ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a skończyło się na całej walizce. Od rozmowy z Lucienem minęło zaledwie kilka dni, kiedy Adeline niespodziewanie rzuciła jej w twarz biletami do Włoch. Obie potrzebowały odetchnąć, wyrwać się z codzienności, a przede wszystkim poukładać na nowo swoje podejście do życia.
Przede wszystkim.
Zoya musiała otrząsnąć się z wizji macierzyństwa, która tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła. Jej przyjaciółka za to…
Na lotnisku niczym rasowe pochłaniaczki alkoholu, opróżniły puszkę pepsi zmieszaną z wódką. W samolocie zamówiły po dwa drinki, wesoło śmiejąc się i żartując z atrakcyjnego stewarda. Po wylądowaniu natomiast, aby uczcić początek urlopu w taksówce rozprawiły się z całą butelką wina. Drugą otworzyły, gdy drzwi hotelowego apartamentu zatrzasnęły się za nimi z hukiem.
Musiała przyznać, że Adeline miała świetny gust. Wybrała apartament z widokiem na plażę w Misano, która w blasku zachodzącego słońca wyglądała fantastycznie. Dla Zoyi był to pierwszy wyjaz za granice. Fakt, dość nieoczekiwany, ale szczerze cieszyła się, że to właśnie Ade została jej towarzyszką. I sponsorką, choć Zoya zarzekła się, że zapłaci za pozostałe atrakcje.
Przebieraj się od razu — rzuciła znienacka, po czym pociągnęła z gwinta trzy łyki wina i podała butelkę przyjaciółce. —Idziemy na basen — zadecydowała i rozpięła walizkę w poszukiwaniu stroju. Niestety pierwsze, co wpadło jej w ręce, to obcisła, kusa sukienka. Mimowolnie parsknęła śmiechem i prędko, trochę nerwowo i pokracznie zaczęła zsuwać z pośladków jeansy. — Albo nie. Idziemy na imprezę! Chcę poznać jakiegoś Włocha!.
Nie. Zoya nie chciała poznać Włocha.
Prawdopodobnie obie doskonale o tym wiedziały, jednak tego weekendu postanowiły nie próżnować i nie ograniczać się w podejmowaniu durnych decyzji. Ostatnie wydarzenia wystarczająco je doświadczyły, aby teraz miały jeszcze słuchać j a k i e g o ś, ha-pfu rozsądku.
Ten zresztą całkowicie wyparował, gdy Zoya po raz kolejny pociągnęła łyk wina. Głośno syknęła, otarła alkohol z kącika ust, a następnie ściągnęła z siebie bluzkę, pozostając w samej bieliźnie. Zaraz już bardziej krytycznie przyjrzała się tej kusej sukience, przeniosła wzrok na już zwartą, półnagą i radośnie podchmieloną Adeline, a później z powrotem na walizkę, z której nagle wysypała wszystkie ubrania.
Złapała jakieś krótkie spodenki, ale nieszczęśliwie jakimś cudem nie przepchnęła ich nogawek przez uda.
Chyba przytyłam przez tę cholerną ciążę! — zawołała ni to żartobliwie, ni poważnie, po czym sięgnęła po czarną, skórzaną spódniczkę. Po minionym miesiącu Zoi pozostała jedynie żałość, a także sposobność do ironizowania i udawania, że wcale nie było jej przykro. Wcale.Hej, Clem... — zwróciła się w stronę przyjaciółki, która podobnie jak wcześniej Weasley próbowała wcisnąć swoje pośladki w jakieś spodnie. Zoya przyglądała się temu z pewnym uznaniem, dostrzegając ładny, kształtny tyłek Adeline, który po takiej dawce alkoholu, wydawał się nad wyraz apetyczny. — Nie chciałam wcześniej pytać, ale ten wyjazd ma coś wspólnego z Sullivanem i waszą randką?
Zoya naprawdę nie chciała zasypywać Adeline pytaniami, skoro ta sama nie zaczęła jeszcze tego tematu. Z drugiej strony były przecież w pięknych, malowniczych Włoszech. Miały się świetnie bawić i przede wszystkim wspierać nawzajem, ale Zoya musiała znać wszystkie szczegóły, aby jakkolwiek zareagować. I w razie potrzeby sypnąć złą radą.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyprawa na inny kontynent była wszystkim, czego obecnie potrzebowała Adeline, żeby odpocząć od tego, co działo się w mieście i w jej głowie. Ostatnie dni, a właściwie tygodnie były niczym rollercoaster, z którego usilnie pragnęła wysiąść. Na moment.
Po nadmiarze wrażeń, jaki zafundowało jej pojawienie się Sully’ego, musiała się od tego odciąć, zdystansować i po prostu zabawić. Brakowało jej tych chwil beztroski, gdzie rozsądek ulatywał wraz z kolejnym szkłem z procentami, który wlewała w siebie podczas podróży do słonecznej Europy. A kto był do tego bardziej odpowiednim towarzystwem, jeśli nie najlepsza przyjaciółka?
Tak naprawdę nie interesowało jej wcale, ile pieniędzy wyda na tę podróż, bo przecież od dwóch lat nie wyjeżdżała poza granice Kanady. Co więcej, uważała, że zarówno jej, jak i Zoi należało się porządnie odchamić po wszystkim, co obie przeszły. Zamierzała więc pić, opalać się, szaleć na imprezach i zachwycać się przystojnymi Włochami bez oporu.
Przyjemnie szumiało jej już w głowie, kiedy weszła do wybranego przez siebie apartamentu, pobieżnie lustrując wzrokiem wnętrze, a potem widok za oknem, po czym uśmiechnęła się do siebie z myślą, że będzie to cudowny weekend. A potem dostała butelkę wina do ręki, z której ochoczo pociągnęła kolejne kilka łyków.
Wino tutaj smakuje o wiele lepiej — mruknęła pod nosem z zadowoleniem, po czym odłożyła butelkę na blat i ruszyła do walizki w poszukiwaniu stroju kąpielowego. Pakowała się na szybko, więc nie pamiętała dokładnie, gdzie go posiała, dlatego nagłą zmianę planów przyjęła z ulgą. Już po chwili dogrzebała się do swojej małej czarnej, rozrzucając przy okazji część ze swoich ubrań na łóżku i podłodze, jednocześnie zaśmiewając się w głos na Włocha, którego Zoya zamierzała poznać.
Będę Twoją skrzydłową, możesz na mnie liczyć — posłała jej najszerszy uśmiech, na jaki było ją stać, bo przecież bardzo zależało jej na dobru swojej przyjaciółki, po czym ściągnęła z siebie top.
Może obie nie powinny w tym stanie bawić się w przelotne znajomości, ale właściwie poznanie jakiegoś przystojnego mieszkańca Misano wcale nie było takim złym pomysłem? Na pewno nie było grzechem. Z tą myślą zabrała się za ściąganie swoich materiałowych spodni, które wylądowały na podłodze.
