do i look like a serial killer?
: pn wrz 28, 2026 7:58 pm
— Noted — powiedziała, uśmiechając się przy tym subtelnie. Carmen podobnie jak Pixie, lubiła być zaskakiwana. Byle miło, rzecz jasna, bo ostatnie tygodnie przyniosły jej wiele niespodzianek, ale niekoniecznie tych przyjemnych. Tak czy inaczej, Torres już miała pomysł na kolejne spotkania, niezależnie czy byłyby to randki czy przyjacielskie wyjścia. Lubiła robić coś po raz pierwszy i zdecydowanie przepadała za wychodzeniem poza wszelkie schematy; nigdy szczególnie nie myślała więc o romantycznych kolacjach lub wyjściach do kina. O wiele bardziej podobały jej się nowe doświadczenia, długie rozmowy i może obserwowanie gwiazd. Wtedy na chwilę przestawała myśleć o swoich problemach i przeszłości, a więc może miała w sobie jednak pewną dawkę romantyzmu, o której nie zdawała sobie nawet sprawy.
— Mm — mruknęła w namyśle. — Może nie tyle, co doradzają, ale lubię usłyszeć inny punkt widzenia — przyznała. — Czasami nie myślę trzeźwo, kiedy podejmuję decyzję. Jestem dość emocjonalna i impulsywna — stwierdziła, wygładzając palcami pościel, jakby musiała się na czymś skupić. Przez całe swoje życie, popełniła wiele błędów, bo kierowała się chwilą lub przeczuciem, dlatego czasem potrzebowała kubła zimnej wody, by wrócić po rozum do głowy.
Cóż, dla kogoś tak chaotycznego i zapominalskiego jak Carmen, takie aplikacje mogą okazać się zbawienne. Poza tym liczyła, że będzie ich potrzebować tylko przez pewien czas, aż wyrobi sobie nawyk podlewania ich i regularnego zaglądania, czy nic złego się z nimi nie dzieje. Potem będzie mogła je odinstalować i z dumą powiedzieć Pixie, że w końcu dopięła swego. Od czegoś trzeba zacząć.
— To się nazywa zdrowy rozsądek — stwierdziła, wyciągając palec w górę. — Jak byłam jeszcze na studiach to nie miałam żadnych granic. Potrafiłam pójść na zajęcia prosto z imprezy — parsknęła, zabierając się za kolejny kawałek pizzy. — Ale hej, przynajmniej wszystko ładnie zdałam, prawda? — mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Dobrze wspominała te czasy, chociaż było jej trudno z utrzymaniem się; studiowała, imprezowała, pracowała i spotykała się ze swoim chłopakiem, nie myśląc tak wiele o przyszłości. — Jest stabilnie — stwierdziła na pytanie o ostrość, chociaż lepiej nie pytać o takie rzeczy Torres. Raz powiedziała koleżance, że sos jest dość łagodny, a ta wybiegła z restauracji, żeby znaleźć jakieś mleko, by złagodzić ból języka.
— Coś w tym jest — przyznała, myśląc o swoich uczniach. Gdyby ich nienawidziła lub gdyby męczyli ją tak na dłuższą metę, to nie siedziałaby tak długo w szkole, często po godzinach, tłumacząc dzieciakom pewne zagadnienia. — Po prostu uważam, że każdy potrzebuje szansy i uwagi — wymamrotała, odgarniając pasmo włosów za ucho. — I każdy zasługuje na rozwój w swoim własnym tempie. Pamiętam, jak sama źle się czułam, kiedy nie mogłam nadrobić materiału jak byłam nastolatką. Wcale nie mówiłam wtedy tak dobrze po angielsku — parsknęła, marszcząc przy tym nos. — Wiedziałam jednak, że chcę wyjechać do Toronto, więc musiałam się zaprzeć — dodała, rozkładając ręce, jakby w ten sposób chciała powiedzieć: and here I am!
