Strona 2 z 6

one senator, last chance

: sob sie 29, 2026 10:51 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, rasizm
Madox jeszcze przez chwilę patrzył na swoją żonę z rozbawieniem, kiedy tak się tłumaczyła, że nawet go nie wąchała, zmarszczył nawet nos i nim pociągnął, jakby sprawdzał, czy śmierdział, czy nie. Nieważne, bo zaraz już wymieniał Chińczykowi wszystkie przewinienia, jak jakiś glina. Szkoda tylko, że wcale nie wyglądał, z tymi swoimi dziarami, w żonobijce, która kontrastowała z czernią tatuaży i przylegała do opalonej skóry podkreślając jego mięśnie. Z tymi warkoczykami i złotem, które świeciło na jego szyi, palcach i w uszach.
Po chuju policjant.
- No dzisiaj nie, ale następnym razem tak - odpowiedział na słowa Pilar na temat wpierdolu, żeby żółtek wiedział, że nie warto z nimi zaczynać. Gdyby jeszcze kiedyś stanęli na swojej drodze. A różnie mogło być, oni wpadali na tych ludzi, których wcześniej poznali w najbardziej randomowych miejscach. Jak na wróżkę karlice, albo Karen.
- Jaki chory pan? - warknął i się skrzywił, i oczywiście szarpnął tego chinola do góry mocniej niż powinien, aż tamten się zatoczył i... kolanem zahaczył o jego kroczę. Madox aż uniósł obie brwi, a jak ręka chinola wystrzeliła w kierunku jego jaj, to aż wstrzymał powietrze i odskoczył w tył.
- No kurwa... - wypalił i spojrzał krzywo na Pilar, bo jakby go ten żółtek zmacał, to bez wpierdolu by się nie obyło - chory pan też nie gej, to jest żona chory pan - pokazał na Panią Noriega, jakby to wszystko tłumaczyło. Bo skoro miał taką gorącą żonę, no to już chyba wiadomo, że żadnych gejowskich zapędów nie miał. Chinol pokiwał głową z uznaniem i zmierzył Pilar spojrzeniem.
- Chory pan trafił jak ślepa kura ziarno, taka pani policia, a taki pan... - aż rozłożył ręce kręcąc głową, a Madox znowu otworzył usta ze zdumienia, bo czy on mu ubliżał? Po raz kolejny?
Nie miał jednak szansy dłużej nad tym pomyśleć, bo na horyzoncie pojawił się radiowóz, a w nim znajoma policjantka. Madox aż wypuścił ciężko powietrze z płuc prosto w chiński mały łebek, aż ten popatrzył na niego mrużąc te małe ślepka.
A potem to już patrzyli obaj na blondynkę, kiedy się odezwała, a zaraz żółtek z Haddie na Madoxa. Ten zabrał rękę w kołnierza Hao Changa i wzruszył ramionami, jakby nie wiedział. A przecież wiedział, bo to chodziło o to, że oni oboje z Pilar lubili szybką jazdę, adrenalinę, a do tego byli... pojebani. Proste.
Noriega już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale wtrąciła się jego żona. I tym razem jego duże ciemne oczy i te małe, czarne, chińskie ślepka wpatrywały się w nią. Niebieskie oczy Haddie też. Madox widział w nich, że nie pozostanie jej dłużna. Ale to wcale nie było dziwne, bo może one wyglądały jak ogień i woda, kompletnie różne, jasne loki Haddie i burza czarnych kudłów Pilar. Ogniste i dzikie spojrzenie jego żony, na przeciw temu jasnemu i chłodnemu jego byłej, ale... obie miały charaktery.
Madox nawet chciał się wtrącić, przerwać tą wymianę zdań, ruszył się z miejsca, ale wtedy Haddie powiedziała to słyszałam, że Eliot cię przepisał, i Noriega też spojrzał na swoją żonę, bo nic mu nie mówiła... Ale kurwa kiedy? Jak oni ostatnio albo na siebie warczeli, albo się przepraszali, albo ktoś im przeszkadzał, jak Haddie.
- Świetnie dziewczyny... Pilar za karę przepisali, Hadds wylądowała w drogówce, chyba obie coś przeskrobałyście... - odezwał się w końcu Madox i wepchnął między nie, sięgając do tyłu do Pilar i odsuwając ją od blondynki, a to, że przy okazji się o nią otarł, chyba tylko chinol to zauważył, bo zaraz kręcił głową.
- Niedziećne policiantki, chory pan lubi trójkąt z niedziećnymi dziecinami - Madox aż się obejrzał na chinola, bo co on pierdolił?
Noriega już zaszedł Pilar od tyłu, żeby objąć ją w pasie i oprzeć głowę na jej ramieniu, zdmuchnąć sobie z nosa jakiś czarny, niesforny kosmyk, ale ciemne spojrzenie zawiesił na Haddie.
- Tak, śpieszymy się, więc mogłabyś nam dzisiaj dać pouczenie Hadds, wiesz klub mi się spalił i ten... - zaczął i już pewnie miał ją bajerować, że on jest teraz taki biedny, że nie stać go na waciki, a co dopiero mandaty, ale blondynka mu przerwała.
- Wiem, słyszałam. Przykro mi Madox - zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. A Madox drgnął lekko pod Pilar.
- Dzięki - rzucił beznamiętnie, ale przez moment niebieskie oczy wpatrywały się w te jego ciemne, które też zawisły na twarzy blondynki.
- Wśyćkie policiantki lecieć na chory pan? - odezwał się żółtek, a Haddie i Madox spojrzeli w jego kierunku. Blondynka przewrócił niebieskimi oczami, a Madox aż pokręcił głową. Ale coś w tym było, że laski w mundurach, albo takie które stały po stronie prawa... miały do niego słabość. Wheller w końcu ruszyła się z miejsca i podeszła do Azjaty, który sięgał jej do ramienia.
- Które jest jego auto? - zapytała zerkając w kierunku państwa Noriega.
- Lambo - wypalił od razu Madox, a Haddie znowu obejrzała się na niego.
- Twój ten Aston Martin? - uniosła brew, a jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu - ognisty - no piękny był, Madox musiał się z nią zgodzić - zapraszam - pokazała chinolowi Lamborghini, a sama podeszła do drugiego samochodu, żeby przesunąć palcami po masce, obejrzała się jeszcze na Pilar i Madoxa - dobra, dzisiaj pouczenie, ale następnym razem już nie odpuszczę - niby powiedziała to do nich, ale jeszcze spojrzała na Noriegę. Który już podniósł rękę, żeby do niej machnąć.
- No, dzięki - rzucił tylko, chociaż... na usta pewnie cisnęły mu się jeszcze jakieś inne głupie teksty, ale postanowił już nie prowokować. Ani Haddie, ani tym bardziej Pilar. Blondynka przeszła z Azjatą do Lambo, a Noriega spojrzał na swoją żonę.
- Nie mówiłaś nic, że Eliot cię przepisał - odezwał się jakby to teraz było najważniejsze. Bo dla niego może było? Znowu otwierał jej drzwi Astona Martina, ale jego spojrzenie uciekło na moment do Haddie, która kręciła głową rozmawiając z Chińczykiem. Na jedną krótką chwilę, zanim on tez obszedł samochód i wpakował się na miejsce pasażera.