No wiesz, jadłaś za dwóch, więc nie miałaś hamulców. Musiało do tego dojść — skrzywiła się bezradnie i ze współczuciem, bo jednak Zoya karmiła wyłącznie siebie i jej drugi żołądek. — Aaale co pojadłaś, to Twoje! — postanowiła zaraz ją pocieszyć. Ona na przykład wcale sobie niczego nie odmawiała. — Poza tym, jak to się mówi? Kochanego ciałka nigdy za wiele? — wzruszyła niewinnie ramieniem, bo naprawdę w to wierzyła. Ktoś kiedyś wrył jej to w głowę i tak już zostało.
Ade złapała za leżące na wierzchu spodnie, starając się je naciągnąć na swoje chude nogi, kompletnie przy tym zapominając o przygotowanej obok czarnej sukience. Kiedy dotarła już do ud, dźwignęła się na nogi i z ciężkim stęknięciem wciągnęła spodnie na tyłek. Na pytanie Zoi zatrzymała się w miejscu i zmrużyła mocno oczy w zastanowieniu.
Randka była cudowna — zauważyła w końcu, znowu przysiadając na łóżku przysiąść. — Ale to, co działo się już po niej niekoniecznie. Ojciec znów zaczął zwracać na mnie uwagę. Wolałabym jednak, żeby nie miało to związku z potencjalnym kandydatem na męża — westchnęła przeciągle, bo to już dawało wystarczające powody, by wierzyć, że Thomas raczej nigdy nie spojrzy na nią jak na spadkobierczynię swojego imperium. — Co jeszcze? — zastanowiła się na głos. — Aa, tak. Pokłóciłam się z Ree. W sumie to zaczęło się od artykułu na temat mój i Sully’ego. Chyba znowu będę sławna — stwierdziła, wzruszając niedbale ramionami, po czym parsknęła śmiechem. Po tym winie wcale to wszystko nie brzmiało tak tragicznie, jak uważała wcześniej. Nawet był to ciekawy powód do żartów. — Tylko mogli wybrać inne zdjęcie. Z drugiego profilu wypadam o niebo lepiej — dodała nonszalancko, jakby wcale się tym wszystkim nie przejmowała. Właściwie jakiekolwiek dramatyzowanie teraz nie miało najmniejszego sensu. Włoskie słońce i wino skutecznie odpędzały każdą złowrogą chmurę nad nią.
A Ty? Masz zamiar tylko świętować brak ciąży czy stoi za tym coś jeszcze? — zagadnęła, spoglądając na Zoyę z zaintrygowaniem. Skoro już zaczęły analizować powody tak spontanicznego wyjazdu, Ade również musiała wiedzieć, czego powinna się spodziewać.
Przede wszystkim jednak zależało jej na tym, żeby jej przyjaciółka poczuła się lepiej. Rozumiała, jak bardzo utrata ciąży, nawet tej wyimaginowanej, potrafiła obciążyć umysł, zwłaszcza, że Weasley zdążyła się z nią oswoić. Zdjęcie ubranka, które trzy tygodnie temu jej wysłała, dobitnie o tym świadczyło.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya z całą pewnością miała wrażenie, że to Adeline miała gorzej. Stricte nie poruszyły jeszcze tego tematu, ale przecież widziała ostatnie nagłówki w social mediach dotyczące Sullivana Hartleya. Wiedziała też jak poważny przed laty był ich związek i jakie miało to później konsekwencje.
Zoyka sama mogła sobie ponarzekać, ale jej bańka trwała raptem dwa tygodnie. I choć skończyła się spektakularnym zatrzaśnięciem drzwi obrzydliwie drogiego mercedesa, potężnym zażenowaniem i smutkiem, czuła, że prędzej czy później odzyska spokój. Wróci do tych wszystkich bezsensownych czynności, wymaże Luciena z głowy, aż w końcu nie będzie czuła absolutnie niczego.
To było oczywiste! Patrząc jednak na Adeline, która poruszała się między jednym ciuchem a drugim, a alkohol pochłaniała z łapczywością zupełnie niepasującą do kobiecej persony (Zoya zresztą robiła dokładnie to samo, hehe), zaczęła rozumieć, że bardzo musiały przytłaczać ją kłębiące się w środku emocje.
Zoya machnęła ręką na wiadomość, że Ade zamierzała być jej skrzydłową. Nie sądziła, aby rzeczywiście potrzebowała pomocy, ale kto to wiedział. Nie znała włoskiego, więc może powinna poszukać w mieście jakiegoś Hiszpana albo Francuza? Na Kanadyjczyków obecnie nie chciała patrzeć.
Na kolejne słowa rudej nerwowo przełknęła ślinę. W tygodniu poprzedzającym wizytę u ginekologa zdecydowanie jadła dużo. Głównie dlatego, że częściej widywała się z Lucienem, z którym w międzyczasie zdarzało jej się zjeść jakiś bardziej sycący posiłek. Wcześniej sięgała po bardziej okrojone, zielone porcje.
Weź, Clem! — oburzona rzuciła w stronę Adeline jakąś bluzkę. Ta wesoło trafiła ją prosto w głowę i przez moment osiadła na całej twarzy, aż dziewczyna z rozmachem jej nie zerwała.
Potem żarty się skończyły, gdy przyjaciółka zatrzymała się w miejscu z wciśniętymi na tyłek, ale nadal rozpiętymi jeansami i zmrużyła oczy. Wtedy Zoya również znieruchomiała w oczekiwaniu na odpowiedź. Mimowolnie pokiwała głową, gdy padło stwierdzenie, że randka była cudowna.
O Sullivanie sądziła naprawdę wiele, ale jednocześnie nadal nie znała go zbyt dobrze. Znała za to Adeline i nie chciała, aby ta cierpiała. Niezależnie od podejmowanych przez nią decyzji, dobrych czy totalnie nierozsądnych, zamierzała ją wspierać.
W razie potrzeby mogła pójść z nią na zakupy albo zakopać ciało w lesie. C o k o l w i e k.
Łaa! — klasnęła oburzona i nerwowo złapała się za biodra. — Twój ojciec jest naprawdę niereformowalny. Interesuje się dopiero wtedy, kiedy kontakt z tobą może mu przynieść większe profity, co? — zapytała retorycznie, ale obie doskonale znały odpowiedź na to pytanie.
Thomas w swoim postępowaniu zachowywał się jak typowy szowinista. Notorycznie umniejszał wartości kobiet, czego Adeline doświadczała na własnej skórze.
