Strona 3 z 3
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: pn sty 12, 2026 1:43 pm
autor: April Finch
Wypuściła powietrze przez nos, rozbawiona wizją samej siebie w tak oficjalnej wersji przed fortepianem. Gdyby jakimś niesamowitym cudem kiedykolwiek się na ten konkurs dostała, na pewno musiałaby zadbać o porządny look. Była zbyt duża szansa, że zrobiłaby z siebie kompletną wariatkę, przebierając się za samego mistrza. Prawdopodobnie nie dopuszczono by jej w ogóle do klawiszy i zdyskwalifikowano za obrazę majestatu. Podobnie w przypadku, w którym postawiłaby na stylówę Elthona Johna. Chyba dobrze, że jej kariera w muzyce się rozpadła, bo ewidentnie się do tego nie nadawała. Nie speszył jej dotyk Abby – alkohol najwyraźniej powoli układał się wygodnie w jej organizmie, pozwalając jej wreszcie się rozkręcić. Patrzyła jej śmiało w oczy, zastanawiając się, czy była jedną z tych dziewczyn, które tak łatwo było oczarować po prostu dla nich grając. Może jednak powinna ją zaprosić w miejsce, w którym będzie jakiś instrument?
— Zawsze wydawało mi się, że bardziej do mnie pasują krawaty. Ale reszta to cała ja. — Wyprostowała się nieco, siadając wygodniej, co nie było proste na barowym stołku. Przynajmniej z niego nie spadała, to wystarczało, by czuć się przepełnioną gracją.
— Wyolbrzymiasz. Hiszpania nie jest aż tak daleko. — Uniosła dłonie w obronnym geście, chcąc nieco spuścić z tonu tej opowieści. W ustach Wallace brzmiała jakoś tak gorzej. April była oczywiście naczelną drama queen, a dla miłości była gotowa zrobić absolutnie wszystko, ale czasem było jej trochę głupio, że jej sercowe perypetie brzmią jak z jakiejś kretyńskiej latynoskiej telenoweli. Życie byłoby prostsze, gdyby była dziewczyną z komedii romantycznej.
— Ale poczekaj, bo chyba się zgubiłam. Potwierdziłaś wszystkie trzy historie? Z tym samolotem to niezupełnie...— Przekrzywiła nieco głowę, zastanawiając się, czy to była kwestia dodatkowego kieliszka, pustego żołądka Abby, czy ja jestem jakaś durna i coś źle czytam. Nie było jej jednak dane dokładnie przeanalizować sytuacji i dokończyć zdania, bo obok nich wyrosła jakaś postać. Mężczyzna. No trudno.
Zmarszczyła brwi, próbując się skupić na tym, co miał im do przekazania. Zakładała, że może zrobiły coś nie tak i obsługa prosi je o ogarnięcie się. A może dzisiaj zamykają zadziwiająco wcześniej i mają po prostu sobie iść? Ale nie, to było po prostu zaproszenie do interakcji towarzyskiej. Jak na przeroby umysłu April, robiło się w tym barze ciut za dużo osobnych imprez towarzyskich, w których powinna uczestniczyć i nadążać za sytuacją.
— Em, właściwie to jesteśmy w trakcie rozmowy o Chopinie i seksie w samolocie... — zaczęła, starając się być bardzo poprawną i uprzejmą. Nie była pewna, czy faktycznie to tak wybrzmiało. Westchnęła zirytowana własnymi słowami. Szło przecież tak dobrze.
— Muzyka klasyczna do numerka? Zajebiście. — Facet pokiwał głową z uznaniem, jak prawdziwy znawca. Finch zmarszczyła jednak brwi, przyglądając się mu podejrzliwie. Coś jej podpowiadało, że to nie była szczera opinia, tylko próba przypodobania się towarzystwu i wbicia się w rozmowę.
— Znaczy konkretniej mówiąc, to jest randka. Ale z doświadczenia wiem, że Abby lubi mieć blisko wyjście ewakuacyjne z takich sytuacji. — Spojrzała z powrotem na swoją towarzyszkę, uśmiechając się przy tym szeroko. Nie próbowała w żaden sposób jej dopiec, stwierdzała przecież fakt. Nie zarejestrowała faktu, że mógł brzmieć na nieco chujem podszyty.
