Strona 3 z 4

how much for that?

: wt sty 20, 2026 9:15 pm
autor: Peach J. Pepper
Madox A. Noriega

Peach nie wciągała, bo po pierwsze to wolała pigsy, bo była basic bitch, a po drugie to widziała zdjęcia nosów narkomanów po wciąganiu i to jej tak obrzydziło, że w życiu by juz nic nie wciagnela. Do Madoxa to jednak pasowalo, chcoiaz moze nie pół twarzy z dziurą, ale nie chciała mu mówić o tym jak już się nafukał, szczególnie że skakał pod sufit jak jeden z tych skoczków opimpijskich, którzy wygrali na spółkę medal. Peach oczu nie może oderwać od Madoxa, zresztą ją to zawsze fascynowało jak ktoś wyczyniał takie rzeczy, bo ona to jest spięta dupa czasami i w życiu nie chciałaby, żeby ktoś ją nagrał jakby tak skakała.
No w każdym razie posypała jak umiała, Ferrari już siada obok niej i tak kładzie rękę za nią, bo pewnie tak sie czuje najwygodniej, chociaż Peach to akurat nie bardzo się go boi, nawet jak z niego jest taki bydlak wielki, bo jest przekonana że komu jak komu ale kobiecie to on krzywdy nie zrobi. Zaśmiała się jak głupolka, jak chłopaki szukają pingwina i złapała za swój kieliszek.
- Oj chłopcy, co wy, przecież tu nie ma pingwinków. Chociaż ja bym chciała mieć kiedyś jednego jako zwierzątko, to by było wspaniałe prawda Frankie - i tak się do niego uśmiecha słodko i rzęsami wachluje, jakby oczekiwała, że on jej z kieszeni pingwinka teraz wyjmie i ofiaruje. Dobrze, że tak się nim oboje zajeli, to wcale nie skumał co jest w kieliszkach. Tylko zgodnie z toastem wział i wychylił swojego bez mrugnięcia okiem, chociaż patrzył na Mateo ciekawy czy ten cały wypije. Peach wypiła połowę i oblizuje się namiętnie, żeby osłodzić ewnetualną gorzkość trucizny którą wsypali Frankiemu do kieliszka, chyba zadziałało bo nic nie powiedział, tylko polał kolejny.
No ale chłopaki chcieli też znów sobie powciągąć, tylko zanim to zrobili to wszystko na Peach wylądowało. Ona odruchowo buzie otworzyła, ale zaraz zamkneła, zresztą dobrze że już jej Madox wyciera z oczu ten koks, ale jak je otworzyła to pewnie jednak coś jej w te oczy weszło. Niby widzi, ze jej Madox mówi, żeby się nie zaciągała, ale co ona poradzi na to, że już jej coś do buzi wpadło i też przez oczy, energicznie pokręciła głową, ajkby chciała to strzepać z siebie ale wstaje nagle:
- Nie, nie, nie, musze iść się ogarnąć. Frankie gdzie masz łazienkę - ale nie czekała nawet na wyjaśnienia tylko poleciała tam i zaczeła się cała myć nad tą umywalką i oczywiście coś tam ją złapało więc rozmazuje sobie cały ten koks po twarzy, wody to nalała tyle zeby wsadzić całą głowę do środka i tak trzyma ją pod wodą chwilę, prawie się tam utopiła, aż musiała duży oddech wziać jak wyjeła ją w końcu z umywalki i spojrzała w swoje odbicie i już widzi nie Peach która ma 27 lat, tylko Peach która ma 13 lat i pierwszy raz się najebała w klubie. Już sie zastanawia co ona ze swoim życiem robi, przecież była takim słodkim dzieckiem, a skonczyła na jakiejś kryminalnej akcji u mafii, myśli już o tym, że rodzice to by z niej nie byli wcale dumni, a ojciec to pewnie nie będzie nigdy. I tak wisi już na tej umywalce z piętnastą minutę, w końcu się drzwi otwierają, bo pewnie wcale się nie zamkneła.

how much for that?

