34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

065.
They knew nothing about playing nice, fitting in, or following the rules.
Luckily, convincing a senator didn't require any of that.
trigger warning
przekleństwa
- A możesz mi załatwić taki czerwony? - Madox stał w wypożyczalni z luksusowymi furami, ale pochylał się właśnie nad pięknym ścigaczem, BMW M1000RR w fiolecie, przesunął wytatuowanymi palcami po karoserii - kupiłbym go - zwrócił się do faceta, który za nim stał, poprawiając swoją drogą marynarkę.
- Pewnie, a na kiedy? - zapytał, patrząc na Noriege, który już przymierzał się do motocykla.
- Jak przeżyję, to za dwa tygodnie? - Madox podniósł głowę zerkając na mężczyznę, a ten uśmiechnął się jakoś krzywo.
- A co? Ciężki tydzień? - nawet sobie kurwa nie wyobrażał jak...
Zaczęli go z Pilar od akcji w porcie, którą Madox prawie przypłacił życiem. A przecież zaledwie wczoraj ona ryzykowała idąc do Daltona, a potem Pająk jej groził.
I chociaż Madox od rana chciał się z nim rozmówić, to jakoś się powstrzymał. Nie mogli teraz działać pochopnie, obiecali sobie, że podejdą do tego na spokojnie, z jakimś takim wyczucie, według planu, który wczoraj na prędce układali, we własnym salonie. Wczorajszy wieczór miał się potoczyć zdecydowanie inaczej, ale kurwa... nic wczoraj nie szło po ich myśli. Madox liczył na to, że dzisiaj się to odmieni, że uda im się przekabacić Kane'a na ich stronę.
Może nawet powiedziałby coś Larry'emu, zgodził się z nim, ale nie zdążył, bo zanim otworzył usta, to do salonu wprowadzili Astona Martina Valhalla w pomarańczowym kameleonie. Silnik zaryczał, a ten dźwięk odbił się od ścian salonu.
- O kurwa - wyrwało się Noriedze, a zaraz on sam wyrwał się do samochodu. Obszedł go dookoła.
- No i jak? - Larry już stał obok z rękami w kieszeniach jego eleganckich, drogich spodni.
- No lepiej niż sobie go wyobrażałem - powiedział Madox przesuwając palcami po masce, która wyglądała jakby stała w ogniu. Piękna. Aż Noriega stanął obok Larry'ego przyglądając się jeszcze samochodowi z odległości - jego też kiedyś kupię - oznajmił, a Larry się zaśmiał, ale zaraz wyciągnął do Madoxa kluczyki.
- Liczę na to, że jak się przejedziesz, to już nie będziesz mógł o nim zapomnieć - Noriega spojrzał na niego z ukosa, bo pewnie tak będzie...
Złapał za kluczyki, a zaraz znowu podszedł do auta.
- Dałeś mi się przejechać Jaguarem i od razu wiedzieliśmy, że kiedyś go kupię... Sprezentowałem go żonie, ale ten też by do niej pasował - zdecydowanie tak, taki ognisty jak jego małżonka. Madox otworzył drzwi podnosząc je do góry, zajrzał do środka, ale jeszcze obejrzał się na Larry'ego - na razie na dobę, ale jakby się coś zmieniło to się odezwę - rzucił a zaraz wsiadł do samochodu. Przesunął wytatuowanymi palcami po kierownicy, po skórzanym fotelu, a potem dodał gazu. Silnik mruczał cicho, a Madox wyjechał z salonu.
Umówili się z Pilar pod komisariatem, miał po nią podjechać, ale nic jej nie powiedział, że na tę okazję wypożyczy im samochód, i to taki. Kurwa. Co to było za auto. Zaparkował go na przeciwko komendy, w świetle słonecznym ten pomarańczowy kameleon mienił się jeszcze bardziej. Po prostu ogień. A Madox oparł się o maskę zerkając na złoto-czerwony, jego ulubiony, zegarek, na swoim nadgarstku.
Mieli jechać na szybkie zakupy, a potem na bal. Grafik mieli znowu napięty, ale chociaż dzisiaj może uda im się nie rozdzielać? Na imprezę do senatora w końcu szli jako para.
Madox Noriega i jego żona.
To ktoś wykaligrafował złotymi literami na specjalnym zaproszeniu, które Madox miał w kieszeni kurtki.
Spojrzał w kierunku komendy, gdzieś na okna na piętrze, ciekawy czy Eliot był teraz w swoim gabinecie. Chociaż po ich ostatniej rozmowie, kiedy wezwał go na dywanik z powodu ślubu i groził mu zawieszeniem, albo zdegradowaniem, komendant raczej nie byłby zadowolony na jego widok.
Zwłaszcza, że Madox znowu nic mu nie powiedział, ani słowa o tym, nad czym pracowali z Pilar. Ani słowa o Lunie...
Podpalenie w Emptiness zgonił na makaroniarzy, i znowu wykpił się swoim talentem aktorskim, bo gdyby nie on, to Eliot raczej by mu w to nie uwierzył. Że Madox nie wie jeszcze kto to zrobił.
Wiedział. Wiedzieli to doskonale.
Tak samo jak to, że dzisiaj mieli jedyną może szansę, żeby obrócić szalę zwycięstwa na ich korzyść.


Ven a dar una vuelta en este coche 🏎️. ݁₊ ⊹ . ݁˖ .
Ostatnio zmieniony śr sie 26, 2026 5:40 pm przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

044.
Every cloud has a silver lining
...or just another cloud behind it
Trzeba będzie porozmawiać z rodzicami — Hood zawiesił zielone spojrzenie na Pilar, przy okazji przekładając kolosalnie grube teczki z papierami na koniec biurka. — Wyniki z toksykologi są jednoznaczne — wiedziała o tym. Widziała je już z samego rana, kiedy przyjechała na komendę przed rozpoczęciem zmiany, byleby nie siedzieć w domu. Nie chciała. Ściany wciąż pamiętały jej żałosne załamanie nerwowe, które przeszła, kiedy Madox poszedł spać, a ona chciała się tego jak najszybciej wyzbyć.
Zwinęła się więc z samego rana i dopiero koło dziewiątej odezwała się do Beatrice, która prowadziła prywatny ośrodek pomocy dla ofiar przemocy. Co prawda okazało się, że w ostatnim czasie miała obłożenie, ale Pilar skutecznie wyciągnęła odpowiedni argument w postaci długu, który Betty miała w względem Pani Noriega i na to nie było już mocnych. Pilar kiedyś uratowała jej tyłek i to w dość drastycznej sytuacji i też dzięki temu finalnie udało się znaleźć miejsce dla Paris. Trzy razy pytała Madoxa, czy potrzebował jej pomocy, ale jasno podkreślał, że ogarnie i przy okazji weźmie Jaguara spod zakładu zamkniętego.
Dużo wydarzyło się poprzedniego dnia.
Za dużo.
Głowę wciąż miała zawaloną myślami, lękami i scenariuszami co mogło się stać na każdą ewentualność, o jakiej tylko pomyślała. I chociaż z całych sił starała się podejść do tego na zasadzie nowy dzień, czysta karta, tak wciąż łapała momenty zwątpienia. Jak w tamtej chwili.
Stewart — warknął Hood, a ona wróciła do niego spojrzeniem.
Noriega.
Co?
Teraz już Noriega — poprawiła go. Nie miała zamiaru wstydzić się swojego nowego nazwiska, nawet jeśli dostawała za nie baty na komendzie. Nie pierwsze i nie ostatnie w jej życiu. Hood całe szczęście nie miał ochoty się z nią spierać i jedynie przewrócił oczami, pozostawiając zbędne komentarze dla siebie.
Pytałem, czy możesz tam dzisiaj podjechać i porozmawiać z jej rodzicami — powtórzył pytanie, którego ona za nic nie usłyszała.
Mogę jutro — odpowiedziała szybko, zaglądając przy okazji na zegar wiszący nad drzwiami. — Na dzisiaj już mam plany i właściwie musze się już zbierać — dodała, schylając się po skórzaną kurtkę, którą pierdolnęła na oparcie z samego rana. Hood spojrzał na nią z nieukrywanym zawodem.
Kiedyś od razu byś pojechała — wypomniał jej, sprawiając, że złapała więcej powietrza w płuca. — Ale widzę priorytety ci się pozmieniały — dodał złośliwie, kręcąc się na jednym z krzeseł. Nie miałą zamiaru się z nim sprzeczać. Po pierwsze bo się spieszyła, a po drugie, bo jej aktualny partner i tak gówno wiedział. Przecież to nie tak, że szła sobie na pierdolony piknik do parku a potem do kina ze swoim mężem, dlatego…
Spierdalaj, Hood — uraczyła kolegę po fachu takim pięknym argumentem, po czym zarzuciła na siebie kurtkę i do tego torebkę. — Do jutra — rzuciła jeszcze na odchodne, już głośniej, żeby i inni w pomieszczeniu wiedzieli, że Noriega skończyła na dzisiaj zmianę.
