she was not for everyone, but she was for me
: sob gru 20, 2025 9:44 pm
Podczas gdy w aspekcie zawodowym posiadała dość wyraźną wizję na swoją przyszłość, tego samego nie mogła powiedzieć o swoim życiu osobistym.
Wcześniej wydawało jej się, że p o w i n n a z kimś się związać, ponieważ tak postępowali wszyscy. I wcale nie żałowała, bo jeszcze pewien czas temu czuła się przy swoim partnerze naprawdę dobrze. Otrzymywała od niego wsparcie, gdy powoli pięła się na szczyt i jednocześnie to samo starała się zapewniać jemu.
Dopiero później coś zaczęło się psuć. Być może dlatego, że żadne z nich nie potrzebowało już tego wsparcia, a może po prostu przez to, że kiedy oboje dotarli do miejsca, w którym pragnęli się znaleźć, to właśnie w pracy lokowali całą swoją energię.
Bez wątpienia właśnie tak postępowała Lacey, która przez to nie posiadała już doświadczenia w randkowaniu. Nie była też w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio siedziała z kimś w barze, pozwalając sobie na n i e w i n n y flirt.
Tego zaś nie sposób powiedzieć o tym, co robiła dzisiaj, i co z jakiegoś powodu działo się w zawrotnym tempie. Ich drogi skrzyżowały się przecież nie wcześniej, niż jakieś pół godziny temu, a jednak w tym momencie pozwalali sobie na tak jawne zainteresowanie. Lacey w ogóle się w tym momencie nie poznawała. Nie miała pojęcia, co robiła, a jednocześnie czuła, że nie mogła się wycofać. I chyba dlatego pozwoliła sobie na to tak s z y b k o.
Zwyczajnie obawiała się, że jeśli zacznie zwlekać, w końcu coś ją przed tym powstrzyma.
Sonny miał więc stać się przyjemnym eksperymentem. Nietypowym i takim, do którego nadal nie była przekonana, ale jednocześnie całkiem miłym, ponieważ pomimo tego, jak duża różnica wieku dzieliła ich dwójkę, coś w jego towarzystwie jej odpowiadało. I z tego samego względu wydawał się całkiem bezpieczną opcją. Ich dwójka nie stanowiła połączenia, które mogłoby przetrwać dłużej.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, kiedy spojrzeniem przemknęła po jego twarzy, po raz ostatni poddając w wątpliwość to, co właśnie wyprawiała. — A gdzie? — zapytała, nie cofając własnej nogi. Odnotowała również to, jak jego palec znalazł się na jej kolanie, co pociągnęło za sobą całkiem przyjemny dreszcz.
Tym razem nie odpowiedziała mu jednak dotykiem. Zamiast tego po raz kolejny sięgnęła po słomkę, którą zamieszała zawartość własnej szklanki, a później już bardziej ś w i a d o m i e wykorzystała ją do zaczepki. Bo tak, kiedy tym razem wetknęła ją sobie do ust i oblizała ją, zrobiła to w dość sugestywny sposób, przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia od jego oczu.
Gra, którą ze sobą toczyli, sprawiała jej całkiem sporo frajdy.
Sonny Radwell
Wcześniej wydawało jej się, że p o w i n n a z kimś się związać, ponieważ tak postępowali wszyscy. I wcale nie żałowała, bo jeszcze pewien czas temu czuła się przy swoim partnerze naprawdę dobrze. Otrzymywała od niego wsparcie, gdy powoli pięła się na szczyt i jednocześnie to samo starała się zapewniać jemu.
Dopiero później coś zaczęło się psuć. Być może dlatego, że żadne z nich nie potrzebowało już tego wsparcia, a może po prostu przez to, że kiedy oboje dotarli do miejsca, w którym pragnęli się znaleźć, to właśnie w pracy lokowali całą swoją energię.
Bez wątpienia właśnie tak postępowała Lacey, która przez to nie posiadała już doświadczenia w randkowaniu. Nie była też w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio siedziała z kimś w barze, pozwalając sobie na n i e w i n n y flirt.
Tego zaś nie sposób powiedzieć o tym, co robiła dzisiaj, i co z jakiegoś powodu działo się w zawrotnym tempie. Ich drogi skrzyżowały się przecież nie wcześniej, niż jakieś pół godziny temu, a jednak w tym momencie pozwalali sobie na tak jawne zainteresowanie. Lacey w ogóle się w tym momencie nie poznawała. Nie miała pojęcia, co robiła, a jednocześnie czuła, że nie mogła się wycofać. I chyba dlatego pozwoliła sobie na to tak s z y b k o.
Zwyczajnie obawiała się, że jeśli zacznie zwlekać, w końcu coś ją przed tym powstrzyma.
Sonny miał więc stać się przyjemnym eksperymentem. Nietypowym i takim, do którego nadal nie była przekonana, ale jednocześnie całkiem miłym, ponieważ pomimo tego, jak duża różnica wieku dzieliła ich dwójkę, coś w jego towarzystwie jej odpowiadało. I z tego samego względu wydawał się całkiem bezpieczną opcją. Ich dwójka nie stanowiła połączenia, które mogłoby przetrwać dłużej.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, kiedy spojrzeniem przemknęła po jego twarzy, po raz ostatni poddając w wątpliwość to, co właśnie wyprawiała. — A gdzie? — zapytała, nie cofając własnej nogi. Odnotowała również to, jak jego palec znalazł się na jej kolanie, co pociągnęło za sobą całkiem przyjemny dreszcz.
Tym razem nie odpowiedziała mu jednak dotykiem. Zamiast tego po raz kolejny sięgnęła po słomkę, którą zamieszała zawartość własnej szklanki, a później już bardziej ś w i a d o m i e wykorzystała ją do zaczepki. Bo tak, kiedy tym razem wetknęła ją sobie do ust i oblizała ją, zrobiła to w dość sugestywny sposób, przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia od jego oczu.
Gra, którą ze sobą toczyli, sprawiała jej całkiem sporo frajdy.
Sonny Radwell