Strona 3 z 3

she was not for everyone, but she was for me

: sob gru 20, 2025 9:44 pm
autor: Lacey Tadwell
Podczas gdy w aspekcie zawodowym posiadała dość wyraźną wizję na swoją przyszłość, tego samego nie mogła powiedzieć o swoim życiu osobistym.
Wcześniej wydawało jej się, że p o w i n n a z kimś się związać, ponieważ tak postępowali wszyscy. I wcale nie żałowała, bo jeszcze pewien czas temu czuła się przy swoim partnerze naprawdę dobrze. Otrzymywała od niego wsparcie, gdy powoli pięła się na szczyt i jednocześnie to samo starała się zapewniać jemu.
Dopiero później coś zaczęło się psuć. Być może dlatego, że żadne z nich nie potrzebowało już tego wsparcia, a może po prostu przez to, że kiedy oboje dotarli do miejsca, w którym pragnęli się znaleźć, to właśnie w pracy lokowali całą swoją energię.
Bez wątpienia właśnie tak postępowała Lacey, która przez to nie posiadała już doświadczenia w randkowaniu. Nie była też w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio siedziała z kimś w barze, pozwalając sobie na n i e w i n n y flirt.
Tego zaś nie sposób powiedzieć o tym, co robiła dzisiaj, i co z jakiegoś powodu działo się w zawrotnym tempie. Ich drogi skrzyżowały się przecież nie wcześniej, niż jakieś pół godziny temu, a jednak w tym momencie pozwalali sobie na tak jawne zainteresowanie. Lacey w ogóle się w tym momencie nie poznawała. Nie miała pojęcia, co robiła, a jednocześnie czuła, że nie mogła się wycofać. I chyba dlatego pozwoliła sobie na to tak s z y b k o.
Zwyczajnie obawiała się, że jeśli zacznie zwlekać, w końcu coś ją przed tym powstrzyma.
Sonny miał więc stać się przyjemnym eksperymentem. Nietypowym i takim, do którego nadal nie była przekonana, ale jednocześnie całkiem miłym, ponieważ pomimo tego, jak duża różnica wieku dzieliła ich dwójkę, coś w jego towarzystwie jej odpowiadało. I z tego samego względu wydawał się całkiem bezpieczną opcją. Ich dwójka nie stanowiła połączenia, które mogłoby przetrwać dłużej.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, kiedy spojrzeniem przemknęła po jego twarzy, po raz ostatni poddając w wątpliwość to, co właśnie wyprawiała. — A gdzie? — zapytała, nie cofając własnej nogi. Odnotowała również to, jak jego palec znalazł się na jej kolanie, co pociągnęło za sobą całkiem przyjemny dreszcz.
Tym razem nie odpowiedziała mu jednak dotykiem. Zamiast tego po raz kolejny sięgnęła po słomkę, którą zamieszała zawartość własnej szklanki, a później już bardziej ś w i a d o m i e wykorzystała ją do zaczepki. Bo tak, kiedy tym razem wetknęła ją sobie do ust i oblizała ją, zrobiła to w dość sugestywny sposób, przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia od jego oczu.
Gra, którą ze sobą toczyli, sprawiała jej całkiem sporo frajdy.