Twoja kłótnia z Ree akurat mnie nie dziwi. To... — Zzawahała się. — To dupek, ale może się martwi, Clem? Mówiłaś, że kiedy wrócił do miasta, najpierw zdecydował się odwiedzić właśnie ciebie. Chociaż z drugiej strony nie chcę go bronić. Jest egoistą. W dodatku nieprzewidywalnym egoistą. — Wzruszyła ramionami, nie do końca wiedząc, co powinna powiedzieć o bracie Adeline. Właściwie żadna z nich nie potrafiła go rozgryźć. Niczym kot chodził własnymi ścieżkami, a jego pojawienie się zawsze zwiastowało problemy.
Widziałam ten artykuł — prychnęła śmiechem podobnym do tego, którym wcześniej wykrzesała z siebie przyjaciółka. — Wyglądasz tam trochę grubo i przez światło masz inny odcień włosów. Może nikt się nie domyśli? — Spróbowała żartem odwrócić uwagę od całego tego tematu.
Może rzeczywiście nie powinny roztrząsać wydarzeń, które miały miejsce wiele kilometrów stąd. Przede wszystkim potrzebowały odpocząć i z tym obie się zgadzały.
Zoya sięgnęła po kosmetyczkę, która wypadła na podłogę razem ze stertą ubrań. Następnie stanęła przed lustrem i zaczęła obrysowywać usta konturówką. Nawet nie drgnęła, kiedy Ade zadała pytanie. Zamiast tego odnalazła jej wzrok w odbiciu i przez chwilę przyglądała się jej twarzy, trzymając nieruchomo kosmetyk w dłoni.
Celebruję zakończenie niepotrzebnej znajomości. Ostatni czas trochę mnie ogłupił. Zwłaszcza ta ciąża — przyznała zgodnie z tym, co naprawdę uważała. W głębi siebie czuła jednak jeszcze więcej, ale o tym nie zamierzała rozmawiać.
Wróciła do malowania ust.
Z szacunku do Luciena i tego, czym się zajmował, nie chciała zdradzać Adeline jego tożsamości i była naprawdę wdzięczna, że przyjaciółka nie drążyła tematu. Poza tym, podczas dalszych przygotowań do wyjścia, opowiedziała jej o wszystkim, o czym wcześniej nie zdążyła wspomnieć. Nie omieszkała również wspomnieć o szczegółach ich ostatniego spotkania.

MUZYKA

Gotowe, ubrane jak na celebrowanie wigilii w piekle (Zoyka), roześmiane i po kolejnej butelce wina, wyszły na ulice Misano. Przyciągały spojrzenia nie tylko przystojnych Włochów, ale również potencjalnie zazdrosnych dziewczyn. Rozmawiały, przeskakiwały z baru do baru, zaczepnie flirtując raz za razem z coraz to ciekawszymi i coraz bardziej interesującymi p o a l k o h o l u samcami. Potem natomiast znikały, jakby rozpływały się w powietrzu i pozwalały adorować się kolejnym szczęśliwcom.
Zoya oddała się parokrotnie tańcom w parze z tym czy tamtym młodzieńcem, obdarzyła trzech z nich namiętnym pocałunkiem, a przy ostatnim opamiętała się dopiero w chwili, gdy nieznajomy zaproponował jej h o t e l. Wówczas nawet Adeline ucięła rozmowę ze swoim a d o r a t o r e m i gestem, który wyglądał, jakby podcinała sobie gardło, zarządziła odwrót.
Teraz maszerowały pod rękę wzdłuż promenady, na przemian przekładając sobie z dłoni do dłoni butelkę wina. Zoya czuła, jak grunt osuwał jej się spod szpilek, kiedy raz za razem przeskakiwała między chodnikowymi płytami. Pomimo tego bawiła się przednio.
Ti amo, un soldo. Ti amo, in aria! — darła się, nie rozumiejąc absolutnie ani jednego słowa poza kocham cię. — Ti amo se viene testa! Vuol dire che basta, lasciamoci!

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko, co wydarzyło się w Toronto, Adeline na czas wyjazdu chciała zostawić za sobą. To dlatego tak łapczywie pochłaniała spore ilości alkoholu, pilnując, by wirujący w jej oczach świat i przyjemna lekkość nie znikały. O to samo dbała u Zoi.
Kiedy przyjaciółka w oburzeniu rzuciła w nią bluzką, ta na chwilę znieruchomiała, żeby potem zgarnąć z siebie ubranie i ze śmiechem jej odrzucić. Nie trafiła. Bluzka radośnie wylądowała na podłodze obok ciemnowłosej.
Temat Sully’ego i wszystkie poboczne z nim związane, wbrew pozorom nie przynosił jej takiego niepokoju, jaki odczuwała jeszcze w Kanadzie. Alkohol chyba naprawdę czynił cuda i leczył z trosk, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, żeby nie przestawać go dostarczać do organizmu.
Nigdy nie ukrywał się z tym, że zależy mu na tym, żebym wyszła dobrze za mąż. A Sully jest kandydatem idealnym — stwierdziła, ściągając nieco brwi w zastanowieniu, czy Hartley w ogóle posiadał jakieś wady? Z punktu widzenia jej ojca mężczyzna miał wszystko, czego potrzebował partner jego córki, więc “nie powinna nawet się zastanawiać”.
Nie zatrzymała swoich myśli na tym dłużej, bo zaraz wkradł się w nie Ree. Szczerze mówiąc, nie zastanawiała się nad tym, czy jego wybuch wynikał z czystej troski. Ciężko było go zrozumieć.
On i martwić się? Nie odzywał się do mnie przez dobre półtora roku, a teraz będzie mi mówił, jak mam żyć? Po moim trupie — przewróciła oczami. W tej chwili nie próbowała nawet dopuścić do siebie możliwości, że gdzieś tam mógł mieć rację. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale oboje byli uparci.
Na żart Zoi z artykułu zmrużyła oczy i wycelowała w nią palcem. — I tego się trzymajmy — przytaknęła jej, ostatecznie uśmiechając się do niej w rozbawieniu. Mleko się rozlało, pozostało im tylko dobrze się zabawić.
Uważniejsze spojrzenie dziewczyny, gdy ruda zadała jej niby lekkie pytanie podszyte troską, dało jej do zrozumienia, że w Zoi tkwiły emocje, o których nie chciała mówić. I Ade jak najbardziej to szanowała, nie chcąc naciskać na zwierzenia. Słuchała z uwagą jej opowieści o przystojnym mężczyźnie, który zawrócił jej w głowie, jej nastawieniu na dziecko i druzgocących informacjach, które zakończyły znajomość, starając się nie dopytywać o dupka, który nawet za nią nie wyszedł.
Gdy były już praktycznie gotowe, wzięła do ręki butelkę wina, której zawartość pozostawiała już wiele do życzenia, w głowie odnotowując, że musiały po drodze coś dokupić.
