Strona 3 z 3

scary walk on a starry night

: sob gru 20, 2025 11:20 pm
autor: Lucky Martino
Rozbawiło ją nawet to nagłe przycięcie ze strony Claire, zupełnie jakby bidulka zapomniała języka w gębie. Tych parę łyków alkoholu już tak ją doprawiło, czy już jąkała się ze strachu? No bo dajcie spokój, riposty Lucky bywały naprawdę wyborne, ale chyba nie aż tak, nie tym razem. Tak czy inaczej, było to całkiem śmieszne.
A tam, czasem można i o pierdołę — stwierdziła, wzruszywszy ramionami. — Liczą się zasady. — No i czasami po prostu te małe rzeczy, kiedy nie są takie jakby się chciało, uwierają za bardzo. Niczym drzazga pod paznokciem, może i niewielka, ale potrafi jak ostatnia kropla przelać czarę goryczy. W dodatku gdy się takich drobnostek nagromadzi za dużo, to potrafią przytłoczyć nie mniej od poważnych, życiowych problemów. Dlatego też decydując o tym, na co warto zużywać swoją energię, kierowała się instynktem i własnymi uczuciami. One zazwyczaj prowadziły w dobrą stronę, a i zawsze mogła się pocieszać, że przynajmniej nie postępowała wbrew sobie.
Uparły się za to obie w kwestii wychodzenia i niewychodzenia z grobu, jedna po jednej, druga po drugiej stronie barykady. Martino była naprawdę ciekawa, kiedy jej przyjaciółka w końcu scykorzy i wróci po wsparcie, a nie zamierzała tutaj stosować żadnej łaski. Pokręciła się trochę po tym dołku, żeby nie stać całkiem w bezruchu, nie spieszyło jej się jednak do wychodzenia.
A może ja tu zostanę? — zaśmiała się, celowo beztroskim tonem jeszcze bardziej zarzucając wędkę na tchórzostwo Price. Złamie się czy nie? Może jednak siedziało w niej trochę odwagi?

Claire Price

scary walk on a starry night

: ndz gru 21, 2025 11:28 pm
autor: Claire Price
Lucky Martino

Alkohol szybko działał na panienkę Price. Sprawiał, że zapominała języka w buzi. Przez krótki moment stała jak wryta. Analizowała wszystkie słowa przyjaciółki. W jej głowie pojawił się błąd poznawczy. Fotowoltaika przecież nie mogła być taka zła. Dbała o środowisko, produkowała zieloną energię. Idealny układ. Chociaż ludzie próbujący ją wcisnąć byli z natury złymi ludźmi.
A pierwszą naszą zasadą nie jest brak zasad? — spytała poważniejszym tonem, wpatrując się w Lucky. Brak zasad, armagedon, czysta zabawa. Claire rzadko kiedy przejmowała się konsekwencjami własnych działań. Bardziej brała je jako pewnik, coś przychodzącego wręcz naturalnie. Dla niej była taka znajomość z Lucky. Żadne zasady nie obowiązywały, kiedy były we dwie. Takich trzech jak one dwie to nie ma ani jednego. Czysta magia przyjaźni prawie wyjęta jak z My Little Pony.
Tak stanęła lekko zdenerwowana pod tym drzewem. Trzask drzew, silny wiatr zaczęły coraz bardziej przekonywać ją do jednego. Ucieczki. Jak najszybciej póki nie wyszedł żaden zombiak z grobu. Popatrzyła kątem oka w dziurę. Co mogła powiedzieć więcej? Wzdrygnęła się, słysząc głos Lucky. W jej wyobraźni powstała przedziwna scena, w trakcie której Martino nawiedza ją zza grobu i wini za własną śmierć. Po całym jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Teraz już naprawdę... powinna do niej wrócić.
Nooo dobra... — mruknęła Claire, wracając z powrotem do wykopanej dziury. Nie wyglądała na pewną siebie, ale musiała jeszcze odrobinę podrażnić się z przyjaciółką — a nie możesz zatańczyć kaczuszki, Lucky? — spytała już zdecydowanie mniej butnym tonem niż wcześniej — już nie bądź taka, kaczuszki, kwa, kwa? — dodała Price, wykonując ruchy rękoma jak ptak. Tylko humorem była w stanie rozluźnić delikatnie atmosferę.

