Girls just wanna have fun
: śr wrz 02, 2026 6:10 pm
Sposób, w jaki zareagowała na jego uwagę, mimowolnie go bawił. Rozchylił nieznacznie wargi, przyglądając się jej gestom i zalewającej się rumieńcami twarzy, i walczył z drżącymi kącikami ust, żeby się nie uśmiechnąć. Bo wiedział, że trafił.
— Uczę się od najlepszych — wzruszył niewinnie ramieniem. — Po wizycie w Huntsville uznałem, że powinienem być na bieżąco — a potem już tak zostało, dodał w myślach. Nie zamierzał tłumaczyć się, że z a p o m n i a ł ją unfollowować i że to była d r o b n o s t k a w porównaniu ze wszystkim, co ostatnio zajmowało jego umysł. Ani tym bardziej wypierać się, że tak, nadal miał ją w znajomych. To był ostatni namacalny ślad po ich relacji, którego najwyraźniej zdawała się nie dostrzegać. — Jutro jest druga część — poinformował ją w odpowiedzi na jej wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę jej dotychczasowe zachowanie, był w stanie je przyjąć, co też zrobił z typowym dla siebie spokojem.
Miała pewne powody, żeby się wstydzić, ale Lucien zupełnie się na tym w tej chwili nie skupiał. Jedynie jej pąsowiejące po raz kolejny policzki wzbudziły w nim pewne rozczulenie. Pokręcił nieznacznie głową, próbując wyzbyć się tych zupełnie niepotrzebnych emocji.
— Znam lepsze sposoby na dobrą zabawę, niż stawianie Włochów w stan gotowości bojowej — odparł, nieco przy tym marszcząc nos. Starał się nie osądzać dziewczyn, ale to, co robiły, a widział tylko część ich spektakularnego performance’u, było igraniem z prawem. Cudem udało im się uniknąć konsekwencji.
Nie podobała mu się złość w jej głosie, ale to jej słowa chcąc nie chcąc, wywołały w nim nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie zdążył jednak zaoponować.
W momencie, kiedy gwałtownie odwróciła się w stronę alejki, w ułamku sekundy zrozumiał, co zaraz nastąpi. Nie pozwolił jej upaść. Momentalnie złapał ją w talii i zacisnął na niej swoje palce, pozwalając oprzeć się o jego tors. I spojrzał w jej oczy — skonsternowane, nieco zlęknione, pobłyskujące w świetle pobliskiej lampy ulicznej.
Wystarczyła ta jedna chwila, by powrócił pamięcią do wspomnień z ich pierwszego spotkania. Ciemna alejka, intymność chwili, bijący od niej gorąc i spojrzenie, które go wtedy urzekło, wydawały mu się nad wyraz znajome. I przede wszystkim niezmiennie wzbudzały w nim emocje. Te, których nie powinien czuć.
Na jego usta cisnęło się wiele słów. Nie chciał, żeby znalazła sobie kogoś innego, nawet, jeśli miała to być kolejna jednorazowa przygoda. Nie wyobrażał sobie, żeby teraz, po wypuszczeniu jej ze swoich rąk, mogła pójść do klubu i obściskiwać się z kimś nieznajomym. Albo ruszyć w miasto i zdemolować pozostałą jego resztę, zupełnie nie zaprzątając sobie swojej ślicznej główki ekstradycją. Nie miał pojęcia, jaki jeszcze pomysł mógł przyjść jej na myśl, zwłaszcza, gdy była tak upojona alkoholem, podobnie, jak jej przyjaciółka, której towarzystwo było równie wątpliwe. Jeśli nie przejmowała się niczym, bo chciała się zabawić, to martwił się za nią.
Jednocześnie odczuwał bolesną świadomość faktu, że nie miał prawa jej niczego zabraniać. Nie był dla niej nikim, kto mógł jakkolwiek ingerować w jej życie. Nie chciała go w nim. Miał też uzasadnione obawy, że jeśli wyraziłby sprzeciw, to Zoya i tak by go nie posłuchała. Powinien też uszanować jej wolę, że chciała odpocząć i się rozerwać, a on nie chciał tym nagłym spotkaniem psuć jej planów.
Z tymi myślami krążącymi mu po głowie wpatrywał się w nią, aż sięgnął jej policzka, żeby kciukiem delikatnie zgarnąć z niego opadły kosmyk jej włosów za ucho. Bezwiednie pochylił się w jej stronę, żeby zmniejszyć dokuczliwą różnicę wzrostu spowodowaną jej zagubionymi butami, tak, jak robił to zawsze. Byle tylko móc na moment pooddychać jej powietrzem.
Dopiero, gdy jego spojrzenie przesunęło się na sekundę na jej usta, zauważył, że nadal łagodnie ujmował dłonią jej policzek. To sprawiło, że westchnął nieznacznie i podniósł wzrok z powrotem na jej bystre źrenice.
— Tylko uważaj na siebie — poprosił cicho, niemal szeptem, zanim opuścił rękę wzdłuż swojego ciała i wyprostował się, a następnie odwrócił wzrok gdzieś na alejkę, w ten sposób chcąc ukryć ból własnej decyzji. Wtedy też przypomniał sobie o jednej, ważnej kwestii. Obejrzał się za siebie, nieco wychylając się zza rogu, po czym wrócił spojrzeniem do Zoi. — Przyjaciółka, z którą byłaś, nie miała na Ciebie poczekać? — ściągnął brwi nieco zaniepokojony. Bo jeśli miała zaczekać, to… chyba ją zgubili.