— Więc jeśli potrzebujesz w tym momencie spadochronu, to oczywiście, że zagramy. — Kiwnęła głową i znów przeniosła wzrok na nowego znajomego. Gość wydawał się być zadowolony z takiego obrotu spraw. Rozłożył szeroko ręce, wskazując w kierunku, w którym miała odbyć się rozgrywka, gotowy do jej rozpoczęcia.
— I oczywiście przegracie z kretesem — ostrzegła go jeszcze lojalnie, by w razie pozytywnego rozpatrzenia sprawy przez Abby, był psychicznie gotowy na porażkę. Kusiło ją nieco, by kompletnie go spławić i jeszcze opierzyć, że im przerwał, ale dzielnie się powstrzymała. Nieco nerwowo ruszała nogą w tym muzyki, zastanawiając się, co jeszcze robią ludzie, by zgrywać nonszalanckich i nienarzucających się, by ponownie do reszty nie odstraszyć od siebie pani doktor.
Abby Wallace
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: wt sty 13, 2026 12:32 am
autor: Abby Wallace
Oczywiście, że to Abby (a raczej ja) zajebała się w akcji. Odpowiedziała sama sobie w pijanej główce, a April zostawiła bez konkretnego wskazania kłamstwa. Swoją drogą chciała wskazać odpowiedź numer jeden jako ta nieprawdziwa. Nie, żeby chciała tym zrobić z Finch jakąś kochliwą seksoholiczkę w przestworzach, ale jakoś te dwa fakty do siebie pasowały i nawet się łączyły, dlatego taki tok myślenia, a nie inny. Czy by zgadła? Tego już nie było się jej dane dowiedzieć, bo nagle towarzystwo przy barze się powiększyło.
Z początku wcale nie spodobała się jej propozycja faceta. Zdecydowanie wolała zostać z Finch przy barze i kontynuować ich małą gierkę, ale z drugiej strony — czemu nie? Beer pong brzmiał równie dobrze, co picie przy ladzie, a przy okazji nadarzyła się okazja, by jako płeć piękna skopać dupy dwóm mięśniakom. Aż żal byłoby nie skorzystać. Chociaż na uwagę o byciu bliżej wyjścia spojrzała wymownie na April.
— Całe szczęscie stół do pingla jest bliżej drzwi — podłapała jej złośliwość, za nic nie biorąc jej za bardzo do siebie. — Będzie łatwiej się ulotnić — prychnęła i zeskoczyła ze stołka. Zostały im dwa kieliszki, dlatego nie myśląc za wiele wcisnęła jeden w dłoń Finch i uśmiechnęła się do niej przelotnie w geście toastu, a następnie wyzerowała swój, czując doskonale znajome uczucie ciepła w żołądku.
— Dobra — przetarła wilgotne usta wierzchem dłoni i wbiła spojrzenie w zielony oczy swojej towarzyszki i teraz członkini drużyny. — Czas skopać trochę tyłków — rzuciła walecznie, a następnie bez większego zastanowienia złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę stołu.
— No i to mi sie podoba — rzucił chłopak, który wcześniej bajerował je przy barze, teraz lustrując je wzrokiem. Trochę obrzydliwe, ale z drugiej strony obie wyglądały zajebiscie, więc nie było co mu się dziwić. No chyba, że mówił po prostu o fajcie, że podjęły rękawice i pojawiły się na arenie.
Bo trochę tak to wyglądało. Na stole w piramidkę były ustawione czerwone kubeczki; każdy z nich wypełniony piwem, a spod nich wystawały jakieś okrągłe papierki.
— A to co? — spytała Wallace, chcąc złapać za jeden i pociągnąć, jednak zrobiła to tak nieudolnie, że prawie wylała całą zawartość. Całe szczęście jej świetny refleks działał nawet po alkoholu i utrzymała piwo w całości.
— No jak to co? — rzucił blondyn. — Zadanka!
— Zadanka? — powtórzyła zaraz po nim, patrząc to na niego to na April. A kiedy była mowa o jakiś zadankach?