Okej. Wypijmy w takim razie za n o w e niepotrzebne znajomości. To, co się dzieje w Misano, pozostaje w Misano! — wzniosła toast z rosnącą w niej ekscytacją na to, co może przynieść im ten weekend.

Ulice Misano należały do nich. Ade, krocząc w wysokich sandałkach po nierównym brukowanym chodniku, dumnie unosiła brodę wysoko, raz po raz spoglądając z filuternym uśmiechem na mijanych przystojnych Włochów, którzy śmiali się do nich wesoło i kiwali głowami. Niektórzy nawet zabawnie wykrzykiwali do nich Ciao, bella i chyba inne podobne zwroty, których rudowłosa nie rozumiała, ale to wcale nie przeszkadzało jej, żeby im odmachiwać czy posyłać buziaki.
Podobnie było w każdym lokalu, do którego trafiały. Ade pozwalała się podrywać samcom i uśmiechać uroczo w zamian za drinki, które co chwila znikały w jej ustach.
W pewnym momencie roześmiane, idąc promenadą, zaczęły wyśpiewywać piosenkę podsłyszaną gdzieś w lokalu po drodze, a Ada wtórowała Zoi, z ogromnym oddaniem robiąc użytek ze swoich strun głosowych. W kółko powtarzane te same zwroty w końcu zmęczyły ją, toteż pociągnęła kolejnego łyka wina i podała butelkę najlepszej psiapsi pod słońcem. Świat jej przyjemnie wirował, ale jej szpilki co i rusz wpadały między płyty chodnika, dlatego ostatecznie otoczyła ramieniem Zoyę, by odrobinę się na niej wesprzeć. W duchu tłumaczyła sobie, że tak po prostu było bezpieczniej.
Felicita, tata taaa ta taaa taa, ta ta ta taaa ta, felicita! — zaczęła wyśpiewywać z zapałem to, co wpadło jej do głowy, mimo że z tej piosenki znała ledwie jedno słowo, wyrzucając wolną dłoń w powietrze i niemal uderzając przechodnia, który próbował je wyminąć.
Na burknięcie pod nosem czegoś, co brzmiało jak niezbyt pochlebny epitet, zaraz przerażona przyciągnęła dłoń do swojego dekoltu i krzyknęła niczym wystraszony kotek przepraszam, po czym obejrzała się na Zoyę. Widząc malujące się na jej twarzy przestrach i niezręczność, kąciki ust Ade zadrżały, aż w końcu zakryła twarz ustami i ryknęła niepohamowanym śmiechem.
Wtedy kątem oka dostrzegła ciekawie wyglądający posąg, jak przypuszczała, greckiego boga, i oczy jej się zaświeciły.
Ej, Zoya, zrób mi z nim zdjęcie! — zażądała i pociągnęła przyjaciółkę na róg ulicy. Była tak skupiona na obiekcie, że ledwie zwróciła uwagę na drogę, po której co chwila przejeżdżały auta i vespy, po prostu się między nimi ze śmiechem przemykając.
Rzeźba z bliska wyglądała jeszcze bardziej dostojnie i tworzyła klimat, który Ade m u s i a ł a uwiecznić. Dlatego zupełnie nie zważając na przechodniów, którzy kręcili się co chwila w pobliżu, a także na klientów restauracji, przy której posąg stał, pospiesznie wyciągnęła telefon ze swojej malutkiej torebki i podała go z przebiegłym uśmieszkiem Zoi.
Z każdą kolejną fotą zmieniała pozę, coraz śmielej poczynając sobie z przystojnym bogiem, aż w końcu weszła do niego na podest, na którym stał i zawiesiła się na nim z nogą w górze, wysuwając język.
Nie była pewna, czy to przez cieniutkie szpilki, czy podmuch letniego wiatru bo przecież nie alkohol, ale nagle straciła równowagę i krzyknęła, osuwając się do tyłu. W ostatniej chwili złapała za szyję delikwenta, a biodro obiła o jego bok. Wtedy też usłyszała dziwne chrupnięcie, by w następnej sekundzie coś z głuchym łoskotem upadło jej pod nogi. Drobinki tego czegoś rozprysnęły się, zderzając z jej stopami, na co syknęła.
Momentalnie wyprostowała się i spojrzała pod nogi, by przekonać się, że to była… ręka. Dłoń z częścią przedramienia i rozsypanymi tu i ówdzie połamanymi palcami. Wstrzymała powietrze w przerażeniu i obejrzała się za siebie. Grecki bóg nie był już boski, a… wybrakowany.
Zamarła w miejscu i popatrzyła na Zoyę, a w jej oczach malowało się jedno ogromne: O CHOLERA. Zaraz jej uwagę odwróciły krzyki dochodzące z pobliskiej restauracji i wymachujących nerwowo dwóch kelnerów, a jej serce podskoczyło do gardła.
Uciekamy! — krzyknęła i bez zastanowienia zeskoczyła z posągu, żeby rzucić się przed siebie. Byle gdzie, byle jak najdalej z miejsca zdarzenia!

partner in crime
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tylko z grzeczności nie zaprzeczę — Zoya niechętnie przyznała Adeline rację, przy czym lekko wzruszyła ramionami. Naprawdę nie mogła nie zgodzić się z faktem, że Sullivan Hartley był kandydatem idealnym. Nie dość, że był wysoko sytuowany, co w pierwszej kolejności w oczach Thomasa musiało wywoływać swoiste iskierki, to jeszcze z tego, co Zoya pamiętała, wydawał się troskliwym i całkiem atrakcyjnym mężczyzną.
W sumie masz rację — pokiwała natychmiast głową, również myślami przechodząc od Sullivana do sylwetki Reecea. — Niech ci dupek życia nie układa — wytknęła w stronę przyjaciółki paluch i pokiwała nim, ni to na potwierdzenie, ni to ostrzegawczo.
Zaraz potem rudowłosa także pomachała w jej stronę palcem, na co i ona natychmiast się rozweseliła, przeganiając wszystkie kotłujące się w głowie wizje dotyczące gromady mężczyzn, którzy je otaczali.
To, co się dzieje w Misano, pozostaje w Misano! — krzyknęła entuzjastycznie.

I właśnie z tą dewizą opuściły hotel. Rzeczywiście bawiły się przednio, co rusz gubiąc rozsądek w coraz to uważniejszych spojrzeniach Włochów oraz kolejnych wypitych litrach alkoholu. Zoyi stopniowo rozmazywał się obraz przed oczami, więc poniekąd naprawdę radowała się, kiedy zaczęły spacerować na świeżym powietrzu.
Ta złowroga butelka, która zdawała się nie mieć dna, bo gdy tylko się opróżniała, natychmiast dokupywały nową, w dalszym ciągu przechodziła z rączki do rączki. Zoya ochoczo przejęła swoją kolejkę i złapawszy między wargi szyjkę butelki, uniosła ją wysoko.
