ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czy ktoś tutaj zamawiał wino i fajne, meksykańskie towarzystwo? — zapytała, uśmiechając się dość subtelnie, gdy drzwi do mieszkania Pixie otworzyły się. Carmen spojrzała prosto w błękitne oczy dziewczyny, dopiero po chwili dostrzegając wszelkie detale, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka przez Tindera. Miała tak ładne, kręcone włosy, że Torres nie potrafiła nie zastanawiać się, jakie to byłoby uczucie, gdyby mogła wsunąć palce w te jej loki. Cholera, chyba spędzała za dużo czasu z Ruelle, skoro przez jej głowę przechodziło tak wiele różnych, nieodpowiednich myśli na raz. A może po prostu to ten jeden wypity kieliszek wina, nieco rozluźnił jej zszargane ostatnimi wydarzeniami nerwy. Niezależnie, co by to nie było, Carmelka rzeczywiście zgodnie z obietnicą, przyjechała pod wskazany adres. To zabawne, nigdy wcześniej tego nie robiła — nie szukała sobie znajomości ani przelotnych romansów na portalach randkowych. A teraz stała tu, jak gdyby nigdy nic, czując się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, bo w końcu wyrywała się ze znajomych schematów, w których była od wieków uwięziona.

Jak na razie szło jej to całkiem dobrze. To znaczy to oddzielanie życia prywatnego od pracy i leczenie się z pracoholizmu, który zawsze tłumaczyła nieodłącznym elementem jej codzienności, bo przecież musiała się jakoś utrzymywać, tak? Początkowo wizja latania ze szkoły językowej do baru, zarywając większość dnia i niemal całe noce, nie wydawała jej się tak straszne, ale prawda była taka, że z czasem... stawała się ludzko zmęczona. Wypalona. Od chwili, gdy ukończyła studia, nie robiła nic innego jak ciągła praca; zaniedbała grę na gitarze, swoje ukochane maratony i znajomych, którzy przecież byli dla niej tak cenni. Czuła potrzebę zmiany, ryzykowania i odpoczynku. Chciała czuć, że żyje. Tak po prostu. I cóż, zdecydowanie wyraźnie to odczuła, gdy parę dni wcześniej, wracała z dodatkowej fuchy i została wciągnięta w uliczkę, zaatakowana przez kogoś wysłanego przez jej braci. Wszystko się komplikowało. Reset. Potrzebowała resetu.

— Jesteś ładniejsza niż na zdjęciach — stwierdziła, mierząc jej sylwetkę spojrzeniem, by ostatecznie powrócić łagodnym spojrzeniem do jej oczu. — I mam nadzieję, że masz obiecaną pizzę. Konam z głodu, jeśli mam być szczera — parsknęła, wsuwając butelkę prosto w jej dłonie. Torres była z natury towarzyską osobą, więc nie czuła zbędnego skrępowania. Poza tym dobrze im się pisało, więc czuła się, jakby już jakąś bazę miały. — Ach. Wyglądam na seryjnego mordercę? — zapytała, unosząc dłonie, by lekko obrócić się wokół własnej osi. Ostatecznie oparła ręce na swoich biodrach, czekając na werdykt. Pozory mylą, ale Carmen była dość ugodowym człowiekiem, dopóki ktoś nie grał jej na nerwach i nie musiała przypominać o swoim temperamencie, który siedział w niej cicho od przyjazdu do Toronto. No, musiała wpasować się jakoś w społeczeństwo, tak?

pixie
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”