: czw sty 22, 2026 12:54 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox spojrzał na Peach dziwnie, kiedy powiedziała, że chciała by mieć pingwinka jako zwierzątko, bo zaraz sobie pomyślał, że ciekawe gdzie by go latem trzymała, w lodówce?
Ale Frankie za to klaska w te wielkie jak bochenki chleba dłonie i coś mówi, że wspaniały pomysł księżniczko, a potem, że jakby z nim pojechała na Biegun to mogliby sobie takiego przywieźć. Noriega aż strzelił oczami, a to o nim mówili, że jest jakiś pojebany.
Ale nie było się czasu nad tym rozwodzić, bo już wznosili toast, a Madox to tak się patrzył na Frankiego, jak on wznosił, że aż mogło to wyglądać dziwnie, że on się tak na chłopa jakiegoś lampi, kiedy ten się oblizuje. No ale nikt nie zauważył, a Noriega się zaraz ucieszył, że poszło tak gładko. To tylko jeszcze krecha koksu i mają go!
Tylko, że kurwa z tym już wcale gładko nie poszło, bo Madox zaraz strzepywał kokainę ze swojej kolorowej, ładnej koszuli, a później to już z gładkich policzków Peach.
Ona zaraz oznajmiła, że idzie to ogarnąć, a Madox został z Frankim. I o czym oni mieli teraz rozmawiać? Rozsiadł się na kanapie w tym miejscu, co przed chwilą siedziała Peach, nonszalancko zarzucił nogę na nogę, a stopa to mu cały czas chodzi po tej kokainie i tak czekają na nią.
- A czym się zajmujesz Franki? - Noriega go zagaduje, a ten mówi, ze jakaś tam branża rozrywkowa i pyta a ty, a Madox kiwa głową, że on też. Zapadła niezręczna cisza, a Peach wciąż nie ma...
No i kurwa o czym tu z nim gadać?
- Peach to niezła laska... - w końcu odzywa się Madox i to już Frankie podłapał od razu, zaraz dyskutują o laskach, jakie są najlepsze, Madox twierdzi, że latynoski, a Frankiemu to jest wszystko jedno, żeby tylko miała dobrą dupę i cycki. Noriega mówi, że wszystkie latynoski mają.
I tak sobie gadają o tych dupach i cyckach Latynosek, że nawet nie zauważyli, że Peach już piętnaście minut nie ma.
Madox w końcu zauważył, bo zerknął na ten swój złoty zegarek na nadgarstku, więc się zaraz zwleka z tej kanapy.
- Pójdę zobaczyć co z Peach... - oznajmił, ale Franki zaraz się pyta czy to jest jego dupa, a Madox się zastanowił, bo lepiej tak? Czy lepiej nie? Jak ją odetnie to zdecydowanie tak, ale jak nie, to nie...
Machnął tylko ręką, że tak, albo nie i poszedł do tej łazienki.
Najpierw zastukał lekko w drzwi, ale cisza, więc zaraz nacisnął na klamkę i wszedł do środka.
- Peach… wszystko dobrze? - zapytał łagodnie i się na nią patrzy, a ona taka cała mokra i ta woda jej spływa z włosów na ramiona, krople nikną w dekolcie sukienki. Nie wygląda to dobrze, więc wciąż jeszcze naćpany Madox, zaraz chwyta jakiś ręcznik i ją wyciera.
- Ja pierdole, co ty zrobiłaś Peach? - trze jej te ciemne rozmierzwione włosy, które teraz to nie są już wcale ułożone, tylko sterczą we wszystkie strony, jak u jakiegoś pudla. A później to już sięgnął po drugi, duży ręcznik i go jej zarzucił na ramiona.
- Wyglądasz jakbyś brała prysznic... - stwierdził, ale nie do końca, no i zresztą jego ciemne spojrzenie zaraz padło na ten zlew pełen wody, w którym ona chyba sobie... nurkowała?

Peach J. Pepper

how much for that?

