Days of (Our) Lucie's Lives
: ndz wrz 27, 2026 9:42 pm
Czaj.
Poczytała tylko o jego rodzajach, ale nie sposobie zaparzenia. Mogła to zrobić. W sieci znajdowały się wszystkie najpotrzebniejsze informacje, o które potem nie musiałaby się dopraszać. Fiji to doskonale wiedziała, ale po pięciu latach intensywnego wykonywania zleceń w końcu nauczyła się rozgraniczać pracę od realiów. Życie za ekranem a to wśród ludzi pełnych historii, pasji, informacji i wiedzy. Umiała powiedzieć sobie – stop. Wręcz ograniczała użycie telefonu i laptopa do minimum, o ile akurat nie pracowała. To było lepsze. Zdrowsze. Zmuszało do interakcji i wyjścia z jamy.
Jak teraz; bo zamiast obejrzeć dokument o czaju lub poczytać o nim na forach herbaciar, to mogła na żywo zobaczyć proces jego zaparzania.
Nie kryła zaskoczenia, gdy baristka bez zająknięcia zaczęła wyciągać potrzebne produkty. Nagle informacja o zamówieniu paczki indyjskiej herbaty zamieniła się w pełnoprawną usługę, którą Zivai bacznie obserwowała zza lady. Stała opierając się o blat i wychylała na tyle aby dostrzec jak najwięcej detali. Ilość poszczególnych produktów, mleko nie sięgające wyżej niż połowa wysokość dzbanka przechylonego pod (jak sądziła) wymaganym kątem względem dyszy. A może kąt nachylenia dzbanka nie miał nic wspólnego z dyszą? Zastanawiała się nad tym, gdy nagle wyczuła intensywny zapach herbaty, choć powiedziałaby, że bardziej pachniało przyprawami.
Może to właśnie urok czaj?
- Trzymam cię za słowo. – Miło byłoby znów oderwać się od rzeczywistości. Zamknąć za sobą drzwi od kawiarni i po prostu pobyć w towarzystwie kogoś niezwiązane z jej własnym światem.
Przestała się wychylać i z nutką zastanowienia oraz niepewności (czy będzie jej smakować) popatrzyła na zawartość postawionego przed nią kubka.
- Mix kawy i mleka brzmi bardzo Brytyjsko. – Choć takie nie było zwłaszcza pod względem formy przygotowania. – Wiadomo kto od kogo podpatrzył ten pomysł? – Brytyjczycy dolewający mleko do kawy czy indyjscy herbaciarze mieszający przyprawy z mlekiem?
Dłonią dotknęła kubka analizując jego ciepło. Nie chciała się popatrzyć i wciąż niepewnie wpatrywała się w jasny napój. Sam zapach bardzo przypominał jesienną herbatę, ale kolor i świadomość tego, że w środku było mleko kazało Fiji podejść do tego z dystansem.
- Mogę z nią porozmawiać i powiedzieć, że.. – Zaczęła mówić zanim jej umysł przeanalizował słowa baristki, której uśmiech zasugerował aby na chwilę się zatrzymała i zastanowiła.
Zagalopowała się.
- Więc dobrze, że nie powiedziałam nic więcej. – Również się uśmiechnęła sugerując, że miała do powiedzenia wiele złych słów na temat szefowej, co wcale nie było prawdą. – Chociaż może powinnam pochwalić przed szefową jej pracownicę, która parzy świetną kawę. – Czaj na pewno też był dobry, nawet jeśli jeszcze go nie spróbowała. Podchodziła do niego jak niepewne dziecko, które na widok zielonego cukierka myślało, że to ohydny brokuł. – Oh i świetnie, że nie prosicie klientów o imiona. – Wielka znana sieciówka miała marketingowe powody aby wprowadzić coś takiego jednocześnie wykorzystując fakt, że ludzie chcieli czuć się wyjątkowo. – Nie ma niczego specjalnego w tym, że zmęczony pracownik, jak w fabryce robiąc setną kawę w przeciągu godziny, poda mi kubek z napisem „Fiji”. – Nie czuła się z tego powodu wyjątkowa ani zauważona. Wręcz tego nie znosiła umyślnie unikając miejsc, w których wprowadzono podobne działania.
