Strona 2 z 2

handing out gold stars for tailor-made behaviour

: czw wrz 24, 2026 11:11 am
autor: sloane levinson
Gdy patrzy na Hattie, wciąż dostrzegając w nią tę dziewczynę ze szkoły i czując te iskierki między nimi, jak wtedy, gdy ze sobą zaciekle rywalizowały, trudno jej uwierzyć w to, że minęło już siedem lat. Choć upływ czasu jest w pewnym stopniu widoczny, to Ackworth nie zmieniła się znacząco. Zmiany w jej wyglądzie dotyczą przede wszystkim jej pozy – aktualnie wszystko w niej zdaje się krzyczeć o zmianie jej statusu społecznego, o przebytej drodze od prowincjonalnej dziewuchy do pięknej utrzymanki. Jej elegancja wydaje się niewymuszona i może część osób mogłaby nabrać, ale Sloane dobrze wie, że nic z tego nie jest dla niej naturalne.
A jednak wydaje się tam pasować jak ulał. Do towarzystwa ze sztucznymi uśmiechami, do brylowania na salonach, do swojego nudnego, ale bogatego przyszłego męża. Trudno wyobrazić sobie tę Hattie zbierającą plony na polu czy dojącą krowę – trudno ją sobie nawet wyobrazić na deskach uczelnianego teatru, pełną pasji i marzeń. Ta Hattie wydaje się nie znać pojęcia pracy fizycznej czy finansowych wyrzeczeń, ale też czegokolwiek więcej niż to w rzeczywistości nudne i beznamiętne życie, do którego z jakiegoś powodu się pcha. A jednak, gdy pozwala się wplątać w słowną przepychankę, wydaje się wciąż mieć w sobie tę iskrę. Czy James w ogóle zdaje sobie z tego sprawę? Czy wolałby właśnie, dla własnej korzyści, aby gasła – nie przyćmiewała go, nie robiła kłopotów, po prostu ładnie się prezentowała i mówiła zawsze to, co należy? I czy w takim razie to coraz bardziej intensywne odbijanie piłeczki ze Sloane jest w końcu swego rodzaju ucieczką od całej tej mdlącej nijakości, w jaką zamieniło się jej życie?
– James wydawał się całkiem zaciekawiony tym, co miałam do powiedzenia. Myślisz, że nie zasiałoby to w nim chociaż ziarenka niepewności? – pyta jakby obojętnie, przemykając wzrokiem po zgromadzonych gościach. Obawia się jednak, że w pewnym sensie ma rację – razem z istotnym pogorszeniem się jej reputacji w mediach traci parę kart, bez których rozgrywka jest nieco utrudniona. Póki jednak gra nie dobiega końca, nie wydaje jej się, by to wszystko było ostatecznym fiaskiem. Dobrze wie, jak grać z kiepskimi kartami (takie przecież dostała wraz z narodzinami – problematyczna i dysfunkcyjna rodzina, brak zaplecza finansowego, wychowanie w małym miasteczku bez szerszych perspektyw) – jeśli chciała coś osiągnąć, musiała nauczyć się kantować, podbierać karty i omijać zasady gry. Hattie wie o tym doskonale – wystarczyło, że wyciągnęła przy niej odpowiednią kartę, by ta wykorzystała ją przeciwko niej.
– Wydaje mi się, że jedyne, co mamy ze sobą wspólnego to fakt, że widzieliśmy cię nago, ale może to wystarczający punkt zaczepienia – odpowiada z błądzącym po jej ustach uśmieszku. Możliwe, że mają z Jamesem więcej wspólnego, ale nie ma ochoty się o tym przekonywać. On sam nie jest dla niej w żadnym stopniu interesujący – jego pozycja jednak już jak najbardziej. Nie jest największą rybą w tym biznesie, najwyżej płotką, ale przynajmniej ma do niego łatwy dostęp. Fakt, że jest związany z Hattie jest jego dodatkowym atutem.
Ciekawe, jak jego napompowane do granic możliwości ego przeżyłoby to, że właśnie jego narzeczeństwo z Ackworth jest w nim najbardziej interesujące.
Nie spieszy jej się więc z powrotem do niego. Być może powinna wycisnąć z tego przyjęcia nieco więcej, skoro dostanie się na nie wymagało pewnego wysiłku, ale i tak podąża śladem Hattie. Wychodzi z nią do ogrodu, łapiąc wdech świeżego powietrza.
– A uważasz, że pasujesz do tego opisu? – pyta, choć wydaje się dość oczywiste, że tak, mówi właśnie o Hattie. Nie musi jej jednak mówić tego wprost.
– Zatruwać? Powiedziałabym raczej, że zamierzam je urozmaicać – poprawia ją najpierw. Trudno jednak nazwać to planem. Być może nawet żadnego tak naprawdę nie ma. Z pewnością ma pewien cel, ale nie jest on nawet bezpośrednio związany z Hattie. Urozmaicanie jej życia jest po prostu dodatkiem. – Ale możesz mieć rację w kwestii regularności. James może okazać się całkiem przydatny, więc to bardzo wygodne, że uwierzył w naszą odbudowującą się przyjaźń – dodaje, wzruszając ramionami i upija nieco swojego drinka, zanim posyła Hattie uśmiech, który można by uznać za przynoszący kłopoty.