scary walk on a starry night

: pn gru 22, 2025 6:03 pm
autor: Lucky Martino
Naszą pierwszą zasadą jest brak kwasów — skorygowała. Taki tam, chemiczny żarcik, ale niepozbawiony głębszego sensu. Podstawą trwałej przyjaźni było to, by nie pozwalać byle niesnaskom zaważyć na całej znajomości. Nawet jeśli czasami w czymś się nie zgodziły lub źle zrozumiały, lepiej było pochylić się nad źródłem problemów, przegadać to, co im leżało na sercu i nie chować niepotrzebnie żadnych uraz. Gdyby zaczęły się tak właśnie rozbijać na drobne, z pewnością nie doprowadziłoby to do niczego dobrego. a po co to sobie robić? Już wystarczająco trudno jest w życiu znaleźć przyjaciół, a co dopiero takich porządnych. Skoro więc już znalazły siebie nawzajem, to należało dbać o to, co miały.
Miały na szczęście też sporo cierpliwości do siebie nawzajem, szczególnie na sytuacje takie jak ta, gdy żadna właściwie nie chciała ustąpić. Lucky czuła mimo wszystko, że jest w lepszej sytuacji — mniej piła i w ogóle się nie bała, stąd mogła zachować pełnię spokoju. Kręciła się tylko po swoim dołku dla rozgrzania, bo w bezruchu bardzo szybko zaczęłaby marznąć. Ręce schowała do kieszeni, tym bardziej że o wiele gorzej by się jej wspinało z powrotem na powierzchnię, jeśli zesztywnieją jej palce. Musiała zaś brać pod uwagę scenariusz, w którym Claire spróbuje ją nastraszyć i po prostu sobie pójdzie. Aczkolwiek bardziej prawdopodobne było, że to Price stchórzy pierwsza.
Nie — powtórzyła pogodnym tonem, przyglądając się postaci u góry. Ewidentnie dziewucha zaczynała się łamać, więc tym bardziej nie było powodów, by Martino miała teraz ustąpić ze swojego stanowiska. Patrząc na to, kto tu kogo podnosił na duchu i ratował od paniki, oczekiwałaby ze strony kumpeli raczej błagania o litość! Nie był to na pewno dobry moment na stawianie warunków, tym bardziej że Martino nie spieszyło się z tego dołka donikąd, a gdyby tylko zechciała, dałaby radę wygramolić się z niego o własnych siłach.

Claire Price

scary walk on a starry night

: pn gru 29, 2025 12:08 pm
autor: Claire Price
Lucky Martino

Zawsze wyjdą kwasy — mruknęła Claire. Nie do końca była przekonana do zdania Martino. Nawet przy najbardziej błahych kwestiach potrafiły wychodzić prawdziwe kłótnie dzielące ludzi. Ten sam kolor ubrań, pizza hawajska, sos do nuggetsów. Poważne kwestie, o które ludzie potrafili się zabijać, kiedy ktoś nie zgadzał się z ich zdaniem. Price też miewała własne punkty zapalne. Jednym z nich było ciągnięcie ją do przerażających miejsc i oglądanie horrorów — ważne, by nie lać ich do wody — teraz to poleciał prawdziwy żarcik godny prawdziwego chemika. Nigdy nie był to ulubiony przedmiot Price. Nauki ścisłe zdecydowanie bardziej ją przerażały. Po matematyce wylewała wiele łez. Za każdym razem próbując się otrząsnąć, stanąć na nogi, by móc pójść dalej i nie zastanawiać się nad tym, jak wielkim jest ścisłowcowym przegrywem.
Może dlatego tak mocno wierzyła w działanie sił pozaziemskich? Fizyka wydawała się większą zjawą, niż szmer wiatru na cmentarzu. Mimo to im dłużej Claire przebywała w tym miejscu, tym bardziej chciała stąd zniknąć. Dziwne krakanie, trzaskanie wiatru. Dreszcze same przechodziły po skórze, odkąd tylko się tu zjawiła. Teraz patrząc na Lucky z góry, zaczęła zdawać sobie sprawę, jak bardzo marzyła o powrocie do domu.
To wyjdź sama — wymruczała finalnie Claire, biorąc głęboki oddech. Oczami wyobraźni widziała, jak sama trafia do dziury. Jeszcze zapadłaby się głębiej i pod dłońmi poczułaby ludzkie szczątki. Nigdy nie wiadomo, co wcześniej znajdywało się w cmentarnych dziurach — jeszcze mnie tak wciągniesz, Lucky — mruknęła, odsuwając się kawałek. Wolała trzymać się z daleka od dziury i pewnie od odrobinę rozzłoszczonej przyjaciółki.

