Be my guest
: pt paź 30, 2026 11:55 pm
Na jej dywagacje w kwestii Alexa parsknął jedynie śmiechem i pokręcił głową, myśląc o tym, że była wariatką. Oczywiście nie wziął tych rozważań na poważnie, niemniej zabawnie było ją sobie wyobrazić jako małą dziewczynkę uganiającą się za swoim bratem. Wtedy przecież jeszcze nie wiedziała o braku między nimi pokrewieństwa.
Już po minie ciemnowłosej zaczynał dostrzegać rażące podobieństwa między cechami, które wymienił u Ellie, a kobietą, za którą tak ostatnio przepadał. Jej oburzenie ukryte pod maską nonszalancji wydało mu się u r o c z e.
— Hmm… brakowało jej czegoś — zauważył niefrasobliwie. Przez kilka sekund przyglądał się jej naturalnie zaokrąglonych rysach twarzy, niebieskim, intensywnym tęczówkom i smukłemu nosowi, zastanawiając się nad czymś w myślach, po czym podniósł dłoń i opieszale poprawił niesforny kosmyk włosów za jej ucho, niby przypadkiem muskając kciukiem jej policzek. — Nie była szatynką — szepnął konspiracyjnie, pochylając się odrobinę w jej stronę, by w następnej chwili uśmiechnąć się zawadiacko.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad typem kobiety, na który zwracał szczególną uwagę, aczkolwiek sądząc po jego poprzednich wyborach, musiał przyznać, że ciemny kolor włosów zdecydowanie wpisywał się w kanon jego piękna. Cechy wyglądu nie stanowiły jednak dla niego najważniejszych atutów, jakie prezentowała kobieta. Dla niego liczyło się coś więcej. Coś, czego nie dało się odkryć po jednorazowej przygodzie w ciemnej uliczce, choć już tamto krótkie spotkanie zrodziło w nim zaintrygowanie.
Zwykle te głośne i charakterne omijał szerokim łukiem, bo stanowiły wyłącznie kłopoty, a on upierał się, że potrzebował wyłącznie spokoju. W Zoi jednak dostrzegł coś jeszcze, co podświadomie nakazywało mu to zgłębić bardziej. I wraz z każdym kolejnym spotkaniem przekonywał się, że to była dobra decyzja, która doprowadziła ich do właśnie tego momentu.
— Raczej nie masz czego zazdrościć — skrzywił się ni to z rozbawieniem, ni z zakłopotaniem, gdy uznała, że basen stanowił główną atrakcję podczas spotkań z rówieśnikami. — Pewnie zabrzmi to lamersko, ale nie miałem czasu na takie imprezowanie. Od dziecka byłem straasznie zarobiony — stwierdził lekkim tonem, kładąc nacisk na przedostatnie słowo, i podrapał się po głowie. — Wizyty na torze i szkoła pochłaniały mi masę czasu, a to nie sprzyjało zbyt wielu spotkaniom towarzyskim. Miałem kilkoro przyjaciół, głównie z akademii, no i Sandy — mówił z nutą niezręczności ukrytą pomiędzy typową dla siebie swobodą w tonie, na koniec sięgając po kartę albumu i cofając ją do tyłu, żeby wskazać na golden retrievera. Pies przez wiele lat był jego najlepszym przyjacielem i towarzyszem zabaw.
Jej wyobrażenia na temat jego dzieciństwa kompletnie rozmijały się z rzeczywistością. Jedyne, co świętował dość hucznie to jego urodziny, ale nawet to zdarzało mu się robić na torze. W gruncie rzeczy to on zazdrościł jej tej beztroski i wiecznego towarzystwa w postaci rodzeństwa. No i tych relacji z rodzicielką.
— To nie tak, że mama była przy mnie ciągle, nawet podczas wyjazdów — sprostował, widząc jej pytające spojrzenie. — Od zawsze znajdowała sobie jakieś ważne zajęcia. Angażowała się w wiele spraw jednocześnie, a sam pomysł fundacji powstał jeszcze zanim zacząłem zdobywać pierwsze punkty w gokarcie. Postanowiła przekuć nasze nazwisko w coś dobrego i dokonała swego. W tym roku fundacja uzyskała już pełnoletniość — uśmiechnął się kącikiem ust na ten żartobliwy akcent.