Zoya Weasley Adeline Covington
— Uczę się od najlepszych — wzruszył niewinnie ramieniem. — Po wizycie w Huntsville uznałem, że powinienem być na bieżąco — a potem już tak zostało, dodał w myślach. Nie zamierzał tłumaczyć się, że z a p o m n i a ł ją unfollowować i że to była d r o b n o s t k a w porównaniu ze wszystkim, co ostatnio zajmowało jego umysł. Ani tym bardziej wypierać się, że tak, nadal miał ją w znajomych. To był ostatni namacalny ślad po ich relacji, którego najwyraźniej zdawała się nie dostrzegać. — Jutro jest druga część — poinformował ją w odpowiedzi na jej wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę jej dotychczasowe zachowanie, był w stanie je przyjąć, co też zrobił z typowym dla siebie spokojem.
Miała pewne powody, żeby się wstydzić, ale Lucien zupełnie się na tym w tej chwili nie skupiał. Jedynie jej pąsowiejące po raz kolejny policzki wzbudziły w nim pewne rozczulenie. Pokręcił nieznacznie głową, próbując wyzbyć się tych zupełnie niepotrzebnych emocji.
— Znam lepsze sposoby na dobrą zabawę, niż stawianie Włochów w stan gotowości bojowej — odparł, nieco przy tym marszcząc nos. Starał się nie osądzać dziewczyn, ale to, co robiły, a widział tylko część ich spektakularnego performance’u, było igraniem z prawem. Cudem udało im się uniknąć konsekwencji.
Nie podobała mu się złość w jej głosie, ale to jej słowa chcąc nie chcąc, wywołały w nim nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie zdążył jednak zaoponować.
W momencie, kiedy gwałtownie odwróciła się w stronę alejki, w ułamku sekundy zrozumiał, co zaraz nastąpi. Nie pozwolił jej upaść. Momentalnie złapał ją w talii i zacisnął na niej swoje palce, pozwalając oprzeć się o jego tors. I spojrzał w jej oczy — skonsternowane, nieco zlęknione, pobłyskujące w świetle pobliskiej lampy ulicznej.
Wystarczyła ta jedna chwila, by powrócił pamięcią do wspomnień z ich pierwszego spotkania. Ciemna alejka, intymność chwili, bijący od niej gorąc i spojrzenie, które go wtedy urzekło, wydawały mu się nad wyraz znajome. I przede wszystkim niezmiennie wzbudzały w nim emocje. Te, których nie powinien czuć.
Na jego usta cisnęło się wiele słów. Nie chciał, żeby znalazła sobie kogoś innego, nawet, jeśli miała to być kolejna jednorazowa przygoda. Nie wyobrażał sobie, żeby teraz, po wypuszczeniu jej ze swoich rąk, mogła pójść do klubu i obściskiwać się z kimś nieznajomym. Albo ruszyć w miasto i zdemolować pozostałą jego resztę, zupełnie nie zaprzątając sobie swojej ślicznej główki ekstradycją. Nie miał pojęcia, jaki jeszcze pomysł mógł przyjść jej na myśl, zwłaszcza, gdy była tak upojona alkoholem, podobnie, jak jej przyjaciółka, której towarzystwo było równie wątpliwe. Jeśli nie przejmowała się niczym, bo chciała się zabawić, to martwił się za nią.
Jednocześnie odczuwał bolesną świadomość faktu, że nie miał prawa jej niczego zabraniać. Nie był dla niej nikim, kto mógł jakkolwiek ingerować w jej życie. Nie chciała go w nim. Miał też uzasadnione obawy, że jeśli wyraziłby sprzeciw, to Zoya i tak by go nie posłuchała. Powinien też uszanować jej wolę, że chciała odpocząć i się rozerwać, a on nie chciał tym nagłym spotkaniem psuć jej planów.
Z tymi myślami krążącymi mu po głowie wpatrywał się w nią, aż sięgnął jej policzka, żeby kciukiem delikatnie zgarnąć z niego opadły kosmyk jej włosów za ucho. Bezwiednie pochylił się w jej stronę, żeby zmniejszyć dokuczliwą różnicę wzrostu spowodowaną jej zagubionymi butami, tak, jak robił to zawsze. Byle tylko móc na moment pooddychać jej powietrzem.
Dopiero, gdy jego spojrzenie przesunęło się na sekundę na jej usta, zauważył, że nadal łagodnie ujmował dłonią jej policzek. To sprawiło, że westchnął nieznacznie i podniósł wzrok z powrotem na jej bystre źrenice.
— Tylko uważaj na siebie — poprosił cicho, niemal szeptem, zanim opuścił rękę wzdłuż swojego ciała i wyprostował się, a następnie odwrócił wzrok gdzieś na alejkę, w ten sposób chcąc ukryć ból własnej decyzji. Wtedy też przypomniał sobie o jednej, ważnej kwestii. Obejrzał się za siebie, nieco wychylając się zza rogu, po czym wrócił spojrzeniem do Zoi. — Przyjaciółka, z którą byłaś, nie miała na Ciebie poczekać? — ściągnął brwi nieco zaniepokojony. Bo jeśli miała zaczekać, to… chyba ją zgubili.
Zoya Weasley Adeline Covington