Seoul
: pt sty 09, 2026 11:00 pm
Flavia Rosendale
— Pamiętaj o skośnych oczach i żółtej cerze — parsknął krótko Lee, unosząc kąciki ust. Typowy Chińczycy. W ten sposób wiele osób ich nazywało. On nie do końca miał coś przeciwko. Nie wstydził się własnych korzeni, momentami był wręcz z nim dumny. Koreańczyk, obywatelstwo kanadyjskie, a jednak z wielką radością wracał do Seulu. Czuł, że to jego miejsce na Ziemi — ale przynajmniej się nie pocimy — jeden z niewielu plusów, o których można było mówić głośno. Ich pot nie pachniał. Enzymy działały inaczej, a z tego powodu nie musieli stosować dezodorantów. Same plusy. Nieprzyjemny zapach pojawiał się, dopiero po spożyciu dawki alkoholu, lub paleniu papierosów — skoro tak mówisz — wzruszył ramionami. Nie miał w kwestii kobiet nic do powiedzenia. Potrafiły być szalone, ale jemu nigdy to nie przeszkadzało. Wariatki robiły na nim prawdziwe wrażenie.
— Tylko jeśli okazałaby się wyjątkowa — stwierdził spokojnym tonem, lustrując Flavię. To nie tak, że nie potrafił się zaangażować. Jego miłość do latania była w stanie pokazać to jednoznacznie. Uwielbiał zdobywać, piąć się po drabinie, byle móc dostać to, czego pragnie. Chciał nieba, miał je. Gdyby zapragnął kobiety, zrobiłby wszystko, by dostać ją w swoje ręce — tak samo szalona jak ja — dodał lekko rozluźnionym tonem. Uniósł ku górze kąciki ust. Uwielbiał szalone podróże, czerpał z nich satysfakcję. Nigdy tego nie ukrywał. Gdyby Flavia miała w sobie odrobinę tego, co on... może mogliby razem wznieść się do góry?
— Powiemy o tym na koniec nocy — zaśmiał się pod nosem. Odbił jej własny tekst. Zapamiętywał to, co do niego mówiła. Momentami go fascynowała, chciał dowiedzieć się więcej. Tylko zatrzymywał się przed własną ścianą, nie potrafił się angażować.
— Dla linii ważne, że zajmują się pasażerami — mruknął pod nosem. Rozumiał podejście linii, nawet nie denerwowały go w żaden sposób. Przyjmował to jako normę. Wśród pilotów znajdowali się też Ci, którzy za honor brali sobie ruchanie kobiet w każdym państwie. Był też temu winny. Tylko dla niego latanie faktycznie było czymś więcej. Rzadko kiedy spotykał osobę, która rozumiała go w tak samo pokręcony sposób — chociaż mogłyby mieć więcej oleju w głowie — mruknął pod nosem, kręcąc głową — a ty? Co widzisz w tej pracy? — dopytał, czekając na odpowiedź. Chciał ją usłyszeć, dowiedzieć się, co kryło się za tymi pięknymi, brązowymi oczyma — liczy się jedno... Uczucie wolności, gdy jestem ponad chmurami — nic dla niego nie było bardziej uzależniające. Wystarczyło unieść głowę, by zobaczyć jego świat. Kiedyś pragnął, by ktoś go rozumiał. Życie pilota nigdy nie było łatwe.
— Niemożliwa jesteś — skwitował krótko, kręcąc głową. Mogli tańczyć, a on myślał jedynie o tym, co będą robili razem w jej, lub jego łóżku. Chciał poczuć pod opuszkami palców każdy centymetr ciała, móc go zbadać, dowiedzieć się, co dokładnie kryło jej ciało — mniej agresji, a więcej uczucia. Daj się ponieś — prychnął pod nosem. Nie miał zamiaru pozostać dłużny. Uwielbiał patrzeć w kobiece oczy pełne pożądania. Tego właśnie pragnął tego wieczoru. By spojrzała na niego w taki sposób.
Słyszał jej słowa.
Lubiła w niego wbijać szpileczki, a on traktował to jak wyzwanie. Nie miał zamiaru się powstrzymywać. Chcąc, czy nie chcąc, została jego króliczkiem, którego miał zamiar złapać tylko dla siebie. Przynajmniej na ten jeden wieczór pragnął, by zapomniała o istnieniu całego świata, a najlepiej o istnieniu niebios. Przyciągnął ją z powrotem blisko siebie. Czuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Zdecydował. Nie wahał się przez ani jeden moment, by delikatnie musnąć jej wargi. Nienachalnie, nie niegrzecznie, stonowanie, jak prawdziwy dżentelmen, czekając na wyrok. Czy będzie chciała z nim przepaść?