— No takie wiecie, luźne zadanka — wzruszył ramionami, wyciągając kilka piłeczek z kieszeni bluzy. — Jak ktoś trafi do twojego kubka, to musisz zrobić zadanie. A jak się nie podejmujesz i pieniasz, to pijesz! A jak zrobisz to kubek zostaje i gramy dalej — wyjaśnił tonem, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość na całym świecie. Wallace kilka razy grała na studiach z beer ponga, jednak nigdy nie przyszło jej robić żadnych zadań i szczerze powiedziawszy trochę bała się, co one mogły zawierać, ale z drugiej strony przecież teraz nie oddadzą wygranej walkowerem. Trzeba było grać!
— A tak w ogóle, to ja jestem Martin — chłopak, który przyszedł do nich do baru pomachał ręką w górze. — A to mój kuzyn Emanuel — Emanuel również pomachał, ale zrobił to jakoś za bardzo energicznie i po chwili przyjechał sobie kciukiem w policzek. Całe szczęście ograł to szerokim uśmiechem i ustawił się przy stole.
— Abby — wskazała na siebie (bez machania). — A to April — przedstawiła ładnie swoją koleżankę dzisiejszą randkę, a potem ustawiła się tuż przy stole.
April Finch
ewentualne kostki kosteczki 1d8
1. Powiedz każdej obecnej osobie bardzo konkretny komplement.
2. Pozwól osobie okej wziąć twój telefon i wysłać dowolnego smsa.
3. Ujawnij swoje największe muzyczne „guilty pleasure”
4. Przeczytaj na głos ostatnią wysłaną przez siebie wiadomość
5. Patrzcie sobie głęboko w oczy przez minutę.
6. Zamień się koszulką ze swoim sąsiadem.
7. Wymyśl absurdalny powód, by usprawiedliwić dziurę w prezerwatywie.
8. Zrób osobie obok dwuminutowy masaż ramion.
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: wt sty 13, 2026 12:28 pm
autor: April Finch
Czuła, jak uruchamia się w niej duch rywalizacji. Lubiła wszelkiego rodzaju gry, a teraz dodatkowo nakręcał ją alkohol. Uniosła ostatni kieliszek w geście toastu i wlała jego zawartość do gardła. Domyślała się, że picie piwa po tym procederze może się źle dla nich skończyć, ale trudno. Najwyżej się wykręci z zabawy, gdy poczuje, że jest zbyt blisko sięgnięcia dna. Na ten moment podchodziła do sprawy optymistycznie. Jej koleżanka z drużyny sprawiała wrażenie równie zmotywowanej, a to dobry znak.
Stanęła obok stołu, przyglądając się podejrzliwie kubeczkom. Zastanawiała się, czy zdecydowali się chociaż na piwo lepsze od najtańszego, jakie było w ofercie. Pewnie nie. Przynajmniej było jasne, ciemnego by na ten moment nie zdzierżyła. Słuchała uważnie nowych zasad, specjalnie się nimi nie martwiąc. Zakładała, że panowie nie wymyślili niczego okropnego, skoro zapraszali do zabawy obce baby. Poza tym – po prostu na takich nie wyglądali. Uśmiechnęła się do obu, gdy została przedstawiona, mając nadzieję, że zabawa zakończy się w tak samo przyjacielskim duchu, w jakim się rozpoczynała.
— Rozumiem, że zaczynamy? — zasugerowała, nawet nie czekając na odpowiedź. Zgarnęła jedną z piłeczek, ustawiła się, wycelowała i... pyk. Rzuciła. Trafiła w kubeczek, to już całkiem nieźle. Wprawdzie celowała w inny, ale robiła dobrą minę do złej gry, udając, że totalnie o to jej chodziło. Wyraźnie śmielszy Martin wyciągnął spod kubka karteczkę jako pierwszy.
— Ujawnij swoje największe muzyczne „guilty pleasure” — przeczytał i zamyślił się na moment. Pytanie nie było przerażające. Domyślała się, że się z niego nie wycofa i po prostu odpowie. To gorzej dla jej drużyny. Byłoby łatwiej ich po prostu szybko spić. No trudno, może przy następnym rzucie.
— No dobra, niech będzie. Ed Sheeran. Leciał na każdym weselu, na jakim byłem i jest naprawdę no... spoko. — Początkowa pewność siebie nieco z Martina wyparowała, co mogło być zasługą spojrzenia April. Uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona wyborem. I wyraźnie nim zażenowana. Zdała sobie sprawę, że chyba troszeczkę przesadza i błyskawicznie zmieniła minę na ciepły uśmiech.