: sob sty 24, 2026 9:23 pm
autor: Peach J. Pepper
Madox A. Noriega
No faza, faza. Peach już była pod wodą i zobaczyła światło, wycofała się z tej podróży, bo jednak chciała jeszcze trochę pożyć. Potem stała nad umywalka i oglądała swoją twarz i widziała zmarszczki a później widziała młoda Peach. Później łza jej poleciała, bo poczuła się ogromnie samotna, pozostawiona sama sobie. Wróciła do wspomnień byłego chłopaka, przez którego pojechała na Bali. Chociaż myślała, że już przepracowała to rozstanie, wciąż czuła się zdołowana tym, że jednak on ją rzucił w momencie, w którym nie była na to gotowa.
Nagle, sto lat świetlnych później, pojawia się w odbiciu lustra nie twarz małej Peach, ale Madoxa. No i przez chwile myślała, że ona i Madox to jedność w sensie chyba zarówno romantycznym jak i KOSMICZNYM. Szczerze, to ta wizja nią nieco wstrząsnęła i podobała jej się jedynie odrobinkę. W sensie takim jej się podobało, bo się poczuła bardzo silna i niezależna, tak jakby wszyscy mogli tylko leżeć u jej stópek i ją po nich całować. Madox który był nią nagle przestał nią być i wychodzi z lustra, a ona siedzi i nie wierzy w to co widzi. Kręci głowa i mówi - chociaż dla Madoxa to było seplenienie, to jej się wydawało, że mu mówi.
- Nie brałam, nic nie brałam - wypiera się nagle bardzo wyraźnie i chyba ją coś trzasnęło bo się zerwała na równe nogi, aż Madoxa prawie przewróciła. Ale tak na prawdę to go nie przewróciła, bo to jest jednak chłop duży z mięśniami. Apropo mięśni to przypomniało jej się, że Frankie Ferrari jest za ścianą. - O nie, tak nie może być, że mnie tak skurwiel ojebal z hajsu. Zapłaci za to, chociażbym miała mu odrąbać jaja sekatorem, to zapłaci! - znów się nakręciła, tak samo jak wtedy kiedy wypiła Espresso Martini w barze Madoxa. Zaraz ten ręcznik który ma na ramionach ściska i zaczyna nim wymachiwać. - Ja temu dziadowi pokaże - i z ogniem w oczach chciałaby przebiec obok Madoxa, ale ufam, że on jeszcze miał jakiś instynkt samozachowawczy albo instynkt Peachzachowawczy i ją złapał, zanim ruszyła atakować Frankiego Ferrari.

how much for that?

: sob sty 24, 2026 9:54 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
A Madox tak stoi za jej plecami i się na nią lampi w lustrze, bo wcale nie zdawał sobie sprawy, że ona tam odbywa jakieś kosmiczne tripy, czy trzecie oko jej się otwiera i robi z niej boginię, której wszyscy padają do stópek. A może robi z niej Madoxa, przed którym wszyscy padają na kolana? Trochę coś w tym było, bo jednak z tych wszystkich chłoptasiów Peach, to Noriega był naprawdę chyba najsilniejszy i najbardziej niezależny. Bo kto? Galen Wyatt?
Może on powinien wiedzieć, że jednak ona po zmieszaniu tych prochów i szampana i koksu, to będzie tutaj miała różne dziwne fazy, ale on się przecież nie spodziewał, że tak mało jej wystarczy, ale gdzie ona do Frankiego Ferrariego, jak on był ze dziesięć razy od niej większy kloc? No i Madox też był od niej większy, więc kiedy tak stanął przed nią, kiedy ją już trochę wytarł to tak popatrzył na nią z politowaniem.
- Spoko Peach, niedługo ci zejdzie... - powiedział powoli, żeby go zrozumiała, bo nie wiedział, jaką ona ma teraz dokładnie fazę. Po dużej dawce by ją odcięło, ale po takich mini? Tylko zaraz się okazuje, że chyba ją wystrzeliło kokainowo, bo ona się tak zrywa jak szalona.
- Peach kurwa, przecież mieliśmy się rozejrzeć... - mruknął, a jak ona zaczęła tym ręcznikiem machać, to się trochę odsunął, żeby jednak nie dostać w łeb. Co prawda no to nie bał się ręcznika, bo wiadomo, chłop jak dąb, ale jednak, Peach to teraz się rozszalała. I kiedy ona krzyczy, że pokaże temu dziadowi, to Madox się do niej wyrwał. Złapał ją w pasie i ciągnie do tej łazienki, tylko Peach jakoś tak mu się szarpnęła, wierzgnęła jak dzika łania, czy jakaś antylopa, że Madox się zatoczył. Ale nie puścił jej wcale, bo jednak nie chciał, żeby ona poleciała do tego Frankiego.
I nagle słychać głośny plusk!
Całe marmurowe ściany łazienki zachlapane, w ogóle cała łazienka zalana. Bo kiedy Peach się szarpnęła, to Noriega się cofnął, a jak się cofnął to się potknął o wannę i zaraz oboje w niej wylądowali. Tylko ta wanna to była pełniuśka wody, bo pewnie Peach na fazie musiała jej tam nalać, kiedy jej tak nie było piętnaście minut. Madox to się tej wody aż opił, aż ją puścił, ale zaraz ją wyciągnął, bo to była jakaś taka wielka wanna, z hydromasażem, dwuosobowa pewnie, albo nawet cztero, żeby Franki się zmieścił z kimś. No i jak oni już w tej wannie złapali równowagę, cali mokrzy, do ostatniej nitki, pół wody wychlapali na posadzkę, to Noriega aż się złapał za głowę.
- Ja pierdole... - rzucił, bo teraz to oboje wyglądali, jakby brali prysznic... Nie, oni kurwa wyglądali, jakby się kąpali w ubraniach, bo właściwie to się właśnie stało.

