając się wyszarpnąć rękę.
Czemu ci wszyscy sportowcy byli tacy silni?

mon héros
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”