— Okej, nie wiedziałam, że mamy być aż tak do bólu szczerzy. To nie jest aż taki wstyd. — Starała się brzmieć szczerze, ale nie była pewna, czy ktokolwiek uwierzył w jej intencje. No trudno, będą musieli z tym żyć. Gość odetchnął z ulgą i zbił piątkę z kuzynem, dumny, że na ten moment prowadzili. Zgarnął piłeczkę, wycelował i rzucił. Po karteczkę sięgnęła Finch, żeby było w pełni uczciwie.
— To samo. Okej, nie dam ci umierać z żenady samemu. Hm. — Zastanowiła się, nie chcąc rzucać niczym nieszczerym ani sztampowym. Jak już grać, to na poważnie. Przebierała wspomnieniach ściśle połączonych z alkoholem, bo wśród nich najłatwiej było znaleźć takie perełki. Klasnęła w końcu w ręce, najwyraźniej na coś wpadła.
— Do you know what it feels like loving someone that’s in a rush to throw you away? — Zaśpiewała, wyciągając ręce w stronę chłopaków niczym prawdziwe bożyszcze sceny. Enrique Iglesias był w jej głowie odległym i mrocznym wspomnieniem, ale perfekcyjnie wpasowywał się w klimat zadania.
— Nie odmówię sobie tego na żadnym karaoke, nie ma opcji. 1:1, panowie. Na razie to jest zbyt proste. — Uśmiechnęła się do Abby, wierząc, że jej pójdzie tak samo lekko. Była spora szansa na to, że może nawet ona nie wygra, ale po prostu Emanuel przegra swoją rundę. To już coś.
Abby Wallace
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: pt sty 16, 2026 12:50 am
autor: Abby Wallace
Cały ten beer pong był kompletnie nieplanowany, zupełnie jak cały ten wieczór. Bo przecież Abby planowała wpaść tutaj tylko i wyłącznie na jedno piwo, nic wiecej i spadać do domu. A tu proszę: nie dość, że spotkała April, POGODZIŁY SIĘ, poszły na randkę minutę później, pograły w gierkę, a teraz jeszcze stały przy stole ping pongowym z jakimiś randomowymi typami, grając w dziwne wyzwania spod kubeczków. No co za wieczór! Czy czegokolwiek żałowała? Ani trochę. Wallace lubiła, kiedy się działo. Nie potrafiła dłużej usiedzieć w jednym miejscu, chociaż przy barze z April było jej całkiem przyjemnie i gdyby nie było takiej potrzeby, zdecydowanie nie chciałaby tego przerywać.
Ale potrzeba była i to jaka! A mianowicie potrzeba spuszczenia solidnego łomotu facetom! A przynajmniej takie było założenie jeszcze zanim zaczęły grać. Nie miała pojęcia, czy April miała dobrego cela, ale już po chwili okazało się, że nawet nienajgorszego, co Abby skomentowała gromkimi oklaskami!
Kiedy ziomek wypalił z tym Edem Sheeranem, zaśmiała się głośno, szczególnie na uwagę Finch, jednak już po chwili zasłoniłą usta dłonią, dochodząc do wniosku, że może faktycznie nie wypadało. Szczególnie, że Martin nieco się speszył i drapał po karku tak mocno, że jeszcze trochę, a wydrapałby sobie tam dziurę, o. A to przecież nie był koniec repertuarów, bo już po chwili April dostała to samo zadanie. No z tą różnicą, że Finch swoje wykonała z niemałą gracją i stylem. Bo powiedzieć tytuł to jedno ale ZAŚPIEWAĆ? I to jeszcze Enrique?!
— Brawo — znowu zaklaskała, przyglądając się jej uważnie. — Rozdajesz już autografy? Podpiszesz mi się na piersi? — spytała rozbawiona, nawet nie zwracając uwagi, że teraz powinien być jej rzut i chyba chłopaki też na moment się zwiesili, słysząc jej słowa.
— Chyba nawet mam ten no, marker w plecaku — odezwał się Martin, jakiś nagle zająkany, ale nim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć (a April podpisać się jej na cycku), Abby już wykonywała swój rzut. Palce miała całkiem sprawne, jak na l e k a r z a przystało, dlatego zamachnęła się i oczywiście trafiła. Emanuel wyciągnął karteczkę ze spodu.