— Pamiętaj o skośnych oczach i żółtej cerze — parsknął krótko Lee, unosząc kąciki ust. Typowy Chińczycy. W ten sposób wiele osób ich nazywało. On nie do końca miał coś przeciwko. Nie wstydził się własnych korzeni, momentami był wręcz z nim dumny. Koreańczyk, obywatelstwo kanadyjskie, a jednak z wielką radością wracał do Seulu. Czuł, że to jego miejsce na Ziemi — ale przynajmniej się nie pocimy — jeden z niewielu plusów, o których można było mówić głośno. Ich pot nie pachniał. Enzymy działały inaczej, a z tego powodu nie musieli stosować dezodorantów. Same plusy. Nieprzyjemny zapach pojawiał się, dopiero po spożyciu dawki alkoholu, lub paleniu papierosów — skoro tak mówisz — wzruszył ramionami. Nie miał w kwestii kobiet nic do powiedzenia. Potrafiły być szalone, ale jemu nigdy to nie przeszkadzało. Wariatki robiły na nim prawdziwe wrażenie.
— Tylko jeśli okazałaby się wyjątkowa — stwierdził spokojnym tonem, lustrując Flavię. To nie tak, że nie potrafił się zaangażować. Jego miłość do latania była w stanie pokazać to jednoznacznie. Uwielbiał zdobywać, piąć się po drabinie, byle móc dostać to, czego pragnie. Chciał nieba, miał je. Gdyby zapragnął kobiety, zrobiłby wszystko, by dostać ją w swoje ręce — tak samo szalona jak ja — dodał lekko rozluźnionym tonem. Uniósł ku górze kąciki ust. Uwielbiał szalone podróże, czerpał z nich satysfakcję. Nigdy tego nie ukrywał. Gdyby Flavia miała w sobie odrobinę tego, co on... może mogliby razem wznieść się do góry?
— Powiemy o tym na koniec nocy — zaśmiał się pod nosem. Odbił jej własny tekst. Zapamiętywał to, co do niego mówiła. Momentami go fascynowała, chciał dowiedzieć się więcej. Tylko zatrzymywał się przed własną ścianą, nie potrafił się angażować.
— Dla linii ważne, że zajmują się pasażerami — mruknął pod nosem. Rozumiał podejście linii, nawet nie denerwowały go w żaden sposób. Przyjmował to jako normę. Wśród pilotów znajdowali się też Ci, którzy za honor brali sobie ruchanie kobiet w każdym państwie. Był też temu winny. Tylko dla niego latanie faktycznie było czymś więcej. Rzadko kiedy spotykał osobę, która rozumiała go w tak samo pokręcony sposób — chociaż mogłyby mieć więcej oleju w głowie — mruknął pod nosem, kręcąc głową — a ty? Co widzisz w tej pracy? — dopytał, czekając na odpowiedź. Chciał ją usłyszeć, dowiedzieć się, co kryło się za tymi pięknymi, brązowymi oczyma — liczy się jedno... Uczucie wolności, gdy jestem ponad chmurami — nic dla niego nie było bardziej uzależniające. Wystarczyło unieść głowę, by zobaczyć jego świat. Kiedyś pragnął, by ktoś go rozumiał. Życie pilota nigdy nie było łatwe.
— Niemożliwa jesteś — skwitował krótko, kręcąc głową. Mogli tańczyć, a on myślał jedynie o tym, co będą robili razem w jej, lub jego łóżku. Chciał poczuć pod opuszkami palców każdy centymetr ciała, móc go zbadać, dowiedzieć się, co dokładnie kryło jej ciało — mniej agresji, a więcej uczucia. Daj się ponieś — prychnął pod nosem. Nie miał zamiaru pozostać dłużny. Uwielbiał patrzeć w kobiece oczy pełne pożądania. Tego właśnie pragnął tego wieczoru. By spojrzała na niego w taki sposób.
Słyszał jej słowa.
Lubiła w niego wbijać szpileczki, a on traktował to jak wyzwanie. Nie miał zamiaru się powstrzymywać. Chcąc, czy nie chcąc, została jego króliczkiem, którego miał zamiar złapać tylko dla siebie. Przynajmniej na ten jeden wieczór pragnął, by zapomniała o istnieniu całego świata, a najlepiej o istnieniu niebios. Przyciągnął ją z powrotem blisko siebie. Czuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Zdecydował. Nie wahał się przez ani jeden moment, by delikatnie musnąć jej wargi. Nienachalnie, nie niegrzecznie, stonowanie, jak prawdziwy dżentelmen, czekając na wyrok. Czy będzie chciała z nim przepaść?