Dzieciństwo Luciena okupione zostało samotnością i często pozostawieniem samemu sobie z wiarą, że sam sobie ze wszystkim poradzi oraz że postąpi słusznie. Taka niestety była cena marzeń jego oraz jego rodziców, którzy równie ciężko pracowali na swoje zawodowe sukcesy. Obecnie mężczyzna cieszył się, że fundacja prosperowała na tak wysokim poziomie oraz że mógł przyczynić się do pomocy młodym kierowcom w spełnieniu swoich pragnień.
Zmiana tematu i rozmowa o Nathanie przywołała w nim wspomnienia, do których rzadko wracał. Śmierć bliskiego przyjaciela, z którym przeżył całe dzieciństwo i nastoletnie czasy, jak słusznie Zoya zauważyła, odcisnęła się na nim piętnem. Cholernie tęsknił za tym łosiem i twierdził, że nikt nie będzie w stanie zastąpić go w zespole, dlatego też nie chciał ścigać się z nikim innym.
Mimo wyuczonego opanowania, wkradła się w niego melancholia. Kiedy więc ciemnowłosa wtuliła się w jego ramię i poczuł jej bliskość, mimowolnie odetchnął i nakrył dłonią jej dłoń w pokrzepiającym geście. Nawet nie wiedział, jak potrzebował jej wsparcia, dzięki któremu teraz rozlało się po nim przyjemne ciepło.
— A czas nie leczy ran, tylko przyzwyczaja do bólu — odparł cicho w zamian, zdając sobie sprawę, że ona również straciła kogoś bliskiego. Mimo upływu lat to wszystko nadal w nich tkwiło, tylko przybierało trochę inną postać. Na jej nagłe wyznanie i poderwanie głowy, instynktownie podniósł na nią wzrok. — Tak? — Jej łagodność i blask w oczach, któremu przypatrywał się przez chwilę, wydał mu się ujmujący i przekonywał go do tego, że naprawdę w niego wierzyła. — Teraz, kiedy wybrałem inną ścieżkę, sprinty, zwłaszcza z kimś innym, wydają mi się takie… obce — powiedział, dzieląc się z nią swoimi obawami, bo poczuł, że dawała mu przestrzeń do otworzenia się przed nią. Ufał jej, co odbijało się w jego jasnym spojrzeniu, gdy patrzył na nią z taką uwagą.
To, co powiedziała chwilę później, sprawiło, że mimowolnie zadrżały mu powieki, a kąciki ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Był skłonny uwierzyć, że Nathan powiedziałby coś w tym guście, tylko pewnie trochę innymi słowami. Po prostu do tej pory nie dopuszczał do siebie takich myśli.
Tymczasem Zoya poruszyła go na tyle, że nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Kiedy więc zetknęła się z nim ustami, położył swoją dłoń na jej i z ogromną czułością oraz delikatnością oddał jej pocałunek, który znaczył więcej, niż jakiekolwiek słowa. Niczym podziękowanie za pocieszenie, którego od niej nie wymagał, ale nie potrafił jej gestu nie docenić.
— Kto wie, może po wygraniu DTM pomyślę nad czymś więcej? Wiązałoby się to z wypełnieniem kalendarza — przyznał po chwili w zamyśleniu, gdy się od siebie odsunęli. Zoya potrafila być bardzo przekonująca, ale coś za coś.
Kiedy tak patrzyła na album, zastanowiła go jedna rzecz, którą podzielił się z nią w żartobliwym tonie. Jej odpowiedź jednak na moment całkowicie zbiła go z tropu. Czując ciepło jej dłoni, splótł ich palce i podjął jej głębokie spojrzenie. Bezwiednie uśmiechnął się trochę szerzej na jej wyznanie, po raz kolejny w ciągu tych kilku chwil czując oblewające go ciepło.
Nawet nie wiedział, czemu zmienił temat. Niemniej, kiedy ciemnowłosa pospiesznie wstała, żeby zajrzeć do lodówki, zrozumiał, co powinien był zrobić.
Zatrzymał ją przy kuchennym blacie. Złapał ją za rękę i przyciągnął zdezorientowaną do siebie, obejmując ją w talii.
— Tak się składa, że ja ciebie też bardzo lubię — mruknął do niej, skupiając wzrok na jej obłędnie niebieskich tęczówkach. — Twoją empatię i buntowniczą aurę. Wszystkie twoje skrajności, które składają się na Zoyę Weasley. — Wsunął swoją dłoń w jej włosy w czułym geście, a na jego twarzy na ułamek sekundy zabłąkał się uśmiech. — Nie ma drugiej takiej, jak ty — wyszeptał i musnął kciukiem jej policzek, by ostatecznie pochylić się i złożyć na jej ustach pocałunek.