— Przeczytaj na głos ostatnią wysłaną przez siebie wiadomość — przeczytał na głos zadanie i sięgnął pod telefon. W ułamku sekundy jego twarz zrobiła się cała czerwona. — Nie no…
— Co jest, stary? — Martin od razu do niego doskoczył. — No czytaj.
— Nie mogę.
— Czemu?
— No nie moge… to do mamy — starał się powiedzieć to szeptem, ale przecież wszystko było słychać po drugiej stronie stołu.
— No dawaj przecież! — zachęciła go Abby. — My nie oceniamy, co nie, April? — szturchnęła swoją koleżankę randkę w ramie, szukając w niej nieco słów poparcia.
— Jezu no dobra, ale bez beki. No to pytałem się, czy jak pościel śmierdzi, to znaczy, że trzeba ją prać, czy wystarczy otworzyć okno — rzucił, z każdym słowem coraz bardziej speszony. A speszona również była Abby, która momentalnie zacisnęłą dłoń na nadgarstku April, traktując to jako kotwicę do tego, by zaraz nie jebnąć gromkim śmiechem. — Śmiejecie się? Śmiejecie się, widzę to! — Emanuel aż się oburzył i w sekundę zamienił w buraka. Zaczął nawet coś tłumaczyć, że przecież TO BARDZO normalne pytanie, jednak nikt już go nie słuchał, bo w tym czasie jedna z piłeczek wylądowała w kubeczku po stronie dziewczyn. Abby ostrożnie wysunęła karteczkę i zaczęła czytać na głos.
— Zrób osobie obok dwu minutowy masaż ramion — nie brzmiało to najgorzej, a raczej jak coś bardzo łatwego do wykonania, dlatego powstała Finch szeroki uśmiech. — Dawaj, odwracaj się — poinstruowała dziewczynę i już sama przesuwała się bliżej.
Wallace może nie była jakiś wielkim fizjoterapeutą, ale przecież jako lekarz swoje wiedziała o ramionach i mięśniach, które się tam znajdowały. Dlatego też jej palce, które dotknęły ciała Finch wcale nie latały po niej obojętnie — pierwsze przejechała po całej długości, odpowiednio naciskając, jakby chciała sprawdzić, gdzie występowały największe spięcia, a następnie starannie zaczęła je urabiać odpowiednimi ruchami.
— I jak? — spytała w międzyczasie, nachylając się do jej ucha. — Nie za mocno? — dopytała, bo może April jednak była delikatna? Chociaż wcale na taką nie wyglądała.
April Finch
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: sob sty 17, 2026 12:22 pm
autor: April Finch
Ukłoniła się z gracją, słysząc skromny aplauz Abby. Oczywiście, że świetnie śpiewała, nie potrzebowała do tego żadnych zapewnień! No dobrze, może nie miała głosu, za który można się pokroić, ale przynajmniej miała doskonały słuch. Jakby się postarała, to pewnie nawet dałaby radę zagrać tu ten hit. W końcu mieli piłeczki ping-pongowe! Ale w barze było na to nieco za głośno. Chciała skomentować jakoś uwagę o autografie, a raczej skupić się na biuście Abby, ale komentarz Martina nieco wybił ją z rytmu.
— Dlaczego? — zmarszczyła brwi, przyglądając mu się dziwacznie. Kto nosił ze sobą w plecaku marker? I to jeszcze idąc do baru? Chyba że miały do czynienia ze studenciakami, którzy dopiero co skończyli zajęcia i przyszli się nawalić do miejsca, do którego jakoś dziwacznie nie pasowali. Ale to znaczyło, że właśnie łoiła piwo z dzieciakami. To chyba nie za dobrze. Zerknęła na gigantyczną tęczową flagę wiszącą na jednej ze ścian, jakby miała nadzieję, że queerowi bogowie jej to wszystko jakoś wybaczą.
Nie było czasu się jednak nad tym zastanawiać, bo gra toczyła się dalej. Wyglądało na to, że Abby miała lepszego cela. Chyba naprawdę wybrała wcześniej kubek, do którego wpadła piłeczka. Albo zgrywała się tak samo jak wcześniej Finch. Wszystko jedno! Zdanie było już bardziej skomplikowane. Cieszyła się, że nie trafiło na nią. Wypisywała czasem takie rzeczy do ludzi, że poskręcałoby ją pewnie z żenady. Emanuel również sprawiał wrażenie naprawdę zmartwionego.
