Strona 2 z 2

Castling

: czw wrz 17, 2026 8:15 pm
autor: Love Roderick
Zabawne, bo pozostawała zupełnie nieświadoma istnienia jego wewnętrznego śledztwa dotyczącego jej… statusu związku. Fakt, nie wyprowadziła go z błędu i nie wyjaśniła, że nie mogli o niej rozmawiać w szatni Raptors, bo nie było o czym rozmawiać, ale że aż tak mocno siedziało mu to w głowie? Tego się naprawdę nie spodziewała. Bo dlaczego miałoby, prawda? Przecież… Ale uśmiech, który przemknął przez jego twarz dał jej do myślenia. Jednak od razu dała sobie za to po łapach, bo przecież już ich nic nie łączyło (poza interesami oczywiście), nie mogła nadal odważnie twierdzić, że go zna i wie, co chodzi mu po głowie. Nic nie wiedziała, więc zepchnęła to w tył własnej świadomości, żeby nie wyobrażać sobie za dużo, a rozbawienie zrzuciła na karb tego ich małego aktorskiego popisu. To nie mogło być przecież nic innego.
Za to na jej wargach pojawiło się rozbawienie, gdy zupełnym przypadkiem nazwał ją dzieckiem złego ojca skoro bywała w takich miejscach. Trafił… chociaż jednocześnie nie byłaby taka ostra w ocenie. Niektórzy po prostu lubili się bawić, to nie był koniec świata. Wbrew pozorom wyjście do klubu wcale nie musiało od razu oznaczać zatrucia alkoholowego i jednonocnych przygód z przypadkowymi ludźmi. Hej… sama była dzisiaj wyjątkowo grzeczna! Nawet jeśli właśnie wracała z mężczyzną do domu to oboje doskonale wiedzieli, że niestety nic z tego nie będzie.
Wiedziała to tak samo jak… wiedziała?
W pierwszej chwili przez jej twarz przemknął grymas. Nie rozumiała. Potrzebowała jednak ułamek sekundy, żeby to do niej dotarło i uderzyło w nią z podwójną siłą. Mogła być wariatką… typową przedstawicielką swojego g a t u n k u. Młoda kochanka, która nie potrafi się pogodzić z odrzuceniem, zazdrosna o żonę, o której wiedziała od zawsze i dla której nigdy nie była konkurencją, bo była tylko dodatkiem. Serce zabiło jej szybciej i odwróciła się w stronę mężczyzny wbijając uważne spojrzenie w jego twarz. Nie była taka. Nie zniżyłaby się do tego poziomu. Nie upokorzyłaby się błagając o uwagę… nawet jeśli pragnęła jej bardziej niż powinna.
Nie potrafiła powiedzieć, czy to przez to, że szeptał, czy raczej to co szeptał, ale przeszedł ją kolejny dreszcz. Wpatrywała się w jego twarz zbyt długo i zbyt intensywnie, a on równie długo nie odwrócił spojrzenia. Znajomi z pracy tak nie robili. W jej głowie pojawiło się tysiąc myśli na sekundę. Znała go? Na pewno? To nie był on. Czy w takim razie nie był też tym mężczyzną z motelu? Nie tym, który kupił dla niej suchą koszulkę, żeby nie skończyła z zapaleniem płuc, ale tym, który pokazał jej miejsce w szeregu i dał do zrozumienia jak niewiele znaczyła. To też nie był on?
Rozchyliła lekko wargi chcąc się odezwać, nabrała już powietrza do płuc i tak… właśnie przeżyła zawał w wieku dwudziestu dziewięciu lat. I jednocześnie znowu się skarciła, bo zdała sobie sprawę, że na kilka chwil zapomniała, że nie byli sami i niewiele brakowało, że powiedziałaby coś, co mogłoby narobić im dużo kłopotów, zostaliby złapani na gorącym uczynku.
Serce przez krótką chwilę chciało wyskoczyć jej z klatki piersiowej i potrzebowała sekundy, żeby odzyskać rezon. I złapać sens rozmowy, którą Bellore prowadził z swoją córką. Parsknęła. Pokręciła głową z rozbawieniem i znowu spojrzała na Anthony’ego. Przy okazji rozłożyła bezradnie ramiona, bo nie mogła zaprzeczyć….
- Potrafię poradzić sobie z konserwatywnymi politykami, więc dwóch gówniarzy nie stanowiło większego problemu. – chociaż politycy w telewizyjnym studio nie byli w stanie posunąć się do czego więcej niż wiązanka obelg, bo przecież redaktor Roderick była wszystkim, czego nienawidzą starsi konserwatywni panowie. Przynajmniej oficjalnie. Tych dwóch miało większą przewagę, ale widocznie jej ego w takich momentach dodawało parę centymetrów wzrostu. Pominęła też ten drobny szczegół, że wcześniej Brooke używała w jej stronę zdecydowanie innych epitetów i Love dałaby sobie rękę uciąć, że przynajmniej dwa razy została okrzyknięta suką. Ale widocznie one też mogły być zajebiste. Uśmiechnęła się do tej myśli i złapała za kupioną wcześniej butelkę wody, żeby odwrócić się do Brooke i jej ją podać – Na dodatek wzięła też dla ciebie wodę, więc możesz dopisać to do listy moich dzisiejszych zasług, których jutro pewnie i tak nie będziesz pamiętać. – ona natomiast nigdy nie zapomni tego przedziwnego wieczoru.


anthony bellore