hattie ackworth

handing out gold stars for tailor-made behaviour

: ndz wrz 27, 2026 11:07 pm
autor: hattie ackworth
Lekkie, zadane jakby od niechcenia pytanie Sloane sprawia, że ciało Hattie drętwieje. Aby nie dać nic po sobie poznać, przysuwa szklankę do ust i chwilowo skupia się na swoim drinku. Wydaje jej się, że to działa. Nawet jeśli nie udaje jej się oszukać Levinson, której oczy wydają się z łatwością dostrzegać nieścisłości w całej osobie Ackworth, to przynajmniej nabiera samą siebie.
To ważne, bo choć Hattie chciałaby być kobietą, która nie wstydzi się swojej przeszłości, jej pewność siebie nie pozwala jej na wiele. Zniewala ją wiele więzów – poczucie bycia niewystarczającą, świadomość zawodowej porażki, piętno bycia hańbą swoich rodziców i przede wszystkim myśl, że chociaż chciałaby dać światu poznać się od innej strony, przyjęcie nazwiska Norwood najprawdopodobniej stanie się jej największym życiowym sukcesem.
Sloane wyczuwa to bez problemu. Jak na typowy przykład osobowości narcystycznej, zawsze miała pewien zadziwiający talent do bezwysiłkowego prześwietlania innych ludzi. Hattie może robić dobrą minę do złej gry i próbować otoczyć się grubym, wysokim murem, ale czuje, że w pewnym momencie Levinson i tak wydrąży w nim dziurę.
– James to rozsądny mężczyzna – odpowiada wymijająco, obdarowując Sloane uprzejmym, trochę współczującym uśmiechem. – Poza tym nasza relacja jest na tyle mocna, że twoje zamiary nie mogłyby mniej mnie martwić – kłamie i to dość przekonywująco. Prawdopodobnie dlatego, że nie upiększa swojej relacji z Norwoodem po raz pierwszy. Idealizuje ją praktycznie zawsze; zarówno przed innymi, jak i we własnej głowie.
Przechodzą kawałek dalej. Hattie nie wie dokładnie która jest godzina, ale sądząc po czerwieniejącej linii horyzontu, musi dochodzić dziewiętnasta. Słońce, które późnym latem wciąż jeszcze czasami przypomina okrągłą, gorącą pieczęć dziennego nieba, teraz jest małe i jakby ze wstydem chowa się za najwyższymi drzewami ogrodu.
Hattie spogląda na Sloane spod uniesionych brwi.
– Och, nie. – Kręci głową, śmiejąc się. Całkiem nieźle idzie jej udawanie nieprzejętej w obliczu wszystkich tych wypowiadanych na głos wspomnień tego, co kiedyś łączyło ją ze Sloane. – Jeśli już, to wasze najmniej ciekawe podobieństwo – twierdzi sucho. Potem robi krok dalej, w kierunku stworzonego z żywopłotu labiryntu (co nie ma żadnego większego znaczenia; po prostu rozmawiając ze Sloane, chce znaleźć się jak najdalej od jakichkolwiek ciekawskich uszu), ale zmienia zdanie, gdy tylko obcasy jej wysokich butów lekko zapadają się w ziemię. Krzywiąc się, Hattie powraca na tor swoich poprzednich kroków.
Nie od razu odpowiada na jej pytanie. Sloane Levinson składa się z samych prowokacji. Gdyby Hattie jej nie znała, pewnie już dawno wpadłaby w jej intrygę, ale ponieważ każda spędzona przy niej chwila wyciąga z odmętów pamięci Ackworth kolejne szczegóły, w tamtej chwili sprawia wrażenie całkiem spokojnej.
– Jeśli miałabym dać ci jakąś radę, powiedziałabym, żebyś rozejrzała się za kimś innym. – Wolną ręką poprawia lewą stronę dołu swojej sukienki, która nieestetycznie zwija się do środka. – Ale i tak zrobisz to po swojemu, prawda? – pyta, a gdy jej spojrzenie na moment zatrzymuje się na znajomej niegdyś twarzy, coś nieznośnie szczypie ją w żołądku.
Nawet gdy Sloane potwierdza to, co Hattie już wie, jej mina nie ulega zmianie.
– Dlaczego? – pyta rozbrajająco bezpośrednio. Nie wierzy, że Levinson udzieli jej szczerej odpowiedzi, ale i tak zamierza spróbować swojego szczęścia. Chociażby po to, aby na moment przestały rozmawiać o niej i zaczepiły o to, kim jest aktualnie Sloane. – Rozumiem, że teraz, będąc bezrobotna, możesz trochę się nudzić, ale dlaczego ja? Mimo tego co o tobie mówią, nigdy nie podejrzewałabym cię o stalking – całkiem naturalnie zahacza w rozmowie o ich ostatnie spotkanie, bo nie sądzi, aby było przypadkiem. Nie, gdy chodzi o tak wyrachowaną osobę jak Lindsay Hutton. – I do czego potrzebujesz Jamesa? – pyta, brzmiąc przy tym na autentycznie rozbawioną. Trochę tak, jakby nie wierzyła w to, iż jej narzeczony mógłby przydać się w jej planie, niezależnie od jego szczegółów. – Chociaż może powinnam zapytać… – Przystaje w miejscu, aby upić łyka swojego drinka. – Do czego on może potrzebować ciebie?
Patrzy na Sloane, uśmiechając się cynicznie. Nie jest osobą, która lubi zadawać ludziom ból, ale też nie zamierza być uległa i posłuszna wobec kogoś, kto raz już pokazał jej swoje prawdziwe oblicze.
Czasami Hattie Ackworth może nie być pewna tego, kim jest, ale jedno wie na sto procent. Zawsze uczy się na błędach.

sloane levinson