Wyróżnieniem za to było dostać czaj, w pustej kawiarni od kogoś, kto nawet nie musiał tego robić. Od kogoś, kto mógł machnąć na nią ręką; podziękować za otwarcie drzwi i kazać spadać.
To było lepsze od naprędce nakreślonego imienia na kubku.
- To twoje miejsce - szepnęła sięgając po kubek z czaj. Poczuła przypływ odwagi aby go spróbować. – To dlatego ciągle tu jesteś. – Od kiedy przyleciała do Toronto widywała baristkę codziennie. Jak nie w cztery oczy to przez szybę, ale ciągle tam była, jakby nie robiła sobie ani jednego dnia wolnego. - Nie przepracowujesz się? - Zapytała z ciekawości i odrobiną troski, bo szkoda byłoby nie móc znów wypić kawy w pustej kawiarni. Pora dnia była idealna, nawet jeśli Zivai nigdy nie miała regularnego/sztywnego planu dnia sugerującego, że najlepiej pijało jej się kofeinę o bardzo wczesnej poprze, a potem co cztery godziny byleby nie po dwudziestej bo nie zaśnie.
Przysunęła kubek z czaj bliżej nosa. Wciągnęła powietrze i przeanalizowała zapach, który zachęcał do spróbowania go pomimo mlecznej podstawy. Przywarła dolną wargą do ceramiki i przechyliła naczynie czując jak intensywne smaki atakują język. Mleko w tym wszystkim odchodziło na odległy plan sprawiając jedynie, że napój miał przyjemniejszą konsystencję. Była zaskoczona i to bardzo, czego nie ukrywała przed Miss Pandorą.
Musiała wziąć drugi łyk aby skonfrontować poprzednie odczucia z kolejnymi. Dopiero wtedy wyda ostateczny werdykt.
Willa Turner
Poczytała tylko o jego rodzajach, ale nie sposobie zaparzenia. Mogła to zrobić. W sieci znajdowały się wszystkie najpotrzebniejsze informacje, o które potem nie musiałaby się dopraszać. Fiji to doskonale wiedziała, ale po pięciu latach intensywnego wykonywania zleceń w końcu nauczyła się rozgraniczać pracę od realiów. Życie za ekranem a to wśród ludzi pełnych historii, pasji, informacji i wiedzy. Umiała powiedzieć sobie – stop. Wręcz ograniczała użycie telefonu i laptopa do minimum, o ile akurat nie pracowała. To było lepsze. Zdrowsze. Zmuszało do interakcji i wyjścia z jamy.
Jak teraz; bo zamiast obejrzeć dokument o czaju lub poczytać o nim na forach herbaciar, to mogła na żywo zobaczyć proces jego zaparzania.
Nie kryła zaskoczenia, gdy baristka bez zająknięcia zaczęła wyciągać potrzebne produkty. Nagle informacja o zamówieniu paczki indyjskiej herbaty zamieniła się w pełnoprawną usługę, którą Zivai bacznie obserwowała zza lady. Stała opierając się o blat i wychylała na tyle aby dostrzec jak najwięcej detali. Ilość poszczególnych produktów, mleko nie sięgające wyżej niż połowa wysokość dzbanka przechylonego pod (jak sądziła) wymaganym kątem względem dyszy. A może kąt nachylenia dzbanka nie miał nic wspólnego z dyszą? Zastanawiała się nad tym, gdy nagle wyczuła intensywny zapach herbaty, choć powiedziałaby, że bardziej pachniało przyprawami.
Może to właśnie urok czaj?
- Trzymam cię za słowo. – Miło byłoby znów oderwać się od rzeczywistości. Zamknąć za sobą drzwi od kawiarni i po prostu pobyć w towarzystwie kogoś niezwiązane z jej własnym światem.