Kiedy opadło na nią ciężkie ramię Adeline, intuicyjnie zacisnęła dłoń na jej żebrach, po czym zawtórowała drugim głosem w następnej włoskiej piosence. Po chwili jednak mimowolnie się rozdzieliły, gdy niepostrzeżenie wpadły na, ha, o dziwo, nieuprzejmego mężczyznę, który zamiast je adorować, dla odmiany rzucił coś pod nosem i po prostu sobie poszedł. Tymczasem Zoya złapała Ade za nadgarstek i szepnęła jej do ucha, aby nie przepraszała!
Swoim pijackim umysłem Zoya próbowała objąć zachowanie przyjaciółki, ale przychodziło jej to ze sporym opóźnieniem. Ledwo zdążyła się skrzywić, patrząc na plecy odchodzącego Włocha, a Adeline już pociągnęła ją w róg alejki. W dodatku krzyknęła coś o zdjęciu, ale Zoya jeszcze przez parę sekund nie potrafiła się na tym skupić, bo całą uwagę pochłaniała jej walka o to, aby w tych wysokich butach nie uderzyć twarzą o bruk. A potem oślepiło ją światło z nadjeżdżającego vana i chwała, że w porę zdążyły zbiec z ulicy.
No co ty, Clem, fiuta nie widziałaś? — zapytała, uprzednio łapczywie usiłując złapać oddech. Nieco oburzona oparła dłonie na biodrach i przez chwilę z mocno ściągniętymi brwiami, przyglądała się, jak Adelina poszukiwała w torebce telefonu. Zaraz westchnęła i kiedy ta podeszła do niej z urządzeniem, zgodziła się wykonać parę fotek.
Niewiedzieć kiedy Zoya naprawdę wczuła się w rolę fotografa i nawet kilka razy nakazała rudowłosej zmienić pozycję na jakąś jeszcze bardziej koślawą. Szczerze sądziła, że wyglądała wtedy seksownie, ale w dużej mierze to alkohol podszeptywał jej inną ocenę przyjaciółki.
Ostatnia poza, którą przybrała Adeline, okazała się naprawdę zjawiskowa. Zoya wyraziła swój zachwyt fascynująco durnym wyrazem twarzy i wysoko uniesionym kciukiem. Trzy, dwa, jeden… kolejne zdjęcie właśnie wylądowało w galerii, gdy w momencie wybuchu lampy błyskowej Adeline nagle osunęła się do tyłu.
Zoya mimowolnie wrzasnęła! W pierwszej chwili odruchowo próbowała ją złapać, ale w drugiej jedynie przystanęła obok Clem, która samodzielnie złapała równowagę. Mechanicznie spojrzała na roztrzaskaną rękę posążka.
Nerwowo zmieliła ślinę, po czym jakby z nagłym napadem optymizmu, wskazała dłonią na przyrodzenie pomnika.
Grunt, że pindol jest cały — odezwała się wyjątkowo mało inteligentnie, ale właśnie wtedy z restauracji wypadło dwóch wściekłych kelnerów. Na szczęście instynkt przetrwania Adeline zadziałał znacznie sprawniej niż pijany umysł Zoyki. Kobieta natychmiast zarządziła odwrót, ale Weasley zrobiła wtedy coś absolutnie głupiego. Najpierw ściągnęła szpilki i cisnęła nimi w nadciągających mężczyzn i dopiero po chwili rzuciła się biegiem za przyjaciółką.
W tym całym szaleństwie złapały się za ręce. Nawzajem ciągnęły się raz w lewo, raz w prawo, przecinając kolejne alejki Misano. Po drodze minęły nocne stragany z pamiątkami, ulicznych grajków oraz liczne budki z jedzeniem. Przeskoczyły przez kwieciste rabaty, omyłkowo dewastując przy okazji rośliny i minimum cztery razy wpadły na kosze na śmieci.
W pewnym momencie Zoya doszła do wniosku, że ich dotychczasowa taktyka ucieczki wymaga udoskonalenia. Zatrzymała więc Adeline i wyszarpała z jej stóp buty, którymi również rzuciła w stronę n a p a l o n y c h kelnerów. Jeden z nich trafił starszego Włocha prosto w głowę, dzięki czemu rzeczywiście zyskały odrobinę przewagi.
Biegnij tak, jakby Dior rozdawał torebki za darmo! — wrzasnęła w szale.
Po kolejnych kilkudziesięciu metrach wpadły do jakiejś fensi restauracji, po drodze taranując nieszczęsnego recepcjoniste. Napędzały się wzajemnymi okrzykami dopingu. Problem polegał na tym, że żadna z nich nadal nie miała pojęcia, dokąd właściwie miały uciec. Mknęły więc środkiem gustownie wystrojonej sali, pomiędzy rzędami okrągłych stolików.
Nagle Zoya wpadła na kelnera i tylko ramiona Adeline uchroniły ją przed spektakularnym upadkiem. Młodzieniec natomiast wykonał fikołka, a trzymana przez niego taca poszybowała w powietrze. Zaraz kilkanaście kieliszków z hukiem roztrzaskało się o posadzkę.
Złapała się za głowę, jednak po raz kolejny nie miały czasu, aby się zatrzymać.
Fermati! Fermati! Stop! — usłyszały.
Adeline to twoja wina! Fotek ci się zachciało z włoskim bożkiem! — krzyknęła spanikowana i nawet machnęła w szale dłońmi przed twarzą rudowłosej.
Fermati! Fermati!
Uciekamy — rzuciła i na ile to było możliwe, ostrożnie boso przemknęła pomiędzy rozbitymi kieliszkami i pomiędzy natarczywymi oczami gości lokalu. — Zapleczem! — zawyrokowała całkiem trzeźwo.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pamiątkowe zdjęcia były świetnym pomysłem, a przynajmniej tak Adzie widziało się w jej rudej główce. Dlatego zupełnie nie przejęła się oburzeniem przyjaciółki i zaczęła grzebać ręką w swojej torebce telefonu, żeby uwiecznić boga, który jej się tak podobał.
Nie takiego, przecież to dzieło sztuki! — zaoponowała, spoglądając na dziewczynę z wyrzutem, jakby nie dowierzała, że nie doceniała tak istotnych elementów kultury.
No cóż, Zoya nie miała wyjścia, musiała zamienić się w jej osobistego fotografa. Było to o tyle przewrotne, że zwykle to Adeline parała się fotografią i przystawała niemal na każdym rogu, żeby zrobić fotki jakiejś architekturze czy uchwycić ciekawy moment życia cudzoziemców. Albo raczej miejscowych, bo to one były na cudzej ziemi.
