and that would be it
: sob paź 31, 2026 3:21 pm
Lucien miał przeczucie, że Zoya nie zgodzi się na jego prośbę, niemniej zależało mu na tym, żeby nie musiała w tym wszystkim uczestniczyć. Nie dało się zignorować rosnącego w powietrzu napięcia wokół ich całej trójki, a także kurczowego zaciskania się dłoni między nim a ciemnowłosą, które wskazywało na to, że to wszystko było jej dalekie od obojętności.
Znał schemat postępowania jego matki, która, wykazując się nie opisanymi pokładami opiekuńczości i troski, potrafiła rozdmuchać aferę z niczego. Część niego zdążyła się już przyzwyczaić do przebiegu tego typu rozmów, acz nadal wywoływało to w nim wiele nieproszonych emocji. Dodatkowo fakt, że Zoya stała się tego świadkiem, wcale mu nie pomagał. Wręcz przeciwnie, wysłuchiwanie tego, co Isobel miała do powiedzenia, było dla niego znacznie trudniejsze, a to już nie do końca potrafił ukryć.
Gdy dziewczyna wyswobodziła się z uścisku, zrozumiał, jak niekomfortowo się poczuła i z miejsca zaczął żałować, że do tego wszystkie doprowadził. Czuł się odpowiedzialny za to, że postawił ją w takim położeniu, dlatego chciał jak najszybciej uciąć rozmowę z matką. Nie dane mu było jednak tego dokonać.
To, jak bardzo Zoya nie rozumiała zasad panujących w jego świecie, wyszło na jaw, kiedy zabrała głos. Nie spodziewał się, że stanie w jego obronie, ale jej kompletny brak opanowania mógł jedynie zaostrzyć konflikt.
— Zoyu — rzucił jej ostrzegawczo i położył jej dłoń na przedramieniu, starając się zapobiec nadchodzącej katastrofie, ale było już za późno. Słowa rzucone w powietrze nabrały mocy. Podobnie, jak jego matka, która nie wytrzymała i postanowiła kontratakować.
— Mamo… — podniósł głos rozdrażniony jej ostrymi słowami skierowanymi bezpośrednio do Weasley, a widząc, że zmniejszyła między nimi dystans, znów wysunął się między kobiety. — Mamo, przestań! — syknął gniewnie, słysząc jej krzywdzące insynuacje.
To nieco ostudziło jej zamiary, ale tym razem zwróciła się do niego, przypominając mu ich rozmowę z zeszłego tygodnia, podczas której próbowała wybadać jego obecny stosunek do ewentualnych relacji romantycznych. Tamta odpowiedź przyszła mu bardzo gładko, ale teraz obawiał się reakcji Zoi, na co przeszył go kolejny dreszcz.
— Tak, ale… — próbował wybrnąć, ale Isobel kompletnie go zignorowała.
I potem dotarły do niego następne słowa, które były dla niego niczym policzek w twarz. Jego żyły aż zawrzały od nagłego gorąca, bo zrozumiał, że miała rację i objęła go okrutna niesprawiedliwość. Mimo, że dziewczyna stała przy nim w tym momencie, dotarło do niego, że nie będzie to trwało wiecznie. Bałagan, który nastąpi prędzej czy później, jeśli nie będą bardziej uważać, ostatecznie będzie musiał posprzątać sam. Ich bańka, którą stworzyli, nie miała szans zbyt długo przetrwać.
— Dość tego! Nie mówiłem ci o Zoi, bo wiedziałem, że znowu wydasz na ten temat opinię, o którą nikt cię nie prosił. I to zanim ją poznałaś! — zarzucił jej ostrym głosem, wydobywając na wierzch wszystkie kłębiące się w nim do tej pory uczucia. — To, z kim mieszkam, kogo zapraszam i komu poświęcam swój wolny czas, zależy wyłącznie ode mnie. Nie musisz mi układać życia, więc z dobrej woli przestań to robić! — Urwał na moment, starając się odzyskać panowanie nad głosem. — Rozumiem, że na razie nie mamy czym się martwić — rzucił jej wymowne, chłodne spojrzenie, tym samym sugerując, że osiągnęła swój cel i jej dalsza obecność była już zbędna.
Obserwował, jak stropiona, z resztkami godności podeszła po swój płaszcz. Kiedy już bardziej opanowanym głosem zwróciła się do ciemnowłosej, złapał się na tym, że nadal zaciskał mocno szczęki.