Frajerzy.
Miała ich ostatnio po dziurki w nosie.
Priorytety ci się pozmieniamy — mruknęła pod nosem, przedrzeźniając tego debila, przy okazji zbiegając po schodach. Madox powinien już tu na nią czekać i dopiero kiedy podniosła spojrzenie w górę, przy okazji zarzucając długimi, czarnymi włosami… — O kurwa — zobaczyła furę, o jaką się opierał.
Wyglądała… niesamowicie.
Jakby sama z siebie stanęła w ogniu.
Pilar aż przystanęła na moment, otwierając szeroko oczy. Słońce skopało ognisty pomarańcz, karoseria była obłędna, a wisienką na torcie był najprzystojniejszy facet w całym Toronto, z warkoczykami na głowie, nonszalancko oparty o maskę, ze spojrzeniem wbitym w jej twarz. Aż mimowolnie się uśmiechnęła.
Niezła fura — rzuciła w końcu, podchodząc do niego powoli. — Często tu bywasz? Może chciałbyś mnie przejechać? — zagadała do niego, jakby był pierwszym, lepszym facetem na ulicy, który na fajny samochód wychaczył właśnie jakaś blachare. Momentalnie znalazła się przy jego ciele, przywierając do jego klatki piersiowej. — Lubie szybką jazdę — dodała, wodząc spojrzeniem pomiędzy czekoladowymi oczami i ustami, których smak znała już na pamięć. Może i wczoraj nie do końca udało im się wszystko rozwiązać, ale akurat ich dwójka nigdy nie skupiała się na roztrząsaniu porażek, a raczej woleli patrzeć w przód. Chociaż teraz Pilar patrzyła tylko na niego.

Soy un club de conducción rápida
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Dużo rzeczy miał dzisiaj na głowie, ale skoro obiecał jej, że ogarnie, to przecież nie mógł jej zawieść, więc gdy tylko odwiózł Paris do Betty, której adres Pilar wysłała mu smsem, to pojechał od razu do klubu, tam spotkał się z Diego. Potem z Pati pojechali po jej Jaguara, wypytywała go dlaczego odbierają go spod więzienia, ale Madox powiedział jej tylko, że zostawiła go tam wczoraj Pilar, bo prowadzi śledztwo, i on ją odebrał, i zabrał na kolację...
Może nie powinien tak wszystkiego opowiadać swojej nowej menadżerce, ale przecież to były zdawkowe informacje, co ona mogła z nimi zrobić?
A zresztą on jej ufał.
Dlatego kiedy wychodził znowu z klubu, żeby jechać po samochód, to też podrzuciła go Pati. Porozmawiali chwilę o klubie i o tym, że na sobotę Noriega szykował tam coś specjalnego, że zaprosił Lunę i cały personel miał stać na baczność. Sami jego zaufani ludzie, w tym Patricia.
Poruszyli też temat Luciano, ale Madox wyznał jej, że nic jeszcze nie mają. Nic oprócz tego trefnego przekazania pieniędzy, o którym jego menadżerka już wiedziała od Almy. Powiedziała mu też o pogrzebie babki. A Noriega obiecał, że oni z Pilar też się na nim stawią. Chociaż wiedział, że dla jego żony to był cios. Kurwa. Ostatnio przez niego przyjmowała pierdolony cios za ciosem. Jeden za drugim.
Dlatego kiedy stanął przed komisariatem, tym samochodem, to z myślą, że dzisiaj jej to jakoś wynagrodzi. Chyba nie zakupami, bo tymi to mógłby przekupić Dolly, albo Peach, a nie Panią Noriega.
Dla niej musiał wymyślić coś innego.
Ale chyba zrobił wrażenie, bo kiedy z jej pełnych, gorących ust wyrwało się to o kurwa, to Madox od razu się uśmiechnął. Poklepał wytatuowanymi palcami płonącą maskę. Zagwizdał na te jej teksty.
- Wolałbym przelecieć, ale z takim zamiłowaniem do szybkiej jazdy, to nie wiem, czy już nie zaliczyłaś Astona Martina? - doskonale wiedział, że nie, bo akurat rozmawiali kiedyś o tym, że Pilar nie odhaczyła jeszcze na swojej liście dziwnych miejsc, w których się pieprzyła, żadnego samochodu, ale musiał ją pozaczepiać. A potem musiał się do niej szarpnąć, kiedy stanęła przed nim, kiedy poczuł jej znajomy ciężar na sobie. Wpadł w nią tak, że musiał przytrzymać ją przy sobie obejmując w pasie, sunąc palcami po jej plecach na pośladek, żeby przycisnąć ją do siebie mocniej, bo w innym wypadku mogłaby wyrżnąć. Przez jedną krótką chwilę chciał ją zaczepić pytając czy Wyatt nie ma takiego, ale ugryzł się w język. Chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż miał te smsy, które odkrył i tą całą kłótnię, którą wczoraj zaliczyli. Ale też to, że w końcu nie zliczyli siebie... A Madox chciał, ale przeszkodziła im Paris. Nic wczoraj kurwa nie poszło po ich myśli.
Ale dzisiaj musiało być lepiej.
Zwłaszcza, że stali już przy takim samochodzie...
- Wiem, że Kane chciał go kupić - wyznał patrząc w obłędnie czekoladowe oczy swojej żony, a dłonią przesunął po pomarańczowej karoserii - milion trzysta, tyle kosztuje to cacko - kupa siana, nawet jak na senatora, a może zwłaszcza jak dla niego. Bo jednak politycy wozili się skromniej, ale Madox jako gangus mógł sobie pozwolić. Chociaż przecież on na dzisiaj tylko wypożyczył ten samochód. Ale właściwie najpierw chciał pozwolić na coś innego. Sięgnął do kieszeni spodni, żeby zaraz zawiesić na palcu kluczyk, wyciągnąć go na wysokość jej spojrzenia.
- I ty go dzisiaj prowadzisz - co prawda Noriega też lubił szybką jazdę, i takie samochody, ale chyba jeszcze bardziej lubił ten błysk, który zaraz zobaczył w jej oczach.
Odepchnął się od maski, napierając na nią coraz bardziej, a kluczykami, które trzymał w ręce musnął jej odkryte ramię.
- Musimy też jakoś wyglądać, więc pomyślałem, że skoro auto jest z wypożyczalni, to dla równowagi może coś kupimy? - właściwie nie chodzili na takie imprezy, ale przecież... - nigdy nie wiadomo, może teraz będziemy częściej bywać u Kane'a? - zgrywał się, bo jakoś tego nie widział, że nagle zostaną przyjaciółmi i będą się bawić w politykę. Gdyby go nie potrzebowali to w życiu nie wybrali by się na taki nadęty bankiet.
Nie ich klimaty.
- Chociaż jak dla mnie mogłabyś iść w tej kiecce, w której byłaś wczoraj - no tak, podobała mu się, ta cienka koronka, w której wyglądała jak anioł, ale biorąc pod uwagę fakt, że była to sukienka pożyczona od tancerek z Emptiness, to może rzeczywiście powinni wybrać coś bardziej wyjściowego - jest taki sklep w centrum, w którym kupuję koszule, może tam coś wybierzemy? - te jego drogie, krzykliwe koszule. Pilar pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że one też były od sławnych projektantów, z wyższej półki, a ona rozrywała je z taką łatwością, ale Madox niczego nie żałował. Mógł gadać i narzekać, że nie ma hajsu, że musiał wydać dwie stówki na ochronę, albo stówę na wróżkę. A pozwalał jej rozrywać koszulę za dwa kafle. Zresztą... na wszystko by jej pozwolił, tak jak prowadzić to bajeczne auto, które zaraz przed nią otwierał podnosząc drzwi do góry.

un amante de romper camisas caras ♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ostatnio było ciężko.
Niby wiedzieli, na co dokładnie się pisali, wchodząc ze sobą w związek, a potem zaręczając się i finalnie biorąc ślub, jednak chyba żadne z nich nie spodziewało się, że z chwilą, w której wrócą z Rio, świat aż tak bardzo im się zawali. Wiecznie problemy, mafia, zaginięcia, handel ludźmi, śmierć psa, Dalton… nic kurwa nie szło po ich myśli.
