looks like we’re making up for lost time
: ndz sty 04, 2026 7:55 pm
Na chwilę odpłynęła myślami gdzieś, gdzie zdecydowanie nie powinna. Nie w tym momencie, nie w pierwszym dniu wspólnej pracy, po takim czasie rozłąki. Bo choć rozmawiając z Darling o sekretnych schadzkach i obściskiwaniu się gdzieś w ukryciu w remizie, niekoniecznie miała na myśli to, że próbowałaby dobrać się do jej majtek(!), to jednak słysząc komentarz kobiety, nie mogła powstrzymać setek fantazji, które w te kilkadziesiąt sekund przewinęły się przez jej umysł. Fantazji z Teddy w roli głównej, ma się rozumieć.
Czy choć raz w życiu mogłabyś się powstrzymać i zachować jak należy?
N i e.
— Kto wie, Tedds, może ci się poszczęści — odpowiedziała w końcu, żartobliwie i cmoknęła ustami w powietrzu, jak by posyłała jej całusa.
Cieszyła ją ta atmosfera i naturalność między nimi. Cieszyło ją to, że przez lata tego nie utraciły i że z taką łatwością znów mogły nadawać na tych samych falach. Wciąż trzymały się ich głupie żarty i ten flirciarski ton. Tak, jakby rozmawiały ze sobą wczoraj. Z jednej strony zmieniło się wszystko, a z drugiej - Davis czuła się w tym momencie zupełnie tak jak dziesięć lat wcześniej.
Między porządkowaniem jednej półki a drugiej, przystanęła, zaciekawiona stwierdzeniem Theodory. Znów zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami, nie widząc w jej w słowach absolutnie nic obraźliwego ani właściwie nic nieprawdziwego. Taka wizja życia zdecydowanie do niej nie pasowała - śliczny domek na przedmieściach z białym płotkiem, kochający mąż i dzieci (w dodatku liczba mnoga? Absolutnie nie!), no i ona jako perfekcyjna pani domu? Błagam. Wzdrygnęła się na samą myśl.
— Wcale nie zabrzmiało źle i zgadzam się z tym całkowicie. Wiem, że nie jest mi to pisane. Tu nawet nie chodzi o nasz zawód, ja po prostu wiem, że się do tego kompletnie nie nadaję — przyznała w pełni szczerze, choć jej przekonania wzięły się tak naprawdę głównie właśnie stąd, że sama, jako mała dziewczynka, straciła ojca - strażaka. Wychodząc na akcję, nie dopuszczała raczej do siebie tych najczarniejszych scenariuszy, ale była równocześnie świadoma, że w tym zawodzie wszystko mogło się zdarzyć - nawet najmniejsze potknięcie mogło być tragiczne w skutkach. Nie chciała skazywać więc nikogo, tym bardziej dziecka, na coś, co spotkało ją i jej matkę. Zakładała, że nie mając rodziny, jej nagła, przedwczesna śmierć, nie miałaby większego znaczenia. Ot, kolejna okrutna prawda.
—Specjalny sposób na podryw — powtórzyła ciszej, z lekkim uśmieszkiem i krzyżując ręce na piersiach, oparła się o regał — W takim razie chrzanić kolegę! Zabierz mnie — stwierdziła zaraz i podobnie jak towarzyszka, uniosła brew, zadowolona, że ta nie pozostawała jej dłużna i nie bała się rzucać sugestywnymi komentarzami. Jej myśli znów ruszyły z prędkością światła w zakazanym kierunku, a ona aż uśmiechnęła się do nich szczerze. I nie ważne było w tym momencie to czy tylko żartowały, czy rzeczywiście to była jakaś ich własna forma flirtu - nie myślała o tym i po prostu dobrze się w jej towarzystwie bawiła, cieszyła chwilą i tym, że mogło być normalnie.
—Jeśli o mnie chodzi, to najpierw pewnie chciałabym porządnie nacieszyć oko, zanim to z ciebie zedrę — powiedziała takim tonem, jakby po prostu opowiadała Theodorze o swoich planach na weekend, które nie miałyby w sobie cienia podtekstu.
Po chwili wróciła do pracy, jak gdyby nigdy nic. Dokończyła segregowanie w pudłach, które wyciągnęła z półek i odłożyła je na wyznaczone miejsca, a te puste odkładała w pobliżu wejścia, na wypadek gdyby jeszcze miały się im przydać. — Pewnie nie miały szansy się przeterminować, ale w razie czego sprawdź może daty — zasugerowała, wskazując podbródkiem na karton z gaśnicami w pobliżu Darling. Sama wskoczyła na drabinę, by wrzucić najlżejsze rzeczy na najwyższe półki, a gdy już się z tym uporała, pomogła Teddy z ustawianiem reszty cięższych pakunków.
