La Palma
: czw mar 19, 2026 8:27 pm
William N. Patel-Noriega
— A myślałam, że byłem z nią w niebie — prychnęła na jego słowa, kręcąc głową. Zaraz wszystko poleciało bardzo szybko. Smutny chłopiec, mokre odegranie się, ale finalnie znalazła się obok Williama. Tylko tyle było jej trzeba
— Plasterek z dna basenu, OHYDA — aż musiała pokazać język i cała się wzdrygnęła — była na nim czyjaś krew — pewnie z jakimś zapaleniem wątroby, czy innym HIV'em — nie chciałam mu ranić uczuć, a poza tym i tak wyglądamy na parę — mruknęła lekko niezadowolona z tego parsknięcia śmiechem — to chodźmy — rzuciła cała zadowolona z siebie, unosząc ku górze kąciki ust. Chwila wydawała się być idealna. Wręcz abstrakcyjna, bo to idiotyczne moja dziewczyno sprawiło, że serce zabiło jej szybko. Przecież była dorosła, a zachowywała się przy Patelu jak nastolatka.
Sekundę później już zaczyna ściągać Willowi gadki. Najgorsza myśl? Zobaczyłaby z wielką chęcią tego ogra. Kurwa. Nie spodziewała się po samej sobie takich myśli. Znaczy okej, wiedziała, że miała do niego słabość, która z każdą sekundą powiększała się coraz bardziej, ale cholera, w takiej chwili miałaby o tym myśleć? Nie. Cała akcja nie była romantyczna, wzniosła, ale William wygrał z jej innym adoratorem. Tylko to mogło się teraz liczyć. Zaraz kolejna seria niefortunnych zdarzeń, a wraz z każdą pojawiającą się osobą chodziła szyja Charlotty. Za dużo oskarżeń, za dużo spojrzeń, aż wyczekała odpowiedniej chwili i odchrząknęła głośno.
— Denis, czy chcesz, żebyśmy sprawdzili kamery? — spytała wprost, wbijając wzrok w Denisa-Penisa — z tego co wiem, to są tam, i tam, i jeszcze tam — cały czas byli obserwowani. Nieważne, czy były prawdziwe, czy nie. Musiała ich użyć jako prawniczka. Wystarczający straszak — od razu będzie widoczny atak na mojego chłopaka Williama, kiedy próbowałeś ściągnąć mu gacie — rozłożyła ręce, podchodząc do Williama, by chwycić go mocno za dłoń. Nie da go szkalować w tak oczywisty sposób — albo się przyznasz, albo wezwiemy policję — na pewno JAKIŚ rodzaj napaści to był. Nie znała prawa hiszpańskiego, ale dla niego... mogłaby go odrobinę przeczytać, by przekazać dzieciakowi, w jak chujowej znajdował się obecnie sytuacji.
— To jak? — spytała, pochylając się w stronę Denisa-Penisa ze złowieszczym uśmiechem — ja nie... — zaczyna dzieciak — co pani mówi?! — zaraz jego matka — czemu chciałeś ściągać mu gacie?! — zaraz madga spogląda na niego srogim spojrzeniem — no bo... — mruczy dzieciak, spuszczając wzrok — żyją na kocią łapę, mamo — tyle wystarczyło panience Kovalski. Dzieciak mógł się na nich mścić, ale tę bitwę wygrali.
— Dziękujemy, idziemy pić dalej — i szybko pociągnęła Williama w stronę baru — wisisz mi masaż — skwitowała krótko cała zadowolona z siebie. Brakowało tu tylko porządnego mic dropa, a wyszłaby cała zadowolona, nawet na wakacjach musiała wygrywać sprawy — i piwo, zdecydowanie powinnam się napić — stwierdziła, gdy znów znaleźli się przy barze. Niemalże od razu puściła oczko do swojego ulubionego, gorącego barmana. On wiedział, czego potrzebowała. Porządnie schłodzonego browarka.