Każdy normalny człowiek w ich sytuacji chyba zamknąłby się w czterech ścianach i bał ruszyć, przekonany, że wszystko zaraz kompletnie się posypie, ale nie oni. Oni nawet na moment nie patrzyli w tył. Mknęli do przodu właśnie chyba w obawie, że jeśli pozwolą sobie na chwile refleksji, to skoczy się ona jak… prysznic Pilar poprzedniego wieczoru. Kurwa, jak ona się cieszyła, że jednak Madoxa poszedł spać. Że nie widział jej w tak bardzo opłakanym stanie, tak słabej, bezsilnej, kompletnie nieprzystosowanej do życia. Może i znali się już jak łyse konie, ale Noriega akurat nigdy nie chciała, by jej mąż widział, jak się łamie. Chciała, żeby wierzył, że była silna. Że umiała sobie poradzić w każdej sytuacji. Że mógł jej powierzyć zadanie. W końcu zawsze była twardą babką. A jednak przy nim potrafiła być jak dziecko.
I teraz tez, kiedy jej spojrzenie oplotło o b ł ę d n y, ognisty samochód, jej oczy zaświeciły się jak u pięcioletniego dziecka, które po raz pierwszy dostało do czekoladę albo wymarzoną zabawkę. Była zachwycona. Przez kilka sekund kompletnie nawet zapomniała, gdzie mieli jechać i co zrobić. Po prostu patrzyła. Podziwiała. A potem nawet zaczepiała kierowcę, który długo nie pozostał jej dłużny.
Prychnęła na jego uwagę o wcześniejszym zaliczeniu samochodu, który wypożyczył.
To było w zeszłym tygodniu — machnęła ręką, jakby faktycznie pieprzyła się w samochodach sportowych na lewo i prawo, z byle kim. — Na ten tydzień mam akurat wolny slot — dodała, napierając na niego jeszcze bardziej. Doskonale wiedział, że nigdy nie robiła tego w samochodzie, wiec nawet nie musiała mu oznajmiać, że to były zwykłe zaczepki. W tych akurat oboje byli niezastąpieni.
Zaciągnęła się mocno jego zapachem. Dobrze było znowu być w jego ramionach. Ostatnio doceniała to coraz bardziej, szczególnie, że od powrotu z Rio więcej darli koty i się na siebie wydzierali, niż faktycznie chciażby przytulali. Ale każda zła fama w końcu musiała minąć, nie? Nie. Całe szczęście akurat oni byli świetnie w łapaniu pojedynczych chwil beztroski. Jak ta, gdy Noriega trzymając ją w ramionach oznajmił, że Kanę chciał kupić taki samochód i ile kosztował. Pilar aż zagwizdała, bo taka sumka… kurwa. Życie sobie można było za to ustawić. Za kurwa s a m o c h ó d. A ona dzisiaj go poprowadzi.
Żartujesz — spojrzała na niego zaskoczona, chociaż oczy już mieniły się jej milionem drobnych świetlików. — Mogę? — a podobno to laski ciężko było zadowolić. Trzeba było kupować im kwiaty, zabierać na kolacje do drogich restauracji… a jej wystarczyło dać kluczyki do auta i już cieszyła się jak dziecko. Szczególnie takiego auta. Złapała za klucze i zarzuciła mu ręce na szyję, zadzierając głowę w górę. — Kurwa, wyszłabym za ciebie, gdybym już nie była twoją żoną — zażartowała, a następnie wspięła się na palcach i złożyła na jego ustach kilka przelotnych lecz czułych pocałunków. Nawet kiedy się od niej oderwał, żeby opowiedzieć o zakupach, ona nie chciała go puścić. Wciąż się do niego łasiła, błądząc paznokciami po miejscach, których miał odkrytą skórę.
Wszystko, co chcesz — mruknęła, bo mogła teraz za nim iść gdziekolwiek tylko chciał. Tak długo jak będzie mogła to cacko zabrać na autostradę i przycisnąć mogła jechać nawet do kurwa sklepu dla największych dam i udawać, że urodziła się w diamentach. Normalnie zakupy nie sprawiały jej przyjemności, lubiła złapać pierwszą, lepszą rzecz z wieszaka, która leżała i inaczej spożytkować wolny czas, ale z nim mogło być nawet… ciekawie.
A jak ubiera się na takie bankiety? Bo ta biała koronkowa, to chyba za mało… elegancka? — zagadała, gdy już ją od siebie odsunął i skierował do drzwi od strony pasażera. Nawet one nie otwierały się normalnie, jak w każdym innym samochodzie a do góry. Do g ó r y kurwa. Aż na moment zapatrzyła się na to zjawisko, nim podziękowała mu skinieniem głowy i wsiadła do środka. Rozciągnęła się na siedzeniu. Samochód pachniał nowością. Był w stanie nietkniętym, jakby ledwo co wyjechał z salonu. Wszystko tam było piękne i nawet kiedy Madox wsiadł do środka, ona wciąż palcami przesuwała co kolejnych elementach, a dopiero potem przysunęła sobie fotel i zapięła pasy.
Gdzie mam jechać? — spytała, odpalając silnik i… — Ja pierdole — aż jęknęła pod nosem, przymykając na moment oczy. Pilar była dziwna. Zawsze kręciły ją rzeczy, które normalne laski uznałyby za dziwne, jak chociażby samochody, ale ona naprawdę je kochała. A ten silnik brzmiał o b ł ę d n i e. Aż się poprawiła na fotelu, bo jeszcze trochę i… — Dobra — odchrząknęła. — Wbij adres, a ja i tak jadę przez autostradę — oznajmiła nim zdążył cokolwiek powiedzieć i w końcu ruszyła, wyjeżdżając na główną drogę.
Astona Martina prowadziło się wspaniale. Leciutko, zwinnie, miała wrażenie, że czuła dosłownie to auto pod każdym możliwym względem. Nie wspominając nawet o sposobie, w jaki lekko się rozpędzało. Jakby osiąganie prędkości dwieście na godzinę w kilkanaście sekund było czymś normalnym. A potem trzysta. Oddech jej przyśpieszył. Najlepsza przyjaciółka adrenalina już rozprowadzała się po ciele, a Pilar gdzieś z tyłu zostawiła wszelkie zmartwienia. Przez moment byli tylko oni i droga.
Ile to wyciąga? — spojrzała na wyświetlacz przed sobą, który jeszcze miał rezerwę. Pierdolone trzysta pięściedziąt. — Jak zrobie maksa, to bierzesz mnie w tym aucie po bankiecie — zarządziła, spoglądając na niego na ułamek sekundy, bo więcej nie mogła, biorąc pod uwagę z jaką prędkością z a p i e r d a l a ł a. A potem docisnęła gazu, zaciskając palce na kierownicy aż pobledły jej knykcie, gotowa wycisnąć z tego cacka wszystko, co miało do zaoferowania, aż do ostatniej kropli.

:kira:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oni się nie zatrzymywali.
Potykali, kurwa, spadali z tego pierdolonego rowerka, brodzili po kostki, a czasem po kolana, w gównie, ale szli naprzód. Zawsze tak było, z Madellin, gdzie nie było nawet chwili na to, żeby się zastanowić, czy to w co wchodzili ma sens. Później kiedy mieli się unikać, a ciągnęło ich, bardziej jego, do siebie. W Meksyku gdzie zaręczali się kurwa z pięć razy, z różnym skutkiem. I w Rio, gdzie przypieczętowali to wszystko pięknym ślubem...
I teraz też nie mogli się zatrzymać, stanąć w miejscu, bo przecież to dopiero był początek ich nowej, pięknej bajki, zwanej wspólną przyszłością. Tylko musieli trochę o nią zawalczyć. I robili to każdego dnia. Nawet jeśli czasem łapali dołki. Madox sięgnął do policzka swojej żony, przesunął po nim wytatuowanymi palcami, bo może jej wczoraj nie widział... Ale dzisiaj miała już w spojrzeniu ten cały ogień, który w niej uwielbiał. Zawsze go miała, nawet jeśli czasem się poddawała, łamała, pękała pod naporem tego wszystkiego, co na nią sprowadził. I nigdy nie zmieniłby o niej zdania, że była najtwardszą babką, jaką znał, bo kurwa wszystkie inne już dawno kopnęłyby go w dupę. Nie wytrzymały tego. A ona stała przy nim. Przed nim...
Z tymi wielkimi, błyszczącymi oczami, ze spojrzeniem, które nie mogło się zdecydować, czy lepszym widokiem jest to bajeczne auto, czy jednak jej mąż.
- Ale mi się kurwa udało, ale wyczytałem w horoskopie, że to będzie mój tydzień, że zaliczę jakąś gorąca laskę najpierw w luksusowym samochodzie, a potem na płonącej masce... Tylko nie napisali czy ona będzie płonąć, czy ta maska, więc wiesz... - znowu poklepał palcami po karoserii, a te drugiej ręki znowu zacisnął na jej pośladku, tak, że musiała już na sobie czuć... Jego klamrę od paska.
Ciemne oczy wpatrywały się w jej twarz, kiedy opowiadał jej o tym samochodzie, a potem wyciągnął przed nią kluczyki. A gdy zobaczył te wesołe ogniki, które zaraz zapaliły się w jej spojrzeniu, to kąciki jego ust uniosły się ku górze.