Oh, esas policías traviesas 🔥👮‍♀️⛓️🚨

one senator, last chance

: sob sie 29, 2026 3:01 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Zaśmiała się głośno, słysząc uwagę chińczyka. Niesamowite było to, że ledwo mówił po angielsku, a i tak był w stanie pochwalić się powiedzeniem, w dodatku takim, które po części ubliżało Noriedze. Pilar sama nie wiedziała, co bardziej ją bawiło — sposób, w jaki Hao to wypowiedział, czy może jednak mina jej męża, gdy tak się oburzył.
Dobra zabawa nie trwała jednak długo, bo los postanowił postawić na ich drodze nikogo innego jak Haddie Wheeler we własnej osobie. W swoim drogowym uniformie, bujnymi blond lokami, upiętymi w wysoki kucyk i wielkimi, niebieskimi oczami, wpatrzonymi prosto w Madoxa. Czy ta rozmowa wyglądałaby tak samo, gdyby Pilar tu nie było? Pewnie nie, bo przecież widziała na własne oczy, jak Noriega hamował się, żeby nie palnąć czegoś głupiego. Jak uciekał do niej spojrzeniem, a zaraz potem przypominał sobie, że jego żona stała tuż obok. Sam chyba nie wiedział, jak podejść do sytuacji, więc pałeczkę przejęła Pilar. A wtedy już wszystko eskalowało.
Nigdy się nie lubiły.
Jeszcze grubo przed pojawieniem się Noriegi w jej życiu.
W policji aż robiło się od silnych charakterów. Nikt nie lubił, kiedy wchodziło się mu na głowę, a Haddie… cóż, ona zawsze lubiła mieć swoje własne zdanie, nawet jeśli nie miała racji. Zaczęło się niewinnie, bo spięły się na komendzie o jedną ze spraw. Pilar uważała, że priorytetem powinno być wyciągniecie dzieciaków spod ręki przemocowca, a ona zaś upierała się, by w pierwszej kolejności zadbać o dowody. No i cóż, Pilar oczywiście zaczęła działać na własną rękę, a Haddie… podpierdoliła ją do komendanta i załatwiła jej zawieszenie na dwa tygodnie za niesubordynacje. Tak zaczęła się ich piękna przygoda zwana brakiem sympatii. A potem było już tylko gorzej, czego idealny obraz mieli Noriega i Chinol, gdy ich głowy jedynie przesuwały się na lewo i prawo, wysłuchując ich wymiany znań. I znowu — żadna nie miała zamiaru odpuszczać. Ciskały w siebie gromami, chociaż od razu było widać, że to Pilar pierwsza by pękła i pewnie finalnie przegięła, powiedziała kilka słów za dużo, bo te dość łatwo cisnęły się jej na język.
Całe szczęście w ostatniej chwili do rozmowy wtrącił się Madox. Czy skutecznie? Pewnie można byłoby nad tym polemizować, bo chociaż uciszył swoją żonę, zaciśnięciem dłoni na jej nadgarstku, tak Haddie wcale nie miała zamiaru odpuszczać.
Za karę? — prychnęła pogardliwie, a następnie pokręciła głową. Już wiedziała, że Madox nie miał p o j ę c i a, co tak naprawdę działo się na komisariacie. — Cała komenda się od niej odwróciła — wyjaśniła, a Pilar momentalnie chciała ją zatłuc. Rzucić się kurwa na nią, za to, co powiedziała. Przecież Madox wcale nie musiał o tym wiedzieć. A tym bardziej nie potrzebował dostawać od Wheeler wymownego spojrzenia, jakby chciała mu tym jasno zakomunikować, że wiedziała, że tak będzie. W końcu oni pewnie też prawie przez to przeszli. Z tą różnicą, że ich historia zakończyła się zanim na dobre miała szanse się rozwinąć. Haddie z pewnością żałowała, a on? Ciężko było powiedzieć, szczególnie kiedy Pani Noriega zamiast na jego twarz miała przed oczami tylko końcówki warkoczyków. Nawet chciała doskoczyć na bok i wtrącić swoje cztery grosze, ale Madox już zaczął nawijać jej o spalonym klubie.
Przykro mi, Madox.
Jasne, na pewno było jej przykro. A jeszcze bardziej pewnie chciałaby go teraz pocieszyć. Te myśli mimowolnie kłębiły się w jej głowie, szczególnie z każdą kolejną sekundą, gdy chłodne, błękitne ślepia Haddie wpatrywały się w jej męża. Miała wrażenie, że zaraz ją popierdoli. Nim jednak to się stało, wszechświat postanowił się zlitować, a Chinol kichnął głośno, zwracając na siebie ich uwagę, w tym policjantki, która zainteresowała się lambo.
Hao mieć klops? — zapytał, lekko przestraszony, gdy Wheeler ruszyła w stronę jego samochodu. — Hao nie móc dostać mandata, bo Hao tylko zatankować dla szefa. Pani policia, Hao prosi ładnie, bez mandata — zaczął się tłumaczyć, wymachując rękami na lewo i prawo, przy okazji cofając się do tyłu. A potem coś nawet zaczął nawijać, że on być przyjaciel tamtych ludzi, ale w to akurat chyba nikt by mu nie uwierzył, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwile temu Noriega szarpał go za fraki. Żadne z nich nie usłyszało już jednak, co Haddie mu odpowiedziała i czy finalnie dostał mandat czy jednak upomnienie, bo państwo Noriega załadowało się do auta.
Nie mówiłaś nic, że Eliot cię przepisał.
Westchnęła ciężko, uderzając głową o zagłówek fotela. Przez te kilka sekund, w których Madox obchodził auto, złapała kilka głębszych oddechów, przymykając oczy. Dopiero jak wszedł do środka i zabrał się za zapinanie pasa, przeniosła na niego spojrzenie.
A kiedy miałam ci powiedzieć? — spytała zupełnie szczerze, sama sięgając do stacyjki. — Poza tym, to nic takiego — wzruszyła ramionami, chociaż prawda była taka, że to wcale nie było nic takiego, biorąc pod uwagę, że kompletnie odsunęli ją od sprawy kontenerów Wyatta. Miała zakaz mieszania się w sprawę i musiała przekazać całą papierologię. Eliot chciał w ogóle zabrać jej na jakiś czas odznakę, w ramach kary za to, co odjebali w Rio i jak bardzo przestali się trzymać planu, ale znowu rzeczy, które o nim wiedziała, zaważyły, że jednak została na pozycji, jaką miała. No nie było lekko, ale przecież u nich w życiu prywatnym też nie. A akurat w finalnym rozrachunku, to co działo się między nimi, było dla niej o wiele ważniejsze niż robota.
Objadę tędy? — zmieniła temat, wyjeżdżając na ulicę i mknąć autem w przód. Celowo oczywiście i w pełni świadomie, trochę licząc, że Madox nie będzie ciągnąć tematu. Nie chciała mu jeszcze bardziej dowalać informacjami, szczególnie, że te z jej pracy wcale nie były jakieś bardzo kolorowe. — Chyba tak — mruknęła pod nosem, sama sobie odpowiadając, całe czas kurwa czując jego spojrzenie na swojej twarzy, aż poliki zaczęły ją świerzbić. Wiedziała, że nie odpuści jej tak łatwo, przecież znał ją lepiej niż ktokolwiek inny. Czytał z niej jak z pieprzonej, otwartej księgi.
Eliot odsunął mnie od sprawy kontenerów — wydusiła w końcu z siebie, wbijając przy okazji kierunkowskaz i wjeżdżając na główną, bardziej ruchliwą ulice. — I przydzielił mnie do gościa, który chciał mni… KURWA JAK JEŹDZISZ! — przerwała, bo jakiś koleś zajechał jej drogę w ostatnim momencie wylatując zza zakrętu na elektrycznej hulajnodze, o mały włos nie doprowadzając do tragedii.

:margo:

one senator, last chance

: sob sie 29, 2026 4:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Cała komenda się od niej odwróciła.
Madox obejrzał się na swoją żonę, bo oczywiście słowem mu o tym nie wspomniała, co się działo na komendzie. No i może z jednej strony powinien być wdzięczny, że mu nie dokładała, biorąc pod uwagę to, co się działo z jego klubem, i tą całą sytuację z Luną, ale z drugiej strony, od niego wymagała szczerości. Żeby mówił jej wszystko, a sama... milczała.
Na moment złapał jej brązowe spojrzenie, ale zaraz odwrócił się do Haddie, zwłaszcza, że on już mówiła jak jej przykro z powodu jego klubu.
A jednak zaraz zajęła się Chińczykiem, kiedy ten zwrócił na siebie uwagę kichając. Tak śmiesznie jak dla Madoxa, aż uniósł jedną brew.
- Obiecałem mu dzisiaj bez mandatu Haddie - odezwał się jeszcze Noriega zerkając na nią z boku.
- A ty w ogóle umiesz wypisywać mandaty Madox? - blondynka przewróciła niebieskimi oczami, ale zaraz podniosła rękę, żeby się z nimi pożegnać i ruszyła z Hao do Lamborghini, zaczepiając po drodze Astona Martina, a może Madoxa, który znowu za nią spojrzał?
Zagapił się na nią dłużej niż powinien?
Chyba nie, bo zaraz ciemne spojrzenie wbijał w swoją żonę na tle tego bajecznego samochodu. Zaraz otwierał jej drzwi i wspominał o Eliocie.
Wsiadł od strony pasażera i szarpnął gwałtownie pas, który się zawiesił. Raz. I drugi. Ale przytrzymał go i podniósł ciemne tęczówki na Pilar, gdy w końcu mu odpowiedziała.
- No nie wiem, wtedy kiedy to się stało? - wypalił i nawet znowu miał dodać, że ona chce, żeby był z nią szczery i jej wszystko mówił, a sama nie powiedziała mu o czymś takim, co wcale nie było błahostką, ale znowu za gwałtownie pociągnąć za pas. Złapał więcej powietrza w płuca przymykając na moment oczy - jak nic takiego? Nawet Haddie wie, a ja kurwa nic... Nie chodzę ostatnio na komisariat, nie wiem co się tam dzieje, że odwróciła się od ciebie cała komenda. Przeze mnie - rzucił z wyrzutem, ale do kogo powinien je mieć? Do niej, czy jednak do siebie?
Szarpnął znowu pas, a ten się zablokował, więc już go puścił i nawet nie zapinał, nie spuścił za to spojrzenia ze swojej żony, nawet kiedy chciała zmienić temat i zagadywała go.
- Pilar - rzucił ostrzej, czekając na jakieś wyjaśnienia, ale kiedy one przyszły...
Zamyślił się, bo jemu też Eliot groził już zawieszeniem i zdegradowaniem, cokolwiek kurwa to znaczyło biorąc pod uwagę fakt, że on pracował w terenie. No i co by miał zrobić, nie zadawać się z gangusami bo był zawieszony? Albo nie gadać z Luną, bo już nie był detektywem, tylko jakimś krawężnikiem jak Haddie? - dlaczego? Wie coś o Lunie? - zapytał w pierwszej kolejności, bo przecież kontenery Wyatta to chyba nie jedyna sprawa, którą prowadziła. Na jej kolejne słowa znowu podniósł na nią spojrzenie, ściągnął do siebie brwi - do jakiego gościa? I co on chciał? - oczy już mu pociemniały, bo co miała na myśli? Kolejny, który chciał do niej uderzać jak Dalton i Beck? Cały pierdolony komisariat podkochiwał się w Pilar Stewart. Wróć. Teraz już Noriega.
Przeniósł na moment spojrzenie na szybę, kiedy zaklęła, i może gdyby akurat nie byli w trakcie tej ważnej rozmowy, to by wysiadł i gościowi na hulajnodze też wyjaśnił, że kurwa trzeba uważać jak się jeździ. Ale ostatnio między nimi było tyle niedomówień. Bez przerwy ktoś i coś. A gdzie w tym wszystkim oni?
A przecież to oni zawsze byli dla siebie najważniejsi. Dla Madoxa najważniejsza była Pilar. I to, że przez niego miała przerąbane na komisariacie go zdecydowanie ruszyło. Mogła to widzieć w tych ciemnych oczach. Które teraz wpatrywały się w nią inaczej, z przejęciem. Nie tak jak wtedy, kiedy szarpał Chińczyka i ją zaczepiał. Ani nie tak jak patrzył na Haddie. Nigdy tak chyba na nią nie patrzył.
Bo pomimo tego, że starali się zapewnić sobie nawzajem bezpieczeństwo, walczyli o nie, gotowi byliby za nie oddać życie, poświęcić się, to w pewnym momencie zapomnieli chyba o jednej bardzo ważnej rzeczy, o tym, że powinni ze sobą rozmawiać. Dzielić się tym co się działo... I Pilar sama tego od niego wymagała, a co? A nie powiedziała mu nic o tym co się odjebało na komendzie. Może nie pytał, ale kurwa. Skoro był dla niej ważny, to chyba powinna mu mówić o takich rzeczach? Uważał, że tak. A ona ostatnio miała przed nim tyle sekretów. Ta cała akcja z Daltonem, wiadomości, które wymieniała z Galenem Wyattem, a teraz jeszcze to.
- Ty mi w ogóle nie ufasz - rzucił z wyrzutem to co nagle pojawiło się w jego głowie. Myśl, która zakwitła tam w tej chwili. Bo czy jakby mu ufała, to też tyle rzeczy by przed nim ukrywała? Był jej mężem...
Mówił jej wszystko, co prawda czasami musiała go przycisnąć, albo pociągnąć za język, ale jak już otworzył usta, to przecież mówił co leżało mu na wątrobie, na sercu. A ona... tłumiła to w sobie.
Zajebiście.

