Madox zmarszczył brwi, bo go tutaj w zasadzie też nie było na miejscu. TRZY DNI. I tak już przez te trzy dni się tutaj oczywiście coś odpierdoliło, więc nie zdziwiłby się, jakby tu były jakieś pokazy męskiego tańca erotycznego. Będzie musiał to sprawdzić na kamerach.
-
To nie wystarczą te tancerki, co kręcą dupami? - zapytał, kiedy Peach powiedziała, że przyszła by oglądać tych pedrosków, według niego to wystarczyło i wyglądało to dobrze, estetyczniej jakoś niż faceci wywijający salta na barze. Ale może to dlatego, że Madox to był kompletnie hetero i jemu nawet nigdy się nie podobał żaden chłop.
Uniósł jedną brew na to jej stwierdzenie, że najpierw praca potem przyjemności, no właściwie to Noriega się z tym zgadzał... Do pewnego moment, bo potem pojechał sobie do Kolumbii i stracił głowę i teraz to ta jego praca schodziła na jakiś dalszy plan, ale przecież w życiu by się do tego nie przyznał. Za to od razu skomentowała tą
delegację.
-
Tak mówią faceci, którzy potem lądują w Emptiness, tam w tych lożach dla VIPów - powiedział, Madox kurwa znawca tematu. Ale właściwie to tak było, to co miał jej kłamać?
Prawie w nią wlazł, kiedy się tak zatrzymała w połowie schodów, aż musiał się przytrzymać barierki, żeby nie spierdolić się w dół, kiedy się zatoczył. Spojrzał na nią z politowaniem, kiedy zapytała, czy jest naturalnym blondynem. Zapewne, z tymi czarnymi oczami, czarną brodą i śniadą karnacją, blondyn w stu procentach naturalny, mógłby reklamować te wszystkie farby do włosów. Zaczął zaraz zezować na jej rękę, kiedy tak go czochrała po głowie.
-
A znasz jakąś? - zapytał odnośnie tej Hailey Bieber, bo może i Madox miał już swoją Hailey, ale mieli udawać, że się nie lubią. To dopiero była relacja skomplikowana, do tego top secret, więc musiał czasem udawać, że on wciąż szuka, pobujać się po klubie z jakimiś małolatami, zatańczyć salsę z nieznajomą, czy coś.
Bardzo musiał być pijany, kiedy mówił Peach o tych dzieciach, bo Madox ich nie lubił, ale jednak kiedy się nawalił, to sam nie wiedział do końca, co lubi, a co nie. Kiedyś zjadł nawet wątróbkę po pijaku, a to był jego wróg numer jeden.
Oczywiście, że te ważne sprawy to się załatwia siedząc na przeciwko siebie, jak w ojcu chrzestnym, albo chłopakach z ferajny, nie mylić z rybkami! A do tego w Emptiness to najczęściej się wali przy tym wódę, rum, albo koks. Dzisiaj musieli się zadowolić rumem i tym dziwnym drinkiem, bo Madox od jakiegoś czasu chodził czysty, chyba jednak głębsze relacje z psiarnią wychodziły mu na dobre. Może niedługo chłop zacznie do kościoła chodzić, czy coś?
Poprawił tylko swoją kolorową koszulę i pociągnął łyk z butelki, już miał coś tam gadać, pewnie pytać co on jest, albo jaki jest, bo Madox to czasem był taki niekumaty, ale na całe szczęście Peach zaczęła mu opowiadać o co chodzi.
Ściągnął do siebie brwi słuchając jej uważnie. Starał się, serio, aż mu jakaś żyłka wyszła na czole i zaczęła pulsować. Coś tam słyszał, ale jakoś za bardzo się nie zagłębiał w temat, bo miał trochę ważniejszych rzeczy na głowie... Właściwie to w chuj ważniejszych rzeczy, na przykład dziurę w brzuchu.
-
Frankie Ferrari? Co on znowu... - zaczął, ale nawet nie skończył bo brunetka mu już pokazywała ten filmik, i Madox w pierwszej chwili parsknął śmiechem, bo może Frankie to był debil, ale wyglądało to dość śmiesznie, jeszcze takie ocenzurowane i z tymi napisami. Ale zaraz spoważniał, bo zobaczył jej spojrzenie, które jakby mogło, to wypaliłoby mu dziurę w tej blond łepetynie.
Odchrząknął i pociągnął łyka z butelki z rumem, ale to był błąd, bo kiedy Peach powiedziała o tym gangu, to alkohol mu poszedł nosem.
-
O kurwa... - aż się musiał walnąć pięścią w splot słoneczny, bo by się zakrztusił, umarł i już wcale nie był w żadnym gangu. Ale jednak nie umarł, i był. Chociaż skąd Peach mogła o tym wiedzieć, to on nie wiedział, ale zaraz się okazało. Zrobił duże oczy, kiedy jej słuchał, bo oni serio myśleli, że zezgonowała, a tu proszę bardzo.
Aktoreczka.
Skrzywił się, ale tylko na moment, a potem nonszalancko wzruszył ramionami.
-
Można mu nakopać, połamać nogi, albo upozorować wypadek. Zależy jak bardzo chcesz mu dojebać - uniósł jedną brew w niemym pytaniu: no jak? Nie podejrzewał, że chciała go zabić, bo jednak Frankie Ferrari był największym pacanem na świecie, ale był też jakiś nieszkodliwy, śmieszny. Madox nawet myślał, że gość po prostu nie przekminił tego, że ta plaża to było jakieś święte miejsce.
-
Ale to nie są tanie rzeczy Peach - dodał zaraz, no bo wiadomo, że połamanie komuś nóżek kosztuje trochę więcej niż najnowsze Play Station, czy torebka od Prady. Chociaż... Madox nie wiedział ile kosztują torebki od Prady.
-
Więc też zależy ile jesteś w stanie na to przeznaczyć - rozwalił się na tym krześle zakładając łokieć na oparcie, jak prawdziwy gangus, brakowało mu tylko ciemnych okularów, bo łańcuchy są, koszula jest, zakapiorska gęba trochę też.
Peach J. Pepper