- No chyba, że nie chcesz? - przechylił na bok głowę zaczepiając ją, a kluczyki podniósł do góry - to ja poprowadzę - zgrywał się, bo przecież wiedział, że chciała, zwłaszcza, że zaraz już łapała klucze i wieszała mu się na szyi - zawsze możesz mi to jakoś inaczej wynagrodzić - uniósł jedną brew i spuścił spojrzenie w dół, między ich ciała, obijające się już o siebie w przyspieszonych oddechach klatki piersiowe, ale zaraz się do niej szarpnął, kiedy skradła z jego warg te kilka przelotnych pocałunków. Mogła poczuć na sobie jak się uśmiechnął, gdyby nie mieli znowu tak napiętego grafiku, to pewnie już sadzał by ją na tej obłędnej masce. Kurwa... Na tym płonącym samochodzie.
- Wiesz co bym chciał... - mruknął wywracając oczami i zaczepił wytatuowanymi palcami ze jej udo. Ale zaraz objął ją ramieniem i poprowadził do drzwi od strony kierowcy. Parsknął gdzieś w jej szyję, kiedy zapytała jak się ubiera na takie bankiety, bo akurat sięgał obok niej do drzwi - nie wiem... - zaczął, przesuwając ją tak, żeby mógł otworzyć drzwiczki do góry - ale boję się, że kurwa będę musiał założyć białą koszulę i smoking - a ostatnio ubierał się tak chyba jak szedł na to bogolskie przyjęcia do Winstona, gdzie spotkał Cherry, wtedy smoking wypożyczył, a potem go zniszczył i musiał płacić. Może rzeczywiście lepiej kupić własny? Może kiedyś go jeszcze założy? Jak go z Pilar nie rozwalą. Na wspomnienie tej białej sukienki, jeszcze poklepał ja po pupie - za to kurewsko seksowna, ale dzisiaj możesz założyć elegancką, pewnie i tak trudno będzie się tam do ciebie dobrać - chociaż kiedy to powiedział, to aż się zamyślił, bo zabrzmiało mu to jak jakieś wyzwanie. Przez moment stał w drzwiczkach i wpatrywał się w swoją żonę, kiedy rozciągała się na fotelu jak kot, ale w końcu je zamknął. Okrążył samochód i usiadł na siedzeniu pasażera. On już wcześniej sobie podotykał to auto i też z salonu musiał tu jechać przez autostradę. A na pasach nawet puścić oczko jakimś laskom, które się w niego wpatrywały.
Teraz ciemne oczy Noriega za to zawieszone były na jego żonie. Dla niego nie była dziwna, lubił to, że mieli wspólne pasje, jak szybki samochody na przykład. Uśmiechnął się, kiedy odpaliła silnik, a zaraz pochylił do nawigacji, żeby wstukać adres tego sklepu - też musiałem go docisnąć, będziesz zachwycona - niektórzy faceci kupują swoim kobietom kwiaty, albo diamenty, a Madox... On swojej kupił Jaguara, a żeby sprawić jej drobną przyjemność wypożyczał jej auto za prawie półtora miliona. R o m a n t y k.
Wpatrywał się w twarz Pilar, kiedy rozpędzała samochód, a droga niknęła błyskawicznie pod kołami.
- Trzysta pięćdziesiąt - powiedział zerkając na wskaźnik prędkości, który jeszcze nie doszedł do maksa, a na kolejne słowa swojej żony zaczepił palcami o jej udo - i tak cię wezmę w tym aucie, ale zrób - puścił jej oczko, w momencie, w którym na niego spojrzała. A zaraz zabrał rękę, żeby jej nie rozpraszać...
Ognisto pomarańczowe auto musiało wyglądać pięknie, kiedy mknęło autostradą, a inne samochody zjeżdżały mu z drogi. Do pewnego momentu, bo nagle przez Astonem Martinem wyrosło złoto-czarne Lamborghini Urus Performante, dość specyficzne, a Pilar musiała przyhamować. Chociaż doszła do tych trzystu pięćdziesięciu na liczniku, które sprawiły, że krew w żyłach krążyła w zastraszającym tempie, że adrenalina dzwoniła w uszach. Szarpnęło nimi nieco. Ale Lambo wcale nie zjechało.
- Dupek - rzucił Madox - specjalnie ci wyjechał... - no tak to wyglądało, bo Lambo nie zamierzało zmienić pasa i na pewno nie wyciągało tyle, ile fabryka mu dała. Chyba ją z a c z e p i a ł.
Ten dupek.

Creo que te está tirando los tejos 🏎️ᝰ. ݁˖ .
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Skoro w h o r o s k o p i e przeczytał, że to będzie jego tydzień, to na pewno tak będzie.
No kurwa musiało.
Nie było innej opcji. A akurat świetnie się składało, że byli spod tego smogu znaku zodiaku, czyli to znaczyłoby, że zapowiadał się również ten tydzień dla Pani Noriega. Wybornie. Z pewnością im się przyda nieco szczęścia, które ostatnio dość często ich opuszczało i wracało w najmniej spodziewanym momencie. Igrało z nimi, nie potrafiąc zatrzymać się nawet na moment, pobyć przy nich. Ale może w końcu los postanowił się nad nimi zlitować? Oby.
Chociaż finalnie zamiast obracać laskę w płonącym samochodzie, Madox mógł obserwować, jak to ona krzesa z niego ogień. Jak miękką nogą dodaje coraz bardziej gazu do pędzącego autostradą samochodu, jak zaciska mocno palce na kierownicy, przy okazji przygryzając dolną wargę. Po chwili też mógł słyszeć jej szczery śmiech, gdy komentarz na temat białej koszuli i smokingu wybrzmiał spomiędzy jego pełnych ust.
Ty i smoking? — prychnęła, spoglądając na niego przelotnie. Jakoś nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Co prawda wtedy, gdy spędził wieczór z Charty Marshall miał na sobie coś co jeden przypominało, ale kiedy Pilar go wtedy odebrała spod szpitala, to bardziej były to spalone szmaty niż cokolwiek innego. — To ja też musze coś poważnego — mruknęła. W końcu musiała do niego pasować, nie? — Może jakaś długa, nudna kiecka, z długim rękawem i golfem, żeby cię nie kusiło — albo od razu ekskluzywny worek ziemniaków, w nim też może by go nie kusiło, chociaż z drugiej strony, kto ich tam wiedział. Przecież tej dwójce potrafiło odjebać w najmniej odpowiednim momencie, niekiedy wystarczyła jedynie marna iskra, żeby wykrzesali z niej prawdziwy ogień, którego już nie dało się zatrzymać, który zajmował wszystko na swojej drodze.
Dokładnie jak w tamtej chwili Pilar, gdy mknęła pomarańczowym samochodem przez autostradę, zrzucając w jego stronę wyzwaniem, bo przecież inaczej nie umieli odpowiednio funkcjonować, gdyby do każdej czynności się o coś nie zakładali. Chociaż akurat o przelecenie jej w samochodzie to mogła się postarać nawet bez jego zgody, ale gdzie w tym jakaś zabawa? Gdzie dreszczyk emocji i rywalizacji? W niej na pewno taki był, dlatego zaraz przycisnęła pedał gazu. Czuła jak kilometry nikną pod kołami, jak wszystko dookoła świszczy, jak prędkość robi się kurewsko niebezpieczna, a gdy on powiedział, że i tak ją weźmie, tylko bezczelnie uśmiechnęła się pod nosem i jeszcze bardziej docisnęła.
Lepiej żebyś tym razem nie rzucał słów na wiatr — warknęła w jego kierunku, a następnie już w pełni skupiła się na drodze. Noriedze też zdarzało się obiecywać i wcale nie dotrzymywać danych obietnic, jak chociażby w Rio, kiedy miał z niej zedrzeć czerwoną sukienkę, a finalnie tylko ją rozpiął dwa razy. R o z p i ą ł kurwa, jakby był jakimś starym dziadkiem albo Galenem Wyattem. I wczoraj też, zamiast w końcu wciąć ją tak, jak lubił najbardziej, pokazać jej, jak bardzo jej pragnął, nawet po tym wszystkim, co przeszli, po tym jebanym piekle, to on poddał się po pierwszym potknięciu i poszedł spać zostawiając ją kompletnie nakręconą. Drażnił ją ostatnio, przez co chodziła jeszcze bardziej nerwowa niż powinna.
Chociaż trzeba przyznać, że to trzysta pięćdziesiąt zdecydowanie nadrabiało. Robiło jej kurwa cały dzień. Adrenalina szalała w żyłach na pełnej, serce uderzało chaotycznie w piersi, a skóra aż mrowiła. Nawet podbrzusze spięło się nieznośnie, widząc, jaką niesamowitą prędkość osiągnęła. Kurwa, coś pięknego. Aż westchnęła głośno pod nosem, prawie mu tam jęcząc.