:stickfoch:

one senator, last chance

: sob sie 29, 2026 4:52 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Po powrocie z Rio — odpowiedziała mu praktycznie od razu. — Eliot wiedział już pierwszego dnia, jak wróciłam do roboty — wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, skąd komendant wiedział tak szybko, ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę, jak bardzo Madox chwalił się wszystkim dookoła swoją ż o n ą, nie było się co dziwić, że wiecie szybko się rozniosły. Wystarczyło, że wiedział William i baba z warzywniaka, a potem to już po sznureczku: cały blok, całe osiedle, dzielnica i kurwa Toronto. Plotki w tym mieście roznosiły się szybciej niż bakterie i nikt nic nie był w stanie na to poradzić. Ona też nie mogła, gdy wylądowała na dywaniku.
Westchnęła ciężko, gdy oznajmił, że cała komenda odwróciła się od niej przez niego. Nie miała zamiaru zaprzeczać, bo przecież po części tak było, ale czy nie tego się spodziewali? Nie byli na to gotowi? W końcu jak ludzie wciąż mogli jej ufać po tym, jak przejęła nazwisko jednego z gangusów. Noriegę znał każdy — jak nie osobiście, to z odpowiednich opowieści, a jak nie Madoxa, to już na pewno jego ojca. Od tego nie dało się tak po prostu uciec, zamieść tego pod dywan, chociaż ona przez moment próbowała po prostu nie zwracać na to uwagi. Nie chodziła do roboty szukać znajomych, miała ich też poza komisariatem i to, że ktoś pierdolił za jej plecami naprawdę już nie robiło na niej wrażenia. Szczególnie po akcji z Daltonem, już wystarczająco przywykła do tego, że ludzie patrzyli na nią inaczej. Jakby to była jej wina, że koleś stał się obsesyjnym wariatem. A ona nic takiego nie zrobiła. Nic. Nawet nie chciała mieć z nim nic wspólnego, nawet nie dawała mu żadnej nadziei i co? I tak wyszła na tym najgorzej.
Zmieniła temat, bo przecież znowu mieli ważniejsze rzeczy na głowie. Powinni skupić się na Lunie, na tym, co dzisiaj było do zrobienia, a nie na jej problemach z komendy. Szkoda tylko, że Madox był zupełnie odmiennego zdania i już dopytywał więcej o tym, dlaczego Eliot odsunął ją od sprawy. Może nawet zdążyłaby mu odpowiedzieć, ale wtedy zza zakrętu wyjechał tej koleś na hulajnodze. Pilar oczywiście strąbiła debila i gdyby nie odjechał tak daleko, pewnie spuściłaby do tego okno i go zwyzywała. Może nawet zagroziła więzieniem? Często robiła tak z małolatami, żeby odpowiednio szybko się ogarnęli. Ale młody już uciekł, a ona znowu sunęła ulicą w stronę centrum. Tylko wtedy Noriega znowu się odezwał.
Ty mi w ogóle nie ufasz.
Powiedział to z takim wyrzutem, że nie mogła przejść już obok tego obojętnie. Praktycznie od razu przestawiła nogę i dała po hamulcach tak mocno, zjeżdżając na bok, że Madox prawie wylądował na desce rozdzielczej przez to, że nie miał zapiętych pasów. Zatrzymała furę do zera i odwróciła się od niego z impetem.
Skończ pierdolić — warknęła, tym razem one posyłając mu pełne wyrzutu spojrzenie. — Oczywiście, że ci ufam. Nikomu tak nie udam jak tobie i dobrze o tym wiesz. To nie tak, że nie powiedziałam co o tym wszystkim, bo chciałam cokolwiek przed tobą ukryć, a właśnie dlatego, że nie chciałam jeszcze bardziej dopierdalać — wyjaśniła podniesionym tonem, szarpiąc za własny pas i odpinając go jednym, zwinnym ruchem, żeby jeszcze bardziej odwrócić się w jego kierunku, żeby spojrzeć w jego ciemne, pełne zwodu oczy. — Sam dobrze wiesz, że są problemy i problemy. A że my ich mamy od chuja, to trzeba to odpowiednio piorytetyzować — a przynajmniej według niej to miało największy sens. Nawet sama Pilar nie myślała o tym za wiele, co działo się na komisariacie, bo po prostu nie miała kiedy. Jej myśli za bardzo oscylowały wokół rzeczy, kto®e działy się poza murami policji. Jak chociażby ostatnie spotkanie pająka i smierć Sombry, to co Luna mógł im jeszcze zrobić, a nie to, że w robocie coś się zjebało, ale skoro on chciał wiedzieć…
Eliot tak się wkurwił o ślub, że chciał mi odebrać odznakę, ale finalnie skończyło się na tym, że zabrał mi tylko największe sprawy, które prowadziłam, bo stwierdził, że jestem za bardzo zaangażowana z niewłaściwej strony, cokolwiek to kurwa znaczy. Na komisariacie nikt mi już nie ufa, bo nosze twoje nazwisko i każdy ma mnie za jebanego zdrajce, któremu nie można nic powiedzieć, bo zaraz cały półświatek będzie wszystko wiedział. Rzucają mi dwuznaczne teksty i jakieś ukradkowe spojrzenia, na które mam wyjebane, bo nic z tego nie ma dla mnie większego znaczenia. Mogą się pierdolić — chciał wiedzieć? No to proszę bardzo. Wyśpiewała mu wszystko na jednym wdechu, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — A dwa dni temu dowiedziałam się, że zostałam przepisana do sprawy nad którą pracuje Blackwood — tu akurat złapała w płuca więcej powietrza, bo dobrze wiedziała, że nie spodoba mu się to, co miała zamiar mu powiedzieć. Nawet sięgnęła po jego rękę, żeby za wczasu go jakoś uziemić. Mógł widzieć w jej spojrzeniu pewną zmianę, bo chociaż przepracowała to już milion razy i naprawdę te czasy miała za sobą, tak przyznwanie się do tego przed Noriegą do najprostszych nie należało. — A my… no cóż, niekoniecznie się lubimy. Chociaż kiedyś się przyjaźniliśmy, a raczej ja z jego narzeczoną. Miał taki epizod, że kurewsko dużo ćpał, a ja bardzo chciałam mu pomóc — zatrzymała się na moment, żeby spuścić spojrzenie na własną dłoń, która przesunęła się po wytatuowanych skrzydłach i szorstkiej skórze, a po chwili palce zaczęły standardowo już bawić się jego pierścionkami, obracając je nieznacznie. — No i tak w dużym skrócie chciałam go zabrać na odwyk, on nie chciał, spuściłam mu w kiblu prochy, a on… — nie chciała mu tego mówić. No kurwa nie chciała. Nienawidziała pokazywać przed nim, że była słaba, że nie umiała sobie poradzić. Nie chciała, żeby patrzył na nią jakkolwiek inaczej niż jak na silną kobietę, bo taką właśnie chciała dla niego być. Twarda i niezależna. Ale skoro chciała mu pokazać, że mu ufała, to musiała przecież powiedzieć mu wszystko. Inaczej się nie dało. — A on spuścił mi solidny wpierdol i rozwalił mi głowę o lustro — prychnęła żałośnie, nawet nie podnosząc na niego spojrzenia, zacisnęła tylko mocniej palce na pierścionku z Rio. — Musiałam mieć operacje i prawie się przekręciłam, ale to w sumie dzień jak co dzień, nie? — chciała zażartować, chociaż atmosfera w aucie była już tak gęsta, że raczej nie było tam ani milimetra przestrzeni na śmieszki. — Potem się ogarnął, poszedł na odwyk i wiesz, przeproszone wybaczone, ale niesmak pozostał — dodała, chociaż niesmak to naprawdę mało powiedziane. — Chciałeś wiedzieć, to teraz już wiesz.

:stickheh:

one senator, last chance

: ndz sie 30, 2026 11:13 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Wiedzieli oboje, że ten ślub to dla Eliota będzie problem, że nie przyklaśnie im i nie pożyczy wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. Madox zdawał sobie też sprawę, że zaraz się dowie, kiedy w systemie nazwisko Pilar zmieni się na Noriega, bo miał ich na podglądzie, wiedział też pewnie, że wylecieli z kraju, posługując się własnymi dokumentami. Ale przecież sami tego chcieli. Sfinalizować to, żeby ślub był legalny i wiążący. I zdawali sobie sprawę, że Eliot nie był głupi...
Wiedział pewnie zanim wylądowali z powrotem w Toronto. Bo może Madox chwalił się wszystkim dookoła, ale jednak psom nie, nawet Jerry'emu z narkotykowego nie powiedział, a i tak Eliot dzwonił do niego, kiedy tylko wrócili z Rio i nalegał na spotkanie. Noriega zapobiegawczo umówił się z nim, kiedy Pilar odsypiała jakąś nockę. Co prawda komendant też się nad nim wytrząsał, ale... zawsze to robił, więc dla Madoxa to nie było nic nowego. Nic specjalnego.
Nie przejął się tym, policja i tak wiecznie miała z nim jakiś problem, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, że przez niego, będzie miała też z Pilar. Skupił się na półświatku, a nie pomyślał o komisariacie. I dopiero Haddie otworzyła mu oczy.
Wiadomo, że mieli dzisiaj inne priorytety, zadanie do wykonania, ale Noriega i tak chciał wiedzieć, bo kurwa, na jego liście ważnych spraw i tak Pilar była na samej górze. Zawsze.
Popatrzył za tym gnojkiem na hulajnodze, a zaraz skrzyżował ręce na piersi i rzucał to... ty mi w ogóle nie ufasz.
Dobrze, że Maodx miał wyczulone reakcje, bo kiedy Pilar dała po hamulcach, to musiał się oprzeć ręką na desce rozdzielczej, bo poleciał do przodu. I znowu spojrzał na nią z ukosa. Chociaż kiedy tak się do niego odwróciła, to on też przekręcił się na fotelu.
Już otworzył usta na to jej skończ pierdolić, chociaż na kolejne jej słowa wypuścił powietrze z płuc ze świstem. Zmrużył powieki. Ostatnio dużo przed nim zatajała. I nawet miał jej to powiedzieć, znowu otworzył usta.
- No i chuj, dla mnie najważniejsza jesteś ty - a jednak to było ważniejsze od kolejnych wyrzutów, musiała wiedzieć, że na liście priorytetów to ona była teraz na pierwszej pozycji, kurwa, wysoko ponad jego klubem nawet - a jak mi o niczym nie mówisz, to jak ja mogę reagować? - no nie mógł, a tych sekretów było ostatnio coraz więcej, jej wycieczka do Daltona, jej relacja z Galenem Wyattem, a teraz na dokładkę z całym komisariatem. Zbierało się... A Madox przecież nie był cierpliwy, był narwany, najpierw robił, a potem myślał, więc w momencie, w którym wychodziły te jej problemy, to on się miotał. Zaskakiwała go, a o ile on lubił niespodzianki, to akurat w tym wypadku działały na ich niekorzyść.
I tym co mu powiedziała później też go zaskoczyła.
Słuchał jej i nawet na moment nie spuścił z niej czarnego już spojrzenia. Zmarszczył brwi, a usta ściągnął w wąską linię.
- Mogłaś mi powiedzieć, poszedłbym do Eliota i pogadał z tymi debilami z komendy - tak... Tylko co by to dało? Skoro Eliot i na niego się wydzierał, i jego chciał zawiesić. A na komendzie Madox też nie miał za wielu kumpli. Miał kilku, ale i tak większość psów miała go za gangusa, ich informatora, ale raczej typa spod tej ciemnej gwiazdy. Przecież kurwa nikt tam nie wiedział, że on jest psem, że kurwa więcej robił dla policji niż może oni wszyscy razem wzięci. Idioci.
Klatka piersiowa unosiła mu się w szybkim oddechu, bo w głowie pojawiła się kolejna myśl, że może oni nie powinni brać tego ślubu? Bo teraz nie tylko Pilar była na celowniku po stronie półświatka, ale też policja się od niej odwróciła, a przecież to było jej powołanie. Jej kurwa całe życie.
Wątpliwości. Zasiała w nim jebane wątpliwości. A wcześniej ich nie było...
- Kto to jest Blackwood? - coś mu mówiło to nazwisko, ale nie umiał go jeszcze przypisać do konkretnej twarzy. Kiedy Pilar sięgnęła po jego rękę, kiedy spuściła spojrzenie na jego pierścionki, to już wiedział, że zaraz się zacznie, że się wkurwi... Aż zmrużył powieki przyglądając się jej, widział na jej twarzy, że zaraz zrzuci na niego kolejną bombę. Kiedy powiedziała o tym, że niekoniecznie się lubią z jej nowym partnerem, to poruszył się na fotelu. Miał taki epizod, że kurewsko dużo ćpał, dobra, już wiedział o kogo jej chodzi. Na policji przyklejanie ludziom łatek wychodziło bardzo łatwo. Ten agresor, ten pojeb, ten ćpun. Madox był tym pojebanym właścicielem klubu, gangusem, do którego czasem szło się po informacje. Ciekawe jaką Pilar teraz miała? Kobieta gangstera? Suka, która zdradziła?
Nie chciał o tym myśleć, słuchał jej, a kiedy sięgnęła do jego pierścionków, to czuł, że dla niej to też nie jest łatwe. Sięgnął do jej kolana, żeby oprzeć na nim drugą dłoń, na początku miękko, ale zaraz mogła poczuć jak mocniej wbił palce w jej skórę.
- Co? - wypalił i szarpnął się do niej bliżej - jak to kurwa... Prawie się przekręciłaś? I nie skazali go za to? I co kurwa jeszcze dali ci z nim sprawę? Zajebie go - znowu się szarpnął na siedzeniu przestawiając coś kolanem, a jego fotel odskoczył w tył. Ale Madox się tym zbytnio nie przejął, tylko jeszcze pociągnął za sobą swoją żonę - chodź tu - szarpnął ją do siebie na kolana, włączyli wycieraczki i przestawili lusterka, ale chuj z tym. Bo on musiał już ją do siebie przytulić. Dwie minuty temu mógł się na nią obrażać i mówić, że mu nie ufa, a wystarczyło kilka jej słów i się łamał. I złość, którą miał na nią od razu przechodziła na kogoś innego. Zawsze był kurwa po jej stronie.
- Musisz mi mówić o takich rzeczach, a jakbym poszedł na komendę i tam bym się dowiedział, to przecież rozwaliłbym mu łeb o pierwsze lepsze biurko, albo ścianę - mogło by tak być... - ale i tak z nim pogadam, niech kurwa uważa... dotknie cię kurwa małym palcem - on tego jej podniósł do góry, żeby szczypnąć go zębami - albo krzywo spojrzy, to obiję mu mordę - nie żartował , czarne spojrzenie zawiesił na jej pięknych, dużych oczach - a z komendą nie wiem... Może musisz więcej pracować w terenie i ich rzeczywiście pierdolić? - on tak robił. W dupie miał zaczepki, kiedy pojawiał się na posterunku, tylko, że on wcale nie musiał się kolegować z psiarnią. Zamyślił się na moment wtulając szorstki policzek w jej dekolt - albo to rzucić? - tak walnął, chociaż wiedział, że by tego nie zrobiła. Zdawał sobie sprawę jak ważna była dla niej praca - albo może... Może powinniśmy powiedzieć Eliotowi, że pracujemy nad Luną? - zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć. To utrudniałoby sprawę, bo przecież chcieli go zdjąć, ale z drugiej strony Eliot od lat chciał znaleźć coś na Lunę. Kurwa. Dałby im wolną rękę, wszystko by im dał, co tylko by chcieli, przydzielił Pilar jako handlera do Madoxa, bo jako jedyna była w to wplątana, dużo wiedziała. To mogłoby zadziałać na jej... na ich korzyść.
Tylko wtedy zamiast się go pozbyć, musieli by zbierać dowody, żeby go wsadzić. Kolejny jebany dylemat moralny. Gdzie na szali stała ich rządza zemsty i sprawiedliwość... Ale gdzie tu sprawiedliwość, kiedy Luna od lat jej unikał?

:stickniepatrze:

one senator, last chance

: ndz sie 30, 2026 4:48 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Dla mnie najważniejsza jesteś ty.
A dla niej był on.
Zamknięte koło.
Mogliby tak godzinami kręcić się w kółko. On naciskałby na to, żeby stawiać na jej potrzeby, a ona zaś na te jego. Oboje uparci, oboje nie potrafiący odpuścić… i gdzie by ich to zaprowadziło? Pewnie do grobu Nigdzie daleko. Każde z nich fiksowało się na sobie nawzajem, na wzajemnym bezpieczeństwie, którego chociaż bardzo chcieli, nie potrafili sobie zapewnić. Ona nie była w stanie zapanować nad tym, co działo się po stronie półświatka, a Noriega nie miał wpływu na to, jak ludzie na komendzie zareagowali na jej nazwisko. I szczerze? Ona im się wcale nie dziwiła. Gdyby to ktoś inny odjebał coś podobnego, pewnie również nie ufałaby tej osobie. Sama wiedziała, co czuła i czemu była wierna, ale z boku to naprawdę mogło wyglądać tak, jakby sprzedała dusze diabłu. Madox w oczach psów zawsze budził mieszane uczucia. Jedni widzieli w nim kurewsko dobrego informatora, który zawsze coś wiedział, inni uważali go za zdrajcę, który tak naprawdę tylko wykorzystuje policję do swoich własnych pobudek. Jeszcze inni uważali, że był wyjątkowo niebezpieczny i nie można mu było ufać. I chociaż Pilar jako jedyna na tym zasranym świecie wiedziała, jaka była prawda, jak dobre serce miał… nie mogła tego oczekiwać od innych.
Ale właśnie o to chodzi — przerwała mu, gdy nawijał, że kiedy nie wiedział, nie mógł odpowiednio reagować i pogadać z debilami z komendy. — I co byś zrobił? Pobił ich kurwa? — wiedziała, że tak. Przecież on rozwiązywał problemy swoimi pięściami nie od dziś. — A co potem? Jak by to pomogło? — przysunęła się jeszcze bliżej, wbijając kolano w pojemnik na kubek, gdzieś między fotelami, przy podwijaniu nogi. — Ja ci powiem. Gówno by to pomogło, bo to i tak niczego nie zmienia. Gadają i będą gadać, a ja mam to gdzieś. Nie patrz tak na mnie. Myślisz, że pierwszy raz tak pierdolą za moimi plecami? Przecież po akcji z Daltonem było dokładnie to samo — rzuciła, jakby to było nic, a przecież o tym Madox też raczej nie wiedział, bo po co miałaby mu o tym mówić? Żeby jeszcze bardziej się o nią martwił? — Niech gadają — wzruszyła ramionami ,bo może i dla niego teraz to było coś, czym się przejmował, ale ona naprawdę tego od niego nie potrzebowała. Kto jak kto ale akurat Pilar nigdy nie dbała o to, co inni o niej myśleli. Zawsze robiła swoje. Ludziom nigdy się to do końca nie podobało, ale ona nawet gdyby chciała, nie umiała na siłę się przymilać i szukać akceptacji. Wychodziła z założenia, że albo ktoś brał ją taką, jaka była, albo mógł się pierdolić. W finalnym rozrachunku tylko Madox potrafił. I tylko z jego zdaniem się liczyła.
Chociaż kiedy musiała mu opowiedzieć o Aaronie, już wcale nie była taka pewna swego, chętna do żartów. To nie był łatwy temat, szczególnie kiedy wracało się do niego po czasie i przed kimś, kogo bezgranicznie się kochało, ale przecież wiedziała, że tylko w taki sposób mogła pokazać mu, jak bardzo mu ufała. Nikomu wcześniej o tym nie mówiła. Zostawiła tamten feralny wieczór dla siebie i medyków, którzy wtedy przyjęli ją na SOR.
No prawie. Miałam jakiegoś mocnego krwiaka pod czaszką, którego trzeba było operować i liczne złamania — wyjaśniła spokojnie, a potem westchnęła ciężko widząc jego reakcje. Aż za dobrze zauważyła zmianę w jego spojrzeniu, to jak oczy momentalnie zaczęły mu mrokiem. I szczerze? Nie dziwiła mu się. Gdyby to on opowiedział jej o tym, jak ktoś chciał go zajebać, pewnie równie mocno by się przejęła, nawet gdyby to była tylko przeszłość. A przecież to nie był koniec. Wiedziała, że zaraz zapyta dlaczego go za to nie skazali i pewnie jeszcze przyjęli do policji i że jej odpowiedź mogła mu się średnio spodobać. — Nie złożyłam zeznań — chociaż akurat tego mógł się po niej spodziewać. Pilar nigdy nie była k a p u s i e m, a wtedy przecież sama Karen przyszła prosić ją w szpitalu, żeby nie wsadzała jej narzeczonego za kratki, że on przecież nie chciał. Podniosła spojrzenie, gdy odjechał do tyłu na fotelu, a potem nawet nie oponowała, gdy szarpnął ją do siebie na kolana. Od razu usiadła na nim okrakiem, układając palce na jego rozgranym karku, przeplatając w nich końcówki od warkoczyków.
Nikogo nie zajebiesz — warknęła, zaglądając mu głęboko w oczy. Nie żartowała. Nie mówiła mu tego po to, żeby on zaraz wyrywał się i szedł wymierzać sprawiedliwość kolesiowi, który skrzywdził ją jebane dziesięć lat temu. — Poza tym, to po części była moja wina — dodała w końcu, już nieco ciszej, znowu zajmując dłonie i tym razem bawiąc się materiałem jego koszulki. — Ujebałam sobie, że mu pomogę. Widziałam, że był na głodzie, jak wbiłam mu na mieszkanie, a ta paczka prochów, jaką znalazł, była ostatnią jaką miał. A ja mu ją spuściłam w kiblu — no przecież logiczne, że by jej za to nie podziękował. — Za punkt honoru postawiłam sobie, że go kurwa nie zostawię i nawet jak zaczął mnie wyzywać i szarpać to dalej tam zostałam — znał ją. Znał ją jak nikt inny i dobrze wiedział, że ona tak miała. Że dokładnie tak jak Noriega nie potrafiła odpuszczać. Nie, kiedy na czymś im zależało. — Wiesz, ja wtedy nie umiałam się jeszcze tak dobrze bić, nie łamałam nosów jednym ciosem, on był większy i silniejszy… no i jakoś tak wyszło — znowu to zrobiła. Wzruszyła ramionami, jakby to było kurwa nic, jakby tak naprawdę tylko się pokłócili, a nie jakby koleś sprał ją na kwaśne jabłko. Ale taka już była Pilar — umniejszała swojej krzywdzie. Zawsze. Nauczona od dzieciaka, żeby nie płakać za głośno, bo nikt nie będzie się nią przejmować, nie potrafiła mówić o swoich uczuciach, jakby były ważne. Nie potrafiła otwierać się na emocje, chociaż przy nim i tak rozbiła kurewskie postępy. Sam fakt, że teraz siedziała na jego kolanach i patrzyła mu głęboko w oczy zamiast uciekać, było kurewskim krokiem w przód. Słuchała, gdy opowiadał jej o tym, że powinna mu mówić o takich rzeczach, że następnym razem obije mu ryj, a ona powinna więcej pracować w terenie i pierdolić innych.
Ale ja to właśnie robie — wtrąciła się. — Pierdole ich — rzuciła, chociaż nie zabrzmiało to dobrze. Nie w tym kontakcie. — To znaczy pierdole tylko ciebie — o wiele lepiej. — A oni mogą się pierdolić — za sobą nawzajem na przykład albo z kim tam chcieli. Nie dbała o to. Dbała za to o Noriege i kiedy tylko przesunął dłońmi po jej udach, ona naparła na niego mocniej i przesunęła paznokciami po wrażliwym miejscu za jego uchem. Kochała go za to, jak się o nią troszczył. Wciąż się do tego nie przyzwyczaiła, ale doceniała to. Nawet jeśli nie zawsze umiała to okazać. Chociaż kiedy zaproponował, że powinna rzucić robotę albo powiedzieć Eliotowi od Lunie, spojrzała na niego jak na debila.
Chyba cię pojebało, Noriega — rzuciła poważnie i aż wyswobodziła rękę, żeby postukać go po czole. — Tu się jebnij — nie było nawet takiej opcji, że rzuci prawdę w policji. Robotę, na którą tak ciężko pracowała. Stopień po stopniu, już od samej akademii policyjnej. Jej cel numer jeden, odkąd wyszła z pieprzonego bidula. Już i tak zmieniała całe życie dla Noriegi. To była jedna rzecz, która jeszcze trzymała ją przy sobie i przeszłości. — Poza tym, kto będzie nam anulował mandaciki, jak nie będę mieć dostępu do systemu? — uniosła brew, rzucając mu wymowne spojrzenie. A trochę ich było, bo przecież nie zawsze z samochodu policyjnego wysiadała Haddie albo Beck. Czasami była do drogówka, która nie dawała taryfy ulgowej i zwalała wszystko na przepisy, których nie mogli ignorować. Szkoda, że Pilar to potem bezczelnie… usuwała. — A poza tym, sam przecież mówiłeś, że masz słabość do mundurów — wtrąciła jeszcze tak na deser. Co prawda Pilar jeszcze nie miała akcji poparadować przed nim w jednym, bo kiedy pracowała w terenie raczej chodziła w mniej oficjalnych ciuchach roboczych, ale w końcu co się odwlecze, to nie uciecze, prawda? Trzeba było po protu być c i r e p l i w y m. I chyba w tej całej sytuacji na komendzie również. Zaraz znajdzie się kolejna afera, którą będą mogli się zająć, zaczną gadać o kimś innym. W perspektywie czasu wszystko finalnie rozchodziło się po kościach.