Peach J. Pepper

how much for that?

: czw lut 05, 2026 6:49 pm
autor: Peach J. Pepper
Okropna ciężkość złapała Peach w brzuchu, ale nie chce dać się jej poddać, tylko wyrywa się jeszcze mocniej. Dobrze, że tak naprawdę to tak się skupiła na tym wyrywaniu sie, że nie miała głowy do tego, by dalej krzyczeć za Ferrarim. Nie skumała za bardzo, że to Madox tak ją silnie trzyma, tylko chce biec, biec do tego dziada, który ją okradł. Ale zamiast iść do przodu to się cofa i pisnęła kiedy nagle leci do tyłu. Daleko nie poleciała, ale z wielkim pluskiem za to wylądowała na Nortiedze. Zaraz ta woda, która obywała jej twarz okazała się być wszędzie i Peach kaszle, bo się zachłysneła.
Oczy nagle otwiera i co? I sie okazuje, że jest w jacuzzi z madoxem, cała w tej swojej kiecy, sandałek to jej spadł z nogi recznik cały mokry też już pływa obok. Na chwilę trochę otrzeźwiała, co prawda może nie do końca, ale zaśmiała się z tego wszystkiego i prysnęła wodą w kierunku Madoxa. - Haha, nie sikaj Maddox, chodź zobaczymy co z naszym Porszakiem - i jakby nic sie nie wydarzyło sobie wyszła z tej wanny. Tzn "wyszła" to bardzo krótki opis tego co się wydarzyło, bo najpierw chciała się wyciągnąć tak jak wpadła, ale okazało się to niemożliwe, wiec sie oparła o Madoxa i tak sobie pomogła wyjść, zresztą pewnie to on po prostu wyszedł i ją wycągnął. No ale już stoją na zewnątrz. Peach szuka sandałka i ściąga drugi, cała cieknąc na podłogę. Spojrzała jeszcze w lustro i oceniła - Hot wyglądamy, taki wet look jest teraz w modzie - i idzie juz mniej bojowo nastawiona z butami w ręku, w sensie z jednym w jednym ręku, a drugim w drugim do salonu w którym jest Frankie Ferrari.
Nic dziwnego, że nie zareagował na jakieś dziwne dźwięki z łazienki, bo właśnie leżał twarzą na stole. Peach oczy wielkie otwiera i odwraca sie na Madoxa.
- Zabiłeś go? - tak sie zastanawia co ma z tym zrobić, ale chyba nic, bo przecież nikt nie uwierzy, że była tu kiedykolwiek, poza tym ZMYŁA wszystkie dowody wraz z wodą, conie? Wzrusza ramionami. - I gdzie zaczynamy? - ona na przykład zaczyna od tego że wyciąga telefon i podłącza się do Spotify i zmienia muzyczkę, bo nie mogła już zdzierżyć, że takie coś leci. Włączyła "In the air tonight" i sobie sie kręci do muzyczki. - No prowadź! - pospiesza go, jakby wcale nie była cała morka od tego jacuzzi, nie ciekła na środku salonu, a chłop wielki jak dąb zezgonował im na akcji. Może jednak Peach ma to coś co trzeba mieć żeby być gangsgterka!

Madox A. Noriega

how much for that?