I wszystko było pięknie, wspaniale wręcz, gdy nagle jakieś złote Lambo, które przed nimi jechało nie postanowiło zajechać jej drogi. Całe szczęście Pilar refleks miała niezawodny, dlatego od razu dała po hamulcach. Szarpnęło nimi, ale całe szczęście solone pasy sprawiły, że nawet za bardzo nie drgnęli. Tylko spojrzała na prawo, czy Noriega był w jednym kawałku, a potem już próbowała złapać spojrzenie z kierowcą w jego tylnym lusterku.
Dupek
Pierdolony frajer — powiedziała w tym samym czasie. Cóż, nie często się zdarzało, że to jej mąż dysponował o wiele bardziej kulturalną wersją słownika, a tu proszę. Wystarczyło dać ją za kółko i zaprzestać jej zabawę. Bo teraz zamiast trzystu pięćdziesięciu musiała ograniczyć się do marnych stu dwudziestu, a te zaś nużyły ją do oporu. Szczególnie zaraz po takiej prędkości, wydawało się, jakby auto wcale się nie przesuwało. — Niech spierdala — mruknęła na słowa Madoxa, że specjalnie jej wyjechał. Ona też to widziała. Facet ewidentnie nie miał nic lepszego do roboty i swoją drogą to co zrobił, było kurewsko niebezpieczne, bo gdyby nie udało jej się wyhamować, to skasowałaby nie tylko swój samochód ale też jego.
Całe szczęście nic takiego się nie stało i to na tym powinna przystać.
Odpuścić.
Robić swoje.
Ale kurwa, przecież to była Pilar.
Trzymaj się — tylko tyle zdążyła rzucić w stronę Noriegi, nim jej noga ponownie docisnęła się do pedału gazu. Na pasie po prawej wciąż przesuwały się auta w ślamazarnym tempie i pewnie nikt o zdrowych zmysłach nie próbowałby się między nie wcisnąć. Całe szczęście, że Pilar wcale nie była normalna. Wjechała zwinnie, prawie z piskiem opon pomiędzy dwa rodzinne auta, a potem przemieściła się jeszcze jeden pas w prawo. Lambo oczywiście przyśpieszyło, a wtedy ona wróciła jeden pas w lewo i znowu. Rozpoczęła jakiś pieprzony ślaczek, coraz bardziej zbliżając się do złoto-czarnego Lamborghini. Serce mocno waliło jej w piersi, a kiedy w końcu zrównała się z nim na tej samej wysokości, przekręciła głowę spoglądając na kierowcę. Nie znała go. Nie wyglądał na Kanadyjczyka. Na moment złapali ze sobą kontakt wzrokowy, a koleś uśmiechnął się bezczelnie i prawie od razu szarpnął kierownicą w jej stronę, żeby musiała odskoczyć na bok.
No co za kutas — nie miała zamiaru odpuścić. Nie teraz, kiedy rzucił jej nieme wyzwanie, bawiąc się z nią w kotka i myszkę. Nie miała na pewno zamiaru być myszą, jak już to pierdolonym jaguarem, który pożre go żywcem. Zmieniła bieg, szarpnęła samochodem i już znowu wymijała samochody. Kilka z nich ją strąbiło, pewnie słusznie nie pochwalając tego typu zabaw, ale ona nawet nie zwróciła na to uwagi. Zależało jej jedynie na tym, że wyprzedzić tego frajera. I udało jej się to w ostatnim momencie, prawie ocierając się o jakiegoś zgniło-zielonego forda. Z impetem wyjechała przed lambo i teraz to ona nadawała im odpowiednie tempo jazdy. Przyśpieszyła, a kiedy on ruszył za nią, ona b e z c z e l n i e przychowała, spowalniając pojazd o połowe.
Kutas.
Miał za swoje.

:kira:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i rasizm
Co prawda Madox pewnie nawet nie zajrzał do tego horoskopu, ale jest taka możliwość, że William mu go przeczytał, a potem nawijał o tym przez telefon, albo... po prostu to zmyślił. Chociaż to fakt, że trochę więcej szczęście by im się przydało.
Zwłaszcza dzisiaj, kiedy szli na ten cały bal, żeby przekonać senatora do swoich racji.
Musieli przy tym wyglądać dobrze, więc Madox nawet zamierzał założyć smoking, a kiedy Pilar to skomentowała, to zerknął na nią z ukosa, a palcami trącił jej kolano.
- A co? Nie pasuje mi? - no nie pasował mu w chuj, zwłaszcza do tych gangsterskich warkoczyków, ale kto by się tym przejmował? Na jej słowa wywrócił oczami, a palcami przesunął wyżej po jej udzie - możesz założyć worek po ziemniakach, a i tak mnie będzie kusić - jeszcze ją klepnął w nogę i zabrał rękę - a długa, nudna kiecka, z długim rękawem i golfem, który opinałby się na twojej długiej szyi... No weź, już mnie to nakręciło - oparł się o oparcie i odchylił do tyłu głowę uderzając nią w zagłówek. Pilar mogła próbować, z tymi kieckami, a nawet rzeczywiście z workiem, ale prawda jest taka, że ona mu się podobała chyba w każdym wydaniu. Jak patrzyła na niego z pożądaniem, jak go zaczepiała, ale też jak się wściekała. W k a ż d y m.
A zwłaszcza w takim, kiedy jej ciemne oczy skupiały się na drodze, a noga coraz ciężej opadała na pedał gazu. Od razu mógłby ją tu wziąć, gdyby nie pędziła właśnie zawrotne trzysta po autostradzie. Chociaż...
Czy im to przeszkadzało? Jej nie, kiedy jechali czerwonym Jeepem w Meksyku.
- Lepiej żebyś tym razem nie rzucał słów na wiatr - przedrzeźnił ją - a kiedy rzucałem? - a potem zaczepił, i znowu jego ręka wylądowała na jej kolanie - mówiłem ci, że częściej powinnaś chodzić w sukienkach i bez... - nie zdążył powiedzieć bez czego, ale oboje doskonale to wiedzieli, zwłaszcza, że jego palce przesunęły się wyżej po jej udzie, że zaczepił nimi nawet o suwak od jej spodni. Ale wtedy ten pierdolony frajer zajechał jej drogę, a Pilar na szczęście przyhamowała, ale tak gwałtownie, że Noriega zabrał rękę. Znowu oparł się o oparcie poprawiając pas.
- Wymiń go - jeszcze ją podpuścił. Który normalny facet tak robi, że podpuszcza swoją żonę, żeby ścigała się z jakimś Lamborghini?
No, tylko Madox wcale nie był normalny. A obok niego siedziała równie popierdolona, jego małżonka, która zaraz kazała mu się trzymać. I on naprawdę zacisnął palce na uchwycie na drzwiach, ale tymi drugiej ręki znowu sięgnął do jej nogi - jak go wyprzedzisz... to zrobię ci dobrze przed balem - musiał trochę podnieść poprzeczkę. Trochę jej naobiecywać, zwłaszcza, że Lamborgini ewidentnie chciało im pograć na nerwach. Tylko, że Pilar mu się wcale nie dała, a zaraz zjechała na wolniejszy pas, żeby potem wyskoczyć i zrównać z Lambo. Madox wystawił rękę ponad jej ramieniem, żeby pokazać mu środkowy palec, ale to faceta wcale nie zniechęciło, wręcz przeciwnie, odbił jeszcze w stronę Astona Martina. I dobrze, że Pani Noriega znowu wykazała się refleksem i odskoczyła.
- Ja pierdolę, co za chuj - mruknął Madox. Ale jego żona wcale nie zamierzała się poddawać, widział to w jej oczach, w mocno zaciśniętych na kierownicy palcach. I rzeczywiście jeszcze kilka manewrów, i ten jeden przy którym Noriega aż wstrzymał oddech, kiedy prawie otarła się o Forda, autem za półtora bańki, i go wyminęła. Madox obejrzał się przez ramię i dopiero teraz zobaczył kierowcę. Jakiegoś cwaniaka. A kiedy Pilar zwolniła, żeby go przyhamować, a on zatrąbił, a zaraz posłał w jej kierunku uśmiech i pokazał jej, że znowu ją wyminie odbijając auto z lewo na prawo, zanim wyrównał, to Madox klepnął swoją żonę w udo.
- Dobra, zjedź - wskazał jej głową pobocze. A zaraz nawet uszczypnął ją w nogę - przyhamuj, puść kierunek i zjedź - jeszcze ją poinstruował. Co mu siedziało w głowie?
Ciężko stwierdzić, ale kiedy Pilar spojrzała w jego kierunku, to uśmiechnął się delikatnie - no co tak patrzysz? Tylko mu wyjaśnię jedną rzecz... - chciała, czy nie, to zaraz sięgnął do kierownicy, żeby bujnąć autem tuż przed Lambo, a potem Pani Noriega musiała puścić kierunek, bo szarpnął kierownicą w swoją stronę, w stronę pobocza. Znowu strąbił ich jakiś samochód, ale Lambo zjechało za nią. No bo jakżeby inaczej?