Jedzenie mogło poczekać. Lucien obecnie był spragniony wyłącznie Zoi.
Zoya Weasley
Już po minie ciemnowłosej zaczynał dostrzegać rażące podobieństwa między cechami, które wymienił u Ellie, a kobietą, za którą tak ostatnio przepadał. Jej oburzenie ukryte pod maską nonszalancji wydało mu się u r o c z e.
— Hmm… brakowało jej czegoś — zauważył niefrasobliwie. Przez kilka sekund przyglądał się jej naturalnie zaokrąglonych rysach twarzy, niebieskim, intensywnym tęczówkom i smukłemu nosowi, zastanawiając się nad czymś w myślach, po czym podniósł dłoń i opieszale poprawił niesforny kosmyk włosów za jej ucho, niby przypadkiem muskając kciukiem jej policzek. — Nie była szatynką — szepnął konspiracyjnie, pochylając się odrobinę w jej stronę, by w następnej chwili uśmiechnąć się zawadiacko.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad typem kobiety, na który zwracał szczególną uwagę, aczkolwiek sądząc po jego poprzednich wyborach, musiał przyznać, że ciemny kolor włosów zdecydowanie wpisywał się w kanon jego piękna. Cechy wyglądu nie stanowiły jednak dla niego najważniejszych atutów, jakie prezentowała kobieta. Dla niego liczyło się coś więcej. Coś, czego nie dało się odkryć po jednorazowej przygodzie w ciemnej uliczce, choć już tamto krótkie spotkanie zrodziło w nim zaintrygowanie.
Zwykle te głośne i charakterne omijał szerokim łukiem, bo stanowiły wyłącznie kłopoty, a on upierał się, że potrzebował wyłącznie spokoju. W Zoi jednak dostrzegł coś jeszcze, co podświadomie nakazywało mu to zgłębić bardziej. I wraz z każdym kolejnym spotkaniem przekonywał się, że to była dobra decyzja, która doprowadziła ich do właśnie tego momentu.
— Raczej nie masz czego zazdrościć — skrzywił się ni to z rozbawieniem, ni z zakłopotaniem, gdy uznała, że basen stanowił główną atrakcję podczas spotkań z rówieśnikami. — Pewnie zabrzmi to lamersko, ale nie miałem czasu na takie imprezowanie. Od dziecka byłem straasznie zarobiony — stwierdził lekkim tonem, kładąc nacisk na przedostatnie słowo, i podrapał się po głowie. — Wizyty na torze i szkoła pochłaniały mi masę czasu, a to nie sprzyjało zbyt wielu spotkaniom towarzyskim. Miałem kilkoro przyjaciół, głównie z akademii, no i Sandy — mówił z nutą niezręczności ukrytą pomiędzy typową dla siebie swobodą w tonie, na koniec sięgając po kartę albumu i cofając ją do tyłu, żeby wskazać na golden retrievera. Pies przez wiele lat był jego najlepszym przyjacielem i towarzyszem zabaw.
Jej wyobrażenia na temat jego dzieciństwa kompletnie rozmijały się z rzeczywistością. Jedyne, co świętował dość hucznie to jego urodziny, ale nawet to zdarzało mu się robić na torze. W gruncie rzeczy to on zazdrościł jej tej beztroski i wiecznego towarzystwa w postaci rodzeństwa. No i tych relacji z rodzicielką.
— To nie tak, że mama była przy mnie ciągle, nawet podczas wyjazdów — sprostował, widząc jej pytające spojrzenie. — Od zawsze znajdowała sobie jakieś ważne zajęcia. Angażowała się w wiele spraw jednocześnie, a sam pomysł fundacji powstał jeszcze zanim zacząłem zdobywać pierwsze punkty w gokarcie. Postanowiła przekuć nasze nazwisko w coś dobrego i dokonała swego. W tym roku fundacja uzyskała już pełnoletniość — uśmiechnął się kącikiem ust na ten żartobliwy akcent.
Dzieciństwo Luciena okupione zostało samotnością i często pozostawieniem samemu sobie z wiarą, że sam sobie ze wszystkim poradzi oraz że postąpi słusznie. Taka niestety była cena marzeń jego oraz jego rodziców, którzy równie ciężko pracowali na swoje zawodowe sukcesy. Obecnie mężczyzna cieszył się, że fundacja prosperowała na tak wysokim poziomie oraz że mógł przyczynić się do pomocy młodym kierowcom w spełnieniu swoich pragnień.
