La Palma
: sob mar 28, 2026 2:59 pm
William N. Patel-Noriega
— Czyli też się boisz węży — stwierdziła spokojnym tonem, przymykając oczy, ale na historię parsknęła śmiechem. Mogła brzmieć pt. poszedłem do sklepu, ale Lotte naprawdę lubiła go słuchać. Nawet jeśli pierdolił same głupoty — słaby z Ciebie obrońca, zamiast mnie bronić zaczniesz spierdalać — wypomniała mu, pokazując krótko język. Słaby obrońca, to na pewno i zdecydowanie. Zresztą czy było w tym coś dziwnego? Dobra, obronił ją kilka razy, ale pewnie dlatego, że nie musiał mierzyć się z myszami. Wtedy by wymiękł.
— Szczury są inteligentne — odpowiedziała bez żadnego wahania — robią na nich badania w tym zakresie, a poza tym zanim jakikolwiek lek zostanie wprowadzony, to jego działania są właśnie sprawdzane na nich — i to powinno być prawdziwą dumą myszy. Cierpią dla ludzkości bez jakichkolwiek wątpliwości. To dzięki nim wiele leków było w obiegu i pod żadnym pozorem nikt nie powinien umniejszać tym zwierzętom. Chociaż Lotte wychwalała je, by zagrać Patelowi na nosie — więc można powiedzieć, że dzięki gryzoniom żyjesz mój drogi — i tu zdecydowanie wygrywały one z pająkami w zasadzie pod każdym możliwym względem.
— Mnie w sumie też — a w ich relacji to William był takim Jerrym, a ona takim Tomem. Kiedyś może mu o tym powie, wypomni mu wszystko.
Chwila szamotaniny we wodzie była przeokropna. Z każdą sekundą coraz bardziej traciła siły, a długo to nie trwało. Zaraz ciągnięta była w stronę brzegu i przez moment ją zmroczyło. Na tyle, że obudziły ją czyjeś wargi. Na pewno nie przypominały haszowo-alkoholowego smaku ust Patela. Bardziej coś obrzydliwego... wątrobkę? Sama nie wiedziała, bo zaraz zaczęła kaszleć typowy w twarz.
— Ja oddychałam — warknęła, odpychając go od siebie. Wystarczyło unieść wzrok, a wtedy zobaczyła go. Niemalże po całym jej ciele przyszedł nieprzyjemny niezrozumiały dreszcz — Cassian? — i przez moment ją całą sparaliżowało. Nie wiedziała, czy chce ruszyć na niego z pięściami, poryczeć się. Jeszcze nie tak dawno... była przecież w nim zakochana, mieli być razem, a po wszystkim spotyka go razem z Williamem na wyspie? To było wręcz niemożliwe.
— Nieeeee, Justin — zaczął facet, a Lote miała tak wielki napis: wtf na twarzy, że naprawdę nie wiedziała, co działo się w obecnym momencie — wyglądasz przepiękne, wszystko z Tobą w porządku, piękna? — a zaraz kontynuował — jak tak i masz wolny czas... — spojrzał jej głęboko w oczy, by wypowiedzieć — to pooglądałbym z Tobą walenie.
— Czyli też się boisz węży — stwierdziła spokojnym tonem, przymykając oczy, ale na historię parsknęła śmiechem. Mogła brzmieć pt. poszedłem do sklepu, ale Lotte naprawdę lubiła go słuchać. Nawet jeśli pierdolił same głupoty — słaby z Ciebie obrońca, zamiast mnie bronić zaczniesz spierdalać — wypomniała mu, pokazując krótko język. Słaby obrońca, to na pewno i zdecydowanie. Zresztą czy było w tym coś dziwnego? Dobra, obronił ją kilka razy, ale pewnie dlatego, że nie musiał mierzyć się z myszami. Wtedy by wymiękł.
— Szczury są inteligentne — odpowiedziała bez żadnego wahania — robią na nich badania w tym zakresie, a poza tym zanim jakikolwiek lek zostanie wprowadzony, to jego działania są właśnie sprawdzane na nich — i to powinno być prawdziwą dumą myszy. Cierpią dla ludzkości bez jakichkolwiek wątpliwości. To dzięki nim wiele leków było w obiegu i pod żadnym pozorem nikt nie powinien umniejszać tym zwierzętom. Chociaż Lotte wychwalała je, by zagrać Patelowi na nosie — więc można powiedzieć, że dzięki gryzoniom żyjesz mój drogi — i tu zdecydowanie wygrywały one z pająkami w zasadzie pod każdym możliwym względem.
— Mnie w sumie też — a w ich relacji to William był takim Jerrym, a ona takim Tomem. Kiedyś może mu o tym powie, wypomni mu wszystko.
Chwila szamotaniny we wodzie była przeokropna. Z każdą sekundą coraz bardziej traciła siły, a długo to nie trwało. Zaraz ciągnięta była w stronę brzegu i przez moment ją zmroczyło. Na tyle, że obudziły ją czyjeś wargi. Na pewno nie przypominały haszowo-alkoholowego smaku ust Patela. Bardziej coś obrzydliwego... wątrobkę? Sama nie wiedziała, bo zaraz zaczęła kaszleć typowy w twarz.
— Ja oddychałam — warknęła, odpychając go od siebie. Wystarczyło unieść wzrok, a wtedy zobaczyła go. Niemalże po całym jej ciele przyszedł nieprzyjemny niezrozumiały dreszcz — Cassian? — i przez moment ją całą sparaliżowało. Nie wiedziała, czy chce ruszyć na niego z pięściami, poryczeć się. Jeszcze nie tak dawno... była przecież w nim zakochana, mieli być razem, a po wszystkim spotyka go razem z Williamem na wyspie? To było wręcz niemożliwe.
— Nieeeee, Justin — zaczął facet, a Lote miała tak wielki napis: wtf na twarzy, że naprawdę nie wiedziała, co działo się w obecnym momencie — wyglądasz przepiękne, wszystko z Tobą w porządku, piękna? — a zaraz kontynuował — jak tak i masz wolny czas... — spojrzał jej głęboko w oczy, by wypowiedzieć — to pooglądałbym z Tobą walenie.