— Mamo — ponaglił ją, nie chcąc już dalej słuchać jej wywodów.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi i poczekał, aż wyjdzie. Dopiero, gdy drzwi się za nią zamknęły, przymknął na chwilę oczy i odetchnął ciężko.
W jego głowie kotłowało się od miliona myśli, nad którymi z trudem panował.
Zoya Weasley
Znał schemat postępowania jego matki, która, wykazując się nie opisanymi pokładami opiekuńczości i troski, potrafiła rozdmuchać aferę z niczego. Część niego zdążyła się już przyzwyczaić do przebiegu tego typu rozmów, acz nadal wywoływało to w nim wiele nieproszonych emocji. Dodatkowo fakt, że Zoya stała się tego świadkiem, wcale mu nie pomagał. Wręcz przeciwnie, wysłuchiwanie tego, co Isobel miała do powiedzenia, było dla niego znacznie trudniejsze, a to już nie do końca potrafił ukryć.
Gdy dziewczyna wyswobodziła się z uścisku, zrozumiał, jak niekomfortowo się poczuła i z miejsca zaczął żałować, że do tego wszystkie doprowadził. Czuł się odpowiedzialny za to, że postawił ją w takim położeniu, dlatego chciał jak najszybciej uciąć rozmowę z matką. Nie dane mu było jednak tego dokonać.
To, jak bardzo Zoya nie rozumiała zasad panujących w jego świecie, wyszło na jaw, kiedy zabrała głos. Nie spodziewał się, że stanie w jego obronie, ale jej kompletny brak opanowania mógł jedynie zaostrzyć konflikt.
— Zoyu — rzucił jej ostrzegawczo i położył jej dłoń na przedramieniu, starając się zapobiec nadchodzącej katastrofie, ale było już za późno. Słowa rzucone w powietrze nabrały mocy. Podobnie, jak jego matka, która nie wytrzymała i postanowiła kontratakować.
— Mamo… — podniósł głos rozdrażniony jej ostrymi słowami skierowanymi bezpośrednio do Weasley, a widząc, że zmniejszyła między nimi dystans, znów wysunął się między kobiety. — Mamo, przestań! — syknął gniewnie, słysząc jej krzywdzące insynuacje.
To nieco ostudziło jej zamiary, ale tym razem zwróciła się do niego, przypominając mu ich rozmowę z zeszłego tygodnia, podczas której próbowała wybadać jego obecny stosunek do ewentualnych relacji romantycznych. Tamta odpowiedź przyszła mu bardzo gładko, ale teraz obawiał się reakcji Zoi, na co przeszył go kolejny dreszcz.
— Tak, ale… — próbował wybrnąć, ale Isobel kompletnie go zignorowała.
I potem dotarły do niego następne słowa, które były dla niego niczym policzek w twarz. Jego żyły aż zawrzały od nagłego gorąca, bo zrozumiał, że miała rację i objęła go okrutna niesprawiedliwość. Mimo, że dziewczyna stała przy nim w tym momencie, dotarło do niego, że nie będzie to trwało wiecznie. Bałagan, który nastąpi prędzej czy później, jeśli nie będą bardziej uważać, ostatecznie będzie musiał posprzątać sam. Ich bańka, którą stworzyli, nie miała szans zbyt długo przetrwać.
— Dość tego! Nie mówiłem ci o Zoi, bo wiedziałem, że znowu wydasz na ten temat opinię, o którą nikt cię nie prosił. I to zanim ją poznałaś! — zarzucił jej ostrym głosem, wydobywając na wierzch wszystkie kłębiące się w nim do tej pory uczucia. — To, z kim mieszkam, kogo zapraszam i komu poświęcam swój wolny czas, zależy wyłącznie ode mnie. Nie musisz mi układać życia, więc z dobrej woli przestań to robić! — Urwał na moment, starając się odzyskać panowanie nad głosem. — Rozumiem, że na razie nie mamy czym się martwić — rzucił jej wymowne, chłodne spojrzenie, tym samym sugerując, że osiągnęła swój cel i jej dalsza obecność była już zbędna.
Obserwował, jak stropiona, z resztkami godności podeszła po swój płaszcz. Kiedy już bardziej opanowanym głosem zwróciła się do ciemnowłosej, złapał się na tym, że nadal zaciskał mocno szczęki.
— Mamo — ponaglił ją, nie chcąc już dalej słuchać jej wywodów.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi i poczekał, aż wyjdzie. Dopiero, gdy drzwi się za nią zamknęły, przymknął na chwilę oczy i odetchnął ciężko.
W jego głowie kotłowało się od miliona myśli, nad którymi z trudem panował.
Zoya Weasley