MAIN QUEST: This. Girl. Is. The. Nastiest. Skank. Bitch. I. Have. Ever. Met. Do. Not. Trust. Her. She. Is. A. Fugly. Slut.
[Save the Main Girl from Mean Girls — 0/1]
Misty nie planowała tego ranka.
Po nocnej zmianie na linii wsparcia miała w głowie ten charakterystyczny rodzaj zmęczenia, który nie pozwalał jeszcze zasnąć, ale odbierał ochotę na cokolwiek bardziej skomplikowanego niż kawa. Toronto dopiero się rozkręcało. Ulice były już pełne ludzi spieszących do pracy, ale poranek wciąż miał w sobie coś z ciszy między jednym dniem a drugim.
Szła pieszo, bo do domu nie było daleko. Po drodze chciała jeszcze zajrzeć do starego warsztatu lutniczego. Od jakiegoś czasu nosiła się z zamiarem zapytania, czy nie potrzebowali kogoś do drobnych napraw. Nie miała konkretnego planu. Raczej potrzebowała czegoś, co pozwoliłoby jej na kilka godzin przestać myśleć o cudzych problemach i swoich niedociągnięciach.
Przystanęła dopiero przed Baddies. Spojrzała przez szybę. Nie wyglądało na zatłoczone a to w zupełności wystarczyło jej do szczęścia. Chciała tylko kawę i coś słodkiego, aby dotrwać przynajmniej do południa. Nic więcej.
Zanim sięgnęła do klamki, przyłapała swoje odbicie w szklanych drzwiach. Omiotła wzrokiem pomarańczowy, sweterkowy top wciśnięty byle jak z jednej strony w luźne, czarne spodnie. Nie dbała przesadnie o zdanie innych, dopóki wiedziała, że ubrania są niepoplamione i nie śmierdzą przechodzonym tygodniem. Nachyliła się do odbicia i odruchowo poprawiła poszarpaną grzywkę. Włosy związane w dwie niewielkie kiteczki, sterczące charakterystycznie przy karku, najbardziej krzyczały dużym odrostem. Takowy nie był efektem żadnej szczególnie przemyślanej decyzji estetycznej. Po prostu od kilku tygodni nie miała ani czasu, ani pieniędzy, ani wystarczającej motywacji, żeby coś z nim zrobić.
Kiedyś pewnie by ją to irytowało. Teraz wzruszała ramionami.
Podeszła do lady, ziewając dyskretnie pod dłonią, i przez chwilę studiowała menu. Kawa. Cokolwiek z cukrem. Może coś, co da się zjeść jedną ręką podczas drogi do warsztatu. I właśnie wtedy usłyszała zza siebie:
—
O mój Boże, zobacz na jej odrost. Takiego koloru na pewno nie chcę widzieć na ceremonii.
Misty zamarła... nieznacznie. Tak, że sama prawie tego nie zauważyła. Nie odwróciła się od razu. Przez sekundę uznała, że może chodzić o kogoś innego. Kawiarnia nie była przecież pusta.
—
Jezu, faktycznie — odpowiedział drugi głos. —
To chyba nie jest nawet odrost. To już osobny kolor włosów.
Misty zamknęła oczy.
Oczywiście.
Nie musiała się oglądać, żeby wiedzieć, że chodzi o nią.
Oparła dłonie na krawędzi lady i przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce się dowiedzieć, kto jest właścicielką tych głosów. Wtedy padło:
—
Czekaj… Hana, to nie jest przypadkiem ta twoja stara znajoma? Ta od kryzysu, jakim była twoja koszulka?
I dopiero wtedy Misty odwróciła głowę.
—
Tak! To ona!
Hana.
Przez kilka sekund patrzyła na nią bez słowa. Nie było w tym już tego pierwszego szoku z kawiarni sprzed miesięcy. Tamto spotkanie było przypadkiem, nagłym zderzeniem przeszłości z teraźniejszością, po którym obie wyszły z lokalu z obietnicą, że
"trzeba się kiedyś umówić".
Nie umówiły się. Misty z początku kilka razy przypomniała sobie o tym w drodze do domu. Raz nawet pomyślała, żeby napisać. Potem przyszła kolejna noc na linii. Kolejny telefon. Kolejna naprawa. Kolejny dzień. I sugestia Hany zaczęła powoli obrastać kurzem razem z całą resztą niedokończonych rzeczy.
Nie oznaczało to, że o niej zapomniała. Wręcz przeciwnie — dlatego później zaczęła omijać Balzac's Coffee Roastery szerokim łukiem. Nie dlatego, że bała się Hany Nilsinger. Raczej dlatego, że nie chciała po raz kolejny znaleźć się w sytuacji, w której musiałaby decydować, czy jest gotowa rozmawiać. Teraz jednak Hana siedziała tutaj, kilka metrów od niej, a Misty wyglądała prawdopodobnie jak ostatnia osoba, którą ktokolwiek chciałby spotkać rano po nocnej zmianie: zmęczona, z odrostem sięgającym niemal połowy głowy i pomarańczowym topem, który zdecydowanie bardziej pasował do kogoś, kto miał jeszcze energię na życie.
Przez chwilę chciała się po prostu uśmiechnąć i udać, że nie słyszała komentarza o włosach. To jednak wymagałoby większego wysiłku, niż miała ochotę włożyć. Dlatego tylko skinęła głową a kącik jej ust drgnął słabo ku górze. Równie dobrze mógł być to tik nerwowy.
—
Cześć, Hana — powiedziała Misty. Jej głos był zachrypnięty od kilku godzin rozmów. Spojrzała na dwie kobiety siedzące przy stoliku, na katalogi rozwalone tak, że z drugiego końca kawiarni szło zobaczyć ich zawartość, a potem z powrotem na Nilsinger. —
Od rana w pracy?
Hana Nilsinger 