The Binding of Castiglione della Pescaia
: wt sty 06, 2026 2:51 pm
trigger warning
+18Odnotował moment, w którym jej ciało zaczęło walczyć samo ze sobą, tak bardzo rozdarte pomiędzy potrzebą ucieczki od intensywności a pragnieniem jej pogłębienia. Ten moment był dla niego kluczowy. Bo świadczył o jego kontroli nad nią – o tym, że mógł przecież zawsze to przerwać i nie dać jej spełnienia, albo zadecydować, że doprowadzi ją do obłędu.
Dla niej wybrał to drugie.
Czuł pod palcami dłoni napięcie jej mięśni, jakby jej organizm próbował uprzedzić to, co i tak przecież było nieuniknione, bo zaplanowane przez niego. Czuł i słyszał, jak bliska była słodkiego spełnienia i tego, co mogło być poza nim. Nie wypuścił jej, gdy cała spięła się wyraźnie, jak na potwierdzenie dotarcia do punktu, w którym chciał ją postawić. Ale to było dla niego za mało – nie przestawał, a ona wręcz musiała brać to wszystko co w nią wciskał. Każdą kolejną pieszczotę jego języka na swojej nabrzmiałej kobiecości. Dawno temu przekraczając już jej granice i ciągnąc ją wraz ze sobą jeszcze dalej.
Przestał, gdy zarejestrował moment, w którym napięcie w jej ciele zaczęło opadać. Przestał na tej cienkiej granicy między pieszczotą a dalszą męką. Pozwolił jej złapać oddech, a wszystkiemu temu, co jej dał, prześlizgiwać się po jej nerwach już tylko jako echo tego, co z nią chwilę temu robił.
Nie odsuwał się od niej, z pewną satysfakcją odnotowując, jak przygasa w niej cały ten ogień i zostaje żar. Nie odsunął się nawet gdy sięgnęła p oniego i przyciągnęła do siebie. Przyjął to, co chciała, pozwalając jej być inicjatorem. Jego dłoń rozplotła się, wypuszczając jej udo, muskając palcami jej skórę jak na pożegnanie, kiedy pozwalał jej nodze opaść. Druga zostawiła jej bieliznę i sięgnęła do jej żuchwy, ujmując ją stanowczo.
Czuł jej dotyk na swojej skórze. Wciąż był do tego nieprzyzwyczajony, skoro jego ciało było świętością. Ale pozwalał jej eksplorować, przewidując przy tym dokąd zmierza. Klamra jego paska ustąpiła, a on wiedział, co będzie dalej.
Cielesne uciechy nie działały na niego tak intensywnie, ale to nie znaczyło, że ich nie odczuwał. Nie robiły na nim wrażenia, ale płynęły przez niego. Tak też kiedy zacisnęła palce na jego uciemiężonym materiałem spodni przyrodzeniu, wciągnął powoli powietrze, napinając widocznie barki.
Ześlizgnął swoją dłoń z jej szczęki na szyję, nie zaciskając na niej swoich palców. Świadomie i we własnej kontroli omijał ten gest, który nie tak dawno temu miał doprowadzić do jej końca. Na krótko zatrzymał w tym miejscu swoją rękę, dla samego przypomnienia, a potem znalazł nią kobiecy nadgarstek, potem drugą dłonią drugi jej przegub i uniósł w górę, samemu stopniowo się podnosząc z kolan. Dźwignął ją za sobą do pionu, przechwytując jej nadgarstki w jedną dłoń.
Palce drugiej ześlizgnęły się stopniowo po jej ręce, ramieniu, boku i zatrzymały na biodrze, na którym zacisnął wyraźnie swoje palce, przyciskając kobiecą sylwetkę bliżej siebie.
— Skończę z tobą dopiero, gdy nie będziesz mogła zmyć mojego imienia ze swoich ust — powiedział chłodno, nie jako obietnicę, a jako przestrogę. Wypuścił jej nadgarski, ruchem drugiej ręki odwracając ją tyłem do siebie. Jednym, stanowczym ruchem ramienia otoczył ją w pasie i przycisnął mocno do siebie. Palce wolnej dłoni ujęły na nowo kobiecą żuchwę, ale chwilę później stoczyły się powoli po jej ciele. Przez szyję, biust, brzuch i podbrzusze i zatrzymały się na linii jej bielizny.
Zatrzymał się i badał jej reakcję. Jej oddech, napięcie w jej ciele, chcąc poczuć to, jak na niego reagowała. Nim jednak doszedł do głębszych wniosków, jego palce zanurkowały pod jej majtki, przesunęły się po jej rozdrażnionej łechtaczce, tylko się z nią witając. Wsunął dwa z nich spokojnym ruchem w kobiece wnętrze. Poruszał nimi powoli i metodycznie, leniwie pieszcząc strategiczny punkt jej ciała.
Jego wargi musnęły skórę na jej szyi, tak samo spokojnie, jak działały jego palce w niej. Pocałunek po pocałunku, zostawiając za sobą ślady zmysłowej pieszczoty. Czuł hipnotyzujący wręcz zapach jej skóry, a wraz z nim coś, co pachniało zwierzęco. Głębokim, nieodpartym podnieceniem. Czuł ten magnetyzm między nimi, jak gdyby nikłą przestrzeń pomiędzy ich ciałami wypełniały elektryzujące impulsy, zapowiadające nadchodzącą burzę.
Z czasem nie tyle, co przyspieszył, ale wchodził w nią palcami znacznie mocniej i głębiej. Dając jej znacząco poczuć swoją własną obecność. Pocałunki, co chwilę, uzupełniały jego zęby, zaciskające się na fałdzie jej skóry, które schwyciły. Budował w niej napięcie, znów konsekwentnie i z planem. A w strategii był bardzo dobry.
Navi Yun