Al fin y al cabo, tú mismo dijiste que tienes debilidad por los uniformes

one senator, last chance

: ndz sie 30, 2026 8:50 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Wywrócił oczami, kiedy powiedziała to i co byś zrobił, pobił ich. Madox dużo rzeczy załatwiał przemocą, to fakt, ale też sporo gadką, a na policji to też swoimi układami. Może wystarczyłoby kogoś postraszyć? Może kogoś sprzedać?
Chociaż nie oszukujmy się... Z Beckiem bił się o nią na macie, niby przyjacielski sparing, ale dali sobie wtedy po mordach, wyjaśnili na ringu kilka rzeczy.
- Od razu pobił... Może bym im narysował jakieś laurki i wysłał, czy napisał maila - nie no zaczepiał ją. Nawet chciał coś jeszcze dodać, może coś, że z psami nie dało się po dobroci, tylko trzeba było sposobem, bo jak pokażesz, że jesteś słaby to będą to wykorzystywać. Jak kurwa półświatek. Też grali na ludzkich słabościach. Ile razy policjanci też mu grozili, że jak czegoś nie powie to mu zamkną klub, to by nie zliczył. Tylko, że on się nigdy nie bał. I Pilar też nie.
Złapał w płuca więcej powietrza.
- Najpierw mnie za ciebie sprali, a później co? Stanęli za Daltonem? - wierzgnął się na fotelu, ale przecież wiedział, że to też było przez niego. Że rozniosło się to, że on cały czas o nią pytał, a potem współpracował z Eliotem, żeby zamknąć Nicka. Nie wszyscy policjanci byli idiotami, niektórzy załapali, że on po prostu... że łączyło ich coś więcej. Z Martinez, która wtedy im pomagała, na czele. A Madox miał na komisariacie sporo wrogów.
- Jakby Eliot był w porządku to zamknął by im mordy - rzucił i znowu się zamyślił. Bo tak było na początku, kiedy Madox współpracował z Eliotem, kiedy załatwiał mu różne sprawy, był na komendzie chroniony, Pilar też mogła być, bo przecież miała na komendanta haka...
Ale teraz za bardzo już mu zaszli za skórę.
Przejebali sobie u komendanta. A Balckwood zdecydowanie przerąbał sobie u Noriegi.
- Co? Gdzie? - sięgnął do jej głowy, przesuwając po niej lekko palcami, po potylicy, wplatając je w czarne kosmyki - a ty we wszystko walisz głową, muszę kupić ci kask - trochę chciał zażartować, ale i tak patrzył na nią z przejęciem. Nie wiedział o tym. Że jakiś pierdolony Blackwood zrobił jej taką krzywdę. Jakby miał go teraz przed sobą, to sam rozwaliłby mu łeb.
Znowu ściągnął do siebie brwi, kiedy powiedziała, że nie złożyła zeznań - dlaczego? Kurwa, powinien za to siedzieć... Pilar - aż jęknął kręcąc głową. Znał ją.
Wiedział, że nie była kapusiem, i wiedział, że stawiała ponad sobą wszystkich kurwa dookoła. Jakiegoś psychola, który prawie ją zabił. Aż z wrażenie cofnął ten swój fotel i zaraz ciągnął ją do siebie na kolana. Zamruczał jej w dekolt, kiedy przesunęła paznokciami po jego karku.
- Wszystkich bym za ciebie zabił - zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć, szarpnął się do niej i chciał ją pocałować, ale kiedy zaczęła to to po części była moja wina..., to aż prychnął. Oparł się o oparcie fotela patrząc na nią z dołu - pojebało cię cariño? Twoja wina, że gość cię uderzył? - pokręcił głową, tak, że kiedy zacisnęła palce na jego warkoczykach to go za nie pociągnęła, ale wcale mu to nie przeszkadzało, w innych warunkach nawet by go pewnie kręciło. Słuchał jej, ale minę miał nietęgą, poważną, złą. Mogła nawet czuć na sobie jak się pod nią spiął, ale nie za sprawą jej bliskości, tylko tego wkurwienia.
- Nie możesz tłumaczyć jakiegoś ćpuna tym, że był na głodzie - chociaż Madox przecież wiedział jak to wygląda, sam pewnie też by się wkurwił, gdyby ktoś mu spuścił w kiblu prochy, on też swego czasu dużo koksu walił, miewał ciężkie zjazdy. Z jednej strony rozumiał, ale z drugiej wściekał się, że to akurat na nią trafiło. Wiedział, że była uparta, że nie umiała odpuszczać, że wszystkim chciała pomóc. I to go teraz wkurzało jeszcze bardziej, aż na moment przymknął oczy, a zaraz chwycił jej dłoń, żeby oprzeć ją sobie na policzku, żeby musnąć jej środek wargami - musisz... Nauczyć się odpuszczać - westchnął ciężko, bo sam w to nie wierzył - zobacz jak ładnie nauczyłaś się łamać nosy - no bo skoro to potrafiła, to może z tym odpuszczaniem też jeszcze była szansa? - I musisz się nauczyć, że teraz od takich psycholi masz mnie - spojrzał w jej piękne, czekoladowe oczy. Bo może wtedy była sama, kiedy próbowała naprawić Blackwooda, pomóc mu, ale już nie. Już idąc do Daltona mogła wziąć go ze sobą. Zawsze i wszędzie by za nią poszedł.
Wtulił się w jej rękę, a zaraz próbował znaleźć inne wyjścia z sytuacji. Chociaż na to jej pierdole ich, wywrócił oczami - to akurat... - oczywiście, że chciał powiedzieć, że takie relacje z policją nie wyjdą jej na dobre, bo mógłby być zazdrosny, ale sama się poprawiła. Przesunął wytatuowanymi palcami po jej udach poprawiając ją na sobie, niby podobało mu się jej podejście, że nie brała tego do siebie, ale z drugiej strony, czuł się za to winny. I zaraz jej przedstawiał te swoje inne, szalone pomysły.
- No co? Mogłabyś na przykład zostać moją menadżerką... Albo jakąś prywatną tancerką - żartował sobie, a kiedy postukała go po czole, to się do niej szarpnął, żeby ją ugryźć w palec. Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, a zaraz znowu ją zaczepił - Haddie, jak ją ładnie poproszę. Powiem, że moja żona lubi szybką jazdę - znowu tak tylko gadał, łasząc się do jej ręki. Wiedział, że nie rzuciłaby pracy w policji. Nawet by tego od niej nie wymagał. Nigdy.
Nawet by sobie nie wyobrażał, żeby Pilar robiła coś innego.
- Do mundurów, ale i tak do ciebie mam większą - i tym razem to tak się do niej szarpnął, że złożył na jej pełnych, gorących ustach pocałunek. Krótki, zaczepny, zaciskając palce na jej pośladkach - następnym razem musisz mi wszystko mówić, a ja jeszcze się zastanowię co z tym zrobić - wbił ciemne tęczówki w jej piękne, duże oczy. Bo chciał jej dać do zrozumienia, że jeszcze nie skończyli tego tematu, że jeszcze do tego wrócą. A on też się nad tym zastanowi - a co to w ogóle za sprawa z tym Balckwoodem? - zapytał jeszcze, a w międzyczasie zerknął na zegarek na nadgarstku - powiedziałaś mu już, że teraz jak będzie podskakiwał, to twój mąż mu rozwali łeb? - jeszcze podniósł na nią spojrzenie, ale zaraz je opuścił. Znowu ściągnął do siebie brwi myśląc nad czymś.
O tym Blackwoodzie? O komisariacie?
- Zawsze żałuję w takim momencie, że jednak policyjne uniformy nie mają spódniczek i nie chodzisz w nim do pracy - sięgnął do guzika jej spodni, żeby za niego szarpnąć - albo poczekam aż się odpierdolisz w sukienkę - przechylił na bok głowę, podnosząc na nią spojrzenie - żeby no wiesz, spełnić swoją obietnicę - no tak, bo Madox to jednak zawsze był słowny. A czasu do balu mieli coraz mniej.