Zachęcana przez przyjaciółkę, czuła się tak bardzo pewna siebie, że nawet przez myśl nie przeszło jej, jak obciachowo mogło to wyglądać z perspektywy osób trzecich. Bawiła się. To było dla niej najważniejsze. A jak komuś się to nie podobało, to wystarczyło odwrócić głowę.
Tylko nie spodziewała się, że jej partner do zdjęć postanowi sobie się popsuć. Sam, no bo, z tego co podpowiadał jej umysł, w którym krążył alkohol, co ona zawiniła, że się chciała do niego bardziej przytulić?
Na spostrzeżenie Zoi spojrzała na niego krytycznie.
W sumie bez ręki też ujdzie — finalnie wzruszyła ramionami, bo rzeczywiście trzeba było znać priorytety. Nie zdążyła już dłużej pozostać myślami w tym jakże absorbującym temacie, bo kelnerom najwyraźniej nowa wersja posągu nie przypadła do gustu.
Adrenalina uderzyła Covington do głowy. Próba dywersji Zoi, choć niecelna, wzbudziła w niej podziw, którego nie potrafiła nie skwitować głupim śmiechem. Bo umówmy się, tak się nie robiło innym ludziom, ale… czego to się nie robiło, żeby uniknąć odsiadki za kratkami! Alkohol płynący w żyłach Adeline skutecznie przekonywał ją, że wszystkie chwyty były dozwolone.
Nie wiedziała, gdzie biegnie. Zdążyła jedynie zauważyć, że uwielbiała biegać w szpilkach po pijaku, bo przecinając kolejne uliczki, rozbijając się o przechodniów i co jakiś czas potykając się o nierówne podłoże, mimo wszystko czuła się n i e p o w s t r z y m a n a.
Nagły postój zdezorientował Ade, ale kiedy Zoya dopadła do jej nóg, nie wahała się, żeby pomóc je z siebie ściągnąć, ponaglając ją, żeby się pospieszyła. Przez cały ten czas trzymała w ręku tę nieszczęsną butelkę z ostatnimi łykami wina, więc pospiesznie pociągnęła trunek z gwinta. Następnie, gdy zobaczyła, jak jej but zdjął jednego z Włochów, który zatoczył się oszołomiony od uderzenia, nie zastanawiała się dłużej.
Wzięła Zoyę za rękę i zaczęła biec najszybciej, jak tylko się dało, ostatecznie rzucając butelkę za siebie. Skręt do restauracji wydawał się świetną okazją do jeszcze lepszego zwiększenia dystansu między nimi a wciąż wykrzykującymi coś rozwścieczonymi mężczyznami. Że też musieli być tacy uparci!
Bez namysłu przepchała się przez recepcjonistę i pobiegła za Weasley, w ostatniej chwili ją łapiąc, gdy jej drogę przeciął kelner.
Uważaj, jak łazisz, typiarzu! — fuknęła zła na potykającego się faceta, bezmyślnie zrzucając całkowicie winę na niego. Widziała kątem oka, jak część gustownie ubranych osób na sali zamarła pod wpływem nieoczekiwanego widowiska, ale to nie było teraz istotne. Liczyło się to, żeby nie wpaść na odłamki szkła, które z hukiem wylądowały na podłodze, bo za jej plecami słychać było nadciągających napaleńców.
Mam tylko nadzieję, że nie poświęcimy się nadaremno — odparła jej, równie wystraszona, ale też z pewnością w głosie, jakby była przekonana, że było warto. O tym jeszcze miały się przekonać.
Posłusznie pobiegła za Zoyą, po drodze przesuwając jedno z wolnych krzeseł na środek, żeby znowu trochę ich spowolnić. Po wpadnięciu do kuchni wzbudziły kolejne sensacje, ale dziewczyna już przestawała zwracać uwagę na gniewne okrzyki, których i tak nie rozumiała. Całkiem intuicyjnie pobiegły korytarzem, zaraz wypadając z budynku w cichą, ciemną alejkę. Na sekundę zwolniły, rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu wyjścia, aż Ade zobaczyła światła ulicy i przechodniów w oddali.
Tam! — wyrzuciła palcem w tamtą stronę i popędziła, wciąż niesiona ogromem adrenaliny.
Znów wpadły między ludzi, od czasu do czasu obijając się o nich, co zdecydowanie nie wzbudziło w tłumie zachwytu. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami, widząc mijany kosz, mocnym szarpnięciem przewróciła na chodnik. A potem złapała Zoyę za rękę i postanowiła wbiec w mniej uczęszczaną uliczkę.
Musiały wykorzystać te dodatkowe kilka sekund na zmianę taktyki. Głuche odgłosy odbijanych się od chodnika bosych stóp skłoniły ją do tego, by znowu gdzieś skręcić.
Skryjmy się! — zakomenderowała. Zauważywszy wnękę odbijającą w bok, w ostatniej chwili skręciła w nią i przylepiła się do ściany, z trudem łapiąc oddech.
Gdy goniący ich mężczyźni znaleźli się już blisko, automatycznie wstrzymała oddech i zacisnęła mocno powieki. Kilka długich sekund upłynęło, zanim tupot ich kroków zaczął zanikać w oddali. Wtedy westchnęła ciężko i spojrzała na Zoyę, by po chwili na jej twarzy zakwitła ulga.
Co za przygoda! — odetchnęła, cicho się śmiejąc, po czym ruszyła z zamiarem wyjścia na drogę. — Jesteśmy jak odlotowe agentki — odwróciła się do niej przez ramię, zanim całkiem wychynęła zza skrzyżowania uliczek.
A potem przystanęła w miejscu, widząc nadchodzącą ku nim postać mężczyzny.

Zoya Weasley
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Praca i przygotowania do wyścigu po przerwie wakacyjnej wciągnęły go w wir tak, jak się tego spodziewał. Tuż po tamtej felernej wizycie u lekarza szybko powrócił do rzeczywistości. Jego kalendarz wypełniony spotkaniami dał mu czas na przetrawienie pierwszych tygodni urlopu, które z każdym dniem stawały się dla niego coraz bardziej odległe.
Z biegiem czasu odnosił coraz większe wrażenie, że wszystko, co zaszło między nim a Zoyą, tylko sobie wymyślił w swojej głowie. Wnioski były proste — najwyraźniej opatrznie odczytywał jej intencje i zbyt łatwo ulegał jej jako swojej słabości. Co więcej, nie potrafił się z tym kryć, a nawet jej o tym powiedział. Był sobą kompletnie zażenowany.
Najlepiej więc było wszystkiego się wyprzeć i skupić się na swoich celach — wyścigu we Włoszech. Wyjazdy zawsze wiązały się z intensywnym grafikiem. W sobotę wyłączył się z mediów społecznościowych, żeby przenieść całą swoją uwagę na najważniejszym zadaniu — zająć dobrą pozycję na kwalifikacjach, a potem wygrać wyścig.

