one senator, last chance
: sob paź 17, 2026 11:20 pm
trigger warning
przekleństwaWilliam wiedział co miał robić. I Madox chciał chyba, żeby Pilar też to wiedziała, że przecież nawet jakby go zajebali, to on o nią zadba. To już nie była sama.
Zaraz jednak on został sam, w tym warzywniaku, kiedy jego żona wyszła do składziku. A Madox gadał z Pati przez telefon, chociaż gadał to akurat duże słowo, bo on słuchał, a potem wyładował mu się telefon. Zdążył jednak zapisać na kartce ten adres, który dostał w wiadomości, od razu chciał go pokazać Pilar, ale ona już prezentowała mu nagranie, które udało jej się zdobyć od Heleny. Obejrzeli je razem znowu, po raz kolejny i następny. Strzał i krzyk... i tatuaż ze skrzydłami.
Pierdolony Luna.
Madox spojrzał z ukosa na swoją żonę, bo w pełni się z nią zgadzał. Luna bardzo przyłożył się do tego, żeby go wrobić, żeby go zamknęli, a to znaczyło jedno, bał się go, kurewsko i od samego początku nie chciał z nim wchodzić w żadne układy. A to oznaczało, że musieli go...
Tylko Madox zaraz zanim prezentować Pilar to co pozostawało im zrobić, to sięgał do niej ręką, a potem pytał czy on tak wygląda z tyłu. Oparł na moment głowę o jej ramię, zaglądając w telefon, kiedy odparła to, że tyłek ma lepszy - no i założę się, że gość nie ma na nim wydzieranego twojego imienia - zaczepił ją, bo przecież Madox miał. Jego tatuaż wstydu, dlatego, że zrobił go nawalony w Vegas, a zresztą kto dziara sobie na dupie imię swojej narzeczonej? Madox. I on się tego tatuażu wcale nie wstydził, już go pokazał chłopakom, a na siłce też chyba wszyscy go już widzieli.
Noriega za to nie widział sensu w tym, żeby dłużej ukrywać to, co powiedziała mu Pati, więc zaraz opowiadał wszystko Pilar, że włamali się do klubu i pewnie stamtąd mieli jego ciuchy, że Luna załatwił to tak, że połowa jego ludzi została zatrzymana, a na pewno ci zaufani, jak Maczeta, czy Pati. Powiedział jej wszystko, ale Pilar wcale nie zdawała się tym zaskoczona. Miała rację, specjalnie rozegrali to tak, a nie inaczej, zastępca komendanta nie był przypadkową ofiarą.
- Wiesz co to znaczy? - przekręcił na bok głowę, żeby spojrzeć na jej profil - że naprawdę coś na niego mamy, skoro chciał mnie upierdolić, skoro odciął wszystkich moich ludzi - bo przecież, gdyby Luna nie czuł się zagrożony, to po co ten cały zachód?
Musiał się czuć, tylko czy chodziło o jego córkę? O Rodrigo? A może o Luciano? Kurwa...
Tyle jebanych wątków miała już ta cała sprawa z Luną. Madox aż zrobił kolejną rundkę po sklepie, sunąc wytatuowanymi palcami po swojej łysej głowie, a zaraz pokazał Pilar kartkę z adresem, który dostał. Patrzył na jej twarz kiedy go czytała, a potem podniosła na niego spojrzenie z tym popierdoliło cię już do reszty, bo może tak było?
Zrobił krok w jej kierunku i sięgnął do jej dłoni, żeby na moment spleść jej palce z swoimi.
- No to liczę, że to Luna... - przesunął sobie jej palce po szyi, a potem oparł jej rękę na swoim karku, tam gdzie było jej miejsce, na tatuażu z napisem Romeo. Imię kochanka, który umarł z miłości. Madox też czuł w tym momencie na karku oddech Śmierci, i może Pilar też mogła go poczuć na swojej dłoni? A może mogła... go z niego zdjąć? Odgonić od niego jebaną kostuchę, paznokciami, które wbiły mu się w skórę - że spotka się tam ze mną i powie o co mu chodzi, że wiesz... czego chce i dlaczego mnie wpierdolić do paki. Może być tak, że od razu wyśle na miejsce psy. Albo będzie chciał mnie od razu rozjebać, ale kurwa Pilar... - urwał kiedy się od niego odsunęła, kiedy na karku poczuł chłód, gdy ściągnęła z niego rękę, aż po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz. Powiódł za nią ciemnym spojrzeniem, gdy przechadzała się po warzywniaku. A kiedy kopnęła w skrzynkę i syknęła z bólu, on znowu do niej doskoczył - przestań - chwycił ją za rękę, bo przecież Madox nigdy nie popierał tego, jak robiła sobie krzywdę. Nigdy nie chciał, żeby przez niego stała się jej krzywda - muszę zaryzykować, że tym razem jemu powinie się noga - bo Madox innego pomysłu nie miał.
Mogli jeszcze uciekać... ale czy przed Luną w ogóle się dało?
Mogli próbować to tłumaczyć Eliotowi, ale czy by ich słuchał?
Musieli stanąć z Luną twarzą w twarz, pokazać mu, że słusznie się bał. On musiał.
- Myślę, że powinniśmy się rozdzielić, ty poszukasz Luciano, a ja pojadę do Luny - przecież wiedział, że ona zaraz go zruga o ten pomysł, ale... - może to Luciano wie coś, co nam pomoże - dodał i sięgnął do jej policzka, przesunął po gładkiej skórze wytatuowanymi palcami, może dodałby coś jeszcze, ale zaraz przez okienko do środka wpadło światło latarki, a za drzwiami usłyszeli jakieś głosy. Madox złapał swoją żonę za rękę i pociągnął ją na podłogę za sobą, szarpnął ją za jakieś skrzynki z owocami, ale czy ich nie widzieli?
I przede wszystkim kto to kurwa był? Policja?
Creo que deberíamos separarnos ☪︎ ִ ֶ֢࣪⋆