pero siento una debilidad mayor por ti ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

one senator, last chance

: pn sie 31, 2026 10:29 am
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Cała sprawa z Daltonem i komisariatem była skomplikowana.
Jeszcze tamtego feralnego wieczoru przecież psy były przekonane, że to Madox stał za porwaniem Pilar, a Nick jedynie zjawił się na miejscu, żeby jako wielki bohater uratować jedną z nich. Nikt nie podważał jego prawdomówności, nikt nawet nie kwestionował tego, że to on wywlókł Pilar z imprezy. A przecież oni o tym wiedzieli. Połowa z nich widziała to na własne, pierdolone oczy, a jednak kiedy przyszło co do czego, w głowach siedziała im tylko chęć zemsty. Niezależnie na kim.
I kiedy wszystko wyszło na jaw, kiedy puzzle złożyły się w całość, to chociaż Pilar po powrocie dostawała więcej spojrzeń pełnych otuchy i zrozumienia, tak finalnie nawet i to ludzie zaczęli podważać. W końcu jak z takiego poczciwego Nicka Daltona n a g l e mógł wyjść taki psychol. Dziwnym trafem akurat, jak Stewart zaczęła się prowadzać z Noriegą. Wtedy dużo ludzie zaczęło doszukiwać się w tym spisku, pierdolić, że pewnie będą następni, bo tacy już byli. Komenda chociaż stała po odpowiedniej stronie prawa też miała w sobie wielu zwyroli. Po prostu takich, którzy dobrze się chowali albo załatwiali sprawy pod odpowiednie paragrafy. I wtedy też nie było łatwo, a Pilar dała radę i właśnie dlatego nie chciała rozdrapywać tego, co działo się teraz. Bo wiedziała, że zaraz minie. Byli świeżo po ślubie, ludzie wciąż o tym gadali — za dwa tygodnie pewnie już ktoś inny odjebie jakaś akcję i będzie po temacie.
Skinęła głową na wszystkie słowa oburzenia jej męża. Rozumiała go. Przecież gdyby to ona była na jego miejscu, powiedziałaby mu dokładnie to samo, też domagałaby się sprawiedliwości. I w sprawie z Blackwoodem pewnie też. Byłaby o b u r z o n a, że Madox nic z tym nie zrobił, a jednak siebie we własnej głowie umiała argumentować. Pojebane to było.
Bardziej tutaj — złapała jego rękę, którą wplótł jej we włosy i przesunęła ją sobie nieco wyżej i na lewo. — Czujesz? Jak odpowiednio przyciśniesz to jest tam ślad — poinstruowała go, żeby sam mógł poczuć niewielkie zmiany na skórze. Normalnie nie zwracało się na to uwagi, ona też przez większość czasu nawet zapominała, że kiedykolwiek miała rozwaloną głowę, ale jakiś tam ślad pozostał. Jak po każdej grubszej akcji. Na uchu też miała drobny ślad po tym, jak Rosa prawie ją odstrzeliła. Chociaż po Blackwoodzie mogła mieć więcej i tamtej sytuacji, ale całe szczęście reszta się rozeszłą po kościach, dokładnie tak samo jak jej potrzeba zgłoszenia tego. Uniosła na niego spojrzenie, gdy spytał dlaczego.
Jego narzeczona namówiła mnie, żebym tego nie robiła. Zrobiłam to dla niej — wyjaśniła, bo oczywiście, Pilar pieprzona Matka Teresa, wszystko wiecznie dla wszystkich, a własne rany i potrzeby jak zwykle zepchnęła na dalszy plan. Ale przecież nigdy się do tego nie przyzna. — Ale widzisz, wyszło na dobre, bo typ się finalnie ogarnął i teraz robi w narkotykowym. Bajka z morałem, wszyscy zadowoleni — spróbowała się do niego uśmiechnąć, ale wyszło jakoś… krzywo. Bo przecież kiedy Pilar spotkała Aarona na komendzie i dowiedziała się, że został psem, sama chciała go rozszarpać. Sprawić, że jego los tam będzie kurwa mocno średni. Jaki teraz miała do tego stosunek? Sama jeszcze nie zdecydowała.
Wszystkich bym za ciebie zabił.
Mimowolnie uśmiechnęła się na te słowa, a jej dłoń jeszcze bardziej z wyczuciem przesunęła się po jego karku na szyję i żuchwę, którą zadarła mu nieco w górę. Ciemne oczy nie potrafiły nagle odbić od jego spojrzenia, a serce… ono tak kurewsko mocno wyrwało się do przodu, galopując jak oszalałe, że aż poczuła to na żebrach.
Wszystkich? — spytała bezczelnie, jak ostatnia psychopatka, podłapując temat i nagle napierając na niego jeszcze bardziej. Jej twarz zawisła tuż nad tą jego, a włosy spłynęły po ramionach, zapewne drapiąc go po torsie. — Eres todo un romántico, cariño — [/i]ale z ciebie romantyk, kochanie[/i], wtrąciła, sama kradnąc z jego ust pocałunek. Pewnie nie jednak kobieta szczerze by się przeraziła, gdyby jej facet groził, że wybiłby wszystkich, jakby chcieli zrobić jej krzywdę, bo było to szczytem agresji, ale Pilar? Przecież ją to kręciło. On ją kręcił. Szczególnie kiedy potrafił postawić na swoim i z taką aż nienaturalną pewnością mówił o tym, co by dla niej zrobił. Z miłości.
A zaraz też z miłości po niej warczał, nigdy nie powinna tłumaczyć jakiegoś ćpuna tym, że był na głodzie. No może nie powinna, ale przecież była wtedy młoda i głupia. Wtedy dopiero nie potrafiła odpuszczać. Nic. Wszystko chciała robić sama i to dosłownie po trupach do celu, kiedy sama nie umiała nawet jeszcze dobrze się bronić. To dopiero był szczyt głupoty.
No przecież umiem odpuszczać — spojrzała na niego wymownie, unosząc zaczepnie brwi ku górze. — Ostatnio odpuszczam więcej niż ty i godzę się na twoje plany — zauważyła, co przecież było prawdą… od jakiś dwudziestu czterech godzin. Pierwsze posłuchała go przecież w łazience na sali treningowej, przyznała rację, przeprosiła i odpuściła, potem na kolacji, kiedy plan, jaki miała mu się nie spodobał — tez odpuściła. Starała się. Naprawdę się kurwa starała, a to że czasem dalej nie wychodziło… cóż, trzeba to było wpisać po prostu w straty i iść dalej. Ale odpuścić policji nie miała zamiaru. Dlatego zaraz ładnie mu tłumaczyła, że go p o j e b a ł o. A potem chyba jeszcze bardziej, kiedy stwierdził, że mogłaby zostać jego managerka.
W końcu ktoś by poustawiał tych wszystkich goryli — przewróciła oczami i spróbowała zabrać mu palec z czoła zanim ją dziabnie, ale nie zdążyła. Zahaczyła jedynie paznokciem o jego policzek i podrapała pewnie nawet przyjemnie. — Albo chociaż… tancerki, to chciała powiedzieć, bo przecież nawet one potrafiły mu wchodzić na głowę, ale wtedy on wspomniał Haddie. Palce Pilar momentalnie zacisnęły się na jego policzkach. — Ładnie, to ty kurwa mnie masz prosić, a nie swoją byłą — warknęła na niego i specjalnie na podkreślenie swoich słów, docisnęła tyłek do jego kroczą i bezczelnie zakręciła biodrami. Wyraźnie. Żeby to odpowiednio poczuł. Haddie. Pierdolona Haddie. Z jednej strony nie miała zamiaru robić mu scen zazdrości, a z drugiej… no oni chyba nie potrafili inaczej. Mieli na to zbyt mocne i ogniste temperamenty. Ona chciała rozpierodlić Wheeler, a on dla odmiany Blackwooda, gdyby fikał.
Jeszcze nic mu nie powiedziałam, bo się z nim nie widziałam, ale tak, koniecznie powiem mu, że jak będzie podskakiwał, to mój maż mu spuści solidny wpierdol — zacytowała jego słowa, przewracając przy tym oczami. Tak, na pewno Pilar by tak komukolwiek powiedziała i zasłaniała się swoim facetem. Jakby nie pracowała w policji i nie strzelała lepiej od niego to może. — A ty powiedź tym siksą w klubie, że jak któraś będzie się do ciebie chociażby uśmiechać, to twoja żona wyszarpie je za kudły — wtrąciła, bo skoro już tak przekazywali swoją zazdrość i troskę w groźbach, to przecież nie mogła pozostawać dłużna. Chociaż akruat biorąc pod uwagę ich obecne problemy, akurat siksy z klubu nawet nie istniały w hierarchii. Nie tak bardzo, jak chociażby Pająk, którego Pilar chciała zapierdolić za to, jak groził jej za Norięge. Ale to jeszcze przyjdzie pora.
I jak ja bym zwyroli łapała w spódniczce? — zaśmiała się głośno, kręcąc głową. Jaja sobie robił? Przecież to się nie godziło, prowadzić pościgów w takich łaszkach. Co innego odpierdolić się na bankiet. — Odpierdole — weszła mu w pół słowa, znowu się do niego nachylając, chociaż tyłek wypięła do tyłu, żeby naprzeć na dłonie, które zaciskał na jej pośladkach. — Może ty mi wybierzesz sukienkę? — zaczęła, przysuwając usta do jego ucha. Musnęła jego płatek kilka razy, a zaraz też zahaczyła językiem. — Taką żebyś mógł się odpowiednio skupić — wyszeptała, przy okazji wdzierając się dłonią pod materiał jego koszulki. Jasne oni i skupienie. Ciekawe czy w ogóle istniały takie ciuchy, które sprawiłyby, że ich spojrzenie nie uciekałoby wiecznie do siebie nawzajem? Poza tym, jak chcieli zrobić wrażenie na senatorze i odpowiednio się wyróżnić… musieli wyglądać d o b r z e.
A żeby wyglądać dobrze, chyba serio musieli już jechać. Szarpnęła za jego rękę z tyłka i podstawiła ją sobie pod nos, patrząc na godzinę.
Kurwa, nie mamy dużo czasu — mruknęła z zawodem, odsuwając się od niego. — Dobra, już, zabieraj łapy — szturchnęła go na łokec, po tym zabrała się za porwót na swoje miejsce kierowcy. Oczywiście nie obeszło się bez przyjebania w deskę rozdzielczą i przy okazji kilkakrotnym otarciem się o kroczę swoje męża, ale finalnie Pilar znalazła się za kółkiem. Na nowo odpaliła samochód i nim on zdążył zaprotestować, odjechała, kierując się na główną drogę, już prosto do salonu. Salonu, który… no kurwa wyglądał dość mocno prestiżowo. Aż sama Pani Noriega gwizdnęła pod nosem, parkując na jednym z wolnych miejsc.
Żartujesz? — spytała tak dla pewności. Niesamowite to było jak Madox ogólnie był pierwszy do narzekania na siano, a potem wydawał je na lewo i prawo na samochody i ładne koszule. Aż Pilar pokręciła głową. —Będziemy mogli poudawać trochę nadąsanych bogoli? — odwróciła się w jego kierunku, a Noriega mógł zobaczyć, jak w oczach jego żony czai się jakiś podstępny błysk.