Drugie miejsce było całkiem przyzwoitym wynikiem, który postanowił uczcić wyjściem z kolegami z branży na miasto. A właściwie świetną carbonarą, która miała zadowolić jego kubki smakowe i pozwolić odpocząć myślom od wrażeń tego dnia, a także przygotować się mentalnie do jutrzejszej rundy drugiej.
W oczekiwaniu na posiłek po raz pierwszy tego dnia sięgnął po telefon i włączył swoje sociale, żeby nadrobić zaległości. Jedna ikonka ze znajomym zdjęciem profilowym szczególnie przykuła jego uwagę, toteż pod wpływem impulsu wyświetlił relację. Iście osobliwą relację ciemnowłosej, która najwyraźniej była na wyjeździe z przyjaciółką. I świetnie się bawiła.
Na moment zacisnął wargi w wąską linię. Nie był pewien, czy powinien oglądać te zdjęcia dalej w obawie przed tym, co mógłby zobaczyć. Doskonale pamiętał, że alkohol i złe wybory nie były dla niej najlepszą mieszanką. Ostatecznie jednak ciekawość, a właściwie jego masochizm, wygrały.
A potem gdzieś pomiędzy wyjściem z hotelu a wizytą w klubie, zobaczył udostępnione przez nią zdjęcie, jego, na podium, z podpisem Brawo Kanada.
Mimowolnie kącik jego ust drgnął w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Bo to, co zrobiła, było miłe. I dało mu maleńki promyk nadziei, że może… Nie. To nic nie znaczyło, powtórzył stanowczo w myślach, zanim pozwolił sobie na więcej. Zoya wyraziła się jasno.

To miało być krótkie wyjście, ale przez wzgląd na naprawdę dobre jedzenie i atmosferę w restauracji, trochę się przeciągnęło. Czekając na rachunek, właśnie popijał swoją lemoniadę, kiedy nagle od strony wejścia podniósł się jakiś harmider.
Następne, co zobaczył, to dwie wariatki przemykające przez salę wśród okrzyków własnych i kelnerów, ale to na jednej z nich momentalnie skupił swoje spojrzenie, zastygając w bezruchu. Jej twarz poznałby wszędzie.
Całe zdarzenie działo się tak szybko, zupełnie wybijając go z równowagi, że przez chwilę tylko siedział i patrzył skonsternowany na to, z jakim impetem ciemnowłosa wpadła na kelnera, by w następnej sekundzie usłyszeć rumor tłuczonego szkła. Obsługa była tak wściekła, że bez wahania ruszyła za dziewczynami w pogoń.
Nie zastanowił się nad tym, co robił. Nagły zastrzyk adrenaliny sprawił, że gwałtownie podniósł się z miejsca.
Nie czekajcie na mnie — rzucił do towarzyszy, przeciskając się między stolikami w stronę zaplecza. Jeszcze w biegu, widząc kierownika sali rozmawiającego gorączkowo przez telefon, zadeklarował pospiesznie: — Dopiszcie to do mojego rachunku — i zaraz zniknął za drzwiami.
Po wypadnięciu na zewnątrz ze ślepej uliczki była tylko jedna droga, więc intuicyjnie pobiegł za okrzykami zdenerwowanych Włochów, goniącymi za dziewczynami.
Biegnąc wzdłuż włoskich uliczek i starannie wymijając przy tym turystów, dostrzegał znaki świadczące o niedawnej obecności dziewczyn — przewrócone kosze, popchnięci na bok przechodnie i powszechne zdumienie oraz zbulwersowane głosy znaczyły mu drogę.
Z daleka dostrzegł też kelnerów, którzy zniknęli w jedną z pomniejszych alejek, ale kiedy sam tam dotarł, głosy zdawały się cichnąć. A wraz z nimi stracił nadzieję na to, że j ą znajdzie.
Przystanął w miejscu, przez chwilę patrząc przed siebie na pustą alejkę. Oddychał szybko, starając się wyrównać ciężki oddech, aż w pewnym momencie odwrócił się i ruszył w drogę powrotną na bardziej zatłoczoną ulicę. Wtedy zza jednego z zaułków wychynęły dwie postacie. Dziewczyny śmiały się cicho, dopiero po chwili zauważając, że stanął im na drodze.
Przesunął po nich jasnymi tęczówkami, ostatecznie przenosząc spojrzenie na Zoyę. Z rozwianą burzą ciemnych włosów i trochę przybrudzonymi ubraniami, w dodatku bosa, niezmiennie wywoływała w nim tę samą myśl: była urocza.
Cześć, Zoyu — przywitał się ostrożnie, poszerzając kąciki ust w subtelnym uśmiechu. — Dobrze Cię widzieć. — Naprawdę tak uważał. Bez względu na okoliczności, cieszył się, że ją widział. Całą i zdrową.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Były wariatkami. Tylko to przemknęło jej przez głowę, kiedy z hukiem, wśród włoskich wrzasków, wypadły w końcu na zewnątrz. Przyjemny, świeży powiew uderzył w sylwety dziewczyn, gdy sprawnie umknęły z ciemnej alejki z powrotem kierując się w stronę promenady w Misano.
Zoya z dziwną domieszką ekscytacji, ale i lęku przed złapaniem, odwróciła się przez ramię, gdzie nadal gnali za nimi dwaj rozwścieczeni Włosi. I mogłoby się wydawać, że właśnie w momencie, gdy zabierała z nich spojrzenie w stronę ulicy, kątem oka dostrzegła jak trzecia postać opuściła lokal.
T a m!
Wszystko robiła instynktownie i pod presją tak wielką, że na tym etapie nie zamierzała już polemizować z Adeline, która objęła dowództwo nad tą nieocenioną pielgrzymką. Jednak kiedy Zoya w ostatniej chwili uskoczyła przed wywalonym koszem, przez parę sekund zwątpiła w kierownictwo przyjaciółki. Pomimo tego śmiejąc się na całe gardło, pośpiesznie chwyciła skrzynkę pomarańczy z pobliskiego straganu i zamaszystym ruchem wysypała jej zawartość na drogę. W momencie, w którym obaj kelnerzy rozpoczęli pokaz kankana na owocach, poczuła jak Adeline pociągnęła ją dalej.
Zaraz tu umrę — wysapała gdzieś pomiędzy kolejnymi płytami chodnikowymi, jednocześnie nie wypuszczając z uścisku dłoni Clem. Alkohol nadal szumiał w głowie Zoi, ale nijak miał się do potężnych uderzeń gorąca i urywanego oddechu, który akurat w jej przypadku mógł być naprawdę niebezpiecznym sygnałem. Problem w tym, że to nie była najlepsza pora, aby przejmować się jakąś tam astmą, kiedy po piętach wciąż deptali im n a p a l e ń c y. — Tutaj? — zapytała głupio, gdy Adeline nagle skręciła, po czym gwałtownie wskoczyła za nią we wnękę.