— Od czegoś trzeba zacząć — stwierdziła, nie uważając, że czyjeś plany lub marzenia mogłyby być zbyt ambitne. — Będę ci kibicować, Pix — rzuciła, odsuwając pizzę na bok, by odwrócić się i opaść plecami na materac, układając głowę na kolanach dziewczyny. — Najadłam się — mruknęła, spoglądając na nią od dołu. — Powinniśmy zawrzeć układ? Jak będę już znaną dziennikarką to napiszę super artykuł o twojej pracy — zaproponowała, posyłając jej drobny uśmiech. — Odpalisz go w końcu czy ci pomóc? — zażartowała, czując się naprawdę komfortowo w jej towarzystwie.
pixie
— Mm — mruknęła w namyśle. — Może nie tyle, co doradzają, ale lubię usłyszeć inny punkt widzenia — przyznała. — Czasami nie myślę trzeźwo, kiedy podejmuję decyzję. Jestem dość emocjonalna i impulsywna — stwierdziła, wygładzając palcami pościel, jakby musiała się na czymś skupić. Przez całe swoje życie, popełniła wiele błędów, bo kierowała się chwilą lub przeczuciem, dlatego czasem potrzebowała kubła zimnej wody, by wrócić po rozum do głowy.
Cóż, dla kogoś tak chaotycznego i zapominalskiego jak Carmen, takie aplikacje mogą okazać się zbawienne. Poza tym liczyła, że będzie ich potrzebować tylko przez pewien czas, aż wyrobi sobie nawyk podlewania ich i regularnego zaglądania, czy nic złego się z nimi nie dzieje. Potem będzie mogła je odinstalować i z dumą powiedzieć Pixie, że w końcu dopięła swego. Od czegoś trzeba zacząć.
— To się nazywa zdrowy rozsądek — stwierdziła, wyciągając palec w górę. — Jak byłam jeszcze na studiach to nie miałam żadnych granic. Potrafiłam pójść na zajęcia prosto z imprezy — parsknęła, zabierając się za kolejny kawałek pizzy. — Ale hej, przynajmniej wszystko ładnie zdałam, prawda? — mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Dobrze wspominała te czasy, chociaż było jej trudno z utrzymaniem się; studiowała, imprezowała, pracowała i spotykała się ze swoim chłopakiem, nie myśląc tak wiele o przyszłości. — Jest stabilnie — stwierdziła na pytanie o ostrość, chociaż lepiej nie pytać o takie rzeczy Torres. Raz powiedziała koleżance, że sos jest dość łagodny, a ta wybiegła z restauracji, żeby znaleźć jakieś mleko, by złagodzić ból języka.
— Coś w tym jest — przyznała, myśląc o swoich uczniach. Gdyby ich nienawidziła lub gdyby męczyli ją tak na dłuższą metę, to nie siedziałaby tak długo w szkole, często po godzinach, tłumacząc dzieciakom pewne zagadnienia. — Po prostu uważam, że każdy potrzebuje szansy i uwagi — wymamrotała, odgarniając pasmo włosów za ucho. — I każdy zasługuje na rozwój w swoim własnym tempie. Pamiętam, jak sama źle się czułam, kiedy nie mogłam nadrobić materiału jak byłam nastolatką. Wcale nie mówiłam wtedy tak dobrze po angielsku — parsknęła, marszcząc przy tym nos. — Wiedziałam jednak, że chcę wyjechać do Toronto, więc musiałam się zaprzeć — dodała, rozkładając ręce, jakby w ten sposób chciała powiedzieć: and here I am!
— Od czegoś trzeba zacząć — stwierdziła, nie uważając, że czyjeś plany lub marzenia mogłyby być zbyt ambitne. — Będę ci kibicować, Pix — rzuciła, odsuwając pizzę na bok, by odwrócić się i opaść plecami na materac, układając głowę na kolanach dziewczyny. — Najadłam się — mruknęła, spoglądając na nią od dołu. — Powinniśmy zawrzeć układ? Jak będę już znaną dziennikarką to napiszę super artykuł o twojej pracy — zaproponowała, posyłając jej drobny uśmiech. — Odpalisz go w końcu czy ci pomóc? — zażartowała, czując się naprawdę komfortowo w jej towarzystwie.
pixie