: pt lut 06, 2026 12:48 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox to tak tej wody się ochlał jak go Peach tyłkiem przycisnęła do dna, że aż mu się ulało kiedy się w końcu wynurzył, na koszulę, która i tak jest mokra, wiec to nic. A później jeszcze też dostał wodą od Peach i to też by było nic, bo i tak był mokry, tylko dostał w oko, więc zaraz je wyciera.
- Peach, ale na spokojnie... - tak jej mówi, żeby już nie chciała mu sekatorem jaj obcinać, potem chwilę patrzy na jej tyłek, kiedy chciała z tej wanny wyjść, ale ona cały czas się nieumiejętnie ślizga, więc w końcu to Madox wylazł pierwszy. Zaraz jej rękę podał i już stoją na posadzce, cali mokrzy, ociekający wodą, ale podłoga i tak jest cała zajebana, wiec no to i tak już nic nie zmieni. Noriega to nawet złapał za poły tej swojej koszuli i ją wyżyma, ale co to dało?
Też nic, bo woda im spływa wszędzie. Chociaż może i hot wyglądają, bo jak Madox sobie zerka na Peach to jej się ta kieca klei do ciała cała, jemu zresztą też się koszula klei wszędzie, do kaloryfera na brzuchu i do pleców.
Wyszli z tej łazienki i Madox miał nadzieję, że Franki to właśnie zezgonował, ale liczył się z tym, że na przykład taki wielki chłop jak czołg to będzie potrzebował więcej czasu, ale na szczęście nie. Wchodzą do salonu, a on leży łysym łbem na stole. Trochę wygląda jakby serio był martwy, więc Madox zaraz podchodzi do niego i opiera mu dwa palce na szyi, sprawdza puls.
- Nie no kurwa, żyje, odcięło go - stwierdził, a jeszcze potem podniósł jego wielką łapę do góry i puścił, żeby sprawdzić odruchy, a ta łapa leeeeci, z całym impetem i wali w ten stolik, na który on opiera czoło, a ten stoli nagle pęka na pół, bo był jakiś badziewny. No i ten Franki Ferrari poleciał do przodu i łbem zarył w dywan i tak leży z dupą do góry wypiętą na tym dywanie, jakoś nienaturalnie.
A Madox aż uniósł obie brwi i oczy szeroko otworzył, bo tego to się wcale nie spodziewał. Patrzy na Peach. Ale Franki nawet się nie ruszył, to finalnie ominął go jakoś.
- No nie wiem, dawaj od biura jego - mówi do Peach, ale zaraz wywrócił oczami jak zobaczył co ona puściła, bo mogła jakiegoś Malume, a nie...
No ale już nie ma czasu kłócić się o podkład muzyczny, bo nie wiadomo ile ten Franki Ferrari będzie jeszcze leżał, więc Madox zaraz się rozgląda.
- No a gdzie on ma gabinet? - pyta Peach, bo może ona wie, ale jak wzruszyła ramionami, to machnął na nią, żeby poszli na schody. Weszli po tych schodach na górę i tam mają trzy pary drzwi do wyboru.
Madox otwiera pierwsze, ale tam tylko sypialnia Frankiego, wielkie łoże w kształcie serca i jakaś czerwona tapeta. No wygląda to trochę jak w klubie Madoxa ten pokój, co on ma w podziemiach, tylko łańcuchów brakuje... Chociaż nie, są też. Już mieli się wycofać, tylko, że wtedy ten futrzasty dywanik na podłodze zaczyna się ruszać, a potem nawet na nich szczeka. Bo chyba to nie był dywanik jednak.

Peach J. Pepper

how much for that?

