Welcome to L.A
: wt paź 06, 2026 8:29 pm
- Zobaczymy na miejscu co ma nam do zaproponowania USA - podsumowała, bo na bogatych polowały w zasadzie dziewięćdziesiąt dziewięć procent dziewczyn.
Faceci byli wiecznymi chłopcami, albo w kryzysie i musieli odreagować uganiając się za płcią przeciwną. A te głupie dawały się nabrać na te ich zapewnienia i błędne koło trwało w najlepsze. Czasami brała udział w tej maskaradzie, ale miała do tego dystans i sama traktowała jako zabawę. Jednak nie każda dziewczyna oczekiwała od życia wiecznej zabawy.
- I to rozumiem - wniosła toast puszką z colą, bo chwilowo alkoholu brakowało im pod ręką. - Postaraj się dzisiaj mnie przebić, niech wszyscy skupią się na tobie, pozwolę ci być królową tego wieczoru.
Alice bardziej niż ona potrzebowała się wyszaleć i zapomnieć chociaż na chwilę o tym kolesiu. Zdecydowanie zasługiwała na jakiegoś normalnego faceta, takiego który faktycznie będzie w nią zapatrzony jak w obrazek i traktował jak swój jedyny numer jeden.
- Jakkolwiek było, moim zdaniem daj sobie spokój. Takie związki są niezdrowe - popatrzyła na Alice słuchając jej słów. - Pociąg można czuć, ale bycie tą drugą nie jest dla każdej. I. Ciebie jakoś nie widzę w tej. Roli. Sama byłam kiedyś tak jakby kochanką, ale prawdę mówiąc mi to nie przeszkadzało. Chociaż to kwestia indywidualna i pewnie jestem w tej mniejszości, która się takimi rzeczami nie przejmuje.
Przez dłuższą chwilę wciągała makaron, bo zimny tracił połowę swojego smaku. A, że był całkiem dobry, to szkoda było to zepsuć. Więc delektowała się nim zapijając to niezdrowym napojem, jednak kto by się tym przejmował.
- Zostaw go definitywnie, bo przyszłości to nie ma żadnej - sama nie była ekspertką od związków, ale trwanie w takiej relacji gdzie w sumie nie wiesz na czym stoisz potrafi być niekomfortowe. - Wygląda mi on na takiego wiecznego chłopca, który chce zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak to się nie da. A jak on ma na imię?
Alice Sanders
Faceci byli wiecznymi chłopcami, albo w kryzysie i musieli odreagować uganiając się za płcią przeciwną. A te głupie dawały się nabrać na te ich zapewnienia i błędne koło trwało w najlepsze. Czasami brała udział w tej maskaradzie, ale miała do tego dystans i sama traktowała jako zabawę. Jednak nie każda dziewczyna oczekiwała od życia wiecznej zabawy.
- I to rozumiem - wniosła toast puszką z colą, bo chwilowo alkoholu brakowało im pod ręką. - Postaraj się dzisiaj mnie przebić, niech wszyscy skupią się na tobie, pozwolę ci być królową tego wieczoru.
Alice bardziej niż ona potrzebowała się wyszaleć i zapomnieć chociaż na chwilę o tym kolesiu. Zdecydowanie zasługiwała na jakiegoś normalnego faceta, takiego który faktycznie będzie w nią zapatrzony jak w obrazek i traktował jak swój jedyny numer jeden.
- Jakkolwiek było, moim zdaniem daj sobie spokój. Takie związki są niezdrowe - popatrzyła na Alice słuchając jej słów. - Pociąg można czuć, ale bycie tą drugą nie jest dla każdej. I. Ciebie jakoś nie widzę w tej. Roli. Sama byłam kiedyś tak jakby kochanką, ale prawdę mówiąc mi to nie przeszkadzało. Chociaż to kwestia indywidualna i pewnie jestem w tej mniejszości, która się takimi rzeczami nie przejmuje.
Przez dłuższą chwilę wciągała makaron, bo zimny tracił połowę swojego smaku. A, że był całkiem dobry, to szkoda było to zepsuć. Więc delektowała się nim zapijając to niezdrowym napojem, jednak kto by się tym przejmował.
- Zostaw go definitywnie, bo przyszłości to nie ma żadnej - sama nie była ekspertką od związków, ale trwanie w takiej relacji gdzie w sumie nie wiesz na czym stoisz potrafi być niekomfortowe. - Wygląda mi on na takiego wiecznego chłopca, który chce zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak to się nie da. A jak on ma na imię?
Alice Sanders