Strona 2 z 2

no excuses - time to settle the bet

: śr wrz 02, 2026 1:06 am
autor: Renoir Delacroix
Renoir jeszcze przez chwilę miał w głowie jej tekst o tym, że może to nie z nią był problem i że niektórzy powinni popracować nad statystykami w innych dziedzinach. Oczywiście, że musiała to powiedzieć. Oczywiście też, że zapamiętał. Wystawił się jej na pustą bramkę. Nawet jeśli na zewnątrz próbował zachować minę człowieka całkowicie niewzruszonego, to gdzieś tam z tyłu głowy już sobie odnotował, że ten temat jeszcze wróci. Nie teraz. Nie przy kasie i nie między jogurtami a papierem toaletowym. Ale wróci. Był przecież nadinspektorem. Miał pamięć do takich rzeczy.
Najpierw jednak była śmietana. Renoir spojrzał na Cleę, potem na wózek i westchnął ciężko.
- No dobrze, pani Delacroix. Skoro zwycięzca ma obowiązki, to zwycięzca idzie po śmietanę. Ale zapamiętaj jedno... ten temat ze statystykami jeszcze omówimy.
Ruszył między alejki, a po chwili wrócił ze śmietaną, a nawet czterema, które z dumą wrzucił do wózka. Misja wykonana. Rodzina uratowana. Można było jechać do kasy.
Przy kasowaniu produktów początkowo jeszcze coś komentował, ale szybko przestało mu być do śmiechu, kiedy suma na ekranie zaczęła niebezpiecznie rosnąć. Renoir patrzył na nią z coraz większym niedowierzaniem, aż w końcu kasjerka podała kwotę końcową. Wyciągnął kartę. Przyłożył ją do terminala, a ręka lekko mu zadrżała.
- O kurwa...
Wyszeptał pod nosem, by kasjerka go nie usłyszała, ale żona jak najbardziej. Spojrzał na Cleę z wyrzutem.
- Wykupiliśmy pół sklepu...
Zapłacił jednak bez marudzenia, bo skoro już się zaczęło, trzeba było to zakończyć jak mężczyzna. Cztery musztardy zostały trzema, śmietana była, piwo czekało na niego w bagażniku, a wino na Cleę. Bilans wieczoru nie wyglądał więc najgorzej. Dało jakoś przeżyć. I to bez zbędnych komentarzy. Wiedział dobrze, że z żoną nie wygra.
Zakupy wylądowały w samochodzie, a Renoir zajął swoje miejsce po stronie pasażera. Widział, że Clea już pcha się za kółko. Nawet ruszyła twardo w stronę kierownicy. Delacroix nie protestował, nawet nie podjął próby podjęcia walki o prowadzenie samochodu. Doszłoby do walki, którą pewnie by przegrał. Kiedy Clea ruszyła, jeszcze przez chwilę siedział z miną człowieka, który chciałby coś powiedzieć, ale sam nie wiedział co. W końcu zerknął na nią i pokręcił głową.
Wiesz, że gdybyś pozwoliła mi prowadzić, ten wieczór zakończyłby się jeszcze lepiej?
Nie czekał nawet na odpowiedź.
Ale dobra. Prowadź. Tylko bezpiecznie, Clea Mamy pięcioro dzieci i trzy musztardy do dowiezienia.
Początkowo nadal żartowali ze strzelnicy. Wrócił temat wyniku, jego ostatniego strzału, tego, czy rzeczywiście dał jej fory i oczywiście jej nieszczęsnych „statystyk”. Tym razem jednak nie próbował już za wszelką cenę wygrać każdej wymiany. Czasem po prostu się śmiał, czasem coś odbił i zaraz zmieniali temat. Z czasem rozmowa zeszła na dzieci, na następny dzień, pracę i rzeczy, które trzeba było jeszcze zrobić w domu.
Było w tym coś zwyczajnego. Żadnego wielkiego podsumowania wieczoru. Po prostu rozmowa, która płynęła między jednym skrzyżowaniem a drugim. Raz o czymś ważnym, za chwilę o kompletnej głupocie. Renoir dorzucał swoje komentarze, Clea swoje, a między tym wszystkim pojawiały się krótkie chwile ciszy, które wcale nie były niezręczne.
Po tylu latach nie potrzebowali ciągle mówić. Wystarczyło, że jechali obok siebie. Każde znało ten drugi głos, sposób śmiania się, westchnienia i te wszystkie drobne reakcje, których nie trzeba było już tłumaczyć. Strzelnica, zakład, zakupy, nawet głupia śmietana — wszystko powoli stawało się po prostu kolejnym wspomnieniem z ich zwyczajnego życia.
W sumie... – odezwał się po dłuższej chwili Renoir, patrząc przez szybę. – Całkiem dobry wieczór. Nawet pomimo tego, że próbowałaś podważyć moje zwycięstwo.
Uśmiechnął się pod nosem i oparł wygodniej. Droga minęła spokojnie. Bez pośpiechu i bez żadnych niespodzianek. Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas, aż znajome ulice zaczęły pojawiać się za szybami. W końcu Clea bezpiecznie zaparkowała pod domem.
Renoir wysiadł, przeciągnął się i spojrzał na samochód, potem na żonę. Wrócili do domu z pełnym bagażnikiem, piwem, winem, trzema musztardami i śmietaną, o której prawie zapomnieli.
Cała reszta mogła poczekać do jutra. Najważniejsze było to, że wrócili razem i bezpiecznie.

Clea Delacroix

z/t x2