Eres todo un romántico, cariño

one senator, last chance

: pn sie 31, 2026 1:32 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Czuł pod palcami ślad na jej czaszce, bliznę i nierówną fakturę, aż się skrzywił, nigdy tego nie zauważył, a znał wszystkie jej tatuaże, pieprzyki i blizny, na pamięć. Ale tamta chowała się w jej bujnych kudłach. Znowu zmarszczył brwi, kiedy powiedziała mu, czemu tego nie zgłosiła.
- Pilar, kurwa... - zaczął wbijając w nią spojrzenie - przecież oboje zdajemy sobie sprawę, że on mógł zrobić też krzywdę jej i co wtedy? - takich psycholi od razu się zgłaszało, tak jak Milanka… Który w sumie powinien też zgłosić Noriegę. Madox złapał w płuca więcej powietrza, a jego palce przesunęły się po jej karku, o który zaczepił, na którym przez moment bawił się zapięciem łańcuszka, na którym miała jego medalion z piórkiem koliberka - zajebiście dobre, jak w ogóle załatwił to, że go wzięli do narkotykówki, jak sam miał problem? - uniósł jedną brew. Ale Madox wiedział, że czasami psiarnia rządziła się swoimi prawami, go też bez jakiegoś wielkiego przeszkolenia w pracy pod przykrywką, wysłali na ulicę. Sprawdzi się, albo nie. Różnie mogło być. Chociaż jak na razie sprawdzał się zajebiście. Jak prawdziwy gangus.
Taki gangus, który zaraz mówił swojej żonie, że wszystkich by za nią zabił. Zadarł do góry głowę, ale wtulił brodę w jej dłoń, złapał jej spojrzenie. Skinął głową na jej pytanie i już nawet otworzył usta, żeby jej powiedzieć, że każdego, kto im stanie na drodze. Ale wtedy odezwała się do niego po hiszpańsku, a Madox parsknął krótko śmiechem, zdmuchując sobie z twarzy jej włosy, które połaskotały go po szyi.
- Enfermo de amor por ti - chory z miłości do ciebie, bo nie można im tego odjąć, że to ich uczucie wychodziło poza ramy przyzwoitości. Było dzikie, narwane i może nawet trochę toksyczne, chore. Ale oni już tacy byli, impulsywni, nieokiełznani. Trochę zbrakowani przez to jak ukształtowało ich życie. I tak też kochali, na swój jedyny na świecie, pojebany sposób.
Mruknął jak dziki kot, jak j a g u a r, kiedy skradła z jego ust pocałunek, a zaraz nawijał jej czego powinna się jeszcze nauczyć oprócz łamania nosów jednym ciosem. Spojrzał na nią spode łba, kiedy powiedziała to no przecież umiem odpuszczać, ściągnął usta w wąską linię, i mogła wyczytać z jego spojrzenia jedno słowo serio?
Znowu roześmiał się krótko i aż pokręcił głową.
- Czekaj... mówisz o tym razie, kiedy zgodziłaś się na mój plan, bo pyskowałem ci przez pół wieczora? - uniósł jedną brew, ale zaraz się do niej szarpnął, żeby szczypnąć zębami jej skórę na szyi - czasem lubię to, że nie umiesz odpuszczać i mnie to kręci, ale czasem kurewsko wkurwia... - westchnął w jej szyję, tuląc do niej szorstki policzek. Lubił w niej jej upór, to, że była zawzięta, że jak coś sobie postanowiła, to do tego dążyła, z pasją, z ogniem, który mógł trawić wszystko po drodze. Ale nie lubił kiedy ryzykowała, kiedy jej odwaga zakrawała już o brawurę. Kiedy obierała sobie za cel groźniejszego przeciwnika.
Chociaż akurat tego, że goryli z jego klubu porozstawiała by po kątach był pewny. Aż znowu się do niej uśmiechnął
- Chłopaki już chowają się po kątach, kiedy przychodzisz do klubu, a ty byś chciała ich jeszcze ustawiać? - pokazał jej czubek języka. Sam też ostatnio więcej się wytrząsał nad swoją ekipą, od tego pożaru, bo wciąż nie mógł rozgryźć jak do tego doszło. Luna był dobry, ale kurwa ochrona w Emptiness też powinna być. Nie mogli go wiecznie zawodzić.
Za to Madox mógł się z nią drażnić cały czas, dlatego zaraz jej nawijał o Haddie. A Kiedy wbiła palce w jego policzki, to się jej szarpnął i wywrócił oczami - a co? Nie wystarczająco ładnie ciebie proszę? Powinienem na kolanach? - kiedy zakręciła na nim biodrami, to też podniósł tyłek z siedzenia, żeby go poczuła. No tak, zaczepiać też się mogli cały dzień.
- Dokładnie w tych słowach mu to powiedz - skinął głową, ciemne tęczówki zawieszając na jej pięknych, dużych oczach, ale zaraz tymi swoimi przewrócił - one zawsze się do mnie uśmiechają, bo myślą, że dorzucę im do premii, więc musisz chyba przyjść i pokazać im, gdzie ich miejsce - i znowu ją zaczepiał, bo prawda jest taka, że wszystkie laski w klubie wiedziały, że Madox się ożenił, wszystkim pewnie kurwa pokazywał ich fotki ze ślubu. Ale Pilar nie musiała wiedzieć, mogła być o niego trochę zazdrosna. Bo ta ich zazdrość zawsze podsycała ten ich ogień... Jakby tego w ogóle potrzebowali.
Madox uważał też, że odpowiednio by go podsycił mundurek ze spódniczką, krótką. Przesunął palcami po jej nogach, zaczepiając paznokciami o szwy na jej jeansach.
- Myślę, że wtedy wystarczyłoby, żeby zobaczyli cię w tej spódniczce i już, sami dali by się zakuć w kajdanki, a przynajmniej ja - on to na pewno. Bo Madox przecież wciąż czekał, aż założy dla niego mundurek i pobawią się kajdankami. Może kiedyś się doczeka.
Teraz jednak zamiast mundurku planowali w co się odpierdolą na bankiet. Noriega uniósł obie brwi patrząc na swoją żonę.
- Ja wybiorę? To będzie tak kurewsko... - gorąca, to chciał powiedzieć. Caliente może?
Ale Pilar już powiedziała to, że taką żeby mógł się skupić, a on westchnął ciężko, pochylając się w jej kierunku, kiedy zaczepiała jego zakolczykowane ucho - nie ma takiej, nawet jakbyś tam poszła w sutannie, to bym nie mógł - obrócił się, żeby spojrzeć jej w oczy - może nawet by mnie to kręciło, bo ja lubię przebieranki - wzruszył lekko ramionami. Może to przez tą szkołę aktorską je lubił? Albo może przez to, że na początku sam się trochę przebierał i stylował na gangstera, większego niż był. A teraz... to już chyba był jego styl. Wyrazisty i rzucający się w oczy.
- Ale... - zaczął, kiedy złapała go za rękę i zaraz mówiła to, że nie mają dużo czasu, bo może go nie mieli, ale jednak na to, żeby zrobił jej dobrze przed balem, mogli znaleźć chwilę - zabieraj łapy - przedrzeźnił ją kręcąc głową, a kiedy się przesiadała to jeszcze ją zaczepił, wsuwając czubki palców pod jej koszulkę, przesuwając nimi po jej udzie. A kiedy ona zaczepiła kolanem o jego krocze, to zakręcił się na fotelu, poprawiając spodnie. Nawet popatrzył w okno, kiedy ruszyła, żeby się już nie nakręcać jej widokiem za kółkiem tego sportowego wozu.
W końcu zaparkowali pod luksusowym salonem, nam którym wisiał złoty szyld. A dookoła były wypisane te wszystkie luksusowe marki, Gucci, Versace, Prada, Dior, Chanel, Luis Witą, Ralf Lał... i bla bla bla.
Madox nawet nie umiał wszystkich wymówić, ale jego drogie koszule były sygnowane metkami różnych projektantów. I może gdyby Pilar się na tym znała, to by to zauważyła, ale... oni mieli to gdzieś.
- No co? Kupisz sobie jakąś szanelkę i potem powiesz koleżankom jaki twój mąż miał gest - poruszył brwiami, a zaraz pochylił się do niej, żeby ją zaczepić, poklepać po kolanie. Przechylił na bok głowę na jej pytanie, a widząc ten psotny błysk jej oku, ten ogień, aż jeden kącik jego ust uniósł się do góry - będziesz udawać nadąsaną księżniczkę, której nic nie pasuje? Mam udawać, że mnie to kręci? - nawet to mogło być ciekawe, chociaż prawda jest taka, że go to wkurwiało. Kurwa. Ile on się nadenerwował, kiedy Charity Marshall… była przy nim taką księżniczką.
Ale w wykonaniu Pilar mogło być nawet fajnie. Jeszcze raz spojrzał w jej oczy, a zaraz wysiadł, żeby podejść do jej drzwi i je przed nią otworzyć, oparł się o Astona Martina, kiedy wysiadała i nawet jej podał rękę, szkoda tylko, że jak ją złapała, to zupełnie nie po książęcemu, szarpnął ją do siebie, tak, że wpadła mu w ramiona.
- Tylko nie przesadź, bo mnie tam znają - uprzedził ją... A jednak gdzieś pod skórą poczuł, że to błąd. Bo gdyby ona mu coś takiego powiedziała, to przecież on... zrobiłby wszystko, żeby przegiąć, potraktował to jak wyzwanie.
Tylko Madox to był pojebany, a jego żona...
Zaraz otworzył przed nią drzwi butiku, a gdy tylko weszli do środka, to wyrosła przed nimi wysoka, szczupła, elegancko ubrana kobieta, wyszczerzyła się w sztucznym, pięknym uśmiechu.
- Dzień dobry. Pan Noriega, dawno Pana nie było... - przywitała się i zerknęła na Pilar. Zmierzyła ich spojrzeniem, i jak do tego, że Madox czasami łaził jak jakiś gangus, jak dzisiaj w koszulce na ramiączkach, chyba była przyzwyczajona. To dłużej gapiła się na kurtkę Pani Noriega.
- Cześć Claudia, dzisiaj chciałbym, żebyś zajęła się moją... - zerknął na Pilar, żeby dokończyła, bo w co będą grali? Chociaż on pewnie od razu powiedziałby ż o n ą. Uwielbiał się tym chwalić. Ale mogli poudawać kochanków, zwłaszcza, że Claudia wpatrywała się w niego wielkimi oczami. Pewnie nie raz mu dobierała jakieś koszule, pewnie naoglądała się jego tatuaży...