scary walk on a starry night

: pt sty 02, 2026 9:00 pm
autor: Lucky Martino
Ale z nas orły chemii — zachichotała. Myślałby kto, że aktorka i lingwistka będą miały takie zacięcie do żarcików ze ścisłej dziedziny nauk! Ale te porównania jakby same kształtowały się na języku, a w dodatku stanowiły pewien rodzaj słownego dowcipu — czyli kategorię najbliższą poczuciu humoru panny Martino. Jeśli tylko mogła coś połączyć między wyrazami, z tej samej lub z różnych kategorii, czyniła to jak najchętniej. Najważniejsze, że ją bawiło.
Do kwasu należy dodać zasadę, wtedy wyjdzie sól i woda. Tylko może chyba pizgnąć po drodze — przypomniała sobie. Sprawdzała to kiedyś na potrzeby właśnie podobnego żartu, chociaż już niekoniecznie pamiętała, na ile takie reakcje bywały wybuchowe. No i rozkminiały ten sam temat z jedną z młodszych sióstr, kiedy któregoś dnia wypłynął im przypadkiem temat ekologicznych środków czystości, mieszania octu z sodą oczyszczoną i innych takich idiotycznych zabiegów. Można by wręcz uznać, że się na stare lata dokształcała z chemii, a było to tym przyjemniejsze, że nie musiała już zdawać z tego żadnych sprawdzianów.
Generalnie w wieku studenckim nabrała jeszcze więcej werwy do życia, pozbawiona wielu niepotrzebnych obciążeń, stąd mało co naprawdę wytrącało ją z równowagi. Wymiana zdań z przyjaciółką bardziej ją rozbawiła niż zdenerwowała, choć spod pewnego kąta mogła wyglądać na rozzłoszczoną. W sumie trochę udawała, że się obraża, a podminowana Claire mogła to wrażenie odbierać silniej. Słysząc zrezygnowanie w jej głosie, Lucky odpuściła dalsze docinki. W pewnym sensie wygrała, tak jak chciała — i odbierała właśnie uniżoną kapitulację.
No to idę! — zapowiedziała, po czym od razu zrobiła rozbieg, żeby podskoczyć wyżej i złapać się rękami deski pozostawionej przy krawędzi dołu. Tak jak wcześniej, posłużyła się nią żeby ograniczyć straty, chociaż przy podciąganiu się do góry i gramoleniu na powierzchnię i tak niestety uwaliła sobie ubrania ziemią. Doskonale wiedziała jednak, jak wbić stopy w miękką ścianę, żeby utrzymać równowagę, więc po kilku sekundach stała już obok kumpeli, otrzepując kurtkę i spodnie z piachu.
Chcesz już wracać? — zagaiła pogodnym tonem. Jej tam nie przeszkadzał spacer po cmentarzu, ale Price była jednak wrażliwsza na takie tematy i psychicznie mogła już mieć zwyczajnie dość.