Z przodu piękny, ognisty Aston Martin, a za nim złoto-czarne Lamborghini. Madox jeszcze obejrzał się na Pilar.
- Dwie minuty - rzucił, a potem wysiadł. I w lusterku mogła zobaczyć jak podszedł do Lambo, pochylił się zaglądając w okno kierowcy, a kiedy to zjechało w dół...
To Madox się wcale nie pierdolił, zacisnął wytatuowane palce na drogiej marynarce kolesia i szarpnął go tak mocno, że po chwili dosłownie wywlókł go z tego samochodu przez okno. Facet się trochę poszarpał, porwał sobie tą ładną i na pewno w chuj drogą marynarę, sam sobie porwał...
Potargał się cały, ale przecież pierwsze co usłyszał od Madoxa to było wysiadaj kurwa, a że on odpowiedział mu śmiechem, to Noriega mu trochę pomógł. I zaraz przestało mu być do śmiechu, jak już wylądował na brudnej autostradzie, jak chciał się pozbierać z ziemi, ale z tym też pomógł mu Madox szarpiąc go za fraki do góry.
- Jeszcze raz będziesz chciał się z jakąś laską pościgać, to się kurwa dwa razy zastanów, bo może jechać z nią jej mąż - warknął na faceta, który odpowiedział mu coś w jakimś azjatyckim języku. Z czego Noriega nic nie zrozumiał, chociaż brzmiało mu to trochę jak sajgonki z wieprzowiną...
- Policja! Wzywać policja! chory cuowiek, chory - facet postukał się w łeb, a Madox pochylił się nad nim niżej.
- Sam jesteś kurwa chory, wypierdalaj - warknął i szarpnął jeszcze azjatę, a zaraz go puścił. Ten wyjął z kieszeni telefon.
- Policja! Wzywać... - zaczął znowu skośnooki, a Noriega już się wkurwił i znowu złapał go za wszarz tym razem. Już mu znowu popruł marynarkę, tym razem na plecach. Szarpnął go w kierunku Pilar.
- To jest kurwa policja, i ty chujku zajechałeś jej drogę - zamachnął się i zdzielił gościa w łeb, a zaraz spojrzał na swoją żonę - pokaż mu odznakę cariño - szarpnął żółtkiem tak, że wylądował przed nią na kolanach - więc przeproś Panią i powiedz, że nigdy więcej tego nie zrobisz... - w zasadzie to wcale nie miał tym razem wymagać od tego chinola przeprosin. Miał mu tylko wyjaśnić, że nie powinien zajeżdżać drogi kobietą w Astonie Martinie, bo mogą mieć na przykład jakiś chorych pojebów za mężów. Ale że azjata sam zaczął się rzucać, no to wyszło, jak wyszło...
Teraz to już musiał przeprosić. Chociaż póki co wpatrywał się w Pilar tymi małymi skośnymi oczkami.

Enséñale la placa, cariño 👮‍♀️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Powinna odpuścić.
Nie dać się zaczepić jakiemuś frajerowi.
Po prostu jechać swoje, wyminąć go i odjechać. Tak na pewno zachowałaby się każda, odpowiedzialna, dorosła osoba, tym bardziej policjantka. Ale Pilar? Pilar była p i e r d o l n i ę t a. Nie umiała odpuszczać. A najgorsze w tym wszystkim było to, że jej mąż również. Bo może gdyby miała obok siebie bardziej rozważnego faceta, który kazałby jej odpuścić, może i by to zrobiła. A ten tu co? Powiedział jej, że zrobi jej dobrze jeszcze przed balem jak tylko wyprzedzi gościa. No kurwa. I jak ona miała przejść obok tego obojętnie? Podjudzał ją do czynienia zła i to w dodatku tak solidnym argumentem, że nawet dwa razy nie musiała się zastanawiać.
Zrobiła to.
Trochę się przy tym namęczyła, bo jej został wolniejszy pas, na którym trzeba było wymijać samochody, ale w końcu się udało. Pierwsze zrównali się z gościem, wymienili uprzejmości, a już po chwili złote lambo znalazło się tuż za nimi. Teraz to on musiał reagować na tempo, które nadawała i te nagłe przyhamowania, które na dobrą sprawę mogły skasować oba samochody. Gość z tyłu zatrąbił, a kiedy Pilar złapała jego ciemne spojrzenie w tylnym lusterku… bezczelnie się uśmiechnął. Igrał z nią. A to nie mogło się skończyć dobrze. Nie kiedy obok siebie miała nabitego, narwanego gangusa, który po chwili kazał jej zjechać.
Co? Po co? — wiedziała po co, ale nie miała zamiaru mu na to pozwalać. Odskoczyła nogą lekko w bok, kiedy ją uszczypnął, a auto zachwiało. — Rączki przy sobie, Noriega. Nie ty prowadzisz — skarciła go, gromiąc spojrzeniem. Szkoda tylko, że on nic sobie z tego nie zrobił. Bezczelnie sięgnął do kierownicy i szarpnął nią. — Madox! — wydarła się na niego, bo przecież to co zrobił, było kurwa skrajnie durne. Dookoła były też inne auta, a ona naprawdę nie chciała powtórki z rozrywki po tym, jak mu obciągała w Meksyku, a potem musieli przepraszać ojca z małym dzieckiem, że prawie się przed nich zabili. To miałą być bezpieczna zabawa. Szkoda, że jednak nie była, bo Pilar już nie miała wyjścia, musiała puścić kierunek i zjechać z autostrady, a potem na jakaś uliczkę, gdzie nie było żywej duszy.
Lambo nawet się nie zawahało, żeby pojechać za nimi. Pilar aż pokręciła głową, bo jakim debiłem trzeba było być, żeby widząc Noriege na miejscu pasażera, wciąż za nimi zjechać? Ona z pewnością by tego nie zrobiła, ale jak widać kierowca sportowego samochodu czuł się na tyle odważny, że faktycznie zaparkował zaraz za nimi.
Dwie minuty.
Nie — próbowała szarpnąć go jeszcze za koszulkę, przytrzymać go w środku. — Odpuść — poprosiła, ale co ona miała do gadania? Madox w i e c z n i e robił to, co chciał i miał w dupie wszystkich dookoła, kiedy już coś sobie ujebał w swojej pięknej głowie. A niby to ona dyktowała warunku w ich związku. Odprowadziła go wzrokiem, a zaraz sama szarpnęła się do wyjścia. Problem tylko polegał na tym, że pierwsze ujebała się z pasem, który nie chciał odskoczyć, bo wcześniej się szarpnęła i się zablokował, a potem jeszcze te pierodolnięte drzwi, które… — Kurwa, jak to się otwiera? — rzuciła do samej siebie pod nocem, bo co to była za technologia? Przy drzwiach wcale nie było zwykłe klamki, a jakiś walnięty uchwyt, który trzeba było pierwsze nacisnąć, potem coś jeszcze popchać, tylko wcale nie od siebie, a w górę i zanim Pilar ogarnęła wszystko i wyleciała z fury, Madox już szarpał kolesia za fraki i rzucał nim na kolana, nawijając coś o policji.
Co? — spojrzała na niego z wyrzutem. — Nie będę mu nic pokazywa...
Policja! On bandyta, on bić i on szapać — krzyknął Azjata na pełen regulator, próbując wciąż wyrwać się z uścisku. — On chcieć zabić!! On morduerca! — uniósł dłonie do góry, jakby chciał chronić przy tym wszystkim głowę, przy okazji wierzgając się i krzycząc, aż Pilar otworzyła szerzej oczy, bo co tu się właściwie odpierdalało?
Żaden morderca — wtrąciła się, stukając się palcem w czoło, żeby mu pokazać, gdzie gościu miał nie pokole w głowie, a potem faktycznie sięgnęła do tylnej kieszeni po odznakę, która po chwili zaświeciła w słońcu, uspokajając gościa. — On już tak ma — dodała na temat Madoxa, podnosząc na niego ciemne spojrzenie. Narwaniec jeden. Od razu chciał wszystkich dookoła napierdalać. A ona nigdy do końca nie wiedziała, jaki miała do tego stosunek. Z jednej strony uważała, że przesadzał, a z drugiej… nawet ją to kręciło. Pierdolnięci.
Policja? — Azjata przekręcił głowę i przyjrzał się jej uważnie.
No policja, policja — pokiwała, nawet stukając we własną odznakę. Kiedyś na komendzie mieli jednego policjanta na wymianie, który pochodził z Chin. Zawsze chodził cały uśmiechnięty i witał się ze wszystkimi takim jednym powiedzeniem… kurwa, aż zastukała w palce, próbując sobie przypomnieć jak to było. A kiedy w końcu to zrobiła, nachyliła się do gościa z uśmiechem na ustach.
