La Palma
: śr kwie 01, 2026 5:36 pm
William N. Patel-Noriega
— To teraz leć po niego — stwierdziła Lotte z przepięknym uśmiechem na twarzy, wpatrując się z zaciekawieniem w Patela. Kuriozalnie brzmiał fakt, że to właśnie odizolowanie od innych osób sprawiło, że chciała oglądać go jeszcze intensywniej. Wpatrywać się w jego oczy, rozmawiać, drażnić siebie samych nawzajem. Tak zwyczajnie i po prostu chciała z nim być. Oglądanie Williama wchodzącego do wody było... naprawdę kuszące. Aż sama by się tego po sobie nie spodziewała, jak ten widok będzie ją uspokajał. Poszukiwanie kamienia bardziej przypominało radość dziecięcych zabaw, których nie mogła sobie odmówić. Jej mózg działał na tyle wolno, że nawet nie zauważyła, kiedy Billy zaczął panikować. Przymknęła oczy, korzystając z promieni słonecznych. Chyba nic już nie mogło popsuć im tego dnia.
— Wszystko git? — spytała spokojnym tonem, nie zdając sobie sprawy, co jeszcze się działo. Niby piszczał i krzyczał, a z drugiej strony wystarczyło smarować go kremem do opalania. Aż zaczęła się zastanawiać, na ile był wokalny w łóżku... Tylko jedno, dosłownie jedno słowo sprawiło, że momentalnie cała otrzeźwiała — meduza? — dopiero wtedy chwyciła go za rękę i spojrzała na nią. Kurwa, lepszego momentu na zostanie poparzonym przez meduzę nie mógł sobie wybrać. Tylko kolejne słowa sprawiają, że piwo zaczyna się jej cofać.
— OSIKAĆ CIĘ?! — aż cała się uniosła — chyba Cię popierdoliło, fetyszysto — mruknęła, szybko wstając — chodź do wody — pociągnęła Patela w stronę oceanu, by zanurzyć w nim raz jeszcze dłoń. To powinno przynieść przynajmniej odrobinę ukojenia. Słodka woda, lub mocz przyprawiłyby go o jeszcze mocniejszy ból. Dobrze, że przeczytała wszystko o wyspie. Najgroźniejsze, co mogło ich spotkać, zostało właśnie odhaczone. Z wyjątkiem rekinów, delfinów-gwałcicieli, czy trzęsienia ziemi..
— Musimy przemyć ranę — mruknęła, wyciągając mu dłoń z oceanu, a sama nabrała odrobiny wody i zaczęła delikatnie ją polewać. Podobno chodziło o jakieś stężenia, ale no tego nie była pewna w stu procentach — muszę usunąć parzydełka — widocznie spotkał całkiem łagodny okaz, skoro jeszcze stał na nogach — ... masz w tej swojej torbie jakąś chustę, albo pęsetę?
— To teraz leć po niego — stwierdziła Lotte z przepięknym uśmiechem na twarzy, wpatrując się z zaciekawieniem w Patela. Kuriozalnie brzmiał fakt, że to właśnie odizolowanie od innych osób sprawiło, że chciała oglądać go jeszcze intensywniej. Wpatrywać się w jego oczy, rozmawiać, drażnić siebie samych nawzajem. Tak zwyczajnie i po prostu chciała z nim być. Oglądanie Williama wchodzącego do wody było... naprawdę kuszące. Aż sama by się tego po sobie nie spodziewała, jak ten widok będzie ją uspokajał. Poszukiwanie kamienia bardziej przypominało radość dziecięcych zabaw, których nie mogła sobie odmówić. Jej mózg działał na tyle wolno, że nawet nie zauważyła, kiedy Billy zaczął panikować. Przymknęła oczy, korzystając z promieni słonecznych. Chyba nic już nie mogło popsuć im tego dnia.
— Wszystko git? — spytała spokojnym tonem, nie zdając sobie sprawy, co jeszcze się działo. Niby piszczał i krzyczał, a z drugiej strony wystarczyło smarować go kremem do opalania. Aż zaczęła się zastanawiać, na ile był wokalny w łóżku... Tylko jedno, dosłownie jedno słowo sprawiło, że momentalnie cała otrzeźwiała — meduza? — dopiero wtedy chwyciła go za rękę i spojrzała na nią. Kurwa, lepszego momentu na zostanie poparzonym przez meduzę nie mógł sobie wybrać. Tylko kolejne słowa sprawiają, że piwo zaczyna się jej cofać.
— OSIKAĆ CIĘ?! — aż cała się uniosła — chyba Cię popierdoliło, fetyszysto — mruknęła, szybko wstając — chodź do wody — pociągnęła Patela w stronę oceanu, by zanurzyć w nim raz jeszcze dłoń. To powinno przynieść przynajmniej odrobinę ukojenia. Słodka woda, lub mocz przyprawiłyby go o jeszcze mocniejszy ból. Dobrze, że przeczytała wszystko o wyspie. Najgroźniejsze, co mogło ich spotkać, zostało właśnie odhaczone. Z wyjątkiem rekinów, delfinów-gwałcicieli, czy trzęsienia ziemi..
— Musimy przemyć ranę — mruknęła, wyciągając mu dłoń z oceanu, a sama nabrała odrobiny wody i zaczęła delikatnie ją polewać. Podobno chodziło o jakieś stężenia, ale no tego nie była pewna w stu procentach — muszę usunąć parzydełka — widocznie spotkał całkiem łagodny okaz, skoro jeszcze stał na nogach — ... masz w tej swojej torbie jakąś chustę, albo pęsetę?