Claire Price

scary walk on a starry night

: pn sty 05, 2026 7:05 pm
autor: Claire Price
Lucky Martino

Coś zapamiętałam po zagrożeniu — odparła krótko Claire, śmiejąc się krótko. Pokręciła delikatnie głową. Źle wspominała lekcje przedmiotów ścisłych. Za każdym razem wywalała się z rowerka, nie wiele myśląc i analizując. Momentami wychodziła do toalety, by przepłakać delty, logarytmy, czy inne totalnie niezrozumiałe dla niej rzeczy. Przymknęła delikatnie swoje oczy, przegryzając mocno dolną wargę. Nawet wspomnienia potrafiły ją zaboleć.
Nie... — zaczęła, czując się lekko zagubiona. Kiedy myślała o solach, widziała oczami wyobraźni barwiące się roztwory na przepiękne kolory. Laboratorium było jedynym bezpiecznym miejscem za licealnych czasów. W nich mogła poczuć się jak szalony naukowiec, albo jak kucharz. Wykonywała konkretny przepis, licząc na rezultat — powstanie osad, chociaż zależy — wydukała z siebie, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek reakcje ogólne syntezy soli — zawsze może jebnąć wodór — chyba, nie była pewna, ale żadna z niej chemiczka. Zdecydowanie wolała mierzyć się z bólem życia codziennego, udając kolejną ofiarę w kiepskim horrorze, niż ruszyć kolejny raz na matematykę, fizykę.
Patrzyła na wielkie wyjście Martino. Lekko zmartwiona oto, czy faktycznie się jej uda. Z delikatnym spięciem w ciele, by w razie czego uciec, gdzie pieprz rośnie. Gdyby chciała się jednak zemścić za rozkaz tańczenia kaczuszki w... czyimś, przyszłym grobie.
Tak Lucky — kiwnęła krótko głową, unosząc delikatnie kąciki ust. Zaraz wzdrygnęła, słysząc trzaskanie gałęzi — mam dosyć — mruknęła cicho nosem. Mogła przyznać to szczerze bez bicia. Jeszcze jeden niespodziewany dźwięk, a wyjdzie z siebie i stanie obok — nie Ciebie, ale upiorne noce z dreszczykiem jednak nie są dla mnie — dodała po chwili, wypuszczając powietrze z płuc. Jedyne o czym marzyła do powrót do ciepłego łóżka. Zrobiła szybki zwrot w tył, by wyjść z cmentarnej tortury.

z/t

scary walk on a starry night

: pn sty 05, 2026 9:43 pm
autor: Lucky Martino
Zawtórowała rozbawieniu przyjaciółki, od razu odświeżając sobie w pamięci licealne lata i wszystkie trudności z nauką. Jak dobrze, że już miały to za sobą! Można było wspominać nawet najtrudniejsze sprawdziany z nostalgiczną łezką w oku i myśleć sobie, że wtedy to tak małe rzeczy wydawały się człowiekowi ogromną tragedią. A to, jak nieistotnymi sprawami czasem się przejmowała, zauważała dopiero po czasie, z porządnego dystansu. Cóż, każdy wiek ma swoje katastrofy!
Wodorem to my się może lepiej nie bawmy, bo naprawdę jebnie — zachichotała. No właśnie, tak bez presji i na spokojnie, naprawdę sporo pamiętały! Widocznie tyle wystarczało im do życia codziennego, a każda znalazła sobie zupełnie inne powołanie, niezwiązane nijak z chemią czy fizyką. Takich ludzi tez przecież trzeba, żeby na świecie nie było zbyt nudno.
Wygramoliła się z dołu całkiem sprawnie i już z bliska przyjrzała się minie Claire, z pewnością nietęgiej i mało zadowolonej. Uwielbiała wpuszczać kumpelę w maliny i robić sobie z niej żarty, musiała jednak umieć rozpoznać granicę jej wytrzymałości. W tym momencie znajdowały się bardzo blisko tej linii, dalej zaś byłoby tylko rozczarowanie i trauma. Tego akurat nie zamierzała jej robić, bo nie była kompletnym chamidłem. Wręcz przeciwnie, o ile czasami podpuszczała Price do testowania granic własnej odwagi, to jednak zawsze starała się ją wspierać, a nie zostawiać na lodzie. Tak żeby może oswajała się z przerażającymi rzeczami, a nie bała jeszcze bardziej.
Teraz właśnie nastąpił właściwy moment, żeby dać sobie spokój. Potaknęła łagodnie, podeszła do przyjaciółki i poklepała ją pocieszająco po plecach, odwracając kierunek od brzydkiej, bardzo nieprzyjemnej dziury w ziemi.
W takim razie zmywamy się stąd. Byłaś naprawdę, naprawdę bardzo dzielna — zarzuciła jeszcze komplementem od serca, przyspieszając kroku, żeby umęczona duszyczka Claire mogła jak najszybciej znaleźć się za cmentarną bramą, gdzie już nic nie będzie straszyło.

| zt

Claire Price