this cage was once just fine
: śr wrz 23, 2026 3:56 am
Misty poniekąd liczyła, że wyjście na zewnątrz rzeczywiście przyniesie ulgę. Jeżeli w pomieszczeniu robi się za gorąco lub duszno — uchyla się okna, otwiera na oścież drzwi lub po ludzku, i ta logika przemawiała do niej najbardziej, wychodzi się. Nie było w tym filozofii. Ani zbytecznego kombinatorstwa. Tymczasem wkradający się za sweterkowy top chłód poranka ani łagodził, ani przeszkadzał. Zupełnie, jakby utknęła w zawieszeniu atmosfer.
Gdy Hana spuściła wzrok, ona uniosła twarz ku słońcu. Ciepłe promienie dopiero zaczynały rozgrzewać zmarznięte jestestwo. Pierwsze przymrozki topniały, podobnie do Hany Nilsinger.
Misty odetchnęła cicho. Podziękowania były na miejscu, uwaga — osobliwa. A ciężar na jej barkach wcale nie zelżał.
— Znam to uczucie — powiedziała, obejmując dłońmi szczelnie kubek. Gorące. Odczekała chwilę, porównując słońce i kawę. Promienie nie parzyły tak dobrze. — Tak należało… postąpić — dodała, unosząc kubek do ust. Zatrzymała. Chwilę zastanawiała się, aż wymamrotała w białe wieczko: — A one wydadzą fortunę w pralni chemicznej.
Sparzyła język. Skrzywiła się i odruchowo zwinęła dolną wargę do środka. Czy z gorąca, czy z goryczy i której — kawy lub cierpkich słów — nawet gdyby chciała, nie powiedziała.
Skorzystała z chwili ciszy wiszącej między nimi. Obserwowała mężczyznę po drugiej stronie ulicy. Wychodził z klatki schodowej bloku, ale zanim postawił nogę na chodniku, przytrzymał drzwi i przepuścił kundelka na smyczy. Dopiero, gdy zwierzę zeskoczyło pierwsze, ruszył za nim, ziewając i świecąc pełnym uzębieniem. Drzwi trzasnęły a zamek automatyczny zablokował głucho przejście. Zniknęli tuż za rogiem przecznicy.
Mówienie o zajściu w kawiarni nie miało już — zdaniem Misty — najmniejszego sensu. Opowiadanie o sobie uznała zaś za zbędne. Potrzebowała neutralnego gruntu, choć nie czuła potrzeby ciągnięcia rozmowy na siłę. Nie była w pracy.
Zerknęła dyskretnie na męczącą się z kawą Hanę. Wtedy coś do niej dotarło. Przeprosiła ją cicho i zniknęła ze swoim kubkiem we wnętrzu Baddies. Wróciła równie szybko. W wolnej uprzednio ręce trzymała kilka serwetek zwiniętych w luźny rulon. Bez słowa podała je Hanie. Po odsłonięciu zawiniątka Nilsinger ukazało się bambusowe, ekologiczne mieszadełko oraz trzy paczki cukru trzcinowego.
Misty potaknęła dla zachęty. Trochę skromnie, może odrobinę nieśmiało...
— Może się przydać — oznajmiła a wraz z tym mieszadełko między zębami podskoczyło zabawnie.
Usiadła na miejscu obok. Ściągnęła pokrywkę i wyciągnęła z kieszeni spodni pomarańczową saszetkę cynamonu.
Hana Nilsinger 
Gdy Hana spuściła wzrok, ona uniosła twarz ku słońcu. Ciepłe promienie dopiero zaczynały rozgrzewać zmarznięte jestestwo. Pierwsze przymrozki topniały, podobnie do Hany Nilsinger.
Misty odetchnęła cicho. Podziękowania były na miejscu, uwaga — osobliwa. A ciężar na jej barkach wcale nie zelżał.
— Znam to uczucie — powiedziała, obejmując dłońmi szczelnie kubek. Gorące. Odczekała chwilę, porównując słońce i kawę. Promienie nie parzyły tak dobrze. — Tak należało… postąpić — dodała, unosząc kubek do ust. Zatrzymała. Chwilę zastanawiała się, aż wymamrotała w białe wieczko: — A one wydadzą fortunę w pralni chemicznej.
Sparzyła język. Skrzywiła się i odruchowo zwinęła dolną wargę do środka. Czy z gorąca, czy z goryczy i której — kawy lub cierpkich słów — nawet gdyby chciała, nie powiedziała.
Skorzystała z chwili ciszy wiszącej między nimi. Obserwowała mężczyznę po drugiej stronie ulicy. Wychodził z klatki schodowej bloku, ale zanim postawił nogę na chodniku, przytrzymał drzwi i przepuścił kundelka na smyczy. Dopiero, gdy zwierzę zeskoczyło pierwsze, ruszył za nim, ziewając i świecąc pełnym uzębieniem. Drzwi trzasnęły a zamek automatyczny zablokował głucho przejście. Zniknęli tuż za rogiem przecznicy.
Mówienie o zajściu w kawiarni nie miało już — zdaniem Misty — najmniejszego sensu. Opowiadanie o sobie uznała zaś za zbędne. Potrzebowała neutralnego gruntu, choć nie czuła potrzeby ciągnięcia rozmowy na siłę. Nie była w pracy.
Zerknęła dyskretnie na męczącą się z kawą Hanę. Wtedy coś do niej dotarło. Przeprosiła ją cicho i zniknęła ze swoim kubkiem we wnętrzu Baddies. Wróciła równie szybko. W wolnej uprzednio ręce trzymała kilka serwetek zwiniętych w luźny rulon. Bez słowa podała je Hanie. Po odsłonięciu zawiniątka Nilsinger ukazało się bambusowe, ekologiczne mieszadełko oraz trzy paczki cukru trzcinowego.
Misty potaknęła dla zachęty. Trochę skromnie, może odrobinę nieśmiało...
— Może się przydać — oznajmiła a wraz z tym mieszadełko między zębami podskoczyło zabawnie.
Usiadła na miejscu obok. Ściągnęła pokrywkę i wyciągnęła z kieszeni spodni pomarańczową saszetkę cynamonu.