— A myślałam, że byłem z nią w niebie — prychnęła na jego słowa, kręcąc głową. Zaraz wszystko poleciało bardzo szybko. Smutny chłopiec, mokre odegranie się, ale finalnie znalazła się obok Williama. Tylko tyle było jej trzeba
— Plasterek z dna basenu, OHYDA — aż musiała pokazać język i cała się wzdrygnęła — była na nim czyjaś krew — pewnie z jakimś zapaleniem wątroby, czy innym HIV'em — nie chciałam mu ranić uczuć, a poza tym i tak wyglądamy na parę — mruknęła lekko niezadowolona z tego parsknięcia śmiechem — to chodźmy — rzuciła cała zadowolona z siebie, unosząc ku górze kąciki ust. Chwila wydawała się być idealna. Wręcz abstrakcyjna, bo to idiotyczne moja dziewczyno sprawiło, że serce zabiło jej szybko. Przecież była dorosła, a zachowywała się przy Patelu jak nastolatka.
Sekundę później już zaczyna ściągać Willowi gadki. Najgorsza myśl? Zobaczyłaby z wielką chęcią tego ogra. Kurwa. Nie spodziewała się po samej sobie takich myśli. Znaczy okej, wiedziała, że miała do niego słabość, która z każdą sekundą powiększała się coraz bardziej, ale cholera, w takiej chwili miałaby o tym myśleć? Nie. Cała akcja nie była romantyczna, wzniosła, ale William wygrał z jej innym adoratorem. Tylko to mogło się teraz liczyć. Zaraz kolejna seria niefortunnych zdarzeń, a wraz z każdą pojawiającą się osobą chodziła szyja Charlotty. Za dużo oskarżeń, za dużo spojrzeń, aż wyczekała odpowiedniej chwili i odchrząknęła głośno.
— Denis, czy chcesz, żebyśmy sprawdzili kamery? — spytała wprost, wbijając wzrok w Denisa-Penisa — z tego co wiem, to są tam, i tam, i jeszcze tam — cały czas byli obserwowani. Nieważne, czy były prawdziwe, czy nie. Musiała ich użyć jako prawniczka. Wystarczający straszak — od razu będzie widoczny atak na mojego chłopaka Williama, kiedy próbowałeś ściągnąć mu gacie — rozłożyła ręce, podchodząc do Williama, by chwycić go mocno za dłoń. Nie da go szkalować w tak oczywisty sposób — albo się przyznasz, albo wezwiemy policję — na pewno JAKIŚ rodzaj napaści to był. Nie znała prawa hiszpańskiego, ale dla niego... mogłaby go odrobinę przeczytać, by przekazać dzieciakowi, w jak chujowej znajdował się obecnie sytuacji.
— To jak? — spytała, pochylając się w stronę Denisa-Penisa ze złowieszczym uśmiechem — ja nie... — zaczyna dzieciak — co pani mówi?! — zaraz jego matka — czemu chciałeś ściągać mu gacie?! — zaraz madga spogląda na niego srogim spojrzeniem — no bo... — mruczy dzieciak, spuszczając wzrok — żyją na kocią łapę, mamo — tyle wystarczyło panience Kovalski. Dzieciak mógł się na nich mścić, ale tę bitwę wygrali.
— Dziękujemy, idziemy pić dalej — i szybko pociągnęła Williama w stronę baru — wisisz mi masaż — skwitowała krótko cała zadowolona z siebie. Brakowało tu tylko porządnego mic dropa, a wyszłaby cała zadowolona, nawet na wakacjach musiała wygrywać sprawy — i piwo, zdecydowanie powinnam się napić — stwierdziła, gdy znów znaleźli się przy barze. Niemalże od razu puściła oczko do swojego ulubionego, gorącego barmana. On wiedział, czego potrzebowała. Porządnie schłodzonego browarka.