Nǐ hěn chòu — rzuciła zadowolona, bo tak, na milion procent to właśnie im mówił każdego dnia przez bity dwa miesiące i machał kubkiem od kawy, chadzając się po komisariacie. Pani Noriega aż pierś wypięła do przodu, taka była dumna ze swojego chińskiego. Jeszcze spojrzała przelotnie na swojego męża, bo pewnie był kurwa pod niemałym w r a ż e n i e m. Szkoda tylko, że chinol nie był.
Co? — oburzył się, robiąc wielkie oczy. — Sama śmierdzisz! — krzyknął autentycznie ofuczany, a Pilar tylko zrobiła wielkie oczy. Bo co ona mu właśnie powiedziała? Że śmierdział? Kurwa. A oni na komendzie przez bite dwa miechy żyli w przekonaniu, że koleś mówił im dzień dobry albo jakieś inne cześć. A to kutas. — Policja niemiła! A ten tu bandita!

Nǐ hěn chòu :nojaniewiem:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i rasizm wciąż
Madox nie umiał odpuszczać, ale okazało się, że gość w Lambo też nie, bo nawet kiedy Pilar go wyprzedziła, to siedział jej na dupie, to ją zaczepiał... I jak na początku Noriega miał to gdzieś, to w pewnym momencie już nie wytrzymał.
- Zamienię z nim dwa słowa - jęknął odwracając się i patrząc jeszcze na kierowcę w tylnej szybie, a kiedy krzyknęła jego imię, to wywrócił oczami - Pilar - odpalił, ale już szarpnął kierownicę do siebie. Jakieś auto na nich zatrąbiło, ale on jak zwykle nie wziął pod uwagę tego, że w tym momencie mógł ryzykować też czyjeś życie. Noriega to jednak wychodził z założenia, że bez ryzyka nie ma zabawy.
Chociaż ostatnio przecież Pilar próbował przekonać do tego, że nie powinna chojraczyć. H i p o k r y t a.
A zresztą to przecież była taka tam niewinna gierka. Zabawa.
Dla Madoxa przede wszystkim, bo w oczach swojej żony widział przecież, że nie była zadowolona. A kiedy złapała go za koszulkę, to zacisnął palce na jej dłoni i podniósł ją sobie do ust, musnął jej skórę wargami, a zaraz uszczypnął zębami jeden palec - powiem mu tylko jedną rzecz i już - oczywiście, że Madox jak coś sobie ujebał, to trudno było go zatrzymać. Tylko ona to potrafiła, stanąć mu na drodze i nie spuścić wzroku, kiedy patrzył na nią z tym całym ogniem, kiedy się szarpał, jak jakiś wściekły doberman...
Ale ona bawiła się z pasem.
A Madox już opierał się jedną ręką o złote Lambo. Zaczął grzecznie... Jak na niego. Ale facet nie chciał współpracować, więc kiedy go wyśmiał, to Noriega wywlókł go przez okno. Sam chciał. Mógł po prostu wysiąść, tak jak mu kazał.
A potem mógł się nie szarpać, to nie klęczałby przed Pilar trzymany mocno za fraki.
- Ach zamknij się, przecież to ty zacząłeś - rzucił Madox i znowu szarpnął tego chinola.
- Ty zaciołeś, ty zaciołeś! - przedrzeźnił go Azjata, a Noriega aż zrobił wielkie oczy, bo jak to w ogóle komicznie brzmiało - ona zacioła, ta kobieta, to nie jeś policiantka, to jakaś... bandita! - Madox spojrzał spod byka na swoją żonę, chociaż musiał walczyć ze sobą, żeby nie parsknąć śmiechem. Mogła to widzieć po jego minie, ale no nie jego wina, że żółtki go zawsze bawiły. Śmiesznie wypowiadali jego nazwisko, a potem kłaniali się dwieście razy.
- Sam jesteś bandyta, widziałeś kurwa jakie tam były znaki z ograniczeniem? - wypalił Madox, a potem spojrzał znacząco na Panią Noriega, żeby w końcu pokazała blachę.
Kiedy to zrobiła to chinol zrobił wielkie oczy, co przy tych jego małych ślepkach znowu wyglądało śmiesznie, aż Madox pokręcił głową zerkając na Pilar.
Zaraz Azjata zaczął się przyglądać policjantce, a Madox tak dla zasady jeszcze go szarpnął.
- No co miałeś powiedzieć Pani? - marynarka na plecach faceta popruła się bardziej, ale ten nawet się tym nie przejął.
- Psieprasiam, psieprasiam, pani policia - ukłonił się trzy razy, a Madox znowu się uśmiechnął. Śmieszni byli ci chinole. Postawił go do pionu i puścił, a potem nawet wygładził mu marynarkę, a wtedy Pilar wygęgała coś w tym ich języku. Madox aż zrobił duże oczy, bo oczywiście, że był pod wrażeniem, że jego żona to jest taka poliglotka, on przecież oprócz hiszpańskiego znał tylko trochę włoski i ruski, ale tych azjatyckich łamaczy języka nigdy by się nie nauczył. A przecież jakby wiedział, to ona by im zamawiała zawsze żarcie u chińczyka, a nie on się musiał przy tym męczyć.
Chińczyk zamiast jednak odpowiedzieć ładnie na powitanie, to zaczął się krzywić, a Madox przysunął się do niego trącając go barkiem, bo może trzeba znowu go wyjaśnić? Ale wtedy Azjata powiedział to sama śmierdzisz, a Noriega parsknął głośno śmiechem.
- Powiedziałaś mu, że śmierdzi? - spojrzał w piękne, duże oczy swojej żony, jeszcze przez chwilę się śmiejąc, ale zaraz poklepał chinola po ramieniu - morda - rzucił bardzo niemiło bandita, a zaraz stanął przed chińczykiem - ciesz się, że ci kurwa mandatu nie wlepiła, przekroczona prędkość, podwójna ciągła, dyskutowanie z funkcjonariuszem, ubliżanie mu... Bo powiedziałeś jej, że śmierdzi, jestem świadkiem. U nas w Kanadzie zabrali by ci za to prawko maluszku, albo od razu przymknęli - pochylił się nad Azjatą patrząc na niego z góry i wyliczał na wytatuowanych palcach wszystkie jego przewinienia - ale dzisiaj masz farta i dostajesz tylko wpierdol i pouczenie - pokiwał głową, że to takie szczęście mu się trafiło.
- Wpierdol? - chinol, aż się cofnął, a Madox obejrzał się na Pilar. Podniósł rękę, a Chińczyk aż zasłonił się rękami, ale Noriega poklepał go po główce pac pac.
- Albo dobra dzisiaj bez wpierdolu, bo mam dobry humor, ale następnym razem uważaj kogo zaczepiasz, bo my w Kanadzie jesteśmy chorobliwie zazdrośni o swoje... partnerki - tak mu naściemniał, że Chińczyk to chyba już nie wiedział, czy oni są z policji, czy są bandytami. A może to jakaś ukryta kamera?
Rozejrzał się nawet na boki, ale nikt nie wyskoczył, żeby mu powiedzieć, że tak, więc... ukłonił się znowu trzy razy.
- Chang uwaziać następnym razem, bo w siamochodzie mozie jechać chory pan - spojrzał na Madoxa, a ten aż otworzył usta ze zdumienia, bo czy ten mały żółtek mu ubliżał?
- Co ty kur... - zaczął i już chciał do niego skoczyć, ale wtedy po oczach uderzyły ich czerwono-niebieskie światła i usłyszeli krótki sygnał syreny. A zaraz za Lambo zaparkował radiowóz. I kto z niego wysiadł?
No tamta. Czyli Haddie we własnej osobie, która w pierwszej kolejności zagwizdała na widok tych furek.
- Ktoś zgłosił, że jakieś Lamborghini i Aston Martin urządzają sobie wyścigi na autostradzie i tak czułam, że tu na nie trafię - odezwała się podchodząc bliżej. Jej niebieskie oczy od razu zatrzymały się na palcach Madoxa, które ten znowu zaciskał na marynarze chinola. Pokręciła lekko głową, a zaraz wyjrzała zza chłopaków na Panią Noriega.
- Cześć Pilar - przywitała się. Żółtek popatrzył najpierw na blondynkę, a potem znowu na brunetkę, i chociaż z Madoxem nie byli w najlepszych stosunkach, to pochylił się do niego.
- Ale macie w Kanadzie goloncie policiantki - Noriega zgodził się z nim kiwając głową. On też przecież miał słabość do kobiet w mundurach. Chociaż teraz stała w nim tylko Haddie, która ewidentnie czekała na jakieś wyjaśnienia.

pani goloncia policiantka bandita 🥵❤️‍🔥🫣
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przkleństwa
Nie potrzebowała przeprosin.