Z charakterystycznym łupnięciem przykleiła plecy do lodowatej ściany i całkiem odruchowo zasłoniła Adeline usta, aby ta przypadkiem nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Rudowłosa, najwyraźniej kierowana podobną myślą, w tej samej chwili docisnęła dłoń do warg Zoi.
I tak oto stały dwie przyszpilone do ściany w a r i a t k i.
Przez kilka dłużących się sekund, a może nawet minut, Zoya była całkowicie sparaliżowana. Podobnie jak przyjaciółka przymknęła powieki i spróbowała przełknąć serce, które podeszło jej do gardła. Kiedy chwila grozy wreszcie dobiegła końca, mimowolnie zabrała dłoń z twarzy Adeline i spojrzała na nią z konsternacją, jaka prędko przerodziła się w autentyczną radość.
Niespodziewanie klasnęła w dłonie, a nawet podskoczyła, dając upust swojemu entuzjazmowi. Jeszcze wtedy nie myślała ani o zdewastowanym posągu, ani o pozostałych szkodach. W żyłach Zoi wciąż krążyło winoo, więc na próżno było szukać u niej wyrzutów sumienia.
Jak Atomówki! — zachichotała, po czym na moment wsparła się o ścianę, aby spokojnie ustabilizować oddech.
Kiedy w końcu uznała, że była gotowa ruszyć dalej, zrównała krok z Adeline. A potem zupełnie nieświadoma kolejnego niebezpieczeństwa w prostym geście sięgnęła do jej rudych włosów i nie zatrzymując się, zaczęła poprawiać je tu i ówdzie.
Clem, wyglądasz jak strach na wróble. Żaden Włoch już na ciebie nie spojrzy — zażartowała i w dalszym ciągu wygładzała naelektryzowane kosmyki.

Wtem Adeline przystanęła, a Zoya, która jednocześnie usłyszała zbliżające się kroki, mimowolnie zrobiła to samo. Kiedy skierowała wzrok przed siebie natychmiast zamarła. Intuicyjnie opuściła ramiona i wysoko zadarła pełne szoku spojrzenie, aby następnie umieścić je na jasnych oczach Luciena.
Był ostatnią osobą, którą spodziewała się ujrzeć w Misano, a po minionych wydarzeniach był również ostatnim mężczyzną, z których chciałaby porozmawiać.
Te dni były trudne. Upływały pod natłokiem smutku, który za wszelką cenę próbowała od siebie odsunąć. Przyznajmniej była ze sobą na tyle szczera, że nie udawała, że nie tęskniła za Lucienem. Im głębiej analizowała, tym mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że po prostu do siebie nie pasowali. Kierowali się w życiu zupełnie innymi priorytetami, a u m o w a, o której rozmawiali w samochodzie, złamała jej godność.
Nie ufał jej.
Nie ufał.
Z drugiej strony za prawdziwy powód zakończenia ich znajomości i tak uznała prywatne emocje. Nie potrafiła pogodzić się z faktem, że na próżno zawróciła mu w głowie informacją o dziecku. Lucien miał zdecydowanie zbyt wiele do stracenia, a Zoya wstydziła się, że nie pomyślała o tym ani w chwili, gdy włamała się do szatni, ani później, kiedy, żyjąc w fałszywym przekonaniu, praktycznie publicznie czerpali radość ze swojej relacji.
Czerwieniała na myśl, że omal nie uwiodła na dziecko popularnego sportowca. Gdyby tylko dziennikarze się o tym dowiedzieli, mieliby z Luciena potężną pożywkę.
Mimowolnie przełknęła ślinę i zsunęła spojrzenie na ubiór mężczyzny. Wyglądał inaczej niż zwykle, dlatego ta dziwna, osobliwa dostojność uderzyła w Zoyę ze zdwojoną siłą. Pobieżnie omiotła wzrokiem rozpiętą marynarkę, jasną koszulę i proste spodnie, po czym ponownie zatrzymała wzrok na jego twarzy. Nawet ona wydawała się odrobinę inna. Zupełnie nieświadomie, przez chwilę mocno zauroczona, westchnęła sobie pod nosem.
L-Lucien? — Oprzytomniała nagle. Nie uraczyła go nawet słowami powitania i zamiast tego podejrzliwie ściągnęła brwi. Potem chyba odruchowo, chcąc zaprezentować się przy nim trochę lepiej, pociągnęła w dół jeansową spódniczkę, która podczas gonitwy podwinęła się niestosownie wysoko.
Zaraz skierowała spojrzenie na Adeline. Liczyła na to, że przyjacielskie połączenie bluetooth zadziałało jak należy i rudowłosa zrozumiała, że to absolutnie nie był moment na rzucanie bezsensownych anegdotek. Po krótkiej chwili ponownie skupiła uwagę na Lucienie.
Nie uważała, że dobrze było go zobaczyć - a zwłaszcza w takich okolicznościach, kiedy postawiły na baczność całą społeczność Misano. Och, jak wielką Zoya miała nadzieję, że niczego nie widział. W dodatku nie rozumiała, dlaczego po tym wszystkim czego razem doświadczyli, nadal tak ładnie się do niej uśmiechał.
Niespodziewanie złapała mężczyznę za nadgarstek i pociągnęła go kilka metrów dalej; do alejki, z której dopiero co wyszły. Mocno wbiła paznokcie w jego skórę, ale gdy tylko przeszli za róg budynku, równie gwałtownie go puściła. Gdzieś w locie oczywiście poprosiła Adeline, aby poczekała.
Co ty tu robisz? — Skrzyżowała ramiona na piersi i groźnie spojrzała na Luciena, choć sama nie potrafiła jeszcze zdefiniować tego, co czuła. — Jak to możliwe, że akurat jesteś tutaj!? Setki kilometrów od Toronto, gdzie w końcu, po tych wszystkich męczących wydarzeniach, naprawdę świetnie się bawię i robię totalnie durne rzeczy, których na pewno będę żałować, jak tylko wytrzeźwieję? — rzuciła bez większego namysłu, ale za to z wyraźną pretensją w głosie. Jednocześnie dziecinnie zatupała nogami i w akcie jeszcze większego protestu znienacka dźgnęła mężczyznę palcem w sam srodek klatki piersiowej. W jej żyłach alkohol z uporem dopinował, że postępowała właściwie. — Stalkujesz mnie. — Nie zapytała. Stwierdziła głupio.
Osąd sytuacji Zoi pozostawiał wiele do życzenia. Najwyraźniej zdążyła zapomnieć, że przez ostatnich kilka godzin sama oglądała posty i rolki z wyścigu Luciena.

Adeline Covington Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”