Zmiana tematu i rozmowa o Nathanie przywołała w nim wspomnienia, do których rzadko wracał. Śmierć bliskiego przyjaciela, z którym przeżył całe dzieciństwo i nastoletnie czasy, jak słusznie Zoya zauważyła, odcisnęła się na nim piętnem. Cholernie tęsknił za tym łosiem i twierdził, że nikt nie będzie w stanie zastąpić go w zespole, dlatego też nie chciał ścigać się z nikim innym.
Mimo wyuczonego opanowania, wkradła się w niego melancholia. Kiedy więc ciemnowłosa wtuliła się w jego ramię i poczuł jej bliskość, mimowolnie odetchnął i nakrył dłonią jej dłoń w pokrzepiającym geście. Nawet nie wiedział, jak potrzebował jej wsparcia, dzięki któremu teraz rozlało się po nim przyjemne ciepło.
— A czas nie leczy ran, tylko przyzwyczaja do bólu — odparł cicho w zamian, zdając sobie sprawę, że ona również straciła kogoś bliskiego. Mimo upływu lat to wszystko nadal w nich tkwiło, tylko przybierało trochę inną postać. Na jej nagłe wyznanie i poderwanie głowy, instynktownie podniósł na nią wzrok. — Tak? — Jej łagodność i blask w oczach, któremu przypatrywał się przez chwilę, wydał mu się ujmujący i przekonywał go do tego, że naprawdę w niego wierzyła. — Teraz, kiedy wybrałem inną ścieżkę, sprinty, zwłaszcza z kimś innym, wydają mi się takie… obce — powiedział, dzieląc się z nią swoimi obawami, bo poczuł, że dawała mu przestrzeń do otworzenia się przed nią. Ufał jej, co odbijało się w jego jasnym spojrzeniu, gdy patrzył na nią z taką uwagą.
To, co powiedziała chwilę później, sprawiło, że mimowolnie zadrżały mu powieki, a kąciki ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Był skłonny uwierzyć, że Nathan powiedziałby coś w tym guście, tylko pewnie trochę innymi słowami. Po prostu do tej pory nie dopuszczał do siebie takich myśli.
Tymczasem Zoya poruszyła go na tyle, że nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Kiedy więc zetknęła się z nim ustami, położył swoją dłoń na jej i z ogromną czułością oraz delikatnością oddał jej pocałunek, który znaczył więcej, niż jakiekolwiek słowa. Niczym podziękowanie za pocieszenie, którego od niej nie wymagał, ale nie potrafił jej gestu nie docenić.
— Kto wie, może po wygraniu DTM pomyślę nad czymś więcej? Wiązałoby się to z wypełnieniem kalendarza — przyznał po chwili w zamyśleniu, gdy się od siebie odsunęli. Zoya potrafila być bardzo przekonująca, ale coś za coś.
Kiedy tak patrzyła na album, zastanowiła go jedna rzecz, którą podzielił się z nią w żartobliwym tonie. Jej odpowiedź jednak na moment całkowicie zbiła go z tropu. Czując ciepło jej dłoni, splótł ich palce i podjął jej głębokie spojrzenie. Bezwiednie uśmiechnął się trochę szerzej na jej wyznanie, po raz kolejny w ciągu tych kilku chwil czując oblewające go ciepło.
Nawet nie wiedział, czemu zmienił temat. Niemniej, kiedy ciemnowłosa pospiesznie wstała, żeby zajrzeć do lodówki, zrozumiał, co powinien był zrobić.
Zatrzymał ją przy kuchennym blacie. Złapał ją za rękę i przyciągnął zdezorientowaną do siebie, obejmując ją w talii.
— Tak się składa, że ja ciebie też bardzo lubię — mruknął do niej, skupiając wzrok na jej obłędnie niebieskich tęczówkach. — Twoją empatię i buntowniczą aurę. Wszystkie twoje skrajności, które składają się na Zoyę Weasley. — Wsunął swoją dłoń w jej włosy w czułym geście, a na jego twarzy na ułamek sekundy zabłąkał się uśmiech. — Nie ma drugiej takiej, jak ty — wyszeptał i musnął kciukiem jej policzek, by ostatecznie pochylić się i złożyć na jej ustach pocałunek.
Jedzenie mogło poczekać. Lucien obecnie był spragniony wyłącznie Zoi.
Zoya Weasley