— Ja tam trochę oceniam. — Wzruszyła ramionami, nie wchodząc w dobrotliwy ton Abby. Pewnie powinna, ale po co miałaby chłopaka okłamywać? Zawsze wolała być szczera do bólu, a chyba zdążyli się już po Edzie przekonać, że się nie powstrzymywała. Teraz nawet by jej nie uwierzyli. Spodziewała się jakiejś nieudolnej, sprośnej wiadomości. Okazało się, niestety, że to sms do mamy. Chyba wolałaby, żeby był po prostu sprośny. To byłoby od tego lepsze. Przez pytanie Emanuela coś w niej umarło. Spojrzała na Wallace szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, czy powinna się roześmiać, czy popłakać. Otworzyła nawet usta, by coś mu odpowiedzieć, ale nie zdążyła wymyślić odpowiedniej riposty, a piłeczka wylądowała w kolejnej porcji piwa. Może to i lepiej. Pewnie palnęłaby coś, co kompletnie popsułoby wszystkim zabawę.
— Ależ proszę cię bardzo. — Obróciła się posłusznie. Wyprostowała się nawet, bo miała wrażenie, że tak będzie bardziej profesjonalnie. Nigdy nie przyjęła masażu na środku baru, więc nie była pewna, jaka obowiązywała etykieta. Wyglądało na to, że powinna częściej szukać takich rozrywek! Abby sprawiała wrażenie kogoś, kto wie, co robi – znowu. Przymknęła oczy, skupiając się wyłącznie na jej dotyku.
— Nigdy — mruknęła zadowolona w odpowiedzi, uśmiechając się przy tym błogo. Na jej karku pojawiła się gęsia skórka. Chyba trochę za bardzo pozwoliła sobie odpłynąć w tej chwilowej przyjemności. Odchrząknęła niepewnie, nieco się przy tym spinając, co zepsuło końcówkę masażu. Randka randką, ale to jednak były poważne zawody.
— To teraz idealnie do środkowego — zapowiedziała, sięgając po kolejną piłeczkę. Wycelowała, rzuciła i... trafiła! Szkoda tylko, że w kubek skrajnie po prawej. Wzruszyła ramionami, udając, że w ogóle jej to nie rusza. Martin zaśmiał się krótko i wyjął kolejną karteczkę.
— Powiedz każdej obecnej osobie bardzo konkretny komplement. — Z każdym kolejnym słowem mina rzedła mu coraz bardziej. Chyba miał nadzieję na coś ciekawszego. Finch patrzyła na niego wyczekująco, nie spodziewając się w żadnym wypadku oddania tego walkowerem. Może jej zniecierpliwione spojrzenie go przekonało?
— No dobra. Emanuel, zajebiście radzisz sobie z awupą na longu, serio. — Uśmiechnął się szeroko do kuzyna, który odpowiedział równie radośnie. Finch potarła skroń, powstrzymując się od kolejnego komentarza. Nie chciała pokazywać aż takiej całej siebie na "pierwszej" randce, żeby Abby nie uciekła po raz kolejny.
— Ty, April, naprawdę dobrze śpiewasz. Jak prawdziwa latina! Nawet masz taki fajny tyłek, jak te laski i... — Nie wiedzieć czemu, przerwał. Naprawdę starała się przyjacielsko uśmiechać, bo przecież komplement nie był taki zły. Może nieco nieszczery? Przy jej wymiarach trudno było ją ustawić obok latynosek. Tyłek miała zgrabny, ale niestety niezbyt duży. Martin wzruszył ramionami i skupił się na Abby.
— A ty masz naprawdę ładne i zgrabne dłonie. Ten masaż, no serio, mega hot, może powinnaś grać na skrzypcach czy coś. — Zawstydził się nieco, wypuszczając z siebie prawdopodobnie najmilszy i najszczerszy z tych wszystkich komplementów. Może był podany nieco szorstko, ale April się podobał. Pokiwała głową z uznaniem, uśmiechając się do Wallace.
— Mogłabyś też być chirurżką — zasugerowała, puszczając do niej oczko. W końcu baby to nie tylko artystyczne zawody!