Przestała się wychylać i z nutką zastanowienia oraz niepewności (czy będzie jej smakować) popatrzyła na zawartość postawionego przed nią kubka.
- Mix kawy i mleka brzmi bardzo Brytyjsko. – Choć takie nie było zwłaszcza pod względem formy przygotowania. – Wiadomo kto od kogo podpatrzył ten pomysł? – Brytyjczycy dolewający mleko do kawy czy indyjscy herbaciarze mieszający przyprawy z mlekiem?
Dłonią dotknęła kubka analizując jego ciepło. Nie chciała się popatrzyć i wciąż niepewnie wpatrywała się w jasny napój. Sam zapach bardzo przypominał jesienną herbatę, ale kolor i świadomość tego, że w środku było mleko kazało Fiji podejść do tego z dystansem.
- Mogę z nią porozmawiać i powiedzieć, że.. – Zaczęła mówić zanim jej umysł przeanalizował słowa baristki, której uśmiech zasugerował aby na chwilę się zatrzymała i zastanowiła.
Zagalopowała się.
- Więc dobrze, że nie powiedziałam nic więcej. – Również się uśmiechnęła sugerując, że miała do powiedzenia wiele złych słów na temat szefowej, co wcale nie było prawdą. – Chociaż może powinnam pochwalić przed szefową jej pracownicę, która parzy świetną kawę. – Czaj na pewno też był dobry, nawet jeśli jeszcze go nie spróbowała. Podchodziła do niego jak niepewne dziecko, które na widok zielonego cukierka myślało, że to ohydny brokuł. – Oh i świetnie, że nie prosicie klientów o imiona. – Wielka znana sieciówka miała marketingowe powody aby wprowadzić coś takiego jednocześnie wykorzystując fakt, że ludzie chcieli czuć się wyjątkowo. – Nie ma niczego specjalnego w tym, że zmęczony pracownik, jak w fabryce robiąc setną kawę w przeciągu godziny, poda mi kubek z napisem „Fiji”. – Nie czuła się z tego powodu wyjątkowa ani zauważona. Wręcz tego nie znosiła umyślnie unikając miejsc, w których wprowadzono podobne działania.
Wyróżnieniem za to było dostać czaj, w pustej kawiarni od kogoś, kto nawet nie musiał tego robić. Od kogoś, kto mógł machnąć na nią ręką; podziękować za otwarcie drzwi i kazać spadać.
To było lepsze od naprędce nakreślonego imienia na kubku.
- To twoje miejsce - szepnęła sięgając po kubek z czaj. Poczuła przypływ odwagi aby go spróbować. – To dlatego ciągle tu jesteś. – Od kiedy przyleciała do Toronto widywała baristkę codziennie. Jak nie w cztery oczy to przez szybę, ale ciągle tam była, jakby nie robiła sobie ani jednego dnia wolnego. - Nie przepracowujesz się? - Zapytała z ciekawości i odrobiną troski, bo szkoda byłoby nie móc znów wypić kawy w pustej kawiarni. Pora dnia była idealna, nawet jeśli Zivai nigdy nie miała regularnego/sztywnego planu dnia sugerującego, że najlepiej pijało jej się kofeinę o bardzo wczesnej poprze, a potem co cztery godziny byleby nie po dwudziestej bo nie zaśnie.
Przysunęła kubek z czaj bliżej nosa. Wciągnęła powietrze i przeanalizowała zapach, który zachęcał do spróbowania go pomimo mlecznej podstawy. Przywarła dolną wargą do ceramiki i przechyliła naczynie czując jak intensywne smaki atakują język. Mleko w tym wszystkim odchodziło na odległy plan sprawiając jedynie, że napój miał przyjemniejszą konsystencję. Była zaskoczona i to bardzo, czego nie ukrywała przed Miss Pandorą.
Musiała wziąć drugi łyk aby skonfrontować poprzednie odczucia z kolejnymi. Dopiero wtedy wyda ostateczny werdykt.
Willa Turner