— Coś jeszcze? — spytała, rozglądając się po pomieszczeniu — Wygląda to już dużo lepiej.
teddy darling
Czy choć raz w życiu mogłabyś się powstrzymać i zachować jak należy?
N i e.
— Kto wie, Tedds, może ci się poszczęści — odpowiedziała w końcu, żartobliwie i cmoknęła ustami w powietrzu, jak by posyłała jej całusa.
Cieszyła ją ta atmosfera i naturalność między nimi. Cieszyło ją to, że przez lata tego nie utraciły i że z taką łatwością znów mogły nadawać na tych samych falach. Wciąż trzymały się ich głupie żarty i ten flirciarski ton. Tak, jakby rozmawiały ze sobą wczoraj. Z jednej strony zmieniło się wszystko, a z drugiej - Davis czuła się w tym momencie zupełnie tak jak dziesięć lat wcześniej.
Między porządkowaniem jednej półki a drugiej, przystanęła, zaciekawiona stwierdzeniem Theodory. Znów zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami, nie widząc w jej w słowach absolutnie nic obraźliwego ani właściwie nic nieprawdziwego. Taka wizja życia zdecydowanie do niej nie pasowała - śliczny domek na przedmieściach z białym płotkiem, kochający mąż i dzieci (w dodatku liczba mnoga? Absolutnie nie!), no i ona jako perfekcyjna pani domu? Błagam. Wzdrygnęła się na samą myśl.
— Wcale nie zabrzmiało źle i zgadzam się z tym całkowicie. Wiem, że nie jest mi to pisane. Tu nawet nie chodzi o nasz zawód, ja po prostu wiem, że się do tego kompletnie nie nadaję — przyznała w pełni szczerze, choć jej przekonania wzięły się tak naprawdę głównie właśnie stąd, że sama, jako mała dziewczynka, straciła ojca - strażaka. Wychodząc na akcję, nie dopuszczała raczej do siebie tych najczarniejszych scenariuszy, ale była równocześnie świadoma, że w tym zawodzie wszystko mogło się zdarzyć - nawet najmniejsze potknięcie mogło być tragiczne w skutkach. Nie chciała skazywać więc nikogo, tym bardziej dziecka, na coś, co spotkało ją i jej matkę. Zakładała, że nie mając rodziny, jej nagła, przedwczesna śmierć, nie miałaby większego znaczenia. Ot, kolejna okrutna prawda.
—Specjalny sposób na podryw — powtórzyła ciszej, z lekkim uśmieszkiem i krzyżując ręce na piersiach, oparła się o regał — W takim razie chrzanić kolegę! Zabierz mnie — stwierdziła zaraz i podobnie jak towarzyszka, uniosła brew, zadowolona, że ta nie pozostawała jej dłużna i nie bała się rzucać sugestywnymi komentarzami. Jej myśli znów ruszyły z prędkością światła w zakazanym kierunku, a ona aż uśmiechnęła się do nich szczerze. I nie ważne było w tym momencie to czy tylko żartowały, czy rzeczywiście to była jakaś ich własna forma flirtu - nie myślała o tym i po prostu dobrze się w jej towarzystwie bawiła, cieszyła chwilą i tym, że mogło być normalnie.
—Jeśli o mnie chodzi, to najpierw pewnie chciałabym porządnie nacieszyć oko, zanim to z ciebie zedrę — powiedziała takim tonem, jakby po prostu opowiadała Theodorze o swoich planach na weekend, które nie miałyby w sobie cienia podtekstu.
Po chwili wróciła do pracy, jak gdyby nigdy nic. Dokończyła segregowanie w pudłach, które wyciągnęła z półek i odłożyła je na wyznaczone miejsca, a te puste odkładała w pobliżu wejścia, na wypadek gdyby jeszcze miały się im przydać. — Pewnie nie miały szansy się przeterminować, ale w razie czego sprawdź może daty — zasugerowała, wskazując podbródkiem na karton z gaśnicami w pobliżu Darling. Sama wskoczyła na drabinę, by wrzucić najlżejsze rzeczy na najwyższe półki, a gdy już się z tym uporała, pomogła Teddy z ustawianiem reszty cięższych pakunków.
— Coś jeszcze? — spytała, rozglądając się po pomieszczeniu — Wygląda to już dużo lepiej.
teddy darling