Sonny Radwell

she was not for everyone, but she was for me

: ndz gru 21, 2025 6:59 pm
autor: Sonny Radwell
Sonny zaczynał rozumieć to, że coś, co wcześniej być może było dla nas dobre, niekoniecznie musi pozostać takie zawsze. Życie to ciągłe zmiany, które niestety wiążą się z podejmowaniem trudnych decyzji, także tych o zostawieniu pewnych rzeczy czy osób za sobą, nawet jeśli wcześniej były tak ważne. Z czasem przestają takie być, gdy nie nadążają za tobą, zmieniają się priorytety lub po prostu z jakiegoś powodu przestają być dobre…
I Radwell cały czas uczył się tej trudnej sztuki rezygnowania, ale szło mu to całkiem dobrze, z każdym dniem coraz lepiej. Pamiętał, że przede wszystkim musi stawiać na siebie, bo jeśli on o siebie nie zadba, nikt inny tego za niego nie zrobi. Choć ważne jest dbanie o swoich bliskich, nie można przy tym poświęcać siebie. Tego nauczył się, gdy wreszcie miał dość presji ze strony rodziców. Choć kochał ich i doceniał to, jak o niego dbali, nie mógł żyć pod ich dyktando.
Nie chciał też już więcej poświęcać siebie dla kogoś innego. Ani rezygnować z życia w jakikolwiek sposób, dlatego nie pozwalał sobie popaść w rutynę i robić coś dla wygody, bo tak jest łatwiej. Wolał ryzykować, próbować i eksplorować, aby dowiedzieć się, co mogło być dla niego n a j l e p s z e.
Dlatego nie bał się tempa jego nowej znajomości, ani porwać na szaleństwo z kompletną nieznajomą, o której tak naprawdę nie wiedział nic. Spodobała mu się i w tej chwili liczyło się dla niego wyłącznie to.
– Znam jedno miejsce w okolicy, które powinno ci się spodobać – i które na pewno nie było jego mieszkaniem, bo jak mógłby zaprosić taką kobietę do domu, który dzielił ze współlokatorami? Mógł tam ściągać swoje rówieśniczki, ale nie kogoś takiego, jak Lacey, to momentalnie zabiłoby klimat, więc po głowie chodziła mu inna opcja, którą będą musieli wykorzystać.
Nim jednak ruszył się z miejsca, Lacey skutecznie rozproszyła go po raz kolejny, dobierając się do swojej słomki. Skutecznie sprawiła, że blondyn był niezdolny do oderwania od niej wzroku. Sonny patrząc na nią, a raczej na to, co wyprawiała z własną słomką, przygryzł dolną wargę, a na dodatek teraz cała jego dłoń spoczęła na jej kolanie, z palcami sięgającymi nieco wyżej do wewnętrznej strony jej uda, którą zaczepnie musnął opuszkami palców przez materiał jej sukienki. – To co, zbieramy się? – zapytał, gdy w końcu podniósł wzrok i ponownie spojrzał w jej oczy.

Lacey Tadwell

she was not for everyone, but she was for me

: ndz gru 21, 2025 10:26 pm
autor: Lacey Tadwell
Jeśli on rozumiał coraz więcej, Lacey miała wrażenie, że rozumiała coraz mniej. Nie miała pojęcia, co próbowała zrobić i d l a c z e g o. Czemu tak kurczowo trzymała się związku, który ewidentnie się nie sprawdzał, jeśli koniec końców pocieszenia i tak miała szukać w ramionach kogoś innego?
Przecież to samo mogła osiągnąć będąc samotną.
Ale tego wcale nie chciała. Lubiła własną samodzielność, ceniła sobie święty spokój oraz to, że jej partner nie stał jej nad głową, kiedy potrzebowała czasu dla siebie. Innymi słowy, mogła sprawiać wrażenie, jakby nie potrzebowała mieć przy sobie nikogo, ale jednocześnie perspektywa samotności zwyczajnie ją p r z e r a ż a ł a. Nie chciała bowiem stać się jedną z tych osób, które nie miały do kogo wracać.
Nie chciała, aby jej życie poukładało się w ten sposób.
Dlatego zdecydowała się dać temu szansę. Postanowiła przynajmniej s p r ó b o w a ć, dlatego dziś nie przekreśliła Radwella przy pierwszej okazji. Dała temu spotkaniu szansę, choć prawdę powiedziawszy żadne z nich nie spróbowało tej znajomości rozwinąć, zanim dobrnęli do sedna.
To zaś okazało się całkiem przyjemne już na starcie. Być może dlatego, że Lacey spragniona była czyjejś uwagi, a może przez to, że rzeczywiście sporo było w nim uroku. Sonny miał w sobie coś, czym wywołał jej zainteresowanie, czego raczej nie zdołałby zrobić żaden inny chłopak na jego miejscu.
Prawdopodobnie dlatego miał dzisiaj odnieść sukces.
Poczuła dreszcz, który przemknął przez jej ciało w momencie, w którym jego dłoń przesunęła się trochę dalej, jakby w niemej zapowiedzi tego, gdzie jeszcze zaprowadzić miał ich dzisiejszy wieczór. Cel miał okazać się przyjemny, a przynajmniej taką miała w tym momencie nadzieję. — Zabiorę tylko kurtkę — oznajmiła na krótko po tym, jak opróżniła szklankę ze swoim drinkiem. Wtedy też w końcu zsunęła z ramion tę kurtkę, którą pewien czas temu zaoferował jej on.
Miał jej jeszcze potrzebować, nawet jeżeli już w trakcie drogi każde z nich zadbało, aby to drugie przypadkiem nie zmarzło.
zt.
Sonny Radwell