: pt lut 06, 2026 10:06 pm
autor: Peach J. Pepper
- Wow- zareagowała na to, że Madox rozjebał głową Frankiego stół, zabrzmiało to trochę tak z jej ust, jakby się tak nie do końca prawdę mówiąc tym przejęła, ciężko się przejmować kimś kto cie okradł, conie?! Skoro muzyczka już leciała, to Peach ręce unosi i daje się jej ponieść i idzie za Madoxem do tego gabinetu. - Gabinet, gabinet, gabinet- powtarza pod nosem, rozgladając się na boki, jakby to jej miało pomóc i wtedy otwierają się drzwi do sypialni. Peach wywróciła oczami i już się wycofuje, bo taka sypialnia to wgle nie jest w jej stylu, ona nie lubi takich kiczowatych rzeczy, szczególnie jak zobaczyła te łańcuchy to wgle miała odruch wymiotny już, bo no serio szanujmy się. Tylko wtedy nagle usłyszała najsłodszy dźwięk pod słońcem.
- Omajgasz, przecież co ty tu robisz słodziaczku!- i z piskiem wleciała do pokoju Frankiego Ferrari i rzuca się na małego wrzeszczącego i szczekającego psa i go tak złapała całego i do siebie tuli. To na pewno nie było najmądrzejsze posunięcie, ale Peach kochała psy, tak jak swojego Moto na przykład i nie wierzyła, że były takie co by ją pogryzły. Nawet jeżeli ten był taki. - Jezu Madox, musimy go wziąć, możemy go wziąć? Patrz jaki SŁODKI - a ten pies może i był słodki ale miał crazy eyes, które się teraz patrzyły w Madoxa. Peach się nie przejmuje i chociaż pies się chce wydostać, to trzyma go mocno. Wtedy się obejrzała, bo jak już była w pokoju to widziała więcej i pokazuje Madoxowi.
- Patrz tu są jakieś drzwi - i odsuwa sie, żeby on sprawdził co za tymi drzwiami się kryje, natimiast ona się skupiła na pieseczku, który ewidentnie został porzucony przez Frankiego bo strasznie szczekał. I nagle się wyrwał Peach z rak i pobiegł w pizdu. Peach smutna wstaje z kolan i idzie do Madoxa, który już otworzył drzwi. - Myslisz, że to coś znaczy? - bo jak zajrzała do środka to się okazało, że cały pokój był od ziemi aż po sufit wyłożony spluwami. Wow, no nieźle ma ten Frankie Ferrari.

Madox A. Noriega

how much for that?

: sob lut 07, 2026 1:10 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox też się tym nie przejął.
Więc Franki sobie leży na podłodze w tym salonie na perskim dywanie, a oni już idą na górę, wcale się nim nie przejmując. Noriegę to akurat łańcuchy nie ruszały nic, a nic, on pewnie gorzej zmieszany by był, jakby się okazało, że Ferrari tam trzyma pluszaki na przykład, porozkładane na pół łóżka. Ale nie trzymał na szczęście, chociaż zaraz ten piesek doskoczył do nich jak jakiś puchaty miś. Co prawda ujadał wściekle, ale był mały i chyba nie zagryzłby Peach, więc Madox machnął na to ręką.
- Ja mam psa i mój by go zeżarł - no bo taka była prawda, że Sombra to by tego maluszka chapsnął na raz. No i to był prawdziwy pies, obronny, a do tego jeszcze pies na baby, bo Sombra to niby był groźny i mógł tętnicę w trzy sekundy przegryźć, ale jednak jak widział ładną kobietę, to zaraz się robił potulny jak baranek, trochę jak jego pan.
Chociaż jak Peach zaczęła piszczeć, że ten pies jest słodki, to wywrócił oczami, dla niego nie był wcale, jakiś taki mały wypierdek. Jeszcze się na niego tak krzywo patrzył, wiec Madox to już miał się wycofać z tego pokoju, ale wtedy Peach coś zaczęła, że są tam jakieś drzwi, więc się cofnął. Drzwi w sypialni? Jak to będą drzwi do jakiegoś pokoju Greya... no to Madoxa pewnie by to nawet znowu nie ruszyło, bo on jednak dużo w życiu widział.
Ale kurwa takiego czegoś jak w tym pokoju, to nie. Aż mu szczeka opadła i tak stoi i się gapi po tej całej broni. A broń to nie wszystko, bo na stole po środku to leżą jeszcze dwie wielkie torby z hajsem, na oko to kilka milionów. Tak się Madoxowi wydawało. Prawie sięgnął do jakiegoś zgrabnego pistoletu z tłumikiem, ale w porę cofnął rękę, no bo jednak nie chcą tam zostawiać żadnych odcisków palców, czy coś.
- No jak kurwa co to znaczy? - pyta się i patrzy z niedowierzaniem na Peach - no gość handluje bronią i zobacz ile na tym zarabia - głową jej wskazał ten stół - dawaj, rób zdjęcia - polecił jej i sam też wyjmuje telefon... który jest, ja jebię, mokry.
Potrząsnął nim kilka razy, ale nic to nie dało. On naprawdę musi kupić jakiś wodoodporny telefon.
Ale Peach taki chyba miała, bo ona zaraz cyka fotki, tylko jak on zobaczył, co ona robi, a robi sobie kurwa selfie, to aż go krew zalała.
- No nie sobie! Tej broni rób i hajsu, bo mi nie działa telefon... - rzucił, a zresztą zaraz to już stał przy niej i jej wyrwał ten telefon z ręki, i sam zaczął robić zdjęcia wszystkiego, co mogło im się przydać. Jak jakieś policyjne w ogóle, bardzo profesjonalne.

