Strona 12 z 12

one senator, last chance

: sob paź 17, 2026 11:20 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może Pilar nie chciała o tym słuchać, ale Madox o tym myślał, co by było gdyby go odjebali. I wiedział, że jego żona szukałaby wtedy zemsty, że by się załamała, no przecież widział to jej zatroskane spojrzenie za każdym razem, kiedy coś odwalał, kiedy ryzykował, coś mu się działo, albo... wygrywał starcie ze Śmiercią, dlatego poprosił Patela, że w razie czego miał się nią zaopiekować. Szedł na pierdoloną wojnę z latynoską mafią, z najgroźniejszym człowiekiem w Toronto, wierzył w to, że jakoś się z tego wywinie, że jakoś to będzie, ale... gdyby jednak...
William wiedział co miał robić. I Madox chciał chyba, żeby Pilar też to wiedziała, że przecież nawet jakby go zajebali, to on o nią zadba. To już nie była sama.
Zaraz jednak on został sam, w tym warzywniaku, kiedy jego żona wyszła do składziku. A Madox gadał z Pati przez telefon, chociaż gadał to akurat duże słowo, bo on słuchał, a potem wyładował mu się telefon. Zdążył jednak zapisać na kartce ten adres, który dostał w wiadomości, od razu chciał go pokazać Pilar, ale ona już prezentowała mu nagranie, które udało jej się zdobyć od Heleny. Obejrzeli je razem znowu, po raz kolejny i następny. Strzał i krzyk... i tatuaż ze skrzydłami.
Pierdolony Luna.
Madox spojrzał z ukosa na swoją żonę, bo w pełni się z nią zgadzał. Luna bardzo przyłożył się do tego, żeby go wrobić, żeby go zamknęli, a to znaczyło jedno, bał się go, kurewsko i od samego początku nie chciał z nim wchodzić w żadne układy. A to oznaczało, że musieli go...
Tylko Madox zaraz zanim prezentować Pilar to co pozostawało im zrobić, to sięgał do niej ręką, a potem pytał czy on tak wygląda z tyłu. Oparł na moment głowę o jej ramię, zaglądając w telefon, kiedy odparła to, że tyłek ma lepszy - no i założę się, że gość nie ma na nim wydzieranego twojego imienia - zaczepił ją, bo przecież Madox miał. Jego tatuaż wstydu, dlatego, że zrobił go nawalony w Vegas, a zresztą kto dziara sobie na dupie imię swojej narzeczonej? Madox. I on się tego tatuażu wcale nie wstydził, już go pokazał chłopakom, a na siłce też chyba wszyscy go już widzieli.
Noriega za to nie widział sensu w tym, żeby dłużej ukrywać to, co powiedziała mu Pati, więc zaraz opowiadał wszystko Pilar, że włamali się do klubu i pewnie stamtąd mieli jego ciuchy, że Luna załatwił to tak, że połowa jego ludzi została zatrzymana, a na pewno ci zaufani, jak Maczeta, czy Pati. Powiedział jej wszystko, ale Pilar wcale nie zdawała się tym zaskoczona. Miała rację, specjalnie rozegrali to tak, a nie inaczej, zastępca komendanta nie był przypadkową ofiarą.
- Wiesz co to znaczy? - przekręcił na bok głowę, żeby spojrzeć na jej profil - że naprawdę coś na niego mamy, skoro chciał mnie upierdolić, skoro odciął wszystkich moich ludzi - bo przecież, gdyby Luna nie czuł się zagrożony, to po co ten cały zachód?
Musiał się czuć, tylko czy chodziło o jego córkę? O Rodrigo? A może o Luciano? Kurwa...
Tyle jebanych wątków miała już ta cała sprawa z Luną. Madox aż zrobił kolejną rundkę po sklepie, sunąc wytatuowanymi palcami po swojej łysej głowie, a zaraz pokazał Pilar kartkę z adresem, który dostał. Patrzył na jej twarz kiedy go czytała, a potem podniosła na niego spojrzenie z tym popierdoliło cię już do reszty, bo może tak było?
Zrobił krok w jej kierunku i sięgnął do jej dłoni, żeby na moment spleść jej palce z swoimi.
- No to liczę, że to Luna... - przesunął sobie jej palce po szyi, a potem oparł jej rękę na swoim karku, tam gdzie było jej miejsce, na tatuażu z napisem Romeo. Imię kochanka, który umarł z miłości. Madox też czuł w tym momencie na karku oddech Śmierci, i może Pilar też mogła go poczuć na swojej dłoni? A może mogła... go z niego zdjąć? Odgonić od niego jebaną kostuchę, paznokciami, które wbiły mu się w skórę - że spotka się tam ze mną i powie o co mu chodzi, że wiesz... czego chce i dlaczego mnie wpierdolić do paki. Może być tak, że od razu wyśle na miejsce psy. Albo będzie chciał mnie od razu rozjebać, ale kurwa Pilar... - urwał kiedy się od niego odsunęła, kiedy na karku poczuł chłód, gdy ściągnęła z niego rękę, aż po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz. Powiódł za nią ciemnym spojrzeniem, gdy przechadzała się po warzywniaku. A kiedy kopnęła w skrzynkę i syknęła z bólu, on znowu do niej doskoczył - przestań - chwycił ją za rękę, bo przecież Madox nigdy nie popierał tego, jak robiła sobie krzywdę. Nigdy nie chciał, żeby przez niego stała się jej krzywda - muszę zaryzykować, że tym razem jemu powinie się noga - bo Madox innego pomysłu nie miał.
Mogli jeszcze uciekać... ale czy przed Luną w ogóle się dało?
Mogli próbować to tłumaczyć Eliotowi, ale czy by ich słuchał?
Musieli stanąć z Luną twarzą w twarz, pokazać mu, że słusznie się bał. On musiał.
- Myślę, że powinniśmy się rozdzielić, ty poszukasz Luciano, a ja pojadę do Luny - przecież wiedział, że ona zaraz go zruga o ten pomysł, ale... - może to Luciano wie coś, co nam pomoże - dodał i sięgnął do jej policzka, przesunął po gładkiej skórze wytatuowanymi palcami, może dodałby coś jeszcze, ale zaraz przez okienko do środka wpadło światło latarki, a za drzwiami usłyszeli jakieś głosy. Madox złapał swoją żonę za rękę i pociągnął ją na podłogę za sobą, szarpnął ją za jakieś skrzynki z owocami, ale czy ich nie widzieli?
I przede wszystkim kto to kurwa był? Policja?

Creo que deberíamos separarnos ☪︎ ִ ֶ֢࣪⋆