— O, nono, o też dobre! — Martin entuzjastycznie zgodził się z jej pomysłem i rzucił kolejną piłeczką. Finch pokręciła głową z rozbawieniem i sięgnęła po zadanie.
— Pozwól osobie obok wziąć twój telefon i wysłać dowolnego smsa. Nie ma problemu, śmiało. — Wyciągnęła telefon, odblokowała go i podała Abby. Wiedziała, że dziewczyna nie jest w stanie wymyślić nic bardziej żenującego niż Finch robiła sama sobie na co dzień.
Abby Wallace
She said she don't like me 'cause she love me, duh, knock it off
: pn sty 19, 2026 6:30 pm
autor: Abby Wallace
Masowała ją z wyczuciem. Lata doskonalenia się w medycynie doskonale nauczyły ją, gdzie powinna nacisnąć, w którym miejscu pociągnąć, żeby było przyjemnie, żeby zastałe mięśnie odpowiednio się rozluźniły, a cichy pomruk, który wydał się z ust Finch tylko utwierdził ją w przekonaniu, że robiła to dobrze. I chociaż miała wykonywać swój masaż marne dwie minuty, tak przeciągnęła to jeszcze chwile. Przysunęła się bliżej, pozwoliła, by jej ciepły oddech otulić szyję April, kiedy nachyliła się w jej kierunku. Chłonęła ten moment, bo przecież było to przetarcie kolejnej granicy. A do tego wszystkiego April pachniała obłędnie, więc Abby po prostu na moment się odcięła.
Dopiero głos kuzyna Emanuela, który zaczął strzelać komplementami na lewo i prawo sprawił, że się odsunęła. Oczywiście zgodziła się z uwagą, że April świetnie śpiewała, z tym tyłkiem zresztą też i wcale nie omieszkała zawiadomić tego na głos.
— Też tak sądze — rzuciłą zadowolona, bezczelnie obszajając koleżankę. — Najlepszy tyłek w mieście — w końcu były na randce, tak? To mogła. Mogła sobie przecież popatrzeć. A było na co! Wallace uważała, że tyłek nie musiał być ogromny, żeby był zajebisty, a spodnie, które miała na sobie Finch idealnie podkreślały jej figurę. I może patrzyłaby się tam kolejne trzy sekundy za długo, gdyby kolejny komplement nie padł w jej kierunku.
— Totalnie będę od dzisiaj grać na skrzypcach — oznajmiła, klaskając podekscytowana w dłonie. Przynajmniej może wtedy jakoś by wyglądały, bo przecież w zawodzie chirurga raczej przez większość czasu miało się je schowane pod gumą rękawiczek. Nie wspominając już o tym, jak popękana była skórą od ciągłego mycia i szorowania ich po każdym zabiegu jak i przed. Chociaż kiedy April o tym wspomniała, że mogłaby być chirurżką posłała jej wymowny uśmiech.
— Przyznaj, że po prostu chcesz zniżki na operacje — ba, nawet oczko jej puściła, a zaraz potem przyszedł czas na wyzwanie Fich i to Abby przypadł ten wspaniały zaszczyt, by móc wysłać wiadomość do kogoś z jej kontaktów. Oczywiście, że odnalazła najbardziej randomowy kontakt, którym był jakiś stary wychowawca April jeszcze ze szkoły średniej (ciekawe czemu w ogóle miała jego numer) i wystukała mu kompletnie niemoralne zaproszenie na randkę i ewentualny tak zwany one night stand. Czy April była zła? Może nie. W końcu do tego czasu wypiły wystarczającą ilość alkoholu, żeby móc sie z tego śmiać. Najwyżej na drugi dzień pożałuje, albo w momencie, w którym ewentualnie dostałaby odpowiedź!
Kiedy pokończyły sie zadania, przyszedł czas na faktyczną konsumpcję piwa i chociaż wydawało się, że nie było go dużo w kubeczkach, kiedy skończyli, Abby była już mocno pijaniutka i chyba to samo można było powiedzieć o Finch. Pewnie wylądowały gdzieś na parkiecie, wokół współpracowników April, a na koniec Abby oznajmiła, że jak na koniec dobrej randki przystało odprowadzi ją do domu!
Spoiler: a na drugi dzień nawet sama z siebie się odezwała, żeby życzyć jej dobrego dnia i zarzucić jakimś zacnym memem!
April Finch