Peach J. Pepper

how much for that?

: sob lut 07, 2026 3:06 pm
autor: Peach J. Pepper
- Ty masz psa? - zdziwiła się maks, bo według niej to Maddox wcale nie pasował na właściciela psów. Ileż to się można dowiedzieć o drugiej osobie na prawdę, wystarczy że się wystawi na coś wyjątkowego. Peach, która wcale nie chciała iść na te akcje, powoli chyba się przekonywała się do takich rzeczy. Może pomaga też to, że została obsypana koksem. - Wow, no nie powiedziałabym. A bierzesz go do pracy? - zastanawia się, bo ona to w ogóle się zastanawia zawsze jak ludzie moga pogodzić prace oraz zajmowanie się pieskiem. Ona z Moto na przykład to ma ten plus, że nie ma takiej pracy 9-17, więc zawsze ma czas żeby go wyprowadzić, ale też zawsze z nim jeździ wszędzie.
Szkoda że piesek uciekł, ale dzięki temu mogła się skupić na tym żeby obejrzeć co tam ma Franki w tym pokoiku. Wsadziła tam głowę i jedyne co ją zainteresowało to ta torba pieniędzy.
- A nie możemy wziąć po prostu tej torby?- zastanawia się na głos i już chcę ją podnieść, ale pewnie Madox ma jakąś mądrą radę i ją powstrzyma. Co prawda to jej wcale nie interesowały te spływy, bo Ferrari mógłby tu mieć równie dobrze spiżarnię z cheetosani na nocny snack, a tak samo nie przywiązywałaby do nich jakiekolwiek wartości. Co prawda nie czuła się dobrze z pistoletami, w sumie też średnio to było odpowiedzialne, bo była na chacie swojego wroga z szajbusem i całym pokojem amunicji. Aż ją ciary przeszły, kiedy sobie pomyślała jak to się może skończyć. - Ile tu jest? Myślisz, że jest z milion?
No on pewnie wie jak może wyglądać milion dolarów w gotówce, ona wie jak na przykład wyglądają takie pieniądze jako samochód albo zegarek, pewnie tak wyglądają ja Galen Wyatt.
W każdym razie, kiedy dostała polecenie robienia zdjęć, to się zastanawia o co mu chodzi, ale pomyślała że może to do okupu? Poprawiła nieco włosy (wciąż były mokre) i szuka dobrego światła żeby uchwycić wszystkie najlepsze kąty swoje oraz tego pomieszczenia.
- Eeej!- zdziwiła się i nie zdążyła nic powiedzieć już ani zrobić, bo Madox jej zabrał telefon. Taka nieprzekonana patrzy jak on robi te foty. - Wow, wygląda jak z Sherlock Holmes, ale z tych odcinków brytyjskich, a nie z Iron Manem - skomentowała i wzdycha sobie, odwróciła się i poszła sobie wędrować po pokoju Ferrariego. Z drugiej strony łóżka serducha była szafa, więc sobie ją otworzyła i wzięła jakąś bluzę. W sumie to dwie bluzy, jedna dla Madoxa i jedna dla siebie - Przebieraj się Madox, żebyś nie złapał jakiegoś choróbska - rzuciła mu bluze i sama też się przebiera już z tych mokrych ciuchów i jeszcze tylko mówi - Ale się odwróć - jakby musiała mu to mówić, ale tak na wszelki wypadek. Potem jeszcze jak już się przebrała to się zorientowała że no z goła dupa nie będzie latać więc wynalazła jakieś spodnie, które w sumie były takie giganty, że w jedną nogawkę by się mogła zmieścić.