¿Vas a hacer el papel de princesa malhumorada? 🩰˚˖𓍢ִ໋ 🪞✧˚.🎀༘⋆

one senator, last chance

: pn sie 31, 2026 8:17 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie miała pojęcia, jakim cudem Aaron znalazł się w narkotykówce.
Spodziewała się, ze takim samym sposobem, jak Madox w klubie i bardziej w terenie niż na komisariacie: bo miał doświadczenie. Wiedział, z czym to się wszystko jadło. Dokładnie tak jak Blackwood — przez to, że sam kiedyś obracał się wsród tego typu biznesu, znał zachowania ludzi, znał systemy, w jakich działał cały mechanizm i po prostu o wiele bardziej rozumiał. Nie wspominając o dodatkowej motywacji, by pomóc, by sprawić, ze nikt nie musiał przechodzić finalnie tego, co on.
To jednak były tylko przypuszczenia.
Zupełnie jak te Madoxa o tym, że Pilar godziła się z jego planami tylko dlatego, że pyskował jej przez pół wieczora. Może coś w tym było, a może kluczem było po prostu to, że przy nim krok po kroku faktycznie uczyła się odpuszczać. Jako osoba, która przez całe życie musiała radzić sobie sama, polegać tylko na sobie, naturalnie potrzebowała czasu, żeby nauczyć się, jak funkcjonować w duecie. Dać sobie pomóc. Bo przecież wiedziała doskonale, ze on robił to wszystko dla niej. Że tez pozmieniał swoje priorytety i teraz stawiał ją na pierwszym miejscu. A jeśli to miało się udać, oboje powinni spotkać się gdzieś pośrodku. Każdy musiał dać coś od siebie i z czegoś zrezygnować.
Niestety musieli zrezygnować również z bliskości i podniesionego tętna, jakie w sobie rozbudzili, kiedy tak wiercili się na sobie. Kiedy posyłali sobie przedłużone spojrzenia, a przelotne pocałunki sprawiały, że tylko chcieli więcej. A przynajmniej ona chciała. Mieć go bliżej, wiecznie trwać w stałym kontakcie fizycznym, dotykać go, całować i zatapiać się w jego obecności. Ostatnio coraz mnie łapali tych dobrych chwil. Od powrotu z Rio wszystko sypało im się na głowę, dlatego kiedy tylko dostali kilka w samochodzie, Pilar naprawdę nie chciała schodzić z jego kolan. Nie chciała przestać go zaczepiać, podjudzać… ale musiała.
Zwlokła się niechętnie, przy okazji przywalając głową o sufit, a potem jeszcze kolanem ocierając się o jego kroczę. Aż złapała w płuca więcej powietrza, próbując się skupić, chociaż było to kurewsko trudne, biorąc pod uwagę, że Noriega już wciskał ręce pod jej koszulkę i ją z a c z e p i a ł. Bezczelny. Aż posłała mu karcące spojrzenie, chociaż ciało i tak przeszedł przyjemny dreszcz.
Tak tylko ci przypomnę, że to był twój pomysł, żeby ta jechać i się odpierdolić — mruknęła, zaciskając palce na kierownicy. A przecież jakby nie szli na zakupy, jakby zdecydowanie się ubrać coś, co mieli już na stanie, to mogliby by się pobawić w tym obłędnym, ognistym aucie.
Chociaż kiedy pojechali pod sklep okazało się, że może nie cala zabawa była stracona. Gucci, Lui Witą i setka innych markowych logotypów świeciło zza witryn sklepowych, elegancko ubrane manekiny stały w jakiś pierdolniętych pozach jak z reklam Zary… no przecież to aż prosiło się o lekkie przyaktorzenie. Przecież Pilar nawet nie wiedziała, jak wymawia się połowę tych marek, jak miała tu robić zakupy? No na pewno nie na poważnie. A skoro nie na poważnie, mogli troche dać się poddać woli fantazji.
Prychnęła na jego słowa, gdy spytał, czy będzie udawać nadąsana księżniczkę.
Może — wzruszyła ramionami, gasząc Ashtona. — Bo chyba tak zachowują się bogole, co? Jakby wszystko im się należało — złapała jego ciemne spojrzenie, gdy otworzył jej drzwi i wyciągnął do niej rękę. W pierwszej chwili miała ochotę wywalić oczami, jak robiła to za każdym razem, kiedy to Galen też chciał pomagać jej przy wysiadaniu z auta, ale… tutaj robił to jej mąż, więc finalnie ujęła jego dłoń, wcale nie udając samodzielnej dziewczynki. A już po chwili wylądowała prosto w jego ramionach. Mocno. Aż musiała podeprzeć się o silną klatkę piersiową. Brwi pomknęły jej do góry, gdy poprosił, żeby nie przesadziła w środku. Nie powinien jej tego mówić.
Ja? Przesadzić? — zajrzała mu głęboko w oczy, przysuwając się pierwsze do jego twarzy, by zawisnąć nad pełnymi ustami, by pokusić go w stroną stronę, chociaż kiedy chciał sięgnąć, by ją pocałować, ona odsunęła się i ustawiła wargi przy jego uchu. — Nie śmiałabym — wyszeptała, łapiąc jego płatek w zęby i delikatnie przygryzając. Czy miała zamiar sprawić mu tam piekło na ziemi? Niekoniecznie, ale to nie znaczyło, że jeśli nadarzy się jakaś okazja…. To z niej nie skorzysta.
Odsunęła się delikatnie w bok, pozwalając mu zamknąć drzwi, a zaraz zamiast za dłoń, wzięła go… pod rękę. W końcu tak prowadzali się bogacze, nie? W swoich białych, fikuśnych sweterkach i lakierkach od jakiegoś Ralpha Gogusia, które błyszczały nawet w ciemności. Szkoda tylko, że ona miała na sobie luźne jeansy, które opadały jej na biodrach i czarną, skórzaną kurtkę. Wyglądała bardziej jak jakby wracała z koncertu rockowego, a nie szła się ubierać na bal.
Ekspedientka zmierzyła ją spojrzeniem, ale i nic nie skomentowała. Jedynie uśmiechnęła się szeroko, trochę sztucznie i od razu zwróciła do Pana Noriegi.
Dzisiaj chciałbym, żebyś zajęła się moją…
Kocicą! — weszła mu w pół słowa, zaciskajac mocniej palce na jego przedramieniu. Sama na twarzy wymalowała wielki uśmiech, tak mocny, że aż zapiekły ją policzki.
Przepraszam, kim? — Claudia zrobiła wielkie oczy i na moment zbiła się kompletnie z tropu.
Kocicą — powtórzyła Pilar. — Tak na mnie mówi mój m i s i a c z e k — ledwo przeszło jej to przez gardło i to w dodatku z pełną powagą, chociaż aż ją skręcało, żeby się roześmiać, szczególnie, że czuła dokładnie, jak Noriega spiął się wyraźnie. A ona zamiast dać sobie spokój, jeszcze doskoczyła do kobiety i to ją wzięła pod rękę. — Powiedział, że kupi mi dzisiaj wszystko, co tylko będzie mi się podobać. Tak bardzo mnie kocha! — rzuciła z entuzjazmem, aż obie spojrzały sobie na Madoxa, chociaż Claudia jakoś podejrzliwie, bo chyba nie spodziewała się, że Pan Noriega był taki m i s i a c z k o w a t y. — Ostatnio nawet zabrał mnie do Rio, wyobrażasz sobie? — przeszła się z nią kawałek, zarzucając ciemnymi kudłami, a dłonią usnąć po jakieś fikuśnej, seledynowej sukience. — Było pięknie, tylko nasz tatuś prawie się dowiedział! — wtrąciła znowu, a Claudia tym razem na nią spojrzała zaskoczona. — A bo nie wspominałam? My jesteśmy rodzeństwem!

o s i t o ⋆🧸ིྀ