Jak zwykle miała to gdzieś. Machnęła ręką, przewróciła oczami i jeszcze wzruszyła ramionami, nawet nie interesując się tym, co koleś mamrotał sobie pod nosem. W przeciwieństwie do Madoxa, który tak dla odmiany, znowu szarpał go za fraki i wymuszał na nim przeprosiny. Robił to za każdym, jebanym razem, a ona wciąż nie mogła się do tego przyzwyczaić. A przecież schemat był ten sam — on kazał im przepraszać, oni się stawali, on ich szarpał, aż oni w końcu przepraszali, Pilar machała ręką, a potem… zawsze coś się odpierdalało. Jak nie jakaś dziewczynka wylatywała z samochodu do swojego taty, to ktoś wyciągał broń, no zawsze coś. Aż Pilar rozejrzała się dookoła, czy ktoś znowu nie miał zamiaru wyskoczyć lada moment z krzaków.
Całe szczęście teren wydawał się czysty, a chinol zrobił to jakoś tak pociesznie, to swoje psieprasiam, pani policja, że nie była w stanie się nawet na niego dłużej gniewać. Co więcej — miała ochotę jebnąć śmiechem. Finalnie przetrzymała to w sobie, zaciskając usta w wąską linię. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo po minucie to ona wykazała się szczytem głupoty i powiedziała gościowi, że śmierdział.
Przez przypadek!— rzuciła do Noriegi, wyrzucając ręce w powietrze. — Przecież nawet go nie wąchałam — dodała, jakby to naprawdę cokolwiek zmieniało. Jak gdyby faktycznie jebał, to by mu po prostu o tym powiedziała. No przecież wiadomo, że nie. Całe szczęście ich bezsensowną wymianę zdań przerwał żółtek, który znowu zaczął wygadywać o tym, że byli bandytami i do tego niemiłymi. No akurat ze wszystkich bandytów, jakich oboje znali, chyba można było śmiało powiedzieć, że właściwie to byli najmilsi.
Pilar otworzyła usta, żeby go wyjaśnić i nieco lepiej naświetlić sytuacje, jednak i tym razem jej mąż postanowił zrobić to za nią. Zaraz wymieniał typowi wszystkie przekroczenia, za które Chińczyk mógł dostać mandat bądź upomnienie, a ona tylko stała z rękami założonymi na piersiach i obserwowała go z odpowiedniej odległości. Chociaż w pewnym momencie to nawet przestała słuchać tego, co mówił Noriega, a bardziej skupiła się na tym, jak przylegająca do ciała koszulka podkreślała jego mięśnie, podczas gdy słońce połyskiwało na mocno ściśniętych warkoczykach. Wyglądał z a j e b i ś c i e. Tak się na niego zapatrzyła, że usłyszała dopiero słowo wpierdol, kompletnie wyjęte z kontekstu.
Nie będzie żadnego wpierdolu — wtrąciła się, gromiąc Madoxa spojrzeniem. Jeszcze tego brakowało, żeby pobił tego gościa, któremu już i tak podarł całą marynarkę pewnie za kilka koła i gacie, które teraz miał całe w piachu i jeszcze jakaś guma do żucia przykleiła mu się ciemnego materiału.
Żadnego wpierdolu, słyszał chory pan? — azjata powtórzył zaraz po niej i powoli podniósł się na jedno kolanko, a kiedy Madox szarpnął go w górę, to wpadł na niego, nagle nie potrafiąc utrzymać równowagi. Nóżka mu się niefortunnie opsnęła i przesunął kolanem po kroczu Noriegi. — Ojej, Hao przepraszać chorego pana, Hao nie zrobić tego specialnie — wystarczyła się i nawet chciał mu wytrzepać spodnie, bo przez to, że kolano miał całe z piachu, to zostawił mu trochę na jeansach, no tylko przecież ubrudził mu kroczę i jakoś jego mała rączka zawinęła zaraz przy przyrodzeniu bandyty. — Hao żaden gej — zacmokał, jednak porzucając pomysł otrzepania Noriegi z piachu, podczas gdy Pilar już kompletnie nie wytrzymała i ryknęła śmiechem. Koniecznie do wyglądało, a najbardziej z tego wszystkiego podobała jej się chyba mina przerażonego Madoxa. Już kurwa w głowie słyszała jego głos, jak jęczy z niezadowolenia.
I może nawet by go usłyszała też na żywo, gdyby tej wybitnej rozmowy nie przerwał dźwięk… radiowozu. Świetnie, tylko tyle zdążyła pomyśleć, a kiedy z samochodu wysiadła Haddie Wheeler we własnej osobie, Pilar aż jęknęła pod nosem. Bo kurwa serio? Ze wszystkich policjantów, jakich można było wysłać dzisiaj na służbę, jacy byli w pobliżu, kiedy dostali zgłoszenie, musiała to być ona? No i pięknie. To na pewno wszystko przez to, że Madox znowu kazał jakiemuś facetowi ją p r z e p r a s z a ć. Aż spojrzała na swojego męża z wyrzutem, jakby to faktycznie było wszystko jego winą. Bo w sumie… było. To on chciał zjeżdżać i wyjaśniać kolesia. Gdyby nie to, już dawno by ich tu nie było.
Cześć, Pilar.
Hej — mruknęła pod nosem, wcale niezadowolona, szczególnie kiedy Haddie przystanęła na przeciwko Noriegi i spojrzała na niego wyczekująco.
Czemu zawsze jak są jakieś problemy z zapierdalającymi samochodami, to jesteście tam wy? — spytała, nie spuszczając z niego spojrzenia. Aż Chinol również to zrobił — strzelił głową w górę, patrząc na Madoxa, jakby nagle i on oczekiwał wyjaśnień. Może Pilar też powinna iść za tłumem, ale tym razem się wyłamała i ona dla odmiany swojego wzroku nie spuszczała z policjantki.
A czemu ty wciąż robisz na drogówce? — wtrąciła złośliwie, kompletnie zmieniając temat i w końcu skupiając jej uwagę na sobie. Może nie powinna tego robić, może okrawało to o bezczelnie zachowanie, ale z drugiej strony z Haddie nigdy za sobą nie przepadały, a ta cała sytuacja z Madoxem jedynie eskalowała cały konflikt. Obecna i była. A do tego Chińczyk, który tylko kręcił głową na na lewo i prawo, próbując nadążyć.
Ktoś musi robić na drogówce, żeby ktoś inny mógł pierdolić swoje sprawy kryminalne — Haddie odpyskowała jej praktycznie od razu, podchodząc nieco bliżej, jakby chciała zdobyć nad nią przewagę. I może faktycznie była od niej wyższa o jakieś DWA centymetry, ale to wcale nie sprawiało, że Pilar wyglądała przy niej gorzej. Wcale nie. Z wypiętą piersią i skórzaną kurtką na ramionach oraz włosami, które raz po raz podwiewał wiatr wcale dużo jej nie brakowało do Wheeler. — Słyszałam, że Eliot cię przepisał? Nie układa się ostatnio z kolegami, co? — znowu się odezwała, przelotnie spoglądając na Madoxa. Pilar też to zrobiła, bo przy tym wszystkim, z czym ostatnio się mierzyli, nawet nie miała okazji opowiedzieć mu o tym wszystkim, co działo się na komendzie.
Jakby to jeszcze była twoja sprawa, może nawet zaprosiłabym cię na kawę, żebyśmy mogły o tym poplotkować — rzuciła beznamiętnie, też wykonując krok w jej kierunku. Stały już praktycznie na przeciwko siebie. — Ale chyba jesteś zbyt zajęta rozdawaniem mandatów — cmoknęła, unosząc brwi ku górze. Haddie gówno wiedziała o rzeczach, które działy się między Pilar a Eliotem, a tym bardziej tych, w które wplątany był też Madox. Słyszała na pewno plotki, wiedziała, jak teraz traktują ją odkąd wyszła za gangusa, ale nie miała bladego pojęcia, jak wiele oni poświęcali każdego dnia. Nic kurwa nie wiedziała, a stała przed nią i mądrzyła się, jakby pozjadała wszystkie rozumy. — Więc albo nam wlepisz jeden i skończymy marnować czas albo po prostu nad upomnij i puść nas wolno. Ja i mój m ą ż musimy być gdzieś za niecałe dziesięć minut — specjalnie położyła naciska na słowo mąż. Nie miała najmniejszego problemu z zaznaczeniem swojego terytorium, tym bardziej teraz, kiedy oni naprawdę należeli do siebie. Byli związani na śmierć i życie, A Haddie… ona była przeszłością. Była pieprzonym Galenem Wyattem wersją damską. I tak jak Madox nie chciał jej widywać z Wyattem, tak ona nie chciała mieć Haddie blisko.
Mogła się pierdolić.

👮
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”