Madox A. Noriega

how much for that?

: sob lut 07, 2026 5:13 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Pokiwał głową, że ma psa, bo przecież już jej to powiedział. Nawet na nodze gdzieś miał tatuaż ze swoim psem, no kompletny psiarz to był. Chociaż może na pierwszy rzut oka nie wyglądał, bo nie piszczał na widok tych małych pierdków jak Peach, ale na przykład jego Sombra to z nim zawsze spał... zanim nie wprowadziła się Pilar.
- Czasem biorę, a czasem zostaje z Maddie, albo z Ricardo ostatnio - chociaż ten jego pies to często sobie siedział w klubie, na górze, albo na sali jak muzyka mu nie przeszkadzała, zależy. Miał też pewnie jakąś psią opiekunkę, ogólnie lepiej był zaopiekowany niż Madox, który na przykład nie umiał gotować i jak nie zjadł na mieście, to się żywił kanapkami przez tydzień. A Sombrze to zawsze zamawiał jakieś psie miski. Dobrze miał ten jego pies. Może nawet lepiej niż ten pluszak Frankiego zamknięty na górze w sypialni.
No ale go wypuścili i włażą dalej, do tego pokoju z bronią. Madox to się tego spodziewał, że ona będzie chciała te torby wziąć, bo on też by to zrobił. Nawet chwilę to myślał o tym, żeby skroić te cztery miliony i uciec z Peach gdzieś do Meksyku. Ale jednak musiałby tam później ściągać Pilar i psa, no a co z klubem?
Pokręcił głową.
- Pojebało cię Peach? Przecież będzie wiedział, że to my i będzie nas chciał zajebać, to trzeba tak, żeby się nie skapnął, ale mamy zdjęcia, ja to dalej puszczę w świat i sam przyjdzie na kolanach cię przepraszać - no ciekawe czy to tak gładko pójdzie, ale Madox to jest zawsze OPTYMISTĄ, a jak się coś wyjebuje po drodze, to potem się zastanawia, nie na zaś - myślę, że cztery - powiedział i jeszcze tą torbę podnosi jakby sprawdzał ile waży - tu dwa, i tu dwa - tak na jego wprawne oko. Potem jak Peach się odwróciła to sobie ze trzy stówki schował do kieszeni za fatygę, no przecież się tego nie doliczą.
Kiedy Peach zaczęła te fotki strzelać to jej zabrał telefon i on robi, dużo fotek różnych, kasy i broni, poszczególnej i wszystkich razem, jak jakieś akta policyjne.
- Może jak Kojak? - czyli prywatny detektyw z Bogoty, Kolumbii bejbi, a nie jakiś brytyjski Sherlock
Srols. Już te zdjęcia porobił, wiec poszedł za Peach, a jak ona zaczyna ciuchy Frankiego wyciągać, to Madox się trochę krzywi, ale w sumie to zmarzł już jak nie wiadomo co, bo oni tacy cali mokrzy łażą po domu.
- A myślisz, że się nie skapnie gość? - pyta się ale zaraz to już zdjął z siebie koszulę i stoi z tą gołą wytatuowaną klatą przed Peach. Wiadomo, że on by się nie odwrócił, bo on jest bezwstydny i tancerki ma egotyczne w klubie, co mu gołymi dupami kręcą przed twarzą, więc dobrze, że mu powiedziała, to to zrobił. No ale zanim się w bluzę ubrał, to on jeszcze ściąga gacie mokre i mu się przypomniało, więc się znowu odwraca do Peach.
- Zobacz Peach, tu mam tatuaż mojego psa - no i jej pokazuje ten tatuaż na łydce, żeby sobie zobaczyła dobrze...
Tylko, że nagle drzwi do sypialni się otwierają z hukiem, bo aż walą w ścianę, i stoi w nich jakiś zdziwiony, albo wściekły, albo nieprzytomny, albo zfazowany jeszcze? Franki Ferrari.
A Madox to odruchowo złapał Peach za ramię i ją pociągnął do siebie, tylko że nie wymierzył i walnęli na to sercowe łóżko, on w samych bokserkach, a ona w bluzie Frankiego. I nie wiem co ten Franki to sobie pomyślał, albo, że się w jego łóżku migdalą! Albo